Reklama

Franciszek

Franciszek do dziennikarzy o relacji z Benedyktem XVI, tradycji, ekumenizmie i przyszłości Europy

O swej relacji z Benedyktem XVI, znaczeniu tradycji, ekumenizmie i niepokojach związanych z przyszłością Europy mówił papież Franciszek na pokładzie samolotu lecącego z Sybinu do Rzymu. Rozmowa trwała około 35 minut, a Ojciec Święty odpowiedział na pięć pytań.

[ TEMATY ]

Franciszek

Copyright Vatican Media

Oto pełny zapis konferencji prasowej Ojca Świętego w tłumaczeniu na język polski:

Reklama

Alessandro Gisotti:

Reklama

Dobry wieczór! Witaj, Ojcze Święty, witajcie koleżanki i koledzy. Lot powrotny ... Ojcze Święty, motto tej podróży brzmiało: „Idźmy razem”, ale także „latajmy razem”, bo sądzę, że naprawdę dużo lataliśmy, ale było także dużo zaangażowania, wysiłku ... Kilka dni temu przemawiając do prasy zagranicznej, Wasza Świątobliwość zakończył słowami: „Zwłaszcza podczas podróży zagranicznych widzę wasz trud”. Oto wysiłek, pasja, zaangażowanie kolegów, którzy opowiadali tę podróż ... Dzisiaj, jak wiecie, przypada Dzień Środków Społecznego Przekazu [we Włoszech a także w innych krajach – przyp. KAI], poświęcony nam, jako dziennikarzom, pracownikom mediów, na temat „Wszyscy tworzymy jedno”. Ojcze Święty, wiem, że zanim zostaną zadane pytania, chcesz nam przedstawić krótką refleksję na temat tego poświęconego nam Dnia.

Papież Franciszek:

Dobry wieczór. Bardzo dziękuję za wasze towarzyszenie! Jak powiedział Alessandro Gisotti, ten Dzień zwraca naszą uwagę na was. Pracujecie w środkach przekazu, jesteście pracownikami, jak powiedział Alessandro - ale przede wszystkim powinniście być świadkami komunikacji. Dzisiaj ogólnie rzecz biorąc komunikacja się cofa. Rozwijają się kontakty, nawiązywanie kontaktów ale nie udaje się osiągnięcie przekazu. A wy, z powołania, jesteście świadkami komunikacji. To prawda, musicie nawiązywać kontakty, ale na tym nie poprzestawać, trzeba iść dalej. Życzę wam, abyście posunęli się naprzód w tym powołaniu, w tym świadectwie komunikacji, ponieważ czasy obecne potrzebują trochę mniej kontaktów a więcej komunikacji. Dziękuję. Gratulacje z okazji waszego Dnia. A teraz przejdźmy do pytań.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Zatem, Ojcze Święty, zgodnie z tradycją pierwsze dwa pytania zadadzą przedstawiciele mediów kraju, do którego się udaliśmy. Rozpoczyna Diana Dumitrascu z rumuńskiej telewizji TVR. Proszę bardzo:

Diana Dumitrascu:

Ojcze Święty, dziękujemy za wizytę w Rumunii. Wasza Świątobliwość wie, że w ostatnich latach wyemigrowały miliony naszych rodaków. Jakie jest przesłanie Waszej Świątobliwości dla rodziny, która zostawia swoje dzieci, by pojechać do pracy za granicę, żeby zapewnić im lepsze życie? Dziękuję.

Papież Franciszek:

Po pierwsze, skłania to mnie do refleksji nad umiłowaniem rodziny, ponieważ oddalenie się, podział na dwie lub trzy części, nie jest czymś dobrym. Zawsze jest tęsknota, żeby znów się spotkać. Ale oddalenie się od rodziny, aby niczego nie zabrakło, jest aktem miłości. Podczas wczorajszej Mszy św. usłyszeliśmy ostatnią intencję kobiety, która pracowała za granicą, by pomóc rodzinie. Zawsze takie oddzielenie jest bolesne. Ale dlaczego wyjeżdżają? Nie dla turystyki, ale z konieczności. Konieczność. Wiele razy jest to wynik polityki światowej, która na to wpływa. Wiem, że to historia Pani kraju, po upadku komunizmu ... Ponadto zamknięto wiele firm zagranicznych, by otworzyć je za granicą i osiągnąć większe zyski. Zamknięcie firmy to dzisiaj pozostawienie ludzi na bruku. Jest to także niesprawiedliwość globalna, ogólna braku solidarności. To cierpienie. Jak walczyć? Starając się otworzyć miejsca pracy. Nie jest to łatwe w obecnej światowej sytuacji finansowej, gospodarczej. Ale pomyślcie, że macie imponujący poziom urodzeń: tutaj nie widzimy demograficznej zimy, jaka jest w Europie. Niesprawiedliwością jest brak możliwości pracy dla wielu ludzi młodych. Dlatego życzę, aby ta sytuacja została rozwiązana, co zależy nie tylko od Rumunii, ale także od światowego ładu finansowego, od tego społeczeństwa konsumpcyjnego, by więcej mieć, by więcej zarabiać ... I wielu ludzi tam pozostaje, samych. Moją odpowiedzią jest apel o globalną solidarność w tym momencie, w którym Rumunia sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej, aby trochę na to spojrzeć ... Dziękuję.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Obecnie pytanie skieruje Cristian Micaci z Radio Maria-Romania.

Cristian Micaci:

Ojcze Święty, jak powiedział już wcześniej dyrektor, w tych dniach wiele mówiono o „podążaniu razem”. Teraz, gdy wyjeżdżasz chciałbym zapytać: co radzisz nam z Rumunii? Jakie powinny być relacje między wyznaniami, szczególnie między Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym - mniejszością katolicką a prawosławną większością - relacje między różnymi grupami etnicznymi oraz relacja między światem politycznym a społeczeństwem obywatelskim?

Papież Franciszek:

Ogólnie mówiąc, relacja wyciągniętej ręki, gdy występują konflikty. Dzisiaj kraj rozwijający się o wysokim poziomie urodzeń, taki jak wasz, z tą przyszłością, nie może sobie pozwolić na luksus posiadania wrogów wewnętrznych. Zawsze trzeba podejmować proces zbliżenia: między różnymi grupami etnicznymi, różnymi wyznaniami religijnymi, zwłaszcza dwoma chrześcijańskimi ... To jest pierwsza rzecz: zawsze wyciągnięta ręka, słuchanie drugiego. Z prawosławiem: macie wspaniałego patriarchę, człowieka wielkiego serca i wielkiego uczonego. Zna mistykę ojców pustyni, mistycyzm duchowy, studiował w Niemczech ... Jest także człowiekiem modlitwy. Łatwo jest zbliżyć się do Daniela, to proste, bo czuję się jak brat i rozmawialiśmy jak bracia. Nie powiem: „Ale dlaczego wy...”, a on nie powie „Ale dlaczego wy...”. Idźmy razem! Zawsze mając tę ideę: ekumenizm nie jest dotarciem do końca gry, dyskusji; ekumenizm czynimy pielgrzymując razem. Pielgrzymując razem. Modląc się razem. Ekumenizm modlitwy. W historii mamy ekumenizm krwi: kiedy zabijali chrześcijan, nie pytali: „Czy jesteś prawosławny? Czy jesteś katolikiem? Czy jesteś luteraninem? Czy jesteś anglikaninem?” Nie. „Jesteś chrześcijaninem”, a krew się ze sobą wymieszała. Ekumenizm świadectwa to kolejny ekumenizm. Modlitwy, krwi, świadectwa. Następnie, jak to nazywam, ekumenizm ubogich, który jest wspólną pracą w tym, co możemy, by pomóc słabym, chorym, ludziom, którzy są na skraju dochodu minimalnego: pomagać. Mateusz 25: to piękny program ekumeniczny, nieprawda? Pielgrzymowanie razem - to już jest jedność chrześcijan. Ale nie czekajcie, aż teolodzy zgodzą się na wspólną Eucharystię. Eucharystia odbywa się codziennie poprzez modlitwę, pamięć o krwi naszych męczenników, poprzez dzieła miłosierdzia a także poprzez wzajemną życzliwość. W pewnym europejskim mieście panowały dobre stosunki pomiędzy arcybiskupem katolickim a arcybiskupem luterańskim. Arcybiskup katolicki miał przybyć do Watykanu w niedzielę wieczorem i zadzwonił, że przybędzie w poniedziałek rano. Kiedy przyjechał, powiedział mi: „Przepraszam, ale wczoraj arcybiskup luterański musiał udać się na spotkanie i poprosił mnie, abym przybył do jego katedry i przewodniczył nabożeństwu”. Istnieje braterstwo! Jeśli do tego dojdzie, to już wiele! A katolik wygłosił kazanie. Nie sprawował Eucharystii, ale wygłosił kazanie. To jest braterstwo. Kiedy byłem w Buenos Aires, zostałem zaproszony przez Kościół Szkocki by wygłosić sporo kazań i szedłem tam, głosiłem kazanie ... Jest to możliwe! Można iść razem. Jedność, braterstwo, wyciągnięta ręka, patrzenie na siebie z życzliwością, nie obmawianie innych ... Wszyscy mamy wady. Ale jeśli idziemy razem, pozostawiamy wady: „starzy kawalerowie” je krytykują… Dziękuję.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Xavier Lenormand, z francuskiej agencji I-Media.

Xavier Lenormand:

Wasza Świątobliwość, moje pytanie jest trochę podobne do poprzedniego. Pierwszego dnia tej podróży udałeś się do katedry prawosławnej na piękny, ale i nieco trudny moment modlitwy „Ojcze nasz”. Trochę trudny, ponieważ o ile katolicy i prawosławni byli razem, to nie modlili się razem. Przed chwilą Wasza Świątobliwość właśnie mówił o ekumenizmie modlitwy. Zatem moje pytanie brzmi: Wasza Świątobliwość, co myślałeś, kiedy trwałeś w milczeniu podczas „Ojcze nasz” w języku rumuńskim? I jakie są kolejne konkretne kroki w tym podążaniu razem? Dziękuję, Wasza Świątobliwość.

Papież Franciszek:

Wyznam panu: nie milczałem, odmawiałem „Ojcze nasz” w języku włoskim. Czy pan także? I widziałem podczas modlitwy „Ojcze nasz”, że większość ludzi modliła się czy to w języku rumuńskim czy łacińskim. Ludzie idą dalej, niż my przywódcy: my, przywódcy, musimy utrzymywać równowagę dyplomatyczną, aby zapewnić, byśmy szli razem. Istnieją nawyki, reguły dyplomatyczne, które dobrze zachować, aby rzeczy nie uległy zniszczeniu; ale lud modli się razem. My też, gdy jesteśmy sami, modlimy się razem. To jest świadectwem. Mam doświadczenie modlitwy z wieloma pastorami luterańskimi, ewangelikalnymi a także prawosławnymi. Patriarchowie są otwarci. Tak, również my, katolicy mamy ludzi zamkniętych, którzy tego nie chcą i mówią: „Nie, prawosławni są schizmatykami”. To stare rzeczy. Prawosławni są chrześcijanami. Są jednak pewne fundamentalistyczne grupy katolickie: musimy je tolerować, modlić się za nich, aby Pan i Duch Święty nieco zmiękczyły ich serce. Ale modliłem się. Obydwaj się modliliśmy. Nie patrzyłem na Daniela, ale myślę, że uczynił to samo.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Dziękuję Ojcze Święty. Pytanie zada teraz Manuela Tulli z agencji ANSA.

Manuela Tulli:

Dobry wieczór, Ojcze Święty. Byliśmy w Rumunii, kraju, który okazał się europejski. W tych ostatnich wyborach niektórzy przywódcy polityczni, tacy jak nasz wicepremier Matteo Salvini, prowadzili kampanię ukazując symbole religijne: na wiecach widzieliśmy różańce, krzyże, poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi. Chciałabym wiedzieć, jakie wrażenie to na tobie wywarło, i czy to prawda, jak mówią pewne niedyskrecje, że Wasza Świątobliwość nie chce się spotkać się z naszym wicepremierem?

Papież Franciszek:

Po pierwsze - zaczynam od drugiego - nie słyszałem, by ktokolwiek z rządu [włoskiego], z wyjątkiem premiera, zwrócił się z prośbą o audiencję. Nikt. Aby poprosić o audiencję trzeba porozmawiać z Sekretariatem Stanu, prosi się o audiencję. Premier Conte o nią poprosił i otrzymał, jak wskazuje protokół. Audiencja z premierem była piękna i trwała może godzinę lub więcej. To człowiek inteligentny, profesor, który wie, o czym mówi. Jeśli chodzi o wicepremiera, nie otrzymałem żadnych próśb ani też od innych ministrów. Tak, przyjąłem prezydenta Republiki.

Po drugie – odnośnie tych zdjęć. Wielokrotnie wyznałem, że czytam dwie gazety: „gazetę partyjną”, czyli „L'Osservatore Romano”, czytam i dobrze by było, gdybyście i wy ją czytali, ponieważ są tam bardzo interesujące klucze interpretacyjne. A także to co mówię. A ponadto „Il Messaggero”, który mi się podoba, Messaggero, ponieważ ma wielkie nagłówki: przeglądam, czasami się zatrzymuję… I nie wchodziłem w informacje propagandowe, na temat tego jak ta, czy inna partia uprawia propagandę wyborczą… doprawdy. Istnieje trzeci element, w którym uznaję siebie za ignoranta: nie rozumiem włoskiej polityki. To prawda, powinienem ją studiować, ale jej nie rozumiem. Gdybym wyraził opinię na temat postaw kampanii wyborczej jednej z partii, nie mając informacji, to byłoby to z mojej strony bardzo nieroztropne. Modlę się za wszystkich, aby Włochy się rozwijały, aby Włosi się zjednoczyli i byli uczciwi w swoim zaangażowaniu. Jestem także Włochem, bo jestem synem włoskich emigrantów: jestem włoskiej krwi, wszyscy moi bracia mają włoskie obywatelstwo. Nie wystąpiłem o nie, bo w czasie, kiedy je nabyli byłem biskupem, i powiedziałem: „Nie, biskup musi pochodzić z ojczyzny”, i nie chciałem go nabyć. Dlatego go nie mam. W polityce wielu krajów istnieje choroba korupcji, w każdym miejscu. Nie mówcie jutro: „Papież powiedział, że włoska polityka jest skorumpowana”, nie. Powiedziałem, że jedną z chorób na całym świecie jest popadanie w korupcję. Jest to fakt powszechny. Proszę, nie wkładajcie w moje usta to, czego nie powiedziałem. Kiedyś opowiadano mi, jak zawierane są układy polityczne: wyobraźmy sobie spotkanie dziewięciu przedsiębiorców przy stole; dyskutują, aby uzgodnić rozwój swoich firm i w końcu, po wielu godzinach rozmów i wielu wypitych kawach zgadzają się. Wzięli sprawozdanie, dokonali podsumowania, przeczytali ... Zgadzasz się? Zgadzam. Kiedy drukują umowę, piją whisky, żeby to uczcić, a potem zaczynają krążyć papiery, by podpisać umowę. Kiedy krążą papiery, pod stołem, ja i ten ... zawieramy kolejny układ pod stołem. To jest korupcja polityczna, która uprawia się wszędzie. Musimy pomagać politykom, aby byli uczciwi, aby nie prowadzili kampanii pod nieuczciwym sztandarem oszczerstw, zniesławiania, skandali. Tak, często zasiewają nienawiść i lęk. I to jest straszne. Polityka, polityk nigdy nie powinien siać nienawiści i lęku, tylko nadzieję. Sprawiedliwą i wymagającą, ale nadzieję. Musi bowiem kierować krajem, a nie zaszczepiać w nim lęku. Nie wiem, czy odpowiedziałem. Ale nie znam szczegółów postępowania polityków.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Ojcze Święty, teraz zada ci pytanie Eva Fernández, dziennikarka Cope.

Eva Fernández:

Ojcze Święty, wczoraj na spotkaniu z młodymi ludźmi i rodzinami, ponownie podkreśliłeś znaczenie relacji między dziadkami a ludźmi młodymi, aby młodzi ludzie mieli korzenie, aby szli naprzód, a dziadkowie mogli marzyć. Wasza Świątobliwość nie ma rodziny w pobliżu, ale powiedziałeś, że Benedykt XVI jest jak dziadek, to tak, jakby w domu był dziadek ...

Papież Franciszek:

To prawda!

Eva Fernández:

Czy nadal postrzegasz go jak dziadka?

Papież Franciszek:

Więcej! Za każdym razem, gdy go odwiedzam, tak to odczuwam. Trzymam go za rękę i proszę, by mówił. Mówi mało, powoli, ale z tą samą co zawsze głębią. Bo problemem Benedykta są kolana, a nie głowa. Zachowuje wielką jasność umysłu, a kiedy słyszę jak mówi, nabieram sił, czuję soki płynące z korzeni i to pomaga mi iść naprzód. Czuję tę tradycję Kościoła, która nie jest eksponatem z muzeum. Tradycja jest niczym korzenie, które dają ci soki dla wzrostu, ale ty nie staniesz się korzeniami, ty rozkwitniesz, drzewo będzie rosło, wyda owoce i nasiona staną się korzeniami dla innych. Tradycja Kościoła jest zawsze w ruchu. W wywiadzie dla Andrei Monda w L’Osservatore Romnano - czytacie L’Osservatore, prawda? - kilka dni temu zawarte były słowa, które bardzo mi się spodobały, kompozytora Gustawa Mahlera. Mówiąc o tradycjach, powiedział: „Tradycja jest gwarancją przyszłości, a nie stróżem popiołów”. Nie jest eksponatem muzealnym. Tradycja nie strzeże popiołów, nostalgii fundamentalistów, powrotu do popiołów, nie. Tradycja to korzenie, które zapewniają, by drzewo rosło, kwitło i wydało owoce. I powtórzę ten fragment argentyńskiego poety, który bardzo lubię cytować: „to czym drzewo rozkwita pochodzi z tego, co jest pod ziemią”. Cieszę się, ponieważ w Jassach wspomniałem o tej babci [z jej nowonarodzonym wnukiem w ramionach]: był to gest „współudziału” i tymi oczami ... W tym momencie byłem tak podekscytowany, że nie zareagowałem, a potem papamobil pojechał naprzód. Krótko mówiąc, mógłbym jej powiedzieć, żeby ta babcia wyszła na przód, żeby pokazała ten gest ... I powiedziałem do Pana Jezusa: „Szkoda, ale możesz to rozwiązać”. A nasz dobry Francesco [fotograf], kiedy zobaczył komunikację jaką miałem z tą kobietą oczami, zrobił zdjęcie i jest ono teraz upublicznione: widziałem je dziś po południu na Vatican Insider. To są korzenie i to będzie rosło. Nie będzie takie jak ja, ale daję to, co moje. To spotkanie [między starymi a młodymi] jest ważne. Potem są słowa. Kiedy dziadkowie czują, że mają wnuki, które będą rozwijać dzieje, zaczynają marzyć - kiedy dziadkowie nie marzą, to ulegają przygnębieniu -: Ah! jest przyszłość! A młodzi wsparci poprzez to, zaczynają prorokować i tworzyć historię. To jest ważne.

Eva Fernández:

Dziękuję Ojcze Święty.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Myślę, że mamy jeszcze miejsce na jedno pytanie: Lucas Wiegelmann z Herder Korrespondenz ...

Papież Franciszek:

Czytałem ten magazyn w Buenos Aires ...

Lucas Wiegelmann:

Ojcze Święty, podczas tych dni wiele mówiłeś o braterstwie między ludźmi i o podążaniu razem, o czym już słyszeliśmy. Widzimy jednak, że w Europie rośnie liczba tych, którzy nie chcą braterstwa, lecz egoizm i izolację, wolą iść samotnie. Dlaczego tak jest Twoim zdaniem, i co musi uczynić Europa, aby to zmienić? Dziękuję.

Papież Franciszek:

Wybaczcie mi, że cytuję samego siebie, nie robię tego z próżności, ale ponieważ jest to przydatne. Mówiłem o tym problemie w dwóch [trzech] przemówieniach: w Strasburgu; w tym, które wygłosiłem, kiedy otrzymałem nagrodę Karola Wielkiego; a następnie w przemówieniu skierowanym do wszystkich przywódców państw i rządów w Sala Regia. Byli wszyscy, kiedy obchodzono rocznicę Traktatów rzymskich, ustanawiających Unię Europejską. W tych przemówieniach powiedziałem wszystko, co myślę. Jest też inne przemówienie, które nie ja wygłosiłem, ale burmistrz, Bürgermeister Akwizgranu. Jest ono klejnotem, waszym niemieckim klejnotem. Niech pan je przeczyta, a wiele tam znajdzie. Europa musi rozmawiać. Europa nie może powiedzieć: „Jesteśmy zjednoczeni, teraz powiemy w Brukseli: dawajcie sobie radę, idźcie do przodu”. Nie. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za Unię Europejską i rotacyjna prezydencja w Unii nie jest gestem kurtuazyjnym, jak tańczenie menueta, nie dotyczy mnie i ciebie. Nie - jest symbolem odpowiedzialności, którą ma każdy kraj w odniesieniu do Europy. Jeśli Europa nie postrzega dobrze wyzwań przyszłości, to podupadnie. Pozwoliłem sobie stwierdzić w Strasburgu, że Europa przestaje być matką, a staje się babcią. Zestarzała się. Zatraciła pragnienie wspólnego działania. Być może ktoś się już zastanawia, czy w ten sposób nie zakończy się ta trwająca 70 lat przygoda? Trzeba powrócić do mistyki ojców założycieli. Europa potrzebuje samej siebie, swojej tożsamości, swojej jedności i z tym przezwyciężania, z tym wszystkim co oferuje dobra polityka, przezwyciężania podziałów i granic. W Europie widzimy granice. To nie jest dobre. Nie są też dobre granice kulturowe. To prawda, że każdy kraj ma własną tożsamość i powinien jej strzec, ale z duchem wielościanu; istnieje globalizacja, w której szanowane są kultury wszystkich, ale wszystkich trwających w jedności. Proszę was, niech Europa nie da się pokonać pesymizmowi i ideologiom, bo Europę atakują w tej chwili nie działa armatnie i bomby, lecz ideologie: ideologie pozaeuropejskie, pochodzące z zewnątrz lub rodzące się w małych europejskich grupkach, ale nie są wielkie. Pomyślcie o Europie podzielonej i toczącej wojnę, roku 1914 i z lat 1932-33 aż po 1939, kiedy wybuchła wojna: proszę was, nie wracajmy do tego! Uczmy się z historii. Nie wpadajmy do tego samego dołu. Innym razem mówiłem wam, że jest takie powiedzenie, iż jedynym zwierzęciem, które dwa razy wpada do tego samego dołu jest człowiek: osioł tego nie czyni!

Nie wiem, co jeszcze mam powiedzieć ... Ale niech pan przeczyta to przemówienie burmistrza, Bürgermeistra z Akwizgranu: to klejnot.

Reklama

Alessandro Gisotti:

Dziękuję Ojcze Święty. Dziękuję za tę dyspozycyjność pod koniec trzech bardzo wymagających dni, także za te pięć podróży jedna po drugiej, w tej pierwszej połowie roku, tak pełnych wydarzeń, jakże różnych ze względu na odbyte spotkania. Dziękuję.

Papież Franciszek:

Teraz dwie rzeczy. Ze względu na klimat [warunki pogodowe], wczoraj musiałem jechać samochodem: dwie godziny i 40 minut. To była łaska od Boga: widziałem piękny krajobraz, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Przemierzyłem cały Siedmiogród: jakże jest piękny! Nigdy nie widziałem czegoś takiego. A dzisiaj, aby pojechać do Blaj, to samo: coś niezwykle pięknego! Krajobraz tego kraju. Dziękuję również za deszcz, który sprawił, że podróżowałem w ten sposób, a nie za pomocą helikoptera, mając więcej kontaktu z rzeczywistością.

Po drugie, wiem, że niektórzy z was są osobami wierzącymi, inni nie za bardzo, ale powiem wierzącym: módlcie się za Europę, módlcie się za Europę, za jedność. Niech Pan obdarzy nas łaską. Dla niewierzących: życzcie dobrej woli, życzcie z serca, aby Europa na nowo wróciła do tego, jaką ją wymarzyli ojcowie założyciele. Dziękuję. Dziękuję bardzo. I dobrego zakończenia „świętowania” [Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu].

2019-06-04 10:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek na dzień migranta: dostrzeżmy w przesiedleńcach wewnętrznych Jezusa zmuszonego do ucieczki

2020-09-21 09:45

[ TEMATY ]

uchodźcy

migranci

Franciszek

Avvenire/facebook.com

O dostrzeżenie w przesiedleńcach wewnętrznych Jezusa zmuszonego do ucieczki zaapelował Ojciec Święty w orędziu na obchodzony w roku bieżącym 27 września po raz 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy.

  • Trzeba znać, żeby zrozumieć. Poznanie jest niezbędnym krokiem wiodącym do zrozumienia drugiego
  • Kryzys, z którym się zmagamy, nie powinien sprawić, byśmy zapominali o wielu innych sytuacjach kryzysowych, które niosą ze sobą cierpienie wielu osób
  • Trzeba się dzielić, żeby się rozwijać. Jednym z fundamentalnych elementów pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej było dzielenie się: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4, 32)

Franciszek przypomniał, że właśnie problemowi tych osób poświęcone są opracowane przez Sekcję ds. Migrantów i Uchodźców Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka „Wytyczne duszpasterskie na temat osób przesiedlonych wewnętrznie”. Zostały one opublikowane 5 maja b.r.

Oto tekst dokumentu w tłumaczeniu na język polski:

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO

na 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy

27 września 2020 r.

Jak Jezus Chrystus, zmuszeni do ucieczki.

Przyjąć, chronić, promować i integrować przesiedleńców wewnętrznych

Na początku tego roku, w moim przemówieniu do członków Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, do wyzwań współczesnego świata zaliczyłem dramat przesiedleńców wewnętrznych: „Konflikty i kryzysy humanitarne, zaostrzane przez zawirowania klimatyczne, powiększają liczbę przesiedleńców i oddziałują na osoby, które już żyją w poważnym ubóstwie. W wielu krajach dotkniętych tymi sytuacjami brakuje odpowiednich struktur, które pozwoliłby zaspokoić potrzeby wysiedlonych” (9 stycznia 2020 r.).

Sekcja ds. Migrantów i Uchodźców Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka opublikowała „Wytyczne duszpasterskie na temat osób przesiedlonych wewnętrznie” (Watykan, 5 maja 2020 r.), dokument, który ma na celu inspirowanie i animowanie działań duszpasterskich Kościoła w tym szczególnym obszarze.

Z tych powodów postanowiłem poświęcić niniejsze orędzie dramatowi osób przesiedlonych wewnętrznie, dramatowi często niedostrzeganemu, zaostrzonemu przez światowy kryzys spowodowany pandemią COVID-19. Kryzys ten, ze względu na swoją gwałtowność, powagę i zasięg geograficzny, nadał nowe wymiary wielu innym kryzysom humanitarnym, które dotykają milionów ludzi, odsuwając inicjatywy i pomoc międzynarodową, niezbędną i pilną dla ratowania życia, na dalszy plan krajowych programów politycznych. Ale „nie jest to czas na zapominanie. Kryzys, z którym się zmagamy, nie powinien sprawić, byśmy zapominali o wielu innych sytuacjach kryzysowych, które niosą ze sobą cierpienie wielu osób” (Orędzie Urbi et Orbi, 12 kwietnia 2020 r.).

W świetle tragicznych wydarzeń, które naznaczyły rok 2020, obejmuję tym orędziem, poświęconym osobom przesiedlonym wewnętrznie, także tych wszystkich, którzy przeżywają i nadal doświadczają niepewności, opuszczenia, marginalizacji i odrzucenia z powodu COVID-19.

Zacznę od obrazu, który pobudził papieża Piusa XII do opracowania Konstytucji Apostolskiej Exsul Familia (1 sierpnia 1952 r.). Podczas ucieczki do Egiptu Dzieciątko Jezus doświadczyło wraz z rodzicami tragicznego stanu bycia wysiedlonym i uchodźcą, „naznaczonego lękiem, niepewnością, trudnościami” (por. Mt 2, 13-15.19-23). Niestety, w naszych czasach miliony rodzin mogą rozpoznać siebie w tej rzeczywistości. „Prawie każdego dnia telewizja i gazety informują o uchodźcach, uciekających przed głodem, wojną i innymi poważnymi zagrożeniami, w poszukiwaniu bezpieczeństwa i godnego życia dla siebie i swoich rodzin” (Anioł Pański, 29 grudnia 2013). W każdym z nich jest obecny Jezus zmuszony, jak w czasach Heroda, do ucieczki, aby siebie ocalić. Jesteśmy wezwani, by w ich twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25, 31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go spotkać, miłować i służyć Mu.

Osoby przesiedlone dają nam tę możliwość spotkania z Panem, „choć naszym oczom niełatwo jest Go rozpoznać – w podartym ubraniu, z brudnymi stopami, z twarzą zniekształconą, z ciałem poranionym, nieumiejącego mówić naszym językiem...” (Homilia, 15 lutego 2019). Chodzi o wyzwanie duszpasterskie, na które winniśmy odpowiedzieć czterema czasownikami, jakie wskazałem w moim orędziu na tenże dzień w 2018 roku: przyjmować, chronić, promować i integrować. Chciałbym teraz do nich dodać sześć par czasowników, które odpowiadają bardzo konkretnym działaniom, połączonych ze sobą w związku przyczynowo-skutkowym.

Trzeba znać, żeby zrozumieć. Poznanie jest niezbędnym krokiem wiodącym do zrozumienia drugiego. Sam Jezus naucza tego w wydarzeniu z uczniami z Emaus: „Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24, 15-16). Kiedy mówimy o migrantach i wysiedlonych, zbyt często zatrzymujemy się na liczbach. A tu nie chodzi o liczby, tylko o osoby! Jeśli się z nimi spotkamy, to dojdziemy do ich poznania. I znając ich historie, będziemy w stanie ich zrozumieć. Będziemy mogli na przykład zrozumieć, że niepewność, jakiej doświadczyliśmy w związku z cierpieniem w wyniku pandemii, jest stałym elementem w życiu osób przesiedlonych.

Trzeba zbliżyć się, aby służyć. Wydaje się to oczywiste, ale często tak nie jest. „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10, 33-34). Lęki i uprzedzenia – bardzo wiele uprzedzeń – sprawiają, że trzymamy się z dala od innych i często uniemożliwiają nam „zbliżenie się” i służenie im z miłością. Podejście do bliźniego często oznacza gotowość do podejmowania ryzyka, czego nauczyło nas w ostatnich miesiącach wielu lekarzy i pielęgniarek. Ta bliskość w służbie wykracza poza czyste poczucie obowiązku; najwspanialszy wzór tej postawy pozostawił nam Jezus, kiedy umywał nogi swoim uczniom: zdjął szatę, ukląkł i pobrudził sobie ręce (por. J 13, 1-15).

Trzeba słuchać, żeby się pojednać. Uczy nas tego sam Bóg, który, posyłając swego Syna na świat, zechciał słuchać jęku ludzkości ludzkimi uszami: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, [...] by świat został przez Niego zbawiony”(J 3, 16-17). Miłość, która jedna i zbawia, zaczyna się od słuchania. W dzisiejszym świecie mnożą się przesłania, ale zatraca się postawa słuchania. A tylko przez pokorne i uważne słuchanie możemy naprawdę się pojednać. W roku 2020 na naszych ulicach tygodniami panowało milczenie. Było to milczenie dramatyczne i niepokojące, ale dało nam ono możliwość usłyszenia krzyku najbardziej bezbronnych, osób wysiedlonych i naszej poważnie chorej planety. A słuchając, mamy szansę na pojednanie się z bliźnim, z jakże wieloma odrzuconymi, z samymi sobą i z Bogiem, który niestrudzenie obdarza nas swoim miłosierdziem.

Trzeba się dzielić, żeby się rozwijać. Jednym z fundamentalnych elementów pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej było dzielenie się: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4, 32).

Bóg nie chciał, aby zasoby naszej planety przynosiły korzyści tylko niektórym. Nie, tego nie chciał Pan! Musimy nauczyć się dzielić, aby razem się rozwijać, nie pomijając nikogo. Pandemia przypomniała nam, że wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi. Zadnie sobie sprawy, że mamy wspólne troski i obawy, ukazało nam po raz kolejny, że nikt nie może ocalić się sam. Aby naprawdę się rozwijać, musimy rozwijać się razem, dzieląc się tym, co posiadamy, jak ten chłopiec, który ofiarował Jezusowi pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby... I to wystarczyło dla pięciu tysięcy osób (por. J 6, 1-15)!

Trzeba angażować, żeby promować. Tak właśnie uczynił Jezus z Samarytanką (por. J 4, 1-30). Pan zbliża się do niej, słucha jej, mówi do jej serca, aby następnie doprowadzić ją do prawdy i przemienić w zwiastunkę Dobrej Nowiny: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” (w. 29). Czasami zapał, by służyć innym nie pozwala nam dostrzec ich bogactwa. Jeśli naprawdę chcemy promować osoby, którym oferujemy pomoc, musimy je zaangażować i sprawić, aby odgrywały pierwszoplanową rolę w swoim wybawieniu. Pandemia przypomniała nam jak ważna jest współodpowiedzialność, i że tylko przy udziale wszystkich – także tych, którzy są często niedoceniani – możemy stawić czoło kryzysowi. Musimy „odnaleźć odwagę do otwarcia przestrzeni, gdzie wszyscy mogą się poczuć powołani i zezwolić na nowe formy gościnności, braterstwa i solidarności” (Rozważanie na Placu św. Piotra, 27 marca 2020).

By budować trzeba współpracować. Właśnie to zaleca św. Paweł Apostoł wspólnocie w Koryncie: „przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1, 10). Budowanie królestwa Bożego jest zaangażowaniem wspólnym dla wszystkich chrześcijan i dlatego trzeba, abyśmy nauczyli się współpracować, nie ulegając pokusie zazdrości, niezgody i podziałów. A w aktualnym kontekście należy powtórzyć: „Nie jest to czas na egoizmy, ponieważ wyzwanie, przed którym stajemy, jest wspólne dla nas wszystkich i nie czyni różnic między ludźmi” (Orędzie Urbi et Orbi, 12 kwietnia 2020 r.). Aby chronić wspólny dom i sprawić, by coraz bardziej przystawał do pierwotnego planu Boga, musimy starać się o zapewnienie współpracy międzynarodowej, globalnej solidarności i lokalnego zaangażowania, nikogo nie pomijając.

Chciałbym zakończyć modlitwą zainspirowaną przykładem św. Józefa, zwłaszcza gdy musiał uciekać do Egiptu, aby ocalić Dzieciątko Jezus:

Ojcze, powierzyłeś świętemu Józefowi to, co miałeś najdroższego: Dzieciątko Jezus i jego Matkę, aby ich chronił przed niebezpieczeństwami i groźbami nikczemnych.

Daj nam również doświadczyć jego ochrony i pomocy. Spraw, aby ten, który doświadczył cierpienia osób uciekających z powodu nienawiści możnych, pocieszył i chronił wszystkich tych braci i siostry, którzy z powodu wojny, ubóstwa i potrzeb opuszczają swoje domy i swoją ziemię, aby wyruszyć jako uchodźcy w miejsca bezpieczniejsze.

Pomóż im, za jego wstawiennictwem, aby mieli siłę iść naprzód, pociechę w smutku, męstwo w trudnym doświadczeniu.

Daj tym, którzy ich przyjmują nieco czułości tego sprawiedliwego i mądrego ojca, który miłował Jezusa jak prawdziwego syna i wspierał Maryję w drodze.

Niech ten, który zarabiał na chleb pracą rąk własnych, zapewni tym, którym życie odebrało wszystko, godność pracy i niezakłócony spokój domu.

Prosimy Cię o to przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, którego święty Józef ocalił uciekając do Egiptu, i przez wstawiennictwo Dziewicy Maryi, którą zgodnie z Twoją wolą miłował jako wierny oblubieniec. Amen.

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 13 maja 2020 r., Wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej.

CZYTAJ DALEJ

Rzeszów: koncert „Jednego Serca Jednego Ducha”

2020-09-21 09:03

[ TEMATY ]

uwielbienie

koncert uwielbienia

fb.com/jednego.serca.jednego.ducha

Koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” już po raz osiemnasty odbył się wczoraj w Parku Sybiraków w Rzeszowie. Z powodu stanu epidemii koncert po raz pierwszy odbył się we wrześniu i mogło w nim uczestniczyć tylko 5 tysięcy osób.

W minionych latach koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” odbywał się w Uroczystość Bożego Ciała. W tym roku, z powodu stanu epidemii, koncert przeniesiono na wrzesień. Ze względu na bezpieczeństwo liczbę uczestników ograniczono do 5 tysięcy (w 2019 r. w koncercie uczestniczyło 50 tysięcy osób). Każdy uczestnik koncertu, obok potwierdzenia rejestracji, musiał mieć ze sobą zaświadczenie o stanie zdrowia, a przy bramkach służby medyczne mierzyły temperaturę ciała.

Zebranych w parku przywitali pomysłodawcy i organizatorzy koncertu: ks. Andrzej Cypryś, dyrektor Instytutu Teologiczno-Pastoralnego w Rzeszowie i ks. Mariusz Mik, proboszcz parafii św. Stanisława Męczennika w Boguchwale. W koncercie uczestniczył bp Jan Wątroba i bp Edward Białogłowski oraz władze państwowe i samorządowe.

Ksiądz Marek Story, wicekanclerz Kurii Diecezjalnej w Rzeszowie, odczytał list od abp. Edgara Penna Parray z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej z pozdrowieniami i błogosławieństwem dla uczestników koncertu od papieża Franciszka.

Koncert tradycyjnie prowadził Jan Budziaszek, jeden z pomysłodawców rzeszowskiego uwielbienia. W tym roku, oprócz często goszczących w Rzeszowie artystów (m.in. Krzysztofa Antkowiaka, Joachima Mencla, Agnieszki Musiał, Marcina Pospieszalskiego i Leopolda Twardowskiego) wystąpili: Beata Bednarz, Maja Kapłon, Natalia Kawalec i zespół Golec uOrkiestra. Wykonawcom towarzyszyli orkiestra i chór „Jednego Serca Jednego Ducha”. To blisko 200 muzyków wolontariuszy. Uczestnicy koncertu w czasie trzech godzin wysłuchali około 30 piosenek i pieśni religijnych. Kierownikiem muzycznym koncertu był Marcin Pospieszalski.

Organizatorem koncertu była Fundacja Jednego Serca Jednego Ducha, współorganizatorem Województwo Podkarpackie przy współpracy: Odnowy w Duchu Świętym, PRO JSJD Sp. z o.o., Duszpasterstwa Akademickiego Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, Rycerzy Kolumba, Związku Strzeleckiego Strzelec.

Patronat honorowy sprawowali: Biskup Rzeszowski, Prezydent Miasta Rzeszowa, Marszałek Województwa Podkarpackiego, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie i Starosta Rzeszowski.

Koncert był transmitowany m.in. przez Telewizję Trwam oraz Katolickie Radio Via.

CZYTAJ DALEJ

Ten katechizuje, kto doświadczył dobroci Jezusa

2020-09-21 21:59

Marzena Cyfert

Eucharystii z okazji 30-lecia katechezy w szkole przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski

Eucharystii z okazji 30-lecia katechezy w szkole przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski

Codzienne doświadczenie Kościoła nauczającego to właśnie katecheza. Wiemy, jaki to trud, ile poświęcenia, ile nerwów, ale ile też rozlewa się błogosławionego doświadczenia Bożej łaski, że udało się przekazać coś z wiary młodemu pokoleniu – mówił bp Andrzej Siemieniewski.


Hierarcha przewodniczył Eucharystii z okazji 30-lecia obecności katechezy w szkole, która miąła miejsce 21 września w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. W homilii podzielił się własnym doświadczeniem katechezy, na które patrzy z trzech perspektyw. Pierwsza to uczniowska, z którą zetknął się 50 lat temu jako uczeń. Uczęszczał na katechezę przy parafii Najświętszego Serca Jezusowego przy Moście Grunwaldzkim.

Zobacz zdjęcia: 30 lat katechezy w szkole - spotkanie we Wrocławiu

– Do Pierwszej Komunii Świętej uczyły nas siostry ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Pamiętam tę atmosferę modlitwy i tajemniczości wiary chrześcijańskiej, a także obrazki, które trzeba było wypełnić kolorami. Potem przyszli księża salezjanie, którzy też uczyli mnie katechezy w szkole podstawowej, a potem średniej. Potrafię wymienić ich imiona i nazwiska. Wspominam ten czas z wdzięcznością – mówił.

Kolejna perspektywa to katechizowanie w parafii świętych Stanisława i Wacława w Świdnicy. To wspomnienie dzielenia się z uczniami Ewangelią, ale także wspomnienie ich młodzieńczych wybryków.

– Wielu mówi, że gdyby religia była przy parafii, to nie pojawiałyby się problemy z zachowaniem i z dyscypliną. Uczyłem właśnie przy parafii i tam też bywały te problemy – mówił hierarcha.

Trzecie spojrzenie to perspektywa biskupa. – Składam podziękowanie w imieniu Kościoła wszystkim katechetom. I tym, którzy pamiętają jak to 30 lat temu zaczynało się w szkole i tym, którzy w kolejnych latach wstępowali w szeregi katechetyczne. Trudno nie zauważyć, że bardzo istotna część nauczania wiary dokonuje się właśnie przez katechetów i katechetki – mówił.

Nawiązując do Ewangelii odczytywanej tego dnia przypomniał, że Pan Jezus obdarza swoimi darami przez ludzi, którzy posługują w Kościele. Dlatego ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, ewangelistami, pasterzami, nauczycielami.

– Uczeń szkoły podstawowej może nie znać słowa „encyklika”, ale zna swoją katechetkę, bo nauczanie Kościoła w taki sposób do niego dociera. Im kto dłużej uczył katechezy, tym większą może mieć satysfakcję, że przyczynia się do budowania Ciała Chrystusowego, czyli Kościoła, budowli złożonej z ludzkich serc – mówił bp Siemieniewski i złożył podziękowanie katechetom za ich służbę.

– Przez św. Mateusza otrzymaliśmy wzór tego, czym jest katecheza. Przykład Mateusza sprawił, że za Panem Jezusem poszło wielu celników i grzeszników. Ten katechizuje, kto najpierw doświadczył dobroci Jezusa, potęgi Jego łaski. To w dużej mierze dzięki wam Kościół się buduje – zakończył bp Siemieniewski.

Po Eucharystii zebrani wysłuchali wykładu ks. dr Macieja Małygi pt. „Duchowość katechety”.

Prelegent podkreślił, że jest coś, co wyróżnia katechetę spośród chrześcijan. Jest to spojrzenie Jezusa podobne do Jego spojrzenia na Mateusza. – W oczach innych Mateusz był nikim. A w spojrzeniu Jezusa był pierwszy. To spojrzenie, które „nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomieniu”. Nawet gdy ktoś odchodzi, jak to zrobił bogaty młodzieniec – mówił ks. Małyga.

Kolejnym elementem duchowości katechety jest czoło z diamentu. Jak mówi prorok Ezechiel: „Przekażesz im moje słowa: czy będą słuchać, czy też zaprzestaną”. – Jest to wspólne dla wszystkich próbujących żyć wiarą: księży, katechetów. Bycie prorokiem to wołanie na puszczy, owoce, których nie widać.

I trzeci a właściwie pierwszy i najważniejszy element to modlitwa – modlitwa duszy wzniesionej do Boga.

Podczas spotkania dyrektor Wydziału Katechetycznego ks. dr Mariusz Szypa wręczył specjalne wyróżnienia, pamiątki i podziękowania dla nestorów pracy katechetycznej obchodzących jubileusz 30-lecia. Odczytał również przygotowany z tej okazji list abp. Józefa Kupnego, metropolity wrocławskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję