Reklama

Wiadomości

Ks. Sławomir Zyga: chodzenie po górach to trochę życie w pigułce

Pierwsze doświadczenia wspinaczkowe zdobywał we włoskich Dolomitach. Dziś ma na swoim koncie trzy europejskie czterotysięczniki w Alpach i wspinaczkę na Mont Blanc. Na co dzień jednak zamiast kombinezonu zakłada sutannę i pełni funkcję kanclerza kurii metropolitalnej w Szczecinie. "Chodzenie po górach to trochę życie w pigułce, bo można tam wszystko znaleźć" – mówi ks. dr Sławomir Zyga, który zaliczył m.in. Mönch (4107 m n.p.m.) i Breithorn (4164 m n.p.m.), wspinał się po Mont Blanc i zdobył Mont Blanc du Tacul na wysokości 4248 m n.p.m.

[ TEMATY ]

Góry

siamensis/fotolia.com

Ks. Sławomir Zyga: Góry trochę większe niż Tatry. Najwyższy szczyt Dolomitów to 3343 m n.p.m. słynna Marmolada z leżącym na niej cały rok lodowcem. Mont Blanc też ma pod 4800 m n.p.m. Nie wiem czy to jest takie hobby, czy raczej forma wypoczywania czynnego, która dojrzewała przez lata, jeszcze za czasów studiów w Rzymie. W lecie jeździłem pomagać w parafii w Dolomitach i zaczęło się od takich wycieczek po różnych szlakach. Włoskie Dolomity są powierzchniowo bardzo duże, jest bardzo wiele pięknych szlaków. Zaczęło się od prostego chodzenia, a potem miałem pewnego towarzysza, który choć był ode mnie starszy o 20 lat, to za młodu służył w Korpusie Alpejskim we Włoszech. Miał duże doświadczenie - był po kursie wspinaczkowym w ramach służby wojskowej i powoli wchodziło się z nim na coraz trudniejsze szlaki. Pierwsze tzw. ferraty, czyli coś w rodzaju naszych łańcuchów. Tylko zamiast łańcucha, jest stalowa lina, w którą można się wpiąć, mając odpowiednią uprząż. Jest o dużo bezpieczniejsze niż tatrzańskie łańcuchy, chociaż szlaki są często technicznie dużo trudniejsze niż na Orlej Perci. Potem kolejne stopnie trudności. Po powrocie do Polski, po studiach, zebrała się grupka kilku przyjaciół, którzy zaproponowali wspólne wędrówki po różnych włoskich ferratach.

youtube.com

Ks. Sławomir Zyga

KAI: Piłkarzy czy inni sportowcy czasem mają w kontraktach zapisany zakaz uprawiania niektórych dyscyplin, bo są zbyt ryzykowne. Jak jest w przypadku kapłanów? Czy jest potrzebna zgoda od biskupa danej diecezji, żeby uprawiać takie bądź co bądź ryzykowne sporty?

- Co to jest ryzykowny sport, jeśli mówimy o wspinaczce w Europie? Czasami widzi się ludzi, którzy idą na bardzo prostych szlakach, niemal na ścieżkach spacerowych i patrzy się na ich obuwie. Byle nierówność, noga skręcona w kostce i już jest problem... Jakikolwiek sport by się nie uprawiało, trzeba mieć rozsądek i pokorę. Nie dochodzić do czegoś za wszelką cenę. Wiele razy zmieniają się warunki atmosferyczne i trzeba umieć zrezygnować. Jeżeli ktoś nie umie zahamować, nie ma pokory, rozsądku, to zwykła jazda na rowerze będzie sportem ekstremalnym, grożącym konsekwencjami nawet do kalectwa włącznie (np. wypadek na ostatnim Tour de Pologne).

- Czy zmaganie się podczas wspinaczki można porównać do zmagania się z własną wiarą?

- Chodzenie po górach to jest hartowanie się, zmierzenie się z jakimś wysiłkiem czy wyzwaniem. I to jest tak, że jak ktoś lubi się po górach wspinać, może to być też jakąś formą rekolekcji. Tu potrzebna jest pokora, rozsądek, przewidywanie. Z drugiej strony pozwala to zauważyć stworzone przez Pana Boga piękno, które jest w przyrodzie. Człowiek zmaga się z własną słabością, bo są szlaki, które wymagają nie tylko umiejętności, ale siły i kondycji. Chodzenie po górach to trochę życie w pigułce, bo można tam wszystko znaleźć. I trudności fizyczne, i psychiczne. Jest pytanie czy podołam, umiejętność podejmowania decyzji, wyzwań, a jednocześnie zdroworozsądkowe patrzenie na rzeczywistość.

- Mówi ksiądz o zdrowym rozsądku. Wanda Rutkiewicz kiedyś powiedziała: "więcej niż wszystkich alpinistów świata, najbardziej podziwiam ich żony". W przypadku księży tego problemu nie ma, ale czy słyszał ksiądz od swoich przyjaciół: "Co robisz? daj spokój. Po co Ci to?"

- Raczej słyszałem: "Fajne, ja tego nie potrafię". Trochę na zasadzie, że też bym tak chciał, być i zobaczyć. Nasi rodzice czy rodzeństwo też mają takie obawy, ale dziś człowiek wyjeżdża w dłuższą podróż samochodem też nie jest bezpiecznie. Jest normalne zainteresowanie czy wrócił, czy przeszedł. Mówię o wspinaczkach europejskich, a nie o himalaizmie, gdzie człowiek przebywa długi czas w warunkach bardzo niskiego ciśnienia, które wymagają od samego organizmu czasem tygodnia aklimatyzacji.

- Powiedział ksiądz o Himalajach, więc zacytuje Simone Moro, który w 2009 roku stanął zimą na szczycie Makalu - ośmiotysięcznik, piąty co do wysokości szczyt świata, położony właśnie w Himalajach Wysokich: "Alpinizm jest niemalże perfekcyjną ekspresją wolności. To nie tylko sport, ale również forma ucieczki, odkrywania samego siebie, eksploracji, przygody i kontemplacji". To jak z tym wspinaniem jest? Czy to życie w pigułce, czy czasem ucieczka od tego codziennego życia i poszukiwanie prawdziwej wolności?

- Na pewno jak się stoi na szczycie, chociażby dolomickiej Marmolady, która jest największym szczytem tego masywu, staje się na lodowej czapie i wokół nie ma żadnego większego szczytu, to robi to rzeczywiście wrażenie. Ale to chyba uprawiając jakikolwiek sport, kiedy zrobi się coś lepiej, szybciej, osiągnie lepszy rezultat, to jest też i satysfakcja. Mówiąc o rekolekcjach, dla mnie pozwala to zupełnie odłączyć się od rzeczywistości i spraw, którymi zajmuję się na co dzień. Myśli się o skale, gdzie położyć rękę, jak znaleźć kolejny chwyt. Jak zmagać się z tą skałą. I człowiek bazuje na własnych umiejętnościach i sile. Oczywiście idziemy w kilka osób, żeby była wzajemna pomoc. Oddziela się jednak od tego, czym jesteśmy na co dzień pochłonięci. Tu każdy ma kontakt z surową i piękną naturą.

- Czy ta pasja pomaga, do czego wzywał Franciszek, "wstawać z kanapy"?

- Niewątpliwie tak. To jest coś, co pomaga podejmować wyzwania, które przynosi codzienność i być ciągle aktywnym, podnosząc sobie poprzeczkę.

- Jak wspinaczka wpływa na przeżywanie wiary?

- Jezus w Ewangelii poucza, że całe Prawo i Prorocy opierają się na przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Dla mnie osobiście weryfikacja tej prawdy, jakby w pigułce, następuje w wysokogórskiej wspinaczce. To tutaj, w walce z własną niewystarczalnością sił, niejednokrotnie zmuszony do zmiany planów lub wręcz do rezygnacji ze zdobycia zaplanowanej ściany np. ze względu na warunki atmosferyczne, widzi się ograniczoność i małość człowieka (nawet technologicznie uzbrojonego w „cudowną” odzież i sprzęt z „kosmicznych” technologii) wobec potęgi dzieła stworzenia. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” nabiera tutaj szczególnego kształtu, aby nie stawiać siebie – człowieka - w miejsce Boga, lecz stawać w pokorze przed Nim i w zachwycie nad dziełem stworzenia, „bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13,5). Pokora w tym przypadku to życie i zdrowie; pycha wręcz przeciwnie.

- Trasy wspinaczkowe realizuje się w zespole, a więc przynajmniej we dwójkę. Zaufanie, oddanie, zespołowość, poświęcenie, pomoc, asekuracja... i tak można wymieniać cechy i sytuacje, które sprawiają, że „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” jest czymś tak naturalnym a zarazem koniecznym, jak oddychanie. Mogę powiedzieć – już jako człowiek po pięćdziesiątce – że taka wysokogórska aktywność jest ciągle możliwa nie tylko dlatego, że jest jako takie zdrowie – za które Bogu dziękuję – ale dlatego jeszcze chce się gdzieś iść, bo jest ktoś (są przyjaciele), kto w tym wspiera, i dla którego (dla których) jest się również wsparciem.

- To chyba taka specyfika księży i duszpasterzy akademickich, że zabierają młodzież w góry. U księdza nie skończyło się na przechadzkach po górach, ale czymś bardziej ekstremalnym. To również sposób, żeby tam pokonywać swoje słabości.

- To niewątpliwie szkoła pokonywania trudności i hartowania się. Góry kształtują dobre cechy charakteru. Pamiętam, gdy jako student Politechniki Szczecińskiej niemal biegałem po tych szczytach. Dziś, jak patrzę na to bieganie, to widzę, że trzeba się bronić przed zaliczaniem tras i szczytów. Bo potem nic się z tego nie ma i nic nie pamięta. Można z uśmiechem powiedzieć, że najfajniej wspina się po górach po czterdziestce, bo już nie ma ochoty na bieganie i zaliczanie szczytów, ale na smakowanie tego wysiłku i zmaganie. Czasami jak się uda podejść do takiego świstaka na odległość dwóch metrów i popatrzeć mu prosto w oczy, to jest satysfakcja, że natura nie uznaje ciebie jako intruza czy zagrożenie, ale przyjmuje jako harmonijny element.

- Chciałby ksiądz zdobyć jakiś ośmiotysięcznik?

- Na razie nie mam na to apetytu, ale przypominam sobie, jak przed 10 laty pokazywano mi jedną ferratę w Dolomitach (ferrata Cesare Piazzetta), to myślałem, że nigdy tego nie zrobię, a potem tam byłem. Choć trzeba wiedzieć, kiedy się zatrzymać. Chyba już nie będzie czasu.

- Dziękuje za rozmowę.

2019-08-27 14:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tatrzański Park Narodowy: Na górskich szlakach dominują zwierzęta

[ TEMATY ]

Góry

Rochu_2008/fotolia.com

Na tatrzańskich szlakach, gdzie zazwyczaj chodzą turyści, zaczęły dominować dzikie zwierzęta - głównie niedźwiedzie, lisy, wilki czy rysie – obserwują przyrodnicy z Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Szlaki w Tatrach są zamknięte z powodu koronawirusa. Dostępne dla turystów są tylko cztery doliny reglowe: Strążyska, Białego, Za Bramką i Ku Dziurze.

Wymownym przykładem pozytywnych skutków ograniczeń w ruchu turystycznym, spowodowanych rozprzestrzenianiem się koronawirusa, była spacerująca w ostatnich dniach kwietnia niedźwiedzica z młodym na stoku Nosala. Te największe tatrzańskie drapieżniki były obserwowane w miejscu, gdzie kiedyś jeździli narciarze.

"To było zjawisko zupełnie sporadyczne, bo stok Nosala jest blisko zabudowań, a widok niedźwiedzi w tym miejscu jest dość rzadki" – powiedział PAP leśniczy Tatrzańskiego Parku Narodowego Marcin Strączek-Helios.

W Tatrach dobiegają końca tokowiska głuszców i cietrzewi, a brak turystów sprzyjał temu niezwykle ciekawemu zjawisku, ponieważ głuszce i cietrzewie swoje gody odbywają na otwartych przestrzeniach i polanach śródleśnych.

Tatrzańscy przyrodnicy na tropy wilków natrafili na przykład w rejonie Kuźnic, gdzie można było spotkać pozostałości po upolowanym przez nie jeleniu lub sarnie.

"Obecnie obserwujemy kozice w końcowej fazie ciąży i lada dzień rozpoczną się wykoty. Zazwyczaj młode kozice przychodzą na świat powyżej górnej granicy lasu, w miejscach odosobnienia, gdzie kozice są bezpieczne" – powiedział leśniczy.

Dzięki obostrzeniom związanym z ograniczeniem ruchu turystycznego zwierzęta uzyskały więcej przestrzeni do bytowania. Widać to nawet w Zakopanem, gdzie swobodnie poczuły się na przykład jelenie, dostojnie spacerując głównymi ulicami miasta.(PAP)

Autor: Szymon Bafia

szb/ joz/

CZYTAJ DALEJ

Wrocław: Była premier Hanna Suchocka laureatką tegorocznej nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego

2020-06-04 10:15

[ TEMATY ]

nagroda

youtube.com

Była premier RP Hanna Suchocka została tegoroczną laureatką nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Została wyróżniona m.in. za "owocny udział w stworzeniu fundamentów III Rzeczypospolitej". Z uwagi na pandemię laureatka odbierze wyróżnienie jesienią.

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego przyznawana jest od roku 2004 i została ustanowiona przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego, miasto Wrocław, Kolegium Europy Wschodniej, Uniwersytet Wrocławski i Zakład Narodowy im. Ossolińskich.

Przyznawana jest osobom, które uosabiają "myślenie o państwie, jako dobru wspólnym", a także instytucjom, które miały znaczący wkład w obalenie komunizmu, odzyskanie przez Polskę niepodległości oraz w kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Nagroda wręczana jest zawsze 4 czerwca. W tym roku, z powodu pandemii uroczystość się nie odbędzie. Laureatka odbierze wyróżnienie prawdopodobnie dopiero jesienią – poinformował w czwartek wrocławski magistrat.

W uzasadnieniu wyboru tegorocznego laureata, kapituła Nagrody podkreśliła, że wyróżnienie zostało przyznane m.in. "za owocny udział w stworzeniu fundamentów III Rzeczypospolitej".

"Myślenie o państwie, jako dobru wspólnym, to jest ta lekcja, którą wciąż mamy do odrobienia. Cała transformacja była próbą stworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Państwa rozumianego jako dobro wspólne, gdzie wszyscy czujemy się za nie odpowiedzialni" – mówiła Hanna Suchocka, komentując wyróżnienie.

Jak powiedziała, nagroda jest dla niej wielkim zaskoczeniem. Podkreśliła, że od początku transformacji Jan Nowak-Jeziorański był jej szczególnie bliski. "On zawsze nazywał mnie Hanką, ja nazywałam go wujem. Nigdy nie zakładałam, że mogę uzyskać nagrodę, którą on ustanowił" – dodała.

Dr Adolf Juzwenko, dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz Sekretarz Kapituły Nagrody uzasadniając wybór tegorocznej laureatki podkreślił, że Hanna Suchocka po przełomie 1989 roku dążyła do demokratycznych przemian w naszym kraju. "Na stanowisku premiera stała na straży wolności, demokracji oraz poszanowania prawa. Niejednokrotnie udowodniła, iż są to wartości dla niej najwyższe" – powiedział dr Juzwenko.

Z kolei prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zwrócił uwagę na ogromny wkład Hanny Suchockiej w rozwój samorządności oraz idei samorządu terytorialnego. "Nie możemy zapominać, że to rząd Hanny Suchockiej jest autorem reformy samorządowej, zakładającej wprowadzenie powiatów i dużych województw. Z dzisiejszej perspektywy widzimy, jak ważna była tamta inicjatywa i jak mocno przyczyniła się do budowy samorządu, który znamy dzisiaj. Szczególnie we Wrocławiu jesteśmy za to bardzo wdzięczni" – podkreślił Sutryk.

Hanna Suchocka urodziła się w 1946 r. Była pierwszą w Polsce kobietą na stanowisku premiera. Jest doktorem habilitowanym nauk prawnych i profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Została odznaczona Orderem Orła Białego.

W latach 1992–1993 była Prezesem Rady Ministrów, w latach 1997–2000 ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, a w latach 2001–2013 ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej oraz Zakonie Maltańskim. W latach 1980–1985 i 1989–1991 była posłanką na Sejm PRL VIII kadencji i na Sejm kontraktowy, a w latach 1991–2001 na Sejm I, II i III kadencji. (PAP)

autorka: Agata Tomczyńska

ato/ godl/

CZYTAJ DALEJ

Angela Merkel: nie zamierzam kandydować na piątą kadencję

Niemiecka kanclerz Angela Merkel potwierdziła w czwartek w wywiadzie dla telewizji ZDF, że nie zamierza kandydować na kolejną, piątą kadencję szefowej rządu Niemiec. Potępiła też brutalność amerykańskiej policji w związku ze śmiercią w Minneapolis George'a Floyda.

Zapytana, czy w obliczu walki ze skutkami pandemii koronawirusa nie odczuwa pokusy dalszego kierowania pracami rządu, Merkel podkreśliła stanowczo, że już wcześniej zdecydowała, że obecna kadencja, która zakończy się w przyszłym roku, jest jej ostatnią.

Kontynuując wątek pandemii, szefowa niemieckiego gabinetu potwierdziła, że ulga podatkowa od towarów i usług, zawarta w pakiecie wsparcia dla gospodarki jej kraju, potrwa do końca roku. „To dla mnie punkt odcięcia tej pomocy” - wyjaśniła, zapytana, czy ta rządowa pomoc może zostać przedłużona. „To ma być krótkotrwały impuls” - zaznaczyła.

W środę Merkel ogłosiła wart 130 mld euro pakiet stymulacyjny dla niemieckiej gospodarki, w ramach którego podatek VAT zostanie obniżony z 19 do 16 proc. przez sześć miesięcy, począwszy od lipca.

Merkel potępiła także „zamordowanie” przez policję Afroamerykanina George'a Floyda i "rasizm", który jej zdaniem uderza w „bardzo spolaryzowane społeczeństwo amerykańskie”. „To zabójstwo George'a Floyda jest okropne. Rasizm jest okropny. Społeczeństwo amerykańskie jest bardzo spolaryzowane” - powiedziała.

"Rasizm zawsze istniał. I niestety tak jest również tutaj (w Niemczech)” - dodała Merkel, która zaznaczyła, że "ma nadzieję”, iż protesty w Stanach Zjednoczonych "będą pokojowe”.

Szefowa niemieckiego rządu określiła także obecną politykę wewnętrzną prezydenta USA Donalda Trumpa jako "bardzo kontrowersyjną". "Moim zdaniem w polityce (zawsze) trzeba próbować zbliżać do siebie ludzi, próbować ich godzić. Myślę, że styl polityczny (prezydenta Trumpa) jest bardzo kontrowersyjny” - powiedziała.

"Pracuję ze wszystkimi wybranymi prezydentami na całym świecie. I oczywiście z amerykańskim prezydentem. Wszystko, co mogę zrobić, to mieć nadzieję, że możemy współpracować" - zakończyła niemiecka kanclerz. (PAP)

zm/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję