Reklama

Wyjątkowy obraz Matki Boskiej już od 15 czerwca do zobaczenia w Nieborowie

2019-06-15 15:38

Andrzej Mazurowski, Łukasz Rusiniak / Nieborów (KAI)

wikipedia.org
Jan III Sobieski

Muzeum w Nieborowie i Arkadii wspólnie z Fundacją Trzy Trąby w połowie czerwca otwiera nową wystawę, która obejmie szereg przedmiotów związanych z bitwą wiedeńską 1683 roku oraz jej najważniejszymi protagonistami po stronie polskiej – rodziną Sobieskich i ich najbliższych krewnych, Radziwiłłów. Wśród nich najcenniejsza pamiątka rodzinna - obraz Matki Boskiej znaleziony podczas Odsieczy Wiedeńskiej w 1683 roku.

Wystawa pod nazwą „Sobiescy i Radziwiłłowie. Strażnicy Wizerunku Maryjnego” będzie czynna od 15 czerwca w Muzeum w Nieborowie i Arkadii, w Pałacu Radziwiłłów w Nieborowie. Wśród rozmaitych pamiątek, warto wyróżnić m.in. buławę hetmańską z XVII wieku czy XVIII wieczną zbroję husarską. Prezentowane będą także portrety Radziwiłłów ze starej linii nieświeskiej, która wygasła w roku 1813. Większość eksponatów jest własnością osób prywatnych i nigdy nie była prezentowana publicznie, wśród nich najcenniejsza pamiątka rodzinna - obraz Matki Boskiej, który pokazywany był jedynie w 1883 i 1983 roku, podczas dwóch wystaw w Krakowie upamiętniających okrągłe rocznice wiktorii wiedeńskiej.

Według źródeł historycznych obraz ten został znaleziony w 1683 r. przez hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jabłonowskiego, podczas Odsieczy Wiedeńskiej i od razu uznany przez króla Jana III Sobieskiego za symbol zwycięstwa nad armią turecką. Napisy w banderolach trzymane przez anioły, odnoszące się do imienia króla (In hac Imagine Mariae Victor ero Ioannnes (W tym obrazie Maryi ja Jan będę zwycięzcą) oraz In hac Imagine Mariae Vinces Ioannes (W tym obrazie Maryi zwyciężysz Janie)), spotęgowały przeświadczenie Sobieskiego o boskiej opiece. Przekonanie to monarcha wskazał, pisząc „na gorąco” do Marii Kazimiery 17 września 1683 r.: „Obraz tu jeden cudownym dosyć sposobem dostał mi się”. Historię malowidła zrelacjonował na piśmie w 1730 r. królewicz Jakub Ludwik Sobieski, na prośbę swej córki, Marii Klementyny; relację tę znano z dwóch egzemplarzy, znajdujących się w Watykanie i (do 1939 r.) w Archiwum Radziwiłłowskim w Warszawie. Ten niepozorny wizerunek maryjny, od początku otoczony przez Jana III kultem, był jedną z najcenniejszych zdobyczy, jaką król przywiózł spod Wiednia. W obecnym pokoleniu strażnikami obrazu są Maria Anna i Maciej Radziwiłłowie.

Reklama

- Oprócz wyjątkowego dzieła jakim jest obraz Matki Boskiej znaleziony pod Wiedniem, będzie tam wiele unikalnych rzeczy, które nigdy nie były pokazywane. Razem z Michałem Sobańskim sprowadziliśmy 15 obrazów, większość aż z Peru, które w roku 1944 zostały wywiezione z Łańcuta i zostały od dawna uznane za zaginione. ¬– mówi Maciej Radziwiłł, pomysłodawca wystawy i założyciel Fundacji Trzy Trąby. - Na wystawie będą m.in. trzy obrazy, które za czasów Jana III Sobieskiego znajdowały się w Wilanowie. Są to portrety pary królewskiej oraz obraz Świętej Rodziny malowany na blasze, który należał do żołnierza, który uratował życie króla w bitwie pod Parkanami. Udało nam się też sprowadzić, z sanktuarium w Loreto we Włoszech, kopię obrazu Matki Boskiej, które zdeponowała tam królowa Marysieńka, żona króla Jana III Sobieskiego. –¬ dodaje Maciej Radziwiłł.

Niezwykła historia obrazu Matki Boskiej splata ze sobą wiele wątków historii. Był on symbolem zwycięstwa, relikwią, która przypominała chwalebne czyny przodków, łączyła pokolenia, odnosząc się do prawdziwych i trwałych wartości. Dla społeczeństwa pozbawionego ojczyzny był nadzieją na odzyskanie wolności. Matka Boska Sobieska, Radziwiłłowska, Nieświeska, dla każdego swego „strażnika” miała podobne znaczenie, które nie zmieniło się mimo upływu ponad 300 lat. Wystawa będzie czynna od 15 czerwca do 15 września 2019 roku.

Tagi:
odsiecz wiedeńska

Pamiątka po odsieczy

2019-03-20 09:26

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 12/2019, str. V

Archiwum
Kapa z Kęt

Kapa z Kęt. Świadek triumfu króla Jana III” to tytuł wystawy, która od 14 marca zagościła w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Prezentowana jest na niej szata liturgiczna będąca własnością parafii św. Katarzyny i św. Małgorzaty w Kętach. Wykonana jest ona z tkaniny tureckiej zdobytej przez monarchę w bitwie pod Wiedniem w 1683 r.

– W drodze na Wiedeń Jan III Sobieski modlił się przy grobie św. Jana Kantego w kościele św. Anny w Krakowie. Gdy wracał, odwiedzał ponownie te same świątynie, składając w wielu z nich dary wotywne. To naturalne, że pamiętając o miejscowości, w której urodził się św. Jan Kanty, przesłał tam jeden z kuponów kosztownej jedwabnej tkaniny. Ją później użyto do wykonania szaty liturgicznej – mówi Jerzy Żmudziński, historyk sztuki w Warszawie.

Darowany przez króla materiał to brokat aksamitny, broszowany, tzn. wypełniony nitką jedwabną ze srebrną okrywą, na podszewce z tafty jedwabnej. Zdobi go ornament roślinny nawiązujący do kwiatu goździka. Według konserwatorów szatę liturgiczną z darowanego kuponu uszyto na miejscu, w Kętach lub innym okolicznym ośrodku. Wykonawca nie starał się o kontynuację wzoru kwiatowego, być może ze względu na ograniczoną ilość materiału. O tym, że warsztat nie był w pełni profesjonalny, świadczą problemy przy łączeniu grubej, trudno poddającej się igle tkaniny, co widać wyraźnie na szwach – pojawiają się tam zmarszczenia i nierówności.

– Ta wspaniała kapa przez wieki używana była w liturgii, zwłaszcza wtedy, kiedy kalendarz liturgiczny przewiduje kolor czerwony. Zarezerwowany jest on zwłaszcza dla świąt Pańskich. W późniejszym czasie, gdy tkanina uległa pewnemu zużyciu, używano ją prawdopodobnie jako tło dla ekspozycji, być może relikwii św. Jana Kantego – mówi ks. Szymon Tracz, diecezjalny konserwator zabytków.

Kapa, w trakcie swego pobytu w Kętach, była używano podczas procesji, a także w przedstawieniach jasełkowych jako szata Heroda. W latach 2016-2018 została poddana zabiegom konserwatorskim. W ich wyniku usunięto z niej liczne plamy wosku, nieprawidłowe naprawy, uzupełniono ubytki i oczyszczoną ją. Kapa będzie prezentowana w Wilanowie do 21 lipca br.

Rok wcześniej była ozdobą ekspozycji poświęconej odsieczy Sobieskiego w wiedeńskim Winterpalais.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Muniek Staszczyk trafił do szpitala

2019-07-18 14:41

Muniek Staszczyk, pochodzący z Częstochowy lider zespołu T.Love podczas krótkiego pobytu w Londynie z powodu nagłej choroby trafił do miejscowego szpitala, gdzie jest poddawany leczeniu.

- Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - podał na FB Paweł Walicki z ART2 Music Management.

"Jednak z uwagi na stan zdrowia artysty jesteśmy zmuszeni do odwołania najbliższych koncertów" - dodał Walicki.

Zobacz także:
Przeczytaj także: Muniek Staszczyk: czuję, że Bóg mnie kocha
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pasja życia

2019-07-24 08:49

Urszula Buglewicz

Pan Bóg tak prowadził mnie przez życie, by przygotować do pisania ikon - mówi Miranda Olszańska, lekarz anestezjolog z Lublina.

Paweł Wysoki

Dla realizacji pasji życia Miranda Olszańska zmieniła pracę. Jako absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Lublinie przez 25 lat wykonywała zawód lekarza anestezjologa, poświęcając swój czas i wiedzę ludziom chorym i cierpiącym. Jednak od dzieciństwa przejawiała zamiłowanie do sztuki, wrażliwość na kolory. - Zdolności artystyczne z pewnością zawdzięczam moim przodkom. Rękodziełem artystycznym zajmowałam się od najmłodszych lat; szyłam, haftowałam, dziergałam, wykonywałam frywolitki pod czujnym okiem mojej ukochanej babci Luby - opowiada Pani Doktor. Gdy kilka lat temu poznała akwarelistę Dariusza Płechę, na dobre rozpoczęła się jej przygoda z malarstwem, farbami i pędzlami.

Prawdziwa miłość

Na początku była fascynacja akwarelą, ale gdy tylko Miranda Olszańska poznała ikony, okazało się, że to właśnie na nie czekała przez całe życie. By na dobre zająć się ich pisaniem, zaledwie w ciągu kilku miesięcy zmieniła pracę. - Ikony wręcz zmusiły mnie do zmiany pracy. Jeszcze dwa lata temu byłam czynnym, dyżurującym anestezjologiem, jednak gdy poszłam na pierwsze lekcje pisania ikon, okazało się, że taki system pracy nie sprzyja twórczości. Przewartościowałam całe życie i w niespełna pół roku zmieniłam pracę, by mieć więcej czasu i wolną głowę. Ikony są we mnie od zawsze; to moja największa pasja. Myślę, że Pan Bóg tak prowadził mnie przez życie, by przygotować do pisania ikon. One są cudowne - podkreśla Miranda Olszańska.

Długa droga

Artystka, świadoma tego, że jest dopiero na początku drogi, wkłada wiele wysiłku w kształcenie warsztatu pracy. Najpierw uczyła się pod czujnym okiem Anny Syty, obecnie szlifuje swoje umiejętności pod mistrzowskim okiem znanej ikonopisarki Marii Podleśnej. - Pracuję niezwykle intensywnie, bardzo dużo czytam, przekopuję zasoby internetowe i rosyjskojęzyczne strony poświęcone ikonografii. Uczestniczyłam w warsztatach z ikonopisania w Częstochowie i w Nowicy - opowiada. Najwięcej czasu poświęca na pisanie ikon w domowym zaciszu, ale wychodzi też do wspólnej pracowni, by raz w tygodniu spędzić czas z osobami o podobnych zainteresowaniach. - Mam świadomość, że jeszcze długa droga przede mną. Jestem pełna wiary i nadziei, że moja pasja i pracowitość pozwolą mi na osiągnięcie upragnionego celu - mówi.

Rozmowa z Bogiem

Miranda Olszańska jest przekonana, że ikony posiadają w sobie duchowy magnetyzm. - One mnie przyciągają; przy nich potrafię zapomnieć o świecie, o jedzeniu, o bólu spowodowanym wielogodzinnym siedzeniem z pędzlem w jednej pozycji. Ikony mnie wyciszają, potęgują doznania duchowe, w mistyczny sposób łączą z Bogiem. Każdą pracę zaczynam od modlitwy ikonopisarza, by wejść w duchową rozmowę z postacią, którą przestawiam - mówi Pani Doktor. Artystka nie wyobraża sobie, by osoba niewierząca była w stanie szczerze oddać święty wizerunek. W jej pracowni na deskach ożywają postaci Trójcy Świętej, Maryi, licznych świętych. Ukochaną i najchętniej portretowaną postacią jest Archanioł Gabriel. - Przygotowałam ikony jedno i wielopostaciowe, przedstawiające same twarze, popiersia, jak i całe postaci. Jestem na początku drogi, więc wszystko mnie fascynuje, z taką samą radością i zapałem zabieram się do pisania każdej kolejnej ikony - zapewnia pani Miranda.

Kolekcja dzieł, która wciąż się powiększa, cieszy oczy i serca najbliższych. Ikonopisarka nie wystawia swoich prac w galeriach, nie chwali się nimi na portalach społecznościowych, jedynie obdarowuje nimi najbliższych. Ostatnio kilkanaście ikon można było zobaczyć na wystawie w Miejskiej Bibliotece Publicznej we Włodawie, gdzie prezentowane były wraz z fotografiami lekarza Janusza Tajcherta pod wspólnym tytułem „Sacrum i profanum”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem