Reklama

Niedziela Małopolska

Dialogi z Arcybiskupem 2019: „Parafia czy churching?”

6 czerwca 2019 roku w Uniwersyteckiej Kolegiacie św. Anny w Krakowie odbyło się kolejne spotkanie w ramach cyklu „Dialogi z Arcybiskupem 2019”, podczas których wierni mogą kierować nurtujące ich pytania do metropolity krakowskiego, abpa Marka Jędraszewskiego. W tym miesiącu tematem rozważań było „Parafia czy churching?”.

Na początku arcybiskupa w kościele pw. św. Anny powitał proboszcz parafii, ks. Tadeusz Panuś podkreślił, że zgodnie z konwencją za chwilę zostanie zaprezentowana sonda uliczna, następnie metropolita wygłosi katechezę, odpowie na pytania internautów, a także zebranych osób.

W sondzie ulicznej respondenci przyznawali, że często wybierają kościoły inne niż parafialne. Powody dla którego tak się dzieje są bardzo zróżnicowane, m.in.: przynależność do wspólnoty, budynek kościoła dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, organizowanie Msze św. dla dzieci lub względy logistyczne: osoba, która studiuje w Krakowie lub mieszka za granicą nie dojeżdża na nabożeństwa do swojej rodzinnej miejscowości. Bardzo często powtarzającym się argumentem był ten mówiący o kazaniach głoszonych przez księży. Wierni wolą udać się na Mszę św. w miejsce, gdzie są przekonani o tym, że duszpasterz głosi ciekawsze kazania. Pojawiły się również głosy osób, które stwierdziły, że uczęszczają wyłącznie do swojej parafii, bo to jest ich miejsce i tam się czują najlepiej.

Reklama

Arcybiskup wygłosił katechezę, zaczynając od przypomnienia wydarzenia sprzed czterech lat, gdy papież Franciszek spotkał się w Krakowie z polskimi biskupami i mówił o wielkiej roli parafii, jako struktury fundamentalnej, dzięki której rozwija się Kościół. Metropolita zauważył, że papież przybył z obcego kraju, ma zatem doświadczenie z dalekiego świata, gdzie występują kontrasty społeczne i napięcia, ale mówił o parafii jako wspólnocie wiary, nadziei i miłości, która rozwija się dzięki Eucharystii, będącej źródłem życia i szczęścia każdego chrześcijanina.

Metropolita zwrócił uwagę, że zdarzają się parafie w których jest bardzo wielu wiernych. – To są kolejne wyzwania, które sprawiają, ze wspólnota parafialna żeby żyć, istnieć i rozwijać się natrafia na trudności – powiedział. Wskazał na istotne problemy: zbyt dużą liczebność wiernych w parafii, czy duże odległości. Zauważył, że parafia jest „wspólnotą wspólnot”, to znaczy że w jej skład wchodzą pomniejsze wspólnoty i to właśnie w parafii udziela się wiernym najważniejszych sakramentów.

Przyznał, że churching to zjawisko bardzo złożone: zdarza się np. że ludzie wybierają parafię w której jest większy parking samochodowy. Przypomniał, że w sondzie pojawiły się wyraźne tendencje, wynikające z młodego wieku respondentów: wierni, którzy są w domu w niedzielę chodzą do swojej parafii, a będąc w Krakowie udają się do najbliższego kościoła. Pogłębia to zjawisko churchingu, ale nie jest niczym nowym. Przypomniał, że dwie ostatnie wypowiedzi mówiły o wspólnocie. Dla ludzi bardzo ważne jest doświadczenie wspólnoty, które daje Kościół. Zwrócił uwagę, że w większości wypowiedzi czynnikiem decydującym o churchingu są kazania. Przyznał, że z jednej strony jest to dobre, ponieważ wierni szukają dla siebie słowa, które do nich trafia poprzez konkretnego kapłana, ale należy zauważyć, że nikt w tych rozważaniach nie zwrócił uwagi na piękno Liturgii. –Słowo Boże jest bardzo ważną częścią Liturgii Eucharystycznej. Ale najważniejsze jest sama Eucharystia i troska o to, by ta Eucharystia była hołdem, wyrazem czci i miłości oddawanej przez wspólnotę parafialną Bogu  – powiedział.

Reklama

Zwrócił uwagę na kolejne nowe zjawisko, które staje się naturalne i oczywiste: mobilność. Kiedyś przemieszczanie się między parafiami było utrudnione, od możliwości komunikacyjnych wiernych były uzależnione pory nabożeństw. Współcześnie ludzie mogą bez żadnych przeszkód szybko się przemieszczać. Arcybiskup stwierdził, że zjawisko churchingu jest bardzo złożone i nie zawsze kryje się za nim niechęć do księży pracujących w rodzimej parafii. Wyzwaniem jest autentyczne tworzenie wspólnoty parafialnej i właściwe jej przeżywanie. – To jest wyzwanie, które stoi przed kapłanami pracującymi w parafii i wiernymi. Co zrobić i co należy czynić, by parafia nie była tylko strukturą administracyjną, ale była żywą wspólnotą ludzi, którzy gromadzą się na Eucharystii i mają poczucie przynależności do tej wspólnoty parafialnej, będącej cząstką Kościoła, a w gruncie rzeczy ludzi, którzy wyznają wiarę w jeden, święty, katolicki Kościół – podsumował.

W dalszej części spotkania odpowiedział na pytania internautów. Pierwsze z nich dotyczyło osobistych doświadczeń arcybiskupa, czy był on związany tylko z jedną parafią. Metropolita wspomniał dwa kościoły: do pierwszego z nich, który nie był kościołem parafialnym uczęszczał na lekcje religii, do drugiego co niedzielę udawał się tramwajem na Mszę św. Potem, gdy jego rodzina się przeprowadziła, dla nowej dzielnicy wydano pozwolenie na budowę kościoła, a prowizorycznie zbudowano barak, w którym odbywały się nabożeństwa. Pozwolenie na budowę jednak cofnięto i ów barak pełnił funkcję kościoła parafialnego, do którego udawali się wszyscy wierni. Wiele lat później na jego miejscu zbudowano bardzo duży kościół, metropolita przyznał jednak, że nie ma on dla niego tak wielkiego znaczenia emocjonalnego jak ten barak, do którego przychodził za młodu.

Drugie pytanie związane było z temperaturą panującą w kościele. Arcybiskup powiedział, że oczywistym jest że w zimie wybiera się ogrzewany kościół, by się spokojnie oddać modlitwie. Powiedział, że wszyscy księża są zobowiązani do ogrzewania kościołów. Jest to jednak duże obciążenie ekonomiczne dla parafii lub kościoły są tak duże, że niełatwo je ogrzać. Przyznał, że wizytując parafie często pyta o tę kwestię i proboszczowie różnie sobie z tym radzą, mając na uwadze wielkość kościoła, zabytki się w nim znajdujące. Nie jest to problem nowy i należy zachować odpowiednią równowagę, by życie parafialne mogło bez przeszkód się rozwijać.

Kolejne pytania dotyczyły obaw księży przed „konkurencją” oraz czy fakt churchingu jest znakiem czasu i gdzie jest nieprzekraczalna granica tego zjawiska. Metropolita powiedział, że nie jest to współczesne zjawisko, a ludzie kierują się różnymi powodami dla których zmieniają kościoły. Nie można jednak zatracić poczucia naturalnej wspólnoty parafialnej, w której człowiek został ochrzczony. Jan Paweł II okazał swą miłość do swej parafii poprzez ucałowanie chrzcielnicy, przy której był włączony do wspólnoty Kościoła. W parafii przeżywa się ważne wydarzenia dotyczące religii i to buduje poczucie tożsamości. Zmieniają się warunki życia i miejsca zamieszkania, ale nie powinno to wymazywać z serc tego, co związane z kościołem parafialnym. Na tych przeżyciach można zbudować poczucie więzi. To jest bardzo ważnym zadaniem, by te więzi nie były tylko emocjonalne, ale by budowały się dzięki wspólnocie. Ludzie świeccy przychodząc do nowej wspólnoty parafialnej powinni okazać, że im na niej zależy i chcą wnieść swój wkład w życie parafialne.

Internauci poruszyli również bardzo interesujący problem związany z tym, że w wielu miastach odprawiane są Msze św. dla konkretnych grup osób i aby w nich uczestniczyć trzeba zmienić kościół. Arcybiskup powiedział, że to nic złego jeśli ktoś szuka miejsca, które służy jego dobru, a to zjawisko odnosi się w większości do wielkich miast. Odnajdywanie interesujących nabożeństw nie musi być jednoznaczne z zerwaniem więzi z parafią. Powinno się do niej wracać jeszcze bardziej ubogaconym wewnętrznie.

Na pytanie o jego ulubioną parafię metropolita odpowiedział że każda z nich jest dla niego nowym odkryciem. Zwłaszcza przy okazji bierzmowań może podziwiać piękno architektury oraz obserwować wspólnoty, które działają lokalnie.

Kolejne pytanie było związane z działalnością młodych w radach parafialnych. Arcybiskup przyznał, że w wielu parafiach jest coraz większe otwarcie na ludzi młodych, którzy wnoszą wspaniałe pomysły i wskazują na konkretne rozwiązania. Zapotrzebowanie na ludzi młodych jest ogromne również ze względu na nowoczesne technologie, które zaczynają być coraz bardziej powszechne i nie wolno się na nich zamykać.

Pierwsze pytanie zadane przez jedną z osób obecnych podczas spotkania dotyczyło tego, czy jest egoizmem nie uczęszczanie na nabożeństwa do swojej parafii ze względu na organistę, który nie umie zbyt dobrze grać i rozprasza podczas modlitwy.     Metropolita zażartował, że Bóg też słyszy, że ktoś grając odbiega od zapisu nutowego, ale ma nadzieję, że Stwórca się wtedy uśmiecha. Podkreślił że bardzo istotna jest piękna liturgia, na co Kościół zwraca uwagę od samego początku istnienia.

Proboszcz zapytał arcybiskupa, czy należy się martwić tym zjawiskiem, czy cieszyć z tego, że do danego Kościoła przybywają wierni. Metropolita powiedział, że należy się cieszyć z tego, że w kościołach są wierni, którzy się modlą. Przywołał wydarzenie sprzed tygodnia, gdy jeden z holenderskich biskupów, który przyjechał do Wadowic zobaczyć kościół parafialny Jana Pawła II był zdziwiony i zszokowany ilością wiernych w kościele. Rozważania na temat churchingu są drugorzędne wobec doświadczenia tego biskupa, który w swoim kraju obserwuje zamykanie kościołów. – Jeśli jesteśmy w tym czy innym kościele w niedzielę, ale pogłębiamy swoją wiarę, czujemy się synami i córkami tego samego Kościoła i czujemy się odpowiedzialni za to, żeby naszą wiarę przekazywać kolejnym pokoleniom: dzieciom wnukom i tak dalej to jest najważniejsza rzecz, bo w ten sposób tworzymy wspólnotę Kościoła – powiedział metropolita.

Kolejna osoba wskazała, że często mówi się o większej religijności osób w małych miejscowościach. Zapytała, czy nie należy popatrzeć na ten problem z perspektywy mniejszych parafii, w których ludzie się czują jak w rodzinie, ponieważ w wielkich miastach ludzie często są anonimowi. Czy dla upodmiotowienia wspólnot nie należałoby sprawić, by pójście do kościoła stało się oczekiwane, i czy duszpasterstwa nie powinny być bardziej spersonalizowane. Arcybiskup wrócił do rozumienia parafii jako „wspólnoty wspólnot”. Powinno być tak, że księża odprawiają Mszę o konkretnej godzinie, dzięki temu uczęszczanie w Mszy św. nie jest tak przypadkowe, organizacja jednak zależy od proboszcza i księży. W mniejszych parafiach, gdzie jest jeden ksiądz staje się on w pewien sposób patriarchą i tworzy się wspólnota, ponieważ jest on świadkiem najważniejszych chwil w życiu wiernych. Dzięki ludzkiej życzliwości i wsparciu taka parafia jest żywa. Trzeba nawet w wielkich wspólnotach wzbudzać u wiernych poczucie że są u siebie i w swojej parafii.

Jedna z obecnych osób wspomniała swoje przeżycia gdy odczuła w jaki sposób w małej parafii wierni troszczą się o siebie nawzajem i zamawiają Msze św. w intencji osób zmarłych ze swej wspólnoty. Powiedziała, że słowem można z kościoła wyprosić, ale również zaprosić. Jej osobiste doświadczenia dowodzą, że kazania które mogą się wydawać banalne trafią do kogoś innego. Arcybiskup podziękował za te dwa świadectwa, ponieważ bardzo ważnym przeżyciem dla wspólnoty jest odejście parafianina, na to wydarzenie nakłada się wiara w zmartwychwstanie i modlitwa. Potwierdził, że należy mieć w sobie pokorę, ponieważ nikt nie wie co się stanie z ziarnem rzuconym przez kapłana podczas homilii. Tę pokorę powinien mieć także kapłan, który głosi Słowo Boże i powinien modlić się do Ducha Świętego. Należy na niedzielną Mszę patrzeć nie w kategoriach obowiązku, ale pięknego spotkania z Jezusem. – Jeśli w punkcie wyjścia będzie takie nastawienie, myślę że wielu momentów trudnych jeśli chodzi o życie parafialne po prostu nie będzie. Tu wiele zależy od naszej wiary – zauważył arcybiskup.

Kolejna osoba wskazała na konieczność dostrzeżenia, że najważniejsza jest sama Eucharystia, a nie tyko jej oprawa, czy wygląd kościoła. Powiedziała, że istotne jest nawrócenie i powrót do Ewangelii. Metropolita wskazał na konieczność nawracania i otwarcia serc na Bożą prawdę, która nieraz jest cynicznie odrzucana. – Dlatego najistotniejsze jest to co podkreślał Jan Paweł II jeśli chodzi o bogactwo treści zawartych w Piśmie Świętym „prawda Was wyzwoli”. A to wymaga otwarcia się na prawdę, niekiedy wymagającą, trudną – dodał i wskazał na konieczność modlitwy do Ducha Świętego, by właściwie przyjąć słowa Jezusa w duchu pobożności i bojaźni Bożej.

Przywołano także piękny zwyczaj z małych miejscowości, który podtrzymuje wspólnotę parafialną: każdej niedzieli po Mszy wymienia się osoby, które w danym tygodniu zmarły. Wszyscy zebrani wtedy proszą Boga o wieczne odpoczywanie dla tego parafianina. Wypowiadająca się osoba podzieliła odczucia jednego ze swych poprzedników, dotyczące wykonywania utworów muzycznych przez różnych organistów w parafiach i powiedziała, że z każdego kazania człowiek pokorny i wierzący jest w stanie wyciągnąć jakąś myśl dla siebie. Arcybiskup potwierdził, że bardo ważne jest wewnętrzne nastawienie, że Msza niedzielna to jest spotkanie z Panem. – Najważniejsze i najbardziej istotne jest to, że gromadzimy się na Eucharystii, czyli tej bezkrwawej ofierze, którą Bóg składa dla naszego zbawienia.

Ostatni rozmówca zauważył, że churching może być pożyteczny. Wspomniał Mszę strażacką, która sprawiła, że wielu ludzi pojawiło się w kościele. Powiedział, że tak piękna Msza stanowa, dobrze przygotowana pod względem liturgii, treści i tradycji przynosi wiele dobrego i odmienia serca.

Na zakończenie proboszcz parafii podziękował arcybiskupowi za spotkanie i wyraził swoją radość z tego, że rozmowa była tak ciekawa i owocna. Życzył metropolicie odpoczynku, ponieważ spotkania w ramach „Dialogów” powrócą po wakacjach.

2019-06-07 08:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

100-lecie błędowskiej parafii

2020-09-23 09:47

Niedziela sosnowiecka 39/2020, str. V

[ TEMATY ]

parafia

rocznica

Błędów

Jarosław Ciszek

Uroczystość zgromadziła wielu wiernych

Uroczystość zgromadziła wielu wiernych

W ludzkim poczuciu czasu 100 lat to dużo – stąd wielka celebracja doniosłego jubileuszu 100-lecia erygowania parafii Trójcy Przenajświętszej w Dąbrowie Górniczej-Błędowie, w niedzielę 13 września.

Jubileuszowej Mszy św., połączonej z odpustem ku czci Matki Bożej Bolesnej, przewodniczył biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak.

Błędowską parafię ustanowił w marcu 1920 r. biskup ordynariusz diecezji kieleckiej Augustyn Łosiński. Jako pierwszego jej proboszcza mianował ks. Pawła Czaplę. Historycznie ziemie Błędowa przynależały najpierw do parafii w Sławkowie, od XV wieku do parafii w Chechle, zaś od 1802 r. do nowo powstałej parafii Niegowonice. Warto podkreślić, że od 1220 r. Błędów należał do Zakonu Kanoników Regularnych Świętego Ducha w Prądniku oraz był własnością biskupów krakowskich, więc historia wiary na tych ziemiach liczy co najmniej 8 wieków.

CZYTAJ DALEJ

Trzebinia: we wtorek święcenia pierwszego polskiego biskupa w Australii

2020-09-28 08:45

[ TEMATY ]

biskup

święcenia

diecezja.pl

Dotychczasowy wiceprowincjał zgromadzenia salwatorianów ks. Karol Kulczycki SDS otrzyma we wtorek sakrę biskupią z rąk abp. Adolfo Yllana - nuncjusza apostolskiego w Australii. Uroczystość odbędzie się w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Trzebini.

Współkonsekratorami będą abp Marek Jędraszewski oraz bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji KEP ds. Życia Konsekrowanego.

Uroczysta Msza św. zostanie odprawiona o godz. 11.00. Poprzedzi ją koncert dziękczynny, który rozpocznie się o godz. 10.20.

Bp Karol Kulczycki został 1 sierpnia powołany przez papieża Franciszka na urząd ordynariusza diecezji Port Pirie w Australii. Jego biskupim zawołaniem są słowa „In Te Domine speravi” (W Tobie, Panie, zaufałem). - To wezwanie towarzyszyło mi od początków powołania, na drodze kapłańskiej, zakonnej, we wszystkich misjach i dziełach, których się podejmowałem. Co do tych słów nigdy nie miałem żadnej wątpliwości – podkreśla.

Według nowego ordynariusza diecezji Port Pirie, największym bogactwem Kościoła w Australii jest zaangażowanie ludzi, którzy przychodzą do kościoła. - Ci, którzy tutaj są w Kościele, zdają sobie sprawę z tego, dlaczego w nim są. Chcą być częścią Kościoła i brać udział w jego życiu – opowiada. Uważa ponadto, że siłą tamtejszej katolickiej wspólnoty jest jej różnorodność. - Mieszka tu wiele osób pochodzących z różnych części świata. Każda z tych grup ma swoją specyfikę. Kościół tutaj jest mieszanką kultur i narodowości, ale tworzy jedną wspólnotę – podkreśla.

Jak wspomina, w jednej z jego wcześniejszych parafii mieszkali przedstawiciele 51 narodowości. - Ludzie wyrażają swoją religijność w różny sposób i chodzi o to, by łączyć to w całość. To buduje i umacnia wspólnotę – dodaje.

W kraju, gdzie katolicy stanowią 24 proc. społeczeństwa, największym wyzwaniem jest, według biskupa z Polski, docieranie do ludzi, którzy odeszli od Kościoła i od wiary.

- Być salwatorianinem to znaczy głosić Zbawiciela. Katedra mojej diecezji jest pod wezwaniem św. Marka, a Ewangelia przez niego spisana zaczyna się od słów: „Ewangelia o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”. Chodzi o to samo: o głoszenie Jezusa, który jest Synem Boga i Zbawicielem świata. To przesłanie jest u korzeni diecezji Port Pirie i katedry – mówi bp Kulczycki.

Karol Kulczycki urodził się 19 października 1966 r. w Górze na Dolnym Śląsku. W 1987 r. wstąpił do Towarzystwa Boskiego Zbawiciela. W Bagnie koło Wrocławia odbył najpierw nowicjat, a później rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne.

Święcenia kapłańskie przyjął 28 maja 1994 r. z rąk kard. Franciszka Macharskiego w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Trzebini. W latach 1994-1997 był związany z Salwatoriańskim Ośrodkiem Powołań - najpierw jako referent, a później jako dyrektor.

W 1997 r. rozpoczął pracę duszpasterską w Australii. Był wikariuszem w parafii Esperance (Zachodnia Australia) i w Willetton (Perth). W 2001 r. został proboszczem parafii Merredin (Zachodnia Australia) i kapelanem Chisholm College w Bedford (Perth). W latach 2005-2009 był proboszczem parafii Greenmount (Perth).

W latach 2010-2018 był superiorem Regionu Australijskiego Salwatorianów, a także kapelanem Prendiville College w Ocean Reef (Perth) i wikariuszem parafii Ocean Reef. W latach 2011-2017 pracował również w zarządzie komisji archidiecezjalnej „Catholic Outreach” w Perth, a w latach 2013-2018 był członkiem salwatoriańskiej międzynarodowej komisji ds. powołań.

Od 2018 r. jest członkiem salwatoriańskiej międzynarodowej komisji ds. komunikacji.

W 2018 r. ks. Karol Kulczycki został wybrany wikariuszem prowincjalnym Polskiej Prowincji Salwatorianów i po ponad 20 latach posługi w Australii wrócił wówczas do Polski.

CZYTAJ DALEJ

Szedł wiernie śladami Jezusa

2020-09-28 23:50

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Archikatedra św.Jana Chrzciciela

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby zorientować się, że z nim nie można wygrać, bo jest osobą, która na co dzień żyje Bogiem i przesłaniem Ewangelii – mówił o kard. Stefanie Wyszyńskim w homilii w archikatedrze warszawskiej ks. prał. Bogdan Bartołd.

W czasie wieczornej Mszy św., jak każdego 28. dnia miesiąca, modlono się o dobre owoce beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. W koncelebrowanej Eucharystii uczestniczyły członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Rycerze Jana Pawła II, przedstawiciele Archikonfraterni Literackiej oraz wiele osób, które co miesiąc wytrwale przychodzą prosić Boga o dar rychłej beatyfikacji kard. Wyszyńskiego.

W homilii proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że Prymas Wyszyński zasłużył sobie jak mało kto na wszystkie zaszczytne tytuły, jakimi go jeszcze za życia obdarowywano, co potwierdzają wszyscy, którzy pamiętają jeszcze czasy reżimu komunistycznego. - Kim był Prymas Wyszyński dla wszystkich ludzi, żyjących w Polsce, pozbawionych godności, nadziei, perspektyw, tych, o których mówiono, że są pracującymi miast i wsi? Był przede wszystkim ojcem – zauważył ks. Bartołd. Odwołał się do dramatycznego okresu trzyletniego uwięzienie Prymasa i entuzjastycznego powitania po powrocie z więzienia do Warszawy, przez co kard. Wyszyński stał się ojcem narodu i najwyższym autorytetem. - To był punkt odniesienia, nasz przewodnik na drogach wiary. Komuniści już wtedy nie stosowali tak krwawych represji, ale wciąż używali całego wachlarza prześladowań i trzeba było przestawić się na długofalowy sprzeciw – przypomniał ks. Bartołd i przytoczył wielkie programy i akcje duszpasterskie Prymasa, jak Wielka Nowenna, Tysiąclecie Chrztu Polski czy peregrynacja Matki Bożej w Obrazie Nawiedzenia. Kard. Wyszyński w tamtym czasie, nie zważając na trudności walczył o budowę nowych kościołów, erygował nowe parafie, organizował katechizację dzieci i młodzieży, opiekował się rodzinami.

- Czyż nie byliśmy dumni, że mamy takiego pasterza? Mimo różnych przeciwności czuliśmy się bezpieczni – zaznaczył proboszcz archikatedry i przywołał swoje osobiste wspomnienia z momentu, gdy kard. Wyszyński przyjmował go do seminarium. - Wyprostowana sylwetka, twarz pięknie rozświetlona blaskiem, myśl bardzo logiczna, spokojna i wierność Prawdzie. To budziło respekt. Jak się pojawił Ksiądz Prymas Wyszyński, to od razu czuło się Boży pokój. On swoją obecnością dodawał sił do codziennych zmagań - wspominał.

- Jego wrogowie potrzebowali bardzo dużo czasu, aby się zorientować, że z nim nie można wygrać, bo jest to osoba, która na co dzień żyje Bogiem, przesłaniem Ewangelii. Ileż na Prymasa Wyszyńskiego nasyłano agentów, szpiegów. Naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego na Miodowej zainstalowano komórkę Służby Bezpieczeństwa, która inwigilowała go 24 godziny na dobę i nic kompromitującego nie odkryli. Nic nie wskórali. W końcu wynieśli się stamtąd, uznali, że przegrali. Sami przyznali: przegraliśmy z człowiekiem Bożym – mówił ks. Bartołd.

Podkreślił, że Prymas Wyszyński, choć był pozornie człowiekiem słabym, wątłym, słabo uzbrojonym, jednak rozpoczął walkę z Goliatem, jakim był komunizm, wykazując się przy tym wielką odwagą. Wynikała ona z bezgranicznego zaufania Bogu. Nigdy nie cofnął się ani nie zdradził Chrystusa. - Ci, którzy go znają mówią, że źródłem jego siły była niezłomna wiara, wielkie zaufanie Bogu. Tajemnica zwycięstwa Prymasa Tysiąclecia tkwi w tym, że szedł wiernie śladami Mistrza – Jezusa. Był synem i niewolnikiem Matki Bożej. Gdy miał jakieś wątpliwości, gdy nieraz potrzebował jasnego światła, by podjąć dobrą decyzję, szedł do Maryi po radę, nie zważając na krytykę nawet sobie najbliższych bardzo mocno stawiał na każdego człowieka – zaznaczył ks. Bartołd i dodał, że ludzie prowadzeni przez kard. Wyszyńskiego nie zawiedli go. - W tych trudnych czasach pozostawali wierni, modlili się po domach, odmawiali różaniec. Mimo różnego rodzaju szykan uczestniczyli we Mszach św. w kościele. Wychowali dzieci wbrew koniunkturze i zakazom władz. A po nocach ludzie wychowani przez Prymasa Wyszyńskiego bez pozwolenia budowali świątynie, stawiali się na wszystkie uroczystości kościelne i tłumnie wypełniali kościoły – powiedział kaznodzieja.

Przypomniał, że gdy kard. Wojtyła został papieżem, to ci ludzie wyszli, policzyli się i przestali się bać. Założyli „Solidarność” i rozpoczęli swoją niesłychaną wędrówkę z niewoli do obiecanej ziemi wolności. – Kiedy umierał tuż po zamachu na Jana Pawła II Prymas Wyszyński, mieliśmy przekonanie, że umierał święty człowiek, który dzięki niezwykłej wierze i przymierzu z Matką Bożą i Jezusem stał się opoką i ocalił swój lud mieszkający na polskiej ziemi.

Po Komunii tradycyjnie fragment nauczania kard. Wyszyńskiego – tym razem poświęcony ochronie życia dzieci nienarodzonych – odczytała Barbara Dobrzyńska. Po Mszy św. celebransi i wierni przeszli do kaplicy, w której znajduje się grób Sługi Bożego. Tam modlitwę poprowadził ks. prał. Tadeusz Sowa, moderator wydziałów duszpasterskich Kurii Archidiecezji Warszawskiej i dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Na zakończenie odśpiewano Apel Jasnogórski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję