Reklama

Abp Budzik: Kardynał Wyszyński aktualny także dziś (wywiad)

2019-10-04 18:35

Rozmawiał Marcin Przeciszewski / Lublin (KAI)

episkopat.pl

- Postać prymasa Wyszyńskiego jest dziś wezwaniem, aby miłość Ojczyzny i Kościoła nas jednoczyła, byśmy umieli dostrzec i docenić dobro wspólne i nie dali się podzielić na obozy walczące ze sobą na śmierć i życie – mówi KAI abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski, jego następca na stolicy lubelskiej.

Marcin Przeciszewski, KAI: Papież Franciszek zaakceptował dekret o uznaniu cudu, jaki dokonał się za pośrednictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, co otwiera bezpośrednią drogę do jego beatyfikacji. Ksiądz arcybiskup jako biskup lubelski - obok kard. Nycza w Warszawie i prymasa Polaka w Gnieźnie - jest następcą kard. Wyszyńskiego Lublinie. Był on przez całe swe życie był związany z tym miastem. Czym dla Księdza jest rychłe wyniesienie kard. Wyszyńskiego na ołtarze?

Abp Stanisław Budzik: Te decyzje papieża Franciszka są źródłem radości dla całego Kościoła w Polsce, a szczególnie dla Lublina i archidiecezji lubelskiej. Prymas Wyszyński był z Lublinem blisko związany. Przed wojną studiował na naszym Uniwersytecie w latach 1925-29 i tu obronił doktorat na wydziale prawa kanonicznego. Mieszkał w konwikcie dla księży w samym centrum miasta przy ul. Archidiakońskiej. Dziś upamiętnia to tablica. Dyrektorem konwiktu był wówczas ks. Tadeusz Fedorowicz, a młody ksiądz Wyszyński pełnił rolę przedstawiciela mieszkających tam studentów. Ich długoletnia przyjaźń wpłynęła na duchowość i teologię przyszłego prymasa. Dzięki temu związał się też blisko z Laskami i siostrami Franciszkankami Służebnicami Krzyża. Razem z nimi podczas wojny ukrywał się na Lubelszczyźnie, w Kozłówce i w Żułowie, gdzie po dziś dzień siostry prowadzą zakład dla niewidomych kobiet.
Po wojnie został mianowany biskupem lubelskim i przez 2 lata i 8 miesięcy (1946 – 49) ofiarnie pracował nad odnową życia religijnego po latach okupacji. Posługa ta przygotowała go do zadań czekających go w Gnieźnie i w Warszawie, jako prymasa Polski. Niedawno obchodziliśmy 70. rocznicę jego przejścia z Lublina do Gniezna. W Lublinie rozpoczął także codzienne niemal zapisywanie notatek „Pro memoria”, które kontynuował aż do śmierci.

- Kiedy się to stało? Co go do tego go zainspirowało?

- Pierwsza jego notatka została zapisana w 22 października 1948 r. Był to pamiętny dzień ze względu na wydarzenie, o którym za chwilę. Warto podkreślić, że trzydzieści lat później, 22 października miała miejsce inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II, a co roku w tym dniu przypada wspomnienie świętego Papieża Polaka.
Biskup Wyszyński przyjechał tego dnia do Lublina z Zakopanego, gdzie był na krótkim wypoczynku po operacji wyrostka robaczkowego. W holu domu biskupiego od furtiana dowiaduje się, że właśnie zmarł prymas August Hlond. Jest pod bardzo silnym wrażeniem tej wiadomości. „Stoimy dłuższy czas w holu– pisze – zagubieni w milczeniu. Dochodziły do Zakopanego wieści o ciężkiej chorobie ks. kardynała Hlonda, ale śmierci nikt się nie spodziewał. Tak często radowałem się myślą, że w niezwykle trudnej sytuacji Kościoła w Polsce błogosławieństwem jest jego Sternik – pewną dłonią prowadzący przez męki. Człowiek czuł się dziwnie spokojny w obliczu Prymasa Hlonda. A teraz coś się zawaliło. Runął mur oporowy. Kto teraz będzie antemurale, kto będzie przedmurzem?” Czyżby przeczuwał, że to właśnie on stanie się owym „murem oporowym” i „przedmurzem”?
Po przejściu do Gniezna i Warszawy Kardynał Wyszyński wielokrotnie później wracał do Lublina, szczególnie w kontekście Uniwersytetu, który był przedmiotem jego wielkiej troski przez całe życie. Jako biskup lubelski był jego Wielkim Kanclerzem, a będąc prymasem regularnie na KUL przybywał. Uczestniczył w inauguracjach i innych ważnych wydarzeniach. Obaj kardynałowie, Wyszyński i Wojtyła, uczestniczyli w 50-leciu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1968 r. Wtedy Prymas, zwracając się do młodzieży powiedział: „Niektórzy z Was doczekają stulecia KUL. Pamiętajcie wtedy o nas, a my będziemy wam błogosławić z nieba”. Były to słowa poniekąd prorocze. Dziś jeden z nich, Jan Paweł II cieszy się chwałą świętych, a drugi, Kardynał Wyszyński, będzie wkrótce błogosławionym.

- Ksiądz Arcybiskup codziennie spogląda na pomnik kard. Wyszyńskiego stojący na dziedzińcu rezydencji biskupów lubelskich. To kolejna pamiątka po Prymasie w Lublinie. Komu ją zawdzięczamy?

- Został on postawiony w 1996 r. z inicjatywy abp. Bolesława Pylaka, który jako diakon towarzyszył Wyszyńskiemu w wizytacjach, jakie odbywał jako biskup lubelski. Widzimy na nim Prymasa Tysiąclecia jako dobrego pasterza i męża stanu, w zadumie i trosce o Ojczyznę i Kościół.

- Jest jeszcze drugi pomnik kard. Wyszyńskiego w Lublinie, wraz z Janem Pawłem II. Jak Ksiądz Arcybiskup odczytałby symbolikę tej sceny uścisku dwóch wielkich mężów Kościoła, kiedy Papież podnosi z kolan Prymasa, który chciał mu w ten sposób złożyć homagium?

- Pomnik nawiązuje do daty 22 października, a konkretnie do uroczystości inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II 22 października 1978 na Placu św. Piotra.
Między Wojtyłą a Wyszyńskim było 20 lat różnicy, niemal całe pokolenie. Władze komunistyczne być może dlatego zgodziły się, aby Wojtyła został arcybiskupem krakowskim, żeby zaistniał jakiś autorytet, który zagroziłby Prymasowi. Na szczęście się to nie udało. Kard. Wojtyła nie pozwolił się użyć do takiej gry, pomimo, że między tymi dwoma wielkimi ludźmi Kościoła istniały różnice życiowej drogi, akcentów teologicznych i wrażliwości duszpasterskiej. Ale obaj kardynałowie, kierowani troską o dobro nadrzędne, a także osobistą sympatią, wspaniale ze sobą współpracowali.
Pomnik ten symbolizuje to, co w życiu obu tych ludzi – tak bardzo związanych z Lublinem – może być dla nas punktem odniesienia na dziś: w sprawach ważnych i dla teraźniejszości i dla przyszłości. Musimy szukać porozumienia w rzeczach istotnych dla Kościoła i dla Polski. Nie dajmy się podzielić na obozy walczące ze sobą na śmierć i życie. Szukajmy obszarów wspólnej troski i narodowej zgody. Pamiętajmy, że o wiele więcej nas łączy niż dzieli.

- A czy kardynała Wyszyńskiego można nazwać człowiekiem dialogu? Raczej kojarzy się z bezkompromisowością.

- – Kard. Wyszyński był człowiekiem dialogu, mimo, że był przekonanym antykomunistą i zdecydowanym przeciwnikiem narzuconego Polsce ustroju. Przygotowując porozumienie z komunistycznym rządem w 1950 r., szukał tego, co jeszcze można ocalić w imię dobra narodu i Kościoła. Ale kiedy władza totalitarna zaszła za daleko, wypowiedział słynne: „Non possumus!”. Te słowa przypominają wezwanie Ja Pawła II do obrony niezbywalnych wartości: każdy z nas winien mieć „swoje Westerplatte”. Chodzi o obszary, których nie wolno oddać bez walki, wymiar zadań i powinności, od których nie można się uchylić.
Nawiązując do ducha dialogu, który cechował i Wyszyńskiego i Wojtyłę – co symbolicznie ukazuje pomnik na dziedzińcu KUL – chcemy przyszłoroczny Kongres Kultury Chrześcijańskiej w Lublinie zorganizować pod hasłem: „Przestrzenie dialogu”. Nawiążemy w ten sposób do przesłania tych dwóch wielkich Polaków, w roku, w którym będziemy wspominać stulecie urodzin Jana Pawła II oraz uczestniczyć w beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia.

- Czym jest dla nas dziś postać prymasa Wyszyńskiego?

- Ciągle wskazuje nam drogę, jest naszym przewodnikiem. Uczy miłości do Kościoła i Ojczyzny i szacunku do każdego człowieka, wzywa nas, abyśmy szukali tego, co łączy, tego, co wspólne i nieprzemijające, byśmy nie pozwolili uwikłać się w spory, ale spojrzeli na rzeczywistość z dystansu. Są wartości ponadczasowe, które trzeba ocalić i na których należy budować.

- Mamy nadzieję, że uroczystości beatyfikacyjne kard. Wyszyńskiego odbędą się w Warszawie na przełomie maja i czerwca przyszłego roku. Wierni archidiecezji lubelskiej będą zapewne w dużej liczbie w nich uczestniczyć. Jak Archidiecezja przygotowuje się do tego wydarzenia?

- Od dawna regularnie modlimy się w intencji beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Włączamy się w modlitwę w dniu 28 każdego miesiąca, upamiętniającym jego odejście do Domu Ojca. Lublin będzie mocno obecny na beatyfikacji w Warszawie. Będziemy się też częściej starali sięgać do przesłania naszego biskupa i Prymasa Polski. Chcemy podkreślać, że tu w Lublinie, zdobywał pierwsze doświadczenia duszpasterskie jako biskup.
Jedną z inspiracji może być książka ks. Piotra Niteckiego, wydana niedawno przez TN KUL, pt. „Wiemy jak godną stolicę obejmuję w dziedzictwie”. Opisuje ona lubelski okres życia prymasa Wyszyńskiego. Rozprowadzamy też wydaną w Warszawie przez „Soli Deo” książkę „Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski”. Są w niej jego zapiski duchowe z okresu uwięzienia. Kiedy je czytamy, podziwiamy niezłomną moc ducha, wyrastającą z jego zjednoczenia z Bogiem, miłości do Kościoła i Ojczyzny, gorącej pobożności Maryjnej. Będąc więzionym i trzymanym w odosobnieniu, nie był pewien, czy stamtąd powróci. Mógł się obawiać, że w Polsce stanie się to samo, co stało się w Jugosławii, w Czechosłowacji czy na Węgrzech. A mimo to zachował niesamowitą moc ducha – w najtrudniejszych dla siebie czasach.
Jeszcze nie wiedział, jak wielką rolę odegra w Kościele, że zostanie nazwany Prymasem Tysiąclecia, że powita w Ojczyźnie Papieża Polaka. Bo chyba nie ulega wątpliwości, że ten dynamiczny kształt, jaki nadał Kardynał Wyszyński Kościołowi w kraju rządzonym przez komunistów, skierował na Polskę uwagę kardynałów elektorów na konklawe w październiku 1978 r.
Ważnym motywem był także proces pojednania z Niemcami, rozpoczęty odważnym i na wskroś chrześcijańskim listem biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r., pod którym podpis złożył prymas Wyszyński. A tak się złożyło, że wybór na papieża dokonał się zaledwie w kilka tygodni po pierwszej w historii oficjalnej wizycie przedstawicieli Episkopatu Polski w Niemczech, w tym obu kardynałów: Wyszyńskiego i Wojtyły.

- Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad papież kard. Stefan Wyszyński KUL Lublin beatyfikacja abp Stanisław Budzik papież Franciszek Prymas Tysiąclecia

Ojczyzna jak matka

2019-11-19 12:18

Anna Gliwa
Edycja lubelska 47/2019, str. 1-2

Bóg chce, abyśmy pomagali Polsce, pracowali dla niej i jej się poświęcali; abyśmy kochali ją tak, jak kochamy ojca i matkę – powiedział abp Stanisław Budzik

Marcin Dudek
Ważnym elementem świętowania niepodległości była modlitwa za Ojczyznę

Święto Niepodległości w Lublinie zgromadziło mieszkańców miasta i regionu na uroczystych obchodach, które rozpoczęły się od złożenia kwiatów pod pomnikami Marszałka Józefa Piłsudskiego i Nieznanego Żołnierza na pl. Litewskim. Następnie, po uroczystej sesji Rady Miasta Lublin, w archikatedrze lubelskiej modlono się w intencji Ojczyzny. Liturgii z udziałem przedstawicieli władz parlamentarnych i samorządowych, instytucji i szkół, służb mundurowych i kombatantów, przewodniczył abp Stanisław Budzik. Metropolita podkreślał, że troska o Ojczyznę jest wpisana w życie chrześcijańskie. – Bóg chce, abyśmy pomagali Polsce, pracowali dla niej i jej się poświęcali; abyśmy kochali ją tak, jak kochamy ojca i matkę. Do IV przykazania, jako jedynego, została dołączona obietnica o długim życiu i dobrym powodzeniu – mówił Pasterz.

Duchowa spuścizna

W homilii abp Stanisław Budzik wskazał na duchową spuściznę, jaką zostawiły współczesnym Polakom minione pokolenia, doświadczone walką o wolność. – Odzyskanie niepodległości miało wielu ojców, zjednoczonych wobec nadrzędnego celu. Wspominamy tych, którzy wiarę w odzyskanie niepodległości przekuli na czyn. Odbudowa państwa była efektem wysiłku wielu Polaków. Reprezentowali różne poglądy polityczne i pochodzili z różnych zaborów, a mimo to potrafili zjednoczyć się wokół jednego nadrzędnego celu: wolności, niepodległości Ojczyzny – mówił. Wskazując na ojców niepodległości, Metropolita przywołał postać św. Urszuli Ledóchowskiej i zaapelował o docenienie roli wielu bohaterskich kobiet, które swoje talenty i zdolności zaangażowały w dzieło budzenia ducha narodu oraz uczestniczyły czynnie w działaniach niepodległościowych. – Koligacje rodzinne otwierały św. Urszuli drogę do wielu znakomitych środowisk, a wyjątkowe umiejętności językowe pozwalały wypowiadać się w wielu kręgach. Wędrując po krajach północy, organizowała wiele instytucji i akcji charytatywnych. Jej pełne pasji odczyty w obronie sprawy Polski robiły wielkie wrażenie, otwierając nie tylko serca, ale i portfele – przypomniał Pasterz.

Bądźmy Polakami

W kolejnej odsłonie świętowania 101. rocznicy odzyskania niepodległości, na pl. Zamkowym, po oficjalnych przemówieniach odbyła się defilada wojskowa oraz patriotyczny piknik rodzinny. Przemysław Czarnek, występując po raz ostatni w roli wojewody lubelskiego (12 listopada złożył ślubowanie i objął mandat posła), podkreślał, że „niepodległość to płaszczyzna wolności dla Polaków”. Nawiązując do słów św. Jana Pawła II, mówił: „Niepodległość to jest płaszczyzna wolności. Niepodległość Polski to jest przestrzeń dla wolności Polaków, którą możemy, ale i powinniśmy wypełniać polskością, polskim językiem, polską kulturą, polską tradycją i zwyczajami, zakorzenionymi w chrześcijaństwie. Pamiętajmy o tym wielkim zadaniu, jakie jest przed nami: to wypełnianie naszej niepodległości naszą wolnością, zakorzenioną w prawdzie o człowieku, zakorzenioną w chrześcijaństwie. Po to 101 lat temu nasi ojcowie odzyskiwali niepodległość, po to całe pokolenia przez 123 lata marzyły o niepodległej ojczyźnie. Nie chcieli rozwijać się w innych, obcych państwach. Chcieli być Polakami”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: wigilijne kolędowanie z plejadą gwiazd

2019-12-12 17:16

it / Jasna Góra (KAI)

W wigilię Bożego Narodzenia odbędzie się rodzinny koncert kolęd z Jasnej Góry w wykonaniu plejady polskich gwiazd. W inicjatywie udział wezmą polscy artyści, którzy zapraszają do wspólnej modlitwy tradycyjnymi świątecznymi utworami. Widowisko religijne przygotowuje Program Pierwszy Telewizji Polskiej.

Krzysztof Świertok/BPJG

Reżyser Bolesław Pawlica podkreśla, że to wielki zaszczyt móc w tak wyjątkowym miejscu realizować świąteczny koncert. Jego formuła jest bardzo prosta. - Chcieliśmy, aby artyści zaprosili do wspólnego śpiewania swoich najbliższych, tak, aby było to rzeczywiście rodzinne kolędowanie - wyjaśnia reżyser. Dodaje, że „każda z gwiazd zaśpiewa jedną kolędę sama, po czym zaprosi kogoś bliskiego ze swojej rodziny, żeby razem z nim kolędować. - Mam nadzieję, że ta idea państwu się spodoba i koncert będzie piękny - mówił Pawlica.

Koncert przygotowywany jest z dużym rozmachem z wykorzystaniem różnorakiego sprzętu: światła, nagłośnienia, kamer, rekwizytów. - Jeśli już dostąpiliśmy tego zaszczytu, by móc tutaj koncertować, chcielibyś my to zrobić jak najlepiej, żeby tą cudowną bazylikę pokazać jak najpiękniej, by w kamerach telewizyjnych wieczorem wyglądała tak, jak widzimy ją w ciągu dnia - powiedział reżyser.

O wielkim przeżyciu, którym jest kolędowanie na Jasnej Górze mówi też Zygmunt Kukla, dyrygent orkiestry Kukla Band. - Robiliśmy już wiele koncertów, ale nigdy tutaj. To jest wyjątkowe miejsce, odczuwamy to już na próbach, zauważyłem atmosferę w orkiestrze inną niż zwykle - powiedział dyrygent. Podkreślił, że „po raz kolejny przekonuje się o tym, że kolędy to prawdziwe arcydzieła”. - To miniaturki, które są nie tylko ładnymi melodiami, ale są wartością samą w sobie a wykonywane w takim miejscu mają wartość unikalną - zauważył.

-Kolędy śpiewane wspólnie z mamą, ojcem, bratem czy siostrą to jest coś, co na pewno stworzy wyjątkową atmosferę, dlatego mam nadzieję, że państwo będziecie nie tylko słuchać, ale i oglądać – powiedział Zygmunt Kukla.

Przypomniał, że Polska jest chyba jedynym krajem, gdzie w tak uroczysty sposób obchodzi się wigilię, śpiewając wtedy głównie kolędy. - Mamy nadzieję, że koncert nadawany w czasie gdy wiele rodzin zasiądzie do wspólnego stołu, też zachęci do kolędowania, że przypomnimy sobie wszystkie zwrotki tych jakże pięknych utworów - powiedział dyrygent.

Na scenie pojawi się prawie 40 osób. Najliczniejszą będzie 7- osobowa rodzina Justyny Steczkowskiej. Po raz pierwszy wystąpi mama barci Golców. Będzie też ojciec Sebastiana Karpiela Bułecki, zespół kolędników z Podkarpacia. W orkiestrze zasiądzie 20 osób, a chór gospelowy liczyć będzie 18 artystów. Reżyser Bolesław Pawlica pięć lat temu przygotowywał na Jasnej Górze koncert kolęd w wykonaniu zespołu Golec uOrkiestry a dwa lata temu realizował koncert na jubileusz 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej. - Chciałem podkreślić swój artystyczny związek z tym miejscem, które jest dla mnie naprawdę szczególne – powiedział artysta. Rodzinny koncert kolęd z Jasnej Góry w wykonaniu plejady polskich gwiazd m.in. braci Golców, Justyny Steczkowskiej, Rafała Brzozowskiego, Mateusza Ziółko, Sebastiana Karpiela Bułecki czy zespołu Pectus zostanie pokazany w dwóch częściach w programie I TVP w wigilię Bożego Narodzenia. Początek ok. 17.20.

Nagranie tego niezwykłego widowiska odbędzie się dziś wieczorem w bazylice jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem