Reklama

Benedykt XVI

Watykan: greckokatoliccy biskupi Ukrainy u Benedykta XVI

Arcybiskup Większy Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, Światosław Szewczuk wraz z arcybiskupami-metropolitami zostali dziś po południu przyjęci przez papieża-seniora Benedykta XVI – informuje na Twitterze watykanistka - Ines San Martin. W Rzymie obraduje Synod Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

wizyta

grekokatolicy

www.milosierdzie.pl

2019-09-10 21:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież mianował kilku nowych biskupów greckokatolickich

2020-01-15 20:01

[ TEMATY ]

grekokatolicy

Ks. Zbigniew Chromy

Watykan. Pałac Apostolski

Papież Franciszek dokonał 15 stycznia kilku zmian na stanowiskach rządców ukraińskich eparchii (diecezji) greckokatolickich w Australii, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Eparchią Św. Piotra i Pawła w Melbourne będzie obecnie kierował, po ustąpieniu bp. Petera Stasiuka CSsR, biskup-nominat Mykoła Byczok CSsR a eparchią Świętej Rodziny w Londynie – bp Kenneth A. A. Nowakowski, dotychczasowy biskup New Westminster w Kanadzie, którą z kolei będzie zarządzał tymczasowo jako administrator apostolski bp David Motiuk – biskup eparchii Edmonton również w Kanadzie.

Biskup-nominat Mykoła Byczok CSsR urodził się 13 lutego 1980 w Tarnopolu. W lipcu 1997 wstąpił do wschodniej gałęzi Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (redemptorystów), po czym kształcił się na Ukrainie i w Polsce, uzyskując licencjat z teologii pastoralnej. 17 sierpnia 2003 złożył zakonne śluby wieczyste a 3 maja 2005 przyjął święcenia kapłańskie. Pracował następnie w parafiach greckokatolickich w Rosji i na Ukrainie, był ekonomem lwowskiej prowincji redemptorystów a od 2015 był wikarym w parafii św. Jana Chrzciciela w Newarku w amerykańskim stanie New Jersey w archieparchii filadelfijskiej dla Ukraińców. Na tym stanowisku zastała go obecna decyzja papieska.

Eparchia Świętych Apostołów Piotra i Pawła dla Ukraińców w Australii z siedzibą w Melbourne powstała 24 czerwca 1982 z istniejącego od 1958 egzarchatu apostolskiego dla Ukraińców obrządku bizantyjskiego w Australii, Nowej Zelandii i Oceanii. Eparchia obejmuje cały szósty kontynent. Od 1992 kierował ją bp Peter (Petro) Stasiuk, który w lipcu br. skończy 77 lat.

Nowy biskup eparchii Świętej Rodziny w Londynie dla Ukraińców – Kenneth (Ken) Anthony Adam Nowakowski urodził się 16 maja 1958 w mieście North Battleford w kanadyjskiej prowincji Saskatchewan. Po ukończeniu miejscowych szkół podstawowych i średnich rozpoczął pracę w sektorze prywatnym i publicznym. Równolegle do tego kształcił się najpierw w zgromadzeniu redemptorystów w Toronto, następnie w Kolegium św. Michała, afiliowanym do Uniwersytetu w Toronto, uzyskując tam bakalaureat w zakresie nauk religijnych i filozofii, później także z teologii na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu w Rzymie. 19 sierpnia 1989 przyjął święcenia jako kapłan kanadyjskiej eparchii Saskatoon.

Uczęszczał również na kursy z prawa kanonicznego w Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie, organizując jednocześnie i kierując Ukraińskim Katolickim Biurem Uchodźców dla Włoch. Ówczesny arcybiskup większy Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK; na emigracji) kard. Myrosław Lubacziwśkyj mianował go w tym czasie wicekanclerzem i swoim sekretarzem.

Po ponownej legalizacji UKGK na Ukrainie w 1991 wraz z kardynałem przybył do tego kraju i w 1994 współtworzył tam miejscową Caritas, zostając jej wiceprzewodniczącym. W 2001 powrócił do Kanady, gdzie został rektorem ukraińskiego seminarium duchownego Ducha Świętego w Ottawie, współpracując jednocześnie przy organizowaniu Światowego Dnia Młodzieży w Toronto w 2002, potem był kanclerzem kurii eparchialnej w Saskatoon.

1 czerwca 2007 został mianowany biskupem eparchii New Westminster dla Ukraińców (trzecim w historii tej jednostki kościelnej); sakrę przyjął 24 lipca tegoż roku.

Eparchię Świętej Rodziny w Londynie dla Ukraińców obrządku bizantyjskiego utworzył 18 stycznia 2013 Benedykt XVI, podnosząc do tej godności powstały w 1957 egzarchat apostolski dla tej grupy wiernych, mieszkających w Anglii i Walii, a od 1968 - także w całej Wielkiej Brytanii. Pierwszym biskupem nowej jednostki kościelnej został bp Hlib Łonczyna, który 1 września ub.r. ustąpił ze stanowiska, gdyż ostał administratorem apostolskim eparchii paryskiej św. Włodzimierza.

Administrator apostolski eparchii New Westminster bp David (Dawyd) Motiuk urodził się 13 stycznia 1962 w Vegreville (prowincja Alberta w Kanadzie). Rozpoczął studia na Uniwersytecie w Edmontonie, ale porzucił je i wstąpił do wspomnianego ukraińskiego seminarium duchownego Ducha Świętego w Ottawie, uzupełniając formację w zakresie filozofii i teologii na miejscowym uniwersytecie św. Pawła. Uzyskał tam w 1989 licencjat z prawa kanonicznego a następnie doktorat na Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie. Święcenia kapłańskie przyjął 21 sierpnia 1988. Pracował następnie duszpastersko w kilku parafiach greckokatolickich w Kanadzie, a w latach 1996-2001 był rektorem swego dawnego seminarium w Ottawie. Pełnił też szereg urzędów w swej rodzimej eparchii Edmonton. Ponadto w latach 1997-2002 był konsultorem Komisji Międzyobrządkowej ds. Prawa Kanonicznego w łonie Kanadyjskiej Konferencji Biskupiej.

5 kwietnia 2002 św. Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym eparchii Edmonton dla Ukraińców; sakrę nominat przyjął 11 czerwca tegoż roku. 25 stycznia 2007 Benedykt XVI powołał go na biskupa tej jednostki kościelnej.

CZYTAJ DALEJ

Cud z Auschwitz

2020-01-21 09:37

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

Auschwitz

obóz

Adobe.stock.pl

Stefania i Jan Wernikowie mieszkają w Osieku k. Olkusza. Ich dzieciństwo to tematy na dwa osobne filmy o tragedii Polaków w czasie II wojny światowej

Na czarno-białej fotografii z 1962 r. piękna dziewczyna. Delikatne rysy twarzy, mocne kreski brwi, wyraźne usta. Uroda modelki, twarz z żurnala. I tylko oczy patrzą daleko poza ściany atelier fotografa. To Stefania Piekarz. Ma 18 lat i robi zdjęcie do pierwszego dowodu. Urodziła się w Auschwitz.

Nazywam się Stefania Wernik, po mężu, bo z domu Piekarz. Urodziłam się w piekle, tzn. w Auschwitz. Bóg uczynił cud i przeżyłam. Wiem, że to On mnie ocalił, bo po ludzku nie da się wytłumaczyć tego, co tam się stało. Mama trafiła do obozu, gdy była w drugim miesiącu ciąży. Na początku to ukrywała, ale gdy w sierpniu Niemcy chcieli ją wywieźć do Ravensbrück, współwięźniarka namówiła ją, żeby się przyznała. I mama, już w ciężarówce do transportu, powiedziała. Niemka kazała jej zejść na dół i wrócić do obozu. Wtedy przenieśli ją z baraku 11. do 15., dostawała tam nawet zupę z zabielanej wody, a nie wywar z cuchnącej, zgniłej brukwi – wspomina pani Stefania, która cztery miesiące później przyjdzie na świat. Siedzimy przy rodzinnym stole w domu państwa Werników. Ściany pełne fotografii uśmiechniętych dzieci, wnuków i prawnuków. – Razem jest nas trzydzieścioro czworo – mówi pan Jan, a jego niebieskie oczy, pełne łagodnego spokoju, spotykają mój wzrok.

– Żona zaraz wszystko opowie, ale niech Pani spróbuje babki, to wnuczka upiekła. U nas wszystko robi się razem i dla innych. Jak jednemu dzieje się bieda, to robimy rodzinną naradę i zastanawiamy się, jak pomóc. Rodzina jest najważniejsza. My z żoną już 57 lat jesteśmy razem, a łatwo nie było...

Stukamy talerzykami, brzęczą łyżeczki. Wybieram sypaną kawę z mlekiem, ale słucham i zapominam, że przede mną stoi filiżanka, i beżowy płyn szybko stygnie. Historia, która słowo po słowie kapie z ust pani Stefanii, paraliżuje mnie i tracę smak. Po chwili próbuję ukryć płynące po policzkach łzy. Niepotrzebnie. Pan Jan też ma mokre oczy.

Wyjdziesz przez komin

Był maj 1944 r., Anna Piekarz oczekiwała na narodziny pierwszego dziecka. W wojennej biedzie co rusz czegoś brakowało i – ulegając ciążowej zachciance – wybrała się do rodziców, którzy mieszkali w Osieku k. Olkusza. Z Czubrowic, gdzie mieszkała z mężem, do rodzinnego domu było prawie 10 km, ale pokonywała tę trasę wielokrotnie, więc wyruszyła bez obaw. Tyle że Osiek należał do Rzeszy, a Czubrowice do Generalnej Guberni. By odwiedzić rodziców, Anna musiała przekroczyć granicę. – Złapali ją w czasie obławy na szmuglerki i razem z nimi aresztowano. Mama nic przy sobie nie miała, ale dla Niemców to było bez znaczenia – opowiada pani Stefania. Złapane kobiety zawieźli do Olkusza, stamtąd, po jednodniowym uwięzieniu, pojechały do Auschwitz. Nikt w ciężarówce nie wiedział, że Anna boi się za dwie osoby i drżą w niej ze strachu dwa serca. Kiedy dojechały, na rampie czekała Niemka: „Wiecie, gdzie trafiłyście, zugangi?! Tu jest obóz śmierci! Stąd możecie wyjść tylko przez komin!”. Potem wzięli je do łaźni, ogolili i kazali włożyć pasiaki. – Woda cuchnęła, ubranie było sztywne od brudu, drewniane chodaki raniły gołe stopy i były ciężkie – mówiła mi mama. Ale przecież to był dopiero początek... – pani Stefania zawiesza głos. W dokumentach obozu zapisano: Piekarz Anna, numer 79414, urodzona 13 lipca 1918 r. Do KL Auschwitz przybyła 14 maja 1944 r.

A właściwie: przybyły, bo przecież obie. Maleńka Stefcia, ukryta pod serem mamy, przekroczyła koszmarną bramę z napisem: „Arbeit macht frei” razem z nią.

Nie pytaj, żyj

Zaczęła się dramatyczna walka o przetrwanie. Najpierw szok, potem próba ratowania resztek nadziei. I ciągły lęk o dziecko. – Mama nie chciała mówić o obozie. Byłyśmy tam razem dwa razy, ale niewiele opowiadała. Dopiero niedługo przed śmiercią, gdy traciła kontakt z rzeczywistością, często krzyczała przez sen: że stoi po kolana w wodzie, że oni idą, że strasznie bolą ją nogi, że jest zimno, że on zabierze jej Stefcię... – mówi pani Stefania. – Kto? Kto miał panią zabrać? – ośmielam się zapytać.

– Mengele. Po urodzeniu zabierał mnie na swoje eksperymenty, ale na szczęście niczego nie pamiętam. Mama mówiła, że gdy mnie stamtąd przynosili, to płakałam przez wiele godzin i nikt nie mógł mnie uspokoić – szepcze. Pani Anna miała do końca życia numer wytatuowany na lewej ręce, poniżej łokcia. Stefci wytatuowano numer na udzie, ale teraz pozostał tylko siniak. – Mama bardzo płakała, gdy mnie przynieśli z tym numerem – dodaje. Stefania Piekarz, numer obozowy 89136. Cała dokumentacja dotycząca jej narodzin i pobytu w obozie spłonęła.

Narodziny w piekle

Poród trwał 3 dni. Anna była tak słaba, że nie miała siły rodzić. Żeby przeć i wydać dziecko na świat, trzeba mieć siłę oddychać, napinać mięśnie i walczyć z bólem. A ona nie miała! Trawiona głodem od wielu miesięcy, wychudzona i zziębnięta leżała w obozowym szpitalu. Nie pamiętała, by ktoś przy niej był. Nie pamiętała ani tego, co myślała, ani tego, co czuła. Panicznie bała się, jak każda matka, o los dziecka. Czy się modliła? Co czuła w jednej z najważniejszych chwil w życiu kobiety? Urodzić dziecko w obozie koncentracyjnym i nie oszaleć, nie stracić nadziei, nie rzucić się na druty z bezsilności... „Do maja 1943 r. dzieci urodzone w obozie były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce. Po każdym porodzie (...) dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury” – zanotowała w Raporcie położnej z Oświęcimia obozowa położna Stanisława Leszczyńska. Nie było pieluch, środków opatrunkowych, przeciwbólowych ani dezynfekujących. Nie było nawet wody. Stanisława Leszczyńska podaje, że zbierała z kubków niewypite przez więźniarki resztki gorzkich ziół i w tych resztkach obmywała noworodki, a pępowinę odcinała zardzewiałymi nożyczkami.

Z dostępnych dokumentów wiemy, że w obozie Auschwitz-Birkenau urodziło się co najmniej 700 dzieci.

„Zamiast opatrunków miałam brudny koc, który aż trząsł się od wszy. Kobiety suszyły pieluszki na brzuchu lub udach – wieszanie ich w baraku karane było śmiercią”. Co zrobiła po porodzie Anna? – Mama chorowała 2 tygodnie, miała dużo mleka, choć nie wiadomo dlaczego, bo ważyła tylko 28 kg – mówi pani Stefania. – Więźniarki uszyły dla mnie jakieś ubranka z pasiaków. Gdy przyszło wyzwolenie obozu, mama wyniosła mnie, ukrytą w taborecie, który ciągnęła po śniegu, aż do Libiąża, a tam jacyś dobrzy ludzie udzielili nam schronienia. Potem ktoś zawiadomił tatę, ale on nie uwierzył! Wreszcie przyjechał i zabrał nas do domu. Zlecieli się wszyscy z okolicy, jakby jakiś cud się wydarzył... – mówi pani Stefania, a w jej oczach zapala się światło i rozjaśnia mroczne wspomnienia duszy, których nie sposób słuchać, a co dopiero nosić wdrukowane w ciało, serce i duszę. Patrzę na nią – żywy cud z Auschwitz. Leciutko drżą jej usta, a ja już nie wstydzę się płakać.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent o Holokauście: Prawda, która nie może umrzeć

2020-01-27 11:07

[ TEMATY ]

prezydent

Auschwitz

prezydent Andrzej Duda

prezydent.pl

Prezydent Polski o 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady KL Auschwitz

Prezentujemy treść przesłania prezydenta Andrzeja Dudy:

Dwudziestego siódmego stycznia 1945 roku sowieccy żołnierze wyzwolili niemiecki nazistowski obóz zagłady KL Auschwitz. To, co tam zastali do dziś budzi najwyższą grozę i odruch absolutnego moralnego potępienia.

Wolność odzyskało wtedy blisko 7 tysięcy uwięzionych. Wcześniej, w dniach 17-21 stycznia, z KL Auschwitz i jego podobozów wyprowadzono około 56 tysięcy więźniów, którzy w wyniszczających marszach śmierci poszli w głąb terytorium III Rzeszy. W obozie pozostali ludzie-cienie, trwale okaleczeni niewyobrażalnymi torturami fizycznymi i psychicznymi. Cudem przeżyli nieludzkie warunki życia, głód, mróz, choroby, pracę ponad siły, bezlitosne bicie i szczucie psami, wrzask i wyzwiska oprawców.

Niektórzy byli ofiarami zbrodniczych eksperymentów medycznych. Codziennie patrzyli na śmierć swoich towarzyszy niedoli: mężczyzn, kobiet, osób starszych i niepełnosprawnych oraz dzieci. Byli świadkami licznych egzekucji – również takich, których esesmani dokonywali dla okrutnej rozrywki. Część więźniów zmuszona była do przenoszenia zwłok osób zamordowanych w komorach gazowych oraz do palenia ich w krematoriach. Ze świadomością, że czekał ich ten sam los...

To jedynie skrótowy opis piekła na ziemi, którym był Konzentrationslager Auschwitz – miejsce, w którym zgładzono ponad milion Żydów oraz tysiące ofiar innych narodowości, w tym Polaków, Romów, Sinti oraz jeńców wojennych z Armii Czerwonej.

Ten sam los spotkał miliony Żydów zamordowanych w innych niemieckich nazistowskich obozach śmierci: w Treblince, Sobiborze, Bełżcu, Kulmhofie, Stutthofie oraz dziesiątkach innych.

Władze III Rzeszy zaplanowały i realizowały całkowitą eksterminację narodu żydowskiego. Dlatego stworzyły sieć obozów działających jak prawdziwe fabryki śmierci. Mordów dokonywano tam na wzór działalności przemysłowej – setkami i tysiącami, efektywnie, z uwzględnieniem czasu i kosztów transportu, prowadząc drobiazgową dokumentację. Tak skrajnej dehumanizacji i poniżenia milionów niewinnych ofiar nigdy wcześniej nie było.

Trudno o tym pisać, czytać, rozmawiać... W biblijnej Księdze Koheleta odnajdujemy słowa: W wielkiej mądrości – wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy – przysparza i cierpień. Jednak trzeba ów trud podejmować. Trzeba przysparzać tej wiedzy nowym pokoleniom. Nawet za cenę cierpienia, jaką ona ze sobą niesie. Przyszłość świata musimy kształtować w oparciu o głębokie zrozumienie tego, co ponad 75 lat temu wydarzyło się w sercu Europy i o czym wciąż mówią naoczni świadkowie.

Niech wieczną przestrogą będzie także to, co stało się z narodem potomków Leibniza, Goethego, Schillera i Bacha – gdy został zainfekowany wirusem imperialnej pychy i rasistowskiej pogardy. Nie możemy też zapominać, że ostatni, decydujący krok ku II wojnie światowej – bez której nie byłoby tragedii Holokaustu – to tajne porozumienie Hitlera i Stalina z 23 sierpnia 1939 roku. Zakładało ono odebranie wolności i suwerenności państwom Europy Środkowej i Wschodniej, a zainicjowana wówczas bliska współpraca obu totalitarnych reżimów trwała do ostatnich godzin przed atakiem, którym nazistowskie Niemcy zaskoczyły ZSRR 22 czerwca 1941 roku.

Prawda o Holokauście nie może umrzeć. Nie wolno jej zniekształcać ani instrumentalizować dla jakichkolwiek celów.

W imię świętej pamięci o zagładzie Żydów oraz przez szacunek dla pozostałych ofiar dwudziestowiecznych totalitaryzmów – nie możemy i nie będziemy tego tolerować. Nie ustaniemy w wysiłkach, aby świat pamiętał o tej zbrodni. Oraz by nic podobnego już się nie powtórzyło.

Misji ujawnienia prawdy o Holokauście oraz wspierania zagrożonych eksterminacją Żydów podjął się bardzo wcześnie polski ruch oporu. Utworzone na naszych okupowanych ziemiach Polskie Państwo Podziemne starało się chronić wszystkich, którzy jeszcze do niedawna byli obywatelami Polski niepodległej.

We wrześniu 1940 roku działający w porozumieniu z władzami konspiracyjnymi oficer Wojska Polskiego Witold Pilecki świadomie pozwolił się uwięzić w KL Auschwitz. Uciekł w kwietniu 1943 roku, a następnie przekazał raport o tym, co się tam działo. Oto jego fragment: „Chorzy [na tyfus], nieprzytomni i prawie już zdrowi (...) zostali wpakowani na auta i wywiezieni (...) do komór gazowych. (...) Jeden ośmioletni chłopczyk prosił esesmana, by go zostawił. Ukląkł przed nim na ziemi. Esesman kopnął go w żołądek i wrzucił do auta jak szczenię”.

Także Jan Karski, emisariusz emigracyjnych władz polskich, własnymi oczyma oglądał potworności, do jakich dochodziło w warszawskim gettcie oraz w niemieckim obozie przejściowym w Izbicy. Przygotował memorandum o niemieckim systemowym ludobójstwie Żydów. Od grudnia 1942 roku prezentował je środowiskom opiniotwórczym oraz najwyższym władzom państw sprzymierzonych. Wcześniej jeszcze generał Władysław Sikorski, premier rządu polskiego w Londynie, skierował do aliantów notę przyjętą na posiedzeniu Rady Ministrów 6 czerwca 1942 roku.

Raportował w niej: „...wyniszczenie ludności żydowskiej ma miejsce w niewiarogodnych rozmiarach. W miastach jak Wilno, Lwów, Kołomyja, Stanisławów, Lublin, Rzeszów, Miechów, przeprowadza się rzezie dziesiątków tysięcy Żydów. W ghettach Warszawy i Krakowa gestapo wykonuje codziennie egzekucje masowe. (...) Żydzi w Polsce cierpią najstraszliwsze prześladowania w ciągu swych dziejów”.

Równocześnie Polskie Państwo Podziemne utworzyło Radę Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Dzięki niej blisko 50 tysięcy osób zdobyło dokumenty, schronienie, pieniądze i opiekę lekarską. Polscy dyplomaci organizowali ucieczki Żydów na terytoria niekontrolowane przez nazistowskie Niemcy.

Znaczny odsetek ocalonych z Holokaustu zawdzięczał życie tysiącom polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. W naszych opowieściach rodzinnych, w dokumentach historycznych i literackich trwa pamięć o wielu osobach pochodzenia żydowskiego ukrywanych na strychach, w piwnicach i stodołach. O użyczaniu żydowskim uciekinierom skromnego posiłku lub wskazywaniu im bezpiecznej drogi ucieczki.

A trzeba wiedzieć, że w Polsce za każdy taki gest niemiecki okupant karał śmiercią. Zdarzyło się to setki razy. Wśród milionów Polaków były też osoby, które mogły udzielić pomocy ukrywającym się Żydom, ale nie potrafiły pokonać lęku o życie własne i swoich najbliższych. Zdarzali się też tacy, którzy z niskich pobudek wydawali Żydów w ręce niemieckich władz okupacyjnych lub sami dopuszczali się wobec nich czynów haniebnych. W dramatycznych okolicznościach tamtego czasu wymiar sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego orzekał i wykonywał wobec tych przestępców karę śmierci.

Wybudowane w okupowanej Polsce niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne były i do dzisiaj są dla nas nieznośnym upokorzeniem. Stanowią one drastyczne zaprzeczenie naszej tysiącletniej kultury i historii, polskiego ducha wolności, tolerancji i solidarności.

Ludobójstwo Żydów, choć dokonywane na obszarze niemal całej Europy, było szczególnie dotkliwym ciosem w państwo polskie, od wieków wielowyznaniowe i wielonarodowe.

Społeczność żydowska w przedwojennej Polsce należała do najliczniejszych w całej historii tego narodu. Spośród 6 milionów obywateli Rzeczypospolitej, którzy zginęli w wyniku II wojny światowej (to ponad jedna piąta całej populacji), aż 3 miliony stanowili polscy Żydzi. I to oni byli największą grupą ofiar Holokaustu. Wspólnota żydowska, żyjąca i rozwijająca się na naszych ziemiach przez blisko dziesięć wieków, w ciągu kilku lat zniknęła niemal całkowicie. Polska straciła nagle tysiące żydowskich twórców kultury, badaczy, lekarzy, prawników i urzędników, przedsiębiorców, rzemieślników, kupców i innych cenionych specjalistów.

Wśród mordowanych byli małżonkowie, przyjaciele, sąsiedzi i współpracownicy osób o korzeniach nieżydowskich. W naszych miastach trwa pamięć o męczeństwie Żydów gromadzonych przez niemieckiego okupanta w dzielnicach-więzieniach, jakim były getta. Tylko pojedyncze przedwojenne synagogi służą dziś za domy modlitwy.

W ocalałych budynkach żydowskich szkół religijnych czy rytualnych łaźni nie rozbrzmiewają już języki jidysz i hebrajski. W obecnych granicach Polski jest blisko 1200 zidentyfikowanych cmentarzy żydowskich, ale znajdujących się tam grobów nie ma już komu odwiedzać. Bezpowrotnie zniszczono żydowskie dzieła sztuki i rzemiosła artystycznego, zabytkowe księgi, druki oraz rękopisy uczonych, literatów i kompozytorów.

Historię Żydów w Polsce oraz ich unicestwionego świata opowiadamy dzisiaj poprzez publikacje i konferencje naukowe, festiwale, wystawy, koncerty i pomniki, w ramach działalności państwowych instytucji naukowych i placówek kultury takich jak muzea, teatry, archiwa czy biblioteki.

Stopniowo odradzają się żydowskie gminy wyznaniowe, organizacje społeczne, wydawnictwa i czasopisma. Wspieramy te działania, bo w opowieści o polskich Żydach i ich męczeństwie niemiecki nazizm nie może mieć ostatniego słowa.

Upamiętnienie tragedii, jaką była zagłada Żydów, powinno być ważnym i trwałym elementem edukacji dla pokoju. Opowieścią, która przenika ludzkie serca, kruszy bariery uprzedzeń, podziałów i nienawiści. Lekcją tego, jak okazywać zrozumienie i pomoc osobom najciężej doświadczonym przez los.

Właśnie w tym duchu będziemy obchodzić Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Decyzją Zgromadzenia Ogólnego ONZ od 15 lat przypada on w rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz. Dlatego za cztery dni, na terenie polskiego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau – w miejscu, gdzie rozsypane są prochy ponad miliona ofiar Holokaustu – spotkamy się w gronie przywódców i wysokich przedstawicieli państw z całego świata. Będą nam towarzyszyć sędziwi ocaleni. W 75. rocznicę symbolicznego zakończenia zagłady damy świadectwo prawdzie. Wspólnie zaapelujemy o pokój, sprawiedliwość i szacunek między narodami.

Wieczna pamięć i cześć zgładzonym w KL Auschwitz!

Wieczna pamięć i cześć ofiarom Holokaustu!

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Andrzej Duda

________________________________________________

Przesłanie opublikowane na łamach „Le Figaro”, „Die Welt” i „Washington Post” w ramach kampanii edukacji historycznej „The Truth That Must Not Die”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję