Reklama

Franciszek do Polaków: niech Wielki Tydzień będzie czasem miłosierdzia i łaski

2019-04-10 11:04

st (KAI) / Watykan

Vatican Media

„Nie to będzie czas miłosierdzia i łaski dla was i waszych bliskich” – powiedział Ojciec Święty do pielgrzymów polskich podczas dzisiejszej audiencji ogólnej odnosząc się do Niedzieli Palmowej i uroczystości Wielkiego Tygodnia.

Oto słowa papieża skierowane do Polaków:

Serdecznie witam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, zbliżamy się do Niedzieli Palmowej, która wprowadzi nas w Wielki Tydzień męki Pańskiej. Otwórzmy nasze serca na miłość Boga, który „własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał” (Rz 8, 32), dla naszego zbawienia. Nie to będzie czas miłosierdzia i łaski dla was i waszych bliskich. Niech Bóg wam błogosławi!

Papieską katechezę streścił po polsku ks. prał. Paweł Ptasznik z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Reklama

W dzisiejszej katechezie Ojciec Święty zatrzymał się nad wezwaniem: „Odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt 6,12).

Chrześcijanin prosi Boga przede wszystkim o wybaczenie swoich win. Wobec Boga wszyscy jesteśmy grzesznikami i mamy powód, by uderzyć się w piersi, jak celnik w świątyni. Św. Jan pisze w swoim pierwszym Liście: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1, 8).

Jesteśmy dłużnikami przede wszystkim dlatego, że w tym życiu wiele otrzymaliśmy: istnienie, ojca i matkę, przyjaźń, cuda stworzenia... Chociaż zdarza się nam wszystkim przeżywać dni trudne, to musimy zawsze pamiętać, że życie jest łaską, jest cudem, który Bóg wydobył z nicości. Po drugie jesteśmy dłużnikami, ponieważ, nawet jeśli potrafimy miłować, to nikt z nas nie jest w stanie uczynić tego o własnych siłach. Nikt z nas nie świeci własnym światłem. Miłujemy dlatego, że zostaliśmy umiłowani, wybaczamy, ponieważ otrzymaliśmy przebaczenie.

Nikt z nas nie miłuje Boga tak, jak On nas umiłował. Wystarczy stanąć przed krucyfiksem, aby zrozumieć dysproporcję: On nas umiłował i zawsze nas kocha jako pierwszy. Dlatego módlmy się: Panie, nawet najświętszy pośród nas nie przestaje być twoim dłużnikiem. Ojcze, zmiłuj się nad nami wszystkimi!

W dzisiejszej audiencji udział wzięli między innymi: pielgrzymi z św. Jacka w Chicago (USA); Św. Joachima i Anny z Annopola (diec. sandomierska); Grupa studentów i doktorantów z Wydziału Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie; Grupa komandosów Sił Zbrojnych RP z jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca; Grupa osób niepełnosprawnych z asystentami z Polskiego Związku Niewidomych z Kielc; Grupa z Koła Gospodyń Wiejskich w Dzigorzewie; Pielgrzymi z gminy Chynów i Warka; Grupa pracowników poczty z Lublina.

Tagi:
miłosierdzie Franciszek

Radomsko: Uroczystości ku czci Miłosierdzia Bożego

2019-04-28 20:15

Marian Banasik

Jezus dzisiaj daje nam swoje dary: pokój, Rany – znaki Męki i sakrament spowiedzi świętej – mówił w homilii ks. Mariusz Frukacz, redaktor „Niedzieli”, który w Niedzielę Miłosierdzia Bożego przewodniczył uroczystościom odpustowym w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

Fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

W homilii wskazując na dar pokoju ks. Frukacz podkreślił, że „szczególnie naszym czasom, ale też sercom ludzkim, potrzebny jest pokój, który jest darem Jezusa Miłosiernego”. – Świat daje inny pokój, który znamy z zabiegów dyplomatycznych i kalkulacji politycznych. Natomiast Jezusowy dar pokoju płynie z krzyża – mówił ks. Frukacz

Mówiąc o miłosierdziu kapłan wskazał na to, że słowo łacińskie misericordia (miłosierdzie) oznacza dosłownie miseri - cor - dare! To znaczy: Biednemu - serce - dać! – Jezus daje mnie biednemu grzesznikowi serce. Na kartach Ewangelii odnajdujemy również Jezusa, który lituje się na widok biednych, chorych, grzeszników. Jednak to nie jest zwyczajne uczucie litości. Widok biednych, cierpiących i grzeszników porusza Jezusa do głębi, do samego dna wnętrza – podkreślił kapłan.

Redaktor „Niedzieli” wskazał na postać św. Augustyna, który bardzo mocno doświadczył daru miłosierdzia – Ten Ojciec Kościoła w swoich „Wyznaniach” spowiadając się ze swojego życia napisał: „Ale chociaż jestem tylko prochem i popiołem, pozwól mi przemówić do miłosierdzia Twego. Pozwól mi mówić, bo oto jest przede mną miłosierdzie Twoje (...) Ja zaś cały będę trwał przy Tobie. Bo samo to, że istnieję, Twoim przecież jest darem (...)Tobie cześć, Tobie chwała, Źródło miłosierdzia! (...) płonę pragnieniem Twojego pokoju. (...) Panie - zmiłuj się nade mną! Oto nie ukrywam swych ran: Tyś Lekarzem - ja chorym; Ty jesteś miłosierny - we mnie zaś wszystko woła o miłosierdzie (...) Całą moją nadzieję pokładam w niezmierzonym miłosierdziu Twoim”.

Ks. Frukacz wskazując na Rany Chrystusa mówił za św. Augustynem:„Czy nie mógł Chrystus zmartwychwstać bez żadnych blizn? Posiadał moc, aby je uleczyć nie pozostawiając blizn, raczył jednak je zachować, żeby wzmocnić chwiejących się w wierze”.

- Szczególnie daru Ran Chrystusowych doświadczył św. Tomasz apostoł. Ten Święty Apostoł dotykał ręką ran Pana Jezusa po Zmartwychwstaniu i doznał wielkiego od Niego miłosierdzia. Tak jak św. Tomasz Musimy każdego dnia dotykać Ran Chrystusowych, bo On nas dotknął swoją męką, by nas uzdrowić – mówił ks. Frukacz

- Często patrzymy na św. Tomasza apostoła jako na człowieka wątpiącego, ale spróbujmy dzisiaj spojrzeć na niego, jako na człowieka, który doświadcza miłosierdzia poprzez dotknięcie Ran Chrystusowych, To jest wielka katecheza dla nas. Nie tylko patrzmy na Rany Jezusa, ale zanurzmy w nich nasze życie – zaapelował ks. Frukacz.

- Mamy dzisiaj wraz z Tomaszem Apostołem dotknąć ran Chrystusa, źródła Miłosierdzia. „Podnieś rękę i włóż ją do mego boku”. Mamy pójść dalej w naszym życiu duchowym. Musimy nie tylko patrzeć na rany Jezusa. Mamy niejako wejść głębiej w Jego rany. Mamy głębiej przeżywać tajemnicę męki i zmartwychwstania, tajemnicę miłosierdzia – kontynuował duchowny.

Kapłan wskazał również na znaczenie sakramentu spowiedzi świętej – Nie lekceważmy w naszym życiu tego daru Jezusa – zachęcał kaznodzieja i podkreślił za teologiem Hansem Ursem von Balthasarem: „Wracający z Otchłani Jezus ukazuje się uczniom, przynosząc im wielkie odpuszczenie nieba dla grzechów świata, które dźwigał On na krzyżu i niejako z nich się spowiadał.

Jezus przekazuje swemu młodemu Kościołowi wielkanocny dar odpuszczenia grzechów. Właśnie dzięki temu darowi uczniowie najlepiej będą mogli przekonać świat o ty, że Jezus żyje”.

- Św. Jan Paweł II napisał w swoich „Notatkach osobistych”, że droga do szczęścia wiedzie przez konfesjonał. To prawda, bo grzech przygniata człowieka, a miłosierdzie podnosi – dodał ks. Frukacz.

Uroczystości zakończyły się odmówieniem litanii do Miłosierdzia Bożego, procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowanie relikwii św. Faustyny Kowalskiej.

„Miłosierdzie Boże, to prawda, którą jako wspólnota parafialna pragniemy żyć każdego dnia. Ludzie naszych czasów mają tak wiele zranień w swoim sercu. A jedynym lekarstwem na nasze niepokoje, zranienia, grzech jest Miłosierdzie Boże. Każdy dzień w naszej parafii to odpowiedź na dar wielkiej miłości Pana Boga” - powiedział w rozmowie z „Niedzielą” ks. dr Adam Szwedzik, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Radomsku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Grocholewski w Kalwarii Zebrzydowskiej: Maryja jest Matką Kościoła

2019-08-18 12:51

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Kalwaria Zebrzydowska (KAI)

- Co to znaczy, że Maryja jest Matką Kościoła? – mówił o tym kard. Zenon Grocholewski, były prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej, w homilii podczas Mszy św. w ostatnim dniu uroczystości Odpustu Wniebowzięcia NMP w Kalwarii Zebrzydowskiej. Kard. Grocholewski przypomniał też, jak szczególnym miejscem była Kalwaria dla papieża Jana Pawła II.

Bożena Sztajner / Niedziela

Publikujemy treść homilii:

Zenon Kard. Grocholewski Kalwaria Zebrzydowska domem Matki Kazanie wygłoszone w Kalwarii Zebrzydowskiej 18 sierpnia 2019

Wstęp

W tym roku minęło 40 lat od kiedy św. Jan Paweł II po raz pierwszy przybył do tego sanktuarium jako papież i to już podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 rok. Ten fakt jest niewątpliwie wymownym i mówi bardzo dużo o roli jaką to sanktuarium odegrało w formowaniu świętości największego z Polaków. Przygotowując to kazanie starałem się trochę poczytać o tym centrum kultu maryjnego. Uderzyło mnie to, jak bardzo tenże papież był związany z tym miejscem świętym. Przybywał tutaj często już w dzieciństwie, potem jako młodzieniec, kapłan, biskup, arcybiskup krakowski, kardynał i wreszcie papież. Nawiedzał to sanktuarium biorąc udział w pielgrzymkach, jak również by przewodniczyć różnym uroczystościom, ale jak sam wyznał na tym miejscu przed 40 laty: „Najczęściej przybywałem tutaj sam, tak żeby nikt nie wiedział, nawet kustosz klasztoru. […] sam i wędrowałem po dróżkach Pana Jezusa i Jego Matki, rozpamiętywałem Ich najświętsze tajemnice. To jest zupełnie przedziwna rzecz – te dróżki [...]. A prócz tego polecałem Panu Jezusowi przez Maryję sprawy szczególnie trudne i sprawy szczególnie odpowiedzialne w całym moim posługiwaniu biskupim, potem kardynalskim. Widziałem, że coraz częściej muszę tu przychodzić, bo po pierwsze spraw takich było coraz więcej, a po drugie – dziwna rzecz – one się zwykle rozwiązywały po takim moim nawiedzeniu na dróżkach. Mogę wam dzisiaj powiedzieć, moi drodzy, że prawie żadna z tych spraw, które czasem niepokoją serce biskupa, a w każdym razie pobudzają jego poczucie odpowiedzialności, nie dojrzała inaczej, jak tutaj, przez domodlenie jej w obliczu wielkiej tajemnicy wiary, jaką Kalwaria kryje w sobie” (7 czerwca 1979).

Innymi słowy, czuł ten wielki nasz rodak ogromną potrzebę serca przybywania tutaj jak do domu Matki, z którą chciał rozmawiać, przypatrywać się jej życiu, prosić ją o radę i wstawiennictwo, umocnić się jej matczyną miłością w realizowaniu swego powołania.

Tak, tutaj sobie uświadamiamy, że Maryja jest nie tylko Matką Jezusa, Matką Bożą, ale jest też Matką naszą, Matką nas wszystkich, Matką każdego z nas.

W związku z tym, przychodzi mi na myśl wydarzenie z dnia 21 listopada 1964 roku. Kończyła się wówczas trzecia sesja Soboru Watykańskiego II, podczas której dyskutowano nad tajemnicą Kościoła i wypracowano wspaniałą Konstytucję Apostolską na ten temat, na temat Kościoła, rozpoczynającą się od słów Lumen gentium – światło narodów (Kościół Święty jest bowiem ukazany jako światło dla wszystkich narodów, dla całej ludzkości). W tym dniu papież św. Paweł VI – jakby chcąc ukoronować tę dyskusję i wspomniany dokument o tajemnicy Kościoła – w bazylice św. Piotra uroczyście ogłosił Maryję “Matką Kościoła”, tzn. Matką “całego ludu chrześcijańskiego, zarówno wiernych jak i Pasterzy” (zob. AAS 56 [1964] 1015). O to zresztą usilnie zabiegał wówczas Episkopat Polski. Wtedy też do Litanii Loretańskiej dodano wezwanie: “Matko Kościoła, módl się za nami!”

1. Dlaczego Maryja jest Matką Kościoła?

Zadajmy sobie pytanie bardziej podstawowe: dlaczego Maryja może być nazywana Matką Kościoła? Albo lepiej: dlaczego Maryja jest Matką Kościoła?

a. Mówiąc ogólnie, Maryja jest Matką Kościoła dlatego, że jest Matką Chrystusa. Rodząc Chrystusa w grocie betlejemskiej, w pewnym sensie zrodziła cały Kościół. Chrystus jest bowiem Głową Kościoła a my wszyscy tworzymy jego Mistyczne Ciało. Maryja zrodziła Chrystusa, którego my jesteśmy Mistycznym Ciałem.

Toteż Chrystus mógł się identyfikować z Kościołem. Na przykład czytamy w Dziejach Apostolskich, że gdy Szaweł (późniejszy Paweł) udawał się do Damaszku, by prześladować chrześcijan, ukazał mu się Chrystus, mówiąc: “Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”. “Kim jesteś, Panie?”, spytał przestraszony Szaweł. “Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dz 9, 3-5). “Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”! A przecież Szaweł nie prześladował Jezusa, nawet Go nie znał, nigdy Go nie widział. On prześladował Kościół, prześladował chrześcijan. Ich chciał wtrącać do więzienia. Natomiast Pan Jezus mówi: ty prześladujesz Mnie. Oto jak Pan Jezus identyfikuje się ze swoim Kościołem, ze swoim Mistycznym Ciałem.

Maryja jest Matką Kościoła, ponieważ jest Matką Chrystusa, którego my jesteśmy Mistycznym Ciałem. Dlatego Chrystus mógł się identyfikować ze swoim Kościołem.

b. W sposób szczególny Maryja stała się Matką Kościoła, gdy pełna bólu stała pod krzyżem Chrystusa. Na krzyżu Chrystus dokonywał wielkiego dzieła zbawienia świata. Maryja stała pod krzyżem, współpracując w tym dziele odkupienia, toteż niejednokrotnie bywa nawet nazywana Współodkupicielką.

Można powiedzieć, że na krzyżu Chrystus niejako rodził Kościół, i w tym rodzeniu Kościoła Maryja odegrała szczególną rolę. Jej obecność tam nie była jedynie bierną, lecz to był bardzo ważny moment jej misji w historii ludzkości.

Kardynał Wyszyński kiedyś powiedział, że nie ma rodzenia bez matki, dlatego tam pod krzyżem, gdy rodził się Kościół, była potrzebna matka, była potrzebna Maryja.

2. Ogłoszenie Maryi Matką Kościoła

Właśnie tam pod krzyżem – gdy Maryja współpracowała w rodzeniu się Kościoła – sam Pan Jezus ogłosił ją Matką Kościoła.

Gdy ktoś umiera świadomie, nie mówi rzeczy mało ważnych, nie żartuje, lecz mówi to, co naprawdę leży mu na sercu. Nie ma wątpliwości, że Chrystus umierał świadomie, i w tym momencie powiedział do Maryi, wskazując na Jana: “Niewiasto oto syn Twój”; potem powiedział do Jana, wskazując na Maryję: “Oto Matka twoja” (J 19, 25-27). Te słowa nie mogą oznaczać – jak chcieliby niektórzy – zwykłą troskę Jezusa o los Maryi, zwykłą troskę o to, by zabezpieczyć Jej przyszłość, pomoc. Gdyby Panu Jezusowi chodziło tylko o to, wystarczyłyby słowa skierowane do Jana: “Oto Matka twoja” (czyli: “traktuj Ją jak swoją matkę”), i nie byłyby konieczne, co więcej byłyby zupełnie niepotrzebne słowa skierowane do Maryi: “Oto syn Twój”. Kto umiera świadomie, nie mówi rzeczy niepotrzebnych.

Toteż Kościół od samego początku rozumiał słowa Pana Jezusa w sensie bardziej głębokim; rozumiał, że Jan – ten uczeń, którego Jezus umiłował – reprezentował pod krzyżem cały Kościół, wszystkich chrześcijan, wszystkich tych, których Jezus umiłował, oddając za nich życie. Od samego początku Kościół rozumiał, że słowa Pana Jezusa “oto syn Twój [...] oto Matka twoja” były jakimś wymownym ogłoszeniem Maryi Matką Kościoła, Matką wszystkich wierzących.

W ten sposób Pan Jezus, przed swoją śmiercią, chciał w tym historycznym momencie niejako uroczyście powiedzieć światu i wszystkim przyszłym pokoleniom, że Maryja nie tylko zrodziła Go w grocie betlejemskiej, ale także współpracowała w rodzeniu się Kościoła.

3. Matka Kościoła w historii Rola Maryi jako Matki Kościoła nie kończy się jednak pod krzyżem, lecz trwa. W sposób bardzo plastyczny pisali Ojcowie Kościoła, czyli ci wspaniali pisarze chrześcijańscy pierwszych wieków, że z otwartego boku Chrystusa na krzyżu zrodził się Kościół. Maryja zaś, która stała pod krzyżem, wzięła ten Kościół w swoje matczyne ręce.

Tak jak w grocie betlejemskiej ściskała Dzieciątko Jezus z całym ogromem swej miłości, tak samo z niezwykłą matczyną miłością przygarnęła pod krzyżem rodzący się Kościół. Tym bardziej przytuliła go swego serca, bo ociekał On jeszcze krwią Jej Syna, i dopiero zrodzony potrzebował matki, tak bardzo potrzebował matki.

A potem, gdy ten młody Kościół oczekiwał w wieczerniku zstąpienia Ducha Świętego, oczekiwał niejako tego sakramentu bierzmowania, Maryja była tam wśród apostołów. Ona była tam potrzebna, bo matka jest potrzebna zawsze tam, gdzie życie się rodzi i gdzie życie się rozwija. Ona była dla tego młodego Kościoła – jak pisał jeden z teologów – słońcem, które go rozgrzewało, cementem, który go konsolidował, klejem, który go łączył. Umacniała przestraszonych apostołów, budziła nadzieję. Przecież była Matką.

Tę misję Maryja spełniała przez całą historię. Jest rzeczą wymowną, że od samego początku chrześcijanie jakby instynktownie – jeszcze bez jakiegoś pogłębienia teologicznego – wyczuwali w niej Matkę (jak dziecko instynktownie rozpoznaje swoją matkę) i uciekali się do Niej. Od samego początku bowiem powstawały niezliczone kościoły i sanktuaria Jej poświęcone, jak również mnożyły się dzieła sztuki i literatury na jej cześć. A św. Bernard (1090-1153) w swej znanej modlitwie powie: “Pomnij o dobrotliwa Panno Maryjo, że od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek uciekając się do Ciebie, Twej pomocy wzywając, Ciebie o przyczynę prosząc, miał być przez Ciebie opuszczony”. Od wieków nie słyszano! Czyż może matka zapomnieć o swoim dziecku? Czyż może taka matka jak Maryja zapomnieć o swoich dzieciach?

Chciałbym też tutaj zaznaczyć, że wspomniany już nasz ukochany św. Jan Paweł II, ten niezmordowany apostoł dzisiejszego świata, nie wydał żadnego ważnego dokumentu bez powierzenia go trosce Maryi, bo czyż może się dziać coś w Kościele bez udziału jego Matki?

I tutaj w Kalwarii Zebrzydowskiej Matka Boża okazuje się prawdziwą Matką, Matką Kościoła.

Kościół jest jeden i wielki, rozsiany po całym szerokim świecie. Lecz – jak przypomina Sobór Watykański II – ten Kościół realizuje się w różnych społecznościach: w diecezjach, w parafiach, w misjach, w domach zakonnych, w rodzinach (Sobór nazywa rodzinę "Kościołem domowym"), w różnych instytucjach.

Uczyńmy Maryję naprawdę Matką naszych parafii, naszych społeczności, naszych rodzin, naszych domów zakonnych. Przede wszystkim jednak uczyńmy Ją Matką naszych serc, naszych myśli, naszych pragnień. A Ona, ta wspaniała Matka, będzie nas prowadziła do najwyższego dobra, do Chrystusa, którego dzisiaj świat tak bardzo potrzebuje.

4. O dobra duchowe dla siebie i dla współczesnego świata

Jeszcze dwie bardzo ważne uwagi:

a. Po pierwsze. Przychodzimy do tej Matki, by przedstawić Jej nasze potrzeby, by wypłakać się przed Nią, by prosić o zdrowie, o ulgę w cierpieniu, o zdanie matury, o pomyślne załatwienie jakiejś sprawy, itd. Dobrze, że o to prosimy. Ale musimy pamiętać, że Pan Jezus nie przyszedł na świat, aby uwolnić nas do bólu, cierpienia, aby wyleczyć nas z naszych chorób, aby stworzyć na tutaj na ziemi raj. Przyszedł, aby nam dać dużo więcej, aby otworzyć nam niebo, aby nam wysłużyć życie wieczne, oglądanie Boga twarzą w twarz w wiecznej szczęśliwości. Wyjaśnił: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Miłość Boga względem nas wyraża się więc głównie w tym, że chce On nas obdarzyć wieczną szczęśliwością. Ale chce też byśmy mieli w tym nasz udział, domaga się więc naszej współpracy. Żąda od nas wzięcia krzyża, czyli hojnej miłości. Powiedział wyraźnie: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,38; Łk 14,27). Tak, musimy się nade wszystko prosić Boga za przyczyną Matki Najświętszej o dobra duchowe. O takie głównie dobra kazał nam się modlić Pan Jezus ucząc „Ojcze nasz”. Mamy mówić: „święć się imię twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola twoje, itd.”. To są dobra duchowe. Właściwie wszystkie wezwania tej Modlitwy Pańskiej dotyczą wartości nadprzyrodzonych. Bo przecież również wezwanie „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” nie odnosi się tylko do potrzeb materialnych, ale do tego wszystkiego co nam jest potrzebne w dążeniu do nieba. Na innym miejscu Pan Jezus wyraźnie powiedział: „Starajcie się naprzód o królestwo [niebieskie] i o Jego sprawiedliwość, a [wszystko inne] będzie wam dodane” (Mt 6,33; Łk 12,31). „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16,26). Podobnie wzywa św. Paweł: „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (Kol 3,1-2). Czegoż więc może Matka Boga i nasza Matka bardziej dla nas pragnąć jak nie właśnie tego, byśmy umieli jak najlepiej wypełnić wolę Bożą i osiągnąć szczęśliwość wieczną? Dlatego jest rzeczą niezmiernie ważną, byśmy modlili się tutaj przede wszystkim o dobra duchowe, byśmy prosili naszą niebieską Matkę o uwolnienie się z grzechu, o wzrost we wierze i miłości, o zachowanie wierności Panu Bogu, o świętość.

b. A druga rzecz, na którą pragnę zwrócić uwagę, to to, że nie możemy myśleć tylko o sobie. Byłoby źle, gdybyśmy na tym świętym miejscu modlili się tylko we własnych intencjach. Mamy przecież braci i siostry rozsiane po całym świecie. Miłość bliźniego przynagla nas, byśmy modlili się też za innych, mając zawsze na uwadze, że najważniejszymi są dobra duchowe. Nie trudno bowiem dostrzec we współczesnym świecie potwornych wojen, zbrodni, terroryzmu, prześladowań, upadku moralności, braku szacunku do życia, obłudy, demagogii, itd. Te tragedie dotykają dzisiaj boleśnie także wasz kraj. To wszystko jest powodem ogromnych niesprawiedliwości, cierpienia, bólu, łez, chorób i śmierci ogromnej ilości ludzi. Wobec tych potworności Matka Najświętsza w Fatimie domagała się pokuty, nawrócenia i modlitwy. Wzywała więc, by nasza modlitwa miała aspekt misyjny, zmierzała do nawrócenia świata. Jeszcze jedno, w ostatnim czasie rozbolało nam wszystkim serce, widząc jak w naszym kraju pewne kręgi, i to w sposób bardzo prostacki, obrażają naszą ukochaną Matkę Niebieską, profanują Jej obraz. Maryjo, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Upraszaj dla nich łaskę, by i oni poczuli ciepło Twej matczynej miłości. My zaś wobec tych faktów, idąc za potrzebą serca, przyrzekamy, że coraz bardziej będziemy Ci okazywać naszą bezgraniczną miłość.

Zakończenie Konkludując, chciałbym usilnie zachęcić, byśmy w tym sanktuarium modlili się gorąco za świat, a zwłaszcza za nasz kraj, aby zwyciężały w nim dobro i prawda, aby ludzie, szczególnie ci odpowiedzialni za losy naszego kraju, otwierali swe umysły i serca na chrześcijańskie przesłanie miłości i pokory, bo przeciwieństwo miłości i pokory – tzn. pycha i złączony z nim egoizm – są, jak tego dowodzi historia, największymi niszczycielami dobra i prawdziwego postępu ludzkości.

Maryjo, Ukochana Matko, módl się na nami, za Polską i za całym światem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowa Zelandia liberalizuje aborcję

2019-08-18 13:01

vaticannews.va / Wellington (KAI)

Nowa Zelandia liberalizuje prawo dotyczące aborcji. Dotychczas przerywanie ciąży w tym kraju było traktowane jako przestępstwo. Zmiany w ustawie wprowadzają aborcję na życzenie do 20. tygodnia ciąży.

Zffoto/fotolia.com

Nowozelandzki parlament przyjął zmiany w ustawie o antykoncepcji, sterylizacji i aborcji przy 94 głosach za i 23 przeciw. Największe modyfikacje dotyczą właśnie aborcji. Jak dotąd zabiegów dokonywano w tzw. szarej strefie i wymagały one zatwierdzenia przez dwóch niezależnych lekarzy. Teraz matka ma możliwość zabicia dziecka, bez jakichkolwiek badań, do 20. tygodnia, a więc do momentu kiedy zazwyczaj odczuwalne już jest jego kopanie. Później do uzyskania aborcji potrzebna będzie opinia lekarza.

Episkopat Nowej Zelandii wyraził swój sprzeciw wobec nowego prawa, jak i braku szczerego i uczciwego dialogu wobec tej kwestii. W imieniu biskupów wypowiedziała się Cynthia Piper z diecezjalnej komisji ds. sprawiedliwości społecznej, zwracając uwagę na powody jakimi kierują się kobiety przy wybieraniu aborcji. Wśród głównych wskazała biedę, napiętnowanie społeczne, brak wsparcia wspólnoty, wymuszanie ze strony partnera, czy rodziny oraz izolację.

Propozycją episkopatu jest większe skupienie się na umocnieniu polityki wspierającej kobiety i wspieraniu organizacji niosących im pomoc. Mówienie o „wyborze” jest bowiem bez sensu, kiedy kobiety nie mają praktycznie wyjścia z sytuacji i przymuszone są przez środowisko, czy sytuację ekonomiczną. Nowe prawo zupełnie nie podejmuje tych kwestii i nie próbuje ich rozwiązać. Strona kościelna przypomina również o bezpośrednich i długoterminowych problemach psychologicznych i emocjonalnych jakie spotykają kobiety dokonujące aborcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem