Reklama

80. rocznica urodzin Kardynała Stanisława Dziwisza

2019-04-26 11:01

Joanna Adamik, Justyna Tyrka | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik

27 kwietnia kardynał Stanisław Dziwisz obchodzi 80. rocznicę urodzin. Przez wiele lat był osobistym sekretarzem Jana Pawła II.

Kard. Stanisław Nagy dostrzegając jego pełną poświęcenia posługę nazwał go kiedyś "Cyrenejczykiem nie z przymusu, ale z synowskiej potrzeby miłującego serca, czujnym, gotowym do każdej pomocy". Po śmierci Jana Pawła II kardynał powrócił do Krakowa i został metropolitą krakowskim. Dziś jako emerytowany arcybiskup pozostaje jednym z największych krzewicieli nauczania papieża Jana Pawła II.

Stanisław Dziwisz urodził się urodził się w Rabie Wyżnej w rodzinie rolniczo-kolejarskiej jako piąte z siedmiorga dzieci Stanisława i Zofii z domu Bielarczyk.

– Mieliśmy bardzo mądrą, pobożną mamę. Ojciec był kolejarzem, niestety miał wypadek. Zginął mając czterdzieści lat, więc mama została sama z siedmiorgiem dzieci. Najstarsi byli w szkole średniej, ja miałem osiem lat. Niezbyt dobrze pamiętam ojca, mam go jednak przed oczyma, zwłaszcza jego pogrzeb. Moja mama jakoś dawała sobie radę. Dziś dostrzegam jej troskę o nasze religijne wychowanie – mówi w rozmowie z Biurem Prasowym Archidiecezji Krakowskiej. Matka dbała o rozwój intelektualny i religijny dzieci: czytała im literaturę piękną, zabiegała o wspólną modlitwę, dbała by brały udział w niedzielnej Mszy św. i innych nabożeństwach.

Reklama

– Atmosfera w domu była radosna, przepełniona religijnością i wzajemną życzliwością – dodaje kardynał.

Od początku był blisko Kościoła, miało na to wpływ głęboko religijne wychowanie jakie odebrał w domu. Wcześnie został ministrantem, udzielał się również w parafialnym chórze.

– Bardzo lubiłem służyć do Mszy św., wtedy uformowało się we mnie pragnienie pozostania kapłanem, mimo że nigdy o tym nikomu nie powiedziałem – wspomina.

W 1957 r. ukończył I Liceum Ogólnokształcącego im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu. Przywoływał z sentymentem kremówki za dwa złote, które sprzedawano na korytarzu szkolnym i lody, na które nie było stać wszystkich uczniów, ponieważ większość żyła bardzo skromnie.

– To jednak nie było przeszkodą, aby w atmosferze życzliwości nauczycieli i przyjaźni uczniów zdobywać wiedzę i mądrość, z której korzystamy przez całe życie – mówi.

Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Decyzję tę podjął w swoim sercu, powiedział o niej mamie dopiero gdy został przyjęty.

– Czułem w sobie bardzo mocno to powołanie, więc mama mi błogosławiła. Wszyscy zawsze mi towarzyszyli życzliwością, modlitwą. Gdy byłem w parafii, czy w kurii, nigdy się nie narzucali i byli bardzo dyskretni – stwierdza.

Jego rocznik był liczny, zdolny i przez to wpływowy, ponieważ wielu z wyświęconych kapłanów zajęło ważne stanowiska kościelne.

– Wielu było dziekanami, prałatami, kanonikami na Wawelu, trzech zostało biskupami: bp Tadeusz Rakoczy, bp Jan Zając i ja, moje życie związało się z Janem Pawłem II.

Karol Wojtyła był wykładowcą Stanisława Dziwisza.

– Co nas w nim uderzało? Taki ludzki, przyjacielski stosunek profesora do kleryków. W czasie przerwy szedł do kaplicy i tam się modlił. Patrzyliśmy z daleka i nie chcieliśmy mu przeszkadzać. Po przerwie przychodził i mieliśmy wrażenie, że z kimś rozmawiał. On rozmawiał z samym Bogiem. Widzieliśmy wtedy, że ten człowiek był zanurzony w Bogu – mówi kardynał. Wspominał także, że nominacja Karola Wojtyły na arcybiskupa w Krakowie spotkała się z wielką radością.

Kardynał Stanisław Dziwisz święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1963 r. z rąk bp. Karola Wojtyły. Następnie pracował jako wikariusz w parafii w Makowie Podhalańskim. W 1966 r. został kapelanem i sekretarzem metropolity krakowskiego. Przywołał sytuację, gdy Karol Wojtyła zaprosił go wieczorem do kurii na rozmowę.

– Powiedział: „Przyjdziesz tu do mnie, będziesz kontynuował swoje studia i będziesz mi pomagał”. Zapytałem : „Od kiedy”. On odpowiedział: „Od dziś”. Powiedziałem: „Przyjdę jutro”. I to jutro trwało przez trzydzieści dziewięć lat – mówi. Kardynał stwierdził, że nigdy nie spodziewał się że będzie powołany do posługi przy papieżu. Starał się, żeby życie i troski Ojca Świętego stały się jego udziałem.

Pozostał przy Karolu Wojtyle gdy obwołano go papieżem. Jako sekretarz Biskupa Rzymu był świadkiem dramatycznego zamachu na życie Jana Pawła II. W dużej mierze dzięki jego decyzjom udało się uratować Ojca Świętego. Kardynał powiedział, że dla wielu Jan Paweł II był niebezpieczny, ponieważ jego nauczanie odwracało bieg historii

– Panowało wtedy przeświadczenie, że przyszłość należy do marksizmu. Jan Paweł II wszystko to odwrócił. Mówił, że przyszłość należy do solidarności międzyludzkiej, miłości, sprawiedliwości, wolności sumienia, człowieka i narodów – dodaje. Wspomina, że dla papieża nie było istotnym kim był zamachowiec, przebaczył mu i swe cierpienie ofiarował za sprawy Kościoła i w intencji by zachowano troskę o życie człowieka. Stanisław Dziwisz jako sekretarz Jana Pawła II udzielił papieżowi sakramentu namaszczenia chorych na sali operacyjnej po zamachu na jego życie.

Będąc tak blisko Jana Pawła II, organizował spotkania wiernych z papieżem, na których bardzo zależało Ojcu Świętemu.

– On był prawdziwym pasterzem i troszczył się o swą owczarnię – stwierdził.

19 marca 1998 papież udzielił mu sakry biskupiej. W czasie uroczystej homilii Jan Paweł II mówił : „Mija 35 lat od chwili, kiedy w katedrze na Wawelu udzieliłem ci, drogi Księże Stanisławie święceń kapłańskich, a po trzech latach mianowałem cię moim kapelanem. Od początku mojego pontyfikatu stoisz wiernie u mego boku jako sekretarz, dzieląc trudy i radości, niepokoje i nadzieje związane z posługą Piotrową. Dziś z radością wielbię Ducha Świętego, który przez moje ręce udziela ci sakry biskupiej”. Kardynał powiedział, że jego zawołanie biskupie sursum corda zaproponował sam Ojciec Święty, podczas wyjazdu na narty a nawiązywało do spotkania Jana Pawła II z góralami pod Wielka Krokwią podczas pielgrzymki do Polski w 1997 r.

W Rzymie pracował 27 lat. Był przy śmierci papieża i został ustanowiony wykonawcą jego testamentu.

– Nazywają mnie często przyjacielem Jana Pawła II. Nigdy nie mogę używać tego słowa (…) starałem się mu służyć jako syn, bo on dla nas był ojcem. On stworzył rodzinę, w której wszyscy się dobrze czuli i kochali go jako ojca – podkreślił. Podczas swojej posługi jako sekretarz Jana Pawła II, Stanisław Dziwisz był świadkiem radości, ale też cierpienia w życiu Ojca Świętego.

– On nigdy nie narzekał. Mówił, że cierpienie ma sens, Jezus zbawił świat poprzez krzyż i cierpienie. Ofiarowywał swe cierpienie za sprawy Kościoła i świata.

Po śmierci papieża Polaka, Benedykt XVI mianował Stanisława Dziwisza metropolitą krakowskim.

– Przybyłem do Krakowa, wróciłem do swoich i do siebie – wspomniał. W swojej posłudze miał na uwadze dobro diecezji. Ponieważ pochodził z niej Jan Paweł II, starał się na nim oprzeć i szukać w nim inspiracji. Owocem tej troski jest wzniesione z wielkim trudem przez kardynała Sanktuarium i Centrum św. Jana Pawła II na Białych Morzach, gdzie młody Karol Wojtyła pracował w zakładach Solvay jako robotnik. Kardynał pragnął, aby to miejsce stało się światowym ośrodkiem krzewienia nauki, osoby i kultu świętego Papieża z Polski.

Kardynał Stanisław Dziwisz zawsze pamiętał o miejscu z którego pochodzi. Wspierał finansowo budowę Domu Opiekuńczo-Leczniczego im. św. Faustyny Kowalskiej w Rabie Wyżnej, przywiózł do Nowego Targu relikwiarze św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Katarzyny Aleksandryjskiej oraz Kodeks Jozuego dla biblioteki szkolnej nowotarskiego liceum, przekazał Gimnazjum im. Jana Pawła II w Rabie Wyżnej swój prywatny księgozbiór z dedykacjami, liczący ponad 700 pozycji. Swoją postawą zaskarbił sobie wdzięczność i pamięć mieszkańców.

Emerytowany arcybiskup wielokrotnie wskazuje na postać św. Jana Pawła II i przywołuje jego nauczanie, które nadal pozostaje aktualne. Stale szerzy dziedzictwo Ojca Świętego.

– Nauczanie papieża jest ponadczasowe, aktualne. Gdy czytamy jego przemówienia do Polaków w czasie pielgrzymek, są one pisane jakby na dziś. Papież daje nam odpowiedzi na trudności, kierunkuje życie kościelne, polityczne, społeczne – mówił.

Jak kard. Stanisław Dziwisz podsumowuje swoją dotychczasową drogę? W rozmowie z Biurem Prasowym stwierdził, że nigdy by się nie spodziewał, że jego życie będzie tak wyglądało.

– To była bogata historia życia na różnych etapach: lata młodzieńcze, kapłaństwo i wezwanie do pracy Janem Pawłem II – wielką osobistością, intelektualistą, człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Wspomniał, że w swojej dotychczasowej posłudze spotkał się z życzliwością ludzi do których został posłany, a wszelkie trudności starał się zawsze pokonywać, ponieważ w życie każdego człowieka jest wpisane cierpienie.

Kardynał Stanisław jest niezwykle aktywny – przewodniczy uroczystościom religijnym w Polsce i zagranicą, jest zapraszany do wielu miejsc na świecie, drzwi jego domu przy ul. Kanoniczej w Krakowie są otwarte dla wszystkich. Jednak zawsze i wszędzie przede wszystkim mówi o Janie Pawle II, jest Jego krzewicielem, głosicielem nauki, gdy trzeba obrońcą.

– Większość życia kapłańskiego spędziłem u boku wspaniałego człowieka. Jego życie było moim życiem, Jego troska była moją troską, chociaż nigdy o tym nie mówiłem, ale tak było. Nie miałem własnego życia i to właśnie było bogactwem mojego życia przy świętym, wielkim człowieku, jakim był Jan Paweł II.

Tagi:
kard. Stanisław Dziwisz

Kard. Dziwisz: Jan Paweł II spowodował zdecydowany zwrot w polityce watykańskiej (wywiad)

2019-05-17 14:47

Marcin Przeciszewski / Kraków (KAI)

- Czas pokazał, że pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny była pod wieloma względami przełomowa. Otworzyła drogę ku wolności i nie tylko w Polsce – mówi w rozmowie z KAI kard. Stanisław Dziwisz. Były sekretarz osobisty Jana Pawła II mówi także o postawie Jana Pawła II wobec stanu wojennego i okrągłego stołu, podkreśla też wielkie znaczenie Konkordatu, który w sposób trwały zabezpiecza wolność religijną w Polsce.

Arturo Mari/Biały Kruk

A oto tekst wywiadu:

Marcin Przeciszewski (KAI): Zbliża się 40. rocznica pamiętnej wizyty w Polsce św. Jana Pawła II w czerwcu 1979 r. Czy możliwość rozbicia komunizmu wydawała się realna czy też panował u papieża wąski realizm podpowiadający, że system jałtański jest nienaruszalny? Kilkanaście lat temu w wywiadzie dla KAI powiedział Ksiądz Kardynał, że spośród ponad 100 zagranicznych wizyt św. Jana Pawła II najważniejsza była ta do Polski, z 1979 r. Dlaczego?

Kard. Stanisław Dziwisz: Podtrzymuję to zdanie. Czas pokazał, że pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny była pod wieloma względami przełomowa. Otworzyła drogę ku wolności i nie tylko w Polsce.

KAI: Co spowodowało, że przewodnim tematem pielgrzymki stało się Zesłanie Ducha Świętego? Do tego wątku papież nawiązywał niemal wszędzie, zarówno w Warszawie, w Gnieźnie jak i w Krakowie...

- Jan Paweł II był wizjonerem, podobnie jak wielu artystów. Wiedział, co trzeba powiedzieć i na co naród czeka. Wiedział jak te kwestie naświetlić w duchu wiary i nauczania Kościoła. A poza tym czas pielgrzymki zbiegał się z Zielonymi Świętami.

KAI: Jakie konkretnie znaczenie miała wizyta św. Jana Pawła II dla „narodów pobratymczych” oraz zmiany „polityki wschodniej” Stolicy Apostolskiej? Jakie znaczenie miało jego przemówienie w Gnieźnie?

- Jeśli pyta pan o przemówienie papieża w Gnieźnie, w drugim dniu pielgrzymki do Polski, to powiem krótko. Gniezno – i słowa, jakie tam padły - były początkiem likwidowania żelaznej kurtyny, dzielącej ówczesną Europę. Nie Mur Berliński, tylko Gniezno.

Jan Paweł II był głosem tych, którym prawo do głosu zostało odebrane. Był rzecznikiem uciśnionych, zniewolonych narodów, nie tylko w krajach bloku wschodniego, choć ze względu na to, że był synem polskiej ziemi, ich losy były mu szczególnie bliskie.

Papież ten nigdy się nie pogodził z koncepcją „historycznego kompromisu”, który sprowadzał się do tego, że cały Zachód, a w tym wielu ludzi Kościoła, widziało marksizm jako niepodważalny element rozwoju historii. W przeciwieństwie do tego głosił koncepcję praw osoby ludzkiej i nienaruszalnej świętości życia człowieka. Według niego przyszłość nie należy ani do marksizmu, ani do walki klas. W ten sposób spowodował zdecydowany zwrot w polityce watykańskiej. Zmiana perspektywy spowodowała refleksję w wielu kręgach, czy rzeczywiście marksizm jest aż tak silny.

Pierwsza pielgrzymka do Ojczyzny obudziła nadzieje na zmiany i zmobilizowała polski naród do obrony godności i walki o wolność. Ludzie zrozumieli, że nie są sami, że mają potężnego sojusznika, który się o nich upomina. Polacy ufali papieżowi i sile jego ducha. To było źródło ich siły. Nasi przyjaciele pozostający wraz z Polską za żelazną kurtyną z nadzieją patrzyli na to, co się działo podczas spotkań papieża z rodakami. Ojciec Święty zresztą podkreślał często swoją bliskość z innymi ciemiężonymi przez reżim komunistyczny narodami. Wystarczy wspomnieć jego braterskie relacje z arcybiskupem Pragi kardynałem Františkiem Tomáškiem czy ukraińskim hierarchą kard. Josyfem Slipym.

KAI: Na ile Jan Paweł II inspirował stanowisko i strategię Kościoła w Polsce w okresie nocy stanu wojennego i w latach kolejnych? Na ile ta strategia była uzgadniana z papieżem?

- Ojciec Święty nie pogodził się ze stanem wojennym. W dopowiedzeniu do przemówienia wygłoszonego po kanonizacji św. Maksymiliana podczas audiencji dla Polaków mówił: „Społeczeństwo polskie, mój Naród, zasługuje nie na to, ażeby go pobudzać do łez rozpaczy i przygnębienia, ale na to, żeby tworzyć lepszą jego przyszłość”.

Jan Paweł II stawiał sprawy jasno i zdecydowanie. Z uwagą śledził, co się dzieje w Polsce. Przez cały okres trwania stanu wojennego publicznie modlił się za naród polski do Matki Bożej Częstochowskiej. To była modlitwa, która inspirowała Polaków. Dzięki niej wiedzieli, że papież jest ze swoimi rodakami, że ich nie opuszcza, że nie akceptuje sytuacji, w jakiej znalazła się jego umiłowana ojczyzna.

KAI: A czy w Watykanie brana była pod uwagę możliwość wkroczenia wojsk radzieckich do Polski? Czy Jan Paweł II uwzględniał taką możliwość?

- O żadnej sowieckiej inwazji nie było mowy. Nikt rozsądny nie mógł przewidywać inwazji na Polskę, skoro Rosjanie prowadzili wojnę w Afganistanie. Wiedzieliśmy, że w ZSRR nie ma wewnętrznej atmosfery umożliwiającej inwazję. Mieliśmy precyzyjne wiadomości, bezpośrednio z Białego Domu. Otrzymywaliśmy je od profesora Brzezińskiego, a nawet od prezydenta Reagana, który osobiście telefonował do papieża. Śledziliśmy ruchy wojsk radzieckich poza naszą wschodnią granicą. Jednak o żadnej inwazji nikt nie wspominał.

KAI: W tym roku przypada także 30-lecie odzyskania suwerenności przez Polskę. Jak Papież odnosił się do rozmów „okrągłego stołu” w Polsce, które otworzyły drogę do dalszych przemian?

- Z wielkimi nadziejami. Janowi Pawłowi II zależało przede wszystkim na tym, by przemiany w jego ojczyźnie dokonały się na drodze pokojowej. To miała być rewolucja ducha, rewolucja sumień, a nie krwawy przewrót. Nie chciał, by jego rodacy padli ofiarą przemocy zbrojnej.

KAI: To fakt, że pokojowy, bezkrwawy upadek komunizmu był w dużej mierze właśnie dziełem Jana Pawła II. Jak to przekonanie można uzasadnić odwołując się do ówczesnych realiów polityki międzynarodowej?

- Pamiętamy jego przemówienie do korpusu dyplomatycznego w styczniu 1990 roku, kiedy to powiedział: „Przemożne pragnienie wolności doprowadziło do zburzenia murów i otwarcia bram”. Papież mówił wtedy, że wielkie stolice naszego regionu stały się etapami długiej pielgrzymki do wolności, która stała się możliwa dzięki temu, że ludzie pokonali strach przed reżimem. Václav Havel nazwał ten proces przemian „cudem”, który dokonał się dzięki postawie papieża z Polski, niezłomnie i konsekwentnie broniącego praw człowieka w zniewolonych krajach za żelazną kurtyną.

KAI: Rok 1989 to także odnowienie normalnych relacji dyplomatycznych między Polską a Stolicą Apostolską, wyrażające się w mianowaniu nuncjusza ze Strony Stolicy Apostolskiej oraz uruchomienie przygotowań do Konkordatu. Jaką wagę przywiązywał Jan Paweł II do tych spraw?

- Były to kwestie istotne, bo świadczyły o tym, że Polacy rzeczywiście odzyskali wolność i mogą cieszyć się swobodą wyznawania wiary, że Kościół znajduje należne miejsce w przestrzeni publicznej, a jego głos liczy się w społeczeństwie. To były formalne konsekwencje odzyskania wolności, które miały doprowadzić do normalizacji relacji ze Stolicą Apostolską. Świadczyły też o tym, że Polska odzyskuje głos na arenie międzynarodowej.

KAI: Jak Ksiądz Kardynał ocenia znaczenie Konkordatu między Rzecząpospolitą Polską a Stolicą Apostolską i wprowadzony przezeń model relacji z państwem jak również obecności Kościoła w przestrzeni publicznej? Czy można powiedzieć, że dokument ten jest jednym z fundamentów dzisiejszej polskiej demokracji?

- Umowy międzynarodowe są podejmowane w celu utrwalenia pokojowego współżycia między zawierającymi je stronami. Równocześnie są gwarancją poszanowania podstawowych praw narodów i osób. Taki był cel zawarcia konkordatu. Nie chodziło o zabezpieczenie przywilejów dla Kościoła, ale o zapewnienie przestrzeni i warunków, w jakich Kościół mógł realizować swoje posłannictwo. Zawarcie konkordatu było wydarzeniem, które świadczyło o tym, że w Polsce panuje wolność i demokracja.

KAI: W 1991 r. Jan Paweł II przyjechał do Polski z ważnym programem dotyczącym polskiej wolności opartej na Dekalogu. Szczególnie ważne były jego historyczne słowa na lotnisku pod Kielcami o Matce-Ojczyźnie; czy to jest - patrząc dziś w 2019 r. na pielgrzymki JP II do Polski - najbardziej przejmująca i może najważniejsza pielgrzymka a słowa nadal aktualne, bośmy ich do dziś nie zrozumieli.

- Ta pielgrzymka odbywała się w szczególnym klimacie. Polacy zachłysnęli się dopiero co odzyskaną wolnością, tymczasem Ojciec Święty przybył do nich z trudnym orędziem o wolności, która może prowadzić do zniewolenia. Mówił o wolności, która jest zadaniem, a nie przywilejem; o wolności, która domaga się odpowiedzialnego podejścia, bo nie jest tylko sprawą jednostek, ale przestrzenią, w której ma się rozwijać i dojrzewać wspólnota. Mówił o wolności, która kosztuje. To wolność, która stawia wymagania. Ojciec Święty bolał nad tym, że nie został zrozumiany przez niektórych rodaków, ale miał świadomość, że Polacy, po wielu latach zniewolenia, muszą dojrzeć do tego, by z wolności korzystać w sposób ewangeliczny, to znaczy z miłością do drugiego człowieka i w poczuciu odpowiedzialności za jego dobro.

KAI: Rok 1991 to także pamiętne słowa Jana Pawła II o Europie, która „winna oddychać swymi dwoma płacami: Zachodu i Wschodu”, jakie padły podczas ŚDM w Częstochowie. Czy mógłby nam Ksiądz Kardynał przypomnieć wizję Europy Jana Pawła II, która była jednym z istotnych wątków jego nauczania? Czy można zaliczyć Jana Pawła II do „ojców założycieli” zjednoczonej Europy?

- Jan Paweł II pragnął Europy, która jest wierna swoim chrześcijańskim korzeniom i buduje swoją przyszłość na fundamencie Ewangelii. Pragnął Europy, która jest propozycją ukształtowaną na wartościach uniwersalnych i nieprzemijających, bo z nich wyrosła nasza kultura i cywilizacja. Bronił Europy, która stoi na straży tych wartości, na straży praw człowieka i praw narodów. W tym sensie uzasadnione są opinie, że św. Jan Paweł II należy do grona wielkich patronów Europy.

KAI: Możemy mówić o „modelu Kościoła” Jana Pawła II, który wciąż jest aktualny i wymaga konsekwentnej realizacji. Jak by Ksiądz Kardynał scharakteryzował tę wizję, i co z niej wymaga pilnej realizacji dziś na ziemi polskiej?

- Jan Paweł II był człowiekiem Soboru Watykańskiego II. Sobór ukształtował jego myślenie o Kościele i świecie współczesnym, i taki model Kościoła realizował jako papież. To Kościół, który odważnie wychodzi do świata i wsłuchuje się w wyzwania współczesności, szukając odpowiedzi w Ewangelii. To Kościół, w którym jest miejsce dla każdego i który nikogo nie wyklucza. To Kościół, który z miłością głosi zbawcze orędzie Chrystusa i nie pozostaje bierny wobec bolączek trapiących ludzkość. To Kościół, który ofiarowuje nadzieję, stając w obronie uciśnionych i słabych, i niosąc zranionemu grzechem człowiekowi Dobrą Nowinę o miłosiernej miłości Boga.

Jestem głęboko przekonany, że Kościół w naszej ojczyźnie powinien szukać inspiracji w dalekosiężnym, prorockim nauczaniu św. Jana Pawła II, który był przecież nieodrodnym synem polskiej ziemi. Pogłębianie jego duchowego testamentu i dziedzictwa, jakie pozostawił, to nasz przywilej, ale i obowiązek.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Arcybiskup Andrzej Dzięga reaguje na list papieża

2019-05-24 19:01

pk / Szczecin (KAI)

Metropolita szczecińsko-kamieński powołał Zespół Prawny do przeglądu spraw z zakresu nadużyć seksualnych wobec niepełnoletnich w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. To reakcja abp. Andrzeja Dzięgi na list apostolski Franciszka "Vos estis lux mundi". Opublikowany ponad dwa tygodnie motu proprio papieża zawiera przepisy o postępowaniu w przestępstwach związanych z wykorzystywaniem małoletnich. Mają on usprawnić ściganie takich przypadków w Kościele powszechnym.

Redaktor01/pl.wikipedia.org

- Zespół tworzą przede wszystkim ludzie świeccy, specjaliści z prawa, specjaliści od postępowania procesowego, którzy w każdej sprawie, jeśli uznają to za stosowne, mogą poprosić o pomoc specjalistów z innych dziedzin o pomoc w tej analizie np. specjalistów z psychologii czy medycyny - tłumaczy ks. Sławomir Zyga, kanclerz Kurii Metropolitalnej w Szczecinie.

Członkowie zespołu będą mieli wgląd do wszystkich wewnętrznych akt spraw. Zespół będzie mógł też współpracować z instytucjami polskiego wymiaru sprawiedliwości.

W dekrecie czytamy m.in., że „sprawy te na terenie Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej są rozciągnięte w czasie, co powoduje potrzebę aktualnej oceny dawnych faktów i proceduralnych decyzji z uwzględnieniem ówczesnych norm prawnych”.

Skład zespołu, na czele którego stanie osoba świecka, zostanie ustanowiony odrębnym dekretem.

We wtorek polski rząd postanowił powołać państwową komisję, która zbada przypadki pedofilii we wszystkich środowiskach, w tym wśród księży. Tydzień temu, w czwartek Sejm uchwalił rządowy projekt nowelizacji kodeksu karnego zaostrzający kary do 30 lat więzienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pierwsza Komunia Święta i Biały Tydzień w Parafii św. Barbary w Wieluniu

2019-05-25 20:33

Zofia Białas

Miesiąc maj jest miesiącem Pierwszych Komunii Świętych. W całej Polsce w kościołach grupy dzieci – mniejsze lub większe- przystępują do swoich kolejnych sakramentów. Klękają przy kratkach konfesjonałów i odbywają swoją pierwszą spowiedź, potem w sposób uroczysty przyjmują po raz pierwszy do serca Chrystusa Eucharystycznego.

Zofia Bialas/Niedziela

Potem był „biały tydzień” - czas utrwalenia wszystkich zdobytych wiadomości o przyjętych dotychczas przez dzieci sakramentach, o Dekalogu, o Matce Bożej z Jasnej Góry oraz o świętej Ricie, której nabożeństwo przypadło w dniu 22 maja. Wspólnie z dziećmi modlił się ks. Andrzej Kornacki.

W ostatnim dniu ks. Jarosław Boral poświęcił pamiątkowe obrazki i krzyżyki przywiezione prosto z Rzymu. Ostatnim akordem „białego tygodnia” było poświęcenie jeżdżących prezentów i zapowiedź pielgrzymki.

Zofia Białas

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem