Reklama

Czy ambicje wezmą górę?

W St. Louis zagrożona jedność Kościoła...

Ks. Marek Jurzyk
Niedziela w Chicago 3/2006

Parafia św. Stanisława Kostki w St. Louis od ponad stu lat była domem dla polskiej wspólnoty katolickiej miasta. Była, bo kilka miesięcy temu abp Raymond Burke wycofał pracujących tu polskich księży. Obecnie nie sprawuje się tam żadnych sakramentów i posług religijnych, a polonijne duszpasterstwo w mieście zostało przeniesione do parafii św. Agaty. Co prawda u św. Stanisława odbyła się Pasterka w Wigilię 2005 r., odprawiona przez polskiego księdza Marka Brożka, ale uczyniono to bez zgody Arcybiskupa. Ks. Brożek, trzydziestoletni duchowny, wyświęcony kilka lat temu dla diecezji Sringfield-Cape Girardeau w stanie Missuorii, porzucił swoją dotychczasową parafię, gdy został „wynajęty” przez świecki zarząd parafii św. Stanisława. Zarówno zarząd, jak i ks. Brożek zostali ekskomunikowani przez abp. Burke’a. Jak informują media z St. Luois, dekret Arcybiskupa nie zrobił na nich jednak większego wrażenia.
Cała sytuacja już od dłuższego czasu stanowi wymarzony temat dla mediów, które nigdy nie marnują okazji, by wykorzystać niezgodę w łonie Kościoła. Wyraźnie stanęły one po stronie „prześladowanych Polaków”, broniących się przed „zachłannością i bezdusznością katolickiej hierarchii”. Niestety, w podobnym tonie wypowiadały się niektóre polonijne gazety. W takiej sytuacji konieczne wydaje się poznanie przyczyn bezprecedensowej sprawy i jej bezstronna ocena.
Zaistniały w St. Louis problem sięga korzeniami końca XIX w. i wiąże się z aktem własności parafii. W przeszłości dla wielu imigrantów, nie tylko Polaków, wydawało się oczywiste, że skoro budują i utrzymują kościół, to również mają prawo do rozporządzania nim. Często dochodziły do tego żądania administrowania parafią przez świeckich i prawo wyznaczania przez nich proboszcza. Oczywiście, ambicje takiego rodzaju nie mogły zostać spełnione. Chociaż parafia jest niezależną jednostką prawną i biskup nie może dowolnie rozporządzać zasobami zgromadzonymi przez wiernych parafii, to ostatecznie prawo własności („title”) należy do niego i w chwili ewentualnego rozwiązania parafii lub jej konsolidacji, to on decyduje o losach jej zasobów. Nie wiedzieć jednak czemu, ponad sto lat temu, ówczesny arcybiskup St. Louis, Peter Kenrick, uczynił wyjątek, zgadzając się na to, by prawo własności posiadała korporacja nazwana „Polish Roman Catholic St. Stanislaus Kostka Parish”, którą wraz z proboszczem miało zarządzać sześć osób świeckich. Pomimo takiej struktury parafii, archidiecezja nadal miała pełną kontrolę finansową nad parafią, a arcybiskup, zgodnie z oryginalnym statutem z 1891 r., był odpowiedzialny za wyznaczanie i odwoływanie zarządu korporacji włącznie z proboszczem parafii. Przez dziesiątki lat tak zorganizowana parafia funkconowała bez problemów. Zaczęły się one wówczas, gdy zarząd zmienił obowiązujący od ponad stu lat statut, pozbawiając arcybiskupa prawa powoływania i odwoływania członków zarządu. Spowodowało to ograniczenie jego władzy kościelnej, a faktycznie - wyłącznie parafii spod jego zwierzchności, na co, oczywiście, władze kościelne nie mogły się zgodzić.
W celu naprawienia zaistniałej sytuacji w polskiej parafii i umożliwienia jej funkcjonowania zgodnie z powszechnie obowiązującym prawem i zwyczajami Kościoła katolickiego, najpierw kard. Justin Rigali, a potem jego sukcesor w St. Louis, abp Raymond Burke, podjęli szereg rozmów. Arcybiskup obiecał, że zmiany, które proponuje, nie doprowadzą do zlikwidowania parafii, a wszystkie posiadane przez nią środki będą przeznaczone wyłącznie na jej poprawne funkcjonowanie, remonty oraz działalność religijno-kulturową. W przypadku zaś zamknięcia prafii, jej fundusze mają być przejęte przez specjalnie utworzoną korporację, mającą prowadzić działalność „religijną, edukacyjną i charytatywną na rzecz katolików polskiego pochodzenia, żyjących w archidiecezji St. Louis”. Niestety, propozycja ta nie została przyjęta przez członków zarządu korporacji. Zawiodły mediacje podjęte przez różne osoby, także przez bp. Karpińskiego, który z ramienia Episkopatu Polski jest odpowiedzialny za duszpasterstwo emigrantów.
W listopadzie 2004 r., gdy zarząd korporacji otrzymał z Watykanu jednoznaczną odpowiedź na skargę dotyczącą działań abp. Burke’a wydawało się, że kryzys zostanie zakończony. Stolica Apostolska stwierdziła, że zmiany dokonanie w prawie korporacji uniemożliwiają wypełnianie przez proboszcza jego roli, ograniczają władzę arcybiskupa oraz „są próbą przekształcenia parafii św. Stanisława w jednostkę, która nie przypomina parafii, jak to jest przyjęte przez tradycję lub obecne prawo Kościoła rzymskokatolickiego”.
Głos Watykanu nic jednak nie zmienił w postawie członków zarządu korporacji. Widząc, że prawo cywilne stoi po ich stronie, jeszcze bardziej usztywnili oni swoje stanowisko. Przekonał się o tym polski proboszcz parafii św. Stanisława, gdy władze admistracyjne miasta odrzuciły prośbę o nieprzyznawanie licencji na serwowanie alkoholu w budynkach parafialnych, ponieważ uznano, że to zarząd parafii jest właścicielem i zarządcą budynków parafialnych. I tak oto po niedzielnej Mszy św., w tym samym czasie i miejscu, w którym odbywały się lekcje religii, sprzedawano napoje alkoholowe.
Według członków zarządu przyczyna konfliktu tkwi nie w zmianie prawa, ale w apetycie archidiecezji na majątek polskiej parafii. Twierdzą, że abp Burke zamierzał zamknąć i przejąć zgromadzone przez nią fundusze. Zarząd ocenia je na 9,5 mln dolarów, z czego 8 mln ma przypadać na nieruchomości parafii. Ta ostatnia liczba może być jednak znacznie zwyżona, gdyż parafialne budynki oraz kościół często są warte jedynie tyle, ile ziemia na której stoją. Niezależnie od oceny majątek parafii powstał ogromnym wysiłkiem wielu pokoleń Polaków żyjących w St. Louis. Ogromny udział ma w tym obecne pokolenie parafian, którzy nie szczędzili grosza, by zabezpieczyć przyszłość parafii, której w wyniku wyludnienia centrum miasta, zjawiska powszechnego w dużych miastach Stanów Zjednoczonych, daleko było do dawnej świetności.
Zarząd korporacji broni się również atakując personalnie Arcybiskupa. Na stronach internetowych parafii św. Stanisława można spotkać niewybredne artykuły o Pasterzu St. Louis, przypominające formą i treścią te z najbardziej antyklerykalnych pism. Jest to chyba jedyna katolicka wspólnota w Stanach Zjednoczonych, która na swojej stronie atakuje w taki sposób biskupa, któremu podlega. No właśnie, czy nadal podlega? Zatrudnienie ks. Brożka było aktem niezgodnym nawet ze zmienionym przez zarząd w 2004 r. prawem rządzącym korporacją św. Stanisława, które wyraźnie stwierdza, że wyznaczanie proboszcza parafii pozostaje nadal prerogatywą arcybiskupa.
Wydaje się, że członkowie zarządu doszli do punktu, z którego nie mogą się już z honorem wycofać. Być może zapomnieli oni również, że główny cel istnienia parafii nie polega na gromadzeniu przez nią funduszy i nieruchomości. Parafia to przede wszystkim miejsce duchowego wzrastania człowieka; wszystko inne jest ważne, ale zawsze ma tylko drugoplanowe znaczenie. Nigdy nie może być odwrotnie.
Brak pojednania z Kościołem katolickim skazuje korporację św. Stanisława na dryfowanie w kierunku jakiegoś kościoła oderwanego od łączności z Ojcem Świętym lub jakiejś protestanckiej wspólnoty. Chyba jednak nie takiej przyszłości spodziewali się budowniczowie pięknego kościoła na brzegu rzeki Mississippi.

Reklama

Św. Ojciec Pio – czciciel Maryi

2018-05-09 10:18

Biuro Prasowe Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów Prowincja Krakowska
Niedziela Ogólnopolska 19/2018, str. 8-9

Synowskie oddanie św. Ojca Pio Matce Bożej jest znane. Święty Stygmatyk już w dzieciństwie codziennie odwiedzał „Matkę Bożej Wolności”, Patronkę Pietrelciny – miasta jego urodzenia. Tkliwą pamięć o Matce Bożej pielęgnował aż do czasu swojego odejścia do domu Ojca. 23 września 2018 r. przypada 50. rocznica jego śmierci

Biuro Prasowe OFMCap-Krka
Ojciec Pio miał swoje osobiste, pełne czułości zwroty, którymi odnosił się do swojej „Mateczki”, „Mateńki”, „Kochanej Matki”, „Pięknej Matki”, „Najbardziej Świętej Matki”

Ojciec Pio miał swoje osobiste, pełne czułości zwroty, którymi odnosił się do swojej „Mateczki” , „Mateńki”, „Kochanej Matki”, „Pięknej Matki”, „Najbardziej Świętej Matki”. Wspaniałym przykładem przeżywania bliskiej zażyłości z Matką Bożą jest ekstaza 30 listopada 1911 r., zanotowana przez o. Agostino, w której św. Ojciec Pio zwraca się do niebieskiej Matki: „Twoje oczy są wspanialsze od słońca..., jesteś piękna, kochana Matko, jestem dumny, że Cię kocham..., a więc pomóż mi...”. Nieco później w tym samym uniesieniu duchowym dodaje: „Och, jesteś piękna... śmiejesz się? Nie szkodzi... Jesteś piękna!...”.

Miłość do Maryi – drogowskaz, siła i lek

Być może trudno nam sobie wyobrazić śmiejącą się Matkę Bożą, lecz Jej uśmiech był wyrazem szczęścia i radości ze spotkania z kochającym synem. Jak wielka to była miłość i jakże pokorna, świadczą słowa świętego: „Chciałbym kochać Maryję tak, jak na to zasługuje. Pamiętajmy jednak i o tym, że wszyscy święci i Aniołowie razem wzięci nie potrafią godnie kochać i czcić Matki Bożej”.

Miłość Ojca Pio do Maryi naznaczyła jego duchowość – zarówno kapłańską, jak i zakonną, była wtopiona w całe życie świętego, była jego drogowskazem, siłą, radością, wsparciem, lekiem i uzdrowieniem w chorobie, a także Towarzyszką w umieraniu. Św. Ojciec Pio zachęcał wszystkich, aby podążali za Matką Kościoła, dlatego radził: „Niech Najświętsza Dziewica, która była pierwsza w zachowaniu Ewangelii w całej jej doskonałości i w całej jej surowości, zanim została napisana, otrzyma dla nas tę łaskę i pobudzi nas, abyśmy chodzili w Jej bezpośredniej bliskości. Musimy czynić wielki wysiłek, aby naśladować niezmiennie tę błogosławioną Matkę, aby iść blisko Niej, od czasu gdy nie ma innej drogi życia, z wyjątkiem drogi, którą szła nasza Matka. Nie odmawiajmy przyjęcia tej drogi my, którzy chcemy dojść do jej końca”.

Biuro Prasowe OFMCap-Krka

Miłosierdzie dla dusz czyśćcowych

Doświadczenia bliskości Maryi i zażyłości z Nią znajdujemy w świadectwach spisanych przez współbraci Ojca Pio z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Brat Carmelo da San Giovanni in Galdo wspominał: „Podczas wieczornego oficjum, gdy czytał modlitwę do Matki Bożej, wzruszał się do łez. Tego wieczoru jego głos, w czasie przerywanej wciąż modlitwy, był niezwykły. Był tak wyraźnie poruszony, że z trudem kontynuował modlitwę, a jego wzruszenie udzieliło się obecnym na uroczystości. Na nic się zdały jego starania, by rzekomymi atakami kaszlu ukryć swoją żarliwą miłość do Matki Bożej, która wiele razy, jak twierdził, «ratowała go od piekła, na które zasługiwał».

Wieczorem 15 lipca 1959 r. św. Ojciec Pio był chory i znajdował się w swojej celi klasztornej, podczas gdy w kościele zgromadzili się jego synowie i córki duchowe. Przemówił do nich przez megafon: «Pamiętajmy o tym, że jutro jest święto Matki Bożej Szkaplerznej, będącej szczególną opiekunką dusz czyśćcowych. Polecajmy tej drogiej Matce święte dusze w czyśćcu. Któż z nas nie ma tam swoich bliskich i kto wie, jak wielu z nich cierpi tam może – a nawet z pewnością – także przez nas... Prośmy Mamę, aby przyszła im z pomocą, łagodząc ich cierpienia i chłodząc dręczący ich płomień. Jeżeli my będziemy miłosierni w stosunku do nich, jeżeli – nie daj Bóg! – i my będziemy musieli pójść do czyśćca, Pan Bóg sprawi, iż pojawią się inni, którzy pomogą z kolei nam»”.

Matka, która nigdy nie opuszcza

Jest wiele opowieści, w których widzimy potęgę orędownictwa Matki Bożej oraz powierzania Jej macierzyńskiej opiece wszystkich proszących Ojca Pio o wstawiennictwo. Święty Stygmatyk zawsze pukał do Serca Maryi, aby otrzymać łaskę, o którą prosił. Zwykle też odpowiadał tym, którzy prosili go o modlitwę: „Będę prosić Matkę Bożą” i zachęcał: „Módlmy się żarliwie, zgodnie i ufnie, cierpliwie czekając, aby Pan Bóg i Najświętsza Panna, Jego Matka, odpowiedzieli na nasze modlitwy (...). Bądźmy wierni i wytrwali, a Najświętsza Panienka nie będzie mogła pozostać głucha na modlitwy swoich dzieci (...). Jeśli wytrwamy, to Matka nie pozostanie nieczuła na nasze lamenty”.

Doświadczenie orędownictwa Matki Bożej starał się przekazywać wszystkim, którzy stali się jego duchowymi synami i córkami. Do Józefiny Morgery napisał: „Pamiętaj, że oprócz tego nieodłącznego towarzysza jest również Ta, która kształtuje całą radość naszego serca. Jest Maryja, Matka Jezusa i Matka nasza. Pan Bóg dobroci zechciał dać nam – w porządku duchowym – tak bardzo czułą Matkę, która ciągle czuwa nad naszym zbawieniem. Tak, moja dobra Córko, rozszerzaj coraz bardziej Twe serce na zaufanie tej najukochańszej Matce, która służy nam nie tylko jako więź zjednoczenia z Panem Bogiem, jako więź dobroci, ale także jeszcze jako Pośredniczka, która stała się jakby Środkiem obrony przed wrogami naszego zbawienia. Odwagi więc i ciągle do przodu, ponieważ jeśli wróg nie śpi, aby nas zgubić, to ta błogosławiona Matka nie opuszcza nas ani na moment”.

Święty od Różańców

We fragmencie dziennika z 1929 r. św. Ojciec Pio wymienia swoje codzienne pacierze. W zapisie o medytacjach i nowennach jest także taka notatka: „Codziennie nie mniej niż całych pięć Różańców”. Św. Ojciec Pio wyrażał swoją wielką, czułą miłość do Matki Bożej przez odmawianie Różańca. Z różańcem w dłoniach i z imieniem Maryi na ustach odszedł po wiekuistą nagrodę. Był określany jako „żyjący różaniec”, to znaczy, że każdy dzień jego życia oplatało niekończące się odmawianie „Zdrowaś Maryjo”. Na pytanie swego przełożonego, ile Różańców odmówił w ciągu dnia, odpowiedział: „Muszę powiedzieć prawdę mojemu superiorowi. Odmówiłem mniej więcej trzydzieści; raczej więcej”.

Ktoś zwrócił się do świętego z prośbą: „Ojcze, daj nam jakąś radę, podaj wskazania”. Św. Ojciec Pio odpowiedział: „Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej Różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.

Dwa dni przed śmiercią św. Ojciec Pio powtórzył jeszcze raz tę myśl: „Kochajcie Matkę Najświętszą; czyńcie wszystko, by Ją kochano. Odmawiajcie Różaniec, odmawiajcie go zawsze, róbcie to tak często, jak tylko to jest możliwe”.

Ojciec Pio podjął zaproszenie Pana Jezusa, by być człowiekiem nieustannej modlitwy, dlatego jego Różaniec nigdy nie ustawał. Święty od Różańców, święty naznaczony stygmatami, święty od cudów, święty naszych czasów, święty przez krew, święty, dla którego Msza św. była największym przeżyciem: oto Ojciec Pio.

To dlatego posiał Różaniec w sercach swoich dzieci duchowych, a tym, którzy go dziś szukają, ukazuje się z różańcem w ręku. Takiego zapamiętali go najbliżsi: siedzącego w chórze zakonnym naprzeciw mozaiki głównego ołtarza sanktuarium, niezmiennie z różańcem w ręku; lekko się kołysząc, przesuwał jego paciorki palcami. Jeśli zaś chodzi o czas potrzebny do odmówienia tylu Różańców dziennie, to odpowiedź jest prosta. Ojciec Pio nieraz się zwierzał, że może wykonywać trzy czynności naraz: modlić się, spowiadać i odbywać podróże.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: wszyscy musimy się troszczyć o bezpieczeństwo dzieci i mlodzieży

2019-05-26 15:47

bgk, mb / Gniezno (KAI)

„Trzeba dalej pracować, nie uciekać, nie wycofywać się (...). Wszyscy musimy się troszczyć o to, aby nasze wspólnoty były nadal miejscami otwartymi, bezpiecznymi i przyjaznymi dla dzieci i młodzieży” – powiedział abp Wojciech Polak w wywiadzie dla mediów archidiecezji gnieźnieńskiej.

Archidiecezja Gnieźnieńska

Publikujemy treść wywiadu:

Monika Białkowska: W filmie „Tylko nie mów nikomu” pojawia się wątek z naszej diecezji – ksiądz usunięty z kapłaństwa za pedofilię idzie w procesji fatimskiej w Mogilnie. Słyszymy komentarz: „nie mogli o tym nie wiedzieć”.

- Abp Wojciech Polak: Powiedzmy jasno: człowiek, który nie jest już księdzem, oszukał w Mogilnie i księży, i wiernych. Księża nie wiedzieli, że w sąsiedniej diecezji został usunięty z kapłaństwa, tym bardziej nie wiedzieli, za co. Wykazali się tu naiwnością, a może zbyt dużym zaufaniem, bo nie sprawdzili dokumentów, o oszustwie dowiedzieliśmy się z prasy. Po tym wydarzeniu przypomniałem, żeby bezwzględnie sprawdzać każdego obcego księdza, czy nie jest objęty karami kościelnymi i czy ma odpowiednie dokumenty. Tam, gdzie ów człowiek odprawiał Msze święte i spowiadał prosiłem proboszczów o wyjaśnienie sprawy wiernym z ambony. To, co mogliśmy zrobić, a nie zrobiliśmy, to zgłoszenie na policję – zgłoszenie oszustwa, a nie pedofilii, bo takich wiadomości na jego temat nie mieliśmy.

- MB: Czy rodzice wysyłający dzieci do kościoła mogą być o nie spokojni?
– Robimy wszystko, żeby tak było. Już na etapie przygotowania do kapłaństwa pojawiają się badania psychologiczne oraz formacja psychologiczna i psychoseksualna: jeśli mamy jakiekolwiek sygnały o niedojrzałości, kandydat nie jest dopuszczany do święceń. Wszyscy księża, katecheci i nauczyciele szkół katolickich przeszli szkolenia na temat prewencji i zasad postępowania wobec nieletnich.
Od 1 lipca obowiązywać będą wytyczne dotyczące ochrony dzieci i młodzieży przed wykorzystywaniem seksualnym, już teraz można się z nimi zapoznać na stronie internetowej archidiecezji. Wszyscy księża, ale również katecheci, nauczyciele naszych katolickich szkół, kościelni czy organiści, wszyscy, którzy w obrębie Kościoła mają kontakt z dziećmi, muszą się z nimi zapoznać i je przyjąć. Proszę również rodziców, żeby słuchali swoich dzieci, rozmawiali z nimi i reagowali na każdy niepokojący sygnał z ich strony.

- MB: Księża mówią, że nie warto ryzykować, że lepiej sobie odpuścić wakacyjne wyjazdy, niż narazić się na cień podejrzenia. Boją się, że Ksiądz Prymas staje przeciwko nim, nie broni ich przed stygmatyzacją.

- – Nie staję przeciwko księżom i nie mam powodu tak czynić. Raczej chciałbym, żebyśmy wprowadzane normy traktowali jako środki dla ochrony dzieci, a nie ochrony nas samych. Trzeba dalej pracować, nie uciekać, nie wycofywać się – ale zachowując standardy, zapewniające dzieciom bezpieczeństwo.
Zachęcam księży, żeby się nie lękali, żeby pracowali z młodzieżą, przecież po to jesteśmy posłani, żeby wraz z rodzicami, wychowawcami i szkołą towarzyszyć ich życiu. Działania które podejmujemy nie są piętnowaniem kogokolwiek. Wszyscy musimy się troszczyć o to, aby nasze wspólnoty były nadal miejscami otwartymi, bezpiecznymi i przyjaznymi dla dzieci i młodzieży.

- Wytyczne są jasne, każdy powinien się z nimi zapoznać. Co mają zrobić świeccy jeśli widzieć będą naruszenie wytycznych, na przykład nieprawidłowo zorganizowany wyjazd wakacyjny?

- – Jeśli rodzice mają takie obawy albo wiedzę, przede wszystkim należy to natychmiast zgłosić przełożonemu: proboszczowi lub dziekanowi. Nie chodzi też o to, żeby napełniać się lękiem i podejrzeniami. Chodzi o zachowanie roztropności w postępowaniu i przejrzystości, która ma zawsze chronić dzieci i młodzież.

- Pojawiło się w mediach wezwanie, żeby „zostawił Ksiądz Prymas zarządzanie diecezją współpracownikom, a zajął się na 100% problemem pedofilii”.

- – W archidiecezji gnieźnieńskiej postawił mnie pięć lat temu papież Franciszek i tylko on może podjąć decyzję o zmianie. Łączenie obowiązków jest trudne, ale chcę tu być obecny – Kościół gnieźnieński jest moją Oblubienicą, którą Pan Bóg mi powierzył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem