Reklama

Kraków: Nie dajcie się kupić, nie dajcie się zwieść! – Msza św. Męki Pańskiej

2019-04-14 14:51

Justyna Tyrka/Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

– Po raz pierwszy w naszych dziejach obchodzimy Święto Chrztu Polski, by jeszcze głębiej pojąć, że nie zrozumiemy się jako Polacy bez Chrystusa – mówił podczas Mszy św. Męki Pańskiej w Katedrze Wawelskiej metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. Na początku procesji z palmami sprzed Bazyliki Mariackiej do Katedry na Wawelu arcybiskup przypomniał, że dzisiejsze wydarzenie to nawiązanie do tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Stwierdził, że palma jest także symbolem męczenników i zwycięstwa, więc należy pamiętać o tych, którzy ponosili ofiarę za Kościół. – W duchu prawdy o Zmartwychwstaniu i zwycięstwie nieśmy krzyż i nasze palmy w rękach – dodał. W procesji ulicami Krakowa z metropolitą przeszli uczestnicy Forum Młodzieży archidiecezji krakowskiej niosąc Krzyż Roku Świętego, który został wręczony młodym przez św. Jana Pawła II w 1984 roku, w ramach inauguracji Światowych Dni Młodzieży.

Przed Katedrą Wawelską arcybiskup pokropił wodą święconą przyniesione przez wiernych palmy. Następnie na czele uroczystej procesji udał się w stronę bramy południowej, gdzie miał miejsce mający bogatą średniowieczną tradycję ryt wejścia do katedry. Metropolita stojąc przed zamkniętymi drzwiami rozpoczął dialog z chórem, oparty o słowa Psalmu 24. Uderzył trzykrotnie pastorałem w drzwi, za trzecim razem zostały otwarte i procesja wkroczyła do katedry. Ten uroczysty obrzęd ma głęboką symbolikę i uświadamia, że do świątyni wkracza sam Chrystus – Król Chwały, kołaczący do drzwi.

W homilii skierowanej do wiernych podczas Mszy św. Męki Pańskiej arcybiskup powiedział, że Ewangelia mówiąca o męce i śmierci Jezusa trafia wprost do serc, pozwala przeżywać to co stało się jego udziałem. Nawiązał do hymnu o kenozie, w którym opisane jest ogołocenie Bożego Syna. Po raz pierwszy dokonało się ono, gdy Bóg postanowił zbawić ludzi i Jezus przyjął ludzką postać, kolejny gdy Chrystus przyjął haniebną i bolesną śmierć na krzyżu.

– Ogołocił się, ale to jednocześnie sprawiło, że Bóg go nad wszystko wywyższył i podarował mu szczególne imię, przed którym pada na kolana wszelkie istnienie – podkreślił metropolita.

Reklama

Arcybiskup zauważył, że hymn ten był śpiewany przez pierwszych chrześcijan, gdy szczególnie silne były prześladowania. Dzięki niemu wierzący upewniali się w tym, że razem z Jezusem dzielą męczeński los i będą mieli udział w jego chwale.

– Ta pieśń o podwójnym uniżeniu Bożego Syna, ale także o jego chwale dawała chrześcijanom moc wiary, potęgę miłości mimo nienawiści świata i nadzieję na to, że będą na całą wieczność razem ze swoim Panem – stwierdził.

Przypomniał, że dziś po raz pierwszy jest obchodzone Święto Chrztu Polski, które jest okazją by uzmysłowić sobie, że Polacy nie mogą zrozumieć się bez Chrystusa. Nawiązał również do słów św. Jana Pawła II, według którego człowiek nie jest w stanie pojąć samego siebie bez Boga.

Metropolita odwołał się także do adhortacji apostolskiej „Christus Vivit”, w której papież Franciszek mówił o ogromie bożej miłości. Bóg zawsze pamięta o człowieku, jego wielka miłość jest codzienna, dyskretna i respektująca, przynosi wolność, leczy i uwzniośla. „To miłość Pana, która wie więcej o powstawaniu niż upadkach, o pojednaniu niż zakazach, o dawaniu nowej szansy niż potępieniu, o przyszłości niż przeszłości”.

Arcybiskup zwrócił się do młodych mówiąc, że człowiek odkupiony krwią Chrystusa jest bezcenny. – Proszę Was, nie dajcie się kupić, nie dajcie się zwieść. (…) Nie macie ceny, musicie to zawsze powtarzać: jestem wolny. Zakochajcie się w tej wolności, którą daje Wam Jezus.

Na zakończenie metropolita podkreślił, że zbliżający się czas to możliwość, by w ciszy serca uklęknąć i złożyć dziękczynienie za ofiarę Jezusa. Trzeba także mu za nią nieustannie dziękować swoją miłością i wierności.

Tagi:
Kraków abp Marek Jędraszewski Niedziela Palmowa

Okrzyk "Hosanna" i "Ukrzyżuj"

2019-04-30 13:40

Bp Ignacy Dec

Homilia wygłoszona w katedrze świdnickiej w Niedzielę Palmową, Świdnica, 14 kwietnia 2019 r.

Martin Schongauer, „Wjazd Jezusa do Jerozolimy”(XV wiek)/fot. Graziako

Niedziela dzisiejsza ma podwójną nazwę. Zwiemy ją niedzielą Palmową lub niedzielą Męki Pańskiej. Podczas dzisiejszej, uroczystej liturgii czytamy dwie Ewangelie: pierwszą - przy poświęceniu Palm - fragment Ewangelii ukazujący Chrystusa podczas triumfalnego wjazdu do Jerozolimy na święta paschalne - drugą stanowi opis męki Pana Jezusa, ukazujący naszego Zbawiciela w sytuacji poniżenia i cierpienia.

Najpierw, wspominamy uroczysty wjazd Chrystusa do Jerozolimy. Jezus był witany radosnymi okrzykami ""Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach" (Łk 19,38). Ludzie słali płaszcze na drodze i rzucali pod jego nogi gałązki drzew oliwnych i palmy. Była to godzina ziemskiego triumfu Syna Bożego.

Podczas dłuższej Ewangelii czytanej lub śpiewanej podczas Mszy św. patrzymy na Jezusa cierpiącego. Po Ostatniej Wieczerzy, w Ogrodzie Oliwnym Jezus został schwytany, uwięziony i osądzony. Na dziedzińcu Piłata tłum wołał: "Niech będzie ukrzyżowany!" (Łk 23,21). Owo radosne "Hosanna" sprzed kilku dni, zamieniło się na okrutne :"Ukrzyżuj go!". Nie wiadomo, czy byli to ci sami ludzie. W każdym razie, Jezusa na placu przed Piłatem nie miał kto bronić. Jezusowi włożono potem na ramiona krzyż i zaprowadzono na wzgórze Golgota i tam Go ukrzyżowano i doprowadzono do śmierci.

Te dwie sytuacje z życia Chrystusa uobecniają się w dziejach świata, w dziejach narodów a także w życiu poszczególnych ludzi. Jezus w swoich uczniach, także i w nas bywa niekiedy wychwalany, ale także i wyśmiewany, wyszydzany i skazywany na śmierć.

2. Pasja Jezusa w ujęciu św. Łukasza

W obecnym roku czytamy opis męki Pana Jezusa w z Ewangelii według św. Łukasza. Warto zauważyć, że ten Ewangelista przekazał nam w opisie męki Pana Jezusa takie szczegóły, których nie znajdujemy u pozostałych Ewangelistów. Są to: odesłanie Jezusa przez Piłata do Heroda (por Łk 23,8-12); spotkanie Jezusa w czasie drogi krzyżowej z niewiastami (por Łk 23,27-31); modlitwa Jezusa za krzyżujących Go:" Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą , co czynią" (Łk 23,34) oraz scena z dobrym Łotrem ( por. Łk 23,39-43).

Wszystkie te epizody odnotowane przez ewangelistę Łukasza są bardzo pouczające i godnie kontemplacji. Pomyślmy dzisiaj w jakich chwilach naszego życia wołaliśmy dla Chrystusa radosne, pełne uwielbienia "hosanna", a kiedy przydarzyły się sytuacje, w których byliśmy podobni do tych, którzy krzyczeli: "Ukrzyżuj!". Dziękując Chrystusowi za Jego cierpienie za nas, prośmy pokornie, abyśmy w mocy Bożego Ducha, nigdy nie zdradzali naszego Pana. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katecheci na medal

2019-09-03 13:09

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 36/2019, str. 13-16

Katechizacja dzieci i młodzieży w dzisiejszych czasach nie jest sprawą prostą, a oni na tym polu osiągają sukcesy. Lubią szkołę, lubią uczyć, lubią swoich uczniów. Jak to robią?

©BillionPhotos.com – stock.adobe.com

Agnieszka Furtacz
Katechetka w Szkole Podstawowej nr 40 w Sosnowcu, zwyciężczyni plebiscytu Bohater Katechezy diecezji sosnowieckiej w 2018 r.

Archiwum Agnieszki Furtacz
Agnieszka Furtacz

– Co trzeba robić, by być dobrą i lubianą katechetką?

– W pracy z dziećmi i młodzieżą najważniejszy jest dobry kontakt z nimi. Katecheta musi być otwarty na swoich uczniów, musi się starać zrozumieć ich sytuacje. Niestety, sporo ludzi młodych jest poranionych, nie zawsze są otwarci na przyjęcie prawd ewangelicznych. Oczywiście, trzeba też dawać świadectwo, o czym przypomina stara maksyma: „Słowa uczą, przykłady pociągają”. Dzieci bardzo szybko wyczują najdrobniejszy fałsz, dlatego trzeba być autentycznym, pokazywać, że to, czego uczymy, w naszym życiu jest bardzo ważne.

– Czy katechezę można ograniczyć tylko do lekcji w szkole?

– Dobrze, że katecheza jest w szkole, bo w ten sposób mamy możliwość dotarcia niemal do wszystkich uczniów, ale nie może się ona ograniczać jedynie do szkoły. Spotykamy się też na terenie parafii. Organizuję festyn Święty Florian Dzieciom, imprezę środowiskową Spotkania ze św. Mikołajem, a w czasie wakacji kolonie parafialne Wakacje z Bogiem. Jestem zelatorką dwóch dziecięcych róż Żywego Różańca, gramy i śpiewamy w naszym kościele na dziecięcych Mszach św., rekolekcjach i nabożeństwach. Spotykamy się z dziećmi i młodzieżą również na pielgrzymkach, rajdach, wycieczkach, przygotowaniach do apeli, wieczornic, przedstawień, podczas akcji charytatywnych, takich jak coroczny kiermasz na rzecz Hospicjum Sosnowieckiego im. św. Tomasza Apostoła. Uczniowie potrafią to docenić, czują się też zaangażowani i bardziej odpowiedzialni niż podczas lekcji. Każdy, kto robi coś z pasją, wie, że to się nie może ograniczać do czasu spędzonego w pracy, trzeba go poświęcić o wiele więcej.

– Niełatwo dziś budować dobre relacje z młodymi ludźmi. Jak sobie radzić z uczniami bardzo trudnymi?

– Nic na siłę. Przede wszystkim trzeba katechizować. Jak się nie da katechizować, to trzeba ewangelizować. Nie można kogoś zmusić do przyjęcia prawd wiary, ale staram się, żeby uczniowie je poznali, poczuli i zrozumieli, że Bóg nas bardzo kocha pomimo naszych błędów i grzechów. Jeśli ktoś jest usposobiony bardzo wrogo, nam jako katechetom zawsze pozostają modlitwa i wiara w Boże Miłosierdzie, że może kiedyś przez kogoś innego to dziecko wejdzie na właściwą drogę.

– Czy w Pani szkole są uczniowie, którzy nie chcą chodzić na katechezę, wypisują się z zajęć?

– Niestety, tak – na szczęście zdarza się to rzadko. Zawsze dręczą mnie przy tym wątpliwości, czy zrobiłam wszystko, aby to dziecko zachęcić do religii. Ale na takie decyzje wpływają różne czynniki. Boleję, że coraz częściej zdarza się to po I Komunii św. Rodzice chcą, żeby dziecko przystąpiło do tego sakramentu, a potem rezygnują z katechezy. Nie rozumieją, że sama uroczystość nie jest najważniejsza.

– Jakie są przyczyny rezygnowania dzieci z katechezy?

– To m.in. brak pogłębionej wiary w rodzinie, wdzierający się z mass mediów liberalizm. Z różnych stron młodzież dostaje komunikaty wręcz zachęcające do rezygnacji z wiary. W ostatnim czasie nagonka przez filmy i różnego rodzaju programy wprowadza niepokój, niepewność. Młody człowiek jest przekorny, więc gdy coś mu się proponuje, woli wybrać własną drogę.

– Czy często młodzież przychodzi do Pani z różnymi problemami, by porozmawiać, doradzić się lub coś wyjaśnić?

– Bardzo często. I oczywiście, na ile potrafię, wyjaśniam. Jeśli jakiś problem wymaga interwencji psychologa czy pedagoga lub poradni, to odsyłam ucznia po bardziej kompetentną pomoc. Jeśli są to sprawy duchowe, polecam spowiednika, który potrafi rozeznać sytuację. Z dziećmi i z młodzieżą trzeba rozmawiać, bo bardzo potrzebują indywidualnej rozmowy, troszczenia się o ich sprawy. Mają wiele problemów, których my w czasach naszego dzieciństwa nie mieliśmy. Ale mają też takie problemy, jakie były zawsze – z rodziną, z rówieśnikami.

– Łatwiej jest katechizować w młodszych czy w starszych klasach?

– To zależy od indywidualnego podejścia. Młodsze dzieci wymagają więcej zaangażowania w formę lekcji, metody nauczania. One nie lubią się nudzić, trzeba je cały czas zaskakiwać, coś nowego proponować, żeby były w ciągłym ruchu. Starsze dzieci potrzebują innego rodzaju aktywności – mnie osobiście jakoś rozwijają, bo zmuszają do ciągłego dokształcania się, szukania nowych treści. Chcą rozmawiać, dyskutować. Same czasem rzucają jakieś pomysły czy tematy do dyskusji. Treści i formy pracy muszą być dostosowane do nich i oczywiście, nie mogą być nudne.

– Co sprawia Pani największą radość w katechizowaniu?

– Lubię katechizować, lubię mieć kontakt z dziećmi. Cieszę się, że one też czerpią z tego radość. Widzę je zaangażowane czy to w szkole, czy w kościele. Ciszę się, gdy po latach moi uczniowie przystępują do sakramentu bierzmowania czy sakramentu małżeństwa. Cieszę się, gdy zgłaszają się do konkursów, bo to oznacza, że chce im się poświęcić więcej czasu na zgłębianie Pisma Świętego, zaangażowanie w akcje charytatywne, że to nie są tylko puste słowa o miłości bliźniego.

* * *

Ks. Robert Uflant, salwatorianin
Katecheta w Zespole Szkół Technicznych w Mikołowie, zwycięzca plebiscytu Bohater Katechezy archidiecezji katowickiej w 2019 r.

Archiwum prywatne
Ks. Robert Uflant

– Czy praca katechety to wymarzona praca?

– Już w seminarium myślałem, że chciałbym uczyć religii dzieci i młodzież. Gdy zostałem posłany do Trzebnicy i rozpocząłem pracę w Zespole Szkół nr 1, bardzo mi się to spodobało. Później miałem rok przerwy w nauczaniu, bo wyjechałem na salwatoriańską placówkę do Kanady. Po powrocie trafiłem do Mikołowa, do Zespołu Szkół Technicznych. Zastanawiałem się, jak sobie poradzę, bo zdecydowaną większość uczniów tej szkoły stanowi młodzież męska. Dość szybko jednak odnalazłem się w tym środowisku, a uczniowie dobrze mnie przyjęli i obdarzyli zaufaniem. Świadczy o tym fakt, że już trzeci rok z rzędu zostałem wybrany na rzecznika praw ucznia. Staram się znajdować czas i szukam okazji, aby uczniowie mogli do mnie przyjść, by porozmawiać czy to o życiu prywatnym, czy o problemach szkolnych. Bardzo cenię sobie ich zaufanie i jestem wdzięczny – także za to, że głosowali na mnie w plebiscycie.

– Czy dobrze, że katecheza jest w szkołach?

– Dobrze, bo być może dziś młodzież do salek by nie przyszła. Dla wielu katecheza w szkole to jedyna możliwość poznawania Boga, spotykania się z Jego słowem, zgłębiania nauczania Kościoła; uczenia się miłości, szacunku i dobroci oraz postawy pomocy w relacjach międzyludzkich. Po lekcjach uczniowie mają wiele różnych zajęć dodatkowych, rozwijają zainteresowania i obawiam się, że na katechezę przy parafii nie znaleźliby już czasu.

– Czy katecheza może się ograniczyć tylko do szkoły?

– Absolutnie nie. Organizuję wyjścia pozaszkolne, podczas których uczniowie mają okazję do dawania świadectwa swojej wiary. To tzw. wypady ewangelizacyjne do miejsc publicznych, gdzie np. przed posiłkiem i po nim głośno się modlimy, co wzbudza niemałe zainteresowanie. Zabieram młodzież z mojej szkoły na Salwatoriańskie Spotkania Młodych w Trzebini i na pielgrzymki dla maturzystów do Kalwarii Zebrzydowskiej oraz Wadowic. Zainicjowałem współpracę uczniów z domem seniora Salwator Park, wspólną lekturę książek, kolędowanie, a także zwykłą pomoc. Organizuję Maraton Czytania Pisma Świętego, wyjazdy do kina na filmy religijne. Młodzi lubią się angażować w wolontariat, pomoc osobom starszym, a w parafii – w grupę biblijną czy służbę ołtarza, i często oddają się temu całym sercem. Wystarczy ich tylko odpowiednio zachęcić i być z nimi.

– Ale chyba nie wszyscy się tak angażują... Czy ma Ksiądz uczniów, do których trudno trafić?

– Są klasy, z którymi można coś fajnego zrobić, ale są też takie, z którymi pracuje się trudniej. Zdarzają się uczniowie, którzy chcą się wypisać z katechezy, ale gdy nie są pełnoletni, to rodzice decydują o ich uczestnictwie w lekcjach. Dla mnie sukcesem jest, że gdy tę pełnoletniość osiągają, nadal chcą przychodzić na katechezę. Ja też staram się ich do tego zachęcać.

– Jakie, zdaniem Księdza, są przyczyny wypisywania się młodzieży z lekcji religii?

– Często przyczyny są bardzo prozaiczne, np. bo to ostatnia lub pierwsza lekcja i można wcześniej skończyć lub później zacząć zajęcia szkolne. Zdarza się, że z katechezy wypisują dzieci sami rodzice, by zaprezentować lekceważącą postawę wobec nauczania religii; w efekcie przyzwalają na zaniedbanie rozwoju religijnego i duchowego swych dzieci oraz wartości, którymi powinny się one kierować w życiu. Mam klasy, w których obecność na katechezie jest stuprocentowa, i takie, w których odsetek uczestniczących w niej jest nieco niższy.

– Czy, zdaniem Księdza, osoba katechety ma wpływ na frekwencję na zajęciach?

– Myślę, że tak. Nie bez znaczenia są sposób prowadzenia katechezy, umiejętność zainteresowania przekazywanymi treściami, atmosfera na lekcji, stosowane metody, a przede wszystkim szacunek i życzliwość ze strony samego katechety. Zdarzają się uczniowie, którzy są innego wyznania, ale przychodzą na religię jako wolni słuchacze – nawet na ostatniej lekcji. Nie są oceniani, ja ich nie angażuję, ale fakt, że przychodzą, jest świadectwem dla innych, że widocznie jest coś ważnego w tym, co chcę im przekazać. Są też uczniowie zbuntowani, którzy deklarują się jako ateiści, ale w moich lekcjach uczestniczą. Zaangażowanie 30 chłopaków w przedstawienie jasełkowe niejednokrotnie graniczy z cudem, a mnie się to udało. To jest kwestia odpowiedniej motywacji i pokazania, jak ważne jest świadectwo wiary w zwyczajnym szkolnym życiu.

– Po owocach ich poznacie...

– Sukcesem jest dla mnie widok uczniów, którzy czynią znak krzyża przed posiłkiem i po posiłku na szkolnej stołówce lub gdy wsiadają na motocykl czy do samochodu.
Czasem mam poczucie, że lekcja nie poszła tak, jak bym chciał, czasem wydaje mi się, że było zupełnie źle – a tu nagle ktoś podchodzi i mówi: Bardzo mi pomogło to, co ksiądz powiedział, fajna katecheza.

– Co sprawia Księdzu najwięcej radości w katechizacji?

– Lubię szkołę, lubię uczyć, lubię moich uczniów. Młodzież czuje, czy ksiądz jest z powołania, czy nauczyciel jest z powołania, czy tylko wykonuje swoją pracę. Ja idę do szkoły z uśmiechem i wracam z uśmiechem. Nawet kiedy się wydarzy coś złego, nie zrażam się, tylko idę dalej. Idę, bo chcę. Gdy spotykam moich uczniów czy nawet absolwentów poza szkołą, na ulicy, nie przechodzą na drugą stronę, nie odwracają się, ale podchodzą, aby się przywitać, zamienić słowo. To bardzo miłe.
Uczę też w klasach branżowych i choć wydaje się, że ta praca jest trudniejsza, to daje mi ona wiele satysfakcji. Młodzież jest autentycznie wdzięczna i serdeczna. Słowo „dziękuję” ma tam naprawdę wielką wartość. Miło jest usłyszeć: „Dobrze, że ksiądz jest”.
Ziarno rzucone zawsze wyda plon, trzydziestokrotny lub stukrotny, ale wyda.

* * *

O. Jakub Zawadzki, cysters
Katecheta w Szkole Podstawowej nr 3 w Jędrzejowie, wybierany na Belfra Roku w latach 2015 i 2016, Nauczyciel na Medal 2018 r.

Archiwum prywatne
o. Jakub Zawadzki

– Na wiosnę został Ojciec proboszczem 7-tysięcznej parafii Cystersów w Jędrzejowie. To bardzo odpowiedzialna i czasochłonna funkcja – ale nie rezygnuje Ojciec z katechizowania dzieci i młodzieży, choć to wydawałoby się w tej sytuacji oczywiste. Dlaczego?

– Katechizację w szkole traktuję jako ważny element misji apostolskiej. Dziś dla wielu dzieci lekcje religii w szkole są jedyną szansą spotkania z Panem Bogiem. Nie mają kontaktu z Kościołem, nie ma ich na Eucharystii – i dzieje się tak nie z ich winy. Często to sprawa rodziców, którzy z różnych względów nie praktykują wiary. A przez te lata, gdy uczę, doświadczyłem, że przez dzieci można dotrzeć również do rodziców. Czyli tak naprawdę może to być także katecheza dorosłych. Dzieci są bardzo ciekawe świata i pytają rodziców choćby o to, dlaczego ich nie ma w kościele.

– Organizuje Ojciec spotkania także poza szkołą?

– W ciągu roku organizujemy w klasztorze dwie serie spotkań pn. „Porozmawiajmy o wierze przy kominku”, podczas których poruszane są kwestie dotyczące wiary. Mogą w nich uczestniczyć dzieci i młodzież z rodzicami. Spotkało się to z dużym odzewem. Prowadzimy też cieszące się dużą popularnością lekcje muzealne, związane z najstarszym klasztorem cysterskim i bł. Wincentym, pierwszym kronikarzem Polakiem. W ramach koła Caritas organizujemy np. kiermasze charytatywne. Te działania wymagają zaangażowania nie tylko dzieci czy młodzieży, ale też dorosłych. I muszę powiedzieć, że spotyka się to z bardzo dobrą odpowiedzią.

– Czy miał Ojciec przypadki wypisania się młodzieży z katechezy?

– Jędrzejów nie jest dużym miastem. W szkole, w której pracuję, na ponad pięćset uczniów na religię nie chodzi jedno dziecko, które jest świadkiem Jehowy. Nie spotkałem się z tym, żeby ktoś się wypisał z lekcji religii.

– Jak się to Ojcu udaje? Może jest jakiś sposób na skuteczną katechezę?

– Katecheza to nie może być tylko suchy wykład. Ciągle poszukuję nowych metod edukacyjnych, żeby dzieci zaciekawić. Jeżeli się je zaciekawi, to nic im nie przeszkodzi w dalszym zdobywaniu wiedzy. Poza tym katecheta musi być do zajęć bardzo dobrze przygotowany, i to na każdym etapie edukacyjnym. Język musimy dopasować do poziomu dziecka – inaczej mówi się do dzieci w przedszkolu, inaczej do młodego człowieka w szkole średniej. Ja akurat odnajduję się na każdym etapie edukacyjnym, ale wiem, że katechetów w przedszkolach brakuje ze względu na nieumiejętność porozumienia się z małymi dziećmi.

– Które spośród stosowanych przez Ojca metod są najciekawsze?

– Przedszkolne dzieci nieustannie trzeba aktywizować przez gry, zabawy, piosenki z pokazywaniem. W starszych klasach najlepiej stosować metody aktywizujące całą grupę. Uczniowie bardzo lubią rywalizację. Czekają, co ciekawego katecheta wymyśli, i są bardzo chętni do współpracy. Wszystko może być pomocą dydaktyczną, choćby zwykła butelka. Zatytułowaliśmy ją „SOS od bł. Wincentego Kadłubka”. Gdy zdarzają się jakieś trudne wyrażenia, pojawia się odpowiedź od bł. Wincentego. Działa to też w drugą stronę. Dla zainteresowanych prowadzę zajęcia dodatkowe pn. „Porozmawiajmy o Kościele”, podczas których rozmawiamy na trudne tematy, oglądamy filmy religijne, a później dyskutujemy.

– Ile lat Ojciec już uczy?

– Siódmy rok, ale już po pierwszym roku pracy dostrzegłem, że te wszystkie wysiłki mają sens. Dzieci przyznały mi nagrodę Szeryfa Praw Dziecka UNICEF-u.
Dwukrotnie zostałem Belfrem Roku, byłem w złotej dziesiątce plebiscytu Nauczyciel na Medal w województwie. Nagrody, oczywiście, nie są najważniejsze, ale one pokazują, że to, co robię, ma sens. Dzieci, które kończą szkołę, gdy spotykają mnie na ulicy, mówią: „Szczęść Boże”, pytają, co słychać. To bardzo miłe.
Nieraz dzieci mają trudności w dogadaniu się z katechetami, ale wydaje mi się, że to jest kwestia rozmowy. Trzeba uczniów wysłuchać i zrozumieć ich problemy, których nie brakuje.

– Ale katecheta może też zniechęcić...

– Katecheta powinien się zainteresować każdym dzieckiem, do każdego podejść, zapytać, czy wszystko rozumie. Najgorzej jest postawić komuś jedynkę i z góry go wykluczyć. Miałem ucznia z orzeczonymi wieloma dysfunkcjami, który w ogólnopolskim konkursie o Janie Pawle II zajął 11. miejsce. Rodzice byli w szoku, był to jego wielki sukces. Test był wielokrotnego wyboru, nie mógł strzelić, żeby odpowiedzieć. Zapytany, jak to zrobił, odpowiedział, że on po prostu lubi religię. Moimi sukcesami są sukcesy moich uczniów. To dotyczy nie tylko katechetów. Każdy nauczyciel, który będzie chciał zainteresować uczniów swoim przedmiotem przez stosowanie różnych metod, osiągnie sukces i będzie się czuł spełniony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocławscy bibliści w Wigrach

2019-09-19 14:12

A.Bugała

Ks. Maciej Basiuk

- Choć okoliczności przyrody były wspaniałe - ugoszczono nas w Wigrach - atmosfera Walnego Zebrania nie należała do najlżejszych. Obok tradycyjnych komunikatów dotyczących nowych członków (w tym roku SBP powiększyło się o czterech biblistów) i zeszytów stowarzyszenia, sprawozdania finansowego oraz wręczenia honorowego członkostwa – tym razem wybitnemu ks. prof. Waldemarowi Chrostowskiemu - Zarząd poruszył temat patowej sytuacji, w jakiej znalazła się polska biblistyka, w związku z Konstytucją dla Nauki 2.0 i niedawną oceną czasopism. Tym jednak, co bardzo cieszy, jest fakt, że bibliści są skłonni do merytorycznej obrony i bardzo jednomyślni, pomimo burzliwych emocji towarzyszących dyskusji – opowiada dr Anna Rambiert – Kwaśniewska z PWT Wrocław.

W drugim i trzecim dniu Zjazdu odbyło się tradycyjne sympozjum, które jest przestrzenią do zaprezentowania własnych badań (prelegentami są zwykle niedawno obronieni doktorzy i świeżo upieczeni doktorzy habilitowani) i wystawienia ich na życzliwą krytykę. W tym roku pierwszy dzień zdominowała Ewangelia Janowa, z referatami poruszającymi kwestie łamiących konwenanse kobiet (p. dr hab. Nalewaj, UWM), udziału Piotra w wydarzeniach zbawczych (ks. lic. Sadowski, KUL) i nowe teorie o Piłatowym lub Jezusowym (!) Ecce Homo (ks. dr. hab. Kubiś, KUL). Nie zabrakło również tematów Pawłowych (ks. prof. Żywica, UWM), problemu przekładów z Tekstu Masoreckiego (ks. prof. Chrostowski, UKSW) czy geograficznych uwarunkowań opowieści o walecznej Judycie (ks. dr. Chrostowski, WSD w Bydgoszczy).

- Jednymi z najistotniejszych momentów Zjazdu, oprócz codziennej Eucharystii, są w moim subiektywnym odczuciu wspólne posiłki i przerwy kawowe - to właśnie przy stole rodzą się twórcze pomysły na projekty badawcze i konferencje naukowe - oraz wycieczki, będące jednymi z niewielu okazji sprzyjających wymianie myśli i tworzeniu twórczego fermentu między ośrodkami z całej Polski, przysłuchiwaniu się szacownym profesorom i integracji nieco młodszych badaczy. Tym razem nadarzyła się okazja do zwiedzenia pokamedulskiego klasztoru, w którym nas goszczono oraz do wizyty w wyjątkowej urody Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej. Zwieńczeniem tegorocznego zjazdu były komunikaty wydawnicze, wskazujące na ogromną żywotność i pracowitość środowiska polskich biblistów. O tym, jak ważne są dla nas doroczne spotkania świadczyć może prosty fakt, że kilkudziesięciu osób nie zdołała zniechęcić do przyjazdu nawet długa i męcząca droga do odległych Wigier – podsumowuje Rambiert – Kwaśniewska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem