Reklama

Benedykt XVI

Watykan: greckokatoliccy biskupi Ukrainy u Benedykta XVI

Arcybiskup Większy Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, Światosław Szewczuk wraz z arcybiskupami-metropolitami zostali dziś po południu przyjęci przez papieża-seniora Benedykta XVI – informuje na Twitterze watykanistka - Ines San Martin. W Rzymie obraduje Synod Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

wizyta

grekokatolicy

www.milosierdzie.pl

2019-09-10 21:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dzień, który zamknął kartę w historii Kościoła.

[ TEMATY ]

papież

Benedykt XVI

Castel Gandolfo

Grzegorz Gałązka

28 lutego był ostatnim dniem pontyfikatu Benedykta XVI.

Dokładnie siedem lat temu, 28 lutego 2013 r., Benedykt XVI przestał być biskupem Rzymu.
Tamtego historycznego dnia przebywał już z dala od Watykanu, w Pałacu w Castel Gandolfo.

Przed godziną 20,00 pojawił się po raz ostatni na balkonie Pałacu Apostolskiego, by pozdrowić wiernych, którzy licznie zgromadzili się na placu miasteczka.

Oto ostatnie słowa wypowiedziane przez Benedykta XVI jako urzędującego Papieża: "Wiecie, że mój dzisiejszy dzień jest inny niż poprzednie. Nie jestem już, to znaczy nie będę już od godziny dwudziestej Papieżem, najwyższym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego. Jestem tylko pielgrzymem, który rozpoczyna ostatni etap swej ziemskiej wędrówki. Chciałbym jednak z całego serca, z całej duszy, moją miłością i modlitwą, moją refleksją i wszelkimi siłami wewnętrznymi służyć dobru wspólnemu, dobru Kościoła i ludzkości".

CZYTAJ DALEJ

Włochy: Czternastu zakonników-misjonarzy zmarło w klasztorze w Parmie

Czternastu zakonników ksawerianów zmarło ostatnio w klasztorze w Parmie, na północy Włoch, gdzie szerzy się koronawirus. Przypuszcza, że to nim zostali zakażeni misjonarze, którzy wcześniej przebywali na różnych kontynentach i byli narażeni na różne choroby.

W Parmie znajduje się dom Zgromadzenia Braci Świętego Franciszka Ksawerego, w którym mieszka kilkudziesięciu zakonników, przede wszystkim seniorzy po powrocie z misji w Afryce, Azji i Ameryce Południowej.

Media zauważają, że zakonnicy ci ze względu na miejsca swej posługi mieli zawsze podwyższoną odporność. Ostatnio w ciągu niespełna dwóch tygodni zanotowano tam wśród nich serię zgonów.

"Śmiertelność jest nadzwyczaj wysoka. Nie możemy potwierdzić, że to z powodu koronawirusa, bo nie wykonano testów z wyjątkiem jednego współbrata; wyniku jeszcze nie znamy"
- powiedział cytowany przez prasę przełożony ksawerianów we Włoszech Rosario Giannattasio. Jak zaznaczył, o sytuacji zawiadomiono miejscowe władze sanitarne.

Pomieszczenia w budynku zostały zdezynfekowane, a zakonnicy mają kwarantannę.

"Nasza diecezja płaci bardzo wysoką cenę pod względem liczby ofiar" - powiedział biskup Parmy Enrico Solmi. W mieście i okolicach zmarło ostatnio pięciu proboszczów.

CZYTAJ DALEJ

Zakaz procesji z Najświętszym Sakramentem

2020-03-30 13:14

pixabay/A.Bugała

- Agnieszka Bugała: - Odkąd trwa pandemia koronawirusa każdego niemal dnia słyszymy o nietypowych procesjach kapłanów z Najświętszym Sakramentem – na Słowacji odbył się nawet specjalny lot z relikwiami Krwi Chrystusa, a u nas lot nad miastem z Najświętszym Sakramentem. Jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła w tej sprawie?

- Ks. Rafał Kowalski: - Człowiek potrzebuje znaków, by wyrażać coś czego nie da się uchwycić zmysłami. Z takich znaków składa się liturgia, ale też z takich znaków składa się nasze życie codzienne. Takim znakiem np. jest obrączka, którą noszą mąż i żona. Dla nich to nie jest zwyczajny kawałek metalu. Ona coś wyraża i jest warta o wiele więcej niż kruszec, z którego się składa. Zwracam na to uwagę dlatego, że patrząc na ten sam znak różni ludzie będą dostrzegać coś innego.

Procesje eucharystyczne są takim znakiem. Dla katolików uczestnictwo w procesji w uroczystość Bożego Ciała jest świadectwem wiary w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, jest publicznym przyznaniem się do Chrystusa, ale także zaproszeniem Boga do tego, aby wchodził w nasze życie codziennie, swoistego rodzaju otwieraniem Bogu drzwi do naszej codzienności. Proszę jednak zauważyć jak mocno kładziemy nacisk w katechezie czy w homiliach na to, by ludzie mieli świadomość w czym uczestniczą. Każdy znak bowiem może zostać „spłaszczony” do wymiaru czysto zewnętrznego. Procesje Bożego Ciała można sprowadzić do sypania kwiatków i wówczas przestaje ona być znakiem. Zewnętrzne wykonywanie pewnych czynności, bez świadomości dlaczego to robię oraz bez mojego wewnętrznego przeżycia jest, niestety, zabobonem.

- W dekrecie abp Kupnego z dnia 27 marca dotyczącym posługi duszpasterskiej w czasie epidemii czytamy, że „nie wolno urządzać żadnych procesji z Najświętszym Sakramentem, relikwiami, świętymi obrazami i figurami – także wtedy, kiedy bierze w nich udział tylko sam kapłan". Czy procesje są zarezerwowane tylko do wyznaczonych w kalendarzu dni, np. uroczystości Bożego Ciała?

- Oczywiście, procesje nie są zarezerwowane jedynie do uroczystości Bożego Ciała. Możemy powiedzieć o dużej ilości procesji, jakie mogą być przygotowane i przeżywane w naszych wspólnotach. Na zakończenie Wigilii Paschalnej przewidziana jest procesja rezurekcyjna. Są parafie, gdzie w dzień uroczystości odpustowych organizuje się procesje. Są takie miejsca w Polsce, gdzie odbywają się modlitwy o urodzaje połączone z procesją na pola, na których rolnicy pracują. W uroczystość Wszystkich Świętych odbywają się procesje na cmentarzach. Żebyśmy jednak mogli mówić o znaku, czy o przeżyciu religijnym potrzebnych jest kilka elementów: moje wewnętrzne nastawienie, świadomość tego, co przeżywam, intencja z jaką to robię i wyrażenie tego w formie zewnętrznej. Jeśli skupimy się jedynie na formie zewnętrznej istnieje uzasadniona obawa, że znak zostanie potraktowany jak magia, a Najświętszy Sakrament czy relikwie, albo obrazy świętych, jak amulet, których nie zaszkodzi użyć, bo dzięki nim zapewnimy sobie obłaskawienie Pana Boga. Na tym polega myślenie magiczne, które z wiarą ma niewiele wspólnego, że ja poprzez swoje działanie mogę wpływać na aktywność sił wyższych. Ja, poprzez zaklęcia czy gesty, panuję nad bóstwem i mogę mu wyznaczać kierunki interwencji. Wiara zaś oddaje wszystko w ręce Boga. Wiara sprawia, że ufam Jemu i proszę, aby Jego wola spełniła się w moim życiu.

- Ale zalecenie dotyczy również samotnych procesji kapłanów ze względu na stan epidemii, bez udziału wiernych. Trudno uznać, że kapłani traktują monstrancję z Najświętszym Sakramentem jak amulet…

- Nie oceniam ani wiary, ani intencji duchownych podejmujących tego typu inicjatywy. Nie mam wglądu w ich sumienie. Oni sami i Pan Bóg wiedzą najlepiej dlaczego to robią. Tego typu akcje duszpasterskie powinny jednak zostać poprzedzone solidną katechezą, tak, by wierni mieli świadomość, dlaczego księża inicjują tego rodzaju działania. Obserwujemy natomiast przerost zewnętrznych wyrazów bez pogłębienia wewnętrznego. To widać np. w tytułach prasowych, w których mogliśmy przeczytać, że „ksiądz walczył z wirusem, latając samolotem z Najświętszym Sakramentem”, albo „przeganiał wirusa chodząc z monstrancją po wiosce”. To znaczy, że znaki te zostały odebrane jako działanie magiczne, zresztą z kiepskim skutkiem, bo wirus dalej działa i sytuacja zamiast się poprawić, jest gorsza. Widać jak potrzebna jest solidna katecheza, jednak dziś niestety trudno się na niej skupić. I zamiast pogłębiać wiarę ludzi i ich ufność w Bożą obecność oraz Bożą dobroć, umacniamy ich w myśleniu magicznym. Jakkolwiek rozumiem duchownych, którym wiara podpowiada tego rodzaju inicjatywy, to jednak rozumiem tych, którzy z obawy, żeby ich działanie nie zostało odebrane jako atrakcyjny event o charakterze religijnopodobnym, organizują adorację Najświętszego Sakramentu w ciszy, w kościołach, otwierają je na cały dzień, by wierni, kiedy tego potrzebują, mogli przyjść na osobistą modlitwę. Pomijam już fakt, iż procesje eucharystyczne organizowane w uroczystość Bożego Ciała mają piękną oprawę, nie idziemy z czymś, ale z Kimś, Kogo uważamy za Boga, Stwórcę i Pana. Kiedy oglądałem niektóre filmy z tych „epidemicznych procesji” miałem wrażenie, że sami duchowni nie bardzo pamiętali z Kim wyszli na ulice. Nieśli Najświętszy Sakrament bez welonów, w nakryciu głowy. To mi się kłóci z wiarą w rzeczywistą obecność Pana Jezusa.

- Ale czy nagłówki z Gazety Wyborczej komentujące inicjatywy duszpasterzy, często trudne, zwłaszcza teraz, gdy nowe ograniczenia praktycznie uniemożliwiają czynny udział wiernych w liturgii, powinniśmy traktować jako papierek lakmusowy co do braku rozumienia ludzi wierzących czym jest Eucharystia?

- Nie dzielę ludzi na czytających „Gazetę Wyborczą” i „Niedzielę”, oglądających TVN i TVP czy słuchających Radia Zet i Radia Rodzina. Źle by było, gdybyśmy kiedykolwiek zastosowali takie kryteria w podejściu do człowieka. Pan Bóg nas, duchownych, nie będzie pytał, czy przyprowadziliśmy do niego czytelników takiego czy innego medium, tylko czy otworzyliśmy drogę do Niego ludziom, których postawił na naszej drodze. Dlatego tego rodzaju nagłówki (wcale nie złośliwe, a wręcz przeciwnie – prezentowały one bowiem te działania jako coś niekonwencjonalnego) pokazują, że jest spora grupa ludzi, która nie rozumie znaku, spłaszcza go, sprowadza do zabobonu lub katolickiego eventu, a na pewno nie widzi w nim żywego Jezusa. Dla mnie, jako chrześcijanina, jest to sygnał, że znak został źle zinterpretowany. Nauki o komunikacji zaś mówią, że jeśli mój komunikat został źle odebrany przez osobę, do której go kierowałem, to ostatecznie problem leży po mojej stronie, bo to mnie powinno zależeć na tym, aby człowiek zinterpretował znak zgodnie z moją intencją. To tak, jakby Pani Redaktor przetłumaczyła naszą rozmowę np. na język włoski, a później mówiła: „niech się czytelnicy uczą włoskiego, jak chcą zrozumieć o czym do nich piszę”. Poza tym, nie ukrywajmy, wielu wierzących tak właśnie odbierało te procesje: jako walkę duchownych z epidemią. I jak teraz zinterpretować to, że liczba chorych się podwoiła oraz przybyło ludzi, którzy zmarli na skutek wirusa? Duchowni byli nieskuteczni? Ich modlitwy nic nie dały? A może Pan Bóg, którego wzywali, jest za słaby wobec wirusa? Trzeba być bardzo ostrożnym, bo może się okazać, że nie tylko dajemy powód do wyśmiania naszej posługi, ale także możemy wiernym przekazać niewłaściwą naukę.

- Wrocław w swej historii ma jednak taki niezwykły epizod, dziś może powiedzielibyśmy: event – przekaz mówi, że Czesław, błogosławiony patron miasta, w 1241 r. wybiegł na mury miejskie z Najświętszym Sakramentem i w ten sposób odparł najazd Mongołów. Był to akt desperacji, czy wielkiej wiary dominikanina?

- Proszę mnie zwolnić z oceny działania bł. Czesława. Jestem za mały, by pozwolić sobie na recenzowanie działań świętych. Wiem jedno, że każdy z nich działał w określonych warunkach, w pewnej kulturze. Czas, w którym żyli charakteryzował się konkretnym rozwojem nauki i wiedzy. Warto to podkreślić, bo często jako przykłady podawani są święci sprzed kilkuset lat. Można zapytać jak wówczas wyglądała mikrobiologia i co wiedziano na temat wirusów. Nie mam wątpliwości, że stan wiedzy do jakiej doszedł ludzki rozum to także dar od Pana Boga. On pozwolił człowiekowi odkryć prawa rządzące światem, rzeczywistość niedostępną dla nas gołym okiem. Ten geniusz ludzkiego rozumu to coś, co dostaliśmy od Boga, a niestety, wielu chciałoby go dziś wyrzucić i powiedzieć: „nie potrzebujemy tego”, „będziemy działali metodami, które nam się wydają skuteczniejsze”. Czas epidemii, chyba jak żaden inny, potwierdza to, o czym pisał św. Jan Paweł II, że duch ludzki wznosi się na dwóch skrzydłach: wiary i rozumu. I na tym skończę, żeby nie powiedzieć za dużo…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję