Reklama

Kościół

Minister Czaputowicz: wolność religijna jest podstawowym i niezbywalnym prawem każdego człowieka

Ten dzień upamiętni wszystkie ofiary prześladowań religijnych bez względu na szerokość geograficzną czy konkretną religię lub wyznanie. Chodzi o podkreślenie faktu, iż wolność religijna jest podstawowym i niezbywalnym prawem każdego człowieka - mówi w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Szef dyplomacji opowiada o okolicznościach ustanowienia przez ONZ Międzynarodowego Dnia upamiętniającego ofiary aktów przemocy na tle religijnym.

[ TEMATY ]

wywiad

ministerstwo

msz.gov.pl

Jacek Czaputowicz

Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik (KAI): Jak zrodziła się idea Międzynarodowego Dnia upamiętniającego ofiary aktów przemocy na tle religijnym?

Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych: Jako kraj z wielowiekową tradycją współistnienia na swoim terytorium różnych grup religijnych przywiązujemy szczególne znaczenie do kwestii poszanowania wolności wyznania w świecie oraz do promowania i ochrony praw osób należących do mniejszości religijnych. Od lat postulujemy zwiększenie zaangażowania organizacji międzynarodowych w działania na rzecz wolności religijnej i praw osób należących do mniejszości religijnych. W ramach naszego członkostwa – a w tym miesiącu również przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – wskazujemy na znaczenie dialogu międzyreligijnego jako istotnego elementu zmniejszającego napięcia w stosunkach międzynarodowych. Promocja wolności religii i wyznania jest również jednym z naszych priorytetów jako kandydata do Rady Praw Człowieka ONZ na kadencję 2020-2022.
Na początku 2019 r. Polska wyszła z inicjatywą ustanowienia Międzynarodowego Dnia Upamiętniającego Ofiary Aktów Przemocy ze względu na Religię lub Wyznanie. Zyskaliśmy poparcie międzyregionalnej grupy państw: Brazylii, Egiptu, Iraku, Jordanii, Kanady, Nigerii, Pakistanu i Stanów Zjednoczonych, z którymi przygotowaliśmy projekt rezolucji ustanawiającej Międzynarodowy Dień Upamiętniający Ofiary Aktów Przemocy ze względu na Religię lub Wyznanie (22 sierpnia). Rezolucja została jednogłośnie przyjęta na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ 28 maja tego roku.
Chcę zaznaczyć, że Międzynarodowy Dzień upamiętnia wszystkie ofiary prześladowań religijnych bez względu na szerokość geograficzną czy konkretną religię lub wyznanie. Chodzi o podkreślenie faktu, iż wolność religijna jest podstawowym i niezbywalnym prawem każdego człowieka.

- Czy trudno było przekonać inne państwa członkowskie ONZ do tej inicjatywy?

- Konieczne było zyskanie przychylności i poparcia dla inicjatywy kluczowych państw w poszczególnych regionach, które z kolei przekonały inne państwa. Miałem przyjemność 28 maja prezentować rezolucję ustanawiającą Międzynarodowy Dzień na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Cieszy nas, że została ona przyjęta przez konsensus, co oznacza poparcie dla niej wszystkich państw członkowskich organizacji.
Wyrazem poparcia dla niej jest też szerokie grono tzw. współsponsorów, w sumie 88 państw, co uznać należy za duży sukces. To grono sponsorów jest wyjątkowo zróżnicowane i obejmuje państwa ze wszystkich regionów świata, w tym ‎te, które stały się ofiarami najgłośniejszych ostatnio aktów przemocy na tle religijnym - Nową Zelandię i Sri Lankę.

- Jak Pan ocenia pierwsze obchody Dnia?

- W tym roku Międzynarodowy Dzień Upamiętniający Ofiary Aktów Przemocy ze względu na Religię lub Wyznanie był obchodzony po raz pierwszy.
Dołożyliśmy starań, by te obchody miały uroczysty charakter, czemu służyła również między innymi moja wizyta w Nowym Jorku i przewodniczenie 22 sierpnia nieformalnej sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ, poświęconej problematyce ochrony praw mniejszości religijnych w konfliktach zbrojnych. Uczestniczyli w niej jako sprawozdawcy przedstawiciele represjonowanych mniejszości: Dalal Khario – Irakijka ze społeczności jazydzkiej, która jako siedemnastolatka została porwana przez ISIS i sprzedana jako niewolnica seksualna, Naveed Walter, założyciel i dyrektor Human Rights Focus Pakistan, który działa na rzecz obrony praw człowieka, w tym wolności religii i dialogu międzyreligijnego oraz Sali Abdoul Aziz z organizacji COMUC (Coordination des Organisations Musulmanes de Centrafrique) z Republiki Afryki Środkowej, zrzeszającej organizacje muzułmańskie z tego kraju, który informował o sytuacji w Republice Środkowej Afryki i wysiłkach MINUSCA w zakresie ochrony ludności cywilnej.
Dla podkreślenia konieczności poszanowania wolności religii i wyznania jako podstawowego prawa każdego człowieka, zdecydowałem o przyznaniu tegorocznej Nagrody „Pro Dignitate Humana” panu Naveedowi Walterowi.‎ O jego odwadze i determinacji świadczyła m.in. niezłomna postawa w znanej sprawie Asii Bibi (chrześcijanki skazanej na śmierć za rzekome bluźnierstwo), w tym publiczne głoszenie prawomocności jej uniewinnienia w okresie, gdy ekstremistyczne środowiska groziły śmiercią samej Bibi i osobom ją wspierającym. Wręczenie nagrody 22 sierpnia w Nowym Jorku było również jednym z elementów obchodów Międzynarodowego Dnia Upamiętniającego Ofiary Aktów Przemocy ze względu na Religię lub Wyznanie.
Międzynarodowy Dzień Upamiętniający Ofiary Aktów Przemocy ze względu na Religię lub Wyznanie obchodziliśmy także po raz pierwszy w kraju. W Warszawie odbyła się konferencja prasowa organizowana przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie przy współpracy KPRM i MSZ, której celem było poinformowanie opinii publicznej o ustanowieniu Dnia Upamiętniającego Ofiary Aktów Przemocy ze względu na Religię lub Wyznanie. Chcielibyśmy, by obchody Międzynarodowego Dnia stały się w naszym kraju coroczną tradycją.

- Czy są jakieś konkretne rezultaty nieformalnego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ poświęconego bezpieczeństwu osób należących do mniejszości religijnych?

- W debacie wzięli udział m.in. Michelle Bachelet, Wysoka Komisarz NZ ds. Praw Człowieka, Lord Ahmad of Wimbledon, wiceszef brytyjskiego resortu spraw zagranicznych, Samuel Brownback, amerykański ambasador ds. międzynarodowej wolności religijnej, a także członkowie Rady Bezpieczeństwa i przedstawiciele pozostałych państw członkowskich i społeczeństwa obywatelskiego.
Debata miała na celu przeanalizowanie skali problemu, a także zaproponowanie sposobów ochrony oraz ewentualnych rozwiązań pozwalających uniknąć przemocy wobec mniejszości religijnych. W swoim wystąpieniu, a także na konferencji prasowej po debacie mówiłem, że prześladowaniom z powodów religijnych należy przeciwdziałać poprzez edukację w duchu tolerancji, rozwój dialogu międzyreligijnego na poziomie regionalnym i globalnym, oraz skuteczne pociąganie do odpowiedzialności sprawców przemocy na tle religijnym.
Dyskusja służyła możliwości utworzenia skutecznych mechanizmów monitoringu i wczesnego ostrzegania o przypadkach łamania prawa do wolności wyznania. Uczestnicy zastanawiali się również nad rolą Rady Bezpieczeństwa – oraz szerzej systemu Narodów Zjednoczonych – w zapobieganiu temu zjawisku.

- Gdzie mają miejsce największe prześladowania religijne?

- W ostatnich latach zaobserwowano znaczący wzrost liczby krajów, w których dochodziło do ograniczenia wolności religijnej i prześladowań grup religijnych. Najnowszy raport amerykańskiego ośrodka badawczego Pew Research Center dot. ograniczeń religijnych na świecie wskazuje, że najbardziej prześladowani byli chrześcijanie, a następnie muzułmanie, tj. wyznawcy dwóch największych religii świata. Stosowane metody represji różnią się w zależności od kraju i obejmują m.in. sankcje karne, w tym orzeczenie kary pozbawienia wolności, utratę nieruchomości i majątku, stosowanie tortur fizycznych, gwałt czy pozbawienie życia.
Według danych chrześcijańskiej organizacji Open Doors USA, na 2,48 miliarda chrześcijan na świecie, 215 milionów (tj. 1 na 12) doświadczyło prześladowań. Z powodu wyznawanej wiary co miesiąc ginie 345 chrześcijan, a 219 jest przetrzymywanych bez procesu, aresztowanych, skazywanych i więzionych. Średnio 105 budynków związanych z kultem chrześcijańskim jest miesięcznie palonych lub atakowanych.
W pierwszej dziesiątce Światowego Indeksu Prześladowań są: Korea Północna, Afganistan, Somalia, Libia, Pakistan, Sudan, Erytrea, Jemen, Iran oraz Indie, gdzie dochodzi do największych prześladowań z powodów religijnych. Wśród największych państw, poważne ograniczenia wolności religijnych zaobserwowano w Egipcie, Rosji, Indonezji i Turcji. W Chinach ograniczenia wolności religijnej są zwykle wynikiem działań rządowych, natomiast w Indiach raczej działań społecznych.

- Co jako państwo robimy dla prześladowanych mniejszości religijnych za granicą?

- Niosąc pomoc humanitarną staramy się mądrze i roztropnie łączyć zwaśnione społeczności. Prowincja Niniwa z miejscowością Bashiqa w Iraku to przykład etnicznej mozaiki, gdzie żyją Jazydzi, Arabowie Sunnicy, Chrześcijanie, Turkmeni oraz Kurdowie. Dzięki pomocy rządowej w tym regionie, takiej jak chociażby transport kilkunastu ton środków medycznych, staramy się działać na rzecz jedności i solidarności, opartej na poszanowaniu różnorodności wyznania i przekonań.
Niedawno spotkałem się z Nadią Murad, jazydzką aktywistką i laureatką Nagrody Nobla, a także nagrody Ministra Spraw Zagranicznych Pro Dignitate Humana, z którą omówiłem nasze działania w zakresie pomocy dla społeczności Jazydów. Jeden z projektów przewiduje odtworzenie inwentarza rolnego przez rodziny jazydzkie.
Współpracujemy też z amerykańską agencją USAID, z którą będziemy realizować pilotażowy projekt medyczny w regionie Erbil i Dohuk w Irackim Kurdystanie. Z kolei razem z Węgrami pracujmy nad odbudową zburzonego sierocińca w syryjskim mieście Homs.

- Jak wygląda na tym tle współpraca z Kościołem?

- Polska pomoc humanitarna, zwłaszcza ta na Bliskim Wschodzie, realizowana jest ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb chrześcijańskich i jazydzkich mniejszości religijnych. Są to grupy, które najdotkliwiej doświadczyły przemocy i agresji ze strony Daesh. We współpracy z organizacjami pozarządowymi: Caritas, Fundacją „Orla Straż”, Fundacją Ojca Werenfrieda, Polską Misją Medyczną i szeregiem innych, realizujemy projekty pomocy humanitarnej oraz inicjatywy wsparcia na rzecz mniejszości religijnych.
W polskiej polityce pomocowej doceniamy w szczególności rolę polskich misjonarzy. Obecnie w różnych zakątkach świata posługuje ich ponad dwa tysiące. Ich wiedza, doświadczenie, znajomość miejscowych uwarunkowań, bliski kontakt z lokalną społecznością oparty na zaufaniu i poświęceniu sprawia, że projekty pomocowe trafiają do najbardziej potrzebujących różnych wyznań, odpowiadają ich realnym potrzebom, a środki finansowe są optymalnie wydatkowane.

- Jaka jest obecnie filozofia działań polskiego rządu wobec uchodźców - ofiar prześladowań mniejszości religijnych?

- Angażujemy się w pomoc ofiarom prześladować w regionach największych kryzysów, tam gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Opowiadamy się za udzielaniem pomocy na miejscu, z poszanowania kultury, religii i pochodzenia osób w potrzebie, bez odrywania ich od własnej ziemi, kultury i tożsamości.
Na forum międzynarodowym, w tym w trakcie debat w ramach sesji Rady Praw Człowieka, wskazujmy na konieczność ochrony mniejszości religijnych, w tym chrześcijan. Proponujemy także wprowadzenie odniesień do sytuacji mniejszości religijnych w projektach rezolucji krajowych na forum ONZ.

- Czy jest szansa na podjęcie inicjatywy tworzenia korytarzy humanitarnych dla wybranych grup uchodźców? Inicjatywa ta świetnie funkcjonuje np. we Włoszech (we współpracy ze Stolicą Apostolską i Wspólnotą św. Idziego, która bezpośrednio zajmuje się przyjętymi uchodźcami).

- Cenimy działalność Wspólnoty św. Idziego, która także w Polsce prowadzi działalność charytatywną na rzecz bezdomnych. Przypomnijmy, że dzięki pomocy Wspólnoty udało się uwolnić polskiego misjonarza ks. Mateusza Dziedzica, porwanego przez grupę zbrojną w Afryce Środkowej w 2014 roku. W marcu tego roku spotkałem się z liderami tej wspólnoty i omówiliśmy możliwe formy współpracy w zakresie pomocy humanitarnej za granicą.
Jednak MSZ nie uczestniczy w rozmowach na temat tzw. korytarzy humanitarnych. Jest to szerszy problem, związany ze skalą migracji do Europy i napięciami z tym związanymi. Znane są wypowiedzi na ten temat także przedstawicieli władz Włoch i trudno je interpretować jako wyraz poparcia dla przyjmowania uchodźców przez włoskie społeczeństwo.

2019-08-27 15:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szumowski: ponowne zamknięcie Polaków w domach raczej niemożliwe; obecnie epidemia wygasa (wywiad)

Ponowne zamknięcie Polaków w domach, ograniczenie ich aktywności zawodowej i społecznej jest raczej niemożliwe - powiedział w rozmowie z PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że w tej chwili jesteśmy na etapie wygaszania epidemii.

Minister zdrowia przyznał, że w tej chwili epidemia w wielu województwach jest "w formie szczątkowej". W niektórych diagnozuje się dziennie tylko pojedyncze zachorowania na COVID-19, a ich łączna dobowa liczba spadła poniżej 300. Nie można jednak założyć, że to już koniec. Niewykluczone, że dojdzie do wzrostu zachorowań jesienią, ale sytuacja wtedy będzie inna, bo przetarto już pewne ścieżki, wyprowadzono mechanizmy, działania, by skuteczniej przeciwdziałać jego rozprzestrzenianiu. Ponadto "nauczyliśmy się" żyć z tym wirusem, choć nadal do końca nie został on poznany.

Natomiast w kontekście wypełnienia jednego z dwóch możliwych scenariuszy, dotyczących niedzielnego głosowania na prezydenta, minister Szumowski stwierdził, że wybór prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego wiąże się z niewiadomą, jeśli chodzi o politykę zdrowotną, bo jego program, to "puste obietnice". Z kolei prezydent Andrzej Duda w ciągu swojej prezydentury podejmował inicjatywy ustawodawcze w wielu kwestiach zdrowotnych.

PAP: Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o wybory. Możemy zatem "pogdybać". Realne są dwa scenariusze. Czego możemy spodziewać się w kontekście polityki zdrowotnej, gdyby doszło do reelekcji prezydenta Dudy, a czego, gdyby w pałacu prezydenckim pojawił się Rafał Trzaskowski?

Ł.Sz.: Trzeba zaznaczyć, że Rafał Trzaskowski był członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i wówczas nie zabierał za bardzo głosu na temat nakładów na ochronę zdrowia, a przecież rząd jednak jest ciałem kolegialnym. Przez osiem lat rządów PO-PSL była tu stagnacja. Nakłady, jeżeli rosły to w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego przez osiem lat ich rządów nie uchwalono takiej ustawy jak „ustawa 6 proc.”? Przypominam, że za rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy taka ustawa powstała. Tylko do ubiegłego roku nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o 30 mld zł. Na samą onkologię do 7,3 mld zł w 2019 roku z 4,9 mld zł z 2015 roku. Liczba refundowanych leków w leczeniu raka piersi zwiększyła się z dwóch do jedenastu. Dlaczego pan Trzaskowski będąc ministrem administracji i cyfryzacji nie zdecydował się wprowadzić informatyzacji w ochronie zdrowia: e-recepty, e-wizyty, e-skierowania? My to wszystko wprowadziliśmy.

PAP: Czy pana zdaniem jest możliwe, by nakłady na politykę zdrowotną wzrosły do 6 proc. PKB już w przyszłym roku? Ustawa przewiduje osiągnięcie tego pułapu za cztery lata. Prezydent Trzaskowski zapowiada m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia w przeliczeniu na głowę każdego Polaka do 3676 zł wobec 2757 zł już w 2021 roku, czyli w ujęciu do PKB do 6 proc. z 5,03 proc. planowanych w 2020 roku.

Ł.SZ.: To są puste obietnice. Gdy pan Trzaskowski jako minister w rządzie PO-PSL miał realną władzę, nie zabiegał, zresztą jak cały rząd, o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. A teraz nagle, jako kandydat na prezydenta, tak dużo o tym mówi. To jest niepoważne. Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy podjął realną pracę w zakresie zwiększania finansowania służby zdrowia. Zwiększyliśmy wynagrodzenia, w tym urealniliśmy płace w zawodzie pielęgniarki czy ratownika. Te płace podstawowe wzrosły w sposób istotny, choćby od lipca wzrasta minimalne wynagrodzenie w sektorze ochrony zdrowia. Wzrosły wynagrodzenia rezydentów. To realne działania. Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, którego członkiem był pan Trzaskowski, nie widzieliśmy tego.

PAP: Jednak przy spełnieniu scenariusza nazwijmy go "B", czyli sytuacji wygranej prezydenta Trzaskowskiego, będziecie panowie musieli ze sobą współpracować, znaleźć punkty styczności, bo chodzi przecież o zdrowie Polaków.

Ł.Sz.: Nie mam pojęcia, jakie by one były, bo program pana Trzaskowskiego jest bardzo enigmatyczny, wręcz zdawkowy. To są puste obietnice. Nie ma realnego programu. Natomiast prezydent Andrzej Duda zainicjował realne projekty, jak choćby regulację dotyczącą onkologii, czyli tzw. cancer plan, w którym są m.in. nowe szczepionki, których rząd PO-PSL nie chciał wprowadzić. My wprowadzamy szczepienie na HPV, które ratuje kobiety przed rakiem szyjki macicy. Dodatkowo z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy mamy projekt ustawy o Funduszu Medycznym. To w tym roku 2 mld zł, w kolejnych 4 mld zł na konkretne działania.

PAP: Pozostawmy w tej chwili najgorętsze wydarzenia. Cofnijmy się do marca. Mijające cztery miesiące musiały być dla pana, jako ministra zdrowia, jak zły sen. Wysiłek, odpowiedzialność, nowe regulacje pisane i wprowadzane błyskawicznie, pod wpływem zmieniającej się sytuacji. Z jednej strony musiał pan dbać o to, by system dał radę, z drugiej było wiele niewiadomych. Wirus rozprzestrzeniał się. Nikt nie wiedział jak szybko i głęboko będzie atakował. Gdyby pan mógł cofnąć czas i miał tę wiedzę, co dzisiaj, jakich decyzji nie podjąłby pan? Co zmienił?

Ł.Sz.: Zawsze z perspektywy upływającego czasu można powiedzieć, że pewne rzeczy można byłoby przeprowadzić lepiej. Ale o tym wiemy zawsze po czasie. Decyzje ocenia się jednak po efektach. Jakie mamy efekty, każdy widzi. Spowolniliśmy rozprzestrzenianie się wirusa, zabezpieczyliśmy łóżka i niezbędny sprzęt. Każdy chory wymagający hospitalizacji otrzymywał miejsce w szpitalu. Każdy wymagający respiratora był do tego respiratora podłączany. W innych państwach tych możliwości zabrakło. Na pewno z tą wiedzą, którą teraz mamy, konkretniej dostroilibyśmy się do początkowej fazy epidemii. Chodzi np. o sieć szpitali jednoimiennych, transport pacjentów zakażonych koronawirusem. Zapewne zasady dotyczące triażu pacjentów można było lepiej na początku doprecyzować. Ale pamiętajmy, że to my jako pierwsi wprowadziliśmy jednoimienne szpitale zakaźne, które okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku pozostałych szpitali pewnie wprowadzilibyśmy izolatki czy oddziały izolacyjne dla pacjentów oczekujących na wynik badania pod kątem obecności koronawirusa. Szybciej wprowadzilibyśmy zapewne także zakaz pracy w kilku miejscach dla personelu medycznego. Oczywiście z rekompensatą. To jednak, można by rzec niuanse, przy tym, co realnie udało się zrobić. Wystarczy punkt odniesienia. Popatrzmy na Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję. Popatrzmy na USA.

PAP: Przypuszczam, że niedługo czeka pana urlop, nabierze pan sił, ale czy jest pan gotów na drugie starcie z epidemią? Jak może ono wyglądać?

Ł.Sz.: W wielu krajach niestety obserwujemy ponowny wzrost zakażeń. Czytamy doniesienia o ponownym zamykaniu regionów i miast. W Polsce widzimy natomiast poprawę sytuacji i spadek zakażeń. Raporty wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych pokazują, że liczba zdiagnozowanych nowych przypadków ustabilizowała się na niższym poziomie niż jeszcze dwa, czy trzy tygodnie temu. W niektórych województwach są to już tylko pojedyncze przypadki. To pokazuje, że w wielu województwach epidemia jest w formie szczątkowej. Wirusa mamy znacznie, znacznie mniej. Jeśli popatrzymy na wyniki badań przesiewowych u osób jadących do sanatoriów to z 18,5 tys. przebadanych - to gigantyczna grupa - tylko 30 osób jest chorych. To jest mniej niż 1,7 promila. Zrobiliśmy też przesiew u policjantów. Przebadaliśmy 3 tys. z nich i okazało się, że nie było żadnego chorego. To pokazuje, że w przesiewie populacji, nie w wyselekcjonowanych grupach, tego wirusa jest naprawdę niewiele. Stan epidemiczny w kraju uważam, że jest niezły i to nie na podstawie wymysłów, widzimisię, hipotez, ale na podstawie wyników badań.

PAP: Czego dowiedzieliśmy się o tym wirusie, patrząc na niego już z pewnej perspektywy i biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?

Ł.Sz.: Powstały ostatnio prace mówiące na przykład o tym, że kod genetyczny niektórych osób daje mniejszą lub większą szansę na chorowanie i powikłania. Dowiedzieliśmy się też, że dość duża grupa osób choruje bezobjawowo, ale jest też grupa osób, dla których ma on poważne konsekwencje i w tym przypadku ta choroba ma bardzo ciężki przebieg. Wiemy, że zakaźność jest dość duża i zależy od samej formy zakażenia. Na przykład tylko 1/4 zakażonych górników, którzy w większości chorowali bezobjawowo, zaraziło swoje rodziny. To pokazuje, że u osób bezobjawowych ta zakaźność jest niższa. Myślę, że jeszcze długo, wręcz przez całe lata, będziemy analizowali te dane. Nadal uczymy się tego wirusa. Otwarte jest nadal pytanie, dlaczego tak mocno pozakażani byli górnicy? Być może wpłynęły na to warunki, w których pracują, czyli w kopalniach na dole, gdzie trudno zachować dystans i mamy dużą wilgotność powietrza.

PAP: Jeśli dojdzie do eskalacji choroby w następnych miesiącach, czy czekają nas kolejne obostrzenia? Czy gospodarkę i system opieki zdrowotnej będzie stać na ewentualne zamykanie wszystkiego na kłódkę, jak miało to miejsce w marcu i kwietniu? Tym bardziej, że oswoiliśmy już tego wirusa, lęk w społeczeństwie przed nim jest mniejszy, a zatem nie będzie już tak łatwo ograniczać aktywności społecznej i zawodowej Polaków, gdyby była taka konieczność.

Ł.Sz.: Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego. Gdyby naprawdę było niedobrze, wtedy można myśleć np. o większej kontroli kontaktów społecznych. Ale mam nadzieję, patrząc na te liczby w naszym kraju i krajach sąsiadujących, że nie będziemy mieli aż tak dramatycznego wzrostu. Trzeba też pamiętać, że mamy wypracowane już mechanizmy, procedury, szpitale jednoimienne, gotową sieć laboratoriów, testy genetyczne, szybkie testy na czas jesienny, by diagnozować możliwe zakażenia. To wszytko jest przygotowane. Będziemy też zachęcali do szczepień przeciw grypie.

PAP: Koronawirus schodzi na drugi plan, ale znowu powracają stare bolączki: rozpoczęta tylko w mikro stopniu reforma psychiatrii dziecięcej, kwestie chorób onkologicznych i rzadkich, kolejki do specjalistów, które jeszcze bardziej się wydłużą, bo pacjentów przybyło, przemęczony personel. Pojawiła się też nowa kwestia – lęk pacjentów przed bezpośrednim kontaktem z lekarzami, placówkami. Gdzie leżą największe wyzwania? Jakie są rokowania dla systemu zdrowia krótkofalowo i długofalowo? Czy uda się ten czas nadgonić, który jest też tak istotny w leczeniu?

Ł.Sz.: Należy pamiętać, że reformę psychiatrii rozpoczęliśmy od dorosłych. I ona w opinii psychiatrów poszła całkiem dobrze. Podobną reformę robimy w psychiatrii dziecięcej. Oczywiście koronawirus trochę zatrzymał postępowanie konkursowe dotyczące tworzenia poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. Jednak trzeba podkreślić, że dotychczas zakontraktowaliśmy 130 placówek z 300, które założyliśmy, że powstaną. Mam nadzieję, że teraz wszystko nabierze tempa i będziemy już niedługo mieli pełną sieć poradni. To, co epidemia przesunęła w czasie, to samą opiekę psychiatryczną nad dziećmi i młodzieżą. Wielu opiekunów wystraszyło się i przyjmowanie dzieci nie odbywało się w takiej formie i stopniu, jak zakładaliśmy. Korzystając jednak z okazji, chciałbym zaapelować do wszystkich pacjentów, by wracali do badań profilaktycznych. Nie obawiali się. Tak, jak mówiłem wcześniej, wirusa jest znacznie, znacznie mniej.

PAP: Jakie reperkusje dla światowej i polskiej polityki zdrowotnej będzie miało wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czy Pana zdaniem rzeczywiście WHO działała zbyt opieszale, jeśli chodzi o reakcję na rozprzestrzenianie się wirusa?

Ł.Sz.: Na pewno WHO prezentowała dość chwiejne komunikaty na temat epidemii. Na tej podstawie wszystkie państwa wprowadzały zaś swoje działania. WHO mówiła na początku wyraźnie, że prawdopodobieństwo przejścia wirusa do Europy jest znikome lub bardzo niskie. Potem zmieniła zdanie. Po doświadczeniach Lombardii, wszyscy się przestraszyli i zobaczyli do czego ten wirus jest zdolny. Ale on nadal nie jest dobrze poznany. Trudno mieć za złe ekspertom, że zmieniają swoje zdanie na temat epidemii, jeśli wirus jest znany od miesiąca. Wydaje się też, że na decyzji USA o wyjściu z WHO zaważył nie tylko koronawirus. Nie tylko on był przedmiotem rozbieżności. Jest szereg różnych innych spraw, z którymi administracja amerykańska się nie zgadza.

PAP: Niewątpliwie ta decyzja rzutuje na postrzeganie Światowej Organizacji Zdrowia...

Ł.Sz.: Pamiętajmy, że WHO była postrzegana w różny sposób. Przez wiele lat kwestie światopoglądowe były przemycane w różnych aktach prawnych WHO. Ostatnio wspólnie z USA pisaliśmy negatywne stanowisko do jednej z takich akcji. Z drugiej strony WHO działa bardzo sprawnie w krajach trzeciego świata. Propaguje tam wiedzę medyczną, zachowania prozdrowotne. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest ani biała, ani czarna.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Zmiany wikariuszy i proboszczów w 2020 r.

Niedziela warszawska 28/2004

Adobe.Stock

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Biskupi kierują poszczególnych księży na nowe parafie. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

•Zmiana księży w archidiecezji BIAŁOSTOCKIEJ
• Zmiana księży w diecezji BIELSKO-ŻYWIECKIEJ
• BYDGOSKA – diecezja
• CZĘSTOCHOWSKA – archidiecezja
• DROHICZYŃSKA diecezja
• ELBLĄSKA diecezja
• EŁCKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji GDAŃSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji GLIWICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji GNIEŹNIEŃSKIEJ
• KALISKA diecezja
• KATOWICKA archidiecezja
• KIELECKA diecezja
• KOSZALIŃSKO – KOŁOBRZESKA diecezja
• Zmiany księży w archidiecezji KRAKOWSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji LEGNICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji LUBELSKIEJ
• ŁOMŻYŃSKA diecezja
• ŁOWICKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji ŁÓDZKIEJ
• Zmiana księży w diecezji OPOLSKIEJ
• PELPLIŃSKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji PŁOCKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji POZNAŃSKIEJ
• PRZEMYSKA archidiecezja
• RADOMSKA diecezja
• RZESZOWSKA diecezja
• SANDOMIERSKA diecezja
• SIEDLECKA diecezja
Zmiana księży w diecezji SOSNOWIECKIEJ
• SZCZECIŃSKO-KAMIEŃSKA archidiecezja
• ŚWIDNICKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji TARNOWSKIEJ

• TORUŃSKA diecezja
Zmiana księży w archidiecezji WARMIŃSKIEJ
Zmiana księży w archidiecezji WARSZAWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji WARSZAWSKO-PRASKIEJ
Zmiana księży w diecezji WŁOCŁAWSKIEJ
• WROCŁAWSKA archidiecezja
Zmiana księży w diecezji ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKIEJ

CZYTAJ DALEJ

Szumowski o pierwszeństwie w głosowaniu: chcemy, by m.in. osoby starsze przyszły bez obaw

2020-07-10 08:47

[ TEMATY ]

wybory

bezpieczeństwo

wybory 2020

Adobe Stock

Chcemy, by m.in. osoby starsze przyszły do lokalu wyborczego bez obaw, dlatego wprowadziliśmy regulację dotyczącą pierwszeństwa dla nich w głosowaniu - zauważył w piątek w Programie I Polskiego Radia minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Powtórzył też, że głosowanie w lokalu wyborczym jest bezpieczniejsze niż wyjście do sklepu. Szumowski zaznaczył, że przestrzega się tam restrykcyjnie - w przeciwieństwie do wielu innych miejsc - zasad sanitarnych: odpowiedniego dystansu, noszenia maseczek, dezynfekcji rąk i powierzchni.

Równocześnie minister przypomniał, że w II turze wprowadzono pierwszeństwo w głosowaniu dla osób powyżej 60 lat, opiekunów z dziećmi poniżej trzech lat, kobiet w ciąży i niepełnosprawnych. "Chcemy, by każdy miał równie szanse" - podkreślił.

"Głosowanie i wybór prezydenta Rzeczpospolitej jest jednym z niezwykle ważnych aktów, który każdy chciałby i powinien mieć prawo wykonać, nie obawiając się o swoje zdrowie, nie obawiając się o to, że musi stać dłużej w kolejce, szczególnie jeżeli jest osobą, która być może nie ma siły (...) Chcemy, by osoby starsze mogły przyjść spokojnie, bez obaw, bez czekania w kolejce: kobiety w ciąży, osoby niepełnosprawne, z małymi dziećmi" - podkreślił minister.

Odpowiadając na pytanie dotyczące danych, które pokazują, że w tej chwili więcej osób wraca do zdrowia niż zakaża się koronawirusem, powiedział, że oznacza to, że epidemia ma trend spadkowy, a coraz więcej osób jest już odpornych i bezpiecznych.

"Swoją drogą liczba osób chorych w populacji jest bardzo, bardzo mała" - dodał. Minister przytoczył też dane dotyczące przesiewowego badania wybierających się do sanatorium, z których wynika, że spośród ponad 19 tys. takich osób zdiagnozowano jedynie 30 chorych. "Jest to bardzo mało. Poniżej 1,7 promila" - powiedział. Zdaniem ministra to pokazuje, że "wirusa jest naprawdę niewiele".

Liczba zdiagnozowanych osób pod kątem wirusa SARS-CoV-2 od 4 marca, gdy wykryto w Polsce pierwszy przypadek, wynosi obecnie 36 tys. 951, w wyniku zakażenia zmarło 1 551 osób. W czwartek wykryto 262 nowe przypadki choroby, w środę - 277, we wtorek - 257, a w poniedziałek - 205.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ wj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję