Reklama

Wiadomości

Media: rozpoczyna działalność międzynarodowa agencja misyjna ACI-Africa

Narodziny nowej międzynarodowej misyjnej agencji prasowej - ACI-Africa, która oficjalnie rozpocznie działalność 15 sierpnia zapowiedział dziś przewodniczący Papieskich Dzieł Misyjnych abp Giampietro Dal Toso. Agencja będzie miała swoją siedzibę w stolicy Kenii - Nairobi i będzie wysyłała informacje w językach angielskim, francuskim i portugalskim.

[ TEMATY ]

agencja

BOŻENA SZTAJNER

"Podczas tych miesięcy pracy w Kongregacji Ewangelizacji Narodów mam łaskę widzieć, że Ewangelia szerzy się, jest słuchana, przemienia serca, szczególnie w Afryce" - powiedział arb Dal Toso podczas Mszy św. w Watykanie. Podkreślił, że widok wzrastającego Kościoła na Czarnym Lądzie, podobnie jak na innych kontynentach, "jest znakiem wielkiej nadziei, pomagającej walczyć z tymi niedostatkami, które czasami mogą nas ogarniać, gdy widzimy sytuację w naszych społeczeństwach zachodnich".

"Posługa, którą dzisiaj podejmujecie, dokonuje się w perspektywie misyjnego spojrzenia Kościoła, do której także wy wnosicie swój wkład, szuka tego dobra osoby, która znajduje swe wypełnienie w poznawaniu Chrystusa i Jego tajemnicy zbawienia" - zaznaczył arcybiskup.

Nowa agencja, którą będzie się opiekować największa na świecie sieć mediów religijnych - EWTN Global Catholic Network, ma się przyczyniać "do dalszego budowania Kościoła afrykańskiego i zapewnić, aby jego głos był coraz wyraźniej słyszany na całym świecie" - zapowiedział Michael P. Warsaw, przewodniczący i administrator delegowany EWTN.

Reklama

Na oficjalne rozpoczęcie nadawania wiadomości przez nowe medium wybrano 15 sierpnia - uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, a zarazem dzień, w którym w 1981 założyła EWTN amerykańska zakonnica matka Angelica.

Szefem agencji został ks. Bosco Onyalla - kapłan południowosudańskiej diecezji Rumbek, który wyraził zadowolenie z możności "ułatwiania przekazywania historii afrykańskiej przez mieszkańców tej części świata, w tak szerokim i wielokulturowym kontekście, jakim jest Afryka”.

ACI-Africa stanie się częścią Grupy ACI, którą w 2014 przejęła EWTN i która obecnie obejmuje agencje: ACI Prensa w Limie i ACI Digital z siedzibą w Rio de Janeiro w Brazylii (serwis po portugalsku), ACI Stampa - po włosku, z siedzibą w Rzymie. Ponadto istnieje jeszcze EWTN News, w którego skład wchodzą amerykańska agencja Catholic News Agency (CNA) z siedzibą w Denver i serwis wiadomości w języku niemieckim CNA Deutsch.

Reklama

W 2011 EWTN przejęła też “The National Catholic Register” - główny dziennik katolicki w Stanach Zjednoczonych. W 38. roku swego istnienia EWTN Global Catholic Network jest - jak sama to określa - "największą siecią mediów religijnych na świecie”, docierającą ze swymi wiadomościami do ponad 300 milionów rodzin w przeszło 145 krajach i terytoriach zależnych.

2019-05-11 08:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Artur i przyjaciele

Założyli agencję marketingową zatrudniającą ludzi, którzy nie mogą pracować poza domem, bo są sparaliżowani. Jest ich czternaścioro, w tym ośmioro niepełnosprawnych. Razem tworzą firmę Leżę i Pracuję

Nicole jest najmłodsza. Skończyła dwadzieścia lat i średnią szkołę plastyczną. Ma dwuletniego synka i... SMA. Porusza się na wózku. Artur po skoku do wody od ponad dwudziestu lat jest sparaliżowany od szyi w dół. Pozostali mają podobne niedomagania. Jedni poruszają się fizycznie, inni tylko w wyobraźni.

Artur Szaflik kończy czterdziestkę. Poślizgnął się podczas skoku do wody. Rok spędził w szpitalu. Później – miesiące rehabilitacji. Nie załamał się, mimo że wcześniej znakomicie grał w koszykówkę i wiązał z nią swoją przyszłość. Wytrwał być może dlatego, co podkreśla, że nie odwrócili się od niego znajomi. Przyjaciele. Jak lubi mówić – warto dla nich być na wózku. Skończył liceum już jako niepełnosprawny, później studium informatyczne. Nie znalazł jednak pracy. Przedsiębiorcy wymagali, aby przychodził do biura, a dla niego było to niemal niewykonalne. Ogromną trudność sprawiało mu już samo poruszanie się na wózku. To go skazywało, jak powiada, na przebywanie na... dwudziestoletnim urlopie. Czas spędzał więc przy komputerze, spotykał się z przyjaciółmi niemal każdego dnia.

Największa niepełnosprawność

Pewnego dnia znajoma Artura dała komunikat na Facebooku z prośbą o pomoc w wyremontowaniu pokoju jego mamy. Ojciec Artura zmarł blisko trzydzieści lat temu. Mama porusza się na wózku inwalidzkim. Na prośbę odezwało się wiele osób. Wśród nich pojawiała się Maja Lipiak. Niespełna trzydziestolatka pracująca w agencji public relations. Był to w jej życiu czas, gdy szukała dla siebie innego miejsca.

– Zapytała, co robię. Opowiedziałem. Ona o sobie, że zajmuje się obsługą fanpage’a na Facebooku. Ja na to, że też bym chciał to robić – opowiada Artur Szaflik. – Miałem i mam paczkę znajomych. Majka dołączyła. Zaczęliśmy się spotykać i tak trwały nasze rozmowy w sprawie ewentualnej pracy. Gdzieś po pół roku Majka „przetrawiła” pomysł. Okazało się, że stałem się dla niej inspiracją i znalazła rozwiązanie. A mianowicie – by założyć agencję marketingową zatrudniającą ludzi, którzy nie mogą pracować poza domem, bo są sparaliżowani. Na początku zaczynaliśmy w trójkę. Ja byłem jedyną osobą niepełnosprawną. Dzisiaj jest nas czternaścioro w zespole. Pokazujemy innym, że jednak można. Mamy mniejsze lub większe ograniczenia, oczywiście, obok tych widocznych. Tak naprawdę największa niepełnosprawność jest przede wszystkim w naszych głowach. Lecz jak się przeskoczy pewne bariery psychiczne, to później można robić wiele fajnych rzeczy. Możemy się spełniać. Realizować swoje marzenia, być potrzebni. I nie czarujmy się, nasze renty nie są za wysokie, a koszty utrzymania spore, więc pieniądze też się przydadzą. Każdy chce zarobić. Jasne, jest taki stereotyp, że osoby niepełnosprawne nie pracują. Ale to nie znaczy, że nie chcą. Zatrudniamy czternaście osób, a czeka sto pięćdziesiąt. Niestety, na razie nie jesteśmy w stanie zatrudnić wszystkich.

Wózkersi

W październiku 2017 r. Maja Lipiak, Artur Szaflik i Sylwester Smigielski założyli fundację Leżę i Pracuję, a wraz z nią agencję o tej samej nazwie. Jej uczestnicy pochodzą z różnych stron Polski. Część ma wykształcenie wyższe, inni średnie. Łukasz Kufta z Mysłowic, chory na SM, jest inżynierem i specjalistą od stron internetowych. Krzysztof Białoń pracował w górnictwie, ale jest sparaliżowany po skoku do wody. Teraz obsługuje komputer za pomocą specjalistycznych okularów z gryzakiem. Daniel Początek, chory od niemowlęctwa na dziecięce porażenie mózgowe, jest z zawodu inżynierem informatykiem. Jarek Jaroszek skończył politechnikę, tworzy grafiki i strony internetowe. Krzysztof Filipiak, także sparaliżowany po skoku do wody, teraz obsługuje profile klientów w mediach społecznościowych i tworzy strony internetowe.

Artur Szaflik najwięcej czasu spędza w łóżku. Pracę rozpoczyna w domu o dziesiątej rano. Pracuje przez kilka godzin. Później ma obiad. Po nim zaś – dyżur telefoniczny. Obsługuje social media, zajmuje się też kontaktem z mediami. Prowadzi public relations (PR) fundacji Leżę i Pracuję, jest odpowiedzialny za reklamę, komunikację. Czasem też jeździ do szkół i uczy dzieci, jak reagować na niepełnosprawnych. Szkoły są bardzo na te spotkania otwarte. Dzieci nie mają w sobie strachu. Zadają mnóstwo pytań. Chcą czasem pojeździć na wózku. Spotkania trwają godzinę lekcyjną. Artur pokazuje, jak wygląda życie prywatne jego i kolegów w podobnym stanie. Dzieciaki chcą też wiedzieć, jak osoba, która ma niesprawne ręce, może pisać na komputerze.

Przełamując bariery

Pracowników Leżę i Pracuję interesują nie stereotypy, ale przełamywanie barier. Prowadzą wiele interesujących przedsięwzięć, m.in. piszą artykuły, np. z zakresu farmakoekonomiki, farmacji czy rozwiązań medycznych. Tworzą także strony internetowe dla klientów, grafiki, reklamy. Obsługują profile firmowe w mediach społecznościowych. Robią audyty stron, dopasowują je do potrzeb osób niepełnosprawnych. Propagują własne przedsięwzięcia: „Tour de School” czy „Zatrudnij wózkersa”.

– W „Zatrudnij wózkersa” chodzi o to, by pracodawcę skontaktować, trochę na zasadzie portalu randkowego, z osobą niepełnosprawną – wyjaśnia Artur Szaflik. – Osoba niepełnosprawna określa swoje umiejętności i możliwości, przedsiębiorca zaś pisze w aplikacji, kogo szuka i do jakiej pracy. Bo myślę, że problem tkwi we wzajemnej nieznajomości. Ludzie mają w świadomości coś takiego, że jeżeli czegoś nie znają, to się tego boją. Z pracodawcami jest podobnie. Nie mają kontaktu z niepełnosprawnymi, więc nie bardzo wiedzą, jak do nich podejść. Stąd jest w nich takie myślenie: nie zatrudnię go, bo będę musiał przystosować biuro do jego niepełnosprawności. Albo że kiedy będzie pracował, to może mu się coś stać – itp. Słowem, pracodawca ma milion różnych pomysłów, żeby nie zatrudnić niepełnosprawnego. Po drugie, co też jest częstym problemem, niektóre osoby niepełnosprawne, jeśli miały wypadek w wieku nastoletnim, zatrzymały się na tamtym poziomie edukacyjnym. A to można uzupełnić. Zrobić kurs nauki zawodu, ukończyć szkołę średnią czy studia. No i pracodawcy muszą czuć, że zatrudnienie osoby niepełnosprawnej to normalny interes. A poza tym też powinni mieć w sobie pewną odpowiedzialność społeczną. Chodzi o to, że przedsiębiorca nie tylko zarabia pieniądze i daje komuś pracę, ale też bierze udział w rozwiązywaniu społecznych problemów.

Nie potrzebujemy litości

– Chcemy ludzi uświadamiać, że osoby niepełnosprawne mogą robić to, co pełnosprawne – kontynuuje Artur Szaflik. – I myślę, że jesteśmy doskonałym tego przykładem, bo działamy w zespole z ludźmi, którzy są chorzy na SM, a skaczą ze spadochronem czy latają szybowcem. Niektórzy podróżują. Chcemy zmienić spojrzenie społeczeństwa na nas. Nie potrzebujemy litości. Potrzebujemy systemu do dawania równych szans.

Na przyszły rok fundacja współorganizuje dwudziestoosobową wycieczkę do Indii. Wybiera się na nią dziesięciu sprawnych i tyluż z ograniczeniami. Marzeniem Artura jest podróż do Arizony. Od najmłodszych lat jego wielką pasją są Stany Zjednoczone, które kiedyś zamierza zwiedzić. Już dziś ma o nich ogromną wiedzę. Wśród licznych prac, które wykonał, ma na swoim koncie również autorstwo tras turystycznych. Oczywiście, po USA.

CZYTAJ DALEJ

Sto lat temu na Jasnej Górze rozpoczęła się nowenna błagalno–pokutna przed Bitwą Warszawską

2020-08-07 13:34

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Bitwa Warszawska

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Sto lat temu, 7 sierpnia 1920 r., na Jasnej Górze rozpoczęła się wielka nowenna przed świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, która stała się błagalno-pokutnym wołaniem o ocalenie Ojczyzny w przededniu Bitwy Warszawskiej.

Jasna Góra jako najważniejsze dla Polaków miejsce kultu religijnego i konsolidacji narodowo-społecznej odegrała szczególną rolę latem 1920 r., kiedy Armia Czerwona zbliżała się pod Lwów, Warszawę, Włocławek. Z duchowej stolicy Polski popłynęła do narodu odezwa biskupów o stworzenie „bractwa narodowego zjednoczenia pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej”.

Już 27 lipca 1920 r., biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem kardynałów Aleksandra Kakowskiego i Edmunda Dalbora ofiarowali Polskę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Episkopat wezwał naród do ogólnopolskiej krucjaty modlitewnej za Ojczyznę, do żarliwej modlitwy różańcowej, połączonej z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu, do ufności w opiekę Królowej Polski i do zaangażowania w obronę zagrożonego państwa.

W najtrudniejszym okresie wojny zrodziła się idea przeniesienia do Częstochowy stolicy państwa. Miało to poprawić morale społeczeństwa. Józef Piłsudski nalegał, żeby rząd, Naczelne Dowództwo przeniosło się do Częstochowy. Rząd jednak nie przychylił się do tego pomysłu. Wincenty Witos uważał, że gabinet winien ustąpić z Warszawy ostatni.

W obliczu zagrożenia istnienia państwa polskiego Jasna Góra wydawała specjalne odezwy do narodu wzywające wszystkich do walki w obronie Ojczyzny. Za pośrednictwem pielgrzymów przenikały one do znacznych kręgów społeczeństwa. Odezwa podpisana przez przeora Jasnej Góry, o. Piotra Markiewicza, została skierowana do całego narodu, a zwłaszcza do chłopów i robotników. Do tych ostatnich bowiem docierała najszerzej propaganda komunistyczna, w której zapewniano, że Armia Czerwona zmierza do wyzwolenia ich z „niewoli pańskiej”.

Paulini współpracowali z Ligą Obrony Narodowej. Na placu jasnogórskim organizowano wiece patriotyczne, zwłaszcza w letnie niedziele i święta, w czasie większego napływu pielgrzymów. W przemówieniach nawoływano do składania pieniędzy na rzecz państwa i do wstępowania do Armii Ochotniczej, apelowano o budowanie jedności i zgody narodowej wobec zagrożenia ze strony Armii Czerwonej, która zajęła już znaczny obszar ziem polskich i zbliżała się do Warszawy.

Paulini już na progu niepodległości w 1919 r. oddali do narodowego skarbca cenne monety i medale.

Modlitewna mobilizacja zakonników, częstochowian i pielgrzymów w czasie wojny polsko–bolszewickiej osiągała swoje szczytowe natężenie w nowennie błagalno-pokutnej rozpoczętej 7 sierpnia 1920. W jasnogórskim sanktuarium, podobnie jak w kościołach Warszawy, wierni leżeli krzyżem, by uprosić zwycięstwo. Z powodu wielkiego napływu ludzi nowennę przeniesiono z bazyliki na plac pod szczytem. Coraz mocniej modlono się do Matki Bożej Królowej Polski o orędownictwo i ratunek dla Ojczyzny. Zgromadzeni wierni na bieżąco byli informowani o walkach na przedpolach Warszawy.

Tak opisuje jasnogórska nowennę świadek tamtego czasu: „Nowenna wywierała potężne, imponujące wrażenie. W górze, przed ołtarzem Bogarodzicy, Ojcowie Paulini, krzyżem leżąc korzyli się w prochu przed Panem Zastępów w ofierze błagalnej za lud... A u podnóża niezliczone tłumy zalegały obszerny plac przed Szczytem i ze schylonym ku ziemi czołem, błagania gorące o ratunek dla ojczyzny łączyły z błaganiem Ojców".

Paulini, wśród nich nieprzeciętni patrioci i wybitni kaznodzieje, jak np. o. Aleksander Łoziński, swoimi apelami mobilizowali naród do obrony przed bolszewickim zagrożeniem. O. Łozińskiego ze względu na podniosłe mowy religijno–patriotyczne nazywano wówczas „płomiennym sercem zakonu”.

O. Łoziński przygotował specjalną odezwę 10 sierpnia 1920 r. „Jasna Góra do narodu”, w której ratunek, zwycięstwo i ocalenie upatrywane są w zespoleniu sił militarnych ze wstawiennictwem Bogarodzicy. - Warszawa zagrożona, już wróg knuje, jak poćwiartować Polskę i zabić ją znowu.

Gdzie pomoc, gdzie ratunek, gdzie zwycięstwo i ocalenie? Odpowiedzieć trzeba z kapłanem Eliachimem: „Wiedzcie, że do żelaza, do armji, do bagnetów, pokutę i modlitwę dołączyć nam trzeba" – pouczał zakonnik i nawoływał w imieniu białych stróżów Jasnogórskiej Pani – „A więc żołnierze, na bój śmiertelny pod sztandarem Bogarodzicy! A wszyscy inni — na kolana przed Bogiem i Matką Bożą i o pomoc do niebios wołać! Tak zrobił Kordecki… A wróg legnie pokonany, jak legł Goliat przed Dawidem, idącym w imię Pana… Zatem w imię Maryi Częstochowskiej żołnierze na bój. Niech w domu zostaną tylko starcy, dzieci i niewiasty, reszta na szaniec! Niech każdy składa Ojczyźnie w ofierze, co może, niechaj daje wszystko, bo inaczej zabierze mu wróg".

W modlitewnej łączności z jasnogórskim sanktuarium pozostawał przez cały czas generał Józef Haller. Z jego inicjatywy w stołecznym kościele Zbawiciela rozpoczęto nowennę dla żołnierzy w intencji Ojczyzny przy ołtarzu Matki Bożej Częstochowskiej. Jej wizerunek, sprowadzony z Jasnej Góry, znajdował się tu od 1909 r. Generał brał w niej również udział, odnotował głębokie skupienie żołnierzy i fakt leżenia krzyżem w kościele przedstawicieli różnych sfer społecznych.

Więź Generała z Maryją Jasnogórską była powszechnie znana. Dzięki niej również zdobywał niezwykłą sympatię i uznanie polskiego społeczeństwa. Przedstawiciele organizacji młodzieżowych wręczyli Józefowi Hallerowi ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej. Z inicjatywy Gimnazjum Sióstr Nazaretanek w Częstochowie wykonano sztandar dla wojska Hallera. Poświęcono go na Jasnej Górze — „aby Królowa Korony Polskiej obecna przez ten znak wlewała męstwo i odwagę naszym dzielnym żołnierzom”.

15 sierpnia 1920 r. zebranym na modlitwie błagalnej na Jasnej Górze wiernym o. Aleksander Łoziński przekazał wieści o zwycięstwie, o tym, że Maryja wysłuchała próśb narodu, o ucieczce Sowietów z okolic Warszawy. Częstochowian i pielgrzymów zebranych na placu opanowała niezwykła radość. Słyszane były okrzyki: „Stał się cud”. Tym powiadomieniem zakończono również nowennę błagalno-pokutną.

CZYTAJ DALEJ

Papież rozszerza jurysdykcję patriarchów na Półwyspie Arabskim

2020-08-07 20:26

[ TEMATY ]

papież Franciszek

patriarcha

Półwysep Arabski

Vatican News

Papież Franciszek rozszerzył jurysdykcję Katolickich Patriarchów Wschodnich na Półwyspie Arabskim, który obejmuje wikariaty apostolskie Arabii Północnej i Południowej. Jest to odpowiedź Ojca Świętego na prośbę samych patriarchów uwzględniającą większe duchowe dobro wiernych oraz historyczne prerogatywy ich jurysdykcji na tym terytorium. Ich troska duszpasterska o wiernych obrządków wschodnich ma być realizowana w ścisłej współpracy z wikariuszami apostolskimi.

To nowe postanowienie dotyczy sześciu Kościołów patriarchalnych tradycji wschodniej: koptyjskiego, maronickiego, syryjskiego, melchickiego, chaldejskiego oraz ormiańskiego. Bez uszczerbku dla prerogatyw reprezentantów papieskich, to wikariusze apostolscy są przedstawicielami Kościoła katolickiego wobec władz politycznych swoich krajów. I to do nich patriarchowie wschodni mogą odwoływać się w sprawach tej natury. W kontekście zdecydowanej większości muzułmańskiej w regionie oraz wobec różnorodności tradycji, Kościół poprzez obecny reskrypt pragnie wspierać komunię oraz ochronę i promocję wspólnej wizji działania duszpasterskiego, zrozumienia i współpracy.

Chodzi także o skuteczne zapobieganie mnożeniu się rozmówców wobec przestawicieli władz politycznych. Tutaj głównymi partnerami ze strony Kościoła katolickiego pozostają reprezentanci papiestwa oraz wikariusze apostolscy. W myśl reskryptu Kościoły patriarchalne będą mogły sprawować bezpośrednią opiekę nad wiernymi, którzy od 2003 r. znajdowali się pod opieką łacińskich wikariuszy apostolskich. Jednoczesnie Kościoły łacińskie i wschodnie mogą teraz, w bardziej skoordynowany sposób podejmować posługę na rzecz emigrantów w regionie, aby mogli usłyszeć Ewangelię oraz być otoczeni opieką przez swoich prawowitych pasterzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję