Reklama

Franciszek: używajmy wolności, by powiedzieć "tak" miłości

2019-06-01 18:17

st (KAI) / Jassy

Grzegorz Gałązka

Używajmy wolności, by powiedzieć "tak" miłości – apelował papież Franciszek podczas spotkania z młodzieżą i rodzinami w Jassach.

Zauważył, że w spotkaniu w Jassach biorą udział dzieci, młodzież, małżonkowie, osoby konsekrowane, rumuńskie osoby starsze z różnych regionów i tradycji (łacińskiej, greckiej, wschodniej, braci prawosławnych), a także z Mołdawii, wierni posługujący się językiem Czangów, polskim i rosyjskim. Zaznaczył, że jest to doświadczenie nowej Pięćdziesiątnicy. Nawiązując do obchodzonego dzisiaj Dnia Dziecka zachęcił, by kochać dzieci tą miłością, jaką miłuje je Bóg.

Następnie Franciszek wskazał na zadanie jakie stoi przed rodziną Bożą – podążanie razem. Podkreślił znaczenie wierności korzeniom. „Patrzycie w przyszłość i otwieracie jutro dla swoich dzieci, wnuków, dla waszego narodu, dając to, co najlepsze, czego nauczyliście się podczas waszego pielgrzymowania: by nie zapomnieli, skąd się wzięli. Gdziekolwiek pójdą, cokolwiek uczynią, niech nie zapomną o swoich korzeniach” – zachęcił Ojciec Święty. Podkreślił wartość „wiary domowej” przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Papież podkreślił, że miłość zapuszcza korzenie, a wszyscy rozkwitamy, gdy czujemy się kochani, a osobiste szczęście domaga się także uczynienia innych szczęśliwymi. „Aby iść razem, tam gdzie jesteś, nie zapomnij, ile nauczyłeś się w rodzinie” – zaapelował Franciszek.

Reklama

Ojciec Święty nawiązując do słów jednego z mnichów rumuńskich przestrzegł, że kiedy zabraknie chrześcijańskiej miłości i zrozumienia, kiedy ludzie nie będą już kochać, to będzie to naprawdę koniec świata. „Ponieważ bez miłości i bez Boga żaden człowiek nie może na ziemi żyć!” – przestrzegł papież. Zaznaczył, że w życiu chrześcijan nie brakuje przeciwności, ale wiara jest prowokacją, sprawiając, że w człowieku rodzi się to, co najlepsze.

„Pan daje nam wszystkim powołanie, które jest prowokacją, aby pomóc nam odkryć talenty i zdolności, jakie posiadamy i abyśmy je oddali na służbę innym. Prosi nas, abyśmy używali naszej wolności, jako wolności wyboru, by powiedzieć «tak» projektowi miłości, obliczu, spojrzeniu. Jest to znacznie większa wolność, niż możliwość konsumpcji i kupowania rzeczy. Jest to powołanie, które wprawia nas w ruch, powoduje, że obalamy okopy i otwieramy drogi, powołanie, które przypomina nam o przynależeniu do siebie jako dzieci i bracia” – powiedział Franciszek.

Nawiązując do roli Jassów jako historycznej i kulturalnej stolicy kraju, a dziś ważnego ośrodka kształcenia młodzieży Ojciec Święty podkreślił znacznie misji otwierania dróg, by iść razem, budowaniu dróg przyszłości ku Europie i do wielu innych miejsc na świecie. Zachęcił do bycia pielgrzymami XXI wieku, zdolnymi do nowej wyobraźni więzi, które łączą. Wskazał, że wymaga to także konkretnej postawy: umiejętności słuchania, budowania zgody, pokoju, jasności, dzielenia się z innymi, prawdy.

„Jesteście żywą i kwitnącą wspólnotą, pełną nadziei, którą możemy darować Matce. Jej powierzam przyszłość młodzieży, rodzin i Kościoła” – powiedział papież na zakończenie swego przemówienia.


Używajmy wolności, by powiedzieć „tak” miłości – apelował papież Franciszek podczas spotkania z młodzieżą i rodzinami w Jassach.

Przed jego rozpoczęciem Ojciec Święty długo objeżdżał sektory, pozdrawiając zgromadzonych wiwatujących na jego cześć. Gdy dojechał do podium, czworo dzieci w strojach ludowych zaprowadziło go pod obraz Matki Bożej z Kaczyki (będący kopią ikony Matki Bożej Częstochowskiej), przy którym złożył bukiet kwiatów i chwilę się pomodlił.

Biskupa Rzymu powitał ordynariusz diecezji jaskiej Petru Gherghel. - Nasz Kościół, rodzina rodzin, chce przekazać młodzieży skarb wiary i miłości, będący gwarancją szczęścia i nadziei. Wszyscy chrześcijanie, bracia i siostry z Kościoła prawosławnego, innych wyznań i innych religii łączą się z nami, by powiedzieć Ci: Witaj w naszym wspólnym domu - zaznaczył hierarcha. Podarował Franciszkowi kopię obrazu Matki Bożej z Kaczyki.

Następnie papież wysłuchał dwóch świadectw. W pierwszym młode małżeństwo, Alexandra i Gabriel, zadeklarowało, że chce iść przez życie cierpliwie budując społeczeństwo bardziej gościnne i bardziej ludzkie, aby stawić czoła kulturze odrzucenia. Zarówno młodzież, jak rodziny stają wobec takich problemów społecznych, jak: korupcja, migracja, brak pojednania, niepewność co do przyszłości kraju. - Jesteśmy tu, by stawić czoła tym ograniczeniom, a także by nauczyć się, jak to robili inni - oświadczyli, dodając, że nie tracą nadziei i wiedzą, że wspólnie z innymi można przezwyciężyć każdą przeszkodę.

Każdy młody człowiek szuka bezpieczeństwa i wsparcia a Ty, Ojcze Święty, wielokrotnie prosiłeś nas, abyśmy nie wahali się spotykać starców i uczyć się od nich - powiedział w drugim świadectwie Eduard, student informatyki i młody pracownik. Zapewnił, że właśnie ze względu na ten apel papieski „chcieliśmy być tu dziś wieczorem z naszymi rodzicami i dziadkami, jesteśmy bowiem przekonani, że - jak mówił prorok Joel - «starzy ludzie będą mieli marzenia a młodzie będą mieli wizje»”. Wspomniał następnie, że pragnie pozostać w swej ojczyźnie, nie szukając spełnienia swych pragnień w innych zakątkach świata. Przywołał niedawne zgromadzenie Synodu Biskupów nt. młodzieży, które potwierdziło zaufanie, jakie Kościół pokłada w nich, dodając, że mimo to młodzi czują się nieraz odrzuceni przez Kościół. „To nas zniechęca, sprawia, że nieraz zamykamy się w sobie” - mówił dalej młody Rumun.

Zaznaczył, że od dzieciństwa był związany z Kościołem, co pozwalało mu „ogromnie wzrastać”. Podkreślił, że „młodzi rozkwitają, gdy są prawdziwie kochani”. Ale dają się nieraz zwieść różnym głosom, czują, że wiara nie jest im do niczego potrzebna albo liczą wyłącznie na siebie. „Wiemy, że Jezus Chrystus odpowiada na nasze najgłębsze dążenia i pragniemy przeżyć swoje życie w przyjaźni z Nim. Chcemy powiedzieć wszystkim, że dobrze jest iść za Nim, być Jego głosicielami i szukać w Nim naszego szczęścia” - powiedział młody człowiek. Podziękował Franciszkowi za to, że „zawsze przypomina, byśmy stawiali Jezusa w centrum naszego życia i nie bali się służyć naszym braciom”.

Trzecie świadectwo przedstawiła wielopokoleniowa rodzina, złożona z dziadków, ich dzieci i wnuków. - Przybyliśmy tu z małej wioski na peryferiach prowincji Jassów, gdzie nasza mała wspólnota katolicka żyje w zgodzie i szacunku z członkami wspólnoty prawosławnej - rozpoczęli swe świadectwo Elisabetta i Ioan, rodzice 11 dzieci, z których siedmioro założyło już własne rodziny, a czworo wybrało drogę życia konsekrowanego. Niektórzy z nich przybyli z zagranicy, ale dziś wszyscy są razem i wszyscy idą tą samą drogą „do naszego kościoła św. Antoniego, który zawsze nas strzegł” - powiedzieli rodzice i dziadkowie. Podziękowali Bogu za dar wiary, którą przyjęli „także od naszych rodziców i dziadków”, dodając, że w Panu zawsze znajdowali siłę w czasach reżymu komunistycznego, „w Panu, który zawsze wzywa do świętości i jedności pod płaszczem Maryi Panny” - zakończyła swe świadectwo Elisabetta w imieniu całej rodziny.

W swoim przemówieniu papież zauważył, że w spotkaniu w Jassach biorą udział dzieci, młodzież, małżonkowie, osoby konsekrowane, rumuńskie osoby starsze z różnych regionów i tradycji (łacińskiej, greckiej, wschodniej, braci prawosławnych), a także z Mołdawii, wierni posługujący się językiem Czangów, polskim i rosyjskim. Zaznaczył, że jest to doświadczenie nowej Pięćdziesiątnicy. Nawiązując do obchodzonego dzisiaj Dnia Dziecka zachęcił, by kochać dzieci tą miłością, jaką miłuje je Bóg.

Następnie Franciszek wskazał na zadanie jakie stoi przed rodziną Bożą – podążanie razem. Podkreślił znaczenie wierności korzeniom. „Patrzycie w przyszłość i otwieracie jutro dla swoich dzieci, wnuków, dla waszego narodu, dając to, co najlepsze, czego nauczyliście się podczas waszego pielgrzymowania: by nie zapomnieli, skąd się wzięli. Gdziekolwiek pójdą, cokolwiek uczynią, niech nie zapomną o swoich korzeniach” – zachęcił Ojciec Święty. Podkreślił wartość „wiary domowej” przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Papież podkreślił, że miłość zapuszcza korzenie, a wszyscy rozkwitamy, gdy czujemy się kochani, a osobiste szczęście domaga się także uczynienia innych szczęśliwymi. „Aby iść razem, tam gdzie jesteś, nie zapomnij, ile nauczyłeś się w rodzinie” – zaapelował Franciszek.

Reklama

Ojciec Święty nawiązując do słów jednego z mnichów rumuńskich przestrzegł, że kiedy zabraknie chrześcijańskiej miłości i zrozumienia, kiedy ludzie nie będą już kochać, to będzie to naprawdę koniec świata. „Ponieważ bez miłości i bez Boga żaden człowiek nie może na ziemi żyć!” – przestrzegł papież. Zaznaczył, że w życiu chrześcijan nie brakuje przeciwności, ale wiara jest prowokacją, sprawiając, że w człowieku rodzi się to, co najlepsze.

„Pan daje nam wszystkim powołanie, które jest prowokacją, aby pomóc nam odkryć talenty i zdolności, jakie posiadamy i abyśmy je oddali na służbę innym. Prosi nas, abyśmy używali naszej wolności, jako wolności wyboru, by powiedzieć «tak» projektowi miłości, obliczu, spojrzeniu. Jest to znacznie większa wolność, niż możliwość konsumpcji i kupowania rzeczy. Jest to powołanie, które wprawia nas w ruch, powoduje, że obalamy okopy i otwieramy drogi, powołanie, które przypomina nam o przynależeniu do siebie jako dzieci i bracia” – powiedział Franciszek.

Nawiązując do roli Jassów jako historycznej i kulturalnej stolicy kraju, a dziś ważnego ośrodka kształcenia młodzieży Ojciec Święty podkreślił znacznie misji otwierania dróg, by iść razem, budowaniu dróg przyszłości ku Europie i do wielu innych miejsc na świecie. Zachęcił do bycia pielgrzymami XXI wieku, zdolnymi do nowej wyobraźni więzi, które łączą. Wskazał, że wymaga to także konkretnej postawy: umiejętności słuchania, budowania zgody, pokoju, jasności, dzielenia się z innymi, prawdy.

„Jesteście żywą i kwitnącą wspólnotą, pełną nadziei, którą możemy darować Matce. Jej powierzam przyszłość młodzieży, rodzin i Kościoła” – powiedział papież na zakończenie swego przemówienia.

Spotkanie miało charakter Liturgii Słowa. W czasie modlitwy wiernych intencje wznoszono w czterech językach: rumuńskim, polskim, niemieckim i węgierskim. Intencja po polsku brzmiała: „Chwalimy Cię, Ojcze Niebieski za miłosierdzie i wybaczenie, którymi nas darzysz, ile razy wracamy do Ciebie. Ześlij na nas Ducha pojednania, na naszą społeczność i na każdą rodzinę, by wszyscy mogli żyć jako narzędzia pokoju i harmonii”.

Po wspólnym odmówieniu „Ojcze nasz”, papież zawierzył młodzież i rodziny Matce Bożej. Spotkanie zakończyło się odmówieniem modlitwy „Zdrowaś, Maryjo” i papieskim błogosławieństwem.

Wśród zgromadzonych była premier Rumunii Viorica Dăncilă.

Spod Pałacu Kultury Franciszek odjechał na lotnisko w Jassach, skąd odleci na nocleg do Bukaresztu.


Drodzy bracia i siostry, bună seara!

Będąc tu, razem z wami, można poczuć ciepło życia rodzinnego, w otoczeniu małych i dużych. Widząc was i słysząc was łatwo poczuć się jak w domu. Papież czuje się między wami jak w domu. Dziękuję za wasze serdeczne przyjęcie i świadectwa, którymi nas obdarzyliście. Ksiądz biskup Petru [Gherghel] jako dobry i dumny ojciec rodziny, ogarnął was wszystkich swoimi słowami, przedstawiając was, a ty Eduardzie to potwierdziłeś, kiedy nam powiedziałeś, że to spotkanie nie ma być przeznaczone tylko dla ludzi młodych, ani dorosłych, ani też innych, ale chcieliście „żeby dziś wieczorem byli wraz z nami nasi rodzice i dziadkowie”.

Dzisiaj na tych ziemiach obchodzony jest Dzień Dziecka. Brawa dla dzieci! Chciałbym, aby pierwszą rzeczą, jaką uczynimy, była modlitwa za nie: prośmy Dziewicę Maryję, aby je chroniła pod swym płaszczem. Jezus postawił je pośród swoich apostołów. Również my chcemy je umieścić pośrodku i potwierdzić nasze przyrzeczenie, że chcemy je kochać tą samą miłością, z jaką miłuje je Pan, angażując się w danie im prawa do przyszłości. To piękna spuścizna: dać dzieciom przyszłość!

Z radością dowiaduję się, że na tym placu znajdujemy oblicze rodziny Bożej, która obejmuje dzieci, młodzież, małżonków, osoby konsekrowane, rumuńskie osoby starsze z różnych regionów i tradycji (łacińskiej, greckiej, wschodniej, braci prawosławnych), a także z Mołdawii oraz tych, którzy przybyli z drugiej strony rzeki Prut, wiernych posługujących się językiem Czangów, polskim i rosyjskim. Duch Święty zwołuje nas wszystkich i pomaga nam odkryć piękno bycia razem, piękno możliwości spotkania się, aby podążać razem. Każdy ze swoim językiem i tradycją, ale szczęśliwy ze spotkania pośród braci. Z tą radością, którą dzielili się Elisabetta i Ioan – są dzielni oboje! -, z ich jedenaściorgiem dzieci, a każde z nich inne, które przybyły z różnych miejsc, ale „dziś wszyscy się zgromadzili razem, tak jak jakiś czas temu w każdy niedzielny poranek wszyscy szli razem drogą do Kościoła”. Rodzice są szczęśliwi widząc dzieci zgromadzone razem. Z pewnością dzisiaj w niebie jest święto, gdy widać tak wiele dzieci, które postanowiły być razem.

Jest to doświadczenie nowej Pięćdziesiątnicy, jak usłyszeliśmy w czytaniu, gdzie Duch ogarnia nasze różnice i daje nam siłę do otwierania dróg nadziei poprzez wydobywanie z każdego tego, co najlepsze. Jest to ta sama droga, którą rozpoczęli apostołowie dwa tysiące lat temu i na której dziś na nas przypada kolej, by podjąć pałeczkę i postanowić siać. Nie możemy czekać, aż inni to uczynią, to do nas należy. My jesteśmy odpowiedzialni! To nasze zadanie!

Czy to prawda, że trudno iść razem? Jest to dar, o który musimy prosić, dzieło wykonane własnoręcznie, do którego tworzenia jesteśmy wezwani, i piękny dar do przekazania. Ale od czego zacząć, by iść razem?

Chciałbym ponownie „ukraść” słowa tym dziadkom, Elisabecie i Ioanowi. Miło patrzeć, kiedy miłość zakorzenia się poprzez dar z siebie i zaangażowanie, pracę i modlitwę. Miłość zakorzeniła się w was i przyniosła wiele owoców. Jak mówi Joel, kiedy spotykają się młodzi i starzy, dziadkowie nie boją się marzyć (por. Jl 3,1). I to było waszym marzeniem: „Marzymy, aby mogli zbudować sobie przyszłość, nie zapominając, skąd wyszli. Marzymy, aby cały nasz naród nie zapomniał o swoich korzeniach”. Patrzycie w przyszłość i otwieracie jutro dla swoich dzieci, wnuków, dla waszego narodu, dając to, co najlepsze, czego nauczyliście się podczas waszego pielgrzymowania: by nie zapomnieli, skąd się wzięli. Gdziekolwiek pójdą, cokolwiek uczynią, niech nie zapomną o swoich korzeniach. Jest to to samo marzenie, to samo zalecenie, jakie św. Paweł dał Tymoteuszowi: podtrzymywanie żywej wiary swojej matki i babki (por. 2 Tm 1, 5-7). Na ile się rozwijasz - pod każdym względem: silny, wielki, a także, gdy stajesz się znany - nie zapominaj, o tym, jak wiele z tego, co najpiękniejsze i najcenniejsze, nauczyłeś się w rodzinie. Jest to mądrość, którą otrzymujemy wraz z latami: kiedy się rozwijasz, nie zapominaj o swojej matce i swojej babci i o tej prostej, lecz mocnej wierze, która je cechowała i która dawała im siłę i wytrwałość, by iść dalej i nie pozwolić, by opadły nam ręce. Jest to zachęta, aby dziękować i zrehabilitować wielkoduszność, odwagę, bezinteresowność wiary „domowej”, która pozostaje niezauważona, ale krok po kroku buduje królestwo Boże.

Oczywiście wiara „nie jest notowana na giełdzie”, nie sprzedaje się i, jak przypomniał nam Eduard, może się zdawać, że „niczemu nie służy”. Ale wiara jest darem, który podtrzymuje przy życiu pewność głęboką i piękną: naszą przynależność jako dzieci i to dzieci miłowanych przez Boga. Bóg kocha miłością ojcowską. Każde istnienie, każdy z nas do Niego należy. Jest to przynależność dzieci, ale także wnuków, małżonków, dziadków, przyjaciół, sąsiadów; przynależność braci. Zły duch dzieli, rozprasza, oddziela i tworzy niezgodę, sieje nieufność. Chce, abyśmy żyli „oderwani” od innych i od nas samych. Duch Święty przeciwnie, przypomina nam, że nie jesteśmy istotami anonimowymi, istotami abstrakcyjnymi, bez oblicza, bez historii, bez tożsamości. Nie jesteśmy istotami pustymi ani powierzchownymi. Istnieje bardzo silna sieć duchowa, która nas jednoczy, łączy nas między sobą i wspiera nas. Jest ona silniejsza niż jakikolwiek inny rodzaj połączenia. Tą siecią są korzenie: świadomość, że należymy do siebie nawzajem, że życie każdego z nas jest zakotwiczone w życiu innych. „Młodzi ludzie rozkwitają, kiedy są naprawdę kochani” - powiedział Eduard. Wszyscy rozkwitamy, kiedy czujemy się kochani. Miłość bowiem zapuszcza korzenie i zaprasza nas do umieszczenia ich w życiu innych. Podobnie jak te piękne słowa waszego narodowego poety, który życzył swojej słodkiej Rumunii: „niech twoje dzieci żyją jedynie w braterstwie, jak nocne gwiazdy” (M. EMINESCU, „Ce-ţi doresc eu ţie, dulce Românie”). Eminescu był wielki, wzrastał, czuł się dojrzały, ale nie tylko: czuł się braterski, i dlatego chce, aby Rumunia, aby wszyscy Rumuni byli braćmi „jak nocne gwiazdy”. Należymy jedyni do drugich, a osobiste szczęście domaga się także uczynienia innych szczęśliwymi. Cała reszta to bajki.

Aby iść razem, tam gdzie jesteś, nie zapomnij, ile nauczyłeś się w rodzinie. Nie zapominaj swoich korzeni.

Przypomniało mi to proroctwo pewnego świętego pustelnika z tych ziem. Pewnego dnia mnich Galaction Ilie z klasztoru Sihăstria, idąc z owcami na górze, spotkał świętego pustelnika, którego znał i zapytał: „Powiedz mi, ojcze, kiedy będzie koniec świata?”. Czcigodny pustelnik, wzdychając z głębi serca, powiedział: „Ojcze Galaction, czy wiesz, kiedy będzie koniec świata? Kiedy nie będzie ścieżek od sąsiada do sąsiada! To znaczy, kiedy nie będzie już chrześcijańskiej miłości i zrozumienia między braćmi, krewnymi, chrześcijanami i między narodami! Kiedy ludzie nie będą już kochać, to będzie to naprawdę koniec świata. Ponieważ bez miłości i bez Boga żaden człowiek nie może na ziemi żyć!”.

Życie zaczyna gasnąć i gnić, nasze serca przestają bić i stają się nieczułe, starsi nie będą marzyli, a młodzi nie będą prorokować, kiedy nie będzie ścieżek od sąsiada do sąsiada... Bo bez miłości i bez Boga żaden człowiek nie może na ziemi żyć.

Eduard powiedział nam, że podobnie jak wielu innych w jego regionie, stara się żyć wiarą pośród licznych prowokacji. Istnieje doprawdy wiele prowokacji, które mogą nas zniechęcić i zmusić do zamknięcia się w sobie. Nie możemy temu zaprzeczyć, nie możemy czynić tak, jakby nic się nie stało. Trudności istnieją i są oczywiste. Ale nie może to sprawić, abyśmy stracili z oczu fakt, że wiara daje nam największą prowokację: tę, która nie zamykając ciebie ani nie izolując, sprawia, że rodzi się wszystko, co najlepsze w każdym z nas. Pan prowokuje nas jako pierwszy i mówi nam, że najgorsze przychodzi wówczas, gdy „nie będzie ścieżek od sąsiada do sąsiada”, kiedy będziemy widzieli więcej okopów niż dróg. Pan jest tym, który daje nam śpiew silniejszy, niż wszystkie syreny, które chcą sparaliżować nasze pielgrzymowanie. I czyni to w ten sam sposób: wznosząc śpiew piękniejszy i bardziej atrakcyjny.

Pan daje nam wszystkim powołanie, które jest prowokacją, aby pomóc nam odkryć talenty i zdolności, jakie posiadamy i abyśmy je oddali na służbę innym. Prosi nas, abyśmy używali naszej wolności, jako wolności wyboru, by powiedzieć „tak” projektowi miłości, obliczu, spojrzeniu. Jest to znacznie większa wolność, niż możliwość konsumpcji i kupowania rzeczy. Jest to powołanie, które wprawia nas w ruch, powoduje, że obalamy okopy i otwieramy drogi, powołanie, które przypomina nam o przynależeniu do siebie jako dzieci i bracia.

W tej historycznej i kulturalnej stolicy kraju w średniowieczu wychodzono razem - jako pielgrzymi - na Via Transilvana, w kierunku Santiago de Compostela. Dziś mieszka tu wielu studentów z różnych części świata. Pamiętam pewne spotkanie wirtualne, które mieliśmy w marcu ze Scholas Occurentes, podczas którego mówiono mi również, że to miasto jest w tym roku krajową stolicą młodzieży. Czy to prawda? To prawda, że to miasto, w tym roku jest krajową stolicą młodzieży? [Młodzi odpowidają: „Tak!”]. Niech żyją młodzi! Dwa bardzo dobre elementy: miasto, które w dziejach potrafiło otwierać i rozpoczynać procesy – jak Camino di Santiago – ; miasto, które potrafi gościć ludzi młodych pochodzących z różnych części świata, jak to jest obecnie. Dwie cechy, które przypominają o potencjalności i wspaniałej misji, którą możecie rozwinąć: otwieranie dróg, by iść razem i rozwijać to marzenie dziadków, które jest proroctwem: bez miłości i bez Boga żaden człowiek nie może żyć na ziemi. Stąd mogą nadal wyruszać nowe drogi przyszłości ku Europie i do wielu innych miejsc na świecie. Młodzieży, wy jesteście pielgrzymami XXI-wieku, zdolni do nowej wyobraźni więzi, które nas łączą.

Ale nie chodzi o tworzenie wspaniałych programów lub projektów, ale o to, by wiara mogła wzrastać, by pozwolić korzeniom, aby przekazywały nam limfę. Jak powiedziałem na początku: wiary nie przekazuje się tylko słowami, ale także gestami, spojrzeniami, czułością, jak to czyniły nasze matki, nasze babcie; ze smakiem rzeczy, których nauczyliśmy się w domu, w sposób prosty i prawdziwy. Tam, gdzie jest dużo zgiełku, abyśmy umieli słuchać; tam gdzie jest zamieszanie, abyśmy wzbudzali zgodę; tam, gdzie wszystko przyobleka się dwuznacznością, abyśmy mogli wnieść jasność; tam gdzie jest wykluczenie, abyśmy wnosili dzielenie się; pośród gonitwy za sensacją, szybkich przesłań i wiadomości, abyśmy troszczyli się o nieskazitelność innych; pośród agresywności, byśmy dawali pierwszeństwo pokojowi; pośród kłamstwa wnosili prawdę; abyśmy we wszystkim dawali pierwszeństwo otwieraniu dróg, żeby poczuć tę przynależność dzieci i braci (por. Orędzie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, 2018). Te ostatnie słowa, które powiedziałem, mają w sobie „muzykę” Franciszka z Asyżu. Wiecie, co radził św. Franciszek z Asyżu swoim braciom, aby przekazywali wiarę? Mówił tak: „Idźcie, głoście Ewangelię a, jeśli to będzie konieczne, również słowami”. [Brawa] Te brawa, to dla św. Franciszka z Asyżu.

Kończę, został jeszcze jeden paragraf, ale nie chcę pominąć podzielenia się pewnym doświadczeniem, które miałem, gdy wjeżdżałem na plac. Była pewna staruszka, dość wiekowa, babcia. W ramionach trzymała wnuka około dwumiesięcznego, nie więcej. Kiedy przejeżdżałem, pokazała mi go. Uśmiechała się, a uśmiechała się znacząco, jakby mi mówiła: „Popatrz, teraz mogę śnić!” Wówczas wzruszyłem się i nie miałem odwagi, żeby podejść i przyprowadzić ją t do przodu. Dlatego to opowiadam. Dziadkowie śnią, kiedy ich wnukowie wzrastają, a wnukowie mają odwagę, gdy mają korzenie w dziadkach.

Rumunia jest „ogrodem poświęconym Matce Bożej”, a podczas tego spotkania mogłem sobie zdać z tego sprawę, bo Ona jest Matką, która pielęgnuje marzenia swoich dzieci, która strzeże ich nadziei, która wnosi w dom radość. Jest czułą i konkretną Matką, która się nami opiekuje. Jesteście żywą i kwitnącą wspólnotą, pełną nadziei, którą możemy darować Matce. Jej, Matce, powierzam przyszłość młodzieży, przyszłość rodzin i Kościoła. Mulţumesc! [Dziękuję!].

Tagi:
Franciszek w Rumunii

Reklama

Podążajmy razem!

2019-07-03 08:41

Ks. Lucjan Chronchol
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 27/2019, str. IV

Sa mergem impreuna! Podążajmy razem! Pod takim hasłem odbyła się w dniach 31 maja – 2 czerwca br. pielgrzymka papieża Franciszka do Rumunii. Zawołanie to nie było przypadkowe wobec różnego rodzaju zaszłości historycznych i współczesnych napięć, również na tle religijnym. Rumunia to kraj niemalże w 90% prawosławny, w którym katolicy, zarówno obrządku łacińskiego, jak i bizantyjskiego, stanowią niecałe 6% populacji

Archiwum prywatne
Spotkanie z rodzinami i młodzieżą podczas pielgrzymki papieża Franciszka do Rumunii

Ojciec Święty podkreślał już od samego początku podczas przemówień w katedrze prawosławnej w Bukareszcie, jak ważne jest wspólne budowanie i „podążanie ku nowej Pięćdziesiątnicy”. Rozważając Modlitwę Pańską, Papież modlił się, „aby Rumunia mogła być zawsze domem dla wszystkich, ziemią spotkania, ogrodem, w którym kwitnie pojednanie i komunia”. Zauważył również, iż modlitwa „Ojcze nasz” nie jest modlitwą, która uspokaja, „lecz krzykiem w obliczu niedostatków miłości naszych czasów, w obliczu indywidualizmu i obojętności, które bezczeszczą imię Boga, naszego Ojca”. „Pomóż nam – modlił się Papież – być głodnymi dawania siebie. Przypominaj nam za każdym razem, gdy się modlimy, że aby żyć, nie musimy zachować siebie, ale łamać siebie; dzielić się, a nie gromadzić; karmić innych bardziej, niż napełniać samych siebie, ponieważ dobrobyt jest tylko wtedy, gdy należy do wszystkich” (por. Przemówienie papieża Franciszka w prawosławnej katedrze w Bukareszcie, 31.05.2019).

Bardzo mocnym znakiem jedności dla chrześcijan w Rumunii jest Maryja, szczególnie kochana i czczona w całym kraju, zarówno przez katolików, jak i prawosławnych. Rumunia została nazwana przez św. Jana Pawła II Ogrodem Maryi. Wystarczy popatrzeć na liczbę przedstawień, ikon, figur Matki Bożej zarówno w cerkwiach i kościołach, jak też w kapliczkach przydrożnych i domowych, by przekonać się, jak trafne jest to określenie. Ogród w odniesieniu do piękna rumuńskiego krajobrazu, pełnego zieleni i kwiatów, tym bardziej przemawia do wyobraźni.

Towarzysząc bp. Marianowi Błażejowi Kruszyłowiczowi, który został zaproszony przez biskupa Jassy do uczestnictwa w wizycie Ojca Świętego, miałem możliwość osobiście ubogacić się wiarą współczesnych chrześcijan w Rumunii, jak również zbudować się świadectwem męczenników, szczególnie tych z czasu ucisku komunistycznego. Popołudniowe spotkanie papieża Franciszka w Jassach było prawdziwym świętem nie tylko dla katolików, ale również prawosławnych, którzy licznie przybyli na plac przed Pałacem Kultury. Spotkanie z rodzinami i młodzieżą, pełne entuzjazmu i radości, przypomniało mi czas pielgrzymek św. Jana Pawła II do Polski, ze szczególnym nawiązaniem do jego niezapomnianej wizyty w Szczecinie (Jassy to miasto uniwersyteckie, wielkością jest zbliżone do Szczecina; w Szczecinie Papież również zwracał się do rodzin i w pewnym sensie do młodzieży, konkretnie do alumnów seminariów duchownych).

Organizatorzy zaprosili do specjalnego sektora blisko Papieża jedną rodzinę z każdej parafii, z dziećmi, dziadkami i babciami, które prezentowały się w swoich charakterystycznych chustkach. Piękna normalność, w której papież Franciszek najwyraźniej odpoczywa i czuje się swobodnie. Wspaniałym akcentem spotkania w Jassach było poświęcenie młodzieży i rodzin Matce Bożej w Jej wizerunku z sanktuarium w Kaczyce. Kaczyka to miejscowość, w której mieszkają liczni Polacy. Mimo upływu lat kolejne pokolenia osadników z Wieliczki i Bochni, którzy przybyli na Bukowinę do kopalni soli, z dumą posługują się również dzisiaj językiem polskim. Nie zabrakło zatem języka polskiego również w czasie spotkania z Ojcem Świętym, które przypadło na Dzień Dziecka, świętowany w Rumunii podobnie jak w Polsce.

Po skończonych uroczystościach w Jassach udałem się w całonocną podróż do Blaj. Tutaj odbyła się beatyfikacja siedmiu męczenników, biskupów katolickich obrządku bizantyjskiego. Piękna liturgia w samym sercu Rumunii, w miasteczku nazywanym „małym Rzymem”, sprawowana była w obrządku wschodnim. Długa, w pełnym słońcu, ale piękna i głęboka Boska Liturgia stała się wielkim umocnieniem dla lokalnego Kościoła, tak bardzo doświadczonego w czasach komunizmu. Biskupi na wzór Chrystusa Dobrego Pasterza jeden po drugim oddawali swoje życie za Kościół, torturowani i głodzeni, wierni i kochający do końca. Świadectwo męczeństwa czasów komunistycznych w Rumunii nie kończy się na tych siedmiu pasterzach. W czasie rozmów wspominano mi o innych, np. o ojcu franciszkaninie, któremu w czasie tortur młotkiem uszkodzono kręgosłup, przez co stracił czucie w nogach. Kapłan ten przez wiele lat posługiwał swoim wiernym na siedząco, przykryty kocem od pasa w dół. Wierni nazywali go kapłanem bez nóg.

Ostatnim akcentem mojej pielgrzymki do Rumunii była wizyta w seminarium duchownym Ojców Franciszkanów w Roman. Bp Marian Błażej OFMConv jako franciszkanin odwiedził jeden ze swoich domów zakonnych. Przewodniczył Mszy św. dla alumnów oraz w parafii Nisiporesti, przy relikwiach bł. Weroniki Antal, tercjarki franciszkańskiej, broniącej czystości i zamordowanej z tego powodu w wieku zaledwie 23 lat. Następnie o. Stefan Acatrinei, gwardian domu w Roman, zabrał nas na krótką wycieczkę do monastyrów prawosławnych. W jednym z nich o nazwie Agapia żyje ok. 400 mniszek. Mieszkają w domkach wokół cerkwi, malują ikony, wyrabiają dywany, układają cudowne kompozycje kwiatowe i wykonują inne proste zawody, ale przede wszystkim prowadzą życie ukryte w Bogu, ofiarując swoje posty i modlitwy za zbawienie całego świata.

Rumunia to kraj ekonomicznie uboższy niż Polska, borykający się z wieloma trudnościami, takimi jak brak przemysłu, dobrych dróg, bezrobocie i emigracja, szczególnie młodych wykształconych ludzi. Niemniej jednak Rumunia to kraj o ogromnym bogactwie duchowym, przywiązany do własnej tradycji, która w swoich kolorowych strojach ludowych, przepięknych ornamentach na budynkach, w lirycznych melodiach tak bardzo kontrastuje z szarymi pamiątkami minionej epoki komunistycznej dyktatury. Rumunia to kraj pełen różnorodności i kontrastów, które – jak się okazało w czasie papieskiej pielgrzymki – mogą tworzyć ze sobą piękną całość, na kształt ogrodu o wielobarwnych kwiatach i roślinach. Wszak Rumunia to Ogród Maryi! Wierzę głęboko, że pod płaszczem Niepokalanej Rumunia coraz bardziej będzie odkrywać swoje piękno i drogę jedności, przypominając jednocześnie i pomagając całej Europie nie zapomnieć o jej chrześcijańskich korzeniach.

Zobacz zdjęcia: Podążajmy razem!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

Ks. Andrzej Supłat
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 47/2001

1. W ostatnich godzinach życia Chrystus powiedział: " Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (J 18, 37). Za kilka godzin umierał na krzyżu jak przestępca, a nad głową miał "winę" wypisaną w trzech językach: "To jest król...". Ci, co stali pod krzyżem wyśmiewali się z tego tytułu. Tymczasem całe życie Jezusa od kołyski, stajenki aż po śmierć znaczone było tajemnicą godności królewskiej. Narodził się w Betlejem. Przybyli do Niego uczeni mędrcy, chodzący w glorii królów. Jako królowi, złożyli Mu dary. A kiedy schodził ze świata, też miał koronę na głowie, ale ta była koroną boleści, udręczenia, męki. Nawet ostatni fizyczny ślad przybity do krzyża - zawiera tę tajemnicę wyrażoną w słowach zapisanych na polecenie Piłata: "Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski".

2. Korona jest symbolem władzy. Niekoniecznie kojarzy się dobrze. Często przypieczętowywała ona niejedną niegodziwość, masakrę niewinnych i krzywdę wielu. Królem czterech stron świata kazał się nazywać w XXIII w. przed Chrystusem władca Akkadu - Sargon I. Faraonów egipskich mianowano królami Południa i Północy i synami bogów. Władcy starożytnej Asyrii, a później Persji nosili tytuły króla królów. Pamiętamy też długie tytuły nowożytnych cesarzy i królów. Kiedy spojrzeć na nie z odległości wieków, wszystkie wydają się małe, śmieszne i puste. Chrystus przyszedł oczyścić koronę, by nadać jej pełnię. Pokazał, że królować, znaczy służyć, być oddanym, szukającym, kochającym. Zupełnie jak pasterz idący na czele stada...

3. Najczęściej tak jest, że władcy pamiętają o obowiązku służby, który wynika z posiadanej władzy i noszonej korony. Później widzą w ludzie powód swojej udręki i kłopotów. Skąd my to znamy? Dobrze więc, że przy końcu roku kościelnego ukazuje się nam przykład Chrystusa Króla, o którym Prefacja mszalna mówi, że Jego królestwo jest królestwem "prawdy i życia, świętości i łaski, królestwem sprawiedliwości i pokoju". Kościół przypomina godność Chrystusa i powinność służenia każdemu. Po to, by przezwyciężać w sobie przejawy pychy. By oderwać się od swojego "królestwa" i dostrzec jeszcze inne wartości, które wypływają z wiary. A każdy chrześcijanin jest powołany do świętości, to znaczy do życia Błogosławieństwami.

4. "Chrystus Wodzem, Chrystus Królem, Chrystus, Chrystus Władcą nam!" - słowa tej pieśni śpiewa się w XXXIV Niedzielę w ciągu roku. Jest to uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Znak, że kończy się rok kościelny i niedługo zacznie się Adwent. Uroczystość tę ustanowił papież Pius XI w Roku Jubileuszowym 1925, wyznaczając jej obchód na niedzielę przed uroczystością Wszystkich Świętych. W nowym kalendarzu liturgicznym uroczystość Chrystusa Króla została przesunięta na ostatnią niedzielę roku kościelnego, aby podkreślić prawdę, iż Chrystus na końcu czasów przekaże Ojcu Niebieskiemu wieczne i powszechne królestwo. Ideę królewskiej godności Chrystusa można odnaleźć już w starych obchodach liturgicznych, jak Epifania czy Niedziela Palmowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Solarczyk udzielił bezdomnym sakramentu bierzmowania

2019-11-22 19:28

mag / Warszawa (KAI)

Każdy z nas jest świątynią Boga – powiedział do bezdomnych bp Marek Solarczyk. W domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, które zajmują się najuboższymi mieszkańcami stolicy, jedna osoba otrzymała sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego – chrztu, bierzmowania i Eucharystii, a cztery kolejne - bierzmowania. W czasie liturgii, której przewodniczył biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej, polecano Bogu osoby którym siostry na co dzień pomagają.

Magdalena Pijewska/Niedziela
Bp Marek Solarczyk

W homilii bp Solarczyk przekonywał, że każdy człowiek ma wartość w Bożych oczach i że Jezus nikogo nie wyklucza z powodu jego upadków. - Od nas, od naszej otwartości zależy czy przyjmiemy zaproszenie Pana i pozwolimy Mu wejść do domu naszego życia, do domy naszego serca – mówił duchowny przywołując postać biblijnego Zacheusza.

Przypomniał również słowa św. Matka Teresa z Kalkuty, która mówiła, że z nas jest świątynią Boga, każdy z nas może w swoim życiu i poprzez swoje życie spotkać Boga, przeżyć relację z Nim.

Mówiąc o wartości sakramentu bierzmowania podkreślił, że przyjmując dary Ducha Świętego człowiek powinien być gotowy wziąć odpowiedzialność za drugiego człowiek. – Nie możemy odwracać się od tych, którzy nie znają Boga, którzy mają wątpliwości w wierze, którzy może wielu spraw nie rozumieją, albo nie są na tym etapie w stanie zrozumieć – powiedział bp Solarczyk. Podkreślił, że tym co najmocniej przemawia do serca drugiego człowiek to osobiste świadectwo wiary, świadectwo przeżywania relacji z Chrystusem. Takiej postawy otwartości potrzeba nie tylko w sprawach ducha, ale także w tym co przynosi codzienność w naszych relacjach z innymi – podsumował kaznodzieja.

Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości od początku lat 90 mieszka w Domu Świętego Józefa na stołecznym Bródnie. Prowadzi tam przytułek dla najuboższych niosąc pomoc wszystkim potrzebującym. Siostry nie tylko zbierają z ulic miasta ludzi bezdomnych, aby ich umyć, opatrzyć im rany i nakarmić ich, ale także odwiedzają domy starców, szpitale, więzienia.

W samym domu jest 21 łóżek dla biednych. W zależności od potrzeby siostry przyjmują nieraz pod swój dach więcej potrzebujących rozkładając dodatkowe materace. W przeważającej większości są to osoby bezdomne po operacjach, z jakimiś poważnymi odmrożeniami, czy innymi chorobami, które nie mają gdzie się podziać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem