Reklama

Abp Dzięga apeluje po profanacji obrazu o modlitwę

2019-05-12 12:12

pk / Szczecin (KAI)

Bożena Sztajner/Niedziela

Metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga prosi wiernych o modlitwę wynagradzającą za grzechy profanacji wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej w Polsce w ostatnich tygodniach.

"Drodzy Księża, osoby życia konsekrowanego, członkowie wspólnot duszpasterskich, stowarzyszeń i ruchów katolickich wraz z rodzinami katolickimi i całym Ludem Bożym naszej Archidiecezji, proszę o włączenie odpowiednio do codziennych Waszych osobistych modlitw do końca miesiąca maja intencji przebłagalnej zarówno wobec Osoby Najświętszej Maryi Panny oraz wobec Osoby naszego Pana Jezusa Chrystusa" - czytamy w komunikacie.

Modlitwa wynagradzająca, o którą apeluje abp Dzięga to w tym przypadku m.in. dziesiątek różańca po nabożeństwach majowych w niedzielę 12 maja i w poniedziałek 13 maja w rocznicę fatimskich objawień.

- Dziewięć dni od 17 do 25 maja w nabożeństwach majowych będziemy dodatkowo odmawiać suplikację oraz dziesiątek Różańca Świętego, tajemnicę ukoronowania Najświętszej Maryi Panny. Będzie także Akt Poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi. Nowenna zakończy się procesją maryjną wokół naszych kościołów - powiedział ks. dr Sławomir Zyga.

Reklama

Kanclerz Kurii Metropolitalnej w Szczecinie cytuje również słowa Arcybiskupa. - Mając świadomość, że ataki na chrześcijaństwo, w Polsce szczególnie na katolicyzm, nie są dziełem przypadku, ani - co do zasady - nie są spontaniczne ksiądz arcybiskup metropolita zaprasza wszystkich do modlitwy, zwłaszcza modlitwy wynagradzającej za te akty profanacji - mówi ks. dr Sławomir Zyga. Zachęca także do osobistej modlitwy, jeśli obowiązki nie pozwolą nam w tym czasie być w kościele. Może to być dziesiątek różańca – Tajemnica ukoronowania Najświętszej Maryi Panny odmawiany przez dziewięć dni podczas naszych indywidualnych modlitw w tej intencji.

W komunikacie metropolity czytamy też m.in., że "Jeśli w jakimś miejscu naszej Ojczyzny lub wobec określonej osoby dokonywane są czyny naruszające prawo polskie, przysługuje nam ochrona i obrona według odpowiednich przepisów prawa polskiego". Jednocześnie abp Andrzej Dzięga dodaje, że "Niezależnie jednak od tego wszyscy musimy stawić się wobec naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki, z miłością przepraszając za grzech dokonanych profanacji i zawierzając na nowo nasze pokolenie oraz tych, którzy przyjdą po nas, opiece Świętych Patronów Ojczyzny, z Królową Korony Polskiej na czele".

W nocy z 26 na 27 kwietnia na terenie jednej z płockich parafii sprofanowano wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Budynki, kosze na śmieci oraz przenośne toalety zostały oklejone obrazkami, na których aureole Maryi i Dzieciątka Jezus były w tęczowych barwach, które są m.in. znakiem rozpoznawczym środowisk LGBT. Policja zatrzymała 51-letnią kobietę podejrzaną o rozklejanie w Płocku plakatów z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą. Przedstawiono jej zarzut profanacji.

Z kolei z 6 na 7 maja na murach Sanktuarium św. Faustyny i klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie rozlepiono papierowe plakaty z tęczowymi aureolami wokół figury Matki Bożej Częstochowskiej.

Tagi:
apel abp Andrzej Dzięga

Jasna Góra świętuje 40. rocznicę papieskiej pielgrzymki do Polski

2019-06-05 07:01

it / Jasna Góra (KAI)

Na Jasnej Górze dziś dzień dziękczynienia za I pielgrzymkę Jana Pawła II. Dokładnie 40. lat temu - 4 czerwca 1979 r. papież z Polski przybył do tego Sanktuarium. Rocznica przeżywana jest bardzo uroczyście, ponieważ ta wizyta miała przełomowe znaczenie. Po raz pierwszy następca św. Piotra przekroczył progi Kaplicy Matki Bożej, potwierdził swoje zawierzenie Maryi i określił rolę Jasnej Góry w życiu Kościoła i Narodu. Obok Cudownego Obrazu jest umieszczony portret Jana Pawła II.

Bożena Sztajner/Niedziela

Świętowanie rozpoczęło spotkanie edukacyjne dla uczniów szkół podstawowych „Tu zawsze byliśmy wolni”. Wzięło w nim udział prawie 500 dzieci z różnych szkół rejonu częstochowskiego. Spotkanie zostało zorganizowane w ramach projektu „Nadzieja. Zwycięstwo” wspartego przez ministerialny program „Niepodległa”.

Przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra, który pamięta pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski, mówił o dwóch postawach, których wszyscy powinniśmy uczyć się od naszego wielkiego, świętego rodaka. - Z jednej strony jest to jego wielka miłość do Pani Jasnogórskiej, którą wyrażał w bardzo osobisty sposób, w swej pobożności, w długich chwilach, które spędzał na modlitwie przed Cudownym Obrazem - mówił jasnogórski przeor i podkreślał, że obok tego widzieliśmy jego wielką miłość do Ojczyzny.

- Widzimy papieża, który jest wielkim patriotą, który po prostu kocha tę ziemię, z której wyszedł, chociaż służył ludziom na całym świecie - dodał paulin. Podkreślał, że oba te elementy mocno skupione są na Jasnej Górze, która jest Sanktuarium Narodu. - Jan Paweł II tu, podczas tej pierwszej pielgrzymki bardzo mocno podkreślał, że Jasna Góra jest szczególnym miejscem, jest centrum Polski, gdzie serce Narodu bije w sercu Matki - przypomniał o. Marian Waligóra. Dodał, że w trakcie trzech dni pielgrzymki w Sanktuarium, papież wielokrotnie mówił o fenomenie tego miejsca. - My właśnie po to tu przychodzimy, by poczuć, że Polska jest zanurzona w sercu Matki, poprzez nasze osobiste sprawy, które tutaj przenosimy, ale również poprzez to, że Polska w różnych ważnych momentach historycznych, nie tylko w czasie potopu szwedzkiego, kiedy Jasna Góra stała się znakiem wolności, stała się miejscem, gdzie Bóg w szczególny sposób zadziałał przez Maryję i obronił to miejsce od Szwedów, ale później w różnych innych ważnych chwilach naszej historii, również w tej najnowszej, została oddana Królowej – mówił jasnogórski przeor, który podarował dzieciom obrazki z wizerunkiem Matki Bożej.

Angelika Blinda z Biura Edukacji Narodowej IPN w Katowicach mówiła o sytuacji społeczno-politycznej w latach 70 i 80. Przypomniała, że bez roku 1978 czyli wyboru Polaka kard. Karola Wojtyły na papieża nie byłoby późniejszych dni wolności nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

- Pierwsza pielgrzymka papieża do Polski zajmuje bardzo ważne miejsce na drodze do wolności. Prymas Wyszyński określił je wielkimi dniami Polski - mówiła prelegentka. Opowiadała w jaki sposób władza starała się nie dopuścić do przyjazdu papieża do Ojczyzny i jak w czasie pielgrzymki ją utrudniała, jak zniechęcała Polaków do udziału w spotkaniach z Ojcem Świętym. - Proponowano np. wspólne spotkania organizowane w kościołach, w klasztorach przed telewizorami, po to, by wierni oglądali relacje z papieżem, ale nie byli fizycznie obecni na tych spotkaniach, ponieważ duża liczba pielgrzymów, świadczyła o sukcesie Kościoła w Polsce – przypominała przedstawicielka IPN.

Mówiła także o różnego rodzaju plotkach, które pojawiały się, o których Polacy doskonale wiedzieli, że „władza wydała polecenie masowej produkcji kapłańskich sutann, w które ubierali się funkcjonariusze z SB, by wtopić się w tłum wiernych i kontrolować sytuację”. Jak zaznaczyła prelegentka, „bez względu na to jakie działania władza podejmowała, nie udało się jej pomniejszyć znaczenia tej pierwszej pielgrzymki”.

Angelika Blinda przypomniała, że Jan Paweł II był dla Polaków podwójnym symbolem: sprzeciwu wobec komunizmu, ale także symbolem troski o drugiego człowieka, tym, który upomina się o prawa każdego człowieka. - Trzeba pamiętać, że Jan Paweł II odegrał bardzo ważną rolę nie tylko jako głowa Stolicy Apostolskiej, papież, który przełamał barierę „żelaznej kurtyny”, ale przede wszystkim jako Polak - podkreśliła przedstawicielka IPN podkreślając, że świadczy o tym reakcja ludzi i władz na wybór Rodaka na Stolicę Piotrową. – Władza była zdezorientowana, załamana a ludzie uniesieni i szczęśliwi - podkreślała.

Jak zauważyła prelegentka, szacuje się, że we wszystkich wydarzeniach z papieżem łącznie wzięło udział ok. 10 mln Polaków. - I bez względu na to, czy dane te są przesadzone czy nie, warto podkreślić, że zobaczyli oni, że nie są osamotnieni, jak wielu Polaków dąży do zmiany i ich chce. Wizyta Jana Pawła II w Polsce dawała im namiastkę życia w normalnym państwie. Mówiło się, czy to w kręgach opozycji, czy to w kręgach władzy, że ten czerwiec 1979 r. dał Polakom również doskonałą okazję do tego, żeby się policzyć. Zobaczyli, jak wielu ich jest, i to miało ważne znaczenie również psychologiczne. Zobaczyli, że stanowią silną, zwartą grupę, która dzięki również wierze, bo przecież to jest również niezwykłe spoiwo łączące, może dokonać jakiś przekształceń – mówiła. Podkreślała, że rok później, w sierpniu 1980, władza po raz kolejny przeżywała kryzys. - Powstała ‘Solidarność’, zresztą nie bez przyczyny portret Jana Pawła II wisi na bramie Stoczni Gdańskiej obok obrazu Matki Boskiej a sami opozycjoniści podkreślali, że czuli wtedy bliskość papieża - podkreślała historyk.

S. Małgorzata Kierznowska, urszulanka przewodnik z Jasnogórskiego Centrum Informacji, mówiła o papieskich wotach pozostawionych przez Jana Pawła II.

- Z Janem Pawłem II spotykamy się tutaj na każdym kroku. Już przy wejściu wita nas z wałów jasnogórskich błogosławiąc pielgrzymów, widoczny jest w swym pomniku - mówiła przewodnik. Podkreślała, że „na samym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej jest pięć darów Jana Pawła II, z których najcenniejszym jest złota papieska róża”. Dodawała, że jest tu nawet rower kolarski, który Ojciec Święty otrzymał od drużyny narodowej Italii i w 1980 r. przekazał na Jasną Górę, bo pielgrzymował tu z młodzieżą akademicką właśnie na rowerze. Siostra przypomniała, że pierwsze udokumentowane pielgrzymki Karola Wojtyły to lata 1942-43, kiedy przybywał tu jako student. Potem już jako biskup i arcybiskup, jako kardynał. - W sumie był tu co najmniej 100 razy – podkreśliła.

Uczestnicy jasnogórskiego spotkania podkreślają, że Jan Paweł II to postać bardzo ważna dla całego narodu i „dlatego warto się zagłębić w temat”. - Nie pokazywali tego w mediach, tylko wszystko było ciche a tak naprawdę Polacy byli z tego dumni i pokazywali, że są jednością, że są katolikami - powiedziała Oliwia Wójcik, uczennica ze Szkoły Podstawowej w Konieczkach.

Paulini i pielgrzymi dziękują za św. Jana Pawła II. O 17.00 odprawiona zostanie na szczycie Msza św., której przewodniczyć będzie kard. Stanisław Dziwisz świadek życia i posługi Jana Pawła II. W programie także wieczór poezji Karola Wojtyły a po Apelu wspólna „Barka” pod pomnikiem papieża z Polski.

Świętowanie papieskiej rocznicy potrwa do czwartku, 6 czerwca i uwieńczy je promocja najnowszych książek o wydarzeniach z 1979r. i koncert muzyka młodego pokolenia Antka Smykiewicza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwłoki z bijącym sercem

Z doktorem nauk medycznych o. Jackiem Marią Norkowskim, dominikaninem, rozmawia Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 24/2011, str. 14-15

AR

Mateusz Wyrwich: - W medycynie za moment śmierci niegdyś uznawano chwilę, kiedy doszło do „nieodwracalnej utraty czynności oddychania i zatrzymania akcji serca”, jak pisze Ojciec we wstępie do swojej książki. A dzisiaj?

Dr n. med. o. Jacek Maria Norkowski OP: - W części państw nadal uznawana jest tradycyjna definicja śmierci. W większości jednak przyjmuje się nową, neurologiczną definicję śmierci, opartą na koncepcji śmierci mózgowej. Podstawowym kryterium jest tu stwierdzenie głębokiej śpiączki i bezdechu. Do tego dochodzą jeszcze inne warunki, m.in.: znana jest przyczyna śpiączki; wystąpiło pierwotne lub wtórne uszkodzenie mózgu; wszelkie działania lekarskie zmierzające do ratowania pacjenta są bezowocne z uwagi na upływ czasu i zmiany, jakie zaszły w organizmie. Tak naprawdę jednak, odchodząc od klasycznych kryteriów, lekarz orzeka o śmierci na podstawie ustawy i przepisów. To one określają, co świadczy o śmierci pnia mózgu. Czyli - brak odruchów w obrębie głowy, takich jak: reakcja źrenicy na światło, odruch kaszlowy i wymiotny oraz oczno-mózgowy. Drugą natomiast próbą, jaką stosuje się w tym przypadku, jest badanie bezdechu. Decyzję zaś o tym, czy ktoś żyje, czy nie, podejmuje komisja, która składa się z trzech lekarzy.

- A zatem, paradoksalnie, można powiedzieć, że na podstawie ustawy i orzeczenia administracyjnego uznajemy kogoś za zmarłego, tymczasem ludzie ze śpiączki wychodzą. Według najnowszych badań, ok. 70 proc. chorych może być z niej wybudzanych przy zastosowaniu hipotermii. Natomiast kontrola bezdechu... może powodować u chorego śmierć.

- Właśnie, badanie bezdechu ma służyć postawieniu diagnozy, a tymczasem to badanie nie jest obojętne dla pacjenta. Wręcz przeciwnie - może być bardzo szkodliwe. Doprowadza bowiem do zapaści krążenia mózgowego. Może też spowodować zatrzymanie akcji serca. Ale przede wszystkim uszkadza mózg. Paradoksalnie więc, żeby stwierdzić uszkodzenie mózgu, de facto najpierw się go uszkadza, a później stwierdza, że... jest uszkodzony! Przy czym oficjalnie celem tego badania jest stwierdzenie, czy ten bezdech jest rzeczywisty. A więc: Czy chory będzie próbował oddychać? Czy będziemy widzieli jakieś skurcze mięśni klatki piersiowej i nadbrzusza, co by świadczyło o tym, że ośrodek oddechowy w mózgu działa? A jeśli działa, to uznajemy, że mózg nie jest martwy. Jeśli natomiast bezdechu nie ma, zakładamy, że mózg jest uszkodzony bądź martwy. Jednak w rzeczywistości ośrodek oddechowy nie działa wskutek niedokrwienia i wskutek niskiego poziomu hormonów tarczycy. A zatem to badanie, według wielu specjalistów, jest kompletnie niemiarodajne.

- Dlaczego więc staje się ono podstawą do przyjęcia, że człowiek nie żyje, mimo iż kryteria diagnostyczne są niemiarodajne i sama definicja jest podejrzana?

- Trudno powiedzieć. Bez wątpienia jednak znaczący jest kontekst powstawania tej definicji: pierwsza transplantacja, przeszczep serca, którego dokonał w 1967 r. Christiaan Barnard. Trzeba było zalegalizować śmierć dawcy serca. Wówczas to komisja na Harwardzie sporządziła raport tzw. „Ad hoc”, inaczej zwany „Raportem Harwardzkim”, w którym znajduje się jedno znamienne zdanie: „(...) Naszym zadaniem jest zdefiniowanie nieodwracalnej śpiączki jako śmierci człowieka”. Tymczasem jest to zdanie całkowicie nienaukowe, bo nie formułuje się tak zadań dla zespołu naukowego. Jest to natomiast zdanie świadczące o arbitralnym założeniu, że coś takiego jak „nieodwracalna śpiączka” można uznać za śmierć człowieka. To może być tylko postulatem, bo tak naprawdę nie wiemy, jaka ta śpiączka jest. Nieodwracalność nie jest kategorią empiryczną. W Japonii po społecznej dyskusji uznano, że jeśli ktoś nie ma pozytywnego wpisu do „Karty dawcy”, nie wolno u niego przeprowadzać badania bezdechu ani podejmować żadnych innych działań w kierunku stwierdzenia śmierci pnia mózgu.

- A jak ta sytuacja wygląda w Polsce?

- Uważam, że w Polsce powinna zostać wycofana domniemana zgoda na oddawanie organów. Należy ją zastąpić wyrażeniem na to zgody. Powinna być również, jak w Japonii, pytana o to rodzina. Tam, jeśli nie ma wyraźnej zgody rodziny, nie wolno przystępować do badania bezdechu, ponieważ to uszkadza mózg pacjenta. To jest taki program minimum. Tymczasem w Polsce, i nie tylko, badanie bezdechu robi się często bez zgody rodziny. Kontekst tego „badania” jest przy tym wyjątkowo ponury: ogromny nacisk na to, by zwiększać liczbę „pobrań” do transplantacji. Często wręcz stosuje się leki, które podwyższają ciśnienie i zmniejszają krzepliwość krwi, żeby polepszyć ukrwienie narządu, który chce się pobrać. Tymczasem leki te równocześnie powodują wzmożenie krwotoku do mózgu chorego, u którego istnieje podejrzenie krwotoku bądź nawet istnieje pewność, że ten krwotok ma miejsce.

- A zatem szkodzi się pacjentowi, a troszczy się o narządy dla biorcy. Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z ustawowym zabijaniem człowieka?

- Można powiedzieć, że to, co komisja stwierdza, to niedokrwienie mózgu, a nie śmierć człowieka. A sama operacja pobrania narządu wiąże się już z odebraniem życia pacjentowi.

- Czyli dajemy życie jednemu za cenę odebrania życia innemu...? Istnieje opinia, że pojęcie śmierci mózgowej jako śmierci człowieka wprowadzano pod naciskiem transplantologów, bo jest to - mówiąc brutalnie - wielki biznes. Lecząc człowieka, np. robiąc mu dializę, można „stracić” kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy dolarów, a na jego śmierci można zarobić dwa miliony dolarów...

- To prawda, dializowanie kosztuje więcej niż zrobienie operacji przeszczepu. Dlatego też systemy ubezpieczeniowe również popierają przeszczepy z uwagi na cięcie kosztów. Oczywiście, wielu biorców twierdzi, że czuje się znacznie lepiej po przeszczepie nerki i nikt nie może negować, że tak może być. Niemniej jednak nie można tu wprost mówić o ratowaniu życia. To jest bardziej zmiana sposobu leczenia pacjenta.

- Istnieje wśród lekarzy pojęcie „zwłoki z bijącym sercem”. Co to brutalne pojęcie oznacza?

- Oficjalnie w dokumentach transplantatu mówi się, że z chwilą stwierdzenia śmierci mózgowej respirator wentyluje zwłoki. Krew ciągle jeszcze przepływa, serce człowieka bije. W tym czasie dwukrotnie zbiera się trzyosobowa komisja lekarska. I jeśli podpis zostanie złożony przez trzeciego lekarza z komisji, to w tym momencie... „umiera człowiek”. W sensie prawnym, bo w jego ciele nic się nie zmienia. Lecz w sensie prawnym ciało pacjenta, któremu przysługują wszystkie prawa obywatela, zmienia się w zwłoki, które są własnością państwa. Zwłoki z bijącym sercem.

- Z czego to wynika? Z upadku moralności?

- To czysty utylitaryzm. To jest myślenie, że z tego człowieka już pewnie nic nie będzie. Najwyżej będzie on gdzieś uciążliwym pacjentem w jakimś hospicjum, a tak to „pomożemy wielu potrzebującym ludziom”. I „przy okazji” pozbędziemy się kłopotów. Myślę, że jest to decydujący moment, na którym opiera się także zgoda społeczna na tę praktykę. Przy czym - u podstaw tej zgody często leży niewiedza. Ludzie nie wiedzą o tym, że ponad połowę pacjentów, u których stwierdza się śmierć pnia mózgu, można wyleczyć przy zastosowaniu hipotermii. Podam tu przykłady rzekomo beznadziejnych przypadków, gdzie stwierdzono śmierć mózgową, a ludzie żyją. Jak choćby u nas: dwudziestoletnia już Agnieszka Terlecka, której nie dawano szans na życie, a dzięki uporowi rodziców żyje i w zeszłym roku zdawała maturę. Lekarze stwierdzili śmierć pnia mózgu. Tymczasem jej ojciec zorientował się, że są jakieś szanse wyleczenia w klinice prof. Talara, i wymógł zmianę diagnozy. Któryś z lekarzy zmienił słowo „śmierć” pnia mózgu na słowo „stłuczenie” pnia mózgu. W związku z tym można było zabrać dziewczynę z tego szpitala i przewieźć do innego, bo zwłok nie wolno przewozić do innego szpitala. Zwłok z bijącym sercem również. Agnieszkę wybudzono po pięciu dniach, a z czasem całkowicie wróciła do zdrowia - do świata żywych. Inny przykład - to przypadek Zachariasza Danlopa z USA, który słyszał, jak komisja orzeka, że nie żyje. Zrządzeniem Bożej Opatrzności na jego „pogrzebie” było dwoje pielęgniarzy, jego kuzynostwo. Dokonali prostych badań dotykowych i stwierdzili, że „zmarły” żyje. Wymogli wycofanie „zwłok” z kolejki dawców. Danlop został wybudzony po kilku dniach, a po kilku miesiącach zrehabilitowany. Inny przypadek - Val Thomas z USA, której już miano pobierać narządy, a tymczasem ona się wybudziła i zaczęła mówić. Dziś robi się z nią wiele filmów dokumentalnych, no bo kiedy zwłoki... zaczęły mówić, to oczywiste, że robi się z nimi filmy...

- Śmierć mózgowa zatem ustawia człowieka w magazynie części zamiennych?

- Tak. Po to diagnozuje się śmierć mózgową, by człowiek stał się dawcą. Śmierć mózgową w Polsce diagnozuje się bardzo wcześnie, a oddech może wrócić czasami po kilku dniach. Dlatego tak szybkie diagnozowanie śmierci mózgowej jest niczym nieuzasadnione z punktu widzenia praw pacjenta. Nie wolno nie dać mu szansy na poprawę stanu zdrowia i od razu ogłaszać jego śmierć. Nie mówiąc już o tym, że to śmiercią w ogóle nie jest. Koncepcja śmierci mózgowej jest zupełnie nienaukowa i wyraźnie dopasowywana do transplantologii. Transplantolodzy żyją misją czy świadomością, że pomagają ludziom, ale nie lubią myśleć o tym, co się dzieje z dawcą. Jest całkiem spora grupa lekarzy, którzy uważają, że dawcy mogą odczuwać ból, chociaż nie na normalnym poziomie, i dlatego należy ich znieczulać. Inni twierdzą, że nie jest to konieczne, że wystarczy dać środki zwiotczające, które spowodują, że nie będzie skurczów mięśni. To jest konieczne „technicznie”, bo te „zwłoki” uciekłyby ze stołu. Taki człowiek bez znieczulenia wiłby się z bólu, kręcił. Jego reakcje byłyby tak silne, że nie można by było „spokojnie” pobierać jego narządów. Trzeba go więc sparaliżować, spowodować zwiotczenie jego mięśni... Moim zdaniem, takie pobieranie narządów to jest swoista eutanazja. W 2004 r. na Kongresie Lekarzy Katolickich w Rzymie papież Jan Paweł II podsumował dyskusję i powiedział, że człowiek nigdy nie staje się ani roślinką, ani zwierzęciem, że zawsze jest umiłowanym dzieckiem Bożym, na którym spoczywa wzrok jego Stwórcy.

O. Jacek Maria Norkowski OP jest autorem wyjątkowo ważnej książki „Medycyna na krawędzi. Ewolucja definicji śmierci człowieka w kontekście transplantacji narządów”. Ta niecodzienna książka ukazała się na rynku w ubiegłym miesiącu, lecz już teraz wiadomo, że może stać się początkiem ogólnonarodowej dyskusji na temat tego, czy państwo ma prawo decydować o naszej śmierci.
O. Jacek Maria Norkowski OP jest absolwentem Akademii Medycznej w Poznaniu. Po ukończeniu studiów medycznych wstąpił w 1982 r. do zakonu. W 1989 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 90. odbył staż w centrum bioetycznym Pope John XXIII Medical-Moral Research and Education Center w Bostonie. Zaowocowało to dalszymi studiami podjętymi w Rzymie i zakończonymi na Uniwersytecie Angelicum obroną licencjatu poświęconego tematowi tzw. mózgowych kryteriów śmierci człowieka. Przed dwoma laty na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu obronił pracę doktorską z tego zakresu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wręczono medale zasłużonym dla Archidiecezji Warszawskiej

2019-06-24 22:37

Łukasz Krzysztofka

40 osób świeckich i jedna siostra zakonna zostało nagrodzonych medalami "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej", które w archikatedrze warszawskiej, w jej święto patronalne św. Jana Chrzciciela, wręczył metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Łukasz Krzysztofka
Odznaczeni medalem "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej" z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim

Uhonorowanie medalami odbyło się przed uroczystą Mszą św. odpustową, którą z metropolitą warszawskim koncelebrowali proboszczowie parafii nagrodzonych osób.

- Najbardziej cenię sobie to, że wszyscy odznaczeni w sposób szczególny potrafią praktykować swoje powołanie na mocy powołania chrzcielnego, które jest u podstaw wszystkich powołań – powiedział w homilii podczas Mszy św. metropolita warszawski. Kard. Nycz przywołał słowa papieża Franciszka, który uczy, że u podstaw wszystkich szczegółowych powołań stoi miłość. - Jeśli nie ma miłości u podstaw, będzie się tylko krążyć wokół spraw własnych – nawiązywał do słów Ojca św. metropolita warszawski.

Pasterz Kościoła warszawskiego podkreślił również, że przyznane dzisiaj odznaczenia, do których kandydatów zgłaszali proboszczowie ich parafii, są dowodem na mocną współpracę duchownych ze świeckimi i ich odpowiedzialność za Kościół lokalny. – Za tę współpracę bardzo wam dziękuję i proszę Boga, żeby nigdy nie zabrakło takich katolików świeckich, przez których Słowo Chrystusa jest obecne wszędzie tam, gdzie są posłani ludzie – powiedział na zakończenie homilii kard. Nycz.

Wśród uhonorowanych medalem „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” znalazł się m.in. prof. Włodzimierz Kluciński – wieloletni rektor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, należący od lat do Komitetu Promocyjnego Budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz jego małżonka Jadwiga Klucińska, z zawodu ekonomistka, zaangażowana m.in. w budowę kościoła oraz wolontariat Caritas w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie.

Jedyna w gronie odznaczonych siostra zakonna – s. Leonia Maria Kalandyk ze Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej od 20 lat pracuje w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Była katechetką w szkole podstawowej i gimnazjum. Założyła wspólnotę Kręgu Biblijnego RUAH, ponadto pracuje jako kancelistka, przygotowuje młodzież i dorosłych do przyjęcia sakramentów.

Z sylwetkami wszystkich nagrodzonych osób można zapoznać się na stronie archidiecezji warszawskiej:

http://archidiecezja.warszawa.pl/aktualnosci/zaangazowani-swieccy-z-medalami-za-zaslugi-dla-archidiecezji-warszawskiej/

Medale „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” przyznawane są dwa razy w roku: w uroczystość Objawienia Pańskiego – 6 stycznia i uroczystość patronalną stołecznej archikatedry św. Jana Chrzciciela – 24 czerwca. Otrzymują je przede wszystkim świeccy zaangażowani w prace na rzecz diecezji lub parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem