Reklama

Franciszek do dziennikarzy o relacji z Benedyktem XVI, tradycji, ekumenizmie i przyszłości Europy

2019-06-04 10:52

tłum. st (KAI) / Watykan

Copyright Vatican Media

O swej relacji z Benedyktem XVI, znaczeniu tradycji, ekumenizmie i niepokojach związanych z przyszłością Europy mówił papież Franciszek na pokładzie samolotu lecącego z Sybinu do Rzymu. Rozmowa trwała około 35 minut, a Ojciec Święty odpowiedział na pięć pytań.

Oto pełny zapis konferencji prasowej Ojca Świętego w tłumaczeniu na język polski:

Alessandro Gisotti:

Dobry wieczór! Witaj, Ojcze Święty, witajcie koleżanki i koledzy. Lot powrotny ... Ojcze Święty, motto tej podróży brzmiało: „Idźmy razem”, ale także „latajmy razem”, bo sądzę, że naprawdę dużo lataliśmy, ale było także dużo zaangażowania, wysiłku ... Kilka dni temu przemawiając do prasy zagranicznej, Wasza Świątobliwość zakończył słowami: „Zwłaszcza podczas podróży zagranicznych widzę wasz trud”. Oto wysiłek, pasja, zaangażowanie kolegów, którzy opowiadali tę podróż ... Dzisiaj, jak wiecie, przypada Dzień Środków Społecznego Przekazu [we Włoszech a także w innych krajach – przyp. KAI], poświęcony nam, jako dziennikarzom, pracownikom mediów, na temat „Wszyscy tworzymy jedno”. Ojcze Święty, wiem, że zanim zostaną zadane pytania, chcesz nam przedstawić krótką refleksję na temat tego poświęconego nam Dnia.

Reklama

Papież Franciszek:

Dobry wieczór. Bardzo dziękuję za wasze towarzyszenie! Jak powiedział Alessandro Gisotti, ten Dzień zwraca naszą uwagę na was. Pracujecie w środkach przekazu, jesteście pracownikami, jak powiedział Alessandro - ale przede wszystkim powinniście być świadkami komunikacji. Dzisiaj ogólnie rzecz biorąc komunikacja się cofa. Rozwijają się kontakty, nawiązywanie kontaktów ale nie udaje się osiągnięcie przekazu. A wy, z powołania, jesteście świadkami komunikacji. To prawda, musicie nawiązywać kontakty, ale na tym nie poprzestawać, trzeba iść dalej. Życzę wam, abyście posunęli się naprzód w tym powołaniu, w tym świadectwie komunikacji, ponieważ czasy obecne potrzebują trochę mniej kontaktów a więcej komunikacji. Dziękuję. Gratulacje z okazji waszego Dnia. A teraz przejdźmy do pytań.

Alessandro Gisotti:

Zatem, Ojcze Święty, zgodnie z tradycją pierwsze dwa pytania zadadzą przedstawiciele mediów kraju, do którego się udaliśmy. Rozpoczyna Diana Dumitrascu z rumuńskiej telewizji TVR. Proszę bardzo:

Diana Dumitrascu:

Ojcze Święty, dziękujemy za wizytę w Rumunii. Wasza Świątobliwość wie, że w ostatnich latach wyemigrowały miliony naszych rodaków. Jakie jest przesłanie Waszej Świątobliwości dla rodziny, która zostawia swoje dzieci, by pojechać do pracy za granicę, żeby zapewnić im lepsze życie? Dziękuję.

Papież Franciszek:

Po pierwsze, skłania to mnie do refleksji nad umiłowaniem rodziny, ponieważ oddalenie się, podział na dwie lub trzy części, nie jest czymś dobrym. Zawsze jest tęsknota, żeby znów się spotkać. Ale oddalenie się od rodziny, aby niczego nie zabrakło, jest aktem miłości. Podczas wczorajszej Mszy św. usłyszeliśmy ostatnią intencję kobiety, która pracowała za granicą, by pomóc rodzinie. Zawsze takie oddzielenie jest bolesne. Ale dlaczego wyjeżdżają? Nie dla turystyki, ale z konieczności. Konieczność. Wiele razy jest to wynik polityki światowej, która na to wpływa. Wiem, że to historia Pani kraju, po upadku komunizmu ... Ponadto zamknięto wiele firm zagranicznych, by otworzyć je za granicą i osiągnąć większe zyski. Zamknięcie firmy to dzisiaj pozostawienie ludzi na bruku. Jest to także niesprawiedliwość globalna, ogólna braku solidarności. To cierpienie. Jak walczyć? Starając się otworzyć miejsca pracy. Nie jest to łatwe w obecnej światowej sytuacji finansowej, gospodarczej. Ale pomyślcie, że macie imponujący poziom urodzeń: tutaj nie widzimy demograficznej zimy, jaka jest w Europie. Niesprawiedliwością jest brak możliwości pracy dla wielu ludzi młodych. Dlatego życzę, aby ta sytuacja została rozwiązana, co zależy nie tylko od Rumunii, ale także od światowego ładu finansowego, od tego społeczeństwa konsumpcyjnego, by więcej mieć, by więcej zarabiać ... I wielu ludzi tam pozostaje, samych. Moją odpowiedzią jest apel o globalną solidarność w tym momencie, w którym Rumunia sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej, aby trochę na to spojrzeć ... Dziękuję.

Alessandro Gisotti:

Obecnie pytanie skieruje Cristian Micaci z Radio Maria-Romania.

Cristian Micaci:

Ojcze Święty, jak powiedział już wcześniej dyrektor, w tych dniach wiele mówiono o „podążaniu razem”. Teraz, gdy wyjeżdżasz chciałbym zapytać: co radzisz nam z Rumunii? Jakie powinny być relacje między wyznaniami, szczególnie między Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym - mniejszością katolicką a prawosławną większością - relacje między różnymi grupami etnicznymi oraz relacja między światem politycznym a społeczeństwem obywatelskim?

Papież Franciszek:

Ogólnie mówiąc, relacja wyciągniętej ręki, gdy występują konflikty. Dzisiaj kraj rozwijający się o wysokim poziomie urodzeń, taki jak wasz, z tą przyszłością, nie może sobie pozwolić na luksus posiadania wrogów wewnętrznych. Zawsze trzeba podejmować proces zbliżenia: między różnymi grupami etnicznymi, różnymi wyznaniami religijnymi, zwłaszcza dwoma chrześcijańskimi ... To jest pierwsza rzecz: zawsze wyciągnięta ręka, słuchanie drugiego. Z prawosławiem: macie wspaniałego patriarchę, człowieka wielkiego serca i wielkiego uczonego. Zna mistykę ojców pustyni, mistycyzm duchowy, studiował w Niemczech ... Jest także człowiekiem modlitwy. Łatwo jest zbliżyć się do Daniela, to proste, bo czuję się jak brat i rozmawialiśmy jak bracia. Nie powiem: „Ale dlaczego wy...”, a on nie powie „Ale dlaczego wy...”. Idźmy razem! Zawsze mając tę ideę: ekumenizm nie jest dotarciem do końca gry, dyskusji; ekumenizm czynimy pielgrzymując razem. Pielgrzymując razem. Modląc się razem. Ekumenizm modlitwy. W historii mamy ekumenizm krwi: kiedy zabijali chrześcijan, nie pytali: „Czy jesteś prawosławny? Czy jesteś katolikiem? Czy jesteś luteraninem? Czy jesteś anglikaninem?” Nie. „Jesteś chrześcijaninem”, a krew się ze sobą wymieszała. Ekumenizm świadectwa to kolejny ekumenizm. Modlitwy, krwi, świadectwa. Następnie, jak to nazywam, ekumenizm ubogich, który jest wspólną pracą w tym, co możemy, by pomóc słabym, chorym, ludziom, którzy są na skraju dochodu minimalnego: pomagać. Mateusz 25: to piękny program ekumeniczny, nieprawda? Pielgrzymowanie razem - to już jest jedność chrześcijan. Ale nie czekajcie, aż teolodzy zgodzą się na wspólną Eucharystię. Eucharystia odbywa się codziennie poprzez modlitwę, pamięć o krwi naszych męczenników, poprzez dzieła miłosierdzia a także poprzez wzajemną życzliwość. W pewnym europejskim mieście panowały dobre stosunki pomiędzy arcybiskupem katolickim a arcybiskupem luterańskim. Arcybiskup katolicki miał przybyć do Watykanu w niedzielę wieczorem i zadzwonił, że przybędzie w poniedziałek rano. Kiedy przyjechał, powiedział mi: „Przepraszam, ale wczoraj arcybiskup luterański musiał udać się na spotkanie i poprosił mnie, abym przybył do jego katedry i przewodniczył nabożeństwu”. Istnieje braterstwo! Jeśli do tego dojdzie, to już wiele! A katolik wygłosił kazanie. Nie sprawował Eucharystii, ale wygłosił kazanie. To jest braterstwo. Kiedy byłem w Buenos Aires, zostałem zaproszony przez Kościół Szkocki by wygłosić sporo kazań i szedłem tam, głosiłem kazanie ... Jest to możliwe! Można iść razem. Jedność, braterstwo, wyciągnięta ręka, patrzenie na siebie z życzliwością, nie obmawianie innych ... Wszyscy mamy wady. Ale jeśli idziemy razem, pozostawiamy wady: „starzy kawalerowie” je krytykują… Dziękuję.

Alessandro Gisotti:

Xavier Lenormand, z francuskiej agencji I-Media.

Xavier Lenormand:

Wasza Świątobliwość, moje pytanie jest trochę podobne do poprzedniego. Pierwszego dnia tej podróży udałeś się do katedry prawosławnej na piękny, ale i nieco trudny moment modlitwy „Ojcze nasz”. Trochę trudny, ponieważ o ile katolicy i prawosławni byli razem, to nie modlili się razem. Przed chwilą Wasza Świątobliwość właśnie mówił o ekumenizmie modlitwy. Zatem moje pytanie brzmi: Wasza Świątobliwość, co myślałeś, kiedy trwałeś w milczeniu podczas „Ojcze nasz” w języku rumuńskim? I jakie są kolejne konkretne kroki w tym podążaniu razem? Dziękuję, Wasza Świątobliwość.

Papież Franciszek:

Wyznam panu: nie milczałem, odmawiałem „Ojcze nasz” w języku włoskim. Czy pan także? I widziałem podczas modlitwy „Ojcze nasz”, że większość ludzi modliła się czy to w języku rumuńskim czy łacińskim. Ludzie idą dalej, niż my przywódcy: my, przywódcy, musimy utrzymywać równowagę dyplomatyczną, aby zapewnić, byśmy szli razem. Istnieją nawyki, reguły dyplomatyczne, które dobrze zachować, aby rzeczy nie uległy zniszczeniu; ale lud modli się razem. My też, gdy jesteśmy sami, modlimy się razem. To jest świadectwem. Mam doświadczenie modlitwy z wieloma pastorami luterańskimi, ewangelikalnymi a także prawosławnymi. Patriarchowie są otwarci. Tak, również my, katolicy mamy ludzi zamkniętych, którzy tego nie chcą i mówią: „Nie, prawosławni są schizmatykami”. To stare rzeczy. Prawosławni są chrześcijanami. Są jednak pewne fundamentalistyczne grupy katolickie: musimy je tolerować, modlić się za nich, aby Pan i Duch Święty nieco zmiękczyły ich serce. Ale modliłem się. Obydwaj się modliliśmy. Nie patrzyłem na Daniela, ale myślę, że uczynił to samo.

Alessandro Gisotti:

Dziękuję Ojcze Święty. Pytanie zada teraz Manuela Tulli z agencji ANSA.

Manuela Tulli:

Dobry wieczór, Ojcze Święty. Byliśmy w Rumunii, kraju, który okazał się europejski. W tych ostatnich wyborach niektórzy przywódcy polityczni, tacy jak nasz wicepremier Matteo Salvini, prowadzili kampanię ukazując symbole religijne: na wiecach widzieliśmy różańce, krzyże, poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi. Chciałabym wiedzieć, jakie wrażenie to na tobie wywarło, i czy to prawda, jak mówią pewne niedyskrecje, że Wasza Świątobliwość nie chce się spotkać się z naszym wicepremierem?

Papież Franciszek:

Po pierwsze - zaczynam od drugiego - nie słyszałem, by ktokolwiek z rządu [włoskiego], z wyjątkiem premiera, zwrócił się z prośbą o audiencję. Nikt. Aby poprosić o audiencję trzeba porozmawiać z Sekretariatem Stanu, prosi się o audiencję. Premier Conte o nią poprosił i otrzymał, jak wskazuje protokół. Audiencja z premierem była piękna i trwała może godzinę lub więcej. To człowiek inteligentny, profesor, który wie, o czym mówi. Jeśli chodzi o wicepremiera, nie otrzymałem żadnych próśb ani też od innych ministrów. Tak, przyjąłem prezydenta Republiki.

Po drugie – odnośnie tych zdjęć. Wielokrotnie wyznałem, że czytam dwie gazety: „gazetę partyjną”, czyli „L'Osservatore Romano”, czytam i dobrze by było, gdybyście i wy ją czytali, ponieważ są tam bardzo interesujące klucze interpretacyjne. A także to co mówię. A ponadto „Il Messaggero”, który mi się podoba, Messaggero, ponieważ ma wielkie nagłówki: przeglądam, czasami się zatrzymuję… I nie wchodziłem w informacje propagandowe, na temat tego jak ta, czy inna partia uprawia propagandę wyborczą… doprawdy. Istnieje trzeci element, w którym uznaję siebie za ignoranta: nie rozumiem włoskiej polityki. To prawda, powinienem ją studiować, ale jej nie rozumiem. Gdybym wyraził opinię na temat postaw kampanii wyborczej jednej z partii, nie mając informacji, to byłoby to z mojej strony bardzo nieroztropne. Modlę się za wszystkich, aby Włochy się rozwijały, aby Włosi się zjednoczyli i byli uczciwi w swoim zaangażowaniu. Jestem także Włochem, bo jestem synem włoskich emigrantów: jestem włoskiej krwi, wszyscy moi bracia mają włoskie obywatelstwo. Nie wystąpiłem o nie, bo w czasie, kiedy je nabyli byłem biskupem, i powiedziałem: „Nie, biskup musi pochodzić z ojczyzny”, i nie chciałem go nabyć. Dlatego go nie mam. W polityce wielu krajów istnieje choroba korupcji, w każdym miejscu. Nie mówcie jutro: „Papież powiedział, że włoska polityka jest skorumpowana”, nie. Powiedziałem, że jedną z chorób na całym świecie jest popadanie w korupcję. Jest to fakt powszechny. Proszę, nie wkładajcie w moje usta to, czego nie powiedziałem. Kiedyś opowiadano mi, jak zawierane są układy polityczne: wyobraźmy sobie spotkanie dziewięciu przedsiębiorców przy stole; dyskutują, aby uzgodnić rozwój swoich firm i w końcu, po wielu godzinach rozmów i wielu wypitych kawach zgadzają się. Wzięli sprawozdanie, dokonali podsumowania, przeczytali ... Zgadzasz się? Zgadzam. Kiedy drukują umowę, piją whisky, żeby to uczcić, a potem zaczynają krążyć papiery, by podpisać umowę. Kiedy krążą papiery, pod stołem, ja i ten ... zawieramy kolejny układ pod stołem. To jest korupcja polityczna, która uprawia się wszędzie. Musimy pomagać politykom, aby byli uczciwi, aby nie prowadzili kampanii pod nieuczciwym sztandarem oszczerstw, zniesławiania, skandali. Tak, często zasiewają nienawiść i lęk. I to jest straszne. Polityka, polityk nigdy nie powinien siać nienawiści i lęku, tylko nadzieję. Sprawiedliwą i wymagającą, ale nadzieję. Musi bowiem kierować krajem, a nie zaszczepiać w nim lęku. Nie wiem, czy odpowiedziałem. Ale nie znam szczegółów postępowania polityków.

Alessandro Gisotti:

Ojcze Święty, teraz zada ci pytanie Eva Fernández, dziennikarka Cope.

Eva Fernández:

Ojcze Święty, wczoraj na spotkaniu z młodymi ludźmi i rodzinami, ponownie podkreśliłeś znaczenie relacji między dziadkami a ludźmi młodymi, aby młodzi ludzie mieli korzenie, aby szli naprzód, a dziadkowie mogli marzyć. Wasza Świątobliwość nie ma rodziny w pobliżu, ale powiedziałeś, że Benedykt XVI jest jak dziadek, to tak, jakby w domu był dziadek ...

Papież Franciszek:

To prawda!

Eva Fernández:

Czy nadal postrzegasz go jak dziadka?

Papież Franciszek:

Więcej! Za każdym razem, gdy go odwiedzam, tak to odczuwam. Trzymam go za rękę i proszę, by mówił. Mówi mało, powoli, ale z tą samą co zawsze głębią. Bo problemem Benedykta są kolana, a nie głowa. Zachowuje wielką jasność umysłu, a kiedy słyszę jak mówi, nabieram sił, czuję soki płynące z korzeni i to pomaga mi iść naprzód. Czuję tę tradycję Kościoła, która nie jest eksponatem z muzeum. Tradycja jest niczym korzenie, które dają ci soki dla wzrostu, ale ty nie staniesz się korzeniami, ty rozkwitniesz, drzewo będzie rosło, wyda owoce i nasiona staną się korzeniami dla innych. Tradycja Kościoła jest zawsze w ruchu. W wywiadzie dla Andrei Monda w L’Osservatore Romnano - czytacie L’Osservatore, prawda? - kilka dni temu zawarte były słowa, które bardzo mi się spodobały, kompozytora Gustawa Mahlera. Mówiąc o tradycjach, powiedział: „Tradycja jest gwarancją przyszłości, a nie stróżem popiołów”. Nie jest eksponatem muzealnym. Tradycja nie strzeże popiołów, nostalgii fundamentalistów, powrotu do popiołów, nie. Tradycja to korzenie, które zapewniają, by drzewo rosło, kwitło i wydało owoce. I powtórzę ten fragment argentyńskiego poety, który bardzo lubię cytować: „to czym drzewo rozkwita pochodzi z tego, co jest pod ziemią”. Cieszę się, ponieważ w Jassach wspomniałem o tej babci [z jej nowonarodzonym wnukiem w ramionach]: był to gest „współudziału” i tymi oczami ... W tym momencie byłem tak podekscytowany, że nie zareagowałem, a potem papamobil pojechał naprzód. Krótko mówiąc, mógłbym jej powiedzieć, żeby ta babcia wyszła na przód, żeby pokazała ten gest ... I powiedziałem do Pana Jezusa: „Szkoda, ale możesz to rozwiązać”. A nasz dobry Francesco [fotograf], kiedy zobaczył komunikację jaką miałem z tą kobietą oczami, zrobił zdjęcie i jest ono teraz upublicznione: widziałem je dziś po południu na Vatican Insider. To są korzenie i to będzie rosło. Nie będzie takie jak ja, ale daję to, co moje. To spotkanie [między starymi a młodymi] jest ważne. Potem są słowa. Kiedy dziadkowie czują, że mają wnuki, które będą rozwijać dzieje, zaczynają marzyć - kiedy dziadkowie nie marzą, to ulegają przygnębieniu -: Ah! jest przyszłość! A młodzi wsparci poprzez to, zaczynają prorokować i tworzyć historię. To jest ważne.

Eva Fernández:

Dziękuję Ojcze Święty.

Alessandro Gisotti:

Myślę, że mamy jeszcze miejsce na jedno pytanie: Lucas Wiegelmann z Herder Korrespondenz ...

Papież Franciszek:

Czytałem ten magazyn w Buenos Aires ...

Lucas Wiegelmann:

Ojcze Święty, podczas tych dni wiele mówiłeś o braterstwie między ludźmi i o podążaniu razem, o czym już słyszeliśmy. Widzimy jednak, że w Europie rośnie liczba tych, którzy nie chcą braterstwa, lecz egoizm i izolację, wolą iść samotnie. Dlaczego tak jest Twoim zdaniem, i co musi uczynić Europa, aby to zmienić? Dziękuję.

Papież Franciszek:

Wybaczcie mi, że cytuję samego siebie, nie robię tego z próżności, ale ponieważ jest to przydatne. Mówiłem o tym problemie w dwóch [trzech] przemówieniach: w Strasburgu; w tym, które wygłosiłem, kiedy otrzymałem nagrodę Karola Wielkiego; a następnie w przemówieniu skierowanym do wszystkich przywódców państw i rządów w Sala Regia. Byli wszyscy, kiedy obchodzono rocznicę Traktatów rzymskich, ustanawiających Unię Europejską. W tych przemówieniach powiedziałem wszystko, co myślę. Jest też inne przemówienie, które nie ja wygłosiłem, ale burmistrz, Bürgermeister Akwizgranu. Jest ono klejnotem, waszym niemieckim klejnotem. Niech pan je przeczyta, a wiele tam znajdzie. Europa musi rozmawiać. Europa nie może powiedzieć: „Jesteśmy zjednoczeni, teraz powiemy w Brukseli: dawajcie sobie radę, idźcie do przodu”. Nie. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za Unię Europejską i rotacyjna prezydencja w Unii nie jest gestem kurtuazyjnym, jak tańczenie menueta, nie dotyczy mnie i ciebie. Nie - jest symbolem odpowiedzialności, którą ma każdy kraj w odniesieniu do Europy. Jeśli Europa nie postrzega dobrze wyzwań przyszłości, to podupadnie. Pozwoliłem sobie stwierdzić w Strasburgu, że Europa przestaje być matką, a staje się babcią. Zestarzała się. Zatraciła pragnienie wspólnego działania. Być może ktoś się już zastanawia, czy w ten sposób nie zakończy się ta trwająca 70 lat przygoda? Trzeba powrócić do mistyki ojców założycieli. Europa potrzebuje samej siebie, swojej tożsamości, swojej jedności i z tym przezwyciężania, z tym wszystkim co oferuje dobra polityka, przezwyciężania podziałów i granic. W Europie widzimy granice. To nie jest dobre. Nie są też dobre granice kulturowe. To prawda, że każdy kraj ma własną tożsamość i powinien jej strzec, ale z duchem wielościanu; istnieje globalizacja, w której szanowane są kultury wszystkich, ale wszystkich trwających w jedności. Proszę was, niech Europa nie da się pokonać pesymizmowi i ideologiom, bo Europę atakują w tej chwili nie działa armatnie i bomby, lecz ideologie: ideologie pozaeuropejskie, pochodzące z zewnątrz lub rodzące się w małych europejskich grupkach, ale nie są wielkie. Pomyślcie o Europie podzielonej i toczącej wojnę, roku 1914 i z lat 1932-33 aż po 1939, kiedy wybuchła wojna: proszę was, nie wracajmy do tego! Uczmy się z historii. Nie wpadajmy do tego samego dołu. Innym razem mówiłem wam, że jest takie powiedzenie, iż jedynym zwierzęciem, które dwa razy wpada do tego samego dołu jest człowiek: osioł tego nie czyni!

Nie wiem, co jeszcze mam powiedzieć ... Ale niech pan przeczyta to przemówienie burmistrza, Bürgermeistra z Akwizgranu: to klejnot.

Alessandro Gisotti:

Dziękuję Ojcze Święty. Dziękuję za tę dyspozycyjność pod koniec trzech bardzo wymagających dni, także za te pięć podróży jedna po drugiej, w tej pierwszej połowie roku, tak pełnych wydarzeń, jakże różnych ze względu na odbyte spotkania. Dziękuję.

Papież Franciszek:

Teraz dwie rzeczy. Ze względu na klimat [warunki pogodowe], wczoraj musiałem jechać samochodem: dwie godziny i 40 minut. To była łaska od Boga: widziałem piękny krajobraz, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Przemierzyłem cały Siedmiogród: jakże jest piękny! Nigdy nie widziałem czegoś takiego. A dzisiaj, aby pojechać do Blaj, to samo: coś niezwykle pięknego! Krajobraz tego kraju. Dziękuję również za deszcz, który sprawił, że podróżowałem w ten sposób, a nie za pomocą helikoptera, mając więcej kontaktu z rzeczywistością.

Po drugie, wiem, że niektórzy z was są osobami wierzącymi, inni nie za bardzo, ale powiem wierzącym: módlcie się za Europę, módlcie się za Europę, za jedność. Niech Pan obdarzy nas łaską. Dla niewierzących: życzcie dobrej woli, życzcie z serca, aby Europa na nowo wróciła do tego, jaką ją wymarzyli ojcowie założyciele. Dziękuję. Dziękuję bardzo. I dobrego zakończenia „świętowania” [Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu].

Tagi:
Franciszek

Papież na 53 Dzień Pokoju apeluje o dialog, pojednanie i nawrócenie ekologiczne

2019-12-12 12:36

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan

O postrzeganie pokoju jako drogi nadziei, w której nie ma miejsca na strach, ale obejmującej dialog, pojednanie i nawrócenie ekologiczne, zaapelował Ojciec Święty w orędziu na 53 Światowy Dzień Pokoju, obchodzony 1 stycznia 2020 roku. Tradycyjnie już treść tego dokumentu została podpisana w Watykanie 8 grudnia.

POKÓJ JAKO DROGA NADZIEI:

DIALOG, POJEDNANIE I NAWRÓCENIE EKOLOGICZNE

1. Pokój, droga nadziei w obliczu przeciwności i prób

Pokój jest dobrem cennym, przedmiotem naszej nadziei, do którego dąży cała ludzkość. Nadzieja na pokój to postawa ludzka, która zawiera napięcie egzystencjalne, ze względu na które nawet niekiedy uciążliwą teraźniejszość „można przeżywać i akceptować, jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi” [1]. Dzięki temu nadzieja jest cnotą, która każe nam wyruszyć w drogę, daje nam skrzydła, by iść naprzód, nawet gdy przeszkody wydają się nie do pokonania.

Nasza ludzka wspólnota nosi w pamięci i ciele znaki wojen i konfliktów, które następowały po sobie z coraz większymi możliwościami zniszczenia, a które nie przestają dotykać szczególnie najuboższych i najsłabszych. Nawet całym narodom trudno wyzwolić się z okowów wyzysku i korupcji, podsycających nienawiść i przemoc. Do dziś, wielu mężczyznom i kobietom, dzieciom i osobom starszym odmawia się godności, nietykalności fizycznej, wolności, w tym wolności religijnej, solidarności wspólnotowej, nadziei na przyszłość. Wiele niewinnych ofiar znosi udrękę upokorzenia i wykluczenia, żałoby i niesprawiedliwości, a nawet urazów wynikających z systematycznych zaciekłych prześladowań przeciw swemu ludowi i swoim bliskim.

Straszliwe doświadczenia konfliktów wewnętrznych i międzynarodowych, często pogłębiane przemocą bez jakiejkolwiek litości, odcisnęły piętno na ciele i duszy ludzkości. Każda wojna okazuje się bowiem bratobójstwem, które niszczy sam projekt braterstwa, wpisany w powołanie rodziny ludzkiej.

Wiemy, że wojna często zaczyna się od nietolerancji wobec odmienności drugiego, co wywołuje chęć posiadania i wolę panowania. Rodzi się w sercu człowieka z egoizmu i pychy, z nienawiści prowadzącej do zniszczenia, aby zamknąć drugiego w obrazie negatywnym, żeby go wykluczyć i usunąć. Wojna jest podsycana przez wypaczanie relacji, ambicje hegemoniczne, nadużycia władzy, lęk przed drugim i różnicę postrzeganą jako przeszkodę; i jednocześnie to wszystko podsyca.

Paradoksalne jest, jak zauważyłem podczas ostatniej podróży do Japonii, że „nasz świat żyje przewrotną dychotomią chęci obrony i zapewnienia stabilności i pokoju, opartych na fałszywym bezpieczeństwie wspieranym mentalnością strachu i nieufności, co doprowadza do zatrucia relacji między narodami i uniemożliwienia jakiegokolwiek dialogu. Nie da się pogodzić pokoju między narodami i stabilności z jakimkolwiek usiłowaniem budowania na strachu przed wzajemnym zniszczeniem lub na groźbie całkowitej zagłady. Jest to możliwe jedynie wychodząc z globalnej etyki solidarności i współpracy w służbie przyszłości kształtowanej przez współzależność i współodpowiedzialność całej rodziny ludzkiej dziś i jutro” [2].

Każda sytuacja zagrożenia wywołuje nieufność i skupienie się na swoim statusie. Nieufność i strach zwiększają kruchość relacji i zagrożenie przemocą, w błędnym kole, które nigdy nie może prowadzić do relacji pokojowych. W związku z tym, nawet odstraszanie nuklearne może stworzyć jedynie złudne bezpieczeństwo.

Dlatego nie możemy oczekiwać utrzymania stabilności na świecie poprzez strach przed unicestwieniem, w bardzo niestabilnej równowadze, zawieszonej na skraju otchłani nuklearnej i zamkniętej w murach obojętności, gdzie podejmowane są decyzje społeczno-gospodarcze otwierające drogę do dramatów odrzucenia człowieka i stworzenia, zamiast strzec siebie nawzajem [3]. Jak zatem zbudować drogę pokoju i wzajemnego uznania? Jak przełamać chorobliwą logikę pogróżek i strachu? Jak pokonać dominującą obecnie dynamikę nieufności?

Musimy dążyć do prawdziwego braterstwa opartego na wspólnym pochodzeniu od Boga, braterstwa realizowanego w dialogu i wzajemnym zaufaniu. Pragnienie pokoju jest głęboko zakorzenione w sercu człowieka i nie wolno nam rezygnować, godząc się na coś, co byłoby od niego mniejsze.

2. Pokój, droga słuchania oparta na pamięci, solidarności i braterstwie

Hibakusha, osoby, które przeżyły bombardowania atomowe w Hiroszimie i Nagasaki, należą do tych, którzy dziś podtrzymują płomień zbiorowej świadomości, świadcząc następnym pokoleniom o potworności tego, co wydarzyło się w sierpniu 1945 r. oraz o niewypowiedzianych cierpieniach, jakie po tym nastąpiły aż po dzień dzisiejszy. Ich świadectwo rozbudza i zachowuje w ten sposób pamięć o ofiarach, aby ludzkie sumienie stawało się coraz silniejsze w obliczu wszelkiej woli dominacji i zniszczenia: „nie możemy pozwolić, by obecne i nowe pokolenia utraciły pamięć o tym, co się wydarzyło, tę pamięć, która jest gwarantem i bodźcem do budowania bardziej sprawiedliwej i braterskiej przyszłości” [4].

Podobnie jak oni, wiele osób na całym świecie oferuje przyszłym pokoleniom nieodzowną posługę pamięci, której należy strzec nie tylko po to, aby nie popełniać na nowo tych samych błędów, albo by nie proponowano na nowo złudnych wzorców przeszłości, ale także dlatego, aby jako owoc doświadczenia stanowiła ona korzeń i podpowiadała drogę dla obecnych i przyszłych decyzji pokojowych.

Co więcej, pamięć jest perspektywą nadziei: często w mrokach wojen i konfliktów, pamięć o nawet niewielkim otrzymanym geście solidarności może zainspirować decyzje odważne, a nawet heroiczne, może uruchomić nowe energie i rozpalić nową nadzieję w poszczególnych osobach i wspólnotach.

Otwarcie i wytyczanie drogi pokoju jest wyzwaniem o tyle bardziej złożonym, o ile wchodzące w grę interesy w stosunkach między osobami, wspólnotami i narodami są wielorakie i sprzeczne. Przede wszystkim należy odwoływać się do sumienia moralnego oraz do woli osobistej i politycznej. Pokój czerpiemy bowiem z głębi ludzkiego serca, a wola polityczna zawsze musi być umacniana, aby rozpocząć nowe procesy, które jednają i jednoczą osoby i wspólnoty.

Świat nie potrzebuje pustych słów, ale przekonanych świadków, budowniczych pokoju otwartych na dialog, bez wykluczenia i manipulacji. Nie można bowiem naprawdę osiągnąć pokoju, jeśli nie będzie pełnego przekonania dialogu mężczyzn i kobiet, którzy szukają prawdy pomijając ideologie i różne opinie. Pokój „należy budować bezustannie” [5], jest drogą, którą przebywamy razem, zawsze szukając dobra wspólnego i zobowiązując się do dotrzymywania danego słowa i poszanowania prawa. We wzajemnym słuchaniu mogą też wzrastać poznanie i szacunek dla drugiego, aż po rozpoznanie w nieprzyjacielu twarzy brata.

Proces pokojowy jest zatem zaangażowaniem, które trwa w czasie. Jest to cierpliwe dzieło poszukiwania prawdy i sprawiedliwości, szanujące pamięć ofiar i otwierające krok po kroku wspólną nadzieję, silniejszą niż zemsta. W państwie prawa demokracja może być znaczącym paradygmatem tego procesu, jeżeli opiera się na sprawiedliwości i dążeniu do ochrony praw każdego, zwłaszcza słabych lub zmarginalizowanych, w nieustannym poszukiwaniu prawdy [6]. Chodzi o konstrukcję społeczną i dzieło w toku, w które każdy odpowiedzialnie wnosi swój wkład na wszystkich poziomach społeczności lokalnej, krajowej i ogólnoświatowej.

Jak podkreślał św. Paweł VI, „podwójna tendencja, do równości i do udziału w zarządzaniu zmierza do wytworzenia pewnego typu społeczeństwa demokratycznego [...]. Stąd wynika doniosłość wychowywania do życia społecznego, wychowania, w którym obok pouczenia o prawach należnych każdemu znajdzie się przypomnienie o wzajemnych obowiązkach, które są koniecznym odpowiednikiem praw. Świadomość zaś obowiązków i wykonywanie ich zależą najbardziej od panowania nad sobą, a także od podjęcia odpowiedzialności i uznania granic wolności jednostki czy grupy” [7].

Przeciwnie, rozdźwięk między członkami społeczeństwa, wzrost nierówności społecznych i odmowa użycia narzędzi służących integralnemu rozwojowi człowieka zagrażają dążeniu do dobra wspólnego. Natomiast cierpliwa praca, oparta na sile słowa i prawdy, może rozbudzić w osobach zdolność do współczucia i twórczej solidarności.

W naszym chrześcijańskim doświadczeniu nieustannie upamiętniamy Chrystusa, który oddał swoje życie dla naszego pojednania (por. Rz 5, 6-11). Kościół w pełni uczestniczy w dążeniu do sprawiedliwego ładu, nieustannie służąc dobru wspólnemu i pielęgnując nadzieję pokoju, poprzez przekaz wartości chrześcijańskich, nauczanie moralne oraz dzieła społeczne i wychowawcze.

3. Pokój, droga pojednania w braterskiej komunii

Biblia, zwłaszcza poprzez słowo proroków, nawołuje sumienia i ludy do przymierza Boga z ludzkością. Chodzi o porzucenie chęci panowania nad innymi i nauczenie się patrzenia na siebie nawzajem jako na osoby, jako na dzieci Boże, jako na braci. Drugi nigdy nie powinien być spychany do tego, co mógł powiedzieć lub uczynić, ale powinien być widziany przez pryzmat obietnicy, którą w sobie niesie. Tylko wybierając drogę szacunku można przełamać spiralę zemsty i wejść na drogę nadziei.

Prowadzi nas fragment Ewangelii przytaczający następującą rozmowę między Piotrem a Jezusem: „«Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?». Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy»”(Mt 18, 21-22). Ta droga pojednania wzywa nas do odnalezienia w głębi naszych serc siły przebaczenia i umiejętności uznania siebie za braci i siostry. Uczenie się życia w przebaczeniu zwiększa naszą zdolność do stawania się kobietami i mężczyznami pokoju.

To, co jest prawdą o pokoju w sferze społecznej, jest również prawdziwe w sferze politycznej i gospodarczej, ponieważ kwestia pokoju przenika wszystkie wymiary życia wspólnotowego: nigdy nie będzie prawdziwego pokoju, dopóki nie będziemy zdolni do zbudowania bardziej sprawiedliwego systemu gospodarczego. Jak dziesięć lat temu napisał Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate: „Przezwyciężenie niedorozwoju wymaga interwencji nie tylko w zakresie polepszenia transakcji opierających się na wymianie, nie tylko tworzenia struktur opiekuńczych natury publicznej, ale przede wszystkim stopniowego otwarcia, w kontekście światowym, na formy działalności ekonomicznej charakteryzujące się elementami darmowości i komunii” (n. 39).

4. Pokój, droga nawrócenia ekologicznego

„Jeśli złe zrozumienie naszych zasad prowadziło nas czasami do usprawiedliwiania nadużyć w traktowaniu natury lub despotycznego panowania człowieka nad stworzeniem czy też wojen, niesprawiedliwości i przemocy, to jako ludzie wierzący możemy uznać, że w ten sposób byliśmy niewierni względem skarbu mądrości, którego powinniśmy strzec”[8].

W obliczu następstw naszej wrogości wobec innych, braku szacunku dla wspólnego domu i rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych – postrzeganych jako użyteczne narzędzia wyłącznie dla doraźnego zysku, bez poszanowania wspólnot lokalnych, dobra wspólnego i dobra przyrody – potrzebujemy nawrócenia ekologicznego.

Niedawny Synod na temat Amazonii pobudza nas do skierowania w nowy sposób apelu o pokojową relację między wspólnotami a ziemią, między teraźniejszością a pamięcią, między doświadczeniami a nadziejami.

Ta droga pojednania jest także słuchaniem i kontemplacją świata, który został nam dany przez Boga, abyśmy go uczynili naszym wspólnym domem. Istotnie, zasoby naturalne, liczne formy życia i sama Ziemia zostały nam powierzone, abyśmy je „uprawiali i strzegli” (por. Rdz 2, 15), także dla przyszłych pokoleń, z odpowiedzialnym i aktywnym udziałem każdego. Ponadto potrzebujemy przemiany przekonań i spojrzeń, która otworzyłaby nas bardziej na spotkanie z drugim człowiekiem i na przyjęcie daru stworzenia, które odzwierciedla piękno i mądrość Stwórcy.

Stąd wypływają zwłaszcza głębokie motywacje i nowy sposób zamieszkiwania we wspólnym domu, bycia obecnymi jedni dla drugich ze swoimi różnorodnościami, celebrowania i szanowania życia otrzymanego i dzielonego z innymi, zatroszczenia się o warunki i modele społeczeństwa, które sprzyjałyby rozkwitaniu i trwałości życia w przyszłości, rozwijania dobra wspólnego całej rodziny ludzkiej.

Nawrócenie ekologiczne, o które apelujemy, prowadzi nas zatem do nowego spojrzenia na życie, biorąc pod uwagę szczodrość Stwórcy, który dał nam Ziemię i który wzywa nas do radosnej wstrzemięźliwości dzielenia się. Takie nawrócenie należy rozumieć w sposób integralny, jako przekształcenie relacji utrzymywanych z naszymi siostrami i braćmi, z innymi istotami żywymi, ze stworzeniem w jego niezwykle bogatej różnorodności, ze Stwórcą, który jest źródłem wszelkiego życia. Dla chrześcijanina wymaga to „rozwijania wszystkich konsekwencji swego spotkania z Jezusem w relacjach z otaczającym go światem” [10].

5. Tyle się zyskuje, ile się spodziewa[10]

Droga pojednania wymaga cierpliwości i zaufania. Nie można osiągnąć pokoju, jeśli się go nie spodziewamy.

Chodzi przede wszystkim o wiarę w możliwość pokoju, wiarę w to, że druga osoba ma – tak samo, jak my – potrzebę pokoju. Może nas w tym inspirować miłość Boga do każdego z nas, miłość wyzwalająca, miłość nieograniczona, darmowa, niestrudzona.

Często źródłem konfliktu jest strach. Dlatego ważne jest, aby wyjść poza nasze ludzkie obawy, uznając siebie za potrzebujące dzieci, w obliczu Tego, który nas miłuje i na nas czeka, jak Ojciec na syna marnotrawnego (por. Łk 15, 11–24). Kultura spotkania między braćmi i siostrami zrywa z kulturą pogróżek. Sprawia, że każde spotkanie staje się szansą i darem szczodrej miłości Boga. Prowadzi nas do przekroczenia granic naszych ograniczonych horyzontów, aby zawsze zmierzać do życia w powszechnym braterstwie, jako dzieci jednego Ojca Niebieskiego.

Dla uczniów Chrystusa droga ta jest także wspierana sakramentem Pojednania, danym przez Pana na odpuszczenie grzechów osób ochrzczonych. Ten sakrament Kościoła, który odnawia osoby i wspólnoty, wzywa nas, byśmy patrzyli na Jezusa, który pojednał „wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 20); i prosi nas, byśmy zrezygnowali z wszelkiej przemocy w naszych myślach, słowach i czynach, zarówno wobec bliźniego, jak i wobec stworzenia.

Łaska Boga Ojca daje się jako miłość bez warunków. Otrzymawszy Jego przebaczenie w Chrystusie, możemy wyruszyć w drogę, aby je ofiarować mężczyznom i kobietom naszych czasów. Dzień po dniu Duch Święty podpowiada nam postawy i słowa, abyśmy stali się budowniczymi sprawiedliwości i pokoju.

Niech Bóg pokoju nas błogosławi i przyjdzie nam z pomocą.

Niech Maryja, Matka Księcia Pokoju i Matka wszystkich ludów ziemi towarzyszy nam i wspiera nas na drodze pojednania, krok po kroku.

I oby każda osoba, przychodząc na ten świat, mogła zaznać życia w pokoju i w pełni rozwinąć obietnicę miłości i życia, jaką w sobie nosi.

Watykan, 8 grudnia 2019 r. Franciszek

PRZYPISY:

1. BENEDYKT XVI, Enc. Spe salvi (30 listopada 2007), 1.

2. Przemówienie o broni nuklearnej, Nagasaki, „Atomic Bomb Hypocenter”, 24 listopada 2019.

3. Por. Homilia na Lampedusie, 8 lipca 2013.

4. Przemówienie na temat pokoju, Hiroszima, Pomnik Pokoju, 24 listopada 2019.

5. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 78.

6. Por. BENEDYKT XVI, Discorso ai dirigenti delle Associazioni Cristiane Lavoratori Italiani, 27 stycznia 2006.

7. List apost. Octogesima adveniens (14 maja 1971), 24.

8. Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 200.

9. Tamże, 217

10. Por. ŚW. JAN OD KRZYŻA, Noc ciemna, II, 21, 8.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Drezdenko: Dekanalny Halowy Turniej Piłki Nożnej Ministrantów

2019-12-13 10:18

Paulina Tyrka

W sobotę 7 grudnia został rozegrany Dekanalny Halowy Turniej Piłki Nożnej Ministrantów zorganizowany przez Parafię Przemienienia Pańskiego w Drezdenku.

Archiwum autora
Uczestnicy turnieju

Przed rozpoczęciem rozgrywek sportowych wszyscy uczestnicy spotkali się w kościele na Mszy świętej a następnie wraz z opiekunami udali się na halę sportową. System rozgrywek polegał na tym, że każda drużyna grała ze sobą, co przyniosło wiele emocji i pięknych bramek. W kwalifikacji generalnej : I miejsce zajęli ministranci z Trzebicza, II miejsce drużyna z Drezdenka i III miejsce drużyna ze Skwierzyny. Rozgrywki mają przede wszystkim służyć rozwojowi młodych ludzi. Rywalizacja uczy wygrywać według zasad fair play, a przegrana uczy pokory. Ministranci pokazali, że nie tylko pięknie i wytrwale służą przy ołtarzu, ale również wspaniale ze sobą współpracują na boisku, tworząc wspólnotę. Dziękujemy serdecznie tym wszystkim bez których ten turniej by się nie odbył. Przede wszystkim ks. Łukaszowi Murańskiemu CRL za zaangażowanie i organizację, wszystkim sponsorom, sędziom piłkarskim i wszystkim drużynom biorącym udział w turnieju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem