Reklama

Watykan

50. rocznica encykliki „Pacem in terris” bł. Jana XXIII

[ TEMATY ]

papież

Kościół

pokój

Encyklika

pl.wikipedia.org

"Pokój na ziemi, którego wszyscy ludzie wszystkich czasów tak żarliwie pragnęli, nie może być budowany i utrwalany inaczej, jak tylko przez wierne zachowywanie porządku ustanowionego przez Boga". Te pierwsze słowa z encykliki "Pacem in terris" bł. Papieża Dobroci Jana XXIII, której 50. rocznica ogłoszenia, przypadała 11 kwietnia br., mają ogromne i jakże aktualne znaczenie dzisiaj.

Encyklika bł. Jana XXIII ukazała się w szczególnym kontekście historycznym. Papież zwracał się wówczas do świata podzielonego na dwa bloki, zranionego "zimną wojną". Na dwa lata przed ukazaniem się "Pacem in terris", w 1961 r., z inicjatywy Nikity Chruszczowa - sekretarza generalnego komunistycznej partii ZSRR został wzniesiony mur berliński, który nie tylko miał podzielić miasto na dwie części, ale miał stworzyć przeciwstawne bloki ideologiczne, dzieląc Europę i świat, tworząc atmosferę powszechnej podejrzliwości i braku zaufania. Kolejnym ważnym wydarzeniem stanowiącym kontekst encykliki był kryzys kubański.

Tuż po uroczystym rozpoczęciu II Soboru Watykańskiego w 1962 r. świat stanął w obliczu wojny atomowej. 22 października tegoż roku na prośbę rewolucyjnego reżimu Fidela Castro władze sowieckie umieściły na Kubie wyrzutnie rakietowe. Tego samego dnia prezydent Stanów Zjednoczonych John Kennedy w swoim przemówieniu do narodu ogłosił morską blokadę Kuby. Dwie superpotęgi stanęły naprzeciw siebie gotowe do wojennej konfrontacji.

Reklama

25 października papież Jan XXIII zwrócił się do świata z orędziem o uratowanie pokoju. Wezwał w nim, aby ci, którzy mają władzę, usłyszeli krzyk lęku, który "z każdej części ziemi, od małych dzieci do ludzi starszych, od pojedynczych osób do wspólnot, wznosi się do Nieba: Pokój, pokój!". Chruszczow i Kennedy uszanowali wezwanie Papieża Jana, by pokój został uratowany. Było to jego moralne zwycięstwo.

Publikację "Pacem in terris" poprzedziły jeszcze inne wydarzenia, takie jak: rozpoczęcie dialogu Stolicy Apostolskiej z komunistycznymi władzami ZSRR, uwolnienie kard. Slipyja w 1963 r. po 18 latach więzienia na Syberii, przyjęcie w marcu tego samego roku przez Jana XXIII na prywatnej audiencji Rady Chruszczow i jej męża Alekseja Adjubej - zięcia Nikity Chruszczowa, dyrektora dziennika Izwiestia. W takim klimacie 11 kwietnia 1963 r., w Wielki Czwartek, została ogłoszona encyklika "Pacem in terris" - testament duchowy i wielki pomnik myśli i serca bł. Jana XXIII.

"Pacem in terris" wywołała duże i życzliwe zainteresowanie wśród polityków i mężów stanu. Prezydent USA John Kennedy wygłosił specjalne oświadczenie na Katolickim Uniwersytecie w Bostonie, podkreślając, iż jest dumny z bycia katolikiem. Mężowie stanu Zachodniej Europy poświęcili wiele uwagi tej encyklice. Encyklika Papieża Dobroci wpisuje się w sposób szczególny w dzisiejsze wołanie Kościoła o pokój.

Reklama

Bł. Jan XXIII przypomina ludziom współczesnym, że warunkiem pokoju jest przede wszystkim ład w sercu człowieka, a także w rzeczywistości życia społecznego. Aby zaistniał prawdziwy pokój, należy budować go na czterech filarach: prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności. Papież Jan XXIII opiera budowanie prawdziwego pokoju na poszanowaniu godności człowieka, jego praw, ale także na wypełnianiu przez niego samego obowiązków. To przesłanie moralne ma także swoje znaczenie dzisiaj i stanowi "ciągłe zobowiązanie" (Jan Paweł II) po zakończeniu "zimnej wojny" i odrodzeniu się państw w Europie Wschodniej, w epoce integracji europejskiej i globalizacji. Wskazania papieża Jana XXIII odgrywają ważną rolę w pokojowej ewolucji polityki światowej i budowaniu dobra wspólnego. Dziedzictwo jego słynnej encykliki czeka na ponowne przyjęcie i głębokie odczytanie.

Papież Jan XXIII odegrał bardzo ważną rolę w historii Kościoła w XX wieku, co podkreślił papież Jan Paweł II, dokonując jego beatyfikacji na Placu św. Piotra w Rzymie 3 września 2000 r.

Pierwsze lata życia

Angelo Giuseppe Roncalli urodził się 25 listopada 1881 r. w miejscowości Brusico, na terenie Sotto il Monte, w prowincji Bergamo, w ubogiej rodzinie Battisty Roncallego i Marianny Mazzoli. Od wczesnego dzieciństwa chciał „studiować życie Jezusa” i odczuwał powołanie do kapłaństwa. W latach 1892-95 był alumnem Małego Seminarium w Bergamo, a następnie alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w Bergamo. W tym okresie rozpoczyna pisanie „Dziennika duszy” - zapisków duchowych, notatek z rekolekcji, zapisków bieżących prowadzonych niemal do ostatnich dni swojego życia. O „Dzienniku duszy” sam mówił, że „na tych kartach jest więcej z mojej duszy niż w jakimkolwiek innym moim tekście”. Kolejne lata drogi do kapłaństwa kleryk Roncalli spędził w Wyższym Seminarium w Rzymie. 10 sierpnia 1904 r. w kościele Santa Maria in Monte Santo przy Piazza del Popolo otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Giuseppe Ceppetellego - tytularnego patriarchy Konstantynopola, prowikariusza Rzymu.

Sekretarz bp. Radiniego Tedeschiego

Ważnym okresem w życiu ks. Roncallego były lata 1905-14, kiedy pełnił on funkcję osobistego sekretarza bp. Radiniego Tedeschiego w Bergamo. Był to czas bogaty w przeżycia duchowe, okres, w którym ks. Roncalli poznawał lepiej Kościół i jego problemy. To także czas, w którym poznawał świat i Europę, wiele podróżując z bp. Tedeschim, m.in. do Ziemi Świętej. Ks. Roncalli, będąc sekretarzem biskupa, zainaugurował w 1906 r. wydawanie pisma diecezjalnego „La Vita Diocesana” (Życie Diecezjalne). Do końca życia dla późniejszego papieża Jana XXIII bp Radini Tedeschi pozostał przewodnikiem duchowym i mistrzem.

W służbie Stolicy Apostolskiej

Istotnym etapem życia dla przyszłego papieża był czas jego pracy dyplomatycznej i służby dla Stolicy Apostolskiej (1925-53). W 1925 r. papież Pius XI mianował ks. Roncallego wizytatorem apostolskim w Bułgarii, podnosząc go do godności biskupiej. Święcenia biskupie ks. Roncalli przyjął 19 marca tego samego roku, a jako motto swojej posługi biskupiej obrał słowa: „Obedientia et pax” (Posłuszeństwo i pokój).

W „Dzienniku duszy” napisał: „Te słowa odzwierciedlają w pewnym stopniu historię mego życia. Niech one stanowią chwałę mego biednego imienia na wieki!”. Swoją misję w Bułgarii bp Roncalli pełnił do 1934 r. Następnie, w latach 1935-44, był przedstawicielem Stolicy Apostolskiej w Turcji i Grecji, a z woli papieża Piusa XII - w latach 1945-52 był nuncjuszem apostolskim we Francji. Pełniąc wszystkie te funkcje, bp Roncalli starał się o dobro Kościoła, budując jedność i pokój.

Patriarcha Wenecji i papież

Nowym etapem życia biskupa, a od 12 stycznia 1953 r. kardynała Roncallego, był okres jego posługi duszpasterskiej w Wenecji. Jako patriarcha Wenecji troszczył się o dobro duchowe wiernych, szczególnie o kult Eucharystii, o dyscyplinę kościelną duchownych. Dbał też o należyte wprowadzanie w życie Magisterium Kościoła, czego widocznym przykładem był zwołany przez niego w 1957 r. XXXI Synod Diecezjalny. Opatrzność Boża miała jednak inne plany.

28 października 1958 r. kard. Roncalli został wybrany na Stolicę św. Piotra. Przyjął imię Jan XXIII. Pontyfikat Jana XXIII był stosunkowo krótki - trwał do 3 czerwca 1963 r. Jednak ten Papież w sposób bardzo wyraźny naznaczył historię Kościoła i świata w XX wieku. Pozostawił wiele „pomników” swojego pontyfikatu, wśród których w sposób szczególny należy wymienić otwarty przez niego 11 października 1962 r. Sobór Watykański II i encyklikę „Pacem in terris” z 11 kwietnia 1963 r., która stanowi jego testament duchowy, aktualny także dla współczesnego świata.

Encyklika ukazała się w szczególnym kontekście historycznym, gdy świat podzielony był na dwa bloki, zraniony zimną wojną. Dwa lata wcześniej bowiem, w 1961 r., z inicjatywy Nikity Chruszczowa - sekretarza generalnego komunistycznej partii ZSRR został wzniesiony mur berliński. A w październiku 1962 r. na prośbę rewolucyjnego reżimu Fidela Castro władze sowieckie umieściły na Kubie wyrzutnie rakietowe. Świat stanął na krawędzi wojny. Osobiste zaangażowanie Jana XXIII i jego wołanie o pokój zakończyły kryzys kubański.

Związki bł. Jana XXIII z Polską, Jasną Górą i Prymasem Tysiąclecia

Przybliżając postać bł. Jana XXIII, warto się także zatrzymać przy jego związkach z Polską, a szczególnie z Jasną Górą i Prymasem Tysiąclecia kard. Stefanem Wyszyńskim. Jan XXIII, zanim został wybrany na Stolicę św. Piotra, kilka razy odwiedził Polskę. Ale szczególnie cenił sobie swoje pielgrzymowanie do Częstochowy, na Jasną Górę.

Otóż 17 sierpnia 1929 r., będąc jeszcze wizytatorem apostolskim w Bułgarii, odwiedził Jasną Górę. W jasnogórskiej księdze pamiątkowej napisał: „Fiat pax in virtute tua, Regina Poloniae et abundantia in turribus tuis” (Niech będzie pokój w mocy Twojej, Królowo Polski, i obfitość w wieżycach Twoich). W swoich spotkaniach i rozmowach z Prymasem Tysiąclecia powracał do Matki Bożej Jasnogórskiej. To na prośbę Jana XXIII, wypowiedzianą 4 listopada 1958 r. do kard. Wyszyńskiego, od 6 listopada 1958 r. rozpoczęto odprawianie codziennych Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze w intencji papieża.

Warto też podkreślić, że umierający Papież w czerwcu 1963 r. polecił ustawić przy swoim łóżku obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Szczególna więź łączyła też Jana XXIII z Prymasem Wyszyńskim, którego wielokrotnie przyjmował i wspierał we wszelkich inicjatywach podejmowanych w Kościele w Polsce. Na uwagę zasługuje fakt, że ostatnia notatka w „Dzienniku duszy”, zapisana krótko przed śmiercią, 20 maja 1963 r., dotyczy audiencji udzielonej kard. Wyszyńskiemu. Cennym świadectwem niezwykłej przyjaźni Jana XXIII z Prymasem Tysiąclecia są zapiski „pro memoria”, kazania, przemówienia i listy kard. Wyszyńskiego z lat 1957-63. Spełniło się też - 3 września 2000 r. - pragnienie sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, by „Bóg, Dawca chwały, pozwolił, wcześniej czy później, że będziemy oglądać go (Jana XXIII) na ołtarzach jako wzór najbardziej potrzebny współczesnemu światu” (Watykan, przy grobie Jana XXIII, 1 listopada 1964 r.)

2013-04-12 09:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zabytkowy kościółek odzyskuje blask

2020-08-05 07:21

Niedziela sosnowiecka 32/2020, str. VI

[ TEMATY ]

Kościół

renowacja

Wolbrom

Ewa Barczyk

Kościółek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Wolbromiu

Trwa dobra passa wczesnobarokowego kościółka pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Wolbromiu – perełki architektonicznej. Opiekująca się drewnianą świątynią, pełniącą niegdyś funkcję kościoła przyszpitalnego dla ubogich, parafia św. Katarzyny Aleksandryjskiej otrzymała ostatnio trzecią z kolei ministerialną dotację, dzięki której kontynuowane będą prace konserwacyjne przy kościółku.

Intensyfikację działań na rzecz ratowania wolbromskich zabytków sakralnych zainspirował przed kilku laty pasjonat, dziś wolbromski radny Radosław Kuś, który wspomaga merytorycznie ks. proboszcza Zbigniewa Lutego w pisaniu wniosków o dofinansowania z różnych źródeł.

CZYTAJ DALEJ

Wiara na medal

2020-07-21 12:05

Niedziela Ogólnopolska 30/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

sport

świadectwo

świadectwo wiary

www.mt1033.pl

Robert Lewandowski: jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa

Wielu polskich sportowców publicznie przyznaje się do wiary. W czasach, gdy w przestrzeni publicznej słyszymy najczęściej wyznania osób odrzucających Boga, postawa naszych zawodników jest bardzo budująca.

Pan Jezus jest u mnie na pierwszym miejscu (...). Wiary uczyłem się najpierw w domu – od dziadka i taty. Dzisiaj jest ona czymś zupełnie naturalnym. Pan Bóg był i zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym – powiedział Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu w sezonie 2019 i polski sportowiec 2019 roku, gdy dołączył do akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Podczas gali, w czasie której odebrał statuetkę dla najlepszego sportowca, ujął wszystkich ogromną skromnością i pokorą. Trener polskiej kadry żartuje, że jest on taki grzeczny, ponieważ codziennie chodzi do kościoła. Żużlowiec doprecyzowuje: – Do kościoła chodzę w każdą niedzielę. To nie jest dla mnie żadna ujma ani utrudnienie. To bardzo mi pomaga. Kiedyś spodobały mi się słowa, które powiedział Kamil Stoch: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Staram się to wdrażać w życie.

Stoch pięknym świadectwem wiary dzieli się już od lat. Wielokrotnie publicznie dziękował Bogu za swoje różne osiągnięcia, np. po zdobyciu złotych medali olimpijskich, medali mistrzostw świata, a także po innych sukcesach. O tym, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa Bóg, opowiadał w wielu wywiadach oraz pokazywał, wspierając różne inicjatywy katolickie, m.in. w 2017 r. zachęcał do udziału w „Różańcu do granic”. – Wiara jest dla mnie fundamentem życia, fundamentem bycia. Stale, w każdym momencie, odczuwam obecność Boga i Jego wsparcie. Bez wiary trudno byłoby mi cokolwiek osiągnąć – deklaruje.

Obaj sportowcy każdy swój start powierzają Bogu. Przed każdym wyjazdem na tor lub wejściem na skocznię wykonują znak krzyża. – To mnie uspokaja i dodaje mi siły. Uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że Bóg jest przy mnie i na pewno będzie nade mną czuwał – tłumaczy skoczek.

Zmarzlik i Stoch nie są bynajmniej jedynymi sportowcami, którzy mają odwagę przyznawać się do Boga. Tak postępuje prawie cała dziesiątka najlepszych sportowców 2019 r.!

Cotygodniowa ewangelizacja

W minionym sezonie zimowym dość regularnie powtarzał się następujący obraz: Dawid Kubacki żegna się przed skokiem, po czym frunie po kolejne miejsce na podium. To piękne świadectwo dla milionów Polaków, którzy zasiadają przed ekranami telewizorów. Znak krzyża, który zawsze czyni nasz zawodnik, nie wszystkim się jednak podoba. Dwa lata temu Wojciech Kuczok w felietonie dla Gazety Wyborczej stwierdził, że obraża on jego „uczucia ateistyczne”, i kpił, że nie wróży Dawidowi pozytywnych efektów współpracy z psychologiem, „dopóki to nerwowe «Wymię ojca» będzie poprzedzało każdy dojazd do progu”. Skoczek wówczas odpowiedział: „Wiara w moim życiu jest bardzo ważna. Żegnam się przed skokiem, bo to jest symbol wiary, z którym się identyfikuję. Znak krzyża pomaga mi być lepszym zawodnikiem. Dzięki temu czuję, że mam na skoczni dodatkowe wsparcie. Ze spokojem podchodzę do pewnych rzeczy, mając świadomość, że mam wsparcie z góry”. Znaku krzyża przed każdym skokiem robić nie przestał. A od tamtego czasu sięgnął po mistrzostwo świata, wygrał Turniej Czterech Skoczni i zaczął kolekcjonować kolejne miejsca na podium w zawodach Pucharu Świata.

Znak, który nie jest na pokaz

Znak krzyża przed startem czynią też inni nasi sportowcy. Marcin Lewandowski, brązowy medalista mistrzostw świata 2019 r. w biegu na 1500 m, przyznaje: – Gest ten wyniosłem z młodości i gry w piłkę: przed wejściem na boisko dotykałem murawy i się żegnałem. Teraz tak samo jest na tartanie. Nie robię tego na pokaz. Modlę się codziennie. Lewandowski podkreśla, że wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna: – Moje całe życie to rodzina. Ona, obok wiary w Pana Boga, daje mi siłę (...). Bóg i rodzina to dla mnie najważniejsze wartości. Za nimi jest bieganie.

Wymodlone dziecko

Wilfredo Leon, jeden z najlepszych siatkarzy świata, który dołączył do naszej reprezentacji w minionym roku, przyznał po udanych kwalifikacjach olimpijskich, że modlił się w ich kluczowym momencie. – Pan Bóg chyba trochę pomógł – stwierdził. To, że wiara dla Leona jest bardzo ważna, na pewno w dużej mierze wynika z jego osobistego doświadczenia – żyje dzięki modlitwie rodziców. – Lekarze bardzo długo mówili mojej mamie, że jest bezpłodna i nie może mieć dzieci. Rodzice bardzo długo starali się o dziecko. Pragnęli potomka, mama zaczęła więcej chodzić do kościoła. Prosiła Boga o dobrą nowinę. I nagle stał się cud – zaszła w ciążę! Można więc powiedzieć, że byłem wymodlonym dzieckiem, darem od Boga dla moich rodziców – wyznał w jednym z wywiadów.

Z Kościołem za pan brat

Nasz znakomity piłkarz Robert Lewandowski do akcji „Nie wstydzę się Jezusa” dołączył już w 2012 r. – Jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa. Wiara pomaga mi na boisku, ale też poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów – powiedział wówczas w nagraniu.

Medalista mistrzostw świata w skoku o tyczce Piotr Lisek przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia przyznał, że święta są dla niego bardzo ważne ze względów religijnych: – Z Kościołem jesteśmy za pan brat. Kolędujemy, idziemy na Pasterkę. Jest chwila wyciszenia, refleksji. Biegaczka Justyna Święty-Ersetic podczas spotkania z kibicami w Raciborzu podzieliła się tym, że w czasie mistrzostw świata w Ad-Dausze w ub.r., zanim zdobyła z koleżankami brązowy medal w sztafecie 4 × 400 m, przechodziła kryzys i wzywała Boga na ratunek. I On pomógł. Z kolei koszykarz Mateusz Ponitka zapewniał jakiś czas temu, że codziennie dziękuje Bogu za to, iż tak potoczyła się jego kariera sportowa.

Najważniejsze wartości

O Bogu i wierze publicznie mówią także inne nasze gwiazdy sportu. – Wierzę w Boga, kocham Go, jestem Mu oddana. Wierzę, że moje istnienie ma sens i nie skończy się śmiercią fizyczną. W moim życiu było wiele sytuacji, w których szczególnie odczuwałam obecność Boga i w wielu przypadkach wiedziałam, że mi pomógł – wyznała kilka lat temu Anita Włodarczyk, nasza najbardziej utytułowana sportsmenka ostatnich lat, która w czołowej dziesiątce sportowców 2019 r. nie znalazła się tylko przez kontuzję.

Pięknym świadectwem niezłomnej wiary, wyrażanej nie tylko przez słowa, lecz także przez konkretną postawę, dzieli się w ostatnich miesiącach medalistka olimpijska i mistrzyni świata w windsurfingu Zofia Klepacka. Gdy w marcu wyraziła swój sprzeciw wobec warszawskiej Karty LGBT+, spotkała ją lawina hejtu. Zawodniczka się tym jednak nie zraziła i jeszcze wyraźniej zaczęła się sprzeciwiać seksualizacji dzieci. Ponadto często zamieszcza ewangelizujące posty w mediach społecznościowych oraz upomina się o prawo do życia dla wszystkich nienarodzonych dzieci. Niemal na każdym kroku podkreśla, że najważniejsze dla niej wartości to Bóg, Honor i Ojczyzna.

CZYTAJ DALEJ

Coraz więcej Polaków upamiętnia dzieje przodków

2020-08-09 18:51

[ TEMATY ]

historia

Przodkowie

©Gabriele Rohde/fotolia.com

Coraz więcej Polaków szuka swoich korzeni, upamiętnia dzieje swoich przodków. Szukają w archiwach i księgach parafialnych, na podstawie dostępnych dokumentów rodzinnych odtwarzają ich przeszłość. – Nie jest to wyraźny trend, ale na podstawie moich obserwacji wynika, że istotnie takie poszukiwania są dość częste, z pewnością obserwujemy też duże zainteresowanie historią – mówi KAI socjolog kultury prof. Andrzej Tyszka.

Na pytanie czemu to robią, zainteresowani odpowiadają: żeby ocalić pamięć o przodkach, wzmocnić tożsamość, odkryć korzenie.

Wraz z pięciorgiem rodzeństwa prof. Tyszka dwa lata temu wydał w kilkunastu egzemplarzach życiorys swojego ojca, Wacława Tyszki, powstańca warszawskiego, który walczył na górnym Czerniakowie w zgrupowaniu pod dowództwem płk. Zygmunta Netzera ps. Kryska. Niestety zginął osierociwszy sześcioro dzieci, które w 74. rocznicę śmierci wydały publikację, poświęconą ojcu.

„Jest taki dom” to niewielka publikacja, wydana przez Edwarda Dreszera, właściciela drukarni, b. Prezesa Polskiej Izby Druku. Jest to opowieść i dziadkach po linii matki, Władysława i Aleksandry Cichoszów, którzy mieszkali w skromnym ceglanym domu w Gorzkowie niedaleko Krasnego Stawu. Byli nauczycielami, w czasie odrodzenia Polski byli członkami POW, krzewili oświatę, byli animatorami życia kulturalnego w powiecie krasnostawskim, inicjowali powstawanie kolejnych szkół, funkcjonujących do dziś.

W czasie okupacji wstąpili do AK i organizowali pomoc dla jej członków. Przypłacili to prześladowaniami przez władzę ludową, w książce jest wstrząsający opis rewizji agentów UB, którzy w poszukiwaniu jednego z członków podziemia rewidują dom, a żeby ich praca była bardziej efektywna, przystawiają lufę do głowy niemowlęcia, starszej siostry Edwarda Dreszera. Wprawdzie ubek dostaje za to w głowę polanem, ale członkowie rodziny zostają pobici, a dziadek trafia do więzienia.

- Żeby takie historie zebrać, rodzina musi mieć jakieś materiały – mówi prof. Tyszka. Zdjęcia, opowieści, przekazy rodzinne, listy, dowody osobiste, dyplomy rozmaitych uczelni, akta kupna i sprzedaży, zaproszenia na śluby i uroczystości, wizytówki. Z takich fragmentów można się wiele dowiedzieć i poskładać w całość, a liczne fakty można sprawdzić w księgach parafialnych. - Ale nieraz niespodziewanie wypływają pamiętniki i wspomnienia, o których potomkowie autorów nie mieli pojęcia. Wtedy odkrywają nieznany świat dziadków i pradziadków, fascynująca przygoda – mówi prof. Tyszka.

Socjolog zwraca uwagę, że przeważnie odtwarza się zwyczajne losy Polaków, nie tylko tych, którzy walczyli i ginęli, nie tylko historie bohaterskie. – Wciąż upominam się o historie cywilne, o życie rodzinne, gospodarcze, o dzień powszedni zwykłych ludzi – rzemieślników, rolników, inteligencji miejskiej – aptekarzy, nauczycieli, lekarzy. - Mamy tendencje do skupiania się na walkach i nadzwyczajnych wydarzeniach, tymczasem codzienność jest równie fascynująca – podkreśla prof. Tyszka. Dodaje, że w o wiele łatwiejszej sytuacji są osoby pochodzenia szlacheckiego, którzy mogą czerpać informacje z herbarzy i sporządzonych drzew genealogicznych. Wielkie magnackie rody specjalnie zatrudniały genealogów, którzy sporządzali drobiazgowe wykresy, związane z pochodzeniem i pokrewieństwami przodków.

Prof. Anna Doboszyńska, pulmonolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, pochodząca ze szlachty wileńskiej, ma opracowane genealogie po mieczu – ojcu prof. Leonie Doboszyńskim. Chce ona wydać książkę, upamiętniającą rodziców Janinę i Leona. Wiąże się to z interesującymi dziejami rodu, osiadłego od ponad trzystu lat na Litwie, ale także babki, Barbary Kokoczaszwili, którą pradziad pani profesor Ireneusz poślubił w dalekiej Gruzji pod koniec I wojny światowej. W archiwach rodzinnych przechowywane są dwa drzewa genealogiczne – Kokoczaszwilich i Doboszyńskich. Historia Leona jest, używając słów prof. Tyszki, zwyczajna i związana z walką – jako żołnierz AK brał on udział w akcji „Burza” w Wilnie, a po wyparciu z rodzinnych stron w PRL stał się niekwestionowanym autorytetem łąkarstwa, był autorem licznych prac badawczych, promował doktorów, brał udział w konferencjach naukowych.

Na pytanie, czemu obecnie można zaobserwować ożywienie w prywatnych badaniach dziejów rodziny, prof. Tyszka odpowiada, że wiele przeżyć Polaków było traumatycznych. – W czasach PRL rodzice często nie opowiadali o swoich przeżyciach wojennych czy zaangażowaniu w konspirację także w obawie, że dzieci coś powiedzą w szkole i będą kłopoty. A do zbierania takich materiałów, wydawania ich w niskonakładowych publikacjach, potrzebny jest pewien komfort.

Można też odnotować ożywienie zainteresowań historią. Książki historyczne cieszą się sporym zainteresowaniem, targi książek o tej tematyce także. – Wiele osób na własny użytek nakłada opowieści i przekazy rodzinne na wydarzenia, znane z podręczników historii. I nieraz otrzymują zaskakujące efekty, pogłębiają swoją wiedzę, czasem odkrywają, jak bardzo bieg historii zależy od zachowań zwykłych, zapomnianych przez dziejopisów ludzi – mówi prof. Tyszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję