Reklama

Kraków: „Różaniec 12h” - modlitewna akcja młodych w intencji pokoju

2019-06-27 18:35

led / Kraków (KAI)

BOŻENA SZTAJNER/NIEDZIELA

"Różaniec 12h” to modlitewna akcja młodych ludzi zrzeszonych w Akademickiej Wspólnocie Rycerstwa Niepokalanej, działającej przy bazylice franciszkanów w Krakowie. Podczas dwunastogodzinnego spotkania będą modlić się o jedność chrześcijan, pokój, ustanie wojen i konfliktów oraz szerzenie Ewangelii.

- Chcemy modlić się za cały miniony czas, w intencjach naszych i świata, za trudy i radości, cierpienie i szczęście. Chcemy prosić w imieniu tych, którzy nie mogą i tych, którzy tej modlitwy potrzebują. Przyjdź i bądź z nami ile możesz. Wejdź nawet na pięć minut, na jedno Zdrowaś, jedną dziesiątkę, jeden różaniec - możesz? Zostań na całe 12h. My będziemy, bądź z nami – zachęcają.

Zdaniem młodych jest wiele intencji, w jakich chcą się tej nocy modlić: jedność chrześcijan, pokój, ustanie wojen i prześladowań, szerzenie Ewangelii oraz dziękczynienie za otrzymywane łaski. - Każdy jest zaproszony do trwania z nami w tej modlitwie z własną intencją – podkreślają organizatorzy.

Reklama

"Różaniec 12h" rozpocznie się 28 czerwca Mszą św. o godz. 19.00 w Bazylice św. Franciszka z Asyżu w Krakowie, a zakończy po dwunastu godzinach.

Akademicka Wspólnota Rycerstwa Niepokalanej w Krakowie działa przy bazylice ojców franciszkanów. Zrzesza młodych ludzi chcących żyć duchowością Maryjną naśladując św. Maksymiliana Kolbe.

Tagi:
różaniec Kraków młodzież

Kraków: wigilia dla bezdomnych i potrzebujących na Rynku Głównym

2019-12-15 14:59

luk / Kraków (KAI)

Na Rynku Głównym w Krakowie trwa XXIII Wigilia dla Osób Bezdomnych i Potrzebujących. Jej pomysłodawcą jest Jan Kościuszko, słynny krakowski restaurator.

Paweł Wysoki

- Zaczynaliśmy od 5 tysięcy porcji, dziś wydajemy ich ponad 50 tysięcy, w tym smażonego karpia, grzybową z łazankami, pierogi czy świąteczny bigos. To wielki wigilijny stół, przy którym spotykamy się ponad wszelkimi podziałami - powiedział organizator wydarzenia.

Jak ocenił, ważne jest to, że pomoc okazywana bezdomnym i samotnym ma realny wymiar. - Nie ma tutaj pośredników, bo z jednej strony są osoby, której jej potrzebują, a z drugiej ci, którzy mogą ją dać. Chcemy stworzyć taką przestrzeń, w której przybywający będą się czuli u siebie, zaopiekowani, żeby choć przez moment w ten świąteczny czas mogli odpocząć od trosk i problemów codzienności - wyjaśnił Kościuszko.

W akcję można włączać się na bieżąco, bowiem towarzyszy jej zbiórka produktów żywnościowych. - Zachęcamy do tego, by mieszkańcy przynosili takie produkty, jak kawę, herbatę, słodycze czy konserwy, gdyż są one natychmiast rozdawane ubogim w formie świątecznych paczek - zaapelował Kościuszko.

Wyjątkowość wigilii dla ubogich na krakowskim rynku podkreślił obecny na miejscu prezydent miasta Jacek Majchrowski, który podziękował Janowi Kościuszce za tak niezwykły przykład dobroci. - Dobrze, że jest taki czas, w którym osoby, często biedne i samotne z przyczyn niezawonionych przez siebie, są przyjmowane z wielką otwartością serca i w ramach filantropii w pełnym tego słowa znaczeniu - opisał.

Poza posiłkami i paczkami świątecznym przybywający mogą także skorzystać z bezpłatnej diagnostyki i pomocy medycznej w specjalnym szpitalu polowym, który na Rynku Głównym stanął dzięki współpracy lekarzy, wolontariuszy i Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie.

- Wykonujemy przede wszystkim badania przesiewowe - krwi, EKG czy USG brzucha. Pacjenci mogą także przejść kontrolę stomatologiczną oraz odbyć konsultację internistyczną, ortopedyczną i kardiologiczną. Opatrujemy również na bieżąco ich rany - opisał koordynator lekarzy, Bartłomiej Guzik.

Przygotowywanie w Krakowie największego wigilijnego stołu w Polsce dla najuboższych stało się już tradycją. W ubiegłym roku rozdano ponad 50 tys. porcji wigilijnych potraw. W dniu dzisiejszym posiłki będą wydawane do godziny 16:00.

Organizatorem wigilii na krakowskim rynku jest „Grupa Kościuszko M2B” i należące do niej restauracje „Sławkowska 1” i „W Starej Kuchni”, w których przygotowywano świąteczne potrawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zażegnany kryzys wiary

2019-12-10 08:48

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 50/2019, str. 31

„Jan Chrzciciel”, Bartolomeo Veneto, XVI wiek

Kryzys wiary w Jezusa, dotykający samego Jana Chrzciciela, jest wielce pouczający. Przyczyna kryzysu była bardzo konkretna. Jan, o którym Jezus wydał najwspanialsze świadectwo, został poddany brutalnej represji. Herod wtrącił go do więzienia. Miały prawo nachodzić Jana różne czarne myśli... Poddany przemocy mógł się pogrążyć w trwodze i zwątpieniu. On jednak szukał ratunku. Wysłał poselstwo do Jezusa, i to wcale nie po to, by „żądać” cudownego uwolnienia. Nie. Stawką w inicjatywie Jana było upewnienie się, że Jezus jest Mesjaszem!

Wysłannicy zadali Jezusowi sakramentalne pytanie: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. A Jan czekał na odpowiedź z drżeniem serca. Odpowiedź, choć nieco zaszyfrowana, była dla Jana zrozumiała i wymowniejsza niż proste: „tak” albo „nie”. Jan doznał ulgi i zadowolenia, gdy usłyszał: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie”. Reszta Janowych dni w więzieniu (przed egzekucją) upłynęła na rozważaniu czynów Mesjasza i Emmanuela – Boga pośród ludzi i radowaniu się nimi. Nawet śmierć jest Mu poddana!

Jan zasłużył na miano błogosławionego. Zachwiał się, ale szukał oparcia w świadectwie Mistrza. Udręki więzienia przewyższał cudny widok spełniających się mesjańskich obietnic Starego Testamentu. Tak, widok to wspaniały i krzepiący, gdy widzi się (i słyszy), jak Mesjasz odnawia dzieło stworzenia, zwłaszcza człowieka!

Ten sam widok – tyle że pełniejszy i mocniej porywający ku niebu – rozpościera się dziś przed nami. Czy jednak wpatrujemy się weń otwartym umysłem i sercem? Bóg niewyobrażalnie wspaniale angażuje swą miłość we mnie. Trzeba jednak chcieć ją poznawać i chłonąć. I szczerze odwzajemniać. To tak się dzieje cud zbawienia. Osiągamy radość i szczęście, ustępuje smutek i wzdychanie.

Te bezcenne dobra są na wyciągnięcie ręki. W Kościele. W Adwencie. W całym roku liturgicznym. W modlitwie, Eucharystii, w akcie ufnej wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

I miejsce w XX Konkursie Literackim im. prof. Zofii Martusewicz

2019-12-16 12:24

Temat: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”

Jan Paweł II

Aleksandra Chazy

Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Częstochowie

Opiekun: Szymon Ziętal

„I za to Wam dziękuję”

Bywają w życiu chwile, gdy zaczynamy wątpić. Nie wierzymy w siebie. Przestajemy wierzyć w innych. Tracimy wiarę w Boga. Ulewne deszcze łez pojawiają się każdej nocy. Burza rozpętana na dnie serca wydaje się trwać bez końca. Nic nie jest w stanie nas pocieszyć. Nic nie jest w stanie sprawić, aby na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Co wtedy czujemy? Smutek? Złość? Żal? Jesteśmy przekonani, że nie ma dla nas nadziei. Szanse, które zesłał los, zostały niewykorzystane. Ludzie, którzy mieli na zawsze pozostać w naszym życiu, nagle z niego odeszli. Szczęście, które do tej pory nam sprzyjało, prysło niczym bańka mydlana. Sytuacja, w której tkwimy, jest sytuacją niemalże beznadziejną. Nie ma z niej takiego wyjścia, które mogłoby nas usatysfakcjonować, a mimo to szukamy. Szukamy, choć sami nie wiemy czego. Szukamy, choć nie wierzymy, że kiedykolwiek to odnajdziemy. Szukamy bez map, drogowskazów i często po omacku. Szukamy, przemierzając czarne górskie szlaki, drepcząc nieopodal urwiska, stojąc nad przepaścią. Niczym niewidomi, wyciągamy przed siebie ręce, aby odnaleźć. Szukamy obecności. Szukamy kogoś, kto mógłby po prostu być. Kogoś, od kogo niczego więcej nie musielibyśmy i nie chcielibyśmy wymagać. A co najważniejsze, szukamy kogoś, kto tak bardzo pragnąłby znaleźć nas.

Słowa Jana Pawła II wypowiedziane na Placu św. Piotra są wskazówką dla ludzkości. Prezentem od Ojca dla przyszłych pokoleń. Jan Paweł II powiedział bowiem: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Czyż nie tak powinien funkcjonować nasz świat? Czyż nie tak powinniśmy funkcjonować my wszyscy?

Dostaliśmy największy dar i przywilej, jaki można sobie było wymarzyć. Obdarzono nas życiem. Dano czystą kartkę i pióro z wiecznym wkładem. Pozwolono tworzyć, działać i rozwijać się. Sprawiedliwie rozdano szanse. Dano możliwość odczuwania, przeżywania i dążenia do własnego szczęścia. Nie zakazano przyjemności. Nie zabrano nam wolnej woli, swobody i dowolności. Pozwolono wręcz być, kim tylko się zechce, robić, co tylko się kocha oraz żyć według siebie samego. Wprowadzono tylko jedną żelazną zasadę. Zasadę, zgodnie z którą powinniśmy być dla siebie i szukać się nawzajem, darząc się przy tym miłością, szacunkiem i troską o wspólne szczęście. To tak, jakby Bóg chciał nam powiedzieć: „Dawajcie sobie obecność, bowiem dopóki jedno drugiego szuka, dopóty jedno drugie znajduje”.

Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, którzy się kochają. Spotkali się na pewnym skrzyżowaniu swoich życiowych dróg i od tej pory już razem szli przez życie jedną, wspólną drogą. Szukali się, choć sami nie byli tego świadomi. Sam proces poszukiwania rozpoczyna się bowiem w sercu. Chcemy być, więc jesteśmy. Będąc, wystawiamy swoją obecność na zewnątrz. Inni ludzie również nieświadomie ją dostrzegają. Ten, kogo będziemy mieli odnaleźć, zauważy naszą obecność, przygarnie ją do siebie i zaopiekuje się nią na zawsze. Ale nie tylko w miłości się szukamy. Szukamy się nawzajem przez całe życie. Matka szuka swojego dziecka. Brat szuka swojej siostry. Przyjaciel szuka swojego przyjaciela. Nauczyciel szuka swoich uczniów, a właściciel firmy szuka pracowników. Wszyscy kogoś szukamy. A znajdując jedną osobę, wcale nie zaprzestajemy poszukiwań.

Rodzice, oczekując swojej pociechy, stale jej szukają. Darząc się nawzajem uczuciem, tworzą owoc tego związku. Kupują ubranka, szykują wyprawkę, remontują pokój czy zmieniają mieszkanie na nowsze i większe, specjalnie na potrzeby nowego członka rodziny. Ale czy tylko rodzice szukają swojego dziecka? Nie. Ono również ich szuka. Szuka ich w każdym biciu swojego małego serduszka, w każdym oddechu, w każdym ruchu, jaki wykonuje, będąc jeszcze w brzuchu mamy. Gdy przychodzi na świat, dalej szuka. Szuka rodziców w pierwszych słowach, w pierwszych gestach i w pierwszych krokach. Szuka ich później na wspólnych wakacjach, podczas szkolnej nauki czy nawet po wyjeździe na studia. Szuka ich, mając swoją żonę lub męża, rozpoczynając pracę zawodową czy posiadając już własne dzieci. Rodzice, również szukają go, gdy upada po raz kolejny, ucząc się chodzić. Gdy wypowiada pierwsze „mama” i pierwsze „tata”. Gdy wychodzi z domu z koleżankami i kolegami i wraca późną nocą. A wreszcie, gdy wyprowadza się do własnego mieszkania i zakłada swoją rodzinę. Szukają go przez całe swoje życie. Na tym bowiem polega szukanie. Na tym bowiem polega sens naszego istnienia. Szukamy się, aby siebie odnaleźć, ale gdy już się nawzajem odnajdujemy, nie przestajemy się szukać. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Ludzi można spostrzec, zamykając oczy”. Miał wielką rację, bowiem fakt, że widzimy, wcale nie ułatwia nam poszukiwań. Widząc, dostrzegamy to, co złe, negatywne i brzydkie w drugim człowieku. Często są to rzeczy nieistotne i zupełnie nieświadczące o jego wartości, ale przez to, że zauważyliśmy je jako jedne z pierwszych cech, zaprzestajemy naszych poszukiwań. To błąd. Z szukaniem bowiem jest jak ze zwiedzaniem świata. Niezbędnikiem każdego podróżnika jest kompas, który wskazuje kierunek, a więc i cel każdej podróży. Bez niego nie sposób uniknąć pomyłek, błądzenia i częstego zbaczania z trasy. Naszym wewnętrznym kompasem jest serce. To nim powinniśmy się kierować podczas szukania. Tylko ono kocha prawdziwie, tylko jego nie da się oszukać. Szukając oczyma, zbłądzimy. Szukając sercem, odnajdziemy się.

Słowa, które są myślą przewodnią niniejszego tekstu, Jan Paweł II skierował do młodych ludzi. Zaskoczony faktem, iż na Plac św. Piotra przybyło ich tak wielu, wyraził swoją wdzięczność i tym samym przekazał im największą mądrość, którą powinni się w życiu kierować. Nie ma bowiem piękniejszego czasu dla człowieka niż młodość. W młodości wszystko się liczy, wszystko jest ważne i nic niczego nie przekreśla na stałe. Młodym ludziom wiele się wybacza. Młodym ludziom na wiele się pozwala. Młodość rządzi się swoimi prawami, ale tylko w młodości jest nadzieja. Nadzieja na lepsze jutro, na dobrą przyszłość, na spokojne lata. Młodzi ludzie często sami nie są świadomi daru, jaki właśnie przeżywają. Mają w ręku walizkę, jeszcze lekką, prawie zupełnie niewypełnioną. Idą przez świat, wymachując ją radośnie. Doświadczają pierwszych sukcesów. Otrzymują dyplomy i świadectwa potwierdzające ukończenie szkół, kursów czy praktyk zawodowych. Zakochują się. Poznają przyjaciół na całe życie. Rozpoczynają pracę. Zakładają rodziny. Dalej idą przez świat, choć ich bagaż jest coraz cięższy. Niełatwo nim już tak sprawnie poruszać. Do pierwszych sukcesów dołączają pierwsze porażki. Pierwsze złamane serca i miłosne rozczarowania. Pierwsze konflikty z przyjaciółmi. Pierwsze zakończone relacje. Pierwsze niezdane egzaminy. Pierwsza utrata pracy. Rozwody. Rozpad rodziny. Bagaż młodych ludzi staje się bardzo ciężki. Ile trudu i wysiłku potrzeba, aby go podnieść. Ilekroć rodzice oraz dziadkowie mówili im: „Pomożemy Ci. Nie dźwigaj tego sam”, tylekroć usłyszeli: „Dam sobie radę. Chcę zostać sam. Nie szukajcie mnie”. Ale oni dalej szukali. Nie przestawali szukać. I dzięki ich poszukiwaniom młodzi ludzie stali się silniejsi. Bagaż, którego kiedyś nie byli w stanie podnieść, nie ciąży im już. Idą z nim dalej przez życie, uzupełniając go stale nowym wyposażeniem. Wiedzą, jak dźwigając przeszłość, podróżować dalej ku lepszej przyszłości. Wiedzą, jak szukać, bo kiedyś ktoś ich znalazł. Znalazł ich i szukał ich dalej. Dzięki temu oni również zaczęli szukać.

Jan Paweł II również szukał młodych ludzi. Byli mu szczególnie bliscy. Stanowili dla niego wzór. Papież darzył ich szczególną sympatią. W młodym człowieku widział bowiem Boga – szansę na lepsze jutro. Widział siłę tego świata. Młodzi ludzie zawsze stanowili dla niego fundament życia. Jan Paweł II bardzo troszczył się o ich los. Dziękując im za to, że go odnaleźli, pragnął im uświadomić, jak bardzo ważne jest, aby oni również odnajdywali siebie nawzajem. Jak ważne jest, aby drugi człowiek czuł ich obecność – nie tę wymuszoną, nie tę z obowiązku oraz nie tę dla zysku. Obecność samą w sobie.

Na koniec warto przypomnieć inne słowa Jana Pawła II, również skierowane do młodych ludzi. Papież powiedział: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. Próbując sprostać własnym wymaganiom i ideałom, łatwiej będzie nam zrozumieć i uszanować cele, marzenia i sposób życia innych osób. Łatwiej będzie żyć, wspinając się na coraz wyższe szczeble ziemskiego istnienia. Co więcej, łatwiej będzie nam się szukać. Łatwiej będzie nam się znaleźć. A w końcu łatwiej będzie nam się jednoczyć w dobru, które spośród wszystkich znanych światu wartości jest wartością nadrzędną i wyjątkową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem