Reklama

Bp Mering: Na upokarzanie obrazu Matki Bożej powinniśmy zareagować potępieniem

2019-09-09 09:53

apis / Święty Krzyż (KAI)

Bożena Sztajner/Niedziela

Powinniśmy zareagować potępieniem na zniewagi, profanowane sakramenty i upokarzanie obrazu Matki Bożej – powiedział biskup włocławski Wiesław Mering podczas inauguracji tygodniowego odpust ku czci Podwyższenia Drzewa Krzyża Świętego, która odbyła się 8 września świętokrzyskim sanktuarium.

Ze względu na deszczową pogodę Eucharystia odpustowa była celebrowana w bazylice mniejszej. Przewodniczył jej ordynariusz diecezji włocławskiej Wiesław Mering, który w swej homilii nawiązując do ostatnich aktów profanacji jakie miały miejsce w Polsce pytał wiernych o to, jak reagują na te wszystkie zniewagi, których jest w tej chwili tak wiele w Polsce.

- Jak reagujemy na zniewagi, podnoszone ręce, na te niszczone kapliczki, profanowane sakramenty, upokorzony obraz Matki Bożej Częstochowskiej? Czy się nie przyzwyczailiśmy już do tego stopnia, że to nie wywiera na nas wrażenia? Nie mamy odwagi protestować! Popatrzmy na muzułmanów, niech by ktoś spróbował ze świętymi dla nich znakami albo Żydów ze świętymi dla nich znakami postąpić tak jak postępują ze świętymi znakami chrześcijan. Udajemy, że nas to nie dotyczy, że nic nie możemy zrobić. Możemy zrobić bardzo wiele. I nie myślę tylko o modlitwie chociaż i ona jest szalenie potrzebna. Ale właśnie swoją postawą swoim wyrażeniem i uzewnętrznieniem sprzeciwu, swoim protestem, swoim potępieniem powinniśmy w takim wypadku zareagować – zachęcał hierarcha.

Biskup przypomniał o wielkiej roli i znaczeniu świętokrzyskiego sanktuarium, w którym od wieków przechowywane są relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Zwrócił uwagę, że z uwagi na to miejsce całe województwo nazywa się świętokrzyskie.

Reklama

Superior o. Marian Puchała OMI, witając zebranych podkreślił znaczenie hasła odpustowego „Patrząc na Krzyż – uczmy się miłości”. Są to słowa wypowiedziane przez św. Jana Pawła II, prawie 30 lat temu, w pobliskim Masłowie, na lotnisku, gdy odwiedzał Ojczyznę w 1991 r. - Już wówczas apelował: „brońcie Krzyża, brońcie wartości chrześcijańskich, brońcie chrześcijańskiej rodziny, uczcie się wolności”. Pamiętając nauczanie Proroka naszych czasów, świętego Papieża, módlmy się w te dni odpustowe o miłość, zgodę i jedność w rodzinach, w ojczyźnie naszej, byśmy w sposób wolny i dojrzały umieli przyjąć krzyż, zaakceptować go w naszym życiu i uczyć się zwyciężać – podkreślał superior.

Przed rozpoczęciem Eucharystii na placu przed bazyliką pielgrzymi mogli zobaczyć zrekonstruowane papamobile, którym św. Jan Paweł II podróżował 40 lat temu podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r.

Kaznodzieją odpustowym był o. Sławomir Dworek OMI, wikariusz prowincjalny Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Liturgię uświetnił Chór „Masłowianie” z Masłowa pod dyrekcją Michała Kopcia oraz Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP z Bodzentyna pod dyrekcją Jerzego Łapińskiego.

Czynny udział w przeżywanie liturgii wzięli samorządowcy, a także przyjaciele i dobrodzieje oblatów oraz Rycerzy Kolumba. Obecne były Poczty Sztandarowe: Kompanii Honorowej Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych z Kielc, Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych z Nowej Słupi, SP JP II z Bielin, OSP z Bielin, Kompanii Strzelców z Końskich, Świętokrzyskiego Batalionu Polskich Drużyn Strzeleckich im. Czwartaków.

Swoją obecnością uroczystość odpustową uświetniły m.in. dzieci i młodzież i dorośli w strojach ludowych z gminy Bieliny - Koło Małych Gosposi oraz Koło Gospodyń Wiejskich z Huty Podłysicy oraz z miasta i gminy Nowa Słupia – Zespoły Ludowe „Chełmowianki” i „Modrzewianki”.

Ordynariusz diecezji włocławskiej Wiesław Mering po Komunii św. pobłogosławił i poświęcił pasyjkę Chrystusa oraz tablicę upamiętniającą pierwsze miejsce zamieszkania naszych rodaków, którzy zostali przesiedleni do Wierszyny na Syberii. Tablica została ufundowana przez Muzeum Samochodu JP2 z Kielc a wykonana przez właścicieli firmy Metal - Kolor ze Starachowic.

Inicjatorem Tygodniowego Odpustu Podwyższenia Drzewa Krzyża Świętego i Pielgrzymki Osób Konsekrowanych był w 2006 r. podczas jubileuszu życia monastycznego na Świętym Krzyżu bp Andrzej Dzięga, ówczesny ordynariusz sandomierski.

Święty Krzyż to najstarsze polskie sanktuarium. Przechowywane są nim relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Od X w. do kasacji opactwa w 1819 r. gospodarzami sanktuarium byli benedyktyni, obecnie opiekę nad nim sprawują Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej.

Tagi:
Matka Boża walka homilia przemówienie profanacja

Abp Fisichella do Polaków: Kościół i każdy z nas potrzebuje świadectwa!

2017-11-24 12:24

abd / Jasna Góra / KAI

- Świadectwo jest konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa - mówił dziś przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella na Jasnej Górze, do uczestników IV Kongresu Nowej Ewangelizacji nt. "Matura, czy inicjacja chrześcijańska? Bierzmowanie w kontekście nawrócenia pastoralnego".

Magdalena Pijewska
Abp Rino Fisichella

Sakrament Bierzmowania a ewangelizacja

Częstochowa, 24 października 2017

Jestem biskupem od 19 lat i niestety nie liczyłem, ile osób: chłopców, dziewczyn, dorosłych, wybierzmowałem w tym czasie. Z pewnością dziesiątki tysięcy. Musimy pamiętać, iż właśnie dlatego, że Sakrament ten przynależy do posług Biskupa, w historii Kościoła Zachodniego jest on otrzymywany w różnych momentach życia wiernych, oddalając go od Chrztu Świętego. Co sprawiłem tymże udzielonym Sakramentem, zarezerwowanym właściwie Biskupowi?

Zobacz zdjęcia: Kongres Nowej Ewangelizacji

„Moc” Ducha

Po pierwsze, powiedziałbym, że dałem świadectwo Mocy Boga (δύναμις/dunamis). Tak właśnie, świadectwo Jego mocy i Jego łaski, które zawsze stoją na pierwszym miejscu. Czym jest moc Boża? W jaki sposób wchodzi ona w relacje z Sakramentem Bierzmowania? Spojrzenie na Słowo Boże pozwoli nam zrozumieć znaczenie tej relacji.

1.„Moc” oznacza przede wszystkim uznanie ze Bóg jest Stwórcą wszystkiego co istnieje. Jest to siła, która porusza i prowadzi historię ludzi i historię osobistą każdego z nas. Mówiąc o „Mocy”, nie możemy zapomnieć o słowach z Księgi Hioba, które przywołują na myśl właśnie modlitwę tego Sakramentu: „On ma potęgę i rozum (dosłownie za tekstem greckim: σοφία καὶ δύναμις/sofia kai dunamis, czyli mądrość i moc), rozsądek znać w Jego planach. […] U Niego zwycięstwo i siła (dosłownie za tekstem greckim: κράτος/kratos, czyli potęga-moc). W Starym Testamencie wszystko jest w rekach Boga i nic nie umyka Jego woli zbawienia.

2. W Nowym testamencie sens i znaczenie mocy Bożej wzbogacają się o element jeszcze bardziej interesujący, ponieważ moc Jezusa jest wyrażona w świetle Jego bycia Mesjaszem. Warto przywołać w tym miejscu „wartość”, którą posiada „Mesjasz”, ponieważ termin ten jest połączony ściśle z tematem Bierzmowania. Mesjanizm jest faktycznie aspektem dominującym, który od 4000 lat znajduje się w historii człowieka. Od 2000 lat natomiast historia pewnego ludu jest zorientowana, jak ukazuje to on sam na wiele sposobów, na oczekiwanie rzekłbym nawet spazmatyczne na Mesjasza, podczas gdy historia nowego ludu potwierdza, że w Jezusie z Nazaretu definitywnie zakończyło się oczekiwanie mesjanistyczne. Liturgia, a zatem i wiara, ogłasza Jezusa Mesjaszem. W Piśmie Świętym termin „Mesjasz” (aram. meshihā, ebr. māshīah, imiesłów czasownika masahah) oznacza „namaszczony”. Po grecku termin ten tłumaczony jest jako „christós”, przyjmując następnie łacińską formę „christus”. Nic bardziej zadziwiającego w historii języka: czasownik staje się nazwa własną!

3. Przede wszystkim musimy popatrzeć na teksty św. Łukasza, aby docenić oryginalność, która jest zawarta w znaczeniu tego terminu „Mesjasz”. Ewangelista poświęca dużo czasu temu tematowi, odnosząc się właśnie do mocy Jezusa jako tego, który „posiada pełnię Ducha Świętego”: „powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei” (Łk 4,14). Wszystko w życiu Jezusa jest podporządkowane „mocy” Ojca: Jego narodzenie z Dziewicy Maryi: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1,35); moc, dzięki której leczy i czyni cuda: „była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać” (Łk 5,17). Dla Łukasza „moc” jest tą właściwością, którą par excellence posiada Jezus. Potwierdza to scena z uczniami z Emaus: „To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24,19) oraz przemowa Piotra: „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą” (Dz 10,38).

4. Jeśli w taką moc właśnie jest „wyposażony” Chrystus, to również i Jego uczniowie, którzy stali się „apostołami” Ewangelii. Skoro apostołowie opowiadają dzieła, których On dokonał i przekazują słowa, które On wypowiedział, posiadają dzięki Jego naturze te same „właściwości”. To nie przypadek, że Jezus właśnie apostołom powierzył swoja „moc”, aby czynili to, co On sam czynił: „Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób” (Łk 9,1). Ale nie tylko – u św. Jana znajdujemy fragment, w którym Jezus przekazuje apostołom swoją moc przebaczenia grzechów oraz czynienia miłosierdzia (zob. J 20,23). Jednym słowem, Jezus obiecuje wyraźnie swoim uczniom, że będą również „przyobleczeni mocą z wysoka”, aby stali się wiernymi świadkami Jego Ewangelii (zob. Łk 24,49). Podobnie dzieje się u św. Pawła. Jego aktywność ewangelizacyjna realizuje się w cieniu mocy Ducha Świętego: „mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego. Oto od Jerozolimy i na całym obszarze aż po Illirię dopełniłem [obwieszczenia] Ewangelii Chrystusa (Rz 15,19). W końcu ta sama „moc” Ducha Świętego jest obecna we wspólnocie i buduje drogę komunii, którą każdy wierzący w Chrystusa jest wezwany do uczynienia swoją, w celu wyrażenie najlepiej jak to tylko możliwe życia łaską: „A Bóg, [dawca] nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15,13). Jest to ważny tekst, ponieważ pozwala nam pojąc w mocy daru Ducha, czym jest życie duchowe oraz życie wiary, które to każdy wierny jest wezwany do przemierzenia jako świadek „nadziei”. Nadzieja jest właśnie tym, co wyróżnia chrześcijanina, ponieważ czyni go wiernym w oczekiwaniu na spotkanie z Panem oraz jednocześnie oznacza bogactwo jego świadectwa jako pełne zaufania zawierzenie w Nim.

5. Te krótkie rozważania są bardzo ważne dla zrozumienia Bierzmowania. Kto przyjmuje Sakrament, ten jest „namaszczany”, aby otrzymać moc Ducha Świętego, dzięki której staje się świadkiem „w Kościele i w świecie” (por. Prefacja o Bierzmowaniu) nadziei Chrystusa Zmartwychwstałego. Jest wspierany namaszczeniem, aby stał się głosicielem Ewangelii i misjonarzem miłości Chrystusa. Dary Ducha, którym jest wypełniony, są konieczne, aby droga wiary mogła zawsze wzrastać oraz być wspierana w celu posiadania udziału w życiu wspólnoty, w którym bierzmowany bierze udział, budując ją jako widzialny znak jedności trynitarnej. Gdziekolwiek byśmy nie popatrzyli, to widzimy i doświadczamy wręcz namacalnie, że bierzmowany to jest wierzący włączony w życie Chrystusa i Jego Kościoła jako żywy znak ciągłej akcji Ducha Świętego, który w nim działa, przemieniając jego życie i czyniąc skutecznym jego świadectwo.

Droga do przebycia

Drugim aspektem, który wyraża Bierzmowanie, jest ściśle powiązany z jego konfiguracją z innymi Sakramentami: jest to bowiem sakrament inicjacji chrześcijańskiej. Nie możemy ukryć trudności duszpasterskich, które dziś są obecne na szerokich drogach wspólnoty chrześcijańskiej. Faktycznie, mówiąc o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej, mówimy o trzech sakramentach oddzielonych od siebie na przestrzeni lat. Jeśli z punktu widzenia teologicznego jasna jest sukcesja: Chrzest, Bierzmowanie i Eucharystia, to z duszpasterskiego punktu widzenia nastąpiła zmiana: Chrzest, Eucharystia, Bierzmowanie. Zmiana ta doprowadziła z czasem do weryfikacji wieku Bierzmowania. Samo w sobie nie jest to problemem, ale może się nim stać w przypadku treści Sakramentu. Tym, do czego często dochodzi, jest fakt determinowania przesz aspekty duszpasterskie treści Sakramentu, podczas gdy powinno się to odbywać na odwrót: to Sakrament determinuje życie wspólnoty! Stajemy często przed definiowaniem Sakramentu jako funkcji duszpasterskiej, podczas gdy powinno to być na odwrót: to duszpasterstwo powinno być rozumiane w kluczu Sakramentu.

Odnieść Bierzmowanie do tematu inicjacji chrześcijańskiej pozwala pojąć pewne aspekty, które często są zacienione w naszym duszpasterstwie.

1. Po pierwsze fakt, iż Sakrament Namaszczenia Krzyżmem ukierunkowuje na upodobnienie do Chrystusa. Chrzest ze swej natury włącza w Chrystusa, tak jak Eucharystia pozwala mieć udział bezpośredni w Ciele Chrystusa. Nacisk na wymiar pneumatologiczny Sakramentu Bierzmowania mógłby w sposób ryzykowny przysłonić scenariusz chrystologiczny tegoż Sakramentu. Nieprzypadkowo Wprowadzenie teologiczno-pastoralne do Obrzędów Sakramentu Bierzmowania zaświadcza: „Przez dar Ducha Świętego wierni zostają bardziej upodobnieni do Chrystusa i umocnieni, aby składali Mu świadectwo i budowali Jego Ciało w wierze i miłości” (nr 2). Pierwszy wymiar, który powinien być opisany, jest zatem taki, iż Sakrament ten, podobnie do pozostałych dwóch Sakramentów, włącza w sposób bardziej bezpośredni do „misterium paschalnego Chrystusa”, pozwalając na zrozumienie nowości egzystencji chrześcijańskiej. Oto, dlaczego staje się ważnym przypomnienie na początku naszego spotkania tego powiązania pomiędzy Sakramentem Bierzmowania a Mesjaszem. Duch, który zostaje podarowany w Sakramencie Bierzmowania, namaszcza wierzącego, aby upodobnić całe jego życie do życia Namaszczonego Pana. Sceną programową, którą św. Łukasz prezentuje z posługi Jezusa w synagodze w Nazarecie, jest wyznacznikiem misji każdego wierzącego, który przyjął namaszczenie. Pan komentuje w rozdziale 61 u proroka Izajasza: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim”. Po tym jak Jezus otrzymał chrzest w Jordanie, w synagodze zaświadcza, że On jest Namaszczonym Boga, ponieważ posiada pełnię Ducha oraz ma misję ewangelizowania. Kto zatem otrzymał namaszczenie Ducha, otrzymał również misję ewangelizowania.

2. Z tej perspektywy widać, iż koniecznie należy przyjąć konsekwencje, które wypływają z tego namaszczenia, a które to wyciskają dwojaki ślad w bierzmowanym: a) a mianowicie, jest on prowadzonym przez Ducha, b) aby głosić Ewangelię. To zorientowanie na Chrystusa staje się przyjęciem odpowiedzialności, aby dzielić z Nim tą samą misję głoszenia pięknej wiadomości. Bierzmowany jest w pełni nazwany „cristoforo” (z gr. niosącym Chrystusa). Co znaczy zatem i jak się wyjaśnia fakt, że Namaszczenie sprawia, iż wierzący staje się odpowiedzialny za swoje upodobnienie do Chrystusa?

3. W pierwszym rzędzie oznacza to sprawianie doświadczenia skuteczności łaski, która działa. U początku naszego życia wierzącego jest zawsze akcja Boga, która przemienia serce i sprawia, że człowiek przylega do Słowa, które usłyszał. Z pomocą przychodzi nam tu fragment o Lidii z Dziejów Apostolskich. Jak to zwykle u Łukasza bywa, używa on szczegółowego opisu niektórych momentów z podróży apostolskich Pawła. Tenże Paweł, po odłączeniu się od Barnaby, rozpoczął przeprawę przez różne regiony z zamiarem zobaczenia, „jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie” (Dz 15,36). Po przejściu przez Syrię i Cylicję, w Listrze spotkał Tymoteusza, jednego ze swoich najdroższych i najwierniejszych uczniów (por. 1 Kor 16,10; Fil 2,19; Tm 3,10), którego zostawi po sobie najprawdopodobniej w Kościele efeskim (1 Tm 1,3). Kontynuując podróż, Apostoł dochodzi do Frygii oraz Galacji, aby zejść następnie do Troady gdzie, w nocnej wizji, otrzymuje polecenie przejścia przez Macedonię. Posłuszny wizji, Paweł żegluje do Samotraki, aby wejść dzień później do Neapolu, a następnie do Filippi „głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią” (Dz 16,11-12). W kolejny, sobotni dzień, razem z Tymoteuszem, Apostoł rozpoczyna nauczanie do kobiet z miasta zebranych za bramą, nad rzeką, „gdzie było miejsce modlitwy” (Dz 16,13). Obecna na tym nauczaniu była również „kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę” (Dz 16,14), która to słuchając Apostoła Pawła, wierzy jego słowu, nawraca się i daje się ochrzcić wraz z całą rodziną (Dz 16,15). Opowieść o nawróceniu nie różni się zbytnio od innych tym podobnych relacji. Jest jednak jeden szczegół, który zwraca nasza uwagę i domaga się pewnego podkreślenia. Ewangelista mówi: „Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła” (Dz 16,14). Wiemy, że dla Pawła wiara polega przede wszystkim na przylgnięciu do nauczania Apostołów. Musimy w tym miejscu dodać jedną ważną informację: aby móc przylgnąć do Słowa i zaakceptować je w sobie, koniecznym jest, aby Pan otworzył nam serce i umysł, byśmy mogli zrozumieć, że to słowo jest Słowem Boga. Nie ma wątpliwości, iż to wyrażenie o otwartym sercu odnosi się działania Ducha w głębi człowieka, aby go doprowadzić do wiary. Tylko wtedy, gdy jesteśmy oświeceni przez Ducha, możliwe jest uwierzenie.

4. Wiara, jak to obserwujemy, pozostaje dla nas celem głównym każdego sakramentu. W przypadku Bierzmowania jednak możemy zaświadczyć o wybitnej akcji Ducha Świętego, który swoją obecnością wspiera drogę wierzącego. Przylgnięcie do Chrystusa wiąże się z wyznaniem wiary w Niego. To wyznanie jest aktem wolnym oraz świadomym, poprzez który powierzamy się Panu. Z pomocą przychodzi nam tutaj Apostoł Paweł. Dla niego bowiem wiara jest przyjęciem głoszenia misterium paschalnego Chrystusa. W tym sensie wyznanie wiary zawarte w Pierwszym Liście do Koryntian (15,3-5), a przede wszystkim słowa podkreślone przez Pawła: „tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (1 Kor 15,11), posiadają wartość pragmatyczną. W kilku słowach Apostoł ukazuje oryginalność wiary chrześcijańskiej, która odróżnia ją od innych. Potwierdza przede wszystkim, że wiara ta jest skoncentrowana na wydarzeniu paschalnym: to znane wydarzenie historyczne, które ma bezpośrednich świadków męki, śmierci oraz zmartwychwstania Pana. Wiara ta jest przekazywana poprzez głoszenie Kościoła, który czyni je widzialnym tak w swoim życiu liturgicznym, jak i w swoim dziele misyjnym. W końcu wiara ta jest doświadczeniem bezpośrednim, prawdziwym i realnym, bez którego apostoł nie zrozumiałby swojej misji oraz swojego życia: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15 14).

5. Już tych kilka wyżej wymienionych elementów pozwala nam na zweryfikowanie szczególnej zawartości naszego dzisiejszego spotkania w tym temacie:

a. Myślę, że byłoby pożyteczne, aby młodzi ludzie znali na pamięć te wersety, które stanowią pierwsze wyznanie wiary wspólnoty chrześcijańskiej. Wszystko jest wyrażone w tych czterech czasownikach, które stanowią istotę tajemnicy: umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał i ukazał się. Należy sprawić, by zrozumieli, że jest to fakt historyczny o podwójnym znaczeniu: I) przynależy do historii (to nie jest mit, to nie jest wymysł, to nie owoc fantazji; t prawdziwe wydarzenie, co do którego posiadamy dowody). II) W tymże samym czasie fakt ten przynależy do mojej historii osobistej: bo jeśli nie zmartwychwstał, to moje życie pozostaje w sprzeczności samo ze sobą.

b. Wydarzenie to jest przekazane przez wspólnotę chrześcijańską, Kościół, do której to wspólnoty przynależę również i ja, ponieważ stanąłem przed biskupem i powiedziałem mu moje imię. Kościół czyni zmartwychwstanie Chrystusa widzialnym poprzez swoje dzieła. O jakże decydującym jest dla tego, kto przynależy do Kościoła, aby odkrył, że głoszenie Ewangelii łączy się ze świadectwem dzieł miłosierdzia. W tym świetle powracają do nas słowa Papieża Franciszka: „Jesteśmy powołani, aby rozwijać kulturę miłosierdzia w oparciu o odkrycie spotkania z innymi: kulturę, w której nikt nie patrzy na innych obojętnie lub odwraca wzrok, gdy widzi cierpienie innych. Uczynki miłosierdzia są „rękodziełem”: żaden z nich nie jest taki sam jak inny; nasze ręce mogą je kształtować na tysiąc sposobów i chociaż inspiruje je jeden Bóg i jest jedna „materia”, z której są wykonane, czyli samo miłosierdzie, to każdy nabywa odrębną formę. Uczynki miłosierdzia dotyczą w istocie całego życia człowieka. Dlatego możemy stworzyć prawdziwą rewolucję kulturalną, rozpoczynając właśnie od prostoty czynów, które mogą ogarnąć ciało i ducha, czyli życie ludzi. Jest to zaangażowanie, które wspólnota chrześcijańska może uczynić własnym, będąc świadomą, że Słowo Pana zawsze wzywa ją do porzucenia obojętności i indywidualizmu, w których chcielibyśmy się zamknąć, by prowadzić życie wygodne i bezproblemowe” (Misericordia et misera, nr 20).

Myślę o pokoleniu młodych obecnych lat, których nie tylko musimy przygotować na wielkie wyzwania, ale którzy muszą zetrzeć się z trudnościami, których znaki już teraz obserwujemy. Często widzę w obliczach tych młodych ludzi, że nudzi ich codzienność; wydają się popchnięci pragnieniem dewastowania bardziej niż konstruowania; czują dreszcz na myśl o ucieczce od zaangażowania, aby następnie marzyć z otwartymi oczami o jakimś wyimaginowanym świecie, który nie istnieje; rzucają się w przepaść śmierci, jakby to była droga do wolności; ubóstwiają to, co zabronione, a co popycha ich do czynienia gestów nie mających kompletnie sensu… w sumie, mamy powierzyć w ręce właśnie takich młodych budowanie ich własnego życia, które wskazuje na rzeczy istotne i nadaje sens. Możemy tego dokonać na drodze miłosierdzia. Miłosierdzie jest istotą Ewangelii i prowokuje do zrozumienia nas samych jako włączonych w krąg miłości i przebaczenia, który angażuje w świadectwo solidarności i braterstwa.

6. Wszystko to oznacza, że w życiu wiary jesteśmy zawsze w drodze. To nie dojrzałość wiary albo dojrzałość ludzka znaczą tę drogę, pozwalając przyjąć Sakrament Bierzmowania. Jest dokładnie na odwrót. Ten, kto rozumie głęboką wartość wiary wie, że staje przed podróżą, która trwa całe życie. Teologia św. Pawła pozwala w tym kontekście na dodanie kilku elementów bardzo pożytecznych przy opisie tej podróży wiary. Apostoł potwierdza, że podróż ta jest w stanie zakwalifikować ludzkie życie jako rzeczywistość dynamiczną: rozpoczyna się ona od zaakceptowania chrztu, który usprawiedliwia i zmierza do coraz większego upodobnienia człowieka wierzącego do Chrystusa w Jego misterium zbawienia. Z tego powodu jest to właśnie zaangażowanie, które trwa całe życie i nie zna czegoś takiego jak przerwa czy jakakolwiek wymiana w trakcie. Należy biec aż do końca, aby osiągnąć nagrodę: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. […] Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię” (1 Kor 9,24.26)

Wierzyć „w Boga” zatem oznacza przede wszystkim wierzyć osobie. To powoduje pragnienie lepszego poznania tej osoby i wejścia z nią w relację miłości. Wyrażenie „wierzyć w Boga” ukazuje więc cel wiary: ciągły wzrost w zaufaniu i w powierzaniu Bogu wiedząc, że On sam się w nas zaangażował, ofiarując swojego Syna. Przypomina nam o tym piękny tekst św. Augustyna: Czym innym jest wierzyć Jemu, czym innym jest wierzyć Go, a czym innym jeszcze wierzyć w Niego. Wierzyc Jemu oznacza wierzyć, że prawdziwym jest wszystko to, co powiedział; wierzyć Go równoznaczne jest z uznaniem Go za Boga; wierzyć w Niego oznacza kochać Go (Kazanie 169,13). „Wierzyć w Jezusa” wyraża zatem wiarę w spotkanie osobiste. Nie stajemy tu przed żadna teorią ani mitem, czy też przed jakąś informacją dotyczącą kogoś żyjącego w innej epoce. Wierzyc w Niego oznacza spotkać Go osobiście, zostać podbitym Jego miłością, chcieć żyć w jedności z Nim. Błogosławiony J. H. Newman tak o tym pisał: „Chrześcijaństwo jest prawdą żyjącą, która się nigdy nie starzeje. Niektórzy mówią o nim jako o fakcie z historii, która w sposób niebezpośredni wpływa na życie dzisiejsze. Nie mogę pozwolić na to, aby chrześcijaństwo zostało zamknięte w historii. Oczywiście, ono ma swoje korzenie w chwalebnej przeszłości, jednak jego moc jest mocą obecną. To nie jest temat badan archeologicznych i aby go odkryć nie musimy odwoływać się do dokumentów na wpół umarłych albo nawet umarłych. Wręcz przeciwnie, odwołujemy się do naszej wiary, która jest żywa w swoich tematach zawsze żywych; odwołujemy się do daru, który jest zawsze możliwy do uzyskania i dania owocu. Nasza jedność z chrześcijaństwem jest w tym, co Niewidoczne, a nie w przeszłości bez aktualności” (Gramatyka Przeświadczenia, tłum. własne).

7. Wyznanie wiary jest zatem powierzeniem się tajemnicy bez obaw o bycie przez nią zatopionym. Tajemnica ta jest istotną częścią życia i z pewnością rozum jej nie zniszczy. Żyjemy tajemnicą i jesteśmy tajemnicą również my sami, a jednak nic tak nie fascynuje i nie niepokoi umysłu jak właśnie tajemnica, zanim nie dotrze ona do portu pewności. Nie możemy obawiać się rozmowy o tajemnicy z młodymi ludźmi. Przeciwnie, dobrze by było, abyśmy ich wychowali ku tajemnicy. Wiara bowiem kładzie tajemnice u początków swojej podróży, a nie na jej końcu, kiedy to człowiekowi wszystko wydaje się już nie do naprawienia, a żadne wyjaśnienie nie jest już wystarczające. Przyjmując w sobie tajemnicę Boga, który z miłości staje się człowiekiem, bierzmowany, przede wszystkim w kontekście naszej kultury naukowej, stara się ciągle postawić pytania z zamiarem pojęcia tego, w co wierzy. W swoim dziele Proslogion sw. Anzelm napisał wiele stron niesamowicie głębokich, starając się połączyć prymat wiary z pragnieniem coraz większego zrozumienia umysłem tego, w co się wierzy i co się kocha: „Naucz mnie, jak mam Cię szukać, i ukaż się poszukującemu! Bo nie mogę Cię szukać, jeśli mnie nie pouczysz, ani Cię znaleźć, jeżeli się nie ukażesz. Obym Cię szukał swym pragnieniem, obym Cię pragnął, szukając, obym Cię znalazł, miłując, a miłował, znajdując. […] Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał. Albowiem i w to wierzę, że jeżeli nie uwierzę, nie zrozumiem.”

8. Wszystko to staje się szczególnie prowokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę nową kulturę, z którą się spotykamy, jest mianowicie kultura cyfrowa. Nie zmęczę się nigdy powtarzaniem z cala mocą, że jeśli myślimy o tej kulturze jako tylko o „narzędziach” działania, to już straciliśmy możliwość zrozumienia tego fenomenu. „Narzędzia”, które używamy, są konsekwencją nadciągającej nowej kultury, która widoczna jest już na horyzoncie. Pomyślmy chociażby o internecie i o komórce, żeby przywołać tylko te dwa przykłady. Internet i komórka zmodyfikowały już nasz sposób zachowywania się, ponieważ zmieniły nasz język. Młodzi ludzie żyją tymi środkami tak, jakby przynależały do ich ciała, a w niektórych aspektach, jakby były przedłużeniem organizmu. Coraz mniej komunikujemy werbalnie, zastępując słowa wiadomością sms lub aplikacjami jak Whatsapp, które pozwalają komunikować obrazami. Ale nie tylko! Internet nas kontroluje i uprzedza nasze pytania, nie dając nam nawet czasu na napisanie całego słowa, którego szukamy. Fakt uprzedzania myśli doprowadza w sposób nieunikniony do pewnej formy umysłowego lenistwa, która po kawałeczku eliminuje sens krytyczny, niszcząc w rezultacie zdolność do stawiania pytań. Nic bardziej niebezpiecznego dla wiary, która, jak już to widzieliśmy, bez potrzeby stawiania pytań, traci swoją siłę. Ta nowa kultura stawia przed nami na nowo problem prawdy. Jak ją osiągnąć i jak ja wyrazić. Nie ucieknie się od tego wymiaru, ponieważ stanowi on istotę osobistej egzystencji oraz doświadczenia wiary. Włączyć młodych w nową kulturę, nie pozbawiając ich zmysłu krytycznego, jest entuzjastycznym wyzwaniem, które możemy podjąć i realizować z mądrością.

9. Kolejnym aspektem, który myślę, że powinniśmy omówić, jest udział w budowaniu wspólnoty chrześcijańskiej. Wiara ma Kościół za swój podmiot. To sprawia, że wymiar wspólnotowy będzie się wyrażał w całym życiu wspólnoty: w wyznawaniu wiary, liturgii, modlitwie, świadectwie nie dzieje się nic innego, jak właśnie ucieleśnienie tego wymiaru wspólnotowego. Wychowanie do wyznawania wiary jako „my wierzymy” jest zadaniem, które pozwoli na odkrycie bogactwa życia wspólnotowego ponad indywidualizm chwili obecnej. Już od początku chrześcijaństwa wierzący rozumiał swoje stawanie się chrześcijaninem jako wejście do wspólnoty odkupionych. Rozrzucona po całym świecie, będąca na różnych kontynentach, w różnych narodach i władająca rożnymi językami wspólnota Kościoła, zawsze wyznawała jedną wiarę w Zmartwychwstałego Pana, Syna Bożego i Zbawcę ludzkości. Konkretnym i ewidentnym znakiem tejże wiary był od zawsze chrzest: poprzez ten akt każdy potwierdzał własny wybór nawrócenia siebie samego na Ewangelię, którą Kościół głosił. To od tejże wiary, która rodzi się z przekonania, że Kościół jest Matką, która rodzi zawsze nowych synów i córki, ponieważ nigdy nie skończy się lud wybrany przez Boga, który będzie oddawał cześć nieustanną Jego imieniu. W tym kontekście są jeszcze bardziej aktualne słowa biskupa z Tagasty: „Czcijcie, kochajcie, sprawiajcie, żeby był poznany Kościół Święty, Matka wasza, jak Jeruzalem niebieskie, święte miasto Boga. Ono przynosi owoc i wzrasta w wierze na całym świecie, o której to usłyszeliście. To Kościół Boga żywego, kolumna i moc prawdy” (Kazanie 214)

Po 2000 lat naszej historii nic się nie zmieniło z tej perspektywy. Kościół kontynuuje głoszenie Słowa Bożego jako ostateczną odpowiedź na pytanie o sens każdej osoby i prosi, aby ci, którzy otrzymują namaszczenie Duchem Świętym, stali się w pełnym tego słowa znaczeniu synami Boga i chrześcijanami. To jest właśnie to, co pozwala każdemu nie czuć się już więcej gościem ani cudzoziemcem w jakiejkolwiek części świata by się nie znalazł. Istnieje zatem wspólnota chrześcijańska, w której to każdy ochrzczony jest u siebie w domu, ponieważ Kościół wyznaje swoja wiarę i celebruje Eucharystie jako kulminacyjny moment swojej egzystencji.

10. Ostatni aspekt, który chciałbym poruszyć, to wielki temat świadectwa. Bierzmowany, po tym wszystkim, co już powiedzieliśmy, jest wezwany do zaofiarowania swojego świadectwa wiary. Prorockie słowa Pawła VI zawarte w Adhortacji Evangelii nuntiandi są aktualne aż do naszych dni i mają siłę, aby nas prowokować: „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (nr 40-41). Konieczność dania świadectwa osobistego i wspólnotowego pochodzi z samej zawartości tego, co się chce wyznać. Chrześcijaństwo bowiem nie jest ideologią, ale życiem. Lepiej nawet: jest życiem człowieka, który uczynił swoją egzystencję tak bardzo przejrzystą, że stała się perfekcyjnie zgodna tak w myśleniu, jak i w działaniu. Jednym słowem: ponieważ świadectwo i świadek są miłością Ojca, który staje się widocznym, zatem świadectwo każdego z wierzących oraz Kościoła całego nie tylko jest należne w stosunku do tej miłości, ale również musi zanieść je do każdego człowieka, którego spotka na swojej drodze. Tak właśnie wykonuje się ostatni akt świadectwa: ten, kto je otrzymuje staje się z kolei świadkiem. Niemożliwym jest, aby świadectwo dane z miłością, które ma za swój obiekt Miłość, nie sprowokowało i „uwiodło” drugiego człowieka, który staje się „kochankiem” („Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” Jr 20,7). A ponieważ tylko miłość jest w pełni przekonująca, musimy podsumować twierdzeniem, że świadectwo tylko wtedy będzie naturalne i zgodne, jeśli zostanie dane z miłością i dzięki sile miłości dla prawdy.

Świadectwo jest zatem konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa. Będzie ono tym bardziej prowokujące, im bardziej uda nam się wyrazić je poprzez autentyczny język. To może zostać wyrażone, patrząc na nauczanie Pierwszego Listu św. Jana Apostoła, za pośrednictwem wierności: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami”; następnie nadchodzi rozeznanie oraz bezinteresowność: „aby radość wasza była pełna”; kończąc myśl wzięciem udziału: „abyście i wy mieli współuczestnictwo” (1 J 1,1-3; J 15,11). Świadectwo staje się tym sposobem wejściem w życie człowieka, prowokacją do wyjścia z siebie samego i do pójścia na spotkanie z drugim.

Wraz ze świadectwem życia, zawartość katechezy staje się językiem, który nie jest zarezerwowany dla wybranych, ale jest obiektem uniwersalnej komunikacji. Hermeneutyka świadectwa pozwoli zrozumieć to, jak każde pojedyncze świadectwo zaciąg dług w stosunku do tego pierwszego i fundamentalnego świadectwa, które sam Bóg dał światu. Jezus z Nazaretu, „wierny świadek” (Ap 3,14) jest syntezą, prototypem i paradygmatem każdego świadectwa chrześcijańskiego. Istnieje ciągła dynamika w Jego świadectwie, która w nim się rozpoczyna, aby osiągnąć następnie głęboką intymność i wypłynąć jako miłość trynitarna. Dynamika ta staje się regułą dla świadectwa wiernych oraz narzędziem, które wzywa do nawrócenia. Świadectwo tak rozumiane uzyskuje nowy sens sobie tylko właściwy: przechodzi mianowicie ze sfery zewnętrznej komunikacji międzyludzkiej do sfery intymnej i właściwej dla każdego z nas. Poprzez świadectwo każdy z nas dysponuje sobą samym w najbardziej wyrazistym akcie ekstremalnej wolności, do której ten tylko jest zdolny, kto daje siebie samego drugiemu w sferze intymnej, a nie poprzez jakieś formy zewnętrzne; daje całość swojej osoby wraz z tym, co ma najcenniejsze – własnym słowem jako gwarancją prawdy.

Matka Miłosierdzia

Między pierwszymi wyrażeniami, jakimi zwracaliśmy się do Maryi, słowa: Matko Miłosierdzia są z całą pewnością jednymi z najbardziej znanych oraz najcenniejszych dla skarbca modlitw ludu chrześcijańskiego. W modlitwie „Witaj Królowo” (łac. Salve Regina) temat miłosierdzia powraca wielokrotnie. Na początku mówimy: „Matko Miłosierdzia”, dodając natychmiast „słodyczy nasza”, która to jest charakterystyką osoby miłosiernej, ponieważ wskazuje na bliskość matki, która swoim spojrzeniem pozwala zrozumieć każdemu z nas, że jesteśmy kochani. Następnie powracamy do tego tematu mówiąc: „miłosierne oczy Twoje na nas zwróć” i mając pewność w sercu, że jej miłość jest z nami i towarzyszy nam aż do momentu przebaczenia naszych grzechów. Miłosierdzie jest sercem modlitwy „Witaj Królowo”, ponieważ jest sercem samej Ewangelii oraz Objawienia całego.

Skąd bierze swój początek ta modlitwa tak pełna miłości i pobożności?

18 lipca 1013 roku Gertruda, żona Wolfrada, hrabiego z Altshausen w Szwabii, urodziła syna. Mały chłopiec, był tak bardzo kaleki i zdeformowany, że rodzina szybko się go pozbyła, traktując go jako plamę na honorze domu. Chłopiec nie mógł stać na nogach i nie chodził. Skonstruowano mu specjalne krzesło, ponieważ z powodu kalectwa nie potrafił również siedzieć. Jego palce były tak słabe i pokrzywione, że nie był w stanie również pisać, a jego usta tak zdeformowane, że z ledwością wypowiadał słowa, które trudno było zrozumieć. Chłopiec miał na imię Herman, ale nazywano go Chromym bądź tez Kulawym. Herman został wysłany do klasztoru, żeby zaopiekowali się nim zakonnicy. W klasztorze Reichenau, w pobliżu jeziora niedaleko Konstancji, został serdecznie przyjęty przez zakonników. Może wydawać się paradoksem, ale chłopiec, nie wiadomo jak, nauczył się matematyki, języka greckiego, łacińskiego, arabskiego, astronomii oraz muzyki. O ile bardzo zdeformowane było jego ciało, o tyle bardzo inteligentny i głęboki umysł posiadał. Miał świetną pamięć oraz genialne myśli. Nigdy się nie poddawał i nigdy nie był bezczynny. Wydawałoby się, że powinien czuć się nieszczęśliwy, a jednak to on właśnie dawał osobom przebywającym wokół niego szczęście i pokój. W jego biografii, która dotrwała do naszych czasów, znajdują się pochwały: przyjacielski, otwarty na rozmowy, zawsze uśmiechnięty, radosny, tolerancyjny, o szlachetnej duszy. Z powodu zapalenia opłucnej, po dniach naznaczonych bólem, Herman zmarł 24 września 1054 roku, otoczony zakonnikami oraz wieloma przyjaciółmi, po przyjęciu Ciała Chrystusa.

W swoim życiu Herman doświadczył bólu i odsunięcia na margines ze względu na swoje ogromne kalectwo. Nikt najprawdopodobniej nie dałby mu większych szans w życiu, a z całym prawdopodobieństwem, w innych czasach i innych kulturach, zostałby zabity po urodzeniu lub rzucony ze Skały Tarpejskiej motywując jego śmierć tym, że życie takiego kaleki byłoby zapewne nieszczęśliwe. Jeśli tak by się stało, to dziś nie modlilibyśmy się słowami „Witaj Królowo – Salve Regina”. Właśnie temu niepełnosprawnemu człowiekowi, porzuconemu przez rodzinę, ale przyjętemu przez miłość chrześcijańską, jesteśmy winni modlitwę maryjną, którą od wieków Kościół zachowuje jako modlitwę miłosierdzia. Herman doświadczył na sobie potęgi miłosierdzia i stał się poetą oraz głosicielem Matki Miłosierdzia. Ale nie tylko. To właśnie Hermanowi zawdzięczamy również hymn Alma Redemptoris Mater (Matko Odkupiciela z niewiast najsławniejsza). Modlitwa ta, być może mniej znana, ale zawsze obecna jako hymn do Maryi Dziewicy, który jest śpiewany od wieków. Herman doświadczył w swoim ciele cierpienia, a jednak wzywał Matkę Odkupiciela jako „przechodnią bramę do raju wiecznego”, Gwiazdę Morską”, jako podnoszącą „lud upadający, w grzechach swych uwikłany, powstać z nich pragnący”. Słowa pełne nadziei, które właśnie ze słabości ciała Hermana czerpią swą siłę i radość przemienienia, która dokona się w dniu ostatecznym.

W różnych sytuacjach naszego życia miejmy nasz wzrok utkwiony w miłosiernych oczach Maryi Dziewicy. Nikt tak jak Ona nie może zrozumieć, co kryje się w głębi naszych serc, ponieważ to Ona jest Matka Zbawiciela. Trzymała w swoich ramionach Syna Bożego wiedząc, jaki będzie owoc bólu, śmierci i zmartwychwstania. Od niej pochodzi nadzieja, która nie zawodzi, od niej wypływa siła miłości, która wszystko pojmuje, wszystko okrywa, wszystko znosi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Sprawa” tragicznie zmarłego ks. Palimąki

2012-11-23 13:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 48/2012, str. 4-5

Ks. Stanisław Palimąka - pierwszy proboszcz Klimontowa, twórca tamtejszej parafii i budowniczy kościoła, należy do grona tych kapłanów, którzy ponieśli śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Tragiczne zdarzenie miało miejsce stosunkowo niedawno - w 1985 r., sprawę badały poważne gremia, m.in. tzw. Komisja Rokity i delegatura krakowska IPN. Postępowanie badawcze nie wniosło zbyt wiele. Faktem jest natomiast, że ks. Palimąka, przejechany ze skutkiem śmiertelnym przez własny samochód, staczający się po pochyłości do garażu, był kaznodzieją i katechetą, który nigdy się komunistom nie kłaniał, a jego kazania i wystąpienia publiczne zaowocowały specjalną teczką w aktach SB

Archiwum
Ks. Stanisław Palimąka

Był 27 lutego 1985 r. Rankiem, tuż po śniadaniu proboszcz ks. Stanisław Palimąka wsiadł w swojego niebieskiego Fiata 125, aby odwieźć katechetę (alumna Stanisława Olesińskiego) do pracy. Prowadząca mu gospodarstwo siostra - Otylia Kaczmarek, nie mogąc doczekać się powrotu brata, wyszła ok. 12.30 przed dom. Ksiądz leżał przy drzwiach garażowych, na których zatrzymał się samochód. Był martwy.

Tragiczne zdarzenie

Jak pisze ks. Daniel Wojciechowski w „Księża niezłomni. Diecezja kielecka” („Print”, Włoszczowa-Kurzelów 2011) „Według oficjalnej wersji auto staczając się do garażu z podjazdu o długości 12 m i o nachyleniu 12 stopni, najechało na ks. Palimąkę, powodując jego śmierć. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie musiał się bardzo spieszyć z ustaleniem przyczyny zgonu kapłana, skoro już 30 marca 1985 r. umorzył dochodzenie, nie stwierdzając przestępstwa. Sekcja zwłok wykazała złamanie podstawy czaszki, stłuczenie mózgu, krwiak podpajęczynkowy, rany tłuczone twarzy po stronie prawej i złamanie prawego uda”.

Z Kroniki parafii Klimontów: „Ciało księdza spoczywało wbite w nowe, masywne drzwi garażowe Został przygnieciony przez półtoratonowego fiata. Zszokowana tym widokiem [siostra - przyp. red] najprawdopodobniej wykonała telefony na milicję, do Kurii w Kielcach i do brata Mieczysława do Kielc. Na miejscu tragedii szybko zjawił się tłum ludzi. Plac przed plebanią zapełnili nie tylko zrozpaczeni parafianie, ale także milicja, pogotowie, brat księdza i biskup kielecki. Śledztwo przejęła komenda krakowska. Oględziny wykonywali eksperci z Krakowa i Warszawy”. Sekcja została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Krakowie.

Pogrzeb ks. Stanisława Palimąki odbył się 2 marca 1985 r. w Klimontowie. Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Stanisław Szymecki, który wygłosił homilię, kończąc ją słowami św. Pawła Apostoła: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się. Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości” (1Kor 16, 13-14). Uczestniczyło około 290 kapłanów i tłumy wiernych nie tylko z parafii, ale i z okolicznych miejscowości.

Co na to śledztwo i Komisja?

Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do badania działań MSW, którą kierował poseł Jan Maria Rokita (zwana Komisją Rokity), dopatrzyła się wielu wątpliwości w orzeczeniach Urzędu ds. Wyznań. W raporcie napisano m.in.: „Postępowanie zostało ukierunkowane na niestwierdzenie przestępstwa już w momencie dokonywania pierwszych czynności procesowych. Dopuszczono do utraty (na skutek niezabezpieczenia) wielu istotnych dowodów (m.in. nie dokonano badań, czy na monecie blokującej dźwignię hamulca ręcznego znajdują się odciski palców). Nie przesłuchano wszystkich świadków, wykonane przez biegłych ekspertyzy są obarczone uchybieniami, nie odpowiadają na podstawowe pytania. Wreszcie nie przeprowadzono eksperymentu, który miałby określić wielkość siły uderzenia staczającego się samochodu na przeszkodę umieszczoną bezpośrednio pod drzwiami garażu”. Jaki z tego wniosek?

Ks. Daniel Wojciechowski badający tę sprawę uważa, że przyczyna „wypadku” mogła być złożona: patriotyczne, niewygodne dla aparatu władzy homilie ks. Palimąki i wiedza, jaką nabył podczas budowy kościoła i tzw. załatwiania materiałów budowlanych. Działało to, zdaniem księdza, jak katalizator. - To, że Proboszcz Klimontowa wiedział zbyt wiele, potwierdził słuchacz Radia Maryja, który zadzwonił do mnie, gdy byłem gościem „Rozmów niedokończonych”. Dzwonił z Krakowa, ze szpitala, nie chciał jednak podać danych personalnych - opowiada ks. Wojciechowski. Jako krewny zmarłego był na miejscu wypadku i dotąd ma przed oczami tamten tragiczny widok.

Na wniosek Komisji Rokity w 1991 r. sporządzono dodatkowo raport o działalności „grupy D” (do specjalnych działań dezintegracyjnych w walce z Kościołem), utajniony jednak przez MSW… Z kolei prokurator Aleksander Herzog z Prokuratury Generalnej uznał, że śledztwo było prowadzone nieprawidłowo. W „Gazecie Wyborczej” (nr 237/11 października 1990) ukazał się tekst pt. „MSW się spieszyło”, w którym tenże prokurator opiniuje: „Zbyt wcześnie, często przed wpłynięciem opinii biegłych, umarzano sprawy, nie brano pod uwagę wszystkich możliwych wersji popełnienia przestępstwa”. Obok ks. Palimąki wymienia sprawy: Piotra Bartoszcze, Grzegorza Przemyka, ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stanisława Zycha.

Z Kroniki parafii Klimontów: „W 2008 r. na polecenie IPN krakowska policja ds. kryminalnych przez dwa dni podejmowała czynności dotyczące miejsca i przebiegu tragicznej śmierci ks. Palimąki w Klimontowie. Istotnych zmian w tej sprawie do dzisiaj nie stwierdzono. Od czasu do czasu ukazują się jakieś artykuły w prasie małopolskiej dotyczące tej śmierci, które powielają uprzednie wersje i opinie, a jest ich tyle, ilu ludzi, a każdy uważa siebie za eksperta. Wydaje się, że tajemnicę okoliczności śmieci zabrał ks. Stanisław ze sobą. Być może, że nadejdzie taki czas, kiedy poznamy prawdę o tej śmierci”. Tak więc sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona.

Zanim został księdzem

Kim był tragicznie zmarły ks. Palimąka i w jaki sposób sprawował kapłańską posługę? Czy styl jego pracy mógł spowodować zabójstwo, jeśli wykluczy się tezę wypadku? Choć „sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona”, warto przyjrzeć się nie tylko okolicznościom „sprawy”, ale również tak tragicznie przerwanemu życiu ks. Stanisława Palimąki.

Urodził się 1 grudnia 1933 r. w Rębiechowie, należącym do parafii Węgleszyn, w rolniczej rodzinie. Gdyby żył, wkrótce świętowałby 79. urodziny. Rodzice - Piotr i Marianna z Dąbrowskich byli autentycznymi świadkami żywej wiary i w tym duchu wychowywali dzieci. Zawsze, pomimo odległości od kościoła, musiała być coniedzielna Msza św., a rano i wieczorem wspólny pacierz. Niewielu pozostało świadków tamtych lat; w Rębiechowie wciąż mieszka siostra śp. ks. Palimąki, w Kielcach żyje brat. - Pamiętamy o nim w wypominkach, w rocznicę tragicznej śmierci jest zawsze zamawiana Msza św. - mówi proboszcz z Węgleszyna, ks. Andrzej Żuber.

Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Jędrzejowie (1954 r.) Stanisław Palimąka zdecydował się wstąpić na drogę kapłaństwa, rozpoczynając naukę i formację w WSD w Kielcach. Czas był szczególny - aresztowanie i proces bp. Czesława Kaczmarka musiały zapisać się w pamięci kleryka i odcisnąć ślad na kształcie późniejszej kapłańskiej posługi. Równie mocno utrwaliły się rozmowy w grupie szkolnych kolegów i nauczyciela historii z liceum w Jędrzejowie, gdzie potajemnie poznawano prawdę o Katyniu i innych zdarzeniach, o których milczała wówczas historia. Kleryk Palimąka zainteresowania historią Polski wyniósł także z domu rodzinnego. To był jeden aspekt jego dojrzewania, doroślenia. Poza tym koledzy kursowi z Seminarium zapamiętali go jako radosnego, pełnego optymizmu człowieka. Święcenia kapłańskie ks. Palimąka otrzymał z rąk bp. Czesława Kaczmarka 11 czerwca 1960 r. - Zawsze cechował go niesamowity humor. Był pełen energii, prędki - mówił, co myślał. Tę energię przekładał na duszpasterstwo - wspomina ks. Wojciechowski.

Odważne kazania w parafiach diecezji

Najpierw był wikariat w Łopusznie - trzy lata w rozległej terytorialnie parafii, z katechizacją dzieci w punktach dojazdowych, z głoszeniem odważnych kazań, co skutkowało nachodzeniem księdza przez ludzi w mundurach lub w cywilu i zadawaniem pytań, głównie o stosunek do PRL i jej władz. Potem był (krótko) Słaboszów k. Miechowa.

W Archiwum Diecezjalnym w Kielcach zachował się list do bp. Jana Jaroszewicza, dotyczący tamtego okresu, napisany przez 48-letniego rolnika ze Słaboszowa, który pisze m.in.: „Bardzo a bardzo pragnę podziękować za tak dobrego kaznodzieję, jakim jest ks. Palimąka, wikary parafii Słaboszów (…). Słyszę często, co ludzie mówią o jego kazaniach i co na nich działa i na mnie samego (…). Ksiądz wikary chce naprawdę dużo pracować i dużo może zrobić” (Akta personalne XP -56). W liście była także mowa o obowiązkowości księdza w doprowadzaniu dzieci na religię, szczególnie tych, które unikały katechezy.

W grudniu 1963 r. ks. Palimąka zainstalował się w Pierzchnicy. W związku z wygłoszonym przezeń kazaniem (z 11 kwietnia 1966 r.) Wojewódzki Urząd ds. Wyznań skierował do Kurii w Kielcach pismo o wszczęciu postępowania w sprawie działalności ks. Palimąki „szkodliwej dla państwa ludowego”. Wytoczony zarzut dotyczył „publicznego piętnowania historyków polskich za rzekome zniekształcanie prawdy historycznej narodu i Ojczyzny”. Ks. Palimąka nie zaprzeczał; ponadto nie chciał dopuścić świeckich władz oświatowych do wizytacji katechezy w punktach katechetycznych. SB przyglądała się coraz uważniej młodemu wikariuszowi...

W 1966 r. ks. Palimąka został mianowany wikariuszem w Białogonie k. Kielc. Po trzech latach przeniesiono go do Kazimierzy Wielkiej. Od 1972 r. jest już w Proszowicach, gdzie daje się poznać jako aktywny, zaradny i przedsiębiorczy kapłan.

Na probostwie w Klimontowie

Bp Jan Jaroszewicz w porozumieniu z ks. kan. Janem Kurczabem - proboszczem w Proszowicach zlecił ks. Stanisławowi Palimące organizację parafii i budowę kościoła w Klimontowie. - Do tego dzieła przystąpił z wiarą i entuzjazmem, mając nadzieję, że z pomocą Bożą i ludzi wykona zadanie - uważa ks. Daniel Wojciechowski. Zakupiono plac pod budowę, a 3 lipca 1977 r. została odprawiona pierwsza Msza św. na placu budowy kościoła. Sama budowa świątyni ruszyła wiosną 1978 r., a jesienią bp Jaroszewicz dokonał wmurowania kamienia węgielnego. Tempo pracy było szybkie, ksiądz dwoił się i troił, nie żałował zdrowia, które zaczynało szwankować, tym bardziej że budowa w tamtych czasach to było wyzwanie wymykające się normom, połączone z karkołomnymi zabiegami i tzw. „załatwieniami” wszystkiego, od pozwoleń po materiały.

Proboszcz był lubiany przez swoich parafian w Klimontowie i cieszył się ich szacunkiem. „Przyjaźnie nastawiony do każdego człowieka, wzbudzał zaufanie i łatwo nawiązywał kontakty. Był lubiany przez młodzież i dzieci. Te cechy jego charakteru pomagały mu przy budowie kościoła oraz tworzenia wspólnoty parafialnej. Parafianie podziwiali jego zaangażowanie w budowę i chętnie mu pomagali. Trud budowy kościoła i plebanii bez wytchnienia i wypoczynku przypłacił zawałem serca” - pisze w swej książce ks. Daniel Wojciechowski. Proboszcz dbał też o Kościół duchowy. Katechizacja, przepowiadanie Ewangelii - pozostawały na dobrym, ambitnym, zaangażowanym poziomie.

Od 1978 r. ks. Palimąka został samodzielnym duszpasterzem w Klimontowie. Równolegle z budową kościoła stawiano plebanię. Parafię pw. NMP Królowej Polski erygował bp Stanisław Szymecki 4 stycznia 1983 r. W tym samym roku bp Mieczysław Jaworski poświęcił cmentarz grzebalny. Od maja 1984 r. Proboszcz mieszkał już u siebie, na plebanii.

Życie parafialne potoczyło się wartkim, stabilnym nurtem, umacniały się więzi wspólnoty, parafia powoli krzepła. Proces w miarę spokojnego budowania wspólnoty przerwała nagła, tragiczna śmierć Księdza Proboszcza, 27 lutego 1985.

Ks. Palimąka został pochowany na cmentarzu, ale wkrótce ciało jego złożono w nowym grobie obok kościoła. Napis na nagrobku brzmi: „Oto miejsce mego odpoczynku na wieki” (Ps 131, 14). Bp Jan Gurda w 1990 r. poświęcił w kościele tablicę upamiętniającą postać tragicznie zmarłego kapłana. W czerwcu 2004 r. uporządkowano grób ks. Stanisława Palimąki wykonując nowe podesty granitowe i odkrywając mogiłę z zarośli. Teraz widnieje obok nowo wybudowanej kaplicy przedpogrzebowej. - Pamiętamy o kolejnych rocznicach śmierci, zamawiane są Msze św. 8 maja w dniu jego imienin czy we Wszystkich Świętych. Pozostaje nam obowiązek pamięci o nim - wyjaśnia proboszcz Klimontowa ks. Jan Kukowski. Postać tragicznie zmarłego Proboszcza przypominano m.in. w numerach pisma parafialnego „Klimontowska wspólnota”.

Dziękuję ks. Janowi Kukowskiemu za pomoc w zebraniu materiału do artykułu i udostępnienie zdjęcia.

W następnym numerze sylwetka Jadwigi Stano, wdowy konsekrowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Senat RP: rok 2020 będzie Rokiem o. Józefa Marii Bocheńskiego

2019-10-21 17:04

lk / Warszawa (KAI)

Senat RP przyjął uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2020 Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego. W dniu 8 lutego przyszłego roku przypadnie 25. rocznica śmierci wybitnego dominikanina-filozofa.

Archiwum autora

W uchwale senatorowie podkreślili, że o. Józef Maria Bocheński OP zajmuje wyjątkowe miejsce wśród polskich uczonych, reprezentując najważniejszą polską szkołę filozoficzną, zwaną lwowsko-warszawską.

O. Bocheński urodził się 30 sierpnia 1902 r. w Czuszowie, a zmarł 8 lutego 1995 r. w szwajcarskim Fryburgu. Studiował prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, ekonomię na Uniwersytecie w Poznaniu, filozofię we Fryburgu, teologię w Rzymie.

W 1926 wstąpił do seminarium, a potem do Zakonu Kaznodziejskiego św. Dominika. W latach 1934–1940 był profesorem logiki w Angelicum w Rzymie. Habilitował się z logiki w 1938 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1945 r. był profesorem na Uniwersytecie we Fryburgu, na którym w latach 1964–1966 pełnił urząd rektora.

Walczył podczas wojen w 1920 i 1939 roku. W stopniu podpułkownika służył jako kapelan w II Korpusie gen. Władysława Andersa („De virtute militari. Zarys etyki wojskowej”, Kraków 1993). Brał udział w bitwie o Monte Cassino.

Po wojnie o. Bocheński pozostał na emigracji. Jest znany w świecie jako zwolennik filozofii analitycznej. Podejmował próby modernizacji tomizmu za pomocą logiki formalnej („Logika religii”, Warszawa 1990, „Istota i istnienie Boga”, 1993). Jego prace zostały opublikowane w ponadmilionowym nakładzie w wielu krajach, co jest bardzo rzadkie w przypadku filozofów.

Osobną częścią dorobku o. Bocheńskiego są naukowe analizy marksizmu-leninizmu („Lewica, religia, sowietologia”, Warszawa 1996). Na Zachodzie był uważany za głównego znawcę filozoficznych problemów marksizmu. Był także założycielem Instytutu Europy Wschodniej oraz wydawcą ponad 50 tomów monografii w serii „Sovietica” oraz 35 roczników kwartalnika „Studies in Soviet Thought”.

Bibliografia prac dominikanina obejmuje ponad 100 publikacji książkowych, z których ponad 20 przetłumaczono na język polski.

"Całe życie bronił prawd wiary, praw logiki oraz wspierał Polaków walczących o wolność" - podkreślono w przyjętej uchwale.

Senat RP ustanowił zatem rok 2020 Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego, aby w 25. rocznicę śmierci "oddać hołd temu wybitnemu naukowcowi, kapłanowi i patriocie".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem