Reklama

Aktualizacja działań żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej w usuwaniu skutków klęsk żywiołowych

2019-05-24 11:08

ppłk Marek Pietrzak Rzecznik WOT

Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej od wtorku 21 maja br. wspierają mieszkańców terenów dotkniętych skutkami trąby powietrznej (Lubelszczyzna) oraz podtopień (Podkarpacie, Małopolska, Śląsk).

21 maja 2019 r. (wtorek):

W dniu 21 maja minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, na wniosek wojewody lubelskiego, wydał decyzje o wsparciu służb ratunkowych oraz mieszkańców poszkodowanych w nawałnicy w gminach Wojciechów i Konopnica w powiecie lubelskim. Natychmiast aktywowany został Zespół Oceny Wsparcia 2. Lubelskiej Brygady OT, który udał się na miejsce dotknięte kataklizmem, nawiązał kontakt ze strażakami i dokonał oceny możliwości wsparcia ich działania.

W trybie alarmowym aktywowano żołnierzy i już po około godzinie skompletowano siły i środki do udziału w akcji. O godz. 17.30 na miejscu zdarzenia było już blisko 200 żołnierzy WOT ze sprzętem, gotowych do działania. W nocy (21/22 maja) terytorialsi z 2. Lubelskiej Brygady OT kontynuowali działania w rejonie dotkniętym trąbą powietrzną, decyzją sztabu kryzysowego część personelu została zwolniona, a do działań nocnych zostały wykorzystane agregaty prądotwórcze, maszty oświetleniowe. Żołnierze WOT pomagali mieszkańcom w zabezpieczeniu budynków, których dachy zostały zerwane na skutek trąby powietrznej.

Reklama

22 maja w usuwaniu zniszczeń na terenie gm. Wojciechów brało udział kilkudziesięciu żołnierzy WOT wspierając strażaków. Tego dnia działania terytorialsów skupiały się wokół zapewnienia zasilania energią elektryczną za pomocą agregatów prądotwórczych oraz na udrażnianiu dróg poprzez wycinkę zwalonych drzew.

22 maja w odpowiedzi na alert RCB o intensywnych opadach deszczu i burz w południowo-wschodniej Polsce dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej podjął decyzję o podniesieniu gotowości Zespołów Oceny Wsparcia brygad OT na terenie województw: podkarpackiego, małopolskiego i lubelskiego. Wieczorem pierwsi żołnierze przystąpili do realizacji zadań na podtopionych terenach

W dniu 23 maja w działaniu zaangażowanych było blisko pół tysiąca żołnierzy WOT. Siły WOT są rotowane by zapewniać całodobową zdolność do działania. Dla żołnierzy WOT w całym kraju podniesiony został stan gotowości z możliwością alarmowego powołania do służby w ciągu 12 godzin.

Lubelskie:

W ramach zgrupowania zadaniowego w m. Stasin (gm. Wojciechów) żołnierze 2. Lubelskiej Brygady OT kontynuowali usuwanie skutków zniszczeń po trąbie powietrznej.

W godzinach popołudniowych siły główne zakończyły realizację zadań. W ich miejsce wszedł Zespół Wsparcia Odbudowy (ZWO), którego zadaniem jest ocena potrzeb w zakresie kontynuacji wsparcia i pomoc w przywróceniu stanu pierwotnego. Było to pierwsze uruchomienie ZWO w historii WOT.

Podkarpackie:

Blisko 150 żołnierzy 3. Podkarpackiej Brygady OT wspierało działania strażaków współdziałając z żołnierzami wojsk operacyjnych w gm. Wadowice (Izbiska, Wampierzów). Do głównych zadań podkarpackich terytorialsów należało przeciwdziałanie podtopieniom poprzez uszczelnianie wałów przeciwpowodziowych oraz zabezpieczanie gospodarstw przed wodą z przesiąkających wałów.

Małopolska

Ponad 200 żołnierzy 11. Małopolskiej Brygady OT realizowało zadania przeciwdziałania podtopieniom w gm. Radwan (Suchy Grunt), podobnie jak na Podkarpaciu żołnierze WOT wspierali strażaków zabezpieczając gospodarstwa przed wodą.

Śląskie

Niekorzystne prognozy dla tego regionu stały się przyczynkiem za podjęciem decyzji o mobilizacji 131 batalionu lekkiej piechoty z Gliwic. Ponad 80 żołnierzy pomagało między innymi w umacnianiu wałów, tak by ochronić przed wodą pobliskie gospodarstwa. Na miejscu była też kompania wyposażona w łodzie, agregaty prądotwórcze, zestawy oświetleniowe i kombinezony do pracy w wodzie. Kolejnych 100 żołnierzy Śląskiej Brygady czeka w gotowości do wsparcia województwa małopolskiego. W Bieruniu, Szczyrku i Brennie swoje zadania wykonywały Zespoły Oceny Wsparcia

Świętokrzyskie

Do działania w rejonie Sandomierza jest w gotowości 150 żołnierzy 10. Świętokrzyskiej Brygady OT.

Obecna sytuacja jest dla żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej pierwszym, tak poważnym sprawdzeniem umiejętności.

Tagi:
żołnierze

Jan Dobras i Kazimierz Zalcer - z ziemi wieluńskiej do Bredy

2019-03-16 12:14

Zofia Białas

Ilu było Polaków, którym przyświecała idea niepodległości Polski, ilu było takich, którzy dla niej porzucali własne domy, szli i nie szczędzili własnej przelanej krwi? Dziś z poetą Arturem Oppmanem pytamy:

www.polishwargraves.nl

Gdzie są ich groby? Polsko! Gdzie ich nie ma?

Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie!

On się przyglądał z sędziego oczyma,

Gdy oni marli, z uśmiechem; za Ciebie,

I swoją śmiercią opłacali żyzną

Promyczek słońca dla ciebie – Ojczyzno!…

Jednym z takich miejsc, gdzie w liczbie 163 pochowanych żołnierzy odnotowani zostali Jan Dobras z Raduczyc, Kazimierz Zalcer z Okalewa oraz ich przyjaciel Alfred Czesny z Łodzi i gdzie spoczywa gen. Stanisław Maczek, jest Polski Cmentarz Wojenny w Bredzie w Holandii. Breda to jednak nie jedyny holenderski cmentarz gdzie spoczywają Polacy walczący o wyzwolenie Holandii spod okupacji niemieckiej. Lista cmentarzy z mogiłami polskich żołnierzy oraz polskich pomników i miejsc pamięci opracowana przez Ambasadę RP w Hadze wymienia aż 49 takich cmentarzy – mniejszych z jedną polską mogiłą, większych z pięcioma, czterema i 13 największych z liczbą od 10 do 163 mogił. Te największe polskie nekropolie w Holandii to:

Breda – Polski Cmentarz Wojenny -163 groby, Breda – ‘Ginneken’- 80 mogił, Oosterbeek – 73, Baarle Nassau NL - 47, Axel, Zeelandia -22, Alphen -18, Bergen -18, Nieuwe Ooster, Amsterdam - 14, Eindhoven -13, Bergen N.H. -12, Mook k. Nijmegen -11, Rotterdam – Noord – 11, Tilburg West -10

O Polakach, którzy zginęli w Holandii mówią także pomniki i miejsca pamięci im poświęcone. Najważniejsze z nich znajdują się w Bredzie i Driel. W Bredzie stoją: pomnik „Polski orzeł zwycięża niemieckiego orła”, niemiecki czołg podarowany mieszkańcom Bredy przez 1 Polską Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka, Kaplica Matki Bożej Częstochowskiej, witraż z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej w malutkiej kapliczce, gdzie przechowywana jest urna z polską ziemią, polski Kościół O. Kapucynów; w Driel Plac Polski z pomnikiem upamiętniającym polskich wyzwolicieli oraz pomnikiem poświęconym gen. Stanisławowi Sosabowskiemu. Wszystko to świadczy o tym jak wielkim szacunkiem cieszyli się Polacy w Holandii.

Kolejnym przykładem hołdu i czci jest opublikowana w styczniu 1998 r. książka Dieterta Grimmiusa „Memento Kazimierz Zalcer & Jan Dobras”. Wydanie książki pod takim tytułem poprzedziła publikacja „Ucieczka bez powrotu do domu” z 1993 r. wydana nakładem Stowarzyszenia Nieuwolda, opisująca losy trzech polskich żołnierzy – kaprala Jana Dobrasa, strzelca Alfreda Czesnego i kaprala Kazimierza Zalcera, którzy zginęli w Holandii w IV 1945 r.. Świadkiem bohaterskiej śmierci jednego z nich, mianowicie Jana Dobrasa, był Autor, który miał wtedy 12 lat. Jan Dobras - bohater z Raduczyc i Kazimierz Zalcer - bohater z Okalewa wspomniani zostali także w książce J. Bakkera wydanej w 1995 r. „A poza tym nic się nie wydarzyło”, wydanej przez Zarząd Powiatu Scheemeda i Stowarzyszenie Nieuwolda, poświęconej Polakom biorącym udział w wyzwoleniu Holandii, we fragmencie zatytułowanym ”Od Raduczyce do ‘t Waar, do której uzupełnienia dokumentacyjnego i ikonograficznego włączył się Dietert Grimmius. To w 1997 r. dwaj autorzy podjęli decyzję o wydaniu jednej publikacji „Memento Kazimierz Zalcer & Jan Dobras”, publikacji złożonej z dwóch oddzielnych opowieści: „Przygody polskiego kaprala Jana Dobrasa i „Historia życia kaprala Kazimierza Zalcera. Książka napisana w języku holenderskim, wydana została dzięki ludziom dobrej woli, i dzięki takim ludziom została przetłumaczona na język polski (tłum. Margarita Zatylna i Kamila Tomporowska) i język angielski. Dietert Grimmius nie doczekał wydania książki, zmarł 26 X 1997 r.

Jan Dobras (18 XII -1905 - 15 IV 1945) urodził się w Raduczycach, choć jego dziadek Bartłomiej i babcia Jadwiga z Nowaków brali ślub w Konopnicy (1862), a jego ojciec Andrzej (1868) i stryj Wojciech (1865) urodzili się w Szynkielowie. Z Raduczyc pochodziła matka Jana Dobrasa Teofila Polak lub Polewiak (ślub Andrzeja i Teofili odbył się w 1892 r. w Raduczycach). Jan urodził się w 1905 roku, przed nim urodzili się: Marianna (1895, późniejsza żona Andrzeja Urbańskiego, ich syna Franciszka odwiedził Dietert Grimmius w 1992 r.), Katarzyna (1897), Józef (1897, żył 11 dni), Ignacy (1901). W 1926 r. Jan żeni się z Julianną Jabłonką (1902 – 1950), przeprowadzają się do pobliskiej Dębiny, gdzie w 1927 r. rodzi się syn Kazimierz (umiera 1936). Jan wyjeżdża za chlebem do Francji. W 1937 pisze do rodziny list, ale nie pisze, w której części Francji przebywa. Pracował prawdopodobnie, jako malarz. Ostatni list napisał w VIII 1939 r. 1 IX Niemcy atakują Polskę. Rozpoczęła się II wojna światowa.

We Francji zaczyna się tworzyć Polski Rząd i Polska Armia. Jesienią 1939 r. odpowiadając na apel gen. Władysława Sikorskiego Jan Dobras zgłasza się do wojska. Zostaje przydzielony do piechoty Batalionu Strzelców Podhalańskich, który stacjonuje w Bretanii, a od kwietnia 1940 r. w Chebourgu, skąd zostaje przerzucony do Szkocji, a stamtąd pod Narwik w Norwegii gdzie walczy od 10 kwietnia do 28 maja 1940 r. Za bohaterstwo Batalion Strzelców Podhalańskich został odznaczony przez króla norweskiego Haakona IV. 28 maja statkiem brytyjskim „Stor – Brittania”, konwojowanym przez brytyjskie okręty podwodne Batalion płynie do Francji, do Saint Malo w Bretanii. 14 czerwca Batalion Strzelców Podhalańskich jest pod Beauvais, później Moutbart i Dunkierką. W II połowie VI 1940 r. cały sprzęt pozostawia w Dyon. Zakończył się udział Polaków w akcji na ziemi francuskiej.

Żołnierze przez Hiszpanię przedostają się do Anglii. Jan Dobras dotarł tu 9 IX 1940 r. i tak jak prawie wszyscy polscy żołnierze przybyli do Anglii, tak i żołnierze z Batalionu Strzelców Podhalańskich, stacjonowali w Szkocji (Batalion Jana Dobrasa w Lanark k. Glasgow, jego zadaniem było pilnowanie 250 km wybrzeża). W czerwcu 1944 r. Batalion otrzymał rozkaz przygotowania się do wielkiej ofensywy. Między 15 a 25 lipca 1944 Batalion przebywa w Aldershot, tu przybywa też I Polska Dywizja Pancerna gen. S. Maczka. Rozpoczyna się lądowanie w Normandii. Polacy lądują w Courseulles. 7 i 8 sierpnia włączają się do walki. W dniach 19 – 21 VIII zdobywają Chambois ( tu stoi dziś pomnik im poświęcony). Później walczą pod Falaise (stracili ok. 2000 żołnierzy, zabitych i rannych (spoczywają w Normandii na cmentarzu wojskowym w Langannerie, materialnym dowodzie na to ile ofiar ponieśli Polacy na drodze od Normandii do Wilhelmshaven). Front kieruje się w kierunku Belgii. W połowie IX 1944 r. (akcja w Gent, Lokerse i Sint Niklaas), przekraczają granicę holenderską. Ciężkie walki toczą w Zeeuws Vlaanderen (Axel, Hulst, Terneuzen), w X następuje ofensywa Polaków w Noord Brabant. 29 X 9 XI wyzwalają Bredę (Holendrzy wszędzie piszą „dziękujemy wam Polacy”) i tu odpoczywają, a wraz z nimi Jan Dobras, skąd wyruszy w IV 1945 r. w swoją ostatnią misję do okręgu Groningen, którą będzie pełnił z II Armią Kanadyjską. 9 kwietnia część Batalionu Jana Dobrasa wkracza do prowincji Drenthe przy Coevorden. 11 kwietnia dociera do Ter Apel, gdzie zostaje uformowana grupa bojowa 0.W.2 do rozpoznania regionu Eemsmond. Już 13 kwietnia grupa wyrusza w kierunku północnym. W Tange – Alteveer Batalion Jana Dobrasa wkracza do walki z Niemcami. Po wyrzuceniu Niemców tu pozostaje na noclegu. 15 kwietnia grupa bojowa O.W.2 podzielona na trzy grupy przemieszcza się w kierunku Noorbroek - w trzeciej, idącej w kierunku małej wsi ‘t Waar i Wagenborgen jest Jan Dobras, dowódca czołgu. We wsi ‘t Waar, przy moście, kiedy witały ich grupy szczęśliwych Holendrów, w grupę witających i żołnierzy spadły pociski z bunkra niemieckiego w Fiemel. Polscy zwiadowcy wycofują się w kierunku, Noordbroek. Jan Dobras ginie w chwili wsiadania do swojego czołgu. Zabija go pocisk, który wybuchł z tyłu wozu. O jego śmierci rodzina dowiedziała się w marcu 1948 r. O jego akt zgonu poprosiła w IV 1948 r. żona Julianna. Dietert Grimmius tak zakończył opowieść o Janie Dobrasie: „ Gdy napotkasz cichy grób tego żołnierza, nie zapomnij tego miejsca pozdrowić i zatrzymać tę chwilę i zamyślić się”

Kazimierz Zalcer (24 X 1918 – 20 IV 1945) urodził się w Okalewie w rodzinie Jana i Baldiny Zalcerów. Miał siostrę Helenę, która z powodu biedy i choroby męża wyjechała w 1934 r. do Troyes we Francji, by zarobionymi pieniędzmi wesprzeć rodziców i leczyć męża (wraca do Polski w 1937). 17 II 1935 r. jedzie do niej szesnastoletni Kazimierz i dzięki jej pomocy oraz kuzyna Mariana rozpoczyna pracę w fabryce (1935 – 1937). Interesują go traktory. Kupuje książkę i poznaje tajniki silników Renaulta. Kupuje rower i zwiedza okolicę. Gra w miejscowym klubie piłki nożnej. Kiedy udaje mu się naprawić traktor zostaje uznany za mechanika, zmienia pracę. Od 1 stycznia 1938 r. zostaje mechanikiem u handlarza Renault w Troyes. Tu dowiaduje się o ataku Niemców na Polskę i wybuchu II wojny światowej. Kiedy we Francji formuje się Polski Rząd i Polska Armia, Kazimierz Zalcer zostaje polskim żołnierzem. Zostaje przydzielony do jednostki czołgów (w czołgach były montowane silniki Renault, które znał i naprawiał) i zostaje instruktorem. Stacjonuje z grupą 800 żołnierzy w Amiens. Jest świadkiem „dziwnej wojny”. W 1940 r. Niemcy zajmują Holandię, Belgię. Jego oddział walczy w obronie Amiens. Po tzw. Operacji Dynamo (ewakuacja 338.000 żołnierzy spod Dunkierki) jego oddział wycofuje się w głąb Francji. Z obawy przed Niemcami i okrążeniem 19 czerwca pozostawiają sprzęt i małymi grupami przedostają się do Hiszpanii. Tu, 23 czerwca, dowiedzieli się o kapitulacji Francji. W sierpniu 1940 r. jest już w Portugalii (list do rodziny napisany w Lizbonie datowany jest na 8 VIII 1940 r.), skąd 16 sierpnia na pokładzie południowo – afrykańskiego statku towarowego „Goldstar” płynie do Gibraltaru, a 20 sierpnia do Anglii. Kończy przyspieszony kurs języka angielskiego. 6 listopada dostaje informację o zatrudnieniu go w warsztacie w Durham k. Newcastle. Tu poznaje swoją przyszłą żonę Kathleen Mc Donald. Rozpoczyna się „bitwa o Anglię”. W lutym 1942 gen Władysław Sikorski formuje z pomocą aliantów I Polską Dywizję Pancerną w Edinburgh (Szkocja). Kazimierz zostaje powołany do służby, początkowo służy w Durham, służy tu do chwili przybycia I Polskiej Dywizji Pancernej do Mildenhall – Sufffolk Anglia. Kazimierz od 1 stycznia 1943 r. zakłada mundur Pierwszej Dywizji Pancernej gen. S. Maczka. W VI 1943 r. bierze ślub z Kathleen. Jest rok 1944. Kazimierz 29 maja melduje się w Mildenhall. 6 VI rozpoczyna się inwazja na Normandię (D – Day). Kazimierz 28 lipca wypływa w kierunku Francji. Przypływa 30 lipca. Rozpoczyna się marsz w kierunku Holandii. Pierwsza Polska Dywizja Pancerna wspiera piechotę. Razem z Kanadyjczykami zdobywa Zeeuws Viaanderen, walczy pod Axel. Rozpoczyna się wyzwalanie Holandii. Od 29 października do 9 XI 1944 r. Polacy wyzwalają Bredę. I Pułk Przeciwczołgowy zostaje przeniesiony do Bavel i zakwaterowany na czas zimy u rodzin (Kazimierz u rodziny Van Engelen) stąd pisze listy do żony w Durham (w Okalewie umiera ojciec, o czym Kazimierz nie zdążył się dowiedzieć). 10 kwietnia pluton Kazimierza przybywa do Ter Apel (Kazimierz służy w czołgu dowodzonym przez J.M. Piroga). Tu dostaje rozkaz przyłączenia się do grupy bojowej O.W.2 w której walczy również Jan Dobras (w skład O.W.2 wchodzą: Pluton zwiadowczy piechoty z Batalionu Strzelców Podhalańskich na wozach pancernych, Pluton zwiadowczy czołgów z II Pułku Pancernego z trzema czołgami typu Stuart M-3, Pluton dowodzący przeciwczołgowy dowodzony przez porucznika Antonowicza, Pluton piechoty uformowany z 8 Batalionu Strzelców i Pluton Strzelców Podhalańskich z pojazdami) mającej rozpoznać pozycje Niemców w okolicy Eemsmond. Akcja rozpoczyna się 13 kwietnia rano. Oddział 14 kwietnia zatrzymuje się na postój przy stacji w Zuidbroek. Spotykają tu 8 Pułk Zwiadowczy z Kanadyjskiej Dywizji Piechoty, są tu również francuscy spadochroniarze. 15 kwietnia rozpoczynają marsz w kierunku Noorbroek, gdzie oddział O.W.2 dostał rozkaz podzielenia się na dwie grupy. Kanadyjczycy szli w kierunku Scheemeda – Nieuw Scheemeda, druga grupa w kierunku ‘t Waar i Wagenborgen. Ranny zostaje wspólny przyjaciel Jana Dobrasa i Kazimierza Zalcera - Alfred Czesny (umiera w szpitalu polowym 20 kwietnia). Wspólnie z Kanadyjczykami i jednostką przeciwczołgową porucznika Antonowicza zostaje zdobyte Siddeburen. Kanadyjczycy odjeżdżają na odpoczynek do Zuidlaren. Jednostka Kazimierza kwateruje w kawiarni „Witte Linde”. W feralnym dniu Kazimierz rozpoczął służbę z 19/20kwietnia 1945 r. Nikt nie przypuszczał, że Niemcy zaatakują nocą. Zaatakowali od strony miejscowości Tjuchem, Meedhuzem i Wagenborgen w kierunku Siddeburen. Była godzina 01.15.. W swoim czołgu ginie Kazimierz Zalcer.

„Teraz, kiedy odwiedzam cmentarz wojskowy w Bredzie”, mówi Jan Pirog, „to widzę Karola Pryszcza, mechanika, Janusza Wiśniewskiego, szczupłego i cichego chłopaka z Warszawy i muszę się zamyślić na moim najlepszym przyjacielem Kazimierzem Zalcerem i jego nierozłączną fajką, z którym w czasie szkolenia wypiliśmy dobrą szklaneczkę whisky. Zatrzymuję wzrok na krzyżu na cmentarzu, czytam motto naszej dywizji brzmiące: Za- Waszą- I –Naszą – Wolność. Wolność, która dla mojej ojczyzny zaczęła się dziesiątki lat później” (wysłuchał Dietert Grimmius)

„Kiedy zwycięstwo było blisko, trzech z naszych najlepszych przyjaciół nie było wśród nas”, mówili ci, którzy przeżyli. Dziś spoczywają na polskim cmentarzu wojskowym. „Ramię w ramię, tak jak bili się w Siddeburen. Razem z innymi polskimi żołnierzami, którzy przyczynili się do oswobodzenia Zachodniej Europy, leżą pochowani na polskim cmentarzu w Bredzie. Oni zginęli za Polskę. Pod każdym krzyżem spoczywa historia”

Materiały zebrała i udostępniła dr Bożena Rabikowska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedokończone Msze wołyńskie

2019-07-03 08:37

Bogdan Kędziora
Niedziela Ogólnopolska 27/2019, str. 28-29

W Krwawą niedzielę, czyli 11 lipca 1943 r., UPA zaatakowało 99 miejscowości na Wołyniu, by dokonać rzezi wiernych i kapłanów, którzy gromadzili się w kościołach na nabożeństwach

IPN
Zamordowani mieszkańcy wsi Chołopecze, powiat Horochów, Woły

Kilka lat temu w związku z Rokiem Kapłańskim Centrum Ucrainicum KUL w Lublinie, we współpracy z lubelskim odziałem IPN, Katolickim Stowarzyszeniem „Civitas Christiana” oraz Konsulatem Generalnym RP w Łucku, zorganizowało wystawę poświęconą martyrologii polskiego duchowieństwa na Kresach Wschodnich II RP, głównie w diecezji łuckiej, które padło ofiarą ukraińskich nacjonalistów w latach II wojny światowej. Ekspozycji nadano symboliczną nazwę: „Niedokończone Msze wołyńskie”. Pamiętamy, że kulminacją tej zbrodni była tzw. Krwawa niedziela, czyli 11 lipca 1943 r., kiedy to UPA zaatakowało 99 miejscowości na Wołyniu, by dokonać rzezi wiernych i kapłanów, którzy w tym dniu gromadzili się na nabożeństwach. Zebrani na modlitwie podczas Mszy św. mieli być łatwą zdobyczą dla morderców, którzy w ten sposób rozpoczęli na masową skalę akcję depolonizacji Wołynia. Ale warto wiedzieć, że przerwane Msze św. były rzeczywistością Wołynia już kilka miesięcy wcześniej – w okresie wielkanocnym, w kwietniu 1943 r.

Wielkanoc będzie czerwona

W okresie poprzedzającym Wielkanoc 1943 r. na Wołyniu pojawiły się wśród polskiej ludności roznoszone przez ukraińskich sąsiadów złowieszcze pogłoski, że „Wielkanoc będzie czerwona od krwi Polaków”. Trwające już od ponad dwóch miesięcy masowe mordy całych polskich wsi w powiatach Sarny i Kostopol czyniły te pogłoski wiarygodnymi. Polacy, w tym dzieci, byli mordowani w bestialski sposób przy pomocy siekier, wideł, bagnetów i noży. Oddziały UPA nie oszczędzały nawet rodzin mieszanych, polsko-ukraińskich. Okres Wielkiego Tygodnia należał do najstraszniejszych. W nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek w Janowej Dolinie k. Kostopola, w której 97 proc. ludności stanowili Polacy, doszło do rzezi ponad 600 osób. W Wielki Piątek oddział Iwana Kłymyszyna „Kruka” napadł na wieś Zabara w powiecie Krzemieniec. Podpalano domy, mordowano mieszkańców siekierami, złapanych uciekinierów wrzucano do płonących budynków. Zginęło ok. 70 osób. W Wielką Sobotę w Hucie Antonowieckiej zabito ok. 50 Polaków. Mordy kontynuowano w Niedzielę Wielkanocną i drugi dzień świąt. Nasiliły się po świętach, w maju 1943 r. We wspomnieniach dowódcy sotni UPA Maksyma Skorupskiego „Maksa” czytamy: „Poczynając od naszej akcji na Kuty 2-3 maja, dzień w dzień, zaraz po zachodzie słońca niebo kąpało się w blasku pożogi. To płonęły polskie wsie”. Mordercy, wykorzystując fakt szukania przez bezbronnych Polaków pomocy u Niemców i partyzantki sowieckiej, cynicznie próbowali usprawiedliwiać ludobójstwo rzekomą współpracą Polaków z wrogami UPA. W czerwcu tego roku Dmytro Klaczkiwski – „Kłym Sawur”, dowódca UPA-Północ, wydał rozkaz „wymordowania wszystkich Polaków”.

Nie tylko „Krwawa niedziela”

Kulminacją zaplanowanej zbrodni była niedziela 11 lipca 1943 r. W tym dniu śmierć ponieśli także kapłani. Ks. Józef Aleksadrowicz został zamordowany przez UPA podczas porannej Mszy św. w kościele w Zabłotcach. Miejsce jego spoczynku pozostaje nieznane. Zginął także ks. Jan Kotwicki, proboszcz parafii Chrynów k. Włodzimierza Wołyńskiego. W niedzielę 11 lipca 1943 r. ludzie wychodzący ze Mszy św. zostali zawróceni przez Ukraińców do kościoła. Do wnętrza banderowcy najpierw wrzucili granaty, a potem zaczęli strzelać do stłoczonych ludzi. Zabijano tych, którzy usiłowali się wydostać na zewnątrz. UPA zamordowało w kościele i wokół niego 150-200 osób. Kościół po kilku dniach spalono. Proboszcza zastrzelono podczas próby ucieczki przez zakrystię. Jego ciało zostało pochowane na cmentarzu we Włodzimierzu. Z kolei ks. Bolesław Szawłowski, proboszcz parafii w Porycku, według relacji świadków, miał podczas masakry parafian w kościele zostać ranny w nogę i rękę, spadł z ambony i udając trupa, doczekał wieczoru. Następnie doczołgał się do domu popa, który się nim zaopiekował. Kiedy upowcy nie znaleźli wśród zamordowanych ciała księdza, zorientowali się, że ukrył się u popa. Przyszli do jego domu i dokonali bestialskiego mordu na księdzu. Pop miał udzielić ks. Szawłowskiemu przed śmiercią ostatniej posługi kapłańskiej, a potem pochować jego ciało. Po zakończeniu mordu w kościele banderowcy splądrowali zakrystię, zabrali kielichy i monstrancje. Pijąc mszalne wino, śmiejąc się, dzielili się swoimi wrażeniami. Zwłoki prawie 200 ofiar mordu w Porycku Ukraińcy kazali wrzucić do wykopanych na ich polecenie dołów w odległości zaledwie 25-30 m od kościoła.

W kolejnych tygodniach i miesiącach księża ginęli mordowani za stawanie w obronie swoich parafian oraz za odmowę przejścia na prawosławie lub odmowę publicznego wyrzeczenia się wiary katolickiej, za modlitwę w intencji zamordowanych, za ukrywanie swoich wiernych w klasztorach. Ginęli w czasie ucieczek, w drodze. Niektórych palono żywcem w świątyniach. Innych zrzucano z mostów do rzeki, jeszcze inni ginęli w męczarniach, przywiązywani między dwie deski i przecinani piłą. Ciała ofiar zakopywano w nieoznaczonych miejscach. Jeden z dowódców upowskich, „Rudyj” – Jurij Stelmaszczuk, w czasie przesłuchania opowiadał: „Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska i szliśmy dalej. Tak przechodziliśmy od wsi do wsi. Całe bydło, wartościowe rzeczy, mienie i żywność zabieraliśmy, a budynki i inne mienie paliliśmy”. Zdarzało się też, że ofiary wrzucano do studni. Świątynie były nieraz burzone do fundamentów. Taki los spotkał ponad 50 kościołów rzymskokatolickich na Wołyniu. W jednym z rozkazów tak wytłumaczono barbarzyńskie metody niszczenia: „Jeśli ostanie się cokolwiek polskiego, to Polacy będą zgłaszali pretensje do naszych ziem”.

Dokończyć Msze wołyńskie

W jednym ze wspomnień napisanych przez ocalałego świadka rzezi czytamy znamienne słowa: „Antychryst rozpoczął swą działalność!”. Rzeczywiście zło na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w czasie wojny przekroczyło wszelkie ludzkie wyobrażenia. Tylko moc Bożego Miłosierdzia może się zmierzyć z taką tajemnicą zła. Dlatego trzeba – jak powiedział bp Marcjan Trofimiak, ordynariusz diecezji łuckiej – „dokończyć sprawowanie tych Mszy św., które niegdyś zostały przerwane i pozostają niedokończone”. Modląc się za ofiary, za wszystkich, którzy opłakują swoich bliskich, trzeba modlić się także za tych, „którzy w swoim zaślepieniu, podeptawszy przykazania Boże i Chrystusową naukę o miłości, podnieśli rękę na brata. Boże, przebacz im”. Warto dodać też intencje o zachowanie pamięci, ale także o jej uzdrowienie, o prawdę, o próbę przełamania przekleństwa historii przez wzajemne otwarcie na wrażliwość drugiej strony oraz o budowanie relacji polsko-ukraińskich na tym, co w przeszłości było wyrazem człowieczeństwa, a teraz ma moc budowania mostów, np. na pamięci o sprawiedliwych Ukraińcach, którzy ratowali polskich sąsiadów z narażeniem swojego życia. Wreszcie –nie można mówić o pojednaniu w sytuacji, kiedy szczątki pomordowanych leżą nadal w bezimiennych, nieoznaczonych dołach i nie mogą być należycie upamiętnione przez rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspaniały czas z Bogiem

2019-07-15 18:13

Anna Majowicz

Dziś (15.07) przed południem w Dobroszycach zakończyło się 26. Salwatoriańskie Forum Młodych. Emilia Chrzanowska z Kiełczowa już po raz drugi uczestniczyła w tej największej wakacyjnej akcji organizowanej przez apostolat RMS-u. Z nami dzieli się swoim świadectwem:

Anna Majowicz
Siostry Emilia i Natalia Chrzanowskie

,,W Dobroszycach gromadzimy się w imię Jezusa Chrystusa. To 10-dniowe spotkanie z Bogiem i wspaniałymi ludźmi. Kiedy tu przyjeżdżam czuję stałą obecność Pana Boga. Jest z nami na jutrzni, na śniadaniu, w pracach codziennych, które tu wykonujemy, podczas warsztatów, w których pozwala nam się rozwijać, ale przede wszystkim widzę Go w drugim człowieku. Cudowna jest każda Msza św. i adoracja Najświętszego Sakramentu. To wspaniały czas. Jestem pewna, że za rok tu powrócę". 

Zobacz zdjęcia: 26. Salwatoriańskie Forum Młodych w Dobroszycach
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem