Reklama

Franciszek beatyfikował siedmiu biskupów męczenników

2019-06-02 10:55

tom, kg, st (KAI) / Blaj

www.vaticannews.va

Franciszek ogłosił błogosławionymi siedmiu greckokatolickich biskupów-męczenników. Biskupi od 1948 r. byli skazywani na wieloletnie kary więzienia i torturowani przez komunistyczną dyktaturę, ponieważ nie chcieli wyrzec się katolickiej wiary. Aktu beatyfikacji papież dokonał w czasie Boskiej Liturgii, którą odprawia na Polu Wolności w Blaj w Siedmiogrodzie.

Na początku obrządku beatyfikacji do papieża podszedł arcybiskup większy Făgărăş i Alba Iulia kard. Lucian Mureşan i poprosił Ojca Świętego w imieniu Rumuńskiego Kościoła Greckokatolickiego o beatyfikację, przedstawiając jednocześnie krótkie życiorysy kandydatów na ołtarze.

Franciszek wygłosił po łacinie formułę, ogłaszając biskupów-męczenników błogosławionymi: Valeriu Traian Frenţiu (1875-1952), biskupa Lugoj; Vasile Aftenie (1899-1950), biskupa tytularnego Ulpiany, rektora Akademii Teologicznej w Blaju; Ioan Suciu (1907-1953), administratora apostolskiego archidiecezji Făgăraş i Alba Iulia; Titu Liviu Chinezu (1904-1955), biskupa pomocniczego archidiecezji Făgăraş i Alba Iulia; Ioan Bălan (1880-1959), biskupa Lugoj; Alexandru Rusu (1884-1963), biskupa Maramureş; oraz Iuliu Hossu (1885-1970), biskupa Klużu, w 1969 r., który został mianowany przez św. Pawła VI kardynałem in pectore (nominację publicznie ogłoszono dopiero w 1973 r., już po śmierci bp. Hossu).

Tysiące wiernych akt beatyfikacji przyjęło gromkimi brawami i zabrzmiały dzwony. Chór odśpiewał troparion ku czci nowych błogosławionych.

Reklama

Kard. Mureşan podziękował Franciszkowi za obecność i beatyfikację siedmiu biskupów-męczenników. Przypomniał, że już w 1952 roku Pius XII pragnął „ucałować łańcuchy tych, którzy niesprawiedliwie uwięzieni, płaczą i cierpią z powodu ataków na religię” w Rumunii to dzisiaj to marzenie się urzeczywistniło: przybył Piotr, aby umocnić grekokatolików w wierze, aby ucałować i uleczyć ich rany, by pobudzić ich do nowej energii poprzez „oczyszczenie pamięci”.

Kardynał poprosił o błogosławieństwo Kościoła greckokatolickiego, chorych, więźniów, osób starszych, rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji, ale także licznych wiernych, którzy obecnie żyją w diasporze.

Po podziękowaniu kardynał wraz z postulatorem procesu beatyfikacyjnego wymienili z braterski uścisk.

Pole Wolności w Blaju na którym odprawiana jest Boska Liturgia stanowi dla greckokatolików nie tylko symbol walki o wolność narodową, ale także wolność duchową: upamiętnienie świadectwa męczenników podczas komunistycznej dyktatury zmarłych za wiarę katolicką.

Po raz pierwszy w czasie swojego pontyfikatu Franciszek celebruje liturgię w tradycji Kościoła wschodniego. Uroczystość w rycie Kościoła greckokatolickiego nie jest obca papieżowi z Argentyny. W wieku dwunastu lat Jorge Bergoglio był w Buenos Aires ministrantem greckokatolickiego księdza Stefana Czmila z Ukrainy. Wtedy, jak wyznał, poznał „piękno liturgii bizantyjskiej”.

Dzisiejsza beatyfikacja jest piątym obrzędem tego rodzaju podczas obecnego pontyfikatu, który poprowadził osobiście Franciszek. Wcześniej, 16 sierpnia 2014 w Seulu ogłosił on błogosławionymi 124 męczenników koreańskich, następnie 19 października tegoż roku w Watykanie wyniósł na ołtarze Pawła VI (którego później kanonizował 14 X 2018) i 8 września 2017 w Villavicencio w Kolumbii - dwóch miejscowych męczenników: biskupa i kapłana oraz 7 listopada 2018 ogłosił błogosławionym polskiego zakonnika z XV w. Michała Giedroycia w formie tzw. beatyfikacji równoważnej.

Franciszek 2 czerwca w Blaj w Rumunii ogłosił błogosławionymi siedmiu biskupów greckokatolickich tego kraju – męczenników reżymu komunistycznego. "Obyście byli świadkami wolności i miłosierdzia, aby braterstwo i dialog przeważały nad podziałami, powiększając braterstwo krwi, które ma swoje źródło w okresie cierpienia, kiedy chrześcijanie podzieleni na przestrzeni dziejów, odkryli, że są sobie bliżsi i solidarni” – powiedział papież w homilii podczas Boskiej Liturgii, którą odprawił na Polu Wolności.

Franciszek przewodniczył Boskiej Liturgii na Polu Wolności, który dla grekokatolików jest nie tylko symbolem walki o wolność narodową, ale także wolność duchową: upamiętnienia świadectwa męczenników, którzy zginęli bądź bezpośrednio w wyniku tortur, bądź w ich następstwie w późniejszym okresie w latach 1950-70. Wszyscy oni dochowali wierności nie tylko Chrystusowi, ale także swemu Kościołowi, chociaż władze nakłaniały ich do przejścia na prawosławie za cenę uratowania życia.

W uroczystości wzięło udział ok. 60 tysięcy pielgrzymów, z których wielu spędziło na tym miejscu całą noc czekając na papieża. Byli wśród nich krewni siedmiu biskupów- męczenników oraz świadkowie komunistycznych prześladowań. W liturgii uczestniczyli też prezydent Klaus Iohannis z żoną, premier Vasilica-Viorica Dăncilă, burmistrz Blaj oraz księżniczka Rumunii Małgorzata, Strażniczka Korony Rumuńskiej i głowa dynastii rumuńskiej.

W homilii Franciszek nawiązał najpierw do odczytanego fragmentu Ewangelii (J 9, 1-38), opisującego uzdrowienie niewidomego od urodzenia. Zauważył, że scena ta ukazuje, jak trudno, jak trudno jest zrozumieć działania i priorytety Jezusa, zdolnego postawić w centrum tego, który był na obrzeżach, poszukującego osoby z jej obliczem, z jej ranami i historią. „Idzie jej na spotkanie i nie daje się zwieść sprawom, które nie są w stanie dać pierwszeństwa i postawić w centrum tego, co naprawdę jest ważne” – stwierdził papież.

Ojciec Święty przypominał prześladowania okresu dyktatury totalitarnej i podkreślił przykład siedmiu biskupów-męczenników. „Z wielką odwagą i męstwem wewnętrznym zgodzili się na ciężkie uwięzienie i wszelkiego rodzaju znęcanie się, by nie zaprzeć się przynależności do swego umiłowanego Kościoła. Ci pasterze, męczennicy wiary, przywrócili i pozostawili narodowi rumuńskiemu cenne dziedzictwo, które możemy podsumować w dwóch słowach: wolność i miłosierdzie” – powiedział Franciszek.

Papież zaznaczył, że wolność wyraża się w Rumunii w różnorodności wyznań religijnych, a nowi błogosławieni właśnie za swą wierność byli prześladowani i więzieni. Byli też świadkami miłosierdzia modląc się o nawrócenie wszystkich. „Ta postawa miłosierdzia wobec oprawców jest proroczym przesłaniem, ponieważ ukazuje się dzisiaj jako zaproszenie dla wszystkich, by przezwyciężyć urazę miłością i przebaczeniem, przeżywając wiarę chrześcijańską konsekwentnie i odważnie” – stwierdził Ojciec Święty.

Franciszek wskazał, że również dzisiaj pojawiają się nowe ideologie, które w subtelny sposób starają się narzucić i wykorzenić lud z najbogatszych tradycji kulturowych i religijnych. „Są to kolonizacje ideologiczne, które lekceważą wartości osoby, życia, małżeństwa i rodziny, i są propozycjami alienującymi, równie ateistycznymi jak w przeszłości, wyrządzają szkodę zwłaszcza naszej młodzieży i dzieciom pozostawiając ich bez korzeni, z których mogli by się rozwijać” – przestrzegł papież i zachęcił zgromadzonych do niesienia Ewangelii i walki z nowymi ideologiami.

„Obyście byli świadkami wolności i miłosierdzia, aby braterstwo i dialog przeważały nad podziałami, powiększając braterstwo krwi, które ma swoje źródło w okresie cierpienia, kiedy chrześcijanie podzieleni na przestrzeni dziejów, odkryli, że są sobie bliżsi i solidarni. Niech was wspomaga w waszym pielgrzymowaniu macierzyńska ochrona Dziewicy Maryi i wstawiennictwo nowych błogosławionych” – powiedział Franciszek na zakończenie swej homilii.

Na początku obrządku beatyfikacji do papieża podszedł arcybiskup większy Făgărăş i Alba Iulia kard. Lucian Mureşan i poprosił Ojca Świętego w imieniu Rumuńskiego Kościoła Greckokatolickiego o beatyfikację, przedstawiając jednocześnie krótkie życiorysy kandydatów na ołtarze.

Franciszek wygłosił po łacinie formułę, ogłaszając biskupów-męczenników błogosławionymi: Valeriu Traian Frenţiu (1875-1952), biskupa Lugoj; Vasile Aftenie (1899-1950), biskupa tytularnego Ulpiany, rektora Akademii Teologicznej w Blaju; Ioan Suciu (1907-1953), administratora apostolskiego archidiecezji Făgăraş i Alba Iulia; Titu Liviu Chinezu (1904-1955), biskupa pomocniczego archidiecezji Făgăraş i Alba Iulia; Ioan Bălan (1880-1959), biskupa Lugoj; Alexandru Rusu (1884-1963), biskupa Maramureş; oraz Iuliu Hossu (1885-1970), biskupa Klużu, w 1969 r., który został mianowany przez św. Pawła VI kardynałem in pectore (nominację publicznie ogłoszono dopiero w 1973 r., już po śmierci bp. Hossu).

Tysiące wiernych akt beatyfikacji przyjęło gromkimi brawami i zabrzmiały dzwony. Chór odśpiewał troparion ku czci nowych błogosławionych.

Reklama

Kard. Mureşan podziękował Franciszkowi za obecność i beatyfikację siedmiu biskupów-męczenników. Przypomniał, że już w 1952 roku Pius XII pragnął „ucałować łańcuchy tych, którzy niesprawiedliwie uwięzieni, płaczą i cierpią z powodu ataków na religię” w Rumunii to dzisiaj to marzenie się urzeczywistniło: przybył Piotr, aby umocnić grekokatolików w wierze, aby ucałować i uleczyć ich rany, by pobudzić ich do nowej energii poprzez „oczyszczenie pamięci”.

Kardynał poprosił o błogosławieństwo Kościoła greckokatolickiego, chorych, więźniów, osób starszych, rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji, ale także licznych wiernych, którzy obecnie żyją w diasporze. Po podziękowaniu kardynał wraz z postulatorem procesu beatyfikacyjnego wymienili braterski uścisk z Ojcem Świętym.

Podczas liturgii modlono się za rządzących i wojsko, wszystkie miasta i kraj oraz za jego mieszkańców, o obfitość owoców ziemi i o czas pokoju, za podróżujących, chorych, cierpiących, więźniów i o ich zbawienie oraz w wielu innych intencjach – łącznie było to 11 wezwań, z których ostatnie dotyczyło papieża, miejscowego arcybiskupa, kardynałów, arcybiskupów i biskupów, duchowieństwa i całego ludu Bożego.

Ojciec Święty poświęcił ikonę z wizerunkami nowych błogosławionych.

Na zakończenie uroczystości, przed wielkanocną modlitwą Regina Coeli, Franciszek podziękował władzom i Kościołom Rumunii za zgotowane przyjęcie. Dziękując kard. Mureşana i pozdrawiając wiernych Kościoła katolickiego, biskupów, kapłanów, zakonników i wiernych świeckich z Bukaresztu i Jassów, a także licznych pielgrzymów z Şulmuleu Ciuc Franciszek powiedział: "Dziękuję Panu, który dał mi możliwość modlitwy z wami i zachęcenia was do zaangażowania w ewangelizację i dawania świadectwa miłosierdzia. Tu, w Blaj, ziemi męczeństwa, wolności i miłosierdzia, składam hołd wam, dzieciom Kościoła greckokatolickiego, którzy od trzech wieków z apostolską gorliwością dajecie świadectwo waszej wierze".

Z Pola Wolności papież z orszakiem udał się na obiad do siedziby kurii. Po odpoczynku odbędzie się spotkanie ze wspólnotą Romów, po którym Franciszek pojedzie na lotnisko w Sybinie, gdzie po krótkiej ceremonii pożegnania odleci do Rzymu.

Dzisiejsza beatyfikacja była piątym obrzędem tego rodzaju podczas obecnego pontyfikatu, który poprowadził osobiście Franciszek. Wcześniej, 16 sierpnia 2014 w Seulu ogłosił on błogosławionymi 124 męczenników koreańskich, następnie 19 października tegoż roku w Watykanie wyniósł na ołtarze Pawła VI (którego później kanonizował 14 X 2018) i 8 września 2017 w Villavicencio w Kolumbii - dwóch miejscowych męczenników: biskupa i kapłana oraz 7 listopada 2018 ogłosił błogosławionym polskiego zakonnika z XV w. Michała Giedroycia w formie tzw. beatyfikacji równoważnej.


Poniżej podajemy krótkie życiorysy przyszłych błogosławionych.

1. Bł. Juliusz (Iuliu) Hossu urodził się 30 stycznia 1885 w miejscowości Milaş w Siedmiogrodzie, leżącym wówczas w monarchii austro-węgierskiej, w rodzinie księdza greckokatolickiego. W latach 1904-08 studiował w Rzymie, uzyskując doktoraty z filozofii i teologii. 27 marca 1910 przyjął święcenia kapłańskie z rąk swego stryja bp. Vasile Hossu, po czym pracował duszpastersko i piastował różne stanowiska w kurii biskupiej w mieście Lugoj w Banacie. 3 marca (według innych źródeł – 21 kwietnia) 1917, gdy pełnił obowiązki kapelana wojskowego w czasie I wojny światowej, został mianowany biskupem eparchii (diecezji) Gherla w Siedmiogrodzie. Sakrę przyjął 4 grudnia tegoż roku w Blaju, a jednym z jego współkonsekratorów był bp Valeriu Frenţiu z Lugoju, który obecnie wraz z nim zostanie beatyfikowany.

1 grudnia 1918 bp Hossu był uczestnikiem historycznego wydarzenia – ogłoszenia Deklaracji Jedności Rumunii na równinie Blażu, po rozpadzie Austro-Węgier. Z tą chwilą Siedmiogród wszedł wraz z Mołdawią i Wołoszczyzną w skład nowo powstałego państwa rumuńskiego. W 1930 eparchia zmieniła nazwę na Kluż-Gherla, przenosząc swą siedzibę do miasta Kluż-Napoka. W latach 1930-31 był równolegle także administratorem apostolskim diecezji Maramureş. Był senatorem Królestwa Rumunii a od 16 września 1936 piastował godność asystenta Tronu Papieskiego. W Klużu biskup przeżył II wojnę światową, która w Rumunii trwała w latach 1940-44.

Początkowo stosunki Kościołów z nowymi władzami (do 1947 kraj był formalnie królestwem) układały się w miarę poprawnie, ale po obaleniu monarchii i pełnym objęciu władzy przez komunistów bardzo szybko rozpoczęły się prześladowania religijne. Ze szczególną zaciekłością reżym zaczął zwalczać Kościół greckokatolicki, który – podobnie jak w 1946 w ZSRR – próbowano wcielić siłą w skład miejscowego Patriarchatu na zasadzie “powrotu do wiary ojców”.

28 października 1948 bp Hossu za odmowę przejścia na prawosławie został aresztowany i w różnych więzieniach, m.in. w byłych klasztorach prawosławnych, zamienionych na zakłady karne, spędził większą część życia, choć ostatnie lata był to już “tylko” mniej uciążliwy areszt domowy. W pamiętnikach-przemyśleniach, które w późniejszym okresie potajemnie spisywał, wyrażał głęboką wiarę i ufność pokładaną w Bogu i dziękował Mu za wszystkie doświadczenia, jakie go spotykały. Zmarł w szpitalu Colentina w Bukareszcie 28 maja 1970, a jego ostatnie słowa, skierowane do otoczenia, brzmiały: “Moja walka się skończyła, wasza trwa nadal”.

Na konsystorzu publicznym 28 kwietnia 1969 Paweł VI mianował go kardynałem “in pectore”, o czym świat dowiedział się niestety już po śmierci mężnego kapłana i biskupa, gdy na następnym konsystorzu 5 marca 1973, ujawnił to osobiście Ojciec Święty. Byłby to wówczas pierwszy hierarcha rumuński obdarzony godnością kardynalską.

2. Bł. Bazyli (Vasile) Aftenie urodził się 14 czerwca 1899 w wiosce Lodroman w Siedmiogrodzie. Lata I wojny światowej (1917-18) spędził jako żołnierz na froncie w Galicji ( Austro-Węgry) i we Włoszech. Po jej zakończeniu, w 1919 zaczął studiować teologię w Papieskim Kolegium Greckim św. Atanazego w Rzymie. W 1924 z doktoratem z filozofii i teologii wrócił w swe strony rodzinne i tam 1 stycznia 1926 przyjął święcenia kapłańskie, po czym niebawem rozpoczął wykłady w Akademii Teologicznej w Blażu, której 1 października 1939 został rektorem. W kwietniu 1940 został biskupem pomocniczym diecezji Făgărăş-Alba Iulia (skrę przyjął 5 czerwca tegoż roku), a następnie był biskupem-wikariuszem Bukaresztu.

Zanim wraz z pięcioma innymi biskupami greckokatolickim aresztowano go 28 października 1948, przeżył ważne zdarzenie. Otóż na początku tego miesiąca znalazł się w jednej z bukareszteńskiej restauracji z 36 kapłanami greckokatolickimi z Klużu, którzy zgodzili się przejść na prawosławie, co miało zostać uroczyście potwierdzone w siedzibie Patriarchatu Rumuńskiego. Biskup publicznie ich potępił, a wówczas większość z nich przyznała się, że zostali zmuszeni do takiej decyzji.

Po tym skandalu przewieziono go do klasztoru-więzienia Dragoslavele, a stamtąd do innego klasztoru – Căldăruşani koło Bukaresztu, zamienionego w prawdziwy obóz koncentracyjny. W maju następnego roku trafił do więzienia-izolatki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie usiłowano, także torturami zmusić go do wyrzeczenia się Kościoła greckokatolickiego i przejścia na prawosławie, a nawet w pewnym okresie w zamian za takie “nawrócenie” zaproponowano mu urząd prawosławnego patriarchy rumuńskiego. On jednak odpowiedział: “Ani moja wiara, ani mój naród nie są na sprzedaż”.

Zmarł 10 maja 1950 w więzieniu w Văcăreşti, a ponieważ był bardzo wysoki i nie mieścił się w zwykłej skrzynce drewnianej, służącej za trumnę, oprawcy połamali mu nogi. Początkowo chciano spalić jego zwłoki, ostatecznie jednak biskupa pochował w wielkiej tajemnicy ksiądz rzymskokatolicki na jednym ze stołecznych cmentarzy według obrządku łacińskiego. Inny kapłan, w obecności i za zgodą władz komunistycznych, postawił nad grobem krzyż z napisem “VA = 1950” (inicjały biskupa i rok jego śmierci). W 1990 ustawiono tam marmurowe epitafium z jego wizerunkiem, które szybko stało się celem pielgrzymek, a 19 maja 2010 jego doczesne szczątki przeniesiono do jednego z kościołów greckokatolickich w Bukareszcie.

3. Bł. Jan (Ioan) Suciu urodził się 4 grudnia 1907 w Blażu w rodzinie księdza greckokatolickiego. Wraz z innym obecnym błogosławionym Tytusem Liwiuszem Chinezu studiował w Papieskim Kolegium Greckim w Rzymie, a po dalszych 6 latach nauki w Instytucie Angelicum przyjął 29 listopada 1931 święcenia kapłańskie. Po powrocie do swego miasta rodzinnego wykładał w miejscowej Akademii Teologicznej. 6 maja 1940 został biskupem pomocniczym eparchii Oradea Mare (Wielki Waradyn), sakrę przyjął 22 lipca tegoż roku. Przez rok pomagał bp. Frenţiu, a od 29 sierpnia – wspomnianemu biskupowi Hossu. Gdy w 1947 bp Frenţiu powrócił do Oradei, bp Suciu został administratorem apostolskim archidiecezji Făgărăş i Alba Iulia. W owym czasie dużo jeździł po głównych miastach krajach, głosząc niemożność pogodzenia chrześcijaństwa z materializmem ateistycznym.

Aresztowano go, podobnie jak pozostałych biskupów greckokatolickich, 28 października 1948 i wraz z nimi trafił do więzień-klasztorów Dragoslavele i Căldăruşani. W tym ostatnim miejscu, które było obozem dla kapłanów greckokatolickich odmawiających przejścia na prawosławie, zdołał wysłać kilka napisanych ukradkiem listów księdzu Ciubotariu – byłem mnichowi prawosławnemu, który przeszedł na katolicyzm i to jemu udało się przekazać je do istniejącej jeszcze wówczas nuncjatury w Bukareszcie. 3 grudniu 1949 bp Suciu uczestniczył w tajnej sakrze bp. Chinezu.

Następnie przeniesiono go do lochów MSW, a w październiku 1950 do zakładu w Sighetul Marmaţiei z bp. Ioanem Ploscaru, gdzie cierpiał głód, różne choroby, przenikliwe zimno i niezliczone tortury. I tam zmarł 27 czerwca 1953. Pogrzebano go na cmentarzu dla ubogich i do dzisiaj nie udało się dokładnie ustalić miejsca jego pochówku, gdyż ziemia była tam wielokrotnie wyrównywana przez ciągniki.

4. Bł. Tytus Liwiusz (Tit Liviu) Chinezu urodził się w 1904 we wsi Huduc, dziś Maioreşti (Siedmiogród) w ordzinie kapłana greckokatolickiego. 31 stycznia 1930, po 5-letnich studiach w Rzymie, został wyświęcony tam na kapłana, a w rok później wrócił do kraju i w Blażu rozpoczął pracę w szkole kształcącej nauczycieli szkół podstawowych. W 1937 przeszedł do tamtejszej Akademii Teologicznej, a od 1947 posługiwał w Bukareszcie. Tam też 28 października 1948 wraz z 25 innymi księżmi greckokatolickimi został aresztowany i trafił do więzienia w klasztorze prawosławny w Neamţ, skąd przeniesiono go do obozu w Căldăruşani, w którym 3 grudnia 1949 przyjął potajemnie sakrę biskupią z rąk uwięzionych tam biskupów jako biskup pomocniczy Făgărăş-Alba Iulia, mianowany wcześniej przez Piusa XII.

Mimo że reżym robił wszystko, aby świat nie dowiedział się o tym wydarzeniu, wiadomość o tym dotarła do Watykanu, a wówczas władze przeniosły świeżo wyświęconego biskupa do Sighetul Marmaţiei. Tam usiłowano nakłonić go do przejścia na prawosławie, ale on stanowczo odmówił. Mimo strasznych cierpień fizycznych i duchowych bp Chinezu nie załamał się, dając bardzo jednoznaczny przykład pozostałym uwięzionym. Pewnego dnia wyraził zdziwienie, że “urzędnik komunistyczny, uważający się za ateistę, aż tak bardzo interesuje się naszym nawróceniem”. Aby jak najszybciej złamać opór mężnych księży i biskupów, władze więzienne postanowiły wykorzystać panującą wówczas ostrą zimę i przetrzymywały m.in. bp. Chinezu w lodowatej celi, z otwartym oknem. Z zachowanych dokumentów wynika, że czując zbliżający się kres życia, wyspowiadał się on u przyszłego kardynała ks. Alexandru Todea i wkrótce potem zmarł 15 stycznia 1955, a właściwie zamarzł, całkowicie wycieńczony.

5. Bł. Jan (Ioan) Bălan urodził się 11 lutego 1880 w miejscowości Teius. Studia teologiczne odbył w Budapeszcie, po czym 7 lipca 1903 przyjął święcenia kapłańskie, a następnie uzupełniał wiedzę w Wiedniu. Początkowo wrócił do Blażu, ale w 1909 przeniósł się do Bukaresztu, gdzie potrzebowano spowiednika greckokatolickiego. W 10 lat później znów był w Blażu, w którym po dalszych 2 latach został rektorem miejscowej Akademii Teologicznej. W 1929 został powołany do komisji watykańskiej, utworzonej w celu opracowania nowego kodeksu prawa kanonicznego katolickich Kościołów wschodnich. 29 sierpnia 1936 papież mianował go biskupem diecezji Lugoj (sakrę nominat przyjął 18 października tegoż roku).

Po wojnie, podobnie jak inni biskupi greckokatoliccy zderzył się z rządowym aparatem ucisku, który nie tylko zlikwidował Rumuński Kościół Zjednoczony z Rzymem (tak brzmi jedna z nazw oficjalnych tamtejszego Kościoła greckokatolickiego), ale też dążył do masowego przejścia jego biskupów, duchownych i świeckich do Kościoła prawosławnego. Biskup wraz z pozostałymi hierarchami znalazł się 28 października 1948 w więzieniu, skąd w lutym następnego roku trafił do osławionego monasteru-obozu Căldărăşi, a stamtąd, w maju 1950, do Sighetul Marmaţiei. W 5 lat później złagodzono wobec niego reżim ograniczeń i pozostawał w areszcie domowym w klasztorze Curtea de Argeş. W 1956 przeniesiono go do oddzielnej celi klasztoru żeńskiego Ciorogarla koło Bukaresztu i tam zmarł 4 sierpnia 1959, po czym pochowano go na stołecznym cmentarzu katolickim Belu. Formalnie nigdy nie został za cokolwiek skazany, a więc zmarł jako człowiek całkowicie niewinny, nawet z komunistycznego punktu widzenia.

6. Bł. Aleksander (Alexandru) Rusu urodził się 22 listopada 1884 w Săulia de Câmpie (Siedmiogród). W 1903 wyjechał do Budapesztu na studia teologiczne, po których ukończeniu otrzymał 20 lipca 1910 święcenia kapłańskie. Wykładał potem w Akademii Teologicznej w Blażu. W latach 1920-31 piastował wyższe stanowiska w kurii metropolitalnej w tym mieście. 17 października 1930 Pius XI mianował go biskupem Maramureş (sakrę przyjął 30 stycznia następnego roku). Na tym urzędzie przetrwał okres przedwojenny i całą II wojnę światową. W marcu 1946 synod metropolitalny w Maramureş powołał go na metropolitę tej eparchii, co wkrótce zatwierdziła Stolica Apostolska, ale na co nie zgodził się rząd komunistyczny.

28 października 1948 wraz z resztą biskupów greckokatolickich został aresztowany i osadzony we wspomnianych klasztorach-więzieniach. W 1957 skazano go na 25 lat ciężkiego więzienia za rzekome podżeganie do niepokojów społecznych i za zdradę. W 1963 w następstwie przeżytych cierpień zachorował i 9 maja tegoż roku zmarł koło Gherli. Pochowano go cmentarzu więziennym bez żadnych obrzędów religijnych.

7. Bł. Walery Trajan (Valeriu Traian) Frenţiu, najstarszy z całego tego grona, urodził się 25 kwietnia 1875 koło Reszicy (Reşiţa) w Banacie, w południowo-zachodniej Rumunii, w rodzinie kapłana greckokatolickiego. Po studiach teologicznych w Budapeszcie przyjął 28 września 1898 święcenia kapłańskie. W 1902 uzyskał doktorat z teologii. Posługiwał w eparchii Lugoj, również w Banacie. 4 listopada 1912, w wieku niespełna 37,5 lat, został mianowany biskupem, a sakrę przyjął 14 stycznia następnego roku. W 10 lat później – 25 lutego 1922 Kościół przeniósł go na stolicę biskupią Oradea w Siedmiogrodzie. W 1923, na zakończenie wizyty „ad limina” w Rzymie został odznaczony tytułem asystenta Tronu Papieskiego, który później otrzymali także arcybiskupi I. Hossu i Alexandru Niculescu z Făgărăş-Alba Iulia. I właśnie po śmierci tego drugiego w 1941 bp Frenţiu został administratorem apostolskim jego diecezji i na tym stanowisku dotrwał do końca wojny.

W 1947 wrócił do Oradei i tam go aresztowano 28 października 1948. Wraz z pozostałymi biskupami swego Kościoła przeszedł wszystkie etapy represji: pobyty w więzieniach-klasztorach i tortury a od 1950 przebywał w zakładzie karnym w Sighetul Marmaţiei. Tam był już tak wycieńczony wszystkim „przejściami”, że zmarł 11 lipca 1952. Pochowano go nocą we wspólnej mogile na Cmentarzu Ubogich, aby uniknąć w przyszłości ewentualnych pielgrzymek wiernych.

Tagi:
Franciszek w Rumunii

Podążajmy razem!

2019-07-03 08:41

Ks. Lucjan Chronchol
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 27/2019, str. IV

Sa mergem impreuna! Podążajmy razem! Pod takim hasłem odbyła się w dniach 31 maja – 2 czerwca br. pielgrzymka papieża Franciszka do Rumunii. Zawołanie to nie było przypadkowe wobec różnego rodzaju zaszłości historycznych i współczesnych napięć, również na tle religijnym. Rumunia to kraj niemalże w 90% prawosławny, w którym katolicy, zarówno obrządku łacińskiego, jak i bizantyjskiego, stanowią niecałe 6% populacji

Archiwum prywatne
Spotkanie z rodzinami i młodzieżą podczas pielgrzymki papieża Franciszka do Rumunii

Ojciec Święty podkreślał już od samego początku podczas przemówień w katedrze prawosławnej w Bukareszcie, jak ważne jest wspólne budowanie i „podążanie ku nowej Pięćdziesiątnicy”. Rozważając Modlitwę Pańską, Papież modlił się, „aby Rumunia mogła być zawsze domem dla wszystkich, ziemią spotkania, ogrodem, w którym kwitnie pojednanie i komunia”. Zauważył również, iż modlitwa „Ojcze nasz” nie jest modlitwą, która uspokaja, „lecz krzykiem w obliczu niedostatków miłości naszych czasów, w obliczu indywidualizmu i obojętności, które bezczeszczą imię Boga, naszego Ojca”. „Pomóż nam – modlił się Papież – być głodnymi dawania siebie. Przypominaj nam za każdym razem, gdy się modlimy, że aby żyć, nie musimy zachować siebie, ale łamać siebie; dzielić się, a nie gromadzić; karmić innych bardziej, niż napełniać samych siebie, ponieważ dobrobyt jest tylko wtedy, gdy należy do wszystkich” (por. Przemówienie papieża Franciszka w prawosławnej katedrze w Bukareszcie, 31.05.2019).

Bardzo mocnym znakiem jedności dla chrześcijan w Rumunii jest Maryja, szczególnie kochana i czczona w całym kraju, zarówno przez katolików, jak i prawosławnych. Rumunia została nazwana przez św. Jana Pawła II Ogrodem Maryi. Wystarczy popatrzeć na liczbę przedstawień, ikon, figur Matki Bożej zarówno w cerkwiach i kościołach, jak też w kapliczkach przydrożnych i domowych, by przekonać się, jak trafne jest to określenie. Ogród w odniesieniu do piękna rumuńskiego krajobrazu, pełnego zieleni i kwiatów, tym bardziej przemawia do wyobraźni.

Towarzysząc bp. Marianowi Błażejowi Kruszyłowiczowi, który został zaproszony przez biskupa Jassy do uczestnictwa w wizycie Ojca Świętego, miałem możliwość osobiście ubogacić się wiarą współczesnych chrześcijan w Rumunii, jak również zbudować się świadectwem męczenników, szczególnie tych z czasu ucisku komunistycznego. Popołudniowe spotkanie papieża Franciszka w Jassach było prawdziwym świętem nie tylko dla katolików, ale również prawosławnych, którzy licznie przybyli na plac przed Pałacem Kultury. Spotkanie z rodzinami i młodzieżą, pełne entuzjazmu i radości, przypomniało mi czas pielgrzymek św. Jana Pawła II do Polski, ze szczególnym nawiązaniem do jego niezapomnianej wizyty w Szczecinie (Jassy to miasto uniwersyteckie, wielkością jest zbliżone do Szczecina; w Szczecinie Papież również zwracał się do rodzin i w pewnym sensie do młodzieży, konkretnie do alumnów seminariów duchownych).

Organizatorzy zaprosili do specjalnego sektora blisko Papieża jedną rodzinę z każdej parafii, z dziećmi, dziadkami i babciami, które prezentowały się w swoich charakterystycznych chustkach. Piękna normalność, w której papież Franciszek najwyraźniej odpoczywa i czuje się swobodnie. Wspaniałym akcentem spotkania w Jassach było poświęcenie młodzieży i rodzin Matce Bożej w Jej wizerunku z sanktuarium w Kaczyce. Kaczyka to miejscowość, w której mieszkają liczni Polacy. Mimo upływu lat kolejne pokolenia osadników z Wieliczki i Bochni, którzy przybyli na Bukowinę do kopalni soli, z dumą posługują się również dzisiaj językiem polskim. Nie zabrakło zatem języka polskiego również w czasie spotkania z Ojcem Świętym, które przypadło na Dzień Dziecka, świętowany w Rumunii podobnie jak w Polsce.

Po skończonych uroczystościach w Jassach udałem się w całonocną podróż do Blaj. Tutaj odbyła się beatyfikacja siedmiu męczenników, biskupów katolickich obrządku bizantyjskiego. Piękna liturgia w samym sercu Rumunii, w miasteczku nazywanym „małym Rzymem”, sprawowana była w obrządku wschodnim. Długa, w pełnym słońcu, ale piękna i głęboka Boska Liturgia stała się wielkim umocnieniem dla lokalnego Kościoła, tak bardzo doświadczonego w czasach komunizmu. Biskupi na wzór Chrystusa Dobrego Pasterza jeden po drugim oddawali swoje życie za Kościół, torturowani i głodzeni, wierni i kochający do końca. Świadectwo męczeństwa czasów komunistycznych w Rumunii nie kończy się na tych siedmiu pasterzach. W czasie rozmów wspominano mi o innych, np. o ojcu franciszkaninie, któremu w czasie tortur młotkiem uszkodzono kręgosłup, przez co stracił czucie w nogach. Kapłan ten przez wiele lat posługiwał swoim wiernym na siedząco, przykryty kocem od pasa w dół. Wierni nazywali go kapłanem bez nóg.

Ostatnim akcentem mojej pielgrzymki do Rumunii była wizyta w seminarium duchownym Ojców Franciszkanów w Roman. Bp Marian Błażej OFMConv jako franciszkanin odwiedził jeden ze swoich domów zakonnych. Przewodniczył Mszy św. dla alumnów oraz w parafii Nisiporesti, przy relikwiach bł. Weroniki Antal, tercjarki franciszkańskiej, broniącej czystości i zamordowanej z tego powodu w wieku zaledwie 23 lat. Następnie o. Stefan Acatrinei, gwardian domu w Roman, zabrał nas na krótką wycieczkę do monastyrów prawosławnych. W jednym z nich o nazwie Agapia żyje ok. 400 mniszek. Mieszkają w domkach wokół cerkwi, malują ikony, wyrabiają dywany, układają cudowne kompozycje kwiatowe i wykonują inne proste zawody, ale przede wszystkim prowadzą życie ukryte w Bogu, ofiarując swoje posty i modlitwy za zbawienie całego świata.

Rumunia to kraj ekonomicznie uboższy niż Polska, borykający się z wieloma trudnościami, takimi jak brak przemysłu, dobrych dróg, bezrobocie i emigracja, szczególnie młodych wykształconych ludzi. Niemniej jednak Rumunia to kraj o ogromnym bogactwie duchowym, przywiązany do własnej tradycji, która w swoich kolorowych strojach ludowych, przepięknych ornamentach na budynkach, w lirycznych melodiach tak bardzo kontrastuje z szarymi pamiątkami minionej epoki komunistycznej dyktatury. Rumunia to kraj pełen różnorodności i kontrastów, które – jak się okazało w czasie papieskiej pielgrzymki – mogą tworzyć ze sobą piękną całość, na kształt ogrodu o wielobarwnych kwiatach i roślinach. Wszak Rumunia to Ogród Maryi! Wierzę głęboko, że pod płaszczem Niepokalanej Rumunia coraz bardziej będzie odkrywać swoje piękno i drogę jedności, przypominając jednocześnie i pomagając całej Europie nie zapomnieć o jej chrześcijańskich korzeniach.

Zobacz zdjęcia: Podążajmy razem!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mastalski o związkach niesakramentalnych: nie znaczy, że gorsi

2019-12-09 21:33

BPAK / Kraków (KAI)

Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – mówił bp Janusz Mastalski podczas adwentowego dnia skupienia Duszpasterstwa Niesakramentalnych Związków Małżeńskich w archidiecezji krakowskiej.

Joanna Adamik

Spotkanie adwentowe odbyło się 7 grudnia w kościele pw. Miłosierdzia Bożego na Wzgórzach Krzesławickich. Rozpoczęło się Mszą św., której przewodniczył bp Janusz Mastalski. W homilii wyjaśnił, iż zawarte w Ewangelii polecenie Jezusa „Idźcie i głoście” jest skierowane do każdego z nas. – Nawet jeśli jesteśmy ludźmi, którzy nie mają do końca łączności z Jezusem, ponieważ nie mogą przystępować do komunii św., nawet jeśli gdzieś te nasze drogi się poplątały, często nie z własnej winy, to na pewno nadal możemy być świadkami i pokazywać, ze Bóg, Kościół jest dla mnie ważny – powiedział biskup i zaznaczył, że powyższe słowa Jezusa są wskazaniem, jak być świadkiem.

Jak tłumaczył, słowo „idźcie” zawiera w sobie trzy konkretne elementy: kierunek, cel oraz wysiłek. – To, że nie przystąpię do komunii św., lecz do komunii duchowej, nie oznacza, że nie idę za Jezusem. To nie oznacza, że On nie jest dla mnie ważny. Znać kierunek, to znaczy iść za Jezusem, a nie obok albo przed Nim. Znać kierunek, to likwidować wszystko, co przysłania Jezusa – wymieniał. – Dzielenie się doświadczeniem wiary, głoszenie Ewangelii jest poleceniem, które Pan daje całemu Kościołowi, także tobie. Jest to nakaz, który nie wynika jednak z woli panowania czy władzy, ale z miłości, z faktu, że Jezus pierwszy przyszedł do nas i dał nam całego siebie. Jezus nie traktuje nas jako niewolników, lecz ludzi wolnych, przyjaciół, braci. Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – podkreślił bp Mastalski.

Następnie wskazał, że do celu, jakim jest zbawienie, świadectwo i realizacja powołania prowadzi angażowanie się w duszpasterstwo, a poprzez to coraz większe przybliżanie się do Boga i drugiego człowieka, a także pokazywanie Go innym, gdyż „Pan poszukuje wszystkich, pragnie, aby wszyscy poczuli ciepło Jego miłosierdzia i Jego miłości”.

Decyzja o wyruszeniu w konkretnym kierunku i do określonego celu wiąże się także z wysiłkiem. Bycie dobrym mężem, dobrą żoną, dobrym rodzicem, to zgoda na ofiarę. – To zgoda na to, aby walczyć, kiedy już nie mam siły. Jak ważne jest to, żebyście poprzez swoją miłość ciągle zapraszali Jezusa do swojej rodziny i do swojego domu. I mówili: „Panie, może nie mogę przyjąć komunii, ale mogę się modlić, przekraczać siebie, bo Cię kocham, bo jestem zdecydowany na ofiarę” – mówił biskup. Na koniec przytoczył wypowiedź papieża Franciszka, która zawiera zapewnienie Jezusa, iż On „nigdy nikogo nie zostawia samym, zawsze nam towarzyszy”.

Po komunii św. została odczytana modlitwa komunii duchowej, zaś później nastąpiło indywidulane błogosławieństwo. Po Eucharystii wszyscy zebrani udali się do salki na konferencję dotyczącą małżeństwa. Bp Mastalski podzielił się dziewięcioma zasadami, które odgrywają ważną rolę w małżeństwie, związku i rodzinie.

Jedną z nich jest zasada przebaczenia. Zakłada ona dawanie drugiej szansy, ale również świadomość doznanych krzywd. Przebaczenie wymaga dojrzałości, która umożliwia pokonanie siebie i zachowanie dystansu, by móc powiedzieć „Wybaczam, ale im częściej będzie się to zdarzało, tym trudniej będzie ci przebaczyć”. – Nie ma normalnego związku bez zasady przebaczenia. To jest wpisane w naszą wiarę, bo przecież Bóg jest przebaczający, miłosierny, a nie taki, który chodzi i się mści. Może właśnie w Adwencie warto zastanowić się nad tym, czego jeszcze nie przebaczyłem albo komu nie przebaczyłem – zachęcał biskup.

– Ale to, że trudno przebaczyć nie oznacza, że łatwo powiedzieć „przepraszam”. I tutaj jest kolejna kwestia, ponieważ „przepraszam” oznacza: pomyliłem się albo zrobiłem coś z premedytacją, albo nie wiedziałem, że to tak wyjdzie. Ale zawsze będzie to przekaz „Tak, skrzywdziłem cię”. Dlatego nie jest łatwo powiedzieć „przepraszam”, szczególnie kiedy ma się dogmat o nieomylności i generalnie zawsze ma się rację. Jaki jest piękny człowiek, kiedy potrafi powiedzieć „przepraszam”. To słowo ma weryfikować moje postępowanie. Nie chodzi o takie „dla świętego spokoju”; to „przepraszam” nic nie da, nie o takie nam chodzi – podkreślił bp Mastalski.

Duszpasterstwo Niesakramentalnych Związków Małżeńskich zostało założone przez ks. dr. Jana Abrahamowicza w 2000 r. przy kościele św. Krzyża w Krakowie. Od 2010 r. działa ono w parafii Miłosierdzia Bożego. Jego celem jest towarzyszenie osobom, które żyją w niesakramentalnych związkach małżeńskich, w dorastaniu do dojrzałej wiary i w szukaniu dróg do Jezusa. – Przyznam się, że początkową trudnością, na jaką uskarżali się przychodzący na spotkania, było to, że czuli się odrzucani przez Kościół. A tymczasem słyszą tutaj, że są w Kościele, więcej - jako ochrzczeni mają określone obowiązki i możliwości. Owszem, nie mogą korzystać ze wszystkich sakramentów, ale klucz do problemu leży w ich rękach. Można tak pokierować swoim życiem, żeby to, co dziś niemożliwe, w końcu stało się możliwe – wyjaśniał ks. Abrahamowicz. – Niektórzy z duszpasterstwa mogą już przyjmować komunię św. sakramentalną; spełnili wszystkie warunki, które są konieczne i uznali Chrystusa za wartość najważniejszą – dodał duszpasterz. Spotkania odbywają się w trzeci piątek miesiąca o godz. 18. Na formację składają się również wyjazdy, które umożliwiają wspólne przeżywanie wiary i doświadczenie wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem