Reklama

Oświadczenie Kurii Diecezji Radomskiej

2019-07-12 10:00

jwk / Radom (KAI)

Senlay/pixabay.com

Kuria Diecezji Radomskiej wydała oświadczenie ws. informacji obciążającej jednego z księży Diecezji Radomskiej odpowiedzialnością za przestępstwa na szkodę osób małoletnich, do których miało dojść przed ponad dwudziestu laty. Publikujemy treśc przekazanego KAI Oświadczenia.

Oświadczenie

W ostatnich dniach w środkach społecznego przekazu pojawiły się informacje o korespondencji przesłanej przez Kurię Diecezji Radomskiej do Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Z uwagi na dalsze zainteresowanie medialne tą sprawą informuję, że:

W dniu 9 lipca bieżącego roku Kuria Diecezji Radomskiej przekazała do wyżej wymienionej Prokuratury pisemne zawiadomienie o korespondencji e-mailowej, która dotarła kilka dni wcześniej na adres Kurii, zawierającej informację obciążającą jednego z księży Diecezji Radomskiej odpowiedzialnością za przestępstwa na szkodę osób małoletnich, do których miało dojść przed ponad dwudziestu laty.

Reklama

Równocześnie wszczęto postępowanie przewidziane prawem kanonicznym i podjęte zostały czynności oraz decyzje wynikające z norm wewnątrzkościelnych.

Ponieważ przedmiotem postępowań ma być w pierwszej kolejności ustalenie prawdy w zakresie przedstawionych zarzutów oraz – w zależności od tych ustaleń – ochrona dóbr wszystkich osób pokrzywdzonych, do czasu zakończenia przewidzianych prawem czynności i dokonania ostatecznych ustaleń nie jest możliwe szersze informowanie osób postronnych ani o danych osobowych osób związanych ze sprawą, ani o szczegółach sformułowanych zarzutów, ani też o poszczególnych działaniach podejmowanych w związku z zaistniałą sytuacją. Informacja taka zostanie przedstawiona po wyjaśnieniu sprawy – na podstawie dokonanych ustaleń i rozstrzygnięć podjętych w toku postępowania.

Ks. Edward Poniewierski Rzecznik Prasowy Kurii

Tagi:
kuria oświadczenie

Reklama

Komunikat Kurii Metropolitalnej w Krakowie

2019-09-21 22:35

W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej nieprawdziwymi informacjami na temat zmian personalnych w Biurze Prasowym Archidiecezji Krakowskiej, Kuria Metropolitalna w Krakowie informuje, że podjęte działania dotyczą zakończenia współpracy jedynie z koordynatorem Biura, panią Joanną Adamik, i jej dwiema najbliższymi współpracowniczkami, które są osobami niezamężnymi.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Należy zaznaczyć, że pani Joanna Adamik w dniu 10 sierpnia br. w piśmie skierowanym na ręce Księdza Arcybiskupa stwierdziła, m.in.: „(…) wyrażając szczerą wdzięczność za ostatnie lata i miesiące pracy i służby dla Księdza Arcybiskupa, także za wszystkie gesty i słowa osobistej życzliwości wobec mnie i moich bliskich, proszę o zwolnienie mnie z obowiązków”. Ta prośba została ostatecznie przyjęta w dniu 19 bm., przy zachowaniu umownego (miesięcznego) trybu wypowiedzenia i wynagrodzenia, pomimo rezygnacji ze świadczenia pracy.

Natomiast dwie pozostałe osoby, które w życiu prywatnym jako matki tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny, nadal pozostają pracownikami Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Shawn Carney: kobiety wybierające aborcję często czują, że nie mają żadnego wyboru

2019-11-10 18:03

Paulina Guzik / Warszawa (KAI)

- To nie jest tak, że kobiety przyjeżdżające do klinik aborcyjnych świętują tam swoją wolność. One są zwykle przerażone, szukają wyjścia. Czują, że nie mają żadnego wyboru – mówi Shawn Carney, działacz pro-life, który w 2004 r. zorganizował pierwszą akcję modlitewną 40 Days for Life (40 Dni dla Życia) przed kliniką aborcyjną, w której pracowała wówczas Abby Johnson, bohaterka głośnego filmu „Nieplanowane”. W rozmowie z Pauliną Guzik Shawn Carney przekonuje, że agresja nie jest dobrą metodą działań pro – life. Natomiast wiele można osiągnąć serdecznością, miłością i zwykłym okazywaniem człowieczeństwa. 40 Days for Life to dziś inicjatywa międzynarodowa, dzięki której ocalono ponad 16 tys. dzieci.

julijacernjaka/pl.fotolia.com

Publikujemy rozmowę wyemitowaną dziś w programie „Między Ziemią a Niebem” w TVP 1:

Paulina Guzik: Jak to się stało że trafiłeś do ruchu pro life?

Shawn Carney: Chodziłem do małej katolickiej szkoły w zachodnim Teksasie. Nie mieszkało tam zbyt wielu katolików. Ja byłem katolikiem i wciąż nim jestem. Mamy księży z Irlandii, bo jest to misyjna diecezja. To oni byli wspaniałym przykładem, jak żyć wiarą, nauczali o świętości życia. Wiele zawdzięczam Twojemu krajowi – to wy daliście światu Jana Pawła II. Kiedy byłem uczniem drugiej klasy liceum, miałem to szczęście, że pojechałem do Saint Louis na spotkanie z Janem Pawłem II. To całkowicie odmieniło moje życie. Rozważałem wstąpienie do seminarium, choć ostatecznie, jak wiesz, ożeniłem się. Ale jego życie stanowiło niezwykłą inspirację. Miał odwagę sprzeciwić się aborcji. I to w moim kraju, gdy wśród jego słuchaczy był nasz prezydent popierający aborcję. Jan Paweł II miał też wielki wpływ na wspaniałych księży w mojej szkole. Kiedy byłem już na uniwersytecie, poszedłem z moją dziewczyną Marilisą, którą później poślubiłem, aby pokojowo modlić się przed miejscową kliniką aborcyjną Planned Parenthood. To było w tym samym czasie, kiedy Abby Johnson rozpoczęła wolontariat w klinice Planned Parenthood po drugiej stronie ogrodzenia. W pewnym sensie dorastaliśmy razem. Byliśmy po przeciwnych stronach, pracowaliśmy i kierowaliśmy organizacjami o przeciwstawnych punktach widzenia, udzielaliśmy wywiadów krytykując swoje poglądy.

Jesienią 2004 roku zorganizowaliśmy pierwszą kampanię 40 Days for Life (40 Dni dla Życia) przed jej kliniką, która później przerodziła się w kampanię krajową, by w 2007 roku wyjść na arenę międzynarodową. W 2009 roku Abby była świadkiem aborcji. Po tym wydarzeniu przyszła prosto do mojego biura, które w tym czasie znajdowało tuż obok kliniki. Teraz w tym budynku mieści się centrala 40 Days for Life. Jednak wtedy byliśmy sąsiadami. Nigdy tego nie zapomnę.

PG: Skąd pomysł na akcję modlitewną której nazwa stała się nazwą całej waszej organizacji – 40 dni dla życia?

- Po pierwsze, gdy byliśmy na studiach widzieliśmy, że w Stanach wzrasta liczba aborcji. Więc spędzaliśmy godziny na modlitwie pytając Boga, co powinniśmy zrobić. Pomysł 40 Dni pojawił się z wiadomych względów. W Piśmie Świętym Bóg wykorzystuje 40 dni nie tylko do przemiany, ale także aby wezwać ludzi z powrotem do siebie. Dlatego pomyśleliśmy, że przez 40 dni zrobimy dla nienarodzonych co tylko możliwe. Postanowiliśmy modlić się, pościć, wyjść i prowadzić 24-godzinne czuwanie. To właśnie robiliśmy. Nigdy jednak nie przyszło nam do głowy, że 40 Days for Life wyjdzie poza nasze miasto. To inne miasta, a potem cały świat zapukał do naszych drzwi. Dlatego też ostatecznie podjęliśmy decyzję, aby w 2007 roku przeobrazić tę inicjatywę w międzynarodową kampanię.

PG: Feministki propagujące postawę pro-choice twierdzą, że udajemy się do klinik aborcyjnych z wyboru. Czy dostrzegałeś, że po drugiej stronie ogrodzenia mieliście do czynienia z takim życiowym wyborem?

- Europa powtarza te godne pożałowania stare argumenty za aborcją, które są popularne w Ameryce. Chodzi o pogląd, że kobiety przyjeżdżają do klinik aborcyjnych, parkują samochody, wysiadają i domagają się swoich reprodukcyjnych praw. A potem biegną, poddają się aborcji i wychodzą z wysoko podniesioną głową świętując swoją wolność. To naturalnie zwykła kpina. Nikt nie chce aborcji, żadna z osób przyjeżdżających do kliniki nie dba o czyjeś poglądy polityczne, czy nawet religijne. Szukają wyjścia. Czują, że są pozbawione wolności, że nie maja żadnego wyboru i zwykle są przerażone.

PG: Jak wspominasz tamte chwile, kiedy staliście przed ogrodzeniem? Co widziałeś po drugiej stronie?

- Czuć było smutek. Czuć było samotność. Można powiedzieć, że nikt nie chciał być po drugiej stronie ogrodzenia. Nikt nie chciał poddać się aborcji. I nikt nie stawia sobie za cel, że zostanie pracownikiem czy lekarzem w klinice aborcyjnej. Zawsze dzieje się to, gdyż dana osoba tam po prostu jakoś trafia. Już w pierwszej chwili zauważyłem, że tak naprawdę tylko my chcieliśmy być w tym właśnie miejscu. Zauważyłem też, że jak na ironię, że to u nas panowała radość. Pośród ciemności, pośród smutku, my czuliśmy spokój. Według mnie film świetnie to wszystko ukazuje. Po drugiej stronie jest wszystko, z czego może skorzystać szatan: niepokój, frustracja, pragnienie, żeby wejść i wyjść. W przemyśle aborcyjnym panuje konspiracja. Jest to oczywiste dla wszystkich uczestniczących w debacie na temat życia.

PG: Jak pamiętasz moment kiedy ktoś zapukał do waszych drzwi i gdy je otworzyłeś stała tam zapłakana Abby Johnson - przez 8 lat dyrektorka kliniki aborcyjnej, pod którą się modliliście…?

- Znałem Abby od ośmiu lat i to była wielka łaska. Wielu ludzi pytało mnie, jak mogę jej wierzyć. Uważali, że mnie nabiera. Jednak ja jej wierzyłem, bo ją znałem. Wiedziałem, że mówi prawdę. Pamiętam, że pierwsze co zrobiłem, to posadziłem ją w wygodnym miejscu, żeby mogła się uspokoić. Chciałem, żeby wiedziała, że za drzwiami, do których zapukała, są przyjaciele i że chcemy jej pomóc ze wszystkich sił. Nie tylko słowami, ale też czynami. Chciałem przede wszystkim, żeby się uspokoiła. W filmie ta scena jest szybka, ale w rzeczywistości trwało to znacznie dłużej. Opowiedziała swoją historię cały czas płacząc. Nigdy nie zapomnę, jak po twarzy spływał jej tusz do rzęs spadając na jej kartę z kliniki Planned Parenthood, gdzie widać było logo, jej zdjęcie i stanowisko. Dotarło do mnie z całą mocą, że to naprawdę się dzieje. Nigdy tego nie zapomnę.

PG: W którym momencie przyszło Ci do głowy, że jest to rezultat modlitwy?

- Pomyślałem o tym, kiedy tylko zaczęła opowiadać. Każdy powinien zdać sobie sprawę, że przemysł aborcyjny opiera się na kłamstwie. Istnieją dwa obozy. Mamy tych naiwnych, którzy uważają, że pomagają kobietom. Po tej stronie była Abby. Po drugiej stronie są ludzie, którzy wiedzą, czym jest aborcja i dokonują aborcji bez poczucia winy, bez skrupułów. Kiedy słuchałem Abby opowiadającą o aborcji, to wydawało mi się to wszystko takie oczywiste, bo przecież wszyscy wiedzą, jak to się odbywa: dochodzi do rozczłonkowania dziecka, wszędzie jest krew, jest to koszmarny widok. Jednak słuchając Abby zdałem sobie sprawę, jak bardzo trzeba być zagubionym, oszukanym i naiwnym, żeby w tym tkwić, i że jest to wielkie obciążenie. Jej słowa zachęciły mnie do działania, bo takich osób jest więcej.

40 Days for Life pomogło 191 pracownikom klinik aborcyjnych. Nie powinniśmy się wahać. Nie ma znaczenia, od kiedy aborcja jest dozwolona w danym kraju. My po prostu bronimy życia, bronimy go z rozsądku i z powodu wiary. Jest to bardzo potężne, bo świat zagubił się, ludzie nie są tak mądrzy, jak im się wydaje.

PG: Ile ludzkich istnień udało się wam uratować dzięki modlitwie i dzięki temu, że stoicie przy ogrodzeniu?

- Na tę chwilę mamy ponad 16 500 dzieci, o których wiemy. Bóg w swojej łasce pozwolił mi wziąć w ramiona niektóre z tych dzieci. Mamy zdjęcie dzieci, które rozpoczynają szkołę, dzieci niesionych do chrztu, dzieci przystępujących do I komunii świętej. Jest to coś niezwykłego. Niektóre dzieci noszą imiona lokalnych liderów 40 Days for Life, którzy pomogli uratować te dzieci. Niektórzy liderzy są rodzicami chrzestnymi. Jest to prawdziwa rodzina. Nieważne, czy mieszkasz w Polsce, Teksasie, czy Nigerii, wszyscy jesteśmy częścią wielkiej ludzkiej rodziny. Dlatego też aborcja jest największym atakiem na tę rodzinę. Cudownie jest patrzeć na te dzieci. W filmie świetnie jest ukazane coś, co Abby powiedziała mi, kiedy opuściła klinikę. Powiedziała, że liczba osób wahających się sięga 75 proc. Kiedy ludzie modlą się przed kliniką, jest to coś fantastycznego. Wiesz, że nie marnujesz czasu.

PG: Czy któraś z sytuacji pod ogrodzeniem Planned Parenthood szczególnie utkwiła ci w pamięci?

- Najbardziej utkwiła mi w pamięci rozmowa z mężczyzną, z mężem. Był to Koreańczyk. Nie mówił zbyt dobrze po angielsku. Domagał się, żebym wszedł do kliniki aborcyjnej i wyciągnął jego żonę. Jego żona poddawała się aborcji, a mieli już trójkę dzieci. Miał przy sobie te małe dzieci. Krzyczał do mnie, że kocha dzieci, błagał, żebym wyciągnął jego żonę, prosił, żebym coś zrobił. Powiedziałem mu, że ja nie mogę wejść i wyprowadzić jego żony, ale że on może to zrobić. Pracownicy kliniki kazali mu jednak wyjść, bo jego żona nie chciała go przy sobie. Nawet on nie mógł tam wejść. To atak na rodzinę, która musi na to patrzeć. Tutaj mieliśmy Koreańczyka, który był w innym kraju, prawdopodobnie studiował bądź pracował, mówił bardzo słabo po angielsku, stał przed kliniką aborcyjną, jego żona była w środku, a on był bezradny. Ześlizgnął się po prętach, usiadł na ziemi z trójką dzieci, szlochał powtarzając, że kocha dzieci. Zupełnie się załamał. Nigdy tego nie zapomnę. Myślę o tym mężczyźnie i o tym wydarzeniu. To było to samo ogrodzenie, zza którego wyszła Abby Johnson, które zbudowała klinika Planned Parenthood, a które my zburzyliśmy, kiedy nabyliśmy budynek. Wszystko to oznacza, że musimy ufać Bogu. On może nie tylko przemienić serca i dusze, co możemy dostrzec na przestrzeni wieków, ale też przemienić naszą kulturę. Wierzę, że to właśnie robi.

PG: Jak wygląda ta zmiana w Stanach Zjednoczonych. Czy wskaźniki spadają?

- Niestety to Stany Zjednoczone rozpowszechniły aborcję w wielu miejscach na świecie, w krajach Ameryki Łacińskiej i Afryki. Jednak szerzymy też rozwiązanie i to jest prawdziwe błogosławieństwo. Kiedy widzimy inne kraje prowadzące kampanię 40 Days for Life zdajemy sobie sprawę, że przecież to nasza wina, że pojawiła się u nich aborcja. Ktoś powiedział, że kiedy Stany Zjednoczone zakażą aborcji, wówczas podąży za nimi cały świat. W Stanach mamy też wielki ruch nawróconych. Mamy tutaj kobiety, które poddały się aborcji, mężczyzn, którzy zapłacili za aborcję, pracowników klinik takich jak Abby, którzy zmienili swoje nastawienie, czy lekarzy takich jak dr Haywood Robinson, który przeprowadzał aborcję, a teraz jest w naszym zespole. Brama dla nawróconych otwiera się tylko w jednym kierunku.

PG: W filmie wyraźnie widać, że nikogo nie potępiacie, jesteście mili i ludzcy – to jest strategia, która działa najlepiej?

- Nie można wrzeszczeć na kogoś, kto się zagubił, bo ta osoba ucieknie. Albo wejdzie do kliniki i zrobi nam na przekór. Musimy być przystępni. Czasem może nawet pomaga nam reputacja agresywnego, pobożnego amerykańskiego szaleńca, bo osoby przyjeżdżające do kliniki wyobrażają sobie, że spotkają wariatów i są zaskoczeni widząc, że nie jesteśmy tacy źli i że witamy się z nimi. To naprawdę się dzieje. Przychodzi do mnie wiele osób, zwłaszcza po ukazaniu się filmu, i pytają mnie, co powiedzieć osobie, która idzie dokonać aborcji. Moja odpowiedź brzmi: „Powiedz jej: dzień dobry”. Wydaje mi się, że ci ludzie poszukują człowieczeństwa, bo za chwilę zniszczą część swojego człowieczeństwa. Dlatego jeśli pokażemy im ludzką twarz, jeśli prawdziwie jesteśmy „stopami i dłońmi Chrystusa”, jak mawiała Siostra Teresa, to może ich zainteresujemy. A On potrafi sobą zarazić. Przecież nikt nie chce wejść do kliniki aborcyjnej. Musimy po prostu zaufać.

PG: Jak zareagowałbyś, gdyby ktoś powiedział Ci piętnaście lat temu, że Abby Johnson odejdzie z przemysłu aborcyjnego, a ty będziesz bohaterem filmu?

- Posądzałbym ją o nadużywanie alkoholu (śmiech). To zabawne. Dotarło to do mnie podczas pierwszego Bożego Narodzenia po odejściu Abby z kliniki. Przysłała nam kartę świąteczną. Napisała: „Kto by pomyślał, że Abby Johnson będzie życzyć Shawnowi i Marilisie wesołych świąt”. To było co niezwykłego. Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy. Zadałaś genialne pytanie. To przemawia do serca Ewangelii. Dla Abby i dla wszystkich pracowników jest to trudna i długa droga. Nie jest łatwo tak siebie pokazać. Nie musiała robić tego filmu. Nawet ja byłem zaskoczony, jak wiele ujawniła w tej produkcji, mimo że znam Abby i jej historię. Film nie jest łatwy w odbiorze. Ale wyobraźcie sobie Abby i Douga oglądających ten film wiedząc, że ich dzieci też to zobaczą. To przecież bardzo trudne! Wydaje mi się, że nie została wystarczająco doceniona za to, że pokazała całą siebie w filmie. Bo jest to niezwykle osobista historia.

PG: Co dalej z 40 Days for Life? Jakie macie plany na przyszłość? Może rozwinie się działalność w Polsce?

- Nigdy nie byłem w Twoim kraju, ale jak już wspomniałem, jestem wielkim miłośnikiem Jana Pawła II. Chcemy się rozwijać, a inicjatywa rozrasta się zwłaszcza w innych krajach. Na tę chwilę jesteśmy obecni w 855 miastach w 61 krajach, i jest nas coraz więcej. Właśnie ukończyłem książkę, która pojawi się na półkach w okresie Wielkiego Postu. Opowiada o tym, jak powinno wyglądać nasze życie rodzinne, społeczne, i w jaki sposób może to ocalić drugiego człowieka. Mamy wiele nowych projektów. Przeprowadziliśmy wiele szkoleń za granicą, m.in. w Kolumbii, w Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku. Co roku organizujemy konferencję w Londynie. Kolejna odbędzie się w 2021 roku. Potrzebujemy więcej polskich liderów, bo ci z Chorwacji próbują przejąć cały świat (śmiech). Mają dobrą passę, po prostu szaleją, są świetni. 40 Days for Life rozprzestrzeniła się na ponad 30 chorwackich miast, gdzie prowadzimy naszą kampanię. Zorganizowaliście wspaniałe ŚDM w Krakowie. Chcę podziękować wszystkich Polakom za Waszą wiarę. I za Europę, w której Polska pozostała wierna. Zdaję sobie sprawę, że jest to trudne, ale nadal trwacie w wierze, w przeciwieństwie do innych krajów europejskich. Stanowice inspirację dla innych. Cała moja rodzina ma irlandzkie korzenie, ale pojawia się też polski akcent. Oczywiście Polacy w rodzinie byli księżmi i śmiejemy się, że stanowili najbardziej religijną część rodziny. Byli kuzynami mojej babci. Mam więc odrobinę polskich genów. Polska to wspaniały kraj.

PG: Bardzo dziękuję, że znalazłeś czas na rozmowę, Shawn.

- Dziękuję i szczęść Boże.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polsko, bądź krainą wiary w Boga

2019-11-11 22:29

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Wrocławska sesja III Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi – Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju” Karta Praw Rodziny z inspiracji św. Jana Pawła II odbyła się dziś (11 listopada) w Auli Papieskiego Wydziału Teologicznego. Sesja odbyła się pod auspicjami Fundacji „Studium Culturae Ecclesiae” i z prowadzeniem ks. Pawła Stypy, jej wiceprezesa.

Otwarcia sesji dokonali bp Andrzej Siemieniewski i ks. Ireneusz Skubiś, wieloletni redaktor naczelny Tygodnika „Niedziela”, inicjator powstania i moderator Ruchu Europa Christi. Spotkanie było podzielone na trzy oddzielne panele tematyczne a każdemu z nich przewodniczył inny prowadzący.

Zobacz zdjęcia: III Międzynarodowy Kongres „Europa Christi

W pierwszej części sesję prowadził ks. Mirosław Sitarz (KUL), kierownik Katedry Kościelnego Prawa Publicznego i Konstytucyjnego KUL, w drugiej bp Andrzej Siemieniewski, a w trzeciej ks. prof. Bogusław Drożdż (PWT). Wśród wykładowców byli mi.in. ks. prof. Józef Krukowski (PAN) – mówił o „Rodzinie w Konstytucji RP wobec współczesnych zagrożeń”, ks. Jacek Marek Nogowski (UKSW) – o „Funkcjach społecznych rodziny i jej zagrożeniach w dobie współczesnej”, ks. prof. Tadeusz Borutka (UPJPII) przedstawił „Wizję zjednoczonej Europy w nauczaniu Jana Pawła II”, ks. prof. Bogusław Drożdż (PWT) mówił o tym jak „Działać w duchu katolickiej nauki społecznej”. W trzecim panelu Ewelina Kondziela (Prezes Fundacji „Studium Culturae Ecclesiae”) omówiła zagadnienie „Samowychowawczej siły rodziny jak niedocenionego warunku rozwoju”, a ks. Kazimierz Kurek SDB przybliżył „Kartę Praw Rodziny jak propozycję dla Polski i Europy”. Wykładom towarzyszyły występy chóru „Borromeo” z parafii pw. św. Karola Boromeusza we Wrocławiu pod dyrekcją Irminy Zakowicz. Chórzyści prezentowali polskie pieśni patriotyczne.

Największym zainteresowaniem cieszył się wykład kard. Gerharda Ludwiga Müllera, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Tłumaczone symultanicznie wystąpienia adresowane szczególnie do Polaków w dniu Święta Niepodległości zakończyło się spontanicznymi owacjami na stojąco. Niełatwe zadanie miała występująca po kardynale pani Joanna Lubieniecka, która mówiła o „Słudze Bożym ks. Aleksandrze Zienkiewiczu jako orędowniku chrześcijańskiej rodziny”. Obniżona uwaga słuchaczy i runda telewizyjnych wywiadów w kuluarach zagłuszały wykład redaktor Lubienieckiej, świadka życia sługi Bożego.

Niemiecki kardynał mówił o Polsce jako przykładzie chrześcijańskiego humanizmu. Wykład zatytułował „Tożsamość Polski w wierze katolickiej”. Podkreślił znaczenie wiary i rolę Kościoła katolickiego w trudnej sytuacji geopolitycznej i niełatwych dziejach naszego kraju.

- Od czasów trzech rozbiorów i pomimo polityki totalnego wyniszczenia narodowej, kulturowej i religijnej tożsamości Polaków, na podstawie hitlerowsko - stalinowskiego paktu z 23 sierpnia 1939 r., podczas niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej, a potem w czasie zimnej wojny po popadnięciu pod władzę komunistyczną, aż do wyzwolenia się w 1989 r., udało się Polakom zachować swój fizyczny byt i duchową niepowtarzalność jedynie przez wiarę chrześcijańską i Kościół katolicki – mówił.

Podkreślił, że pozostaje zawstydzającym wspomnieniem fakt, że w oświeconej zachodniej Europie przyglądano się bez empatii tragedii sąsiedniego narodu. - W XIX wieku uważano Polaków za rewolucyjnych awanturników zagrażających ustalonemu przez państwa rządzące reakcyjnemu porządkowi Kongresu Wiedeńskiego. W XX wieku natomiast podejrzewano, z powodu ich konserwatyzmu, że przeoczyli włączenie się w zachodnią demokrację i materialistyczny styl życia, ponieważ nie podporządkowali się „postępowym” ideom komunizmu i dzisiejszego neomarksizmu z programem dechrystianizacji Europy – mówił. Opisywaną sytuację porównywał z obecną, gdzie znów w zachodnich elitach władzy i ośrodkach medialnych potępia się – w imię narzuconych „europejskich wartości” - prawo do aborcji, do wspomaganego samobójstwa, małżeństwa osób tej samej płci, transseksualizmu i posthumanizmu – wytrwały opór Polaków przed dobrowolną utratą tożsamości.

- Polacy tymczasem okazali się – i to się potwierdziło – właśnie tym narodem europejskim, który był gotów ponieść największe ofiary dla wolności i demokracji. Europa obejmuje całość swoich narodów, nie tylko zachodniocentryczną perspektywę, w którą wschodnie narody miałyby się włączyć albo całkowicie się jej podporządkować – mówił kard. Müller.

Analizując kondycję społeczeństw uprawiających „humanizm bez Boga” omówił z pełnym uznaniem polską drogę do wolności.

- Polacy wywalczyli wolność w powstaniach przeciwko trzem obcym zaborcom. W samym tylko powstaniu warszawskim w czasie okupacji nazistowskiej 200 tys. Polaków ofiarowało swoje życie za umiłowanie wolności. Ta stara kraina kultury i humanizmu musiała znieść ogromne upokorzenie ze strony Hitlera i jego sług, którzy uczynili ją sceną straszliwej zbrodni holokaustu. W ramach germanizacji naziści porwali niemal 200 tys. polskich dzieci, żeby je wychować w niemieckich rodzinach, których na ogół nie informowano o pochodzeniu tych domniemanych sierot po poległych niemieckich żołnierzach. Wielu spośród nich nigdy nie dowiedziało się o swojej prawdziwej tożsamości lub przeżyło ciężką traumę, odkrywając tę potworną zbrodnię przeciw ludzkości. A ilu deportowanych po powstaniach przeciwko carskiemu reżimowi i komunistycznej dyktaturze nie zobaczyło już swojej ojczyzny i zostało pochowanych w syberyjskiej ziemi? To wszystko należy do tradycji „humanizmu bez Boga” – analizował niemiecki kardynał.

Katolicką Polskę nazwał „latarnią europejskiej tożsamości i chrześcijańskiego humanizmu w najbardziej ścisłym tego słowa znaczeniu”. - Przyszłość jest polem, na którym ma się potwierdzić historyczne dziedzictwo. „Pochodzenie wciąż pozostaje przyszłością” – mówił – a wiara w Boga pięknie współegzystuje w tak przesyconym katolicyzmem kraju jak Polska z autonomiczną suwerennością i wolnością religijną jednostki oraz narodu w państwie z demokratyczną konstytucją.

Niemiecki kardynał nie zapomniał o społeczności Starszych Braci w wierze, którzy od wieków zamieszkiwali nasz kraj. - W tożsamość Polski wchodziła również całkowita niezależność i integracja Żydów, którzy niekiedy stanowili jedną czwartą ludności – podkreślał.

Kard. Müller kilkakrotnie nawiązywał do okresu zaborów i intensyfikacji wysiłków podejmowanych przez Polaków, aby wydobyć się spod panowania trzech sąsiadów – agresorów. Powracał do wiary Polaków i roli Kościoła:

- Polska, żyjąca przez dwa stulecia pod ciężarem cierpień i wykazująca niezłomne umiłowanie wolności udowodniła, że wiara w Boga i przyznanie do katolicyzmu nie tylko da się pogodzić z nowoczesnymi celami, takimi jak autonomia obyczajowa jednostki, demokracja, wolność religijna, suwerenność narodowa i prawo narodów do stanowienia o sobie, ale że również Kościół katolicki – głosząc prawdę objawioną – jednocześnie promuje naturalne prawo obyczajowe i niezbywalne prawa człowieka, które w Bogu mają swojego najważniejszego obrońcę i najpewniejszy fundament – mówił. Na zakończenie, z okazji Święta Niepodległości, życzył Polsce, aby zawsze podąża za swoim powołaniem, by była krainą wiary w Boga i wolności człowieka.

Pierwsza sesja kongresowa III Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi” pt. „Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju” odbyła się w lutym tego roku na Jasnej Górze, druga w maju w czeskim Velehradzie - przypomniały one rolę świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowian i współpatronów Europy w dziele ewangelizacji Europy, a kolejne w Nitrze, w Lublinie i w Warszawie. Wrocławska sesja była przedostatnią z zaplanowanych w tym roku. W listopadzie III Międzynarodowy Kongres Ruchu zagości we Lwowie a prelegenci pochylą się nad zagadnieniem „Wpływu chrześcijaństwa na stabilność narodów Europy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem