Reklama

Kard. Ouellet: migranci i uchodźcy wysłannikami Boga

2019-08-14 16:24

vaticannews / Fatima (KAI)

michael_swan / Foter.com / CC BY-ND

W sanktuarium maryjnym w Fatimie modlono się za tych, którzy stracili życie w tragicznych „podróżach nadziei”, aby uciec przed wojną, głodem i biedą. Uroczystej Eucharystii przewodniczył prefekt Kongregacji ds. Biskupów. Liturgia wpisała się w obchody narodowej pielgrzymki portugalskiej z okazji przypadającego właśnie Tygodnia Migranta.

Kard. Marc Ouellet przypomniał, że migranci i uchodźcy podobnie, jak ukrzyżowany Jezus należą do najsłabszych, wykluczonych, źle traktowanych oraz lekceważonych istnień ludzkich. Zachęcał wiernych do modlitwy, aby zostali oni umocnieni, pocieszeni oraz podniesieni na duchu pośród wielu trudności, jakie napotykają na swoich drogach. Hierarcha zwrócił się także bezpośrednio do migrantów i uchodźców życząc im, aby znaleźli w różnych napotykanych podczas podróży perypetiach świadectwo miłości chrześcijan i niechrześcijan pozwalające na podtrzymanie nadziei podczas drogi. Podkreślił, że Kościół od początku swego istnienia pozostaje ludem w drodze, często poddawanym prześladowaniom i cierpieniom, ale prowadzonym oraz ochranianym przez Boga, który od zawsze jest szczególnie bliski najsłabszym. On pochyla się i upokarza z miłości, identyfikując się z najbiedniejszymi ofiarami egoizmu i nienawiści w świecie. Watykański hierarcha zapewnił migrantów, że nie pozostają jedynie nieszczęśliwymi istotami narażonymi na wiele przeciwności, ale są wysłannikami Boga, który poprzez nich przypomina wszystkim o wspólnym przeznaczeniu bycia w drodze do miasta Boga, niebieskiej Jerozolimy, obiecanej wszystkim ludziom dobrej woli.

Tagi:
Marc Ouellet migranci

Reklama

Kard. Ouellet odpowiada na zarzuty abp. Viganò

2018-10-07 15:30

tłum. st (KAI) / Watykan

Prefekt Kongregacji ds. Biskupów kard. Marc Ouellet odpowiedział na zarzuty wysuwane przez byłego nuncjusza apostolskiego w USA abp. Carlo Maria Viganò pod adresem Stolicy Apostolskiej ws. byłego kardynała Theodore’a McCarricka. W ogłoszonym 7 października liście otwartym, ogłoszonym „za zgodą papieża”, kanadyjski purpurat wykazuje, że są one pozbawione podstaw. Tłumaczy, że nie można było nałożyć sankcji na McCarricka na podstawie krążących plotek, a gdy wreszcie uzyskano wiarygodne dowody, papież Franciszek ukarał go odebraniem godności kardynalskiej.

Mazur/episkopat.pl

Drogi bracie Carlo Maria Viganò!

W swoim ostatnim przesłaniu do mediów, mającym oskarżyć papieża Franciszka i Kurię Rzymską, zachęcasz mnie, bym powiedział prawdę o faktach, które interpretujesz jako endemiczną demoralizację, która zaatakowała hierarchię Kościoła, aż po najwyższe szczeble. Z wymaganą zgodą papieską przedstawiam tutaj moje osobiste świadectwo, jako prefekt Kongregacji ds. Biskupów, odnośnie do faktów dotyczących emerytowanego arcybiskupa Waszyngtonu Theodore’a McCarricka i jego rzekomych powiązań z Papieżem Franciszkiem, będących przedmiotem twoich donośnych oskarżeń publicznych, a także twoich żądań rezygnacji wysuwanych wobec Ojca Świętego. Moje świadectwo oparte jest na moich osobistych kontaktach i dokumentach archiwalnych Kongregacji, będących obecnie przedmiotem badań, aby wyjaśnić tę smutną sprawę.

Ale pozwól, abym ci najpierw powiedział z całą szczerością, ze względu na dobrą współpracę, która istniała między nami, kiedy byłaś nuncjuszem w Waszyngtonie, że twoje aktualne stanowisko wydaje mi się niezrozumiałe i bardzo godne pożałowania, nie tylko ze względu na zamieszanie, które sieje w ludzie Bożym, ale z powodu publicznych oskarżeń, które poważnie szkodzą reputacji biskupów, następców Apostołów. Pamiętam, że cieszyłem się niegdyś twoim szacunkiem i zaufaniem, a stwierdzam, że straciłem obecnie w twoich oczach godność, jaką mi przyznawałeś, jedynie z tego powodu, że pozostałem wierny wskazaniom Ojca Świętego w służbie, którą mi powierzył w Kościele. Czyż komunia z Następcą Piotra nie jest wyrazem naszego posłuszeństwa Chrystusowi, który go wybrał i który wspiera go swoją łaską? Moja interpretacja "Amoris laetitia", którą piętnujesz, wpisuje się w tę wierność żywej tradycji, której Franciszek dał nam kolejny przykład w ostatnich dokonując modyfikacji Katechizmu Kościoła Katolickiego w kwestii kary śmierci.

Przejdźmy do faktów. Mówisz, że poinformowałeś Papieża Franciszka w dniu 23 czerwca 2013 roku o sprawie McCarricka podczas audiencji, której ci udzielił, a także wielu innym przedstawicielom papieskim, których spotkał po raz pierwszy. Wyobrażam sobie ogromną ilość informacji ustnych lub pisemnych, które musiał uzyskać na temat wielu ludzi i sytuacji. Mam poważne wątpliwości, by McCarrick zainteresował go do tego stopnia, jak jesteś przekonany, ponieważ był emerytowanym arcybiskupem w wieku 82 lat i nie pełniącym urzędu od siedmiu lat. Dlatego pisemne instrukcje Kongregacji, jakie otrzymałeś na początku swojej misji w Waszyngtonie w listopadzie 2011 roku, nic nie mówiły o McCarricku, oprócz tego, że ustnie poinformowałem ciebie o jego sytuacji jako biskupa emerytowanego, który musi dotrzymywać pewnych warunków i ograniczeń z powodu plotek o jego zachowaniu w przeszłości.

Od 30 czerwca 2010 roku, odkąd jestem prefektem Kongregacji, nigdy nie podniosłem na audiencji z papieżem Benedyktem XVI i Franciszkiem sprawy McCarricka, z wyjątkiem ostatnich dni po jego wykluczeniu z Kolegium Kardynalskiego. Były kardynał, który przeszedł na emeryturę w maju 2006 roku, został poproszony o to, aby nie podróżował i nie występował publicznie, żeby nie prowokować innych krążących wokół niego plotek. Błędem jest prezentowanie podjętych wobec niego działań jako „sankcji” zadekretowanych przez papieża Benedykta XVI i anulowanych przez papieża Franciszka. Po zapoznaniu się z informacjami archiwalnymi pragnę zauważyć, że nie istnieją żadne dokumenty w tej sprawie podpisane przez jednego lub drugiego papieża, ani też noty z audiencji u mojego poprzednika kardynała Giovanniego Battisty Re, które nakazywałyby emerytowanemu arcybiskupowi McCarrickowi milczenie i życie w prywatności pod rygorem sankcji kanonicznych. Stało się tak, bo - w przeciwieństwie do dnia dzisiejszego - nie było wystarczających dowodów jego domniemanej winy. Stąd stanowisko Kongregacji, inspirowana roztropnością ostrożność, a listy mojego poprzednika i moje wzywały go za pośrednictwem nuncjusza apostolskiego, abp. Pietro Sambiego i ciebie do dyskretnego stylu życia modlitwy i pokuty dla jego dobra i dla dobra Kościoła. Jego sprawa byłaby przedmiotem dalszych działań dyscyplinarnych, gdyby Nuncjatura w Waszyngtonie lub jakiekolwiek inne źródło dostarczyło nam najnowszych i decydujących informacji dotyczących jego zachowania. Chciałbym, podobnie jak wiele innych osób, aby ze względu na szacunek dla ofiar i wymagania sprawiedliwości, trwające obecnie śledztwo w Stanach Zjednoczonych i Kurii Rzymskiej zapewniło nam kompleksową krytyczną analizę procedur i okoliczności tego bolesnego zdarzenia, aby fakty tego rodzaju nie miały miejsca w przyszłości.

Jak to się stało, że ten człowiek Kościoła, którego dwulicowość znamy dzisiaj, był kilkakrotnie promowany, aż po objęcie wysokich stanowisk arcybiskupa waszyngtońskiego i kardynała? Sam jestem tym bardzo zdumiony i dostrzegam błędy w procesie selekcji, który został przeprowadzony w jego sprawie. Ale nie podając tutaj szczegółów, należy zrozumieć, że decyzje podejmowane przez Papieża są oparte na informacjach dostępnych w danym momencie i są przedmiotem roztropnej oceny, która nie jest nieomylna. Moim zdaniem niesprawiedliwe jest stwierdzenie, że osoby odpowiedzialne za rozeznanie wstępne są zdemoralizowane, chociaż w konkretnym przypadku niektóre dowody dostarczone przez świadectwa powinny być dalej badane. Wspomniany biskup potrafił bardzo sprytnie obronić się przed wątpliwościami. Ponadto fakt, że w Watykanie mogą być ludzie, którzy praktykują i popierają zachowania sprzeczne z wartościami Ewangelii dotyczącymi seksualności, nie pozwalają nam uogólniać i ogłosić za niegodnego i wspólnika takiej czy innej osoby, a nawet samego Ojca Świętego. Czyż szafarze prawdy nie powinni wystrzegać się przede wszystkim oszczerstwa i zniesławiania?

Drogi emerytowany przedstawicielu papieski, mówię ci szczerze, że oskarżanie Papieża Franciszka o ukrywanie z pełną świadomością sprawy tego domniemanego zboczeńca seksualnego, a zatem współudział w szerzącej się korupcji w Kościele, do tego stopnia, aby stać się niegodnym kontynuowania swej reformy jako pierwszy pasterz Kościoła, wydaje mi się z każdego punktu widzenia niewiarygodne i nieprawdopodobne. Nie mogę zrozumieć, w jaki sposób byłeś w stanie przekonać się o tym potwornym oskarżeniu, które jest całkowicie bezpodstawne. Franciszek nie miał nic wspólnego z awansowaniem McCarrick'a w Nowym Jorku, Metuchen, Newark i Waszyngtonie. Usunął go z jego kardynalskiej godności, gdy tylko pojawiło się wiarygodne oskarżenie o nadużycia wobec małoletnich. Nigdy nie słyszałem jakiejkolwiek aluzji o tym tak zwanym wielkim doradcy jego pontyfikatu w sprawach nominacji w Ameryce, chociaż papież nie ukrywa zaufania, jakim darzy niektórych biskupów. Domyślam się, że nie darzysz ich szczególną sympatią, podobnie jak przyjaciele, którzy popierają twoją interpretację faktów. Ale uważam za absurd, że wykorzystujesz głośny skandal nadużyć seksualnych w Stanach Zjednoczonych, by zadać bezprecedensowy i niezasłużony cios autorytetowi moralnemu swojego przełożonego, Papieża.

O dawna mam przywilej spotykania się co tydzień z Papieżem Franciszkiem, aby zajmować się mianowaniem biskupów i problemami, które mają wpływ na ich rządy. Wiem dobrze, jak traktuje ludzi i problemy, z miłością, miłosierdziem, uwagą i powagą, jakich sam doświadczyłeś. Czytając, w jaki sposób kończysz swoje ostatnie pozornie bardzo duchowe przesłanie, kpiąc i podając w wątpliwość jego wiarę, wydawało mi się to zbyt sarkastyczne, a nawet bluźniercze. Nie może to pochodzić od Ducha Bożego.

Drogi współbracie, chciałbym ci pomóc w odnalezieniu komunii z tym, który jest widzialnym gwarantem komunii Kościoła katolickiego. Rozumiem, że rozgoryczenia i rozczarowania naznaczyły twoją drogę w służbie Stolicy Apostolskiej, ale nie możesz w ten sposób zakończyć swojego życia kapłańskiego, w otwartym i gorszącym buncie, który zadaje bardzo bolesną ranę Oblubienicy Chrystusa, której - jak utrzymujesz - lepiej służysz, pogłębiając podział i cierpienie ludu Bożego. Cóż mogę odpowiedzieć na twój apel, jak tylko powiedzieć: wyjdź ze swojego ukrycia, żałuj swojego buntu i powróć do lepszych uczuć wobec Ojca Świętego, zamiast pogłębiać wrogość przeciwko niemu. Jak możesz sprawować Eucharystię i wymawiać jego imię w kanonie Mszy św.? Jak możesz odmawiać Różaniec Święty, modlić się do św. Michała Archanioła i Matki Bożej, potępiając tego, którego codziennie ochrania i towarzyszy w ciężkiej i odważnej posłudze?

Gdyby papież nie był człowiekiem modlitwy, gdyby był przywiązany do pieniędzy, gdyby faworyzował bogatych kosztem ubogich, gdyby nie okazywał niestrudzonej energii, by przyjąć wszystkie nędze i dać wielkoduszne pocieszenie swego słowa i uczynków, gdyby nie pomnożył wszystkich możliwych sposobów głoszenia i przekazywania radości Ewangelii wszystkim, w Kościele i poza jego widocznymi granicami, gdyby nie wyciągał ręki do rodzin, do opuszczonych starców, do chorych na duszy i na ciele, a szczególnie do młodych szukających szczęścia, być może można by przedkładać nad niego kogoś innego, twoim zdaniem o innych postawach dyplomatycznych czy politycznych, ale nie mogę kwestionować jego osobistej uczciwości, jego poświęcenia się misji, a zwłaszcza charyzmatu i pokoju, które są w nim, dzięki łasce Bożej i mocy Zmartwychwstałego.

Odpowiadając na twój co do faktów niesprawiedliwy i nieuzasadniony atak, drogi Viganò, dochodzę do wniosku, że oskarżenie jest montażem politycznym pozbawionym realnych podstaw, obciążającym papieża i głęboko raniącym komunię Kościoła. Niech Bóg sprawi, aby ta rażąca niesprawiedliwość została szybko naprawiona i aby Papież Franciszek nadal był uznawany za tego, kim jest: wybitnym pasterzem, współczującym i stanowczym ojcem, prorocką łaską dla Kościoła i dla świata. Niech z radością i z ufnością kontynuuje podjętą przez siebie reformę misyjną, wiedząc, że może jeszcze bardziej polegać na modlitwie ludu Bożego i odnowionej solidarności całego Kościoła zjednoczonego z Najświętszą Maryją Panną, Królową Różańca Świętego!

Marc Kardynał Ouellet

Prefekt Kongregacji ds. Biskupów,

W święto Matki Bożej Różańcowej, 7 października 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portoryko: tragiczna śmierć polskiego misjonarza

2019-08-19 14:19

vaticannews / San Juan (KAI)

W Portoryko tragicznie zginął polski misjonarz ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wiele wskazuje na to, że poniósł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Okoliczności bada jednak policja, ponieważ nieprzytomnego kapłana znaleziono leżącego na chodniku z rozbitą głową. Obok stał rower, którym misjonarz jechał na poranną Eucharystię. Nie było żadnych świadków zdarzenia. Do wypadku doszło 16 sierpnia w Ponce, gdzie ostatnio pracował. Dwa dni później zmarł w miejscowym szpitalu. Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

pixel2013/pixabay.com

„Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować” – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Jarosław Lawrenz, którego zmarły kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze. Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti.

"Ks. Stanisław przede wszystkim był otwartym człowiekiem, poszukującym zawsze najlepszego rozwiązania dla dobra drugiego. Był bardzo pracowity i bardzo od siebie wymagał. Zawsze chciał się dobrze przygotować do pełnionej funkcji. Pamiętam, jak kończył pracę w terenie i poproszono go, żeby poprowadził kierownictwo duchowe w seminarium w Kinszasie. Zwrócił się wówczas do przełożonych, by wysłali go na studia. I w Paryżu u jezuitów skończył duchowość. Z kolei gdy szedł do buszu uczył się lokalnego języka, by móc z się porozumiewać z ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Pamiętam, że gdy w 2000 roku razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go z tego czasu pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne. Zawsze odwoływał się do łaski Pan. Mówił, że jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał byśmy tu byli, to On nam pomoże” - wspomina w rozmowie z papieską rozgłośnią ks. Lawrenz.

Ks. Szczepanik miał 63 lata. W 1981 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Rok potem wyjechał na misje najpierw do dawnego Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga), a następnie na Haiti, Dominikanę i do Portoryko. Współbracia wspominają go jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego. Był też wielkim promotorem kultu Bożego Miłosierdzia. Wolą misjonarza było zostać skremowanym i spocząć w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Premier Morawiecki modlił się w Piekarach Śląskich

2019-08-19 16:33

ks. sk / Piekary Śląskie (KAI)

Premier Mateusz Morawiecki odwiedził w poniedziałek sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Po modlitwie złożył kwiaty na grobie ks. Jana Ficka, apostoła trzeźwości oraz pod tablicą upamiętniającą ofiary komunizmu.

ks. S. Kreczmański/archidiecezja Katowicka

Podczas wizyty premier RP wyraził nadzieję, że Matka Boża Piekarska będzie czuwała nad naszą Ojczyzną. – Niech ogień niesiony przez naszych przodków, także w ciemnych czasach Kulturkampfu i najczarniejszej nocy Drugiej Apokalipsy, a potem „czerwonej zarazy” – niech ten ogień rozświetla naszą drogę w przyszłość – ku sprawiedliwej, dobrej, wielkiej Polsce – Polsce wiernej wierze naszych ojców – napisał Mateusz Morawiecki w piekarskiej księdze pamiątkowej.

Podczas wizyty premier modlił się przy grobie wielkiego śląskiego apostoła trzeźwości ks. Jana Ficka, który rozpoczął swoją działalność propagującą trzeźwość w 1844.

Premier wraz z księżmi posługującymi w sanktuarium udał się także na Rajski Plac, gdzie złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą ofiary komunizmu.

Sanktuarium piekarskie jest jednym z najważniejszych ośrodków kultu maryjnego w archidiecezji katowickiej. Czczona w Piekarach Matka Boża nosi tytuł Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Do najsłynniejszych pielgrzymek należą pielgrzymki stanowe: mężczyzn i młodzieńców w ostatnią niedzielę maja, kobiet i dziewcząt w niedzielę po 15 sierpnia.

Do szczególnych piekarskich pielgrzymów należał św. Jan Paweł II, który jako metropolita krakowski przez wiele lat głosił kazania podczas stanowej pielgrzymki mężczyzn a po wyborze na Stolicę Piotrową co roku przesyłał swoje słowo pozdrowienia do pielgrzymów zgromadzonych na piekarskim wzgórzu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem