Reklama

W wolnej chwili

Dzieła sztuki z Muzeów Watykańskich na wystawie w Pekinie

Blisko 80 dzieł sztuki z Muzeów Watykańskich można oglądać na wystawie w Muzeum Pałacowym w centrum Pekinu. Jak poinformowano 27 maja w Watykanie, jest to pierwsza wspólna wystawa w jednym z najbardziej znaczących muzeów w Chinach.

[ TEMATY ]

muzea

Margita Kotas

Pod hasłem „La bellezza ci unisce” (Piękno, które łączy) eksponowanych jest 76 dzieł sztuki ludowej buddyjskiej i chrześcijańskiej z Muzeów Watykańskich oraz wybrane dzieła z miejscowego Muzeum Narodowego. Twórcom wystawy chodziło o to, aby ukazać punkty styczności między sztuką chrześcijańską i tradycyjną sztuką chińską. Wystawa w Pekinie będzie czynna do 14 lipca.

Obok 76 eksponatów z dziedziny „Anima mundi” Muzea Watykańskie pokazują w Pekinie także dwa obrazy olejne z watykańskiej Pinakoteki: „Adam i Ewa w ziemskim raju” austriackiego malarza Wenzla Petera (1745-1829) oraz „Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu”, znany również jako „Madonna z wiśniami”, włoskiego malarza baroku Federico Barocciego. Muzeum Pałacowe pokazało dzieła katolickiego artysty Wu Li (1535-1612) oraz jezuity z Mediolanu Giuseppe Castiglione (1688-1766), znanego w Chinach jako Lang Shining.

2019-05-27 19:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ściany, które krzyczą

Niedziela Ogólnopolska 8/2019, str. 40-42

[ TEMATY ]

muzea

Muzeum Powstania Warszawskiego

Wejście na wystawę. Po prawej stronie cytat z Jana Rodowicza „Anody”

Przed rokiem Muzeum Powstania Warszawskiego we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości otworzyło stałą wystawę poświęconą powojennym losom dużej liczby powstańców i żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego

Cele bezpieki w dawnym Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego to miejsce, gdzie znalazło się wielu z nich, i to nie tylko tych, którzy czynnie uczestniczyli w ruchu oporu przeciwko komunistycznej okupacji Polski, ale nawet tych, których jedynym celem było spokojnie żyć i utrzymać rodzinę. Byli tam więzieni m.in. gen. August Emil Fieldorf „Nil”, pilot gen. Stanisław Skalski, prof. Wiesław Chrzanowski i Władysław Bartoszewski.

Czas terroru rok po roku

Podstawowy pomysł organizacji tej wystawy stanowi linia czasu (oś czasu). Jest to doskonały projekt, gdyż klarowne osadzenie kolejnych wydarzeń w czasie umożliwia wyjaśnienie, co jest przyczyną, a co skutkiem. Bez spełnienia tego warunku historia jest tym samym, czym geografia bez mapy, a fizyka bez matematycznego opisu zjawisk. Starzy nauczyciele mówili, że to trucizna dla naszego rozumu, gdyż nie uczy nas myślenia. Wystawa zaczyna się od serii wywiadów z ludźmi urodzonymi w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Relacje te wprowadzają nas w etos tamtego pokolenia – bez jego znajomości nie będziemy rozumieli bohaterów wystawy, którzy motywacje do walki z brunatnym i czerwonym totalitaryzmem czerpali z gorącego patriotyzmu. Pierwszym rokiem opowiadanej historii jest 1945. Wówczas reprezentacyjną i mało zniszczoną kamienicę w Alejach Ujazdowskich, składającą się z wielu luksusowych apartamentów, przejęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, a nazwę tej najpiękniejszej warszawskiej ulicy zmieniono na Aleje Stalina. W piwnicach budynku mieścił się areszt śledczy. Tam też przesłuchiwano więźniów, stosując metody wymuszania zeznań, wobec których blednie nawet okrucieństwo gestapo i SS. Zwykle mówimy o tym grupom dorosłych gości.

Jakubub Szymczuk/KPRP

Pałac Prezydencki w Warszawie – iluminacja w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, 1 marca 2018 r.

Do 1948 r. w wielu częściach Polski istniały jeszcze zwarte odziały partyzanckie, które usiłowały się przeciwstawić czerwonemu terrorowi. Żołnierzy trzymała nadzieja wojny zachodnich aliantów ze Związkiem Sowieckim. Wielu z nich nie miało też dokąd wracać, gdyż powrót oznaczał śmierć. Później trwały już tylko polowania na niedobitki partyzantów męczenników, podobnie jak wtedy gdy po powstaniu styczniowym carski gubernator Michaił Murawjow „wieszatiel” pacyfikował północno-wschodnie ziemie I Rzeczypospolitej. W metaforyczny sposób oddają hołd tym ludziom pierwsze sceny filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Mały Alek – tak nazywano ks. Jerzego w domu rodzinnym – i jego ojciec byli podczas grzybobrania świadkami pościgu za grupą kilku niedobitków. Chłopiec zapytał, czy ci, którzy uciekają, to żołnierze, ojciec odpowiedział: nie, raczej rycerze. W następnym kadrze przyszły kapelan Solidarności odnajduje na strychu stare pismo i czyta tytuł: – „Rycerz Niepokalanej”.

Kolejny ważny rok to 1953. W marcu umiera Stalin, w Związku Sowieckim zaczyna się odwilż. W Polsce przeciwnie – terror jeszcze się zaostrza, zostaje aresztowany prymas Stefan Wyszyński. Jego sekretarz bp Antoni Baraniak rozpoczyna swoją trzyletnią więzienną gehennę, która miała go złamać, tak aby był świadkiem koronnym na planowanym procesie kard. Wyszyńskiego. Rokiem polskiej odwilży i amnestii dla więźniów politycznych był 1956, jednak jeszcze w przeddzień ich wejścia w życie w katowniach bezpieki wykonywano wyroki śmierci. W sumie było ich ponad 4 tys., a wydano 8,5 tys. takich wyroków, jednak w więzieniach i podczas przesłuchań zmarło w tym czasie ok. 21 tys. ludzi, kobiet i mężczyzn. Jeżeli liczby te powiększymy o poległych w lasach partyzantów i Polaków zesłanych w głąb Związku Sowieckiego, skąd niewielu wróciło, to przekonamy się, że koszt wprowadzenia reżimu komunistycznego do Polski grubo przekroczył 50 tys. istnień ludzkich (por. referat prof. Jana Żaryna, 19 marca 2010 r.). Prawdziwą liczbę ofiar zna jednak tylko Pan Bóg.

Muzealna linia czasu prowadzi nas dalej – przez październikową odwilż, tragedię grudniową, radosny przełom wyboru Papieża Polaka i w jego konsekwencji zryw Solidarności aż do stanu wojennego i transformacji gospodarczo-politycznej lat 90., i dalej w XXI wiek.

„Nie dajmy zginąć poległym”

Apel ten jest cytatem z wiersza Zbigniewa Herberta użytym też przez Macieja Roszkowskiego jako motto do godnej polecenia książki: „Jan Rodowicz «Anoda». Jeden z pokolenia”.

Całą wystawę otwiera tablica ze słowami tego bohatera napisanymi podczas pracy przy tworzeniu archiwum batalionu „Zośka”.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Przedmioty wykonane przez więźniów politycznych w różnych komunistycznych więzieniach

„Wierzymy głęboko: – Za piękne było ziarno Waszej pracy w tę ziemię polską rzucone, zbyt piękną i młodą krwią i prochami ziemia ta została nasycona, aby nie wyrósł z niej najpiękniejszy owoc, dla którego od wieków potrafią żyć, walczyć i umierać wszyscy szlachetnie myślący Polacy, a jest to – Niepodległość i potęga Polski”.

Jak wiele tajemnic kryją archiwa bezpieki, prześledźmy na podstawie losów jego i ludzi, którzy go zamordowali.

Bohater ten jest nam znany m.in. z opisu akcji pod Arsenałem w „Kamieniach na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Poniósł on śmierć męczeńską w budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, stało się to 70 lat temu – 7 stycznia 1949 r. „Anodę” aresztował major UB Wiktor Herer w dzień Wigilii Bożego Narodzenia 1948 r. w mieszkaniu jego matki. Funkcjonariusz ten był komunistą pochodzącym z żydowskiej rodziny ze wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Znał on polskie obyczaje i dobrze wiedział, że Rodowicz tego wieczoru znajdzie się w rodzinnym domu, tym bardziej że jego starszy brat Zygmunt poległ w Powstaniu Warszawskim. Szefową Herera była słynna z wyrafinowanego okrucieństwa Julia Brystiger, zwana „Krwawą Luną”. On sam wyraził sposób, w jaki rozumie swoją funkcję w MBP, podczas jednego ze śledztw prowadzonych w 1948 r. następującym stwierdzeniem: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. Dalej nie wiemy zupełnie nic o drodze krzyżowej Jana Rodowicza, zakończonej wyrzuceniem już martwego ciała lub jeszcze niedomęczonego warszawskiego powstańca z IV piętra budynku MBP. Matka jednego z poległych kolegów „Anody” z batalionu „Zośka” – Jerzego Gawina „Słonia”, kiedy dowiedziała się od córki o kolejnych aresztowaniach wśród powstańców, powiedziała do niej: „Wiesz, tak sobie myślę, że chyba lepiej, że on zginął z bronią w ręku, niż gdyby dotrwał do tych czasów i by go tam mordowali...”.

Powiedzmy jeszcze kilka słów o dalszej karierze kata „Anody”, Wiktora Herera. Jeszcze w tym samym roku dostał on awans do stopnia podpułkownika oraz nominację na funkcję naczelnika wydziału w MBP, później, już jako pułkownik UB, został on przeniesiony do pracy w sektorze gospodarczym, którym wówczas kierował Hilary Minc – bliski przyjaciel Julii Brystiger. Jednocześnie Herer robił błyskawiczną karierę naukową na najważniejszej uczelni ekonomicznej w PRL-u – w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (SGPiS), doszedł aż do tytułu profesora.

Panie, to niemożliwe!

Najciekawsze jest jednak to, co się stało dużo później. W 1980 r. lewicowi ekonomiści Ryszard Bugaj i Waldemar Kuczyński włączyli Herera do grona doradców Solidarności, tak że był on nawet jednym z autorów ekonomicznych planów tego związku zawodowego. Publikował też często w tygodniku związkowym, do którego wprowadził go ówczesny redaktor naczelny Tadeusz Mazowiecki. Herer (wspólnie z Władysławem Sadowskim) napisał m.in. artykuł „Obrona złotówki – bez mistyfikacji”, który opublikowano w numerze 11/1981. Jednak największym jego protektorem w środowisku związkowym był Jacek Kuroń. Znana jest konfrontacja między nim a byłym więźniem UB prof. Wiesławem Chrzanowskim, kiedy ten rozpoznał w ekspercie związkowym swojego kata. Na zdemaskowanie ubeka Kuroń zareagował słowami skierowanymi do Chrzanowskiego: „Jak się wam nie podoba, to możecie wyjść”. Wydarzenie to miało miejsce w 1981 r. w Gdańsku. Jednak nawet w latach 90. nie pociągnięto Herera do odpowiedzialności, gruba kreska działała niezawodnie. Nigdy niezreformowany system sądowniczy sprawił, że on i jemu podobni zabójcy polskich bohaterów uniknęli potępienia i kary. Wiktor Herer pracował na SGH jeszcze w połowie lat 90., wykształcił wielu z ludzi kierujących obecnie polską gospodarką. Zauważmy, że nauczyciel akademicki, wykładając, nie tylko przekazuje wiedzę, ale także kształtuje studentów swoją osobowością i postawą życiową. Myślę, że ten epizod mówi więcej o korzeniach III RP niż wiele rozpraw i analiz, zostawmy to jednak bez komentarza.

Kiedy opowiadam tę historię, spotykam się często z niedowierzaniem. Od jednego ze zwiedzających usłyszałem zdanie: „Panie, to niemożliwe!”. Jednak wszystkie te fakty dokumentuje w publikacji IPN z 2015 r. „Granice kompromisu. Naukowcy wobec aparatu władzy ludowej” Przemysław Benken – autor rozdziału „Od «utrwalacza władzy ludowej» do roli doradcy Solidarności – zmienne koleje losu profesora Wiktora Herera”. Z powątpiewaniem u zwiedzających spotykam się dość często także przy relacjonowaniu innych faktów. Jesienią ub.r. oprowadzałem po wystawie w podziemiach budynku dawnego UB grupę młodych prawników z kilku europejskich krajów. Nie dowierzali, kiedy powiedziałem, że strażnikami byli tam sprowadzeni w tym celu francuscy komuniści, tak aby żadna informacja z katowni nie przedostała się do polskiej opinii publicznej. Powiedziano im, że pilnują polskich faszystów. Gdy więźniowie znający język francuski zdołali po jakimś czasie zasiać w strażnikach podejrzenia, wówczas wszystkich ich wymieniano na nowych. Dziś także polscy patrioci, np. uczestnicy Marszu Niepodległości, to faszyści dla ludzi zachodniej lewicy. Tak zostali oni nauczeni już 70 lat temu. Dlatego zwolennicy lewicowych ideologii także teraz gotowi są nas nadzorować jak niegdyś żołnierzy niezłomnych w celach bezpieki.

Bilans pierwszego roku działania wystawy

W tym czasie odwiedziło ją już kilka tysięcy zwiedzających. Można tam poznać historię komunistycznego terroru przedstawioną na linii czasu, a także obejrzeć cele i karcery, w których przebywali więźniowie, oraz wiele oryginalnych rekwizytów. Są to przedmioty wykonane przez więźniów – jak różaniec, szachy czy zapiski i rysunki wydobyte ze ścian przez konserwatorów. Jednak ekspozycja jest ciągle rozwijana i wzbogacana o nowe środki multimedialne, powstają także sale dydaktyczne umożliwiające prowadzenie lekcji muzealnych dla grup młodzieży licealnej. Stałym przewodnikiem oprowadzającym po ekspozycji jest p. Andrzej Komuda. Opowiedział mi on następujące zdarzenie: – Przybyła do nas grupa młodzieży z liceum w Andrychowie. Jedna z uczennic nie chciała jednak przekroczyć progu budynku dawnego MBP. Kiedy ją zapytałem dlaczego, usłyszałem odpowiedź: „Ja tam nie wejdę, bo te ściany krzyczą”. Pomyślałem, że może ona nie potrzebuje zwiedzać wystawy, gdyż już wszystko rozumie.

Wszystkich czytelników artykułu zachęcam do obejrzenia wystawy „Cele bezpieki” przy Al. Ujazdowskich 11 w Warszawie (wejście od ul. św. Teresy) i chwili refleksji nad życiem „Anody” i jego kolegów. Szczegóły, jak np. czas otwarcia ekspozycji, najłatwiej znaleźć na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego – www.1944.pl w zakładce CELE BEZPIEKI.

Dziękuje moim koleżankom i kolegom z Muzeum za pomoc w napisaniu tego tekstu i przekazane mi fotografie.

Wojciech Bobrowski
Autor jest przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego i jego filii „Cele Bezpieki”. Od ponad roku współpracuje z „Niedzielą”.

CZYTAJ DALEJ

USA: prezydent D. Trump uważa, że „Ameryka potrzebuje więcej modlitwy, nie mniej”

2020-05-24 13:43

[ TEMATY ]

Donald Trump

Ameryka

wPolityce.pl /PAP/EPA

Donald Trump

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump powiedział 22 maja, że kościoły oraz synagogi i meczety powinny zostać jak najszybciej otwarte, jeśli oczywiście sytuacja na to pozwoli. Dodał, że kraj "potrzebuje obecnie więcej modlitwy, nie mniej". Podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami w Białym Domu złożył w tej sprawie krótkie oświadczenie, aprobując przy tym wskazania Ośrodków Kontroli i Zapobiegania Chorobom.

Jednocześnie ostro skrytykował niektórych gubernatorów, którzy „przez cały ten czas mają u siebie otwarte sklepy monopolowe i kliniki aborcyjne, podczas gdy pozostają tam zamknięte kościoły”. Stwierdził, że „nie jest to w porządku”, dodając, że ta „niesprawiedliwość” wymaga poprawy. „Jeśli [gubernatorzy] mieli jakieś pytania w tej sprawie, powinni zadzwonić do mnie” – oświadczył szef państwa i rządu, dodając, że „w Ameryce potrzebujemy więcej modlitwy, a nie mniej”.

W tym samym dniu podczas obchodów Dnia Pamięci (upamiętniającego obywateli USA, którzy zginęli, służąc krajowi) prezydent Trump wyraził podobny pogląd: „Chcemy, aby nasze świątynie i inne miejsca związane z wiarą i kultem religijnym zostały wkrótce otwarte. Uważam, że ma to zasadnicze znaczenie. Wiecie, że są miejsca uważane za niezbędne, choć takimi nie są. A jednak są one otwarte, a kościoły i synagogi nie”.

Media amerykańskie zwróciły też uwagę na nieco humorystyczną wymianę zdań między rzeczniczką Białego Domu Kayleight McEnamy a dziennikarzami, już po wyjściu prezydenta z sali konferencyjnej. Na pytanie „na podstawie jakich uprawnień prezydent może żądać otwarcia kościołów?”, odparła wymijająco, że są one „hipotetyczne”. Po czym dodała spontanicznie od siebie: „Panowie, jak ciekawie jest być w tym pokoju, w którym wszyscy chcą, aby te wszystkie kościoły i miejsca modlitwy były nadal pozamykane”.

W odpowiedzi dziennikarz z agencji Reutera Jeff Mason oświadczył: „Kayleight, protestuję. Ja sam chodzę do kościoła i bardzo pragnę, aby były one otwarte. Chcę jednak zapytać prezydenta, czy bezpiecznie jest otwierać je teraz, do czego próbuje zachęcać”. Na to rzeczniczka przytoczyła wykaz warunków, które trzeba spełnić, aby ponownie otworzyć kościoły i dodała, że jest dumna z prezydenta, który korzysta z 1. poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, dotyczącej wolności w wyrażaniu swych poglądów. I dodała: „To samo prawo pozwala wam wszystkim zadawać takie pytania”.

CZYTAJ DALEJ

Piontkowski: uczniowie, którzy wrócą do szkoły będą mieli częściowo zajęcia dydaktyczne, pozostali nadal zdalne

2020-05-25 09:30

[ TEMATY ]

szkoła

PAP

Uczniowie klas I-III szkół podstawowych, którzy wrócą do szkoły będą mieli częściowo zajęcia dydaktyczne, a ci wszyscy, którzy do szkoły nie wrócą będą mieli nadal nauczanie na odległość - powiedział w poniedziałek minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski.

Od poniedziałku w szkołach podstawowych będą organizowane zajęcia dla klas I-III i konsultacje dla ósmoklasistów. Forma zajęć dla uczniów klas I-III będzie uzależniona od warunków epidemicznych panujących na terenie danej gminy, w której szkoła się znajduje oraz od możliwości spełnienia wytycznych ministra edukacji, ministra zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego.

Minister edukacji pytany był w poniedziałek w Polskim Radu 24 m.in. o to jak będzie organizowana opieka i nauka dla uczniów, którzy wrócą do szkoły.

"Przypomnę, że od 25 marca obowiązek szkolny w Polsce realizowany jest poprzez nauczanie na odległość. Ze względu na epidemię koronawirusa musieliśmy inaczej zorganizować naukę. Ten obowiązek nadal będzie w ten sposób realizowany zwłaszcza wobec tych dzieci, które nie zostaną posłane do szkół. Przypomnę, że to nie jest pierwszy etap, kiedy dzieci mogą wracać do placówek opiekuńczo-wychowawczych, czy dydaktycznych, bo od 6 maja umożliwiliśmy otwarcie przedszkoli, a teraz otwarcie szkół dla klas I-III" - powiedział Piontkowski.

"Nie zgodzę się z opinią, że nie wiadomo jak ta opieka ma wyglądać, jak ma wyglądać pobyt dzieci w szkole. Zarówno przy otwieraniu przedszkoli, jak i teraz przy otwieraniu szkół dla klas I-III wydaliśmy bardzo szczegółowe wytyczne, które są uzgodnione z Głównym Inspektorem Sanitarnym oraz Ministrem Zdrowia, gdzie wskazaliśmy, że chociażby grupy dzieci, które znajdą się w szkołach powinny być zdecydowanie mniejsze niż tradycyjnie. Będę one liczyły nie więcej niż 12 dzieci, a w szczególnych przypadkach 14 dzieci. Mówimy też o takiej zmianowości pobytu dzieci w przestrzeniach wspólnych, jak korytarze, stołówki, sale gimnastyczne, bądź boiska szkolne, bo dzieci będą mogły tam być" - przypomniał szef MEN.

Jak mówił, zakładane jest, że w pierwszej kolejności poślą dzieci do szkoły ci rodzice, którzy mają kłopot z połączeniem życia zawodowego, pracy lub powrotu do pracy z opieką nad dzieckiem. "To oni w pierwszej kolejności powinni z tej możliwości skorzystać" - wskazał.

"Dzieci, które trafią do szkoły będą miały częściowo zajęcia dydaktyczne, a ci wszyscy, którzy do szkoły nie wrócą będą mieli nadal nauczanie na odległość" - powiedział minister.

Pytany o możliwość pogodzenia tych dwóch rodzajów nauczania zaznaczył, że "od początku wyraźnie mówiliśmy w rozporządzeniach dotyczących zdalnego nauczania, że to nie zawsze musi być nauczania tylko i wyłącznie on-line przed komputerem". Zwrócił uwagę na to, że w domach uczniów jest różna możliwość dostępu do komputera, gdy jest kilkoro dzieci i rodzice pracujący zdalnie. "Nie da się tego zorganizować tak, że zajęcia będą tylko i wyłącznie w czasie rzeczywistym przed ekranem monitora" - zaznaczył.

"Wyraźnie mówiliśmy, że praca na odległość, to także kontakt z dziećmi w innej formule, czy poprzez dziennik elektroniczny, przez pocztę mailową. Część zadań dziecko może wykonać samodzielnie, czy we współpracy z rodzicami i dopiero potem jakimś efektem swojej pracy może dzielić się przez maila wysłanego z powrotem do nauczyciela" - zaznaczył Piontkowski. Przypomniał, że także telewizja i radio oferują cykl programów dla dzieci, które można wykorzystać w nauczaniu.

Minister edukacji odniósł się też do tego, że małe dzieci trudniej jest upilnować tak by zachowały dystans. "My nie zakładamy, że dzieci będą cały czas w odległości dwóch metrów od siebie, bo wydaje się to absurdalne i nie do spełnienia. Dlatego zakładamy, że będzie to ta sama, stała grupa uczniów, którą będzie się opiekowała podobna grupa nauczycieli, tak, aby był to kontakt tej samej grupy ludzi. Gdyby - nie daj Boże - doszło do zarażenia, któregoś z dzieci, czy nauczyciela, to będzie to wąska grupa osób, a nie całe przedszkole, czy cała szkoła" - mówił Piontkowski.

Zaznaczył, że "podobne metody wprowadzają inne kraje w Europie, tylko nieliczne, tak jak kraje skandynawskie, próbują w pełni wracać do szkół". "W większości krajów europejskich jest jakaś forma ograniczenia czy to liczby dzieci, czy sposobu prowadzenia zajęć" - powiedział szef MEN. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję