Reklama

Kard. Nycz po filmie braci Sekielskich: przepraszam za ból, łzy, cierpienie

2019-05-15 19:58

awo / Warszawa (KAI)

http://archidiecezja.warszawa.pl

Rozwiązanie pedofilii w Kościele nie jest możliwe bez ludzi świeckich. Zwłaszcza bez współpracy z rodzicami, szkołą, a także bez współpracy z władzami państwowymi – uważa kard. Kazimierz Nycz. - Apeluję do wszystkich: jeżeli widzicie jakiekolwiek oznaki warte zgłoszenia - proszę jako biskup – zgłaszajcie – mówi metropolita warszawski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” i Onetu – po obejrzeniu filmu braci Sekielskich.

Pytany o to, czy powstanie komisja do zbadania pedofilii w Kościele kard. Nycz mówi: „Współpraca z organami państwowymi na pewno jest potrzebna i wszyscy się zgadzamy co do tego, że taka komisja kiedyś pewnie powstanie. Natomiast forma takiego zespołu jest do przemyślenia”.

Priorytety kard. Nycza - o których mówi w wywiadzie - to weryfikacja rekolekcjonistów, czy figurują w rejestrze skazanych za przestępstwa seksualne, usprawnienie procedur, by były bardziej przyjazne dla osób zgłaszających nadużycia oraz wewnętrzny audyt spraw dotychczas zgłoszonych, by mieć pewność, że są prowadzone w trosce o dobro osób pokrzywdzonych.

„Kościół w Polsce w ostatnich latach zrobił bardzo dużo. Natomiast uświadomiliśmy sobie, że to ciągle za mało” – zauważa metropolita warszawski i mówi o konieczności usprawnianiu wszelkich procedur, by szanować ból i cierpienie zgłaszających. Swoim współpracownikom zalecił m.in. by na nowo tak zorganizowali przyjmowanie zgłoszeń o nadużyciach, by osoby pokrzywdzone mogły powiadamiać o nich także poza budynkiem kurii, by nie musiały składać ponownie zeznań w czasie postępowania kanonicznego, by były informowane o jego przebiegu itp.

Reklama

Pytany przez dziennikarzy o ks. Dariusza Olejniczaka kard. Nycz zapewnił, że pracuje nad tym, by w przyszłości ksiądz z takim zakazem nie miał prawa głosić rekolekcji. Temat konieczności systemowej weryfikacji księży zapraszanych na rekolekcje czy figurują w rejestrze zamierza poruszyć w środę na najbliższym posiedzeniu Rady Stałej

Według metropolity warszawskiego, odpowiedzią na problem pedofilii jest rzetelne i uczciwe jego rozwiązywanie, prewencja, dbanie o to, aby takie sytuacje się nigdy więcej nie zdarzały, a reakcja była zawsze właściwa. Aby młodzież i dzieci były bezpieczne. Natomiast odpowiedzią najbardziej ewangeliczną jest piękne życie i świadectwo życia księży i świeckich, którzy pełniąc misję Kościoła mają oczy otwarte na to wszystko, co jest negatywne”.

Tagi:
kard. Kaziemierz Nycz nadużycia seksualne „Tylko nie mów nikomu”

Biskupi do wiernych: nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom

2019-05-22 16:40

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom” – napisali biskupi do wiernych w liście przeznaczonym do odczytania w kościołach w niedzielę 26 maja. List zatytułowany "Wrażliwość i wierność" napisali hierarchowie zebrani dziś w Warszawie na posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski.

KEP

Publikujemy treść listu:

WRAŻLIWOŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Słowo biskupów do wiernych
Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych,
którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej
kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mk 9, 42)

Drogie Siostry i drodzy Bracia!
W ostatnim czasie wspólnota Kościoła w Polsce wstrząsana jest kolejnymi bolesnymi informacjami o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych. Przestępstwa te są źródłem głębokiego cierpienia osób pokrzywdzonych. Nie ma słów, aby wyrazić nasz wstyd z powodu skandali seksualnych z udziałem duchownych. Są one powodem wielkiego zgorszenia i domagają się całkowitego potępienia, a także wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec przestępców oraz wobec osób skrywających takie czyny.

Cierpienia osób pokrzywdzonych dotykają nie tylko ich samych, ale także całych rodzin oraz wspólnot kościelnych. Przestępstwa te „przysłoniły blask Ewangelii takim mrokiem, jakiego nie znały nawet wieki prześladowań” (Benedykt XVI, List do katolików w Irlandii, 19.03.2010).

Głęboko tkwią w nas wykrzyczane słowa świadectwa osoby pokrzywdzonej, iż Chrystus nie krzywdził dzieci. „To [co ksiądz zrobił] naprawdę odcisnęło bardzo duże piętno na moim dorosłym życiu. Ja do tej pory mam koszmary. Cały czas jest to we mnie” – tak powiedziała w filmie w czasie konfrontacji z oprawcą 39-letnia Anna, przed laty 9-letnia uczennica. I drugie świadectwo, przekazane w artykule napisanym przez dorosłego dziś mężczyznę: „Nie mam żalu do Kościoła. Wiem, że skrzywdził mnie nie [cały] Kościół, lecz konkretna osoba. Nie wiem, czy ktokolwiek z przełożonych cokolwiek o tym wiedział. Ale martwi mnie, że tacy jak ja, pozostają poza kościelną sferą uwagi”. Obydwa wyznania są wstrząsające – to nigdy nie powinno się było wydarzyć.

1. Świadectwo cierpienia

Wielu z nas obejrzało film „Tylko nie mów nikomu”. Ten dokument, to przede wszystkim wstrząsające relacje dorosłych dziś osób, wykorzystywanych w dzieciństwie przez duchownych. Zawiera on także przykłady braku wrażliwości, grzechu zaniedbania i niedowierzania osobom skrzywdzonym, co w konsekwencji chroniło sprawców. Film, przyjmując perspektywę pokrzywdzonych, uświadomił nam wszystkim ogrom ich cierpienia. Każdy, kto jest wrażliwy, poznając losy osób pokrzywdzonych, odczuwa ból, wzruszenie i smutek wobec ich cierpienia. Dziękujemy wszystkim, którzy mieli odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że żadne słowo nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakich doznali.

Przyznajemy, że jako pasterze Kościoła nie uczyniliśmy wszystkiego, aby zapobiec krzywdom.

Dla wielu wiernych, szczególnie dla młodych szczerze szukających Boga, skandale seksualne z udziałem duchownych stają się ciężką próbą wiary i powodem do wielkiego zgorszenia. Rozczarowanie i oburzenie jest tym większe i boleśniejsze, że dzieci zamiast troskliwej miłości i towarzyszenia w szukaniu bliskości Jezusa doświadczyły przemocy i brutalnego odarcia z godności dziecka. Od początku swego istnienia wspólnota kościelna uznawała takie zachowania za wyjątkowo ciężki grzech; według słów Chrystusa „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mk 9,42). „Biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18,7).

2. Wrażliwość

Wszyscy, zarówno duchowni, jak i świeccy, jako społeczność, musimy stworzyć właściwą przestrzeń do przywrócenia pokrzywdzonym jak najbardziej normalnego życia, a także do odbudowania zaufania wobec duszpasterzy i biskupów.

Wyznania pokrzywdzonych przynaglają nas, biskupów, ale i wszystkich ludzi dobrej woli do większego wyczulenia na zagrożenia; do większej wrażliwości na pomoc pokrzywdzonym. Zarówno niebezpieczeństwa, jak i konieczność wsparcia dotyczą każdego środowiska, nie tylko kościelnego, ale i rodzin, szkół, klubów sportowych i wielu innych grup. Sytuacje życiowe pokrzywdzonych skłaniają do szybszego i skuteczniejszego pomagania im. Oni potrzebują wielkiej wrażliwości i wsparcia, by odnaleźć równowagę życia.

Prosimy osoby pokrzywdzone przez duchownych, aby zgłaszały doznaną krzywdę do przełożonych kościelnych oraz do odpowiednich organów państwowych. W każdej diecezji i w wielu prowincjach zakonnych został wyznaczony delegat upoważniony do przyjmowania zgłoszeń o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną. Ma on też pomóc w otrzymaniu wsparcia psychologicznego, prawnego i duszpasterskiego. Chcemy wspierać pokrzywdzonych od początku tej drogi w podjęciu kroków potrzebnych do przezwyciężania skutków doznanej krzywdy.

Przyjmujemy z wdzięcznością nowe motu proprio papieża Franciszka, w którym Ojciec Święty nakazuje zgłaszanie takich przestępstw i przewiduje poważne kary dla przełożonych, którzy zaniedbywali swoje obowiązki chronienia owczarni Chrystusowej. Pamiętamy też o tym, że według zawartych w tym dokumencie nowych norm prawa kościelnego nikogo przy zgłaszaniu przestępstwa nie wolno zobowiązywać do milczenia. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby te zgłoszenia w instytucjach kościelnych przebiegały ze współczuciem i z jak największą wrażliwością oraz w poczuciu bezpieczeństwa dla każdej osoby i jej dramatu. Będziemy też nadal zgłaszać przestępstwa państwowym organom ścigania.

Wielu duchownych i świeckich pracuje z osobami, które odważyły się powiedzieć o swoich traumatycznych doświadczeniach. Nie rozgłaszamy tego, ponieważ szanujemy ich prawo do prywatności. Być może sami zdecydują się o tym głośno mówić. Reakcja najbliższego otoczenia rzadko niestety opiera się na życzliwości i wrażliwości. Często jest okrutna, bezmyślna i bezlitosna, czasem pełna wyrzutów, przez co nam wszystkim potrzebna jest zmiana mentalności, by osoby poszkodowane w dzieciństwie lub młodości w delikatnej sferze seksualności były chronione i wspierane.

3. Odpowiedzialność

Zwracamy coraz większą uwagę na wychowanie w seminariach i kształtowanie osobowości przyszłych księży. Nie chcemy dopuścić, aby w szeregach duchowieństwa znalazły się osoby niedojrzałe, niezdolne do wierności złożonym ślubom i przyrzeczeniom. Ponadto, od sześciu lat koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży powołany przez Konferencję Episkopatu Polski organizuje wraz z zespołem współpracowników Centrum Ochrony Dziecka liczne szkolenia dla duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Przygotowujemy w diecezjach i w zgromadzeniach zakonnych także system zapobiegania; ma on pomóc ochronić dzieci i młodzież przed potencjalnym wykorzystaniem seksualnym. Chcemy, by ich bezpieczeństwo stało się priorytetem we wszystkich środowiskach.

W tym kontekście w szczególny sposób doceniamy pracę zdecydowanej większości kapłanów, którzy wierni Ewangelii gorliwie i ofiarnie służą Bogu i ludziom. Nie pozwólmy, by dobro, które dokonuje się w Kościele przez ich posługę, przesłoniły nam grzechy konkretnych osób. Na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej nie przenośmy też win konkretnych osób w sutannach na wszystkich księży. Tych czynów dopuścili się konkretni ludzie i oni powinni zostać ukarani za swoje czyny. Wesprzyjmy w tych trudnych chwilach kapłanów pracujących z poświęceniem, by nie utracili zapału i otrzymali umocnienie ze strony wiernych świeckich.

Wspólnie ze wszystkimi ludźmi dobrej woli jednoczymy wysiłki w rozpoznawaniu i eliminowaniu czynników sprzyjających przestępstwom. Prosimy o wsparcie wychowawców i opiekunów dzieci i młodzieży w przedszkolach i szkołach oraz w zakładach opiekuńczo-wychowawczych. Prosimy o pomoc w zdobywaniu odpowiedniej wiedzy i umiejętności, by wszystkie placówki prowadzone przez Kościół stały się domami bezpiecznymi, wyznaczającymi najlepsze standardy ochrony dzieci. Taki sam apel kierujemy do odpowiedzialnych za ruchy katolickie i organizacje młodzieżowe. Bądźmy wszyscy bardziej wrażliwi wobec dzieci i młodzieży, a także wobec osób pokrzywdzonych.

Zakończenie

Nasze słowo do wszystkich ludzi dobrej woli kończymy modlitwą do Ducha Świętego:
Oto jesteśmy, Panie, Duchu Święty.
Jesteśmy – wprawdzie obciążeni grzechem,
lecz zgromadzeni w imię Twoje.
Przyjdź do nas i bądź z nami,
Racz obmyć nasze serca
i naucz nas, co mamy czynić,
dokąd mamy zmierzać,
Powiedz, co mamy podjąć,
abyśmy wsparci Twoją mocą
Tobie zdołali podobać się we wszystkim. (św. Augustyn)

Przyzywając mocy Ducha Świętego i wstawiennictwa Maryi, Matki Kościoła,
Jej powierzając osoby skrzywdzone, rodziny, dzieci i młodzież oraz wspólnoty kościelne,
upraszamy w modlitwie ducha pokory i odwagi,
aby nie dać się zwyciężyć złu i ogarnąć troską wszystkich.

Podpisali:
Biskupi zebrani na posiedzeniu Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 22 maja 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łomża: tragiczna śmierć alumna pierwszego roku

2019-05-20 08:07

mp / Łomża (KAI)

W nocy z 18 na 19 maja zginął w tragiczny sposób alumn pierwszego roku łomżyńskiego seminarium. Podajemy przesłany KAI komunikat rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży.

©MaverickRose – stock.adobe.com

KOMUNIKAT

Z bólem zawiadamiamy, iż dzisiejszej nocy w tragiczny sposób odszedł alumn pierwszego roku Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży.

Bardzo prosimy o modlitwę w intencji naszego zmarłego współbrata, jego rodziny oraz wspólnoty seminaryjnej.

Wszyscy trwamy w żałobie, dlatego prosimy o uszanowanie pamięci zmarłego oraz głębokiego smutku najbliższej rodziny, wspólnoty łomżyńskiego seminarium i osób związanych ze zmarłym. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie...

ks. dr Jarosław Kotowski

Rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp. Jarecki polemizuje z red. Chrabotą: chrześcijaństwo rozumiane tylko jako system moralny to nie chrześcijaństwo

2019-05-22 14:52

bp. Piotr Jarecki, maj / Warszawa (KAI)

- Chrześcijaństwo to nie „piękna opowieść o tym, wedle jakich wartości i zasad trzeba żyć, by nasz świat był normalny”. Chrześcijaństwo to nie wiara w wartości i zasady, ale relacja z Osobą. Chrześcijaństwo bez Chrystusa, sprowadzone tylko do systemu moralnego, bez transcendencji, bez wymiaru metafizycznego – to już nie jest chrześcijaństwo. – przekonuje bp Piotr Jarecki w odpowiedzi na tekst Bogusława Chraboty, zamieszczony w dodatku „Plus-Minus” (18-19 V 2019). Bp. Jarecki podkreśla, że tym, co pozostało przeżywającemu kryzys Kościołowi nie jest „trudny depozyt moralny” ale depozyt autentycznej wiary, która pozwala na zjednoczenie z Chrystusem, Bogiem, który zbawia.

ARTUR STELMASIAK

Publikujemy polemikę autorstwa bp. Piotra Jareckiego

Chrześcijański depozyt wiary

Lektura tekstu Bogusława Chraboty, zamieszczonego w ostatnim "Plus Minus" (18-19 V. 2019), zatytułowanego "Trudny depozyt moralny" wywołała we mnie zaskoczenie, zdziwienie a nawet wewnętrzny smutek. Podczas lektury przypomniałem sobie przesłanie książki Jeana Gittona "Przemilczanie istoty", w której słynny filozof francuski, przyjaciel św. Pawła VI, ekspert na II Soborze Watykańskim scharakteryzował współczesną kulturę jako tę, która stawia w centrum zainteresowania sprawy drugorzędne, istotne zaś pomija, lub przesuwa na margines życia. W swym krótkim tekście redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" podejmuje temat sytuacji "polskiego Kościoła katolickiego" (napisałbym: Kościoła katolickiego, który jest w Polsce) po obejrzeniu filmu Sekielskich. Stwierdza, że panaceum na trudną sytuację kościoła i społeczeństwa w Polsce jest nie tyle powrót do przesłania metafizycznego czy transcendencji wiary, ile obrona trudnego depozytu moralnego. Sądzę, że jest to przemilczanie a może wypaczanie istoty chrześcijaństwa.

W tekście jest wiele ogólnych stwierdzeń typu: "naprawdę trudno jest bronić polskiego Kościoła katolickiego w sprawie pedofilii księży"; film "może spowodować największy kryzys w historii polskiego katolicyzmu"; autor wierzy, "że to nic innego, jak powtórka z dziejów"; sądzi też, że "trwanie na przestrzeni dwóch mileniów, przynajmniej w głowach części przedstawicieli Kościoła hierarchicznego - utwierdziło przekonanie, że Kościół instytucjonalny jest ponadczasowy... historia pokazuje, że upadały największe imperia i umierały w agonii najtrwalsze na pozór porządki religijne"; stwierdza też, że "Kościół strukturalny jest słaby jak nigdy w swoich dziejach". Jak widać poruszonych jest wiele wątków, które może warto by przedyskutować, gdyż każdy z poruszonych problemów nie ma przecież jednozdaniowego rozwiązania. Lektura tekstu wywołała we mnie myślowy chaos. Lecz nie on był głównym powodem wewnętrznego smutnego zdziwienia i niepokoju.

Punktem kulminacyjnym tych wewnętrznych doznań była końcowa część tekstu Bogusława Chraboty. Autor pyta: "Cóż więc zostało? Przesłanie Metafizyczne? Transcendencja?" I odpowiada: "Niestety, te otchłanie z natury są dostępne dla nikłego procentu wybranych. Najważniejszy jest moim zdaniem depozyt moralny. Piękna opowieść o tym, wedle jakich wartości i zasad trzeba żyć, by nasz świat był normalny". Zapewnia też, że "świetnie to rozumie papież Franciszek", nie rozumieją zaś tego polscy biskupi. Redaktor naczelny zastrzega się jednocześnie, że nie jest wrogiem biskupów, może nie obecnych, ale przyszłych, którzy "będą musieli obronić chrześcijański depozyt moralny". Autor stawia końcowe pytanie - licząc na polemiki: "jeśli nie chrześcijański depozyt moralny, to jaki?".

Otóż odpowiadam: Nie "trudny depozyt moralny", ale "chrześcijański depozyt wiary". Można to ująć inaczej: Nie "trudny depozyt moralny", ale "wyzwalający depozyt wiary". Co przez to rozumiem. Nie tyle ja - osoba prywatna, która od z górą 25 lat jest biskupem - ale jak to rozumie Kościół nauczający, którego naukę podzielam.

Tekst redaktora Chraboty zrozumiałem jako propagowanie chrześcijańskiego modelu życia - bez Chrystusa, chrześcijaństwa sprowadzonego do systemu moralnego, bez transcendencji, bez wymiaru metafizycznego. To już nie jest chrześcijaństwo! Gdyż przy takim ujęciu pozbawiamy go głównego źródła, trwałego fundamentu.

Chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim wiarą w wartości i zasady. One są czymś wtórnym. Chrześcijaństwo jest wiarą w osobową relację: człowiek - zbawiający Bóg. Chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim wiarą w wartości i zasady. One są czymś wtórnym. Chrześcijaństwo jest wiarą w osobową relację: człowiek - zbawiający Bóg. I ta relacja jest w chrześcijaństwie najważniejsza. My wierzymy w Osobę, która konkretnymi wartościami i zasadami się w życiu kierowała i uzdalnia swoich wyznawców, by byli Jej naśladowcami. Chrześcijaństwo nie jest religią Księgi, gdzie zawarte są wartości i zasady życia. Jest religią Osoby - Boga Człowieka - który jest jedynym Zbawicielem człowieka i świata. I tym co najważniejsze w wierze, religijności a zatem moralności chrześcijańskiej jest wejście w intymną relację z tą Osobą, przebywanie i życie z Nią. Z tego związku wypływa cały system etyczny, którym kieruje się człowiek wierzący w życiu. Jeśli tego nie będzie, to "piękna opowieść o tym, wedle jakich wartości i zasad trzeba żyć, by nasz świat był normalny" będzie tylko "miedzią brzęczącą i cymbałem brzmiącym" - wedle słów św. Pawła. Nawet jeśli ta piękna opowieść zrobi na kimś wrażenie, to nie będzie on miał siły, aby wprowadzić ją w codzienność życia. I to jest może nasz dzisiejszy, największy problem. Powiedzmy sobie szczerze: czy ludzie popełniający haniebne czyny, np przestępstwa pedofilskie, zarówno duchowni jak i świeccy, nie słyszeli po wielokroć "pięknych opowieści o wartościach i zasadach"? Niektórzy z nich nawet te "piękne opowieści" głosili. I dlaczego dopuszczali się tych karygodnych czynów? Bo zabrakło fundamentu. Wyschło źródło. Zerwali kontakt z Tym, który uzdalnia do godnego życia. Przyczyną jest kryzys duchowości, wewnętrznego życia w łasce Bożej, życia w komunii z Bogiem. Ale czy współczesna kultura, cywilizacja, czy współczesne media tworzą klimat sprzyjający trosce o tę sferę życia ludzkiego? Mam nieraz wrażenie, że w mediach coraz bardziej "trendy" jest deklaracja ateizmu czy agnostycyzmu. Wyznanie wiary, troska o duchowość, o łączność z Bogiem przestały być interesujące. Wymowne jest jak szybko zapomnieliśmy esej Benedykta XVI poświęcony tym kwestiom! Nie spotkałem się z poważnym omówieniem tego tekstu ani z pogłębionymi nad nim dyskusjami.

Rozumiem, że redaktor Chrabota łączy autentycznie rozumiane chrześcijaństwo z przesłaniem metafizycznym, transcendencją. Mówi, że "te otchłanie" dostępne są tylko dla szczupłego grona wybranych, dlatego powinniśmy je pominąć i zająć się tylko depozytem moralnym. Otóż nie zgadzam się z tym. Kryterium ilościowego nie powinniśmy przedkładać nad kryterium prawdy! Prawdy dotyczącej samej istoty wiary, religijności i stylu chrześcijańskiego życia. To nie ludzie są autorami wiary i religii chrześcijańskiej. Zostały nam one objawione przez Boga. Nie są zmieniającą się teorią. Są faktem, wydarzeniem, który ma swoje także moralne konsekwencje.

Z komentowanego przeze mnie tekstu wynika, że za pierwszeństwem depozytu moralnego opowiada się papież Franciszek i powinni tego pierwszeństwa bronić i je promować polscy biskupi, jeśli nie obecni to ich następcy. Gdyby to była prawda, byłbym bliski załamania. Powiem wprost! W żadnej wypowiedzi Franciszka nie znalazłem wyrażenia takiej koncepcji chrześcijańskiego życia. Taka koncepcja nie jest prawdziwa! Wielokrotnie papież mówi: bardziej mistycy niż asceci! W swym ważnym wystąpieniu do Kościoła Katolickiego we Włoszech, podczas V Narodowego Zjazdu Kościoła Włoskiego, które wygłosił 10 listopada 2015 r. we Florencji, zatytułowanym "Nowy humanizm w Chrystusie Jezusie", Franciszek za dwa największe niebezpieczeństwa, dwie pokusy współczesnego chrześcijaństwa uznał neognozę i neopelagianizm. Ciągle do tego powraca. Polecał ten tekst do ponownego rozważenia biskupom włoskim, podczas 73 Zgromadzenia Generalnego Konferencji Episkopatu Włoch - 20 maja br. W wystąpieniu skierowanym do Papieskiego Instytutu Misji Zagranicznych (Watykan, 20 maja br.) Franciszek mówił: "Ewangelizacja jest głoszeniem Jezusa Chrystusa, świadectwem o Nim - zabitym i zmartwychwstałym. To On człowieka przyciąga (attrae)". I dalej: "Chodzi o to, by Jezus był widoczny w mojej osobie, w moim zachowaniu. Chodzi o to, by otworzyć przestrzeń mojego życia dla Jezusa". Zacytował słowa św. Pawła VI z adhortacji "Evangelii nuntiandi": "Nie ma prawdziwej ewangelizacji jeśli nie jest proklamowane Imię, nauczanie, życie, obietnice, Królestwo, tajemnica Jezusa z Nazaretu - Syna Bożego" (n. 22). Taki wymiar życia powinniśmy rozwijać, jeśli chcemy rozwiązywać nasze polskie - osobiste i społeczne - problemy a nie tylko wsłuchiwać się w "piękną opowieść o wartościach i zasadach".

Kiedy czytałem tekścik redaktora Chraboty przypomniał mi się mój niedawny pobyt na Uniwersytecie w Oxfordzie - Campion Hall. Wpadła mi wtedy w ręce książeczka autorstwa długoletniego kapelana Uniwersytetu Oxfordzkiego Briana Mountforda zatytułowana: "Christian Atheist. Belonging without Believing". Chodzi o ludzi, których pociąga język, etyka, sztuka, wspólnota, ale nie chcą, czy nie potrafią przyjąć i zaakceptować metafizyki i dogmatów. Jest to niestety dzisiaj rozpowszechniona tendencja tzw. chrześcijaństwa bez Chrystusa, czy chrześcijaństwa kulturowego, szczególnie modnego wśród elit. Niewątpliwie ma ono jakąś wartość. Ale rozmija się z istotą. Jestem przekonany, że bez Chrystusa pozostaje ono tylko jakimś surogatem, który z "sercem" chrześcijaństwa niewiele ma wspólnego. Coraz częściej dostrzegalną formą takiego przeżywania chrześcijaństwa jest postawa człowieka "praktykującego, ale nie wierzącego".

Przed ponad stu laty przestrzegał przed tymi redukcjonistycznymi tendencjami w chrześcijaństwie filozof i mistyk prawosławny Włodzimierz Sołowjow w broszurce "Krótka opowieść o Antychryście". Chodzi o niebezpieczeństwo zredukowania chrześcijaństwa tylko do doczesności, do etyki, z pominięciem wymiaru nadprzyrodzonego. Nawiązał do tego Benedykt XVI w książce "Jezus z Nazaretu" oraz kard. Giacomo Biffi, w rekolekcjach głoszonych dla Benedykta XVI i Kurii Rzymskiej w 2007 roku. Warto z tymi publikacjami się zapoznać.

Ale żeby zakończyć pozytywnie. Jest wielu ludzi, którzy rozumieją, co należy do istoty chrześcijaństwa. Oczywiście powinni rozumieć to przede wszystkim duchowni i tego nauczać. Jest wielu ludzi świeckich - także ludzi kultury - rozumiejących, co jest sercem chrześcijaństwa. Przed laty - podczas kilkumiesięcznego pobytu w Vichy - napotkałem książeczkę znanego aktora Michaela Lonsdalea zatytułowaną "Jesus, J y crois". Ten popularny, sympatyczny aktor francuski opisuje jak Jezus "doucement" wchodził do jego życia. Opisuje radość płynącą z odkrywania i kochania Jezusa. Pisze: "Ludzki wymiar życia powinniśmy czynić Ciałem i Krwią Pana. Hostia - to jest człowiek, ponieważ Pan Jezus nie przebywa z nami, by być tylko w tabernakulum. Jest wśród nas, by być dla nas zaczynem, który nas przebóstwia i przekształca w Niego. Prawdziwym tabernakulum jest człowiek". Zaiste Michael Lonsdale rozumie istotę chrześcijaństwa.

Odpowiadam więc na pytanie redaktora Chraboty: Nie tyle trudny depozyt moralny ile chrześcijański - wyzwalający depozyt autentycznej wiary. Bo tylko taka wiara działa przez miłość, nie jakąkolwiek - ale Chrystusową. Mandatum novum. I końcowe pytanie: czy możemy ostać się chrześcijanami pomijając nauczanie Chrystusa? A On naucza: "Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 4-5). Krzewem winnym jest Pan Jezus, my jesteśmy zwykłymi latoroślami, które przynoszą owoc tylko wtedy, gdy są zjednoczone z winnym krzewem i kiedy - w postawie permanentnej wdzięczności - pozwalają na napełnianie się nowym życiem Chrystusa Zmartwychwstałego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem