Reklama

Czy wiesz, o co właściwie Ci chodzi w TWOIM życiu?

2019-05-27 12:26

O co nam chodzi? No właśnie. O co właściwie nam chodzi? Czyli gdzie idziemy? W jaką stronę zmierzamy? Dokąd biegniemy i za czym łazimy? Nieraz się nawet włóczymy albo i człapiemy... Są tacy, którzy się muszą przywlec, kiedy innym wystarczy się napatoczyć... Jest wiele sposobów na to, by się poruszać. Najciekawszy i arcyważny pozostanie zawsze cel: O CO WŁAŚCIWIE NAM CHODZI...? Fragment książki

Od kwietnia w księgarniach dostępna jest książka znanego i cenionego księdza, rekolekcjonisty Wojciecha Węgrzyniaka. I tym razem ks. Wojciech nie zawiedzie swoich odbiorców!

Ksiądz Wojciech Węgrzyniak to połączenie błyskotliwego umysłu i niebanalnej retoryki, ale zawsze podgrzanych tym samym zapałem i werwą. Nie oczekuje, żeby się z nim zgadzać, ale liczy na to, że zacznie się myśleć. Stawianie pytań ceni na równi z udzielaniem wyjaśnień. Porywający mówca, charyzmatyczny kapłan. Jego blog śledzi tysiące internautów. Mówi językiem prostym, zrozumiałym i przede wszystkim trafiającym w sedno. Jego wypowiedzi stają się często bon motami, niemal ikonicznymi przysłowiami. Przełamuje bariery, wykracza poza skostniałe schematy, burzy spokój i pewność siebie agnostyków, ukazując świat Biblii w najbardziej fascynującej odsłonie. Równie ciekawe i wartościowe są jego komentarze dotyczące spraw bieżących, niejednoznacznych, trudnych, często niezrozumiałych dla współczesnego katolika.

Ta książka jest esencją najciekawszych myśli, spostrzeżeń i komentarzy autora. Po raz pierwszy zebrano eseje tłumaczące biblijne przekazy z obszernymi komentarzami na temat spraw trudnych, budzących kontrowersje, a przez to krzykliwych i bardzo medialnych. W ten sposób powstał przewodnik prezentujący kondycję i złożoność współczesnego Kościoła, często targanego sprzecznościami, obarczonego oczekiwaniami wiernych, nierzadko przygniecionego odpowiedzialnością. W dobie powszechnej wiedzy oraz chaosu informacji jasno i bezkompromisowo prowadzi on po sprzecznościach współczesnego świata, wskazując, o co każdemu z nas naprawdę chodzi w naszej relacji z Bogiem, bliźnimi i samym sobą.

Reklama

Lektura obowiązkowa dla każdego, kto czuje się dzisiaj niepewnie w Kościele, ze swoją wiarą, kto ma dylematy związane ze zmianami w otaczającym nas świecie - materialnym i... duchowym!

Ks. Wojciech Węgrzyniak, O co właściwie nam chodzi? Nie piszę, by się inni zgadzali, Dom Wydawniczy "Rafael", Kraków 2019.

Tagi:
książka

Krawiec szat Bożych

2019-11-05 09:32

Fragment książki: Boży Szaleńcy. Niezwykłe losy polskich mistyków

Jan Tyranowski, 1901–1947

pl.wikipedia.org
Jan Tyranowski, 1901–1947

Nie można zacząć inaczej, jak od poniższego cytatu. Jest krótki, ale mówi wszystko, choć nie podaje nic z tego, co wypełnia biogramy ludzi wielkich i małych. Żadnych dat, żadnych wydarzeń. Ot… spotkanie i wejście w głąb. „Spotkałem człowieka świeckiego, Jana Tyranowskiego, który był prawdziwym mistykiem. Człowiek ten, którego uważam osobiście za świętego, wprowadził mnie na trop wielkiej mistyki hiszpańskiej, a zwłaszcza św. Jana od Krzyża…” To słowa Jana Pawła II, który u Tyranowskiego – krawca z zawodu – był czeladnikiem w rzemiośle ducha. Bo ów człowiek był przekonany, że życie duchowe jest jak profesja, którą trzeba doskonale opanować. A gdy zda się egzamin mistrzowski, wtedy Bóg może (choć nie musi) zrobić z człowieka artystę. Czyli mistyka. Uczynił tak i z Tyranowskim, i z Wojtyłą.

Materiał prasowy

Fragment książki „Boży szaleńcy” Zobacz

Jan Leopold Tyranowski to dziś Sługa Boży. Pojawia się na świecie w 1901 roku, w Krakowie, w tym samym miejscu odejdzie do Ojca w roku 1947. Z wykształcenia jest urzędnikiem, ale krótko wykonuje pracę zgodną ze zdobytymi kwalifikacjami. To pierwszy sygnał „inności” tego człowieka. Tyranowski dokonuje radykalnego zwrotu: decyduje się na zawód wykonywany w domu, bez przełożonych, bez ustalonych godzin pracy. Chce mieć czas dla siebie, czyli… dla Boga. Ponieważ po ojcu odziedziczył pracownię krawiecką, logicznie wybiera zawód mistrza krawieckiego, bo dzięki niemu może połączyć pracę zarobkową (a utrzymuje nie tylko siebie, ale też rodziców i brata) z czasem na modlitwę i rozmyślania. To przełoży się za chwilę na jego zaangażowanie w życie parafii. Bo rozumie, że Chrystus nie jest sam, że gdzie On, tam też Kościół. Zaczyna działać w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej, zakłada róże różańcowe, należy nawet do chóru parafialnego. Niebawem okaże się niezwykłym kierownikiem duchowym młodzieży.

Wielki zwrot, nie tylko zawodowy, ale nade wszystko duchowy, którego pierwsze skutki znamy, ma swój początek już w dojrzałym życiu Jana. Jest rok 1935, kiedy Tyranowski słucha zwyczajnego niedzielnego kazania. Nie przemawia żaden święty, nie mówi żaden wielki teolog, nie przemawia wybitny mówca. A jednak podczas tego kazania coś go uderza… Bije w niego z taką potęgą, że Jan Tyranowski chwiejąc się pod naporem łaski, postanawia: „Będę świętym!”. „Zwykłe kazanie otworzyło w sercu dojrzałego mężczyzny jakąś nową życiową przestrzeń” – wspominają znajomi. Niebawem będzie mógł modlić się słowami ułożonego przez siebie ofiarowania:

Ojcze najukochańszy, ofiaruję Ci siebie samego, gdyż Cię miłuję. Ofiaruję Ci duszę moją z jej władzami, serce moje z jego uczuciami, wszystkie myśli, słowa, uczynki i prace, boleści, kłopoty i cierpienia, moje pragnienia i wszystko, co posiadam, łącząc to wszystko z zasługami Pana naszego Jezusa Chrystusa. Boże serca mego i Boże na wieki, kocham Cię i uwielbiam, Jezu Chryste, Panie mój i Mistrzu. Bóg mój i wszystko…

Rzeczywiście, Bóg jest dla niego wszystkim. Nie oznacza to jednak, że zamyka się w kontemplacji, że ucieka od świata. Żyje w nim i cieszy się tym, co w nim dobre i piękne. Jest człowiekiem wesołym i bardzo łagodnym. Cechuje go też nieśmiałość. Ta ostatnia cecha nie przeszkadza mu jednak w wychodzeniu ku ludziom, gdy celem jest przyciąganie ich do Boga i czynienie świata jeszcze lepszym i piękniejszym. Złożył ślub czystości i nigdy nie założy rodziny, ma więc dla swoich podopiecznych czas. Nie prawi im morałów ani nie uprawia wysokiej teologii, lecz uparcie i ze szczerością zachęca do pogłębionej pracy nad sobą – do doskonalenia cnót, które każdy z nich ma, i tępienia wad, których każdy ma więcej niż „Boża ustawa przewiduje”. Z ludźmi, których formuje, spotyka się grupowo raz w tygodniu, często też z każdym z osobna – na spacerze czy w domu. Uważa, że w człowieku tkwi głęboka religijność, której trzeba pozwolić się ujawnić. To jego wersja sentencji Tertuliana, chrześcijańskiego pisarza zmarłego w III wieku: Anima naturaliter christiana („Dusza z natury jest chrześcijańska”). Buduje na naturze swoich wychowanków i wymaga od nich rzeczy prostych, wręcz podstawowych dla rozwoju duchowego: codziennego rachunku sumienia, znajomości doktryny katechizmu, wierności modlitwie i wybranym praktykom służącym kształtowaniu charakteru.

Tyranowski – czytamy we wspomnieniach – ma coś takiego w swojej powierzchowności ogromnie ujmującego, pokornego, że tym brał sobie ludzi. Czuło się na odległość, że ma się do czynienia z niezwykłym człowiekiem, o ogromnej głębi duchowej, człowiekiem, który jeszcze chodzi nogami tutaj po ziemi, ale dusza, serce i cała reszta jest gdzie indziej.

Nie jest mistrzem słowa, w dodatku jego rozmowy są katechizmowe, poprawne, nieco staroświeckie. Nieatrakcyjne są słowa, ale osoba jest atrakcyjna. Wielu sprawdza, czy ten dziwny krawiec stosuje się do własnych wskazówek ascetycznych… Jednak im dłużej mu się przyglądają, tym bardziej wydaje im się świętym. Wiedzą, że ma jakiś tajemniczy kontakt z niebem…

Sam Tyranowski nie stroni od codziennych umartwień i trudnych lektur, które podsuwają mu spowiednicy. Czyta św. Jana od Krzyża i św. Teresę Wielką. Jest w pracy nad sobą systematyczny – aż do znudzenia. To jego warsztat. Robi dokładny plan dnia, ofiarowuje każdą czynność Bogu, codziennie uczestniczy we mszy świętej i przyjmuje komunię świętą.

Przychodzi czas okupacji niemieckiej… Ale Tyranowski nie przerywa swoich spotkań z młodzieżą. Prędzej czy później musiało się to stać: jedno z nich zostaje wykryte przez Gestapo… Niemcy nie aresztują jednak nikogo, kiedy bowiem Tyranowski wstaje i zaczyna do nich mówić, uznają właściciela lokalu za osobę niespełna rozumu, za nieszkodliwego religijnego fanatyka. Takie działanie słowa powtórzy się w historii Anatola Kaszczuka – tym razem podczas rozmowy z okupantem sowieckim.

Jego spowiednik – ks. Aleksander Drozd – tak wspomina:

Podziwiałem bogactwo tej duszy. Lękałem się o jej skarby duchowe, usiłowałem je ukryć i zabezpieczyć przez pogłębienie w niej cnoty pokory. Miałem niemały szkopuł z prowadzeniem takiego „alpinisty” duchowego, bo on się wspinał na takie ścieżki i szczyty, których moja noga nie tknęła.

Ta bliskość Boga i codzienna lektura zamienia go w wybitnego teologa, tak że nawet księża proszą go o pomoc w wyjaśnianiu problemów doktrynalnych.

Z jego „szkoły” wyszło trzynastu kapłanów, wśród nich przyszły papież Karol Wojtyła, który był jednym z jego najgorliwszych uczniów. Ks. Szafarski pisze:

Mam odwagę twierdzić, że nie byłby Karol Wojtyła tym, kim jest, mężem Bożym, gdyby podstaw pracy wewnętrznej nie otrzymał w szkole Tyranowskiego.

Ostatni okres życia Jana Tyranowskiego to czas cierpienia, o które nie prosi, jak czyniło to wielu mistyków, ale które przyjmuje jako dar od Boga: z pokorą i radością.

Rozumie, że ma się w ten sposób jeszcze bardziej uświęcić. Najpierw jego niedoleczoną rękę atakuje gangrena, potem przychodzi gruźlica. Rękę trzeba amputować… Tyranowski nie opuszcza szpitala…

Szczególnym momentem choroby okazuje się dzień 1 listopada 1946 roku. Tego dnia jego wychowanek Karol Wojtyła przyjmuje święcenia kapłańskie i w krypcie św. Leonarda na Wawelu odprawia mszę świętą prymicyjną. Jan Tyranowski może być tylko przy nim duchowo, pozostaje w szpitalu. W tym czasie cierpi szczególnie. Potem zwierza się, że przez te cierpienia pragnął wyprosić Wojtyle świętość życia i czystość serca.

Umiera 15 marca 1947 roku. Nim wyda ostatnie tchnienie, z miłością całuje krzyżyk podsunięty do ust. Gdyby nie garść wspomnień jego duchowych uczniów, nikt nie wiedziałby, jaka to niezwykła postać mieszkała kiedyś przy ul. Różanej w Krakowie. Nikt poza świętymi w niebie.

***

Sługo Boży Janie Tyranowski! Jak pomogłeś Karolowi Wojtyle wejść na drogę świętości, tak i mnie poprowadź ku Bogu. Wyproś mi u Maryi dar umiłowania Jej różańca i zrozumienia, czym jest oddanie Jej całego siebie i wszystkiego, co posiadam. Wybłagaj łaskę pracy nad sobą, walczenia z wadami i słabościami. Daj, bym zawsze pamiętał, że życie wewnętrzne jest najpiękniejszym skarbem!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Skandaliczna mapa w serialu telewizyjnym! Premier napisał list do szefa Netflixa

2019-11-11 10:46

mk/wpolityce.pl

Netflix przygotował serial dokumentalny „Iwan Groźny z Treblinki”, odpowiadającym o procesie przed izraelskim sądem ukraińskiego zbrodniarza wojennego Iwana Demianiuku. W pierwszym odcinku serialu zaprezentowana jest mapa, najpewniej z początku lat 90-tych (przed rozwiązaniem ZSRR), na której zaznaczone są obozy zagłady m.in. na terytorium Polski, bez słowa komentarza, że były to niemieckie nazistowskie obozy zagłady.

screen/TV Info

Dbajmy o prawdę historyczną! - apeluje Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
W czasie, o którym mowa w serialu „Iwan Groźny z Treblinki”, terytorium Polski było okupowane, a odpowiedzialność za obozy ponosiły nazistowskie Niemcy. Mapa pokazana w serialu nie jest zgodna z przebiegiem ówczesnych granic .

AKTUALIZACJA

W imieniu dystrybutora filmów wypowiedział się dziś rzecznik Netflixa.
Jesteśmy świadomi zaniepokojenia związanego z serialem "Iwan Groźny z Treblinki" i pilnie przyglądamy się sprawie oświadczył rzecznik Netflixa Władze oczekują, że Netflix usunie nieścisłości historyczne lub sprostuje je w kolejnym odcinku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Włochy: zakończyła się diecezjalna faza procesu beatyfikacyjnego Chiary Lubich

2019-11-12 14:11

pb (KAI/vidanuevadigital.com) / Frascati

We włoskim mieście Frascati koło Rzymu zakończyła się diecezjalna faza procesu beatyfikacyjnego Chiary Lubich, założycielki ruchu Focolari. Zmarła ona w 2008 r. w wieku 88 lat, a jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się pięć lat później.

CSC Audiovisini

Uroczystości w katedrze diecezji, na której terenie - w Rocca di Papa - znajduje się międzynarodowa siedziba ruchu, przewodniczył 10 listopada ordynariusz Frascati bp Raffaello Martinelli. Opieczętowane akta procesu zostaną teraz przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie. W 75 pudłach zawierają one 35 tys. dokumentów na temat życia, cnót i opinii świętości kandydatki na ołtarze.

Przewodnicząca ruchu Focolari Maria Voce powiedziała, że pragnie on ofiarować Kościołowi „dar, jakim była Chiara”.

W wywiadzie dla dziennika „Avvenire” wicepostulator procesu Waldery Hilgeman z Holandii zaznaczył, że Lubich była nadzwyczajna „w radykalizmie swego życia, w swej codziennej wierności, biorąc na siebie bóle ludzkości poprzez duchowość Jezusa opuszczonego na krzyżu”, chcąc przyczynić się do wypełnienia modlitwy Jezusa: „aby stanowili jedno”.

Silvia Lubich urodziła się 22 lutego 1920 r. w Trydencie. Już jako nastolatka wraz ze swymi koleżankami postanowiła całe swoje życie opierać na Ewangelii. Połączyła je wiara w Boga, który jest miłością, oraz doświadczenie, że On kocha każdego i że miłość wzajemna, przeżywana zgodnie z Ewangelią, prowadzi do jedności, w której obecny jest Jezus.

W bombardowanym Trydencie 23-letnia Silvia, pracująca jako nauczycielka, i jej towarzyszki zaczęły pomagać najuboższym mieszkańcom miasta dając świadectwo, że możliwy jest świat solidarności i jedności, całkowicie inny od rzeczywistości wojny. W ich życiu osobistym i wspólnotowym zrodziła się nowa duchowość: „duchowość jedności”.

Od tej pory myślą przewodnią całego życia Silvii stała się modlitwa Jezusa: „Aby wszyscy byli jedno”. Postanowiła ona występować na rzecz jedności wszędzie tam, gdzie ujawniały się podziały. Wiara przeżywana we wspólnocie pozwoliła jej na rozwijanie duchowej jedności z innymi. Nie została żoną ani zakonnicą, ale wybrała nową drogę: budowania „ogniska domowego” (focolare) – małych wspólnot naśladujących Rodzinę z Nazaretu. 7 grudnia 1943 r. Silvia przyrzekła Bogu, że oddaje mu się na zawsze i zmieniła swe imię na Chiara, ku czci św. Klary z Asyżu.

Wokół wspólnoty młodych kobiet z Trydentu ukształtował się znany dziś na całym świecie ruch odnowy duchowej, zwany Focolari. Początkowo rozprzestrzenił się on we Włoszech, a później w Europie i na świecie. Jego charyzmatem jest wprowadzanie jedności wszędzie tam, gdzie jej brakuje, także poprzez angażowanie się w działalność ekumeniczną, w dialog z wyznawcami innych religii oraz we współpracę z wszystkimi ludźmi dobrej woli. Drogą realizacji tego zadania jest życie w miłości, które prowadzi do jedności – w rodzinach, społeczeństwie, między przedstawicielami różnych kultur i wyznań. Stanowi to zarazem skuteczne świadectwo o Chrystusie, które przekonuje, że życie zgodne z przykazaniami Jezusa nie jest utopią, lecz otwiera przed ludźmi lepszą przyszłość.

Oprócz żeńskich i męskich wspólnot życia konsekrowanego, w Ruchu wyodrębniły się również inne powołania: księża fokolarini – kapłani diecezjalni, tworzący wspólnoty na wzór focolare; wolontariusze – świeccy żyjący duchowością Dzieła Maryi, angażujący się we wszystkie dziedziny życia społecznego, aby przepoić je Ewangelią: GEN, czyli nowe pokolenie Ruchu – dzieci i młodzież, którzy jeszcze odkrywają swoje powołanie, już stawiając Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu i angażując się w budowę lepszego, bardziej zjednoczonego świata. Oprócz nich działają tzw. ruchy szerokiego oddziaływania: Nowe Rodziny, gromadzące małżeństwa, które pragną budować swoją rodzinę na fundamencie Bożej Miłości; Nowa Ludzkość, stawiająca sobie za cel ewangeliczną odnowę wszystkich dziedzin ludzkiego życia; Młodzież dla Zjednoczonego Świata, w którym młodzi dążą do uwrażliwienia swoich rówieśników na potrzebę budowania bardziej zjednoczonego świata, podejmując różnorodne inicjatywy na rzecz najbardziej potrzebujących; Nowe Parafie, które pomagają parafiom, by coraz bardziej stawały się Kościołem-komunią.

Duchowe impulsy wynikające z duchowości ruchu Focolari dotyczą nie tylko życia osobistego, ale oddziałują również na rodzinę, gospodarkę, politykę, sztukę i życie Kościołów. Działa też 19 osiedli, zwanych Mariapoli – modeli nowego społeczeństwa (pierwsze i najbardziej znane z nich znajduje się w Loppiano koło Florencji), 27 domów wydawniczych, wydających czasopisma w 38 językach.

Ruch Focolare prowadzi ponad tysiąc dzieł społecznych w różnych krajach i środowiskach. Dynamicznie rozwija się tzw. ekonomia komunii, sformułowana w 1991 r. przez Chiarę podczas jej pobytu w Brazylii. Zaproponowała ona wówczas nowy sposób wykorzystania zysków przedsiębiorstw, uwzględniający potrzeby najuboższych. Właściciele firm biorących udział w projekcie ekonomii komunii decydują dobrowolnie dzielić wypracowane zyski na trzy części: na rozwój firmy, pomoc dla ubogich i wspieranie struktur Dzieła formujących ludzi do „kultury dawania”, bez której niemożliwe jest rozwijanie projektu. Według tych zasad działa ok. 700 przedsiębiorstw w kilkunastu krajach, w tym kilka w Polsce (w sektorze handlu i usług). Do Polski Dzieło Maryi dotarło w latach 60. W 1996 r. w Trzciance k. Wilgi pod Warszawą powstało Mariapoli. Ściślejszy kontakt z Dziełem w Polsce utrzymuje ok. 4,5 tys. osób.

Wieloletnie zaangażowanie Chiary Lubich na rzecz jedności zostało docenione. Uhonorowana została m.in. przyznaną przez Radę Europy Nagroda Praw Człowieka, Pokojową Nagrodą UNESCO i Nagrodą Templetona. Z okazji 80. urodzin władze Rzymu przyznały jej honorowe obywatelstwo Wiecznego Miasta. Nadano jej kilkanaście doktoratów honoris causa, m.in. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1996 r. W 2001 r. władze jej rodzinnego Trydentu zgłosiły jej kandydaturę do Pokojowej Nagrody Nobla.

Napisała ponad 30 książek przetłumaczonych na ponad 20 języków, w tym kilkanaście po polsku, m.in. „Tylko jedno” (1986), „Klucz do jedności” (1989), „Pisać Ewangelię życiem” (1998), „Krzyk opuszczenia (2001), „Każda chwila jest darem” (2002), „Duchowość jedności nową drogą” (2004) i „Charyzmat jedności” (2007). Chiara Lubich zmarła 14 marca 2008 r. w międzynarodowym ośrodku ruchu Focolari w Rocca di Papa pod Rzymem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem