Reklama

Mimo różnych ograniczeń ponad 2,5 mln pielgrzymów przybyło do Mekki

2019-08-09 20:56

mk (KAI/AsiaNews) / Mekka

Konevi/pixabay.com

Ponad 2,5 mln muzułmanów z całego świata przygotowuje się do dorocznej pielgrzymki do Mekki i Medyny, która w tym roku rozpoczyna się 9 sierpnia. Nad bezpieczeństwem pielgrzymów będzie czuwać około 350 tys. funkcjonariuszy różnych służb. Przewiduje się, że mimo napiętej sytuacji w Teheranie z Iranu przybędzie prawie 89 tys. pątników. Jednocześnie co najmniej pięciu tysiącom wiernych z Afryki władze Arabii Saudyjskiej odmówiły wydania zezwoleń na wjazd z obawy przed epidemią wirusa eboli.

Wielka pielgrzymka (tzw. Wielki Hadżdż) do Mekki, będąca jednym z pięciu filarów islamu, zakończy się 14 sierpnia Świętem Ofiarowania (Id al-Adha). Wierni z całego świata gromadzą się w tym świętym mieście i sercu islamu od kilku dni. „Jestem tu po raz pierwszy, emocje są duże, atmosfera pełna treści” – powiedział dziennikarzom 40-letni Indonezyjczyk Sobar.

Co najmniej 1,8 mln pielgrzymów przybyło do Mekki jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem tego wydarzenia. Miejscowy gubernator książę Chalid ibn Fajsal oświadczył, że 329 tys. pielgrzymów nie wpuszczono do świętego miasta, gdyż nie mieli oni niezbędnych zezwoleń. Z tego samego powodu władze zatrzymały 144 tys. pojazdów, a 15 kierowców aresztowano za „nielegalny transport” pielgrzymów. Zamknięto także 181 biur, które wydawały fałszywe zezwolenia na wjazd.

Według niektórych źródeł unieważniono co najmniej 5 tys. wiz pątnikom z Afryki i postanowiono „więcej im już nie wydawać” z powodu „trwającej epidemii eboli” w Demokratycznej Republice Konga.

Reklama

Saudyjskie organy bezpieczeństwa podjęły środki w celu niedopuszczenia do nadmiernych zgromadzeń ludzkich i do incydentów. W tym kontekście media przypominają, że w 2015 r. około 2300 wiernych zginęło w największym tłumie, do jakiego kiedykolwiek doszło w tym miejscu z okazji Hadżdżu. Tragedia ta poruszyła wyznawców wszystkich religii, m.in. papieża Franciszka, który wyraził bliskość z rodzinami ofiar. Aby zapobiec podobnym nieszczęściom, rząd zmobilizował ponad 350 tys. osób z różnych służb – od policji po pogotowie ratunkowe.

Książę Chalid podkreślił, że Arabia Saudyjska „nie odpowiada” za utrudnienia, jakie stwarza rząd Kataru, który w istocie zabronił swym obywatelom udziału w pielgrzymce. Jest to kolejny rozdział wojny toczącej się od dwóch lat między Rijadem a Dohą.

W tym roku pielgrzymka odbywa się w klimacie rosnącego napięcia na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim wskutek tarć gospodarczych, politycznych i religijnych między sunnicką Arabią Saudyjską a szyickim Iranem. Rijad wraz ze swym amerykańskim sojusznikiem oskarża Teheran o prowokowanie ataków i działań dywersyjnych wobec saudyjskich mediów, celów, a republika islamska zdecydowanie odrzuca te oskarżenia. Mimo jednak podziałów i braku stosunków dyplomatycznych między obu światowymi potęgami muzułmańskimi, w najbliższych dniach do Mekki przybędzie ponad 88,5 tys. pielgrzymów irańskich.

Z kolei Turcja dąży do zwiększyć liczby wiz dla swoich pielgrzymów, chciałaby otrzymać w przyszłym roku przynajmniej 3 tys. dodatkowych wiz. Remzi Bircan, odpowiedzialny za pielgrzymkę w Departamencie ds. Kultu w Ankarze, oświadczył, że „kolejka jest długa i około 2,13 mln osób zgłosiło się już wcześniej, tymczasem liczba miejsc jest ograniczona, a Saudyjczycy narzucają określone kwoty wiz, chcemy jednak powiększyć ją o 3 tys. w 2020 roku”.

Tagi:
muzułmanie

Najlepsza „broń” na muzułmanów

2019-07-24 11:32

Z Raymondem Naderem rozmawiał ks. Piotr Bączek
Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 20-23

O byciu chrześcijaninem w środku islamskiego świata z Raymondem Naderem – libańskim maronitą, szefem chrześcijańskiej telewizji Noursat w Bejrucie – rozmawia ks. Piotr Bączek

©Em – stock.adobe.com
Bejrut. Katedra maronicka św. Jerzego i meczet Mohammad Al Amine nad rzymskimi ruinami

KS. PIOTR BĄCZEK: – Zgodnie z konstytucją Libanu prezydentem kraju jest chrześcijanin, fotel premiera obejmuje sunnita, a Zgromadzeniem Narodowym rządzi szyita. Jak się sprawdza taki układ?

RAYMOND NADER: – To jest bardzo skomplikowane i w zasadzie nie działa. Mamy wiele napięć między tymi trzema obszarami władzy. Każda decyzja wymaga zgody wszystkich. Trzeba dodać, że każda część Libanu jest połączona z regionalnymi potęgami – Iranem, Arabią Saudyjską. Poza tym wiele innych krajów ma wpływ na naszą sytuację – Rosja, Finlandia, Polska, Francja, Włochy, Syria. Chrześcijanie są powiązani – tak to nazwijmy – z Zachodem. To sprawia, że sytuacja międzynarodowa wpływa na naszą wewnętrzną politykę. Wszystko to miesza się w Libanie. Powiedziałbym, że nasz kraj jest w środku świata, przez co polityka jest u nas bardzo skomplikowana. Trudno to dokładnie zrozumieć. Mamy bardzo dużą korupcję, złą sytuację gospodarczą.

– Być chrześcijaninem w Libanie – co to oznacza?

– Sądzę, że w naszym kraju chrześcijanie mają do odegrania ważną rolę. Po pierwsze – po prostu dlatego, że jesteśmy chrześcijanami. Po drugie – jesteśmy jedynymi w świecie chrześcijanami mówiącymi po arabsku – mówimy tym samym językiem, co muzułmanie. W tym kontekście można zapytać, kto w świecie arabskim może głosić Dobrą Nowinę. Wyznawcy islamu nie będą słuchać ludzi Zachodu. Nie chcą słuchać Amerykanów, nienawidzą ich; nie będą słuchać ani Francuzów, ani Polaków. Będą słuchać kogoś, kto mówi ich językiem. Pochodzimy z tej samej cywilizacji, z tej samej ziemi. Mamy wspólną historię. Liban to kraj chrześcijan i muzułmanów. W naszym kraju muzułmanie różnią się od tych w innych częściach świata. Dlaczego? Bo żyją razem z nami, z wyznawcami Chrystusa. Tym samym są pod wpływem naszej chrześcijańskiej cywilizacji, naszej kultury, naszego stylu życia. Stają się jak my. Właśnie dlatego nasza rola na Bliskim Wschodzie to być świadkami Chrystusa wobec muzułmanów. Chcemy i powinniśmy żyć jak chrześcijanie i głosić orędzie chrześcijańskie. Odkryłem to, gdy walczyłem w wojnie (wojna domowa w Libanie między muzułmanami a chrześcijanami w latach 1975-90 – przyp. P. B.). Używaliśmy wtedy broni, czołgów. Dziś jednak wiem, że najlepszą „bronią” wobec muzułmanów jest doprowadzić ich do chrztu.

Ks. Piotr Bączek
Raymond Nader

– Na ile dziś ta idea się sprawdza?

– To działa, ale musimy pamiętać o mentalności muzułmanów i zróżnicowaniu świata islamskiego. Istnieją fundamentaliści – środowisko zamknięte i hermetyczne – którzy nie chcą rozmawiać, dialogować. Ich celem jest zniszczenie inaczej myślących, inaczej wierzących. I czasami zabijają także muzułmanów. Na tym polega ta mentalność. Mamy także muzułmanów umiarkowanych. Z nimi można negocjować, oni dają się zmieniać. Możemy na nich wpływać, zmieniać ich styl życia. I tutaj możemy zaobserwować postęp. Każdego roku wielu z nich się nawraca na chrześcijaństwo, przyjmuje chrzest. Niektórzy mogą to czynić otwarcie, mogą żyć jak chrześcijanie, a niektórzy tylko w tajemnicy, w obawie przed radykalnym islamem. W tej grupie możemy mówić o progresie.
Chrześcijanie mogą w Libanie żyć i normalnie funkcjonować, ponieważ nasz kraj jest jedynym w regionie, gdzie istnieje wolność słowa. W Syrii, Iraku, Jordanii, Egipcie nie ma takiej swobody. Mamy zatem w Libanie specjalne zadanie i wyzwanie. Jesteśmy jedynymi chrześcijanami, którzy mają możliwość głoszenia słowa Bożego na Bliskim Wschodzie. Wszędzie dokoła są muzułmanie. Czasami nam grożą, straszą nas, że będziemy zbombardowani. Wiemy, że to niebezpieczne, ale walczymy, jesteśmy „fighterami”, nie boimy się problemów. Głosimy Dobrą Nowinę, bo to na dziś jest naszą misją. Tak jak powiedział Jezus: mamy być światłem.

– Jedną z ważnych form głoszenia Ewangelii w Waszym regionie jest chrześcijańska telewizja Noursat. Jak powstał ten projekt, któremu dziś przewodzisz?

– Wystartowaliśmy z naszą stacją w 1990 r., pod koniec wojny domowej. Wtedy powstał pomysł stworzenia telewizji. Wpadł na niego człowiek świecki, który pościł o chlebie i wodzie, chodził boso. To było w Zesłanie Ducha Świętego. Przyłączyłem się do tego projektu razem z przyjaciółmi i zaczęliśmy budowanie stacji. 30 lat temu to nie była jeszcze telewizja; mieliśmy tylko jedną kamerę, stół edycyjny, w zespole – sekretarkę i trzy, cztery osoby tworzące materiały. Nadawaliśmy kilka godzin dziennie. Z czasem zaczęliśmy się rozrastać. Obecnie ogarniamy za pomocą satelitarnych łączy cały świat. Noursat można oglądać wszędzie. Mamy 9 tematycznych kanałów, jesteśmy obecni w internecie, w mediach społecznościowych. Działamy w USA, w Kanadzie, w Wielkiej Brytanii, w Brazylii, w Meksyku. Mamy 130 pracowników i 300 wolontariuszy, reporterów w krajach arabskich. Rozwijamy także współpracę z Polską. Na dziś naszym największym problemem jest pozyskiwanie funduszy, bo w całości utrzymujemy się z darowizn, donacji. W tym względzie jest coraz trudniej.

– Waszą telewizję oglądają także muzułmanie...

– Tak. Wspomniałem, że mówimy po arabsku, mamy z muzułmanami wspólną historię i kulturę. W takim układzie można sobie wyobrazić, że wyznawcy islamu oglądają naszą chrześcijańską telewizję, w której mówimy o Jezusie, o św. Szarbelu. Przecież Szarbel ze swoją brodą i kapturem wyglądał jak oni! Mówił do nich po arabsku, ale „językiem Jezusa”. Wyznawcy islamu są pod jego wrażeniem, pod jego wpływem. Można nawet powiedzieć, że w Libanie mamy wielu muzułmanów, którzy kochają bardziej Szarbela niż Mahometa. Wiedzą, że Mahomet nie żyje, że to skończona historia. A św. Szarbel działa, czyni cuda, ukazuje się ludziom. Kiedy ktoś jest chory, nie pojedzie do Mahometa – jedzie do św. Szarbela do Annaja.
Ten święty jest wielkim cudotwórcą nie tylko dla nas, chrześcijan, ale także dla muzułmanów. Niedawno zachorowała matka muzułmańskiego szejka. To był rak, w ciągu miesiąca schudła 13 kg. Pojechali do Annaja do św. Szarbela. I później ów szejk występował w różnych stacjach telewizyjnych, i mówił, że tam jego matka została uleczona. Zachęcał ludzi, żeby odwiedzili Annaja. Takie sytuacje to pierwszy krok do chrztu.

– A jak z perspektywy chrześcijan żyjących na Bliskim Wschodzie patrzycie na zachodnie chrześcijaństwo?

– Mamy z tym duży problem. Chrześcijanie Zachodu czują się nowocześni, mają naukę, nie potrzebują Boga. Myślę jednak, że wkrótce zaczną się nawracać. Odkryją w końcu, że nauka też prowadzi do Boga. Bo ta nauka, której teraz ufają, w ostateczności niczego nie daje, nie odpowiada na najważniejsze bolączki. Wciąż cierpimy, wciąż mamy te same problemy i kwestie do rozwiązania. Widać, że sprawy idą coraz gorzej i ze strony nauki nie ma na to wszystko odpowiedzi. A my, chrześcijanie, mamy tę odpowiedź. Ona płynie zarówno z nauki, jak i z wiary. Mówię to jako osoba zajmująca się inżynierią nuklearną: nie możemy poprzestawać na samej nauce, nie możemy jej w całości zaufać. Podam prosty przykład: jeszcze niedawno fizycy, nauczyciele, inżynierowie twierdzili – z naukowego punktu widzenia – że świat jest statyczny. A potem odkryto Wielki Wybuch: świat się rozszerza i nie jest statyczny. W ciągu kilkudziesięciu lat nauka zmieniła zdanie, jak zatem możemy jej całkowicie zaufać?
Kiedy Georges Lemaître, duchowny – jeden z odkrywców Wielkiego Wybuchu – ogłosił swoją hipotezę, śmiano się z niego (jego przypuszczenia nie zostały dobrze przyjęte także dlatego, że był księdzem – przyp. P. B.). Teraz nauka coraz chętniej przyjmuje pogląd, że jednak było stworzenie, a życie nie powstało samo z siebie. Mamy setki „dowodów” na istnienie Boga.
Myślę, że ludzkość zaczyna się zwracać w inną stronę. Bo bardzo wielu naukowców wskazuje na to, że świat został stworzony, że istnieje jakiś Kreator, ktoś, kto stworzył wszechświat. Mówią, że to niekoniecznie Bóg, ale ogromna moc, inteligencja. Naszym zadaniem, jako chrześcijan, jest wskazywać na Jezusa, na Boga – na Jego miłość. Chrześcijanie dopowiadają, że ta potężna moc stwórcza to Bóg. Musimy się żarliwie modlić, żyć Eucharystią, żyć Bogiem, aby na Niego wskazywać. Ale też musimy być blisko zsekularyzowanych ludzi, aby móc im mówić o Bogu, o Chrystusie.

– Jak w całej tej układance widzisz Polskę? Jak oceniasz naszą sytuację jako ludzi wierzących?

– Wielu moim przyjaciołom mówię, że Polska to mój drugi dom, mój drugi kraj. Jest wiele podobieństw między maronitami i Polakami, np. my i wy zawsze mieliśmy problemy ze swoimi sąsiadami. Wy zawsze musieliście się bronić, walczyć z sąsiadami. Na przestrzeni całej historii te problemy miały także religijne podłoże. Oczywiście, nie jest to tak jasne jak u nas. W Libanie mamy chrześcijan i muzułmanów. Zadaniem maronitów w Libanie jest ewangelizować. Myślę, że rolą Polski jest reewangelizacja zachodniej Europy, która się zatraciła. Może waszą rolą jest „na nowo ochrzcić” Europę. Niedawno byłem na Ukrainie i jestem poruszony tamtejszą wiarą. Dodajmy do tego Chorwację, Węgry, Polskę. Wszędzie tam jest wiara, Kościoły żyją, duchowo są aktywne. Zupełnie inaczej wygląda to np. we Francji, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii – tam nie „poczujesz” Boga.
W tym kontekście ważne jest, że świat się zmienia. Można używać nowego języka, nowych narzędzi, mediów społecznościowych, telewizji. Ale musimy być ostrożni, by mając to wszystko, nie stać się jak inni ludzie. Musimy pamiętać, że naszą rolą jest ewangelizowanie, głoszenie Chrystusa.
W Libanie możesz za to zapłacić życiem. Dla was to łatwiejsze, fizycznie możecie być bezpieczni. Ale jest też trudność: musicie się mierzyć z niebezpieczeństwem utraty tożsamości, świadomości bycia chrześcijanami.

* * *

Raymond Nader
jest libańskim maronitą, dyrektorem telewizji satelitarnej Noursat. Podróżuje po całym świecie i ewangelizuje, by dać świadectwo swej wiary. Przekazuje też orędzia św. Szarbela, który staje się coraz bardziej popularnym i rozpoznawalnym w świecie świętym z Bliskiego Wschodu.
Stacja Noursat, którą kieruje Raymond Nader, to największa w Libanie (i regionie) telewizja chrześcijańska. Za pośrednictwem satelity Eutelsat nadaje program – także w języku arabskim – na cały świat, kierując się misją głoszenia Ewangelii. Telewizja została założona jako Télé Lumiere (TV Światło) w 1991 r. przez grupę zaangażowanych świeckich. Wśród pomysłodawców był Charles Hélou – były chrześcijański prezydent Libanu, który przed objęciem urzędu był m.in. ambasadorem swojego państwa w Watykanie.
Rząd kraju uznaje rozgłośnię za niezależną finansowo i posiadającą wolność zarządzania i tworzenia programów pod nadzorem Kościoła. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego 2003 r., kiedy Télé Lumiere świętowała 12-lecie istnienia, uruchomiono stację satelitarną Noursat obejmującą Europę, Bliski Wschód i Afrykę Północną. Rok później Noursat rozpoczął oficjalną transmisję w Ameryce Północnej i Południowej, Kanadzie i Australii.
W informacjach promocyjnych stacja podaje: „Wiele kanałów telewizyjnych zorientowanych jest na wydarzenia; skupia się na terroryzmie, zawirowaniach politycznych i fanatyzmie czy ogranicza się do rozrywki i skandali. Noursat wdraża strategię otwartości przez promocję wielokulturowego zrozumienia i dialogu religijnego. Ma dzięki temu dużą liczbę widzów muzułmańskich, którzy uczestniczą tym samym w kampaniach i programach wzmacniających pokój i współistnienie, w sprzeciwie wobec niemoralności, przemocy i terroryzmu. Po latach nadawania Télé Lumiere i Noursat stały się codziennością dla chrześcijańskiej mniejszości na Bliskim Wschodzie i poza nim, jak również źródłem pokoju dla wielu odbiorców różnych wyznań”.
Wśród wielu haseł, które głosi telewizja, można znaleźć i takie: „Jedna osoba może zrobić różnicę. Jezus ją zrobił”.

Opr. P. B.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portoryko: tragiczna śmierć polskiego misjonarza

2019-08-19 14:19

vaticannews / San Juan (KAI)

W Portoryko tragicznie zginął polski misjonarz ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wiele wskazuje na to, że poniósł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Okoliczności bada jednak policja, ponieważ nieprzytomnego kapłana znaleziono leżącego na chodniku z rozbitą głową. Obok stał rower, którym misjonarz jechał na poranną Eucharystię. Nie było żadnych świadków zdarzenia. Do wypadku doszło 16 sierpnia w Ponce, gdzie ostatnio pracował. Dwa dni później zmarł w miejscowym szpitalu. Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

pixel2013/pixabay.com

„Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować” – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Jarosław Lawrenz, którego zmarły kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze. Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti.

"Ks. Stanisław przede wszystkim był otwartym człowiekiem, poszukującym zawsze najlepszego rozwiązania dla dobra drugiego. Był bardzo pracowity i bardzo od siebie wymagał. Zawsze chciał się dobrze przygotować do pełnionej funkcji. Pamiętam, jak kończył pracę w terenie i poproszono go, żeby poprowadził kierownictwo duchowe w seminarium w Kinszasie. Zwrócił się wówczas do przełożonych, by wysłali go na studia. I w Paryżu u jezuitów skończył duchowość. Z kolei gdy szedł do buszu uczył się lokalnego języka, by móc z się porozumiewać z ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Pamiętam, że gdy w 2000 roku razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go z tego czasu pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne. Zawsze odwoływał się do łaski Pan. Mówił, że jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał byśmy tu byli, to On nam pomoże” - wspomina w rozmowie z papieską rozgłośnią ks. Lawrenz.

Ks. Szczepanik miał 63 lata. W 1981 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Rok potem wyjechał na misje najpierw do dawnego Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga), a następnie na Haiti, Dominikanę i do Portoryko. Współbracia wspominają go jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego. Był też wielkim promotorem kultu Bożego Miłosierdzia. Wolą misjonarza było zostać skremowanym i spocząć w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Premier Morawiecki modlił się w Piekarach Śląskich

2019-08-19 16:33

ks. sk / Piekary Śląskie (KAI)

Premier Mateusz Morawiecki odwiedził w poniedziałek sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Po modlitwie złożył kwiaty na grobie ks. Jana Ficka, apostoła trzeźwości oraz pod tablicą upamiętniającą ofiary komunizmu.

ks. S. Kreczmański/archidiecezja Katowicka

Podczas wizyty premier RP wyraził nadzieję, że Matka Boża Piekarska będzie czuwała nad naszą Ojczyzną. – Niech ogień niesiony przez naszych przodków, także w ciemnych czasach Kulturkampfu i najczarniejszej nocy Drugiej Apokalipsy, a potem „czerwonej zarazy” – niech ten ogień rozświetla naszą drogę w przyszłość – ku sprawiedliwej, dobrej, wielkiej Polsce – Polsce wiernej wierze naszych ojców – napisał Mateusz Morawiecki w piekarskiej księdze pamiątkowej.

Podczas wizyty premier modlił się przy grobie wielkiego śląskiego apostoła trzeźwości ks. Jana Ficka, który rozpoczął swoją działalność propagującą trzeźwość w 1844.

Premier wraz z księżmi posługującymi w sanktuarium udał się także na Rajski Plac, gdzie złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą ofiary komunizmu.

Sanktuarium piekarskie jest jednym z najważniejszych ośrodków kultu maryjnego w archidiecezji katowickiej. Czczona w Piekarach Matka Boża nosi tytuł Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Do najsłynniejszych pielgrzymek należą pielgrzymki stanowe: mężczyzn i młodzieńców w ostatnią niedzielę maja, kobiet i dziewcząt w niedzielę po 15 sierpnia.

Do szczególnych piekarskich pielgrzymów należał św. Jan Paweł II, który jako metropolita krakowski przez wiele lat głosił kazania podczas stanowej pielgrzymki mężczyzn a po wyborze na Stolicę Piotrową co roku przesyłał swoje słowo pozdrowienia do pielgrzymów zgromadzonych na piekarskim wzgórzu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem