Reklama

Deszczowe zakończenie pielgrzymki z Podlasia, Płocka i Warszawy

2019-08-14 11:06

o. Stanisław Tomoń

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Deszczowa aura towarzyszy wejściu kolejnych pieszych pielgrzymek pod Szczyt jasnogórski. To ostatni dzień, kiedy do Częstochowy zmierzają pątnicy na odpust Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny.

Już przed godz. 6.00 rano pod Jasną Górą odmeldowała się 39. Piesza Pielgrzymka Podlaska. Pielgrzymkę prowadzili: ks. Paweł Bielecki oraz ks. Marek Strzeżysz.

Pod hasłem „W mocy Ducha Świętego” w 26 grupach wędrowało 3 tys. 200 osób. W zależności od miejsca wyjścia pielgrzymi pokonali różną długość trasy. Najdłużej w drodze spędzili pielgrzymi z Siedlec, którzy pokonali ok. 350 km w ciągu 15 dni. Posługę duszpasterską w drodze sprawowało: 65 kapłanów, 25 kleryków oraz 20 sióstr zakonnych. Pątników przed Szczytem powitał bp Kazimierz Gurda, ordynariusz siedlecki.

Kazimierz Gazda dwa razy pielgrzymował z pielgrzymką warszawską, a w tym roku wraz żoną wybrali się na pielgrzymkę z Podlasia. „Mieliśmy iść już w zeszłym roku w ramach naszej podróży poślubnej, ale się nie udało, więc idziemy w tym roku – opowiada Kazimierz - To jest młody Kościół pielgrzymujący, który dotyka serc. Tu zatraca się dni, godziny, jest tylko szlak i modlitwa”

Reklama

„Jest wspaniała atmosfera, jak w rodzinie, modlimy się i jest wspaniale – dodaje Katarzyna Gazda - Troszkę szkoda, że to już się kończy”.

„Tworzymy jedną zgarną grupę pomimo tego, że jesteśmy z wielu różnych miejscowości, bo jest to grupa dekanalna – mówi ks. Rafał Przeździak, grupa 8 z dekanatu ryckiego - Udało nam się stworzyć taką piękną rodzinną atmosferę. Doświadczaliśmy, że Pan Bóg objawia się też w innych ludziach, mogliśmy doświadczać wiele miłości, od ludzi, którzy nas częstują, którzy nas obdarowywali, dawali się napić, coś zjeść, przyjmowali na noclegach, na mycie, ale też tą miłością potrafimy się dzielić z innymi ludźmi w naszej grupie, bo my też mówimy: może się chcesz napić wody, a może ci plecak pomogę nieść, a może pomóc rozstawić namiot? Więc ta pielgrzymka to przede wszystkim doświadczenie miłości”.

„To jest piękne, że potrafimy oderwać się od tego co w domu, od telefonu, smartfonu, Internetu, telewizji i wejść w ten żywy kontakt z drugim człowiekiem – dodaje ks. Przeździak - Spotykamy się na polu namiotowym wspólnie jemy posiłki, wspólnie śpiewamy, żartujemy, rozmawiamy, to jest piękne doświadczenie”.

*

Pod hasłem „Mocni Bożym Duchem” wędrowała na Jasną Górę 38. Piesza Pielgrzymka Płocka. Pielgrzymi pod Szczyt jasnogórski dotarli w środę, 14 sierpnia.

W tym roku wędrowało 1 tys. 300 osób w 11 grupach, a wraz z nimi: 40 kapłanów, kilkunastu kleryków i kilka sióstr zakonnych. Pielgrzymi przemierzyli 270 km w ciągu 9 dni. Na trasie do pieszych pielgrzymów dołączyły 2 grupy rowerowe: z Rybina i z Golubia-Dobrzynia, łącznie ok. 70 osób.

„Intencje są bardzo różne, to zależy od grupy, każda grupa ma swoją – wyjaśnia ks. Jacek Prusiński, główny przewodnik pielgrzymki - Modlą się za rodziny, za Ojczyznę, o pokój na świecie, choć głównie chcieliśmy zrobić rekolekcje o Duchu Świętym. Czwartego dnia była Droga Krzyżowa i później było też nabożeństwo wynagradzające za to wszystko, co dzieje się w ostatnim czasie”.

„Pielgrzymuję dla rodziny, dla dzieci, dla siebie, dla Matki Boskiej – wylicza Maciek z grupy biało-czerwonej z Płocka - Polecam, tyle lat chciałem iść w końcu się zdecydowałem i jestem naprawdę szczęśliwy”.

Łukasz Jabłoński jest ratownikiem medycznym w płockiej pielgrzymce: „Jeśli chodzi o kontuzje, to nie było źle w tym roku. Pogoda nam dopisywała, mało zmokliśmy, troszeczkę dzisiaj tylko aura nie dopisuje. Mieliśmy dwie wizyty w szpitalu na 1 tys. 300 pątników, to nie jest dużo. Pielgrzymi doznają głównie urazów skrętnych kostek, kolan i wszechobecne bąble. Gdy są bąble to dezynfekcja, przekłucie, opatrunek i do przodu na Jasną Górę!”.

*

3 tys. 500 osób wzięło udział w 39. Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymce Metropolitalnej na Jasną Górę. Hasłem przewodnim pielgrzymki były słowa: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. To co roku jedna z najliczniejszych grup wędrujących do Częstochowy.

Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna jest pieszą pielgrzymką na Jasną Górę organizowaną przez Kościół Akademicki Św. Anny w Warszawie. Wyrusza na szlak pielgrzymkowy 5 sierpnia, aby po 10 dniach pielgrzymowania dotrzeć przed obraz Matki Bożej. WAPM jest ukochaną pielgrzymką studentów uczelni warszawskich. Do grona pątników zaliczają się również uczniowie szkół średnich i gimnazjalnych. Liczną grupę stanowią absolwenci, osoby dorosłe oraz rodziny z dziećmi. Wraz z pieszymi pielgrzymami na Jasną Górę przybyła 1 grupa rowerowa (400 osób). W 19 grupach wędrowało 57 księży, 5 diakonów, 16 alumnów i ponad 20 sióstr zakonnych.

Pod jasnogórskim Szczytem na pielgrzymów witał metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

„Hasłem tegorocznym było ‘Otwórzcie drzwi Chrystusowi’ – nawiązywało ono do inauguracyjnej wypowiedzi św. Jana Pawła II w 1978 r. Tematem pielgrzymki było otwarcie na powołanie, zarówno to powołanie do kapłaństwa, do życia zakonnego, ale i małżeństwa. I w tym kontekście były przygotowane konferencje i program duchowy pielgrzymki - wyjaśnia ks. Krzysztof Siwek, rektor Kościoła Katolickiego św. Anny w Warszawie, przewodnik WAPM - Gro pielgrzymów to są studenci, ale są też osoby starsze, już po studiach, ale i osoby starsze wiekiem. Najczęściej są to osoby związane od wielu lat związani z poszczególnymi grupami, najlepiej widać to w grupie franciszkańskiej, brązowej, która jest największa grupą, ponad 600 osób. W służbę przygotowującą pielgrzymkę jest zaangażowanych ponad 200 osób, żeby tą pielgrzymkę przygotować, to jest 18 różnych formacji służb, które nie tylko w czasie pielgrzymki, ale już przed pielgrzymka organizują to wydarzenie”.

„To miejsce, gdzie Szwedzi musieli ukłonić się przed nasza Królową, to jest wielka motywacja dla mnie, ta radość, to szczęście, wiele osób już nam, na początku nie znałem nikogo, a teraz zakręciłem się bardzo pozytywnie. To jest miejsce do którego każdy człowiek powinien przyjść, Polak w szczególności, bo to jest święte miejsce na naszej polskiej ziemi, które daje nam wielką moc z Nieba - opowiada Hubert, pielgrzymujący po raz 10 na Jasną Górę, z bratem Damianem i siostrą Agatą – Pielgrzymowanie było cięższe niż zwykle, ale dzięki temu poznałem inną część pielgrzymki, cierpiałem może więcej przez to, ale miałem też więcej radości, Bóg dał mi też więcej łask, miałem też więcej towarzyszy w cierpieniu”.

„Koniecznie musze iść za rok, poznałem nowe osoby, już się motywujemy nawzajem, mimo, że nie mamy sił, ale chęci są. Zachęcam każdego, jeżeli ktoś myślał, żeby iść na pielgrzymkę to niech nie myśli, to jest ten sygnał, żeby wyjść na szlak pielgrzymi i chwalić Boga” - podkreśla Hubert.

Mszy św. odprawionej o godz. 9.00 przed jasnogórskim Szczytem dla pielgrzymów z diecezji płockiej, kaliskiej, siedleckiej i łomżyńskiej przewodniczył i homilię wygłosił bp senior Stanisław Napierała z diec. kaliskiej, a koncelebrowali: bp Janusz Stepnowski, biskup łomżyński; bp Kazimierz Gurda, biskup siedlecki; bp Mirosław Milewski, bp pomoc. diec. płockiej. Słowa powitania skierował o. Jan Poteralski, podprzeor Jasnej Góry.

Tagi:
pielgrzymka

Reklama

Bracia 24h

2019-10-18 15:05

Marian Florek

Na pierwszy rzut oka trudno ich odróżnić od ojców zakonnych. Noszą takie same, przypisane dla danego zakonu, szaty. Na powitanie serwują szczery, serdeczny uśmiech; otwierają na oścież serca i ramiona. Chociaż nie są obiektem szczególnych zainteresowań mediów, to jednak na widok telewizyjnej kamery się nie peszą. Chętnie dzielą się myślami na temat swojego powołania.

Marian Florek

Przedstawiają proste, wiarygodne, czasami żarliwe świadectwo życia. Nic nie ujmując ojcom, zakonnym kapłanom, należy oddać braciom zakonnym to, co braterskie w ich powołaniu i posłudze i to, co ich odróżnia od innych profesji. Pytany o tę zauważalną przez postronnego obserwatora różnicę bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP, sięga do historii zakonów i przypomina, że pierwsi krzewiciele życia monastycznego byli tylko braćmi. Dalej zgodził się z opinią, że powołanie brackie ma swą specyfikę, obecną również w jakiś sposób w ojcowsko-kapłańskiej posłudze. „Tam gdzie nie dociera miłość Boga Ojca przez posługę kapłanów, tam my wchodzimy z darem pociechy, służby i dobrego słowa” powiedział br. Hieronim, duchacz. I rzeczywiście bracia chociaż nie mają przywileju przeistaczania w imieniu Chrystusa chleba i wina w Ciało i Krew Pańską to jednak swoją posługą i miłością potrafią przemieniać ludzkie cierpienia i łzy w sens, który nas wszystkich umacnia w cierpliwym znoszeniu przeciwności dnia codziennego.

Sami bracia, pytani o swoje powołanie, wskazują na tajemnicę. Trudno im tak po ludzku wytłumaczyć, dlaczego podjęli taki trud służenia Bogu i ludziom. I zgodnie, jak br. Serafin (bonifrater) i br. Dawid (redemptorysta), potwierdzają opinię, że nie ma kryzysu brackich powołań. Bóg stale powołuje, ale brak odwagi u młodych mężczyzn aby porzucić „oswojone życie”, i poddać się woli Pana Boga i zostać Jego bratem.

I właśnie pod hasłem „Być bratem Boga” w dniach od 17 do 18 października br. odbyła się 37. Pielgrzymka Braci Zakonnych na Jasną Górę. Rozpoczęła się od spotkania w Auli Jana Pawła II, w której grupa ok. 200 braci pod przewodnictwem braci redemptorystów odmówiła Jutrznię i wysłuchała słów umocnienia bp. Jacka Kicińskiego. Potem hierarcha w Kaplicy Matki Bożej odprawił dla brackich pielgrzymów Mszę św., na której wstępie wszystkich zebranych w imieniu Jasnej Góry powitał podprzeor o. Jan Poteralski.

Po obiedzie bracia zebrali się w bazylice jasnogórskiej i pod kierunkiem braci salwatorianów odmówili Koronkę do Miłosierdzia Bożego, a potem udali się na wały aby odprawić Drogę Krzyżową. Bracia z poszczególnych zgromadzeń nieśli krzyż w rytm rozważań przygotowanych przez braci chrystusowców.

Po zakończonej Drodze Krzyżowej w Domu Pielgrzyma odbyło się spotkanie przy kawie i ciastku.

W drugim i ostatnim dniu pielgrzymki harmonogram zajęć był podobny. Jutrzni przewodniczyli bracia michalici, a konferencyjny wykład zaprezentował ks. Dariusz Wilk, generał Zakonu Michalitów, który podczas odprawionej tradycyjnie w Kaplicy Matki Bożej Mszy św. - wygłosił również homilię

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezłomni duchowni

2019-10-19 20:49

Marian Florek

W dniu 19 października br. w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze spotkali się alumni, którzy pół wieku temu w kleryckiej kompanii zakończyli obowiązkową służbę wojskową.

Elżbieta Spałek / Biuro Prasowe Jasnej Góry

Świętowali – jak to określił ks. prof. dr hab. Stanisław Urbański- rocznicę „wyjścia” z jednostki w Szczecinie -Podjuchy, gdzie w latach 1967/69 odbywali zasadniczą służbę wojskową. I jako dziękczynienie Bogu za 50 lat kapłaństwa(włączając w ten czas i lata kleryckie). Prawie wszystkim klerykom udało się wytrwać, wrócić do seminarium i zostać kapłanami. Dlatego jest powód aby radośnie wspominać przeszłe lata. Chociaż – dodaje ks. Urbański- jako wrogowie PRL-u służyliśmy w jednostce karnej i byliśmy stale narażeni na systemową indoktrynację i propagandę ateistyczną.

W imieniu Jasnej Góry wszystkich gości i zgromadzonych wiernych powitał o. Nikodem Kilnar, który przypomniał, iż „dzień 19 października 2019 r. przeżywamy jako Narodowy Dzień Duchownych Niezłomnych”.

Mszy św. przewodniczył bp. Jan Tyrawa, biskup diecezji bydgoskiej, który również służył w tamtych latach w owej wspomnianej jednostce. Na powitanie stwierdził, że spotkanie jest powtórzeniem zjazdu sprzed pół wieku, kiedy to po wyjściu z jednostki wojskowej w listopadzie , młodzi klerycy przyjechali do Matki Bożej na Jasną Górę, aby podziękować za szczęśliwie przebyte 725 dni w wojsku. Dzisiaj – mówił hieracha- spotykamy się na nowo przed obliczem Matki, aby podsumować swoje życie. I chociaż życie przemija to jednak zostaje coś, co jest w naszych sercach i w sercach tych wszystkich ludzi, z którymi spotykaliśmy się jako kapłani. Dlatego też niech ten jubileusz będzie miał ten szczególny wyraz – dodał na końcu ks. Tyrawa.

Następnie już w homilii nawiązał do ewangelicznej historii z Kany Galilejskiej. Bóg – mówił- wchodzi w nasze życie w każdej chwili. Czy jest łatwo rozpoznać owe znaki Bożej obecności? Gdy się patrzy z perspektywy długiego życia, intensywnego życia to się dostrzega wiele zdarzeń, które pozostają poza jakąkolwiek władzą człowieka. Są to różne zdarzenia. I te dobre i te złe - cierpienie, choroba, ale też cudowne wyzdrowienia. Żyjemy w świecie wyznacznym obecnością tak dobra jak i zła. Ludzie nie mają władzy nad złem. Tylko Bóg ma taką władzę. Bóg, który przez swoje swoje Zmartwychwstanie pokonał ostatecznie zło. Ale jest to rzeczywistość eschtologiczna. Dla nas tu i teraz pozostaje walka ze złem zgodnie z pawłową myślą – „Zło dobrem zwyciężaj”, która to myśl stała się maksymą życiową ks. Jerzego Popiełuszki. Zamordowany przez komunistów kapłan, był także z naszego grona, był także w wojsku, ale rok wcześniej w Bartoszycach – mówił do zgromadzonych bp Tyrawa i pytał- Dlaczego na tym świecie cierpi niewinny? Tylko Bóg może się o takiego człowieka upomnieć. I jest to dowód na Jego istnienie. Bo unicestwione życie nie upomina się o siebie. O siebie upominają się prawa fizyki. Życie się o siebie nie upomina i dlatego wolno z niego kpić. Dlatego mamy aborcję, eutanzaję, in vitro i te wszystkie zdarzenia kiedy człowiek ginie. Dlatego jest Bóg, który się upomina o sprawiedliwego. Umiejmy w prozie życia dostrzegać Boże znaki, które niech umacniają nas w działaniach, zgodnie z przytoczoną zasadą, by zło zwyciężać dobrem.

Historia wojskowej służby kleryków sięga lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy po tzw. odwilży wznowiono represje wobec Kościoła. Przejawiało się to m.in. tym, że – pomimo ustaleń pomiędzy Episkopatem a rządem PRL - nadal powoływano do odbycia zasadniczej służby wojskowej kleryków z seminariów świeckich i zakonnych. W roku 1964 utworzono tak zwane kompanie kleryckie, w których poddawano ideologicznej presji młodych kandydatów do kapłaństwa. Kompanie te były zlokalizowane w Gdańsku, Opolu i Szczecinie-Podjuchach i były podporządkowane bezpośrednio Głównemu Zarządowi Politycznemu Wojska Polskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Popiełuszko. Wolność jest w nas.

2019-10-19 23:30

Agata Pieszko

Dziś wspominamy błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, męczennika wolności. Z tej okazji pragniemy przytoczyć kilka słów Adama Woronowicza, odtwórcy postaci ks. Jerzego w filmie "Popiełuszko. Wolność jest w nas".

Adam Woronowicz w kadrze z filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas"

Kilka lat temu postakademicka wspólnota "Wawrzyny Plus" starym zwyczajem pielgrzymowała po górach, kiedy niespodziewanie szlak przeciął im Adam Woronowicz. Aktor niebojący się ról w produkcjach trudnych, obnażających ludzkie potyczki ("Pod mocnym aniołem"), zabawnych i nietuzinkowych ("Baby są jakieś inne"), czy wreszcie pomnikowych, mających monumentalne znaczenie dla polskiej historii ("Popiełuszko. Wolność jest w nas"). Efektem tego spotkania była wizyta aktora we wrocławskim kościele św. Wawrzyńca na ul. Bujwida. Wszedł wtedy na ambonę z przesłaniem: nie bagatelizuj wolności, miej codziennie niepodległe serce.

Wolność – dziękuj za nią codziennie

– Nie czuję się kimś lepszym i ważniejszym od was. Nie przyszedłem tu pouczać. Łączy nas przecież jedna droga do domu Ojca – mówił wtedy Adam Woronowicz. Faktycznie, nie było grożenia palcem i strofowania. Białostocki aktor zachęcał tylko do codziennego doceniania wolności, zwracając uwagę na to, że nie mamy tego w zwyczaju. Dlaczego? Bo nie staliśmy w październikowe popołudnie 1984 roku na boisku przy płocie, kiedy zwłoki księdza Jerzego Popiełuszki były wkładane do szarej Nyski...

Nie bądź niewolnikiem

– Jesteśmy trudnym narodem z podziałami. Sami oddaliśmy wolność, nikt nam jej nie zabrał – mówił Adam Woronowicz. Sam Chrystus woła dziś do nas, że "Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi." (Mt. 12,25) Trzeba nam pamiętać, że wolność jest w nas, w naszych postawach i decyzjach, i że wszelkie podziały są jej pogwałceniem.

Pasterze są męczennikami

W myśl filmowego księdza, nasi pasterze są niejako współczesnymi męczennikami, którzy za każdym razem, gdy odprawiają mszę, wychodzą na Golgotę. Modlą się wtedy za swój lud i składają siebie w ofierze. Każda Eucharystia jest bowiem walką o wolność. Wolność grzesznych dusz. Niezwykły orator zauważył także, że nasza ziemia wydała wielu świętych i błogosławionych, oraz że przykład ks. Jerzego stanie się rolą, na której wykiełkują nowe pokolenia świętych, w myśl łacińskiego teologa Tertuliana: "Krew męczenników posiewem chrześcijan". Adam Woronowicz podzielił się również świadectwem, że nigdy nie spotkał kogoś, kto by przegrał, idąc z Chrystusem. Ojciec jest zawsze, chyba, że sami puścimy Jego rękę. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem