Reklama

Watykan

Dziś papież ustanowi 13 nowych kardynałów

Dzisiaj o godz. 16.00 rozpocznie się szósty konsystorz obecnego pontyfikatu, na którym Franciszek wyniesie do godności kardynalskiej łącznie 13 arcybiskupów i biskupów – 10 czynnych i 3 emerytowanych. Po tych nominacjach Kolegium Kardynalskie będzie liczyło 228 członków, w tym 128 elektorów, z prawem udziału w przyszłym konklawe.

[ TEMATY ]

kardynałowie

Grzegorz Gałązka

W gronie przyszłych purpuratów jest trzech wysokich urzędników kurialnych oraz siedmiu ordynariuszy diecezji z Afryki, Ameryki, Azji i Europy, a także trzej hierarchowie powyżej 80. roku, mianowani kardynałami "za szczególne zasługi dla Kościoła".

Kardynałowie kurialni

1. Hiszpan Miguel Ángel Ayuso Guixot urodził się 17 czerwca 1952 r. w Sewilli. W 1980 r. złożył śluby wieczyste w zgromadzeniu misyjnym kombonianów. 20 września 1982 przyjął święcenia kapłańskie i przez 20 lat pracował duszpastersko w Egipcie i Sudanie. Uzyskał kościelny licencjat na Papieskim Instytucie Studiów Arabskich i Islamistyki (1982) oraz doktorat z teologii dogmatycznej na Uniwersytecie w Granadzie (2000). Od 1989 r. wykładał islamologię najpierw w Chartumie, a następnie w Kairze i wreszcie na Papieskim Instytucie Studiów Arabskich i Islamistyki, którego w latach 2006-12 był rektorem. 30 czerwca 2012 Benedykt XVI powołał go na sekretarza Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, a 29 stycznia 2016 Franciszek mianował go biskupem tytularnym Luperciany i19 marca tegoż roku osobiście udzielił mu sakry. W maju br. mianował go przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.

Reklama

2. Portugalczyk José Tolentino Calaça de Mendonça urodził się w miejscowości Machico na Maderze 15 grudnia 1965. Święcenia prezbiteratu przyjął 28 lipca 1990 jako kapłan diecezji Funchal (Madera). W 1989 uzyskał kościelny licencjat z teologii, w 3 lata później – licencjat biblijny na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie i w 2004 doktorat z teologii biblijnej na Portugalskim Uniwersytecie Katolickim w Lizbonie. Był m.in. rektorem Papieskiego Kolegium Portugalskiego w Rzymie. Od 2011 jest konsultorem Papieskiej Rady ds. Kultury. 26 czerwca 2018 papież mianował go archiwistą i bibliotekarzem Świętego Kościoła Rzymskiego, wynosząc go jednocześnie do godności arcybiskupa tytularnego (sakrę nominat przyjął 28 lipca tegoż roku).

3. Kanadyjczyk Michael Czerny SJ urodził się w Republice Czeskiej 18 lipca 1946 r., a w 1963 wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w Kanadzie, w którym w 10 lat później został wyświęcony na kapłana dla tamtejszej prowincji jezuitów. W 1978 uzyskał doktorat w dziedzinie badań interdyscyplinarnych na Uniwersytecie Chicagowskim. W 1979 w Toronto założył Jezuickie Centrum ds. Wiary i Sprawiedliwości Społecznej, którym i kierował do 1989, kiedy po zamordowaniu 6 jezuitów na Uniwersytecie Ameryki Środkowej (UCA) w San Salvadorze. W roku 1991 został prorektorem tej uczelni i dyrektorem tamtejszego Instytutu Praw Człowieka. W latach 1992-2002 pełnił funkcję sekretarza ds. sprawiedliwości społecznej w Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie, a następnie pracował w Afryce jako założyciel i dyrektor jezuickiego ośrodka walki z AIDS. Od 2005 jest wykładowcą w Hekima College na Uniwersytecie Katolickim Afryki Wschodniej w Nairobi, współpracuje z Konferencją Episkopatu Kenii. W 2010 został konsultantem Papieskiej Rady "Iustitia et Pax". 14 grudnia 2016 Franciszek mianował go podsekretarzem Sekcji ds. Migrantów i Uchodźców Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka. Został wyniesiony do godności arcybiskupa tytularnego Benewentu, a sakrę przyjął z rąk papieża 4 października 2019 roku. Kardynałowie-nominaci biskupi diecezjalni

4. Indonezyjczyk Ignatius Suharyo Hardjoatmodjo, arcybiskup Dżakarty, urodził się 9 lipca 1950 w Sedayu. Święcenia kapłańskie przyjął 26 stycznia 1976. 21 kwietnia 1997 św. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem Semarangu (sakrę nominat otrzymał 22 sierpnia tegoż roku z rąk swojego poprzednika, kardynała Juliusa Darmaatmadji, który przeszedł wówczas na stolicę arcybiskupią Dżakarty. 2 stycznia 2006 został dodatkowo ordynariuszem wojskowym Indonezji a 25 lipca 2009 – koadiutorem archidiecezji Dżakarty, a arcybiskupem metropolitą stolicy jest od 28 czerwca 2010 r. Od 2012 jest przewodniczącym episkopatu Indonezji.

Reklama

5. Kubańczyk Juan de la Caridad García Rodríguez, arcybskup Hawany, urodził się w Camagüey 11 lipca 1948 roku. Studiował w wyższym seminarium duchownym w Hawanie, a święcenia kapłańskie przyjął 25 stycznia 1972 roku. Po kilkunastu latach pracy duszpasterskiej św. Jan Paweł II mianował go 15 marca 1997 roku biskupem pomocniczym jego rodzimej archidiecezji Camagüey (sakra - 7 czerwca tegoż roku), której pięć lat później – 10 czerwca 2002 roku został ordynariuszem. 26 kwietnia 2016 Franciszek mianował go arcybiskupem San Cristóbal de La Habana.

6. Kongijczyk Fridolin Ambongo Besungu OFM Cap., arcybiskup Kinszasy, urodził się 24 stycznia 1960 w Boto, w diecezji Molegbe (na północy Demokratycznej Republiki Konga). W 1981 złożył pierwsze śluby zakonne w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów, a śluby wieczyste w 1987. Po studiach filozoficzno-teologicznych przyjął święcenia kapłańskie 14 sierpnia 1988. Uzyskał licencjat kanoniczny z teologii moralnej na Akademii Alfonsjańskiej w Rzymie. Po święceniach 2 lata pracował duszpastersko, a następnie był wykładowcą teologii moralnej na Uniwersytecie Katolickim w Kinszasie, był przełożonym kongijskiej wiceprowincji swojego zakonu, a także przełożonym konsulty wyższych przełożonych zakonnych w DRK. 22 listopada 2004 św. Jan Paweł II mianował go biskupem Bokungu-Ikela (sakra - 6 marca 2005), skąd 12 listopada 2016 Franciszek przeniósł go na urząd arcybiskupa-metropolity Mbandaka-Bikoro. 6 lutego 2018 papież powołał go na koadiutora Kinszasy, której pełnoprawnym arcybiskupem-metropolitą został 1 listopada tegoż roku.

7. Luksemburczyk Jean-Claude Hollerich SI, arcybiskup Luksemburga, urodził się 9 sierpnia 1958 w Differdange w Luksemburgu. Studiował teologię w Rzymie, do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 1981 roku. Po nowicjacie w Namurze (Belgia) i dwóch latach pomagania w duszpasterstwie w swoim kraju kontynuował studia teologiczne w latach 1985-89 w Tokio i we Frankfurcie nad Menem. 21 kwietnia 1990 przyjął święcenia kapłańskie, po czym studiował germanistykę w Monachium. W 1994 został wykładowcą języków niemieckiego i francuskiego oraz studiów europejskich na prowadzonym przez jezuitów uniwersytecie Sophia w Tokio; później posługiwał również jako duszpasterz w niemieckiej parafii w stolicy Japonii. 12 lipca 2011 Benedykt XVI mianował go arcybiskupem tradycyjnie katolickiego Luksemburga (sakrę nominat przyjął 16 października tegoż roku). Od 2014 stoi na czele Konferencji Europejskich Komisji "Iustistia et Pax", a od 2017 kieruje Komisją ds. Młodzieży w Radzie Konferencji Biskupich Europy (CCEE). Od 8 marca 2018 jest przewodniczącym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE).

8. Gwatemalczyk Álvaro Leonel Ramazzini Imeri, biskup Huehuetenango, urodził się 16 lipca 1947 w Mieście Gwatemali. Święcenia kapłańskie przyjął 27 czerwca 1971. Na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie uzyskał doktorat z prawa kanonicznego. Po powrocie do kraju był m.in. profesorem i rektorem wyższego seminarium duchownego w stolicy i proboszczem jednej z miejscowych parafii. 15 grudnia 1988 św. Jan Paweł II mianował go biskupem diecezji San Marcos i osobiście udzielił mu sakry 6 stycznia następnego roku w Rzymie. 14 maja 2012 Benedykt XVI przeniósł go na urząd biskupa Huehuetenango i tam zastała go obecna nominacja kardynalska. Purpurat-nominat jest znany ze swego zaangażowania społecznego, z działań na rzecz ubogich, obrony praw człowieka, zwłaszcza ludów tubylczych, którzy w Gwatemali stanowią większość mieszkańców. Za tę swoja postawę wielokrotnie grożono mu śmiercią, ale też otrzymał szereg wyróżnień i odznaczeń krajowych i zagranicznych, m.in. w 2011 Nagrodę Pokoju i Wolności "Pacem in Terris". W latach 2006-08 był przewodniczącym episkopatu swego kraju.

9. Włoch Matteo Maria Zuppi, arcybiskup Bolonii, urodził się 11 października 1955 w Rzymie. Ze strony matki jest krewnym kardynała kurialnego Carlo Confalonieriego (1893-1986), b. dziekana Kolegium Kardynalskiego. Święcenia kapłańskie przyjął 9 maja 1981, po czym pracował duszpastersko w swym mieście rodzinnym i na jego przedmieściach. Od 2000 jest ogólnym asystentem kościelnym rzymskiej Wspólnoty św. Idziego (Sant'Egidio). W 1990 wraz z jej członkami brał udział w rozmowach pokojowych w Mozambiku, które doprowadziły do podpisania 4 października 1992 układu kończącego wieloletnią wojnę w tym kraju. 31 stycznia Benedykt XVI mianował go biskupem pomocniczym w Rzymie (sakrę nominat przyjął 14 kwietnia tegoż roku w bazylice św. Jana na Lateranie). Stamtąd Franciszek przeniósł go na stolicę arcybiskupią w Bolonii, którą zajmuje do dzisiaj. Jest jednym z tych stosunkowo młodych hierarchów, którzy czasami sprawują liturgię "trydencką" (przedsoborową).

10. Hiszpan Cristóbal López Romero SDB, arcybiskup Rabatu, urodził się 19 maja 1952 w mieście Vélez-Rubio w Andaluzji. Jeszcze gdy był małym dzieckiem, cała rodzina przeniosła się do Badalony w Katalonii, gdzie rozpoczął naukę w szkole salezjańskiej, po czym wstąpił do tego zgromadzenia w nim 19 maja 1979 przyjął święcenia kapłańskie Oprócz teologii ma za sobą studia dziennikarskie. W 1984 wyjechał na misje do Paragwaju, gdzie spędził 18 lat, w tym w latach 1994-2000 był tam prowincjałem salezjanów; pełnił też szereg innych kierowniczych stanowisk w tamtejszym Kościele. W latach 2003-10 pracował duszpastersko w Maroku, w placówkach swego zgromadzenia w Kenitrze i Rabacie, po czym ponownie znalazł się w Ameryce Południowej, tym razem w Boliwii, gdzie w latach 2011-14 był prowincjałem salezjanów, potem wrócił do Hiszpanii i tam w l. 2014-17 był przełożonym jednej z prowincji. 29 grudnia 2017 Franciszek, wykorzystując jego znajomość Maroka, mianował go arcybiskupem Rabatu; akry biskupiej udzielił mu 10 marca 2018 arcybiskup Barcelony, kard. Juan José Omella Omella.

Kardynałowie-nie elektorzy

1. Anglik Michael Louis Fitzgerald MAfr, emerytowany dyplomata i kurialista, urodził się 17 sierpnia 1937 w Walsall koło Birmingham. Pragnąc od dziecka zostać misjonarzem wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Afryki (tzw. ojców białych) i w nim 3 lutego 1961 przyjął święcenia kapłańskie. Ma za sobą studia orientalistyczne (język i literatura arabska) w Rzymie i w Tunezji. Czas jego pobytu w Rzymie zbiegł się z Soborem Watykańskim II, podczas którego miał okazję słuchania wykładów czołowych teologów. Jako misjonarz i wykładowca spędził dużą część lat siedemdziesiątych w Afryce (Uganda, Sudan), ale też był konsultorem w ówczesnym Sekretariacie dla Niechrześcijan, dzisiejszej Papieskiej Radzie ds. Dialogu Międzyreligijnego. W latach 1980-86 pracował w centralnym zarządzie swego zgromadzenia. W styczniu 1987 Jan Paweł II mianował go sekretarzem wspomnianej Papieskiej Rady a 16 grudnia 1991 wyniósł go do godności biskupa tytularnego, udzielając mu osobiście sakry 6 stycznia 1992. 1 października 2002 M. Fitzgerald został przewodniczącym tejże Rady, otrzymując tytuł arcybiskupa. 15 lutego 2006 Benedykt XVI powołał go na stanowisko nuncjusza w Egipcie i delegata przy Lidze Arabskiej. Stanowisko to piastował d października 2012, po czym zamieszkał w domu swego zgromadzenia w Jerozolimie. Obecnie przebywa we wspólnocie Ojców w Liverpool'u.

2. Litwin Sigitas Tamkevičius SI, arcybiskup-senior Kowna, urodził się 7 listopada 1938 w miejscowości Gudonys na dzisiejszym pograniczu polsko-litewskim. Po ukończeniu jedynego w owym czasie na Litwie seminarium duchownego w Kownie przyjął 18 kwietnia 1962 święcenia kapłańskie, po czym do 1969 pracował jako wikariusz w zachodniej części kraju. W 1968 wstąpił potajemnie do zakazanego wówczas w ZSRR zakonu jezuitów. Jednocześnie angażował się w działalność na rzecz wolności religijnej i wyzwolenia Litwy spod okupacji sowieckiej, za co przez rok (do 1970) nie mógł wykonywać swej posługi duchownej i musiał pracować jako robotnik. Po cofnięciu tego zakazu znów działał jako kapłan. W 1972 był jednym z pomysłodawców i pierwszym redaktorem naczelnym "Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie". W 1975 został proboszczem w Kybartai. W listopadzie 1978 był współzałożycielem Katolickiego Komitetu Obrony Praw Wierzących, za co w 1983 skazano go na 6 lat łagrów i 4 lata zesłania; w listopadzie 1988. Wolność odzyskał w 1989 i w rok później został rektorem seminarium w Kownie. 8 maja 1991 Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym archidiecezji kowieńskiej (sakrę przyjął w 11 dni później). 4 maja 1996 papież powołał go na arcybiskupa kowieńskiego. W latach 1999-2002 i 2005-14 przewodniczył Konferencji Biskupów Litwy. Z urzędu arcybiskupa ustąpił 11 lipca 2015.

3. Włoch Eugenio Dal Corso PSDP, biskup-senior Bengueli w Angoli, urodził się 16 maja 1939 w Lago di Valpantena di Grezzana koło Werony. Święcenia kapłańskie w Zgromadzeniu Ubogich Sług Opatrzności Bożej przyjął 17 lipca 1963, po czym uzupełniał studia w Rzymie a następnie pracował duszpastersko w w Weronie i Neapolu. W 1975 rozpoczął posługę duszpasterską w Argentynie, a następnie po 11 latach wyjechał do Angoli i tam w stolicy – Luandzie posługiwał wśród najsłabszych i najuboższych. 15 grudnia 1995 Jan Paweł II mianował go biskupem koadiutorem Saurimo (sakra - 3 marca 1996), a równo miesiąc później objął rządy w tej diecezji jako jej ordynariusz. Stamtąd Benedykt XVI przeniósł go 18 lutego 2008 na urząd biskupa Bengueli, który pełnił do 26 marca 2018.

2019-10-05 10:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polska ma obecnie sześciu kardynałów

2020-07-17 12:18

[ TEMATY ]

kardynał

kardynałowie

Grzegorz Gałązka

Po śmierci kard. Zenona Grocholewskiego w Kolegium Kardynalskim zasiada obecnie sześciu Polaków, z których trzej mają prawo udziału w konklawe i wyboru papieża.

Są to: Konrad Krajewski - jałmużnik papieski i Stanisław Ryłko – archiprezbiter bazyliki Matki Bożej Większej, obaj mieszkają i urzędują w Rzymie oraz Kazimierz Nycz - metropolita warszawski. Pozostali polscy kardynałowie to emerytowani arcybiskupi: wrocławski Henryk R. Gulbinowicz i krakowski Stanisław Dziwisz, a także Marian Jaworski - arcybiskup senior lwowski, a więc formalnie należący do Kościoła katolickiego na Ukrainie. Ponadto polskie korzenie ma emerytowany arcybiskup Detroit Adam J. Maida ze Stanów Zjednoczonych.

Najstarszym wiekowo i "stażem kardynalskim" polskim purpuratem jest Henryk Roman Gulbinowicz, urodzony 17 października 1923 i mianowany kardynałem na konsystorzu 25 maja 1985. O niecałe trzy lata młodszy jest kard. Marian Jaworski, ur. 21 sierpnia 1926 i włączony w skład Kolegium Kardynalskiego 21 lutego 1998. Kard. Stanisław Dziwisz urodził się 27 kwietnia 1939 a kardynałem jest od 24 marca 2006.

Spośród kardynałów-elektorów najstarszy jest Stanisław Ryłko, ur. 4 lipca 1945, włączony w skład Kolegium Kardynalskiego 24 listopada 2007, następnie Kazimierz Nycz, ur. 1 lutego 1952, kardynał - od 20 listopada 2010, a najmłodszy w tym gronie kard. Konrad Krajewski urodził się 25 listopada 1963, purpuratem został 28 czerwca 2018. Jest on zarazem jedynym Polakiem, powołanym do Kolegium Kardynalskiego przez obecnego papieża.

Kard. Adam Joseph Maida urodził się 18 marca 1930 a kardynałem jest od 26 listopada 1994.

CZYTAJ DALEJ

Dom św. Maksymiliana

2020-08-12 08:36

Niedziela łódzka 33/2020, str. I

[ TEMATY ]

św. Maksymilian Kolbe

Ks. Paweł Gabara

Obraz św. o. Maksymiliana Marii Kolbego

Wyobraźmy sobie świat w roku 1894: dynamiczny rozwój przemysłu, postęp techniczny, kapitalizm. Polski nie ma na mapach świata. Jednak właśnie w niej przychodzi na świat Rajmund Kolbe.

Jak czytamy w akcie urodzenia późniejszego świętego: „Działo się to w mieście Zduńska Wola 8 stycznia 1894 roku o godzinie 4 po południu. Stawił się osobiście: Juliusz Kolbe, lat dwadzieścia trzy, z zawodu tkacz, zamieszkały w Zduńskiej Woli, w obecności Leopolda Lange (...) i Franciszka Dąbrowskiego (...) z zawodu tkaczy. Okazali nam dziecko płci męskiej, oświadczając, że urodziło się ono we wsi Zduńska Wola, w dniu dzisiejszym, o godzinie 1 w nocy z jego ślubnej małżonki, Marianny z Dąbrowskich, lat dwadzieścia trzy. Dziecku na chrzcie w dniu dzisiejszym nadano imię Rajmund (...)” (pisownia oryginalna).

Boże małżeństwo

Matka o. Maksymiliana, Marianna, przeszła długą drogę do małżeństwa. Jako młoda panienka wszem i wobec ogłaszała, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Marzyła o klasztorze, chcąc realizować powołanie zakonne w zgromadzeniu sióstr felicjanek. Ponieważ jednak była córką tkacza, nie stać jej było na wiano, które powinna wnieść do zgromadzenia. Swoje powołanie zrealizuje jednak w późniejszym czasie, gdy odchowawszy dzieci zamieszka w wymarzonym zgromadzeniu jako tercjanka rezydentka.

W wieku 21 lat Marianna wyszła za mąż za Juliusza Kolbego, który podobnie jak jej ojciec zajmował się tkactwem. Juliusz Kolbe pochodził z rodziny katolickiej i był człowiekiem o żarliwej wierze. On również odczuwał w młodości powołanie zakonne, ostatecznie wybrał jednak franciszkański zakon świecki. „Dobrali się z Marią wspaniale. Ta sama żarliwa wiara, te same marzenia o życiu zakonnym, ta sama wrażliwość franciszkańska. Juliusza opisywano jako wysokiego blondyna, który nie pił i nie palił. Wyglądał na milczka. Pasował do kobiety, która chciała prowadzić dom po swojemu”.

Jak bardzo oderwany od dzisiejszej rzeczywistości jest ten obraz. Dwoje ludzi, którzy, rezygnując z powołania zakonnego, nie rezygnują z ideałów zakonnych – żyją w ubóstwie, wstępują do zakonu świeckiego, wspierają siebie nawzajem w wierze. Taki dom może rodzić tylko święte dzieci.

Rajmund był ich drugim synem, urodzonym 2 lata po pierworodnym Franciszku. Kiedy dokładnie urodził się o. Maksymilian – nie wiadomo; podana w akcie urodzenia data 8 stycznia mogła być datą z kalendarza juliańskiego, który obowiązywał w zaborze rosyjskim i nie powtarza się ona w innych dokumentach, które podają zazwyczaj datę 7 lub 6 stycznia. Postulator beatyfikacyjny ostatecznie rozstrzygnął tę kwestię, przedstawiając metrykę urodzenia o. Kolbego, która podaje datę 27 grudnia 1893 według kalendarza juliańskiego, według gregoriańskiego – 8 stycznia 1894 r. i ta data uznawana jest oficjalną.

Sam o. Maksymilian nigdy jednak nie dowiedział się, kiedy właściwie przyszedł na świat. Wiadome było natomiast, gdzie – w Zduńskiej Woli, w domu przy ul. Browarnej. Dom, zniszczony podczas I wojny światowej, zrekonstruowano na tej samej ulicy, która obecnie ma za patrona św. Maksymiliana. W domu mieści się muzeum poświęcone świętemu.

„Ciężka praca i głębokie, wszechogarniające życie religijne – tak można by w największym skrócie scharakteryzować atmosferę domu rodzinnego Kolbów. Pracowano od 6 rano do 8 wieczorem, z przerwą półgodzinną na śniadanie, 1-godzinną na obiad i 15-minutową na podwieczorek, czyli ponad 10 godzin dziennie. Małżonkowie – oboje tercjarze franciszkańscy – żyli w wierności, miłości i zgodzie. Juliusz nie palił i nie pił. Całe mieszkanie składało się z jednej izby. Znajdował się tu ołtarzyk Matki Boskiej Częstochowskiej, przed którym paliła się lampa olejna”.

Z powodu złej sytuacji materialnej rodzina Kolbów zmuszona jest opuścić Zduńską Wolę. Mieszkają jakiś czas w Łodzi, gdzie Juliusz pracuje w fabryce, a w roku 1896 przenoszą się do Pabianic. To w tym mieście założą warsztat tkacki, a Rajmund przyjmie I Komunię św. To także tu, w kościele św. Mateusza, w życiu Rajmunda po raz pierwszy tak wyraźnie objawi się Maryja Niepokalana. Zanim to jednak nastąpiło, w jego życiu namiesza pewien aptekarz.

Nauka i powołanie

Kiedy Rajmund Kolbe miał 9 lat, chętnie pomagał matce we wszystkich pracach. Marianna Kolbe, oprócz pracy w sklepie, asystowała przy porodach, używając naparów z ziół do okładów. Kiedy zabrakło jej kozieradki, wysłała syna do apteki, prosząc, aby przyniósł jej foenum-graecum. Rajmund pobiegł do znanej w Pabianicach apteki pana Kotowskiego. Kiedy bezbłędnie wyrecytował łacińską nazwę zioła, pan Kotowski wpadł w osłupienie. Dowiedziawszy się, że chłopiec uczy się łaciny u proboszcza parafii św. Mateusza, zachwycony bystrością umysłu Rajmunda, obiecał dawać mu korepetycje.

Dlaczego w życiu Rajmunda sytuacja z kozieradką i korepetycje z łaciny okazały się tak ważne? W tym samym roku, ale nieco wcześniej, państwo Kolbowie podjęli decyzję, że ich starszy syn, Franciszek, zostanie księdzem. Gotowi na wszelkie wyrzeczenia, byle umożliwić mu naukę w seminarium, rodzice zrezygnowali z kształcenia Rajmunda, planując dla niego karierę sklepikarza lub tkacza. Kiedy zaś pan Kotowski wziął go pod opiekę, nie tylko kształcąc, ale opłacając koszty edukacji, Rajmund mógł po roku dołączyć do brata w szkole handlowej.

Św. Maksymilian urodził się w Zduńskiej Woli.

Po tym przełomie kolejny miał miejsce w roku 1907. Wtedy to do Pabianic przybyło dwóch franciszkanów: o. Peregryn Haczela, prowincjał franciszkanów ze Lwowa, wraz ze współbratem. Przyjechali oni głosić misje w okresie wielkanocnym. Prócz odnowy wiary w parafianach misjonarze mieli jeszcze jeden cel: zapewnić zakonowi napływ nowych sił. Z tego względu o. Haczela bez wahania ogłosił z ambony, że kolegium franciszkańskie we Lwowie przyjmuje nowych chłopców gotowych poświęcić życie służbie zakonnej. To ogłoszenie znalazło podatny grunt w sercach Franciszka i Rajmunda Kolbów. Od urodzenia zanurzeni w duchowości franciszkańskiej chłopcy usłyszeli głos Boga, wzywający ich do życia zakonnego.

Franciszkanie nie przyjęli ich jednak natychmiast – przeor nakazał im wpierw ukończyć szkołę handlową i wraz z rodzicami przygotowywać się przez rok do dalekiej podróży do Lwowa. Uszczęśliwieni rodzice, we współpracy z proboszczem i panem Kotowskim, zaczęli budować grunt pod wielką wyprawę synów i wysłanie ich w świat, drogą powołania.

Powyższy tekst w nieco innej wersji ukazał się w „Głosie Maksymiliana” (nr 1/2015), piśmie parafii św. Maksymilina Marii Kolbego w Pabianicach.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do...

2020-08-15 00:18

[ TEMATY ]

polityka

5 pytań do...

Adobe Stock

5 pytań do… Pana Mecenasa Marka Markiewicza, adwokata, dziennikarza, posła na Sejm I i III Kadencji

Piotr Grzybowski: Panie Mecenasie, jesteśmy cały czas w powyborczej aurze. Pan Andrzej Duda uzyskał mandat Polaków na drugą kadencję. Chciałem zapytać o Pana pierwszą powyborczą refleksję…

Marek Markiewicz: Wielka, wielka radość i poczucie, że - choć niezręcznie powiedzieć - sprawiedliwość zwyciężyła, bo niewątpliwie pan prezydent Duda był kandydatem: i lepszym, i lepiej przygotowanym, a poza tym myślącym w kategoriach prezydenta RP. Nie muszę mówić, że oglądałem i słuchałem całej kampanii i byłem zmartwiony płaskim poziomem widzenia spraw polskich przez kontrkandydata. Nie mam nic do niego, nigdy go nie spotkałem, szanuję tak, jak każdego człowieka, ale różnica była niezwykle wyraźna. Nie można publicznie mówić, że prezydent w nocy podpisuje ustawy, których nie czyta. Skąd on to wie? Dlaczego zasiewa tyle strachu u ludzi, co jest właśnie odwrotnością powinności prezydenta?. Jeżeli powiada, że zwoła radę programową w tydzień po wyborach, po zaprzysiężeniu i wtedy zobaczy, co PiS ukrywa - to dowodzi, jak strasznie to jest naiwne z jednej strony, a z drugiej jak łatwo wzbudzić strach i obawy u ludzi. Trzeba naprawdę uważać. Prezydent ma być czynnikiem stabilizującym, a nie jątrzącym jednych przeciwko drugim. Tak więc powiem, że poczucie sprawiedliwości było pierwsze. Rzeczywiście obawiałem się, nie wyobrażając sobie sytuacji, gdyby jeszcze raz za mojego życia miało to się wszystko odwrócić w drugą stronę, którą ja dość dobrze znam i która mnie martwi. Nie chcę mówić o tym z niechęcią, ale z troską.

PG: Jaka, zdaniem Pana, będzie 2 kadencja Prezydenta Andrzeja Dudy. Czego Pan oczekuje?

MM: Ja myślę, że Prezydent w tej chwili ma mandat nieporównanie mocniejszy niż wcześniej, ale także bardzo wyraźnie opisaną swoją rolę. Ja po wystąpieniu w Grupie Wyszehradzkiej zobaczyłem, że pierwszy raz pojawiła się wyraźna teoria relacji między Polską, a UE. Tego Pan Prezydent unikał wcześniej, teraz natomiast wyraźnie widać było pomysł, aby Polska - akcentując swoją obecność - wywalczyła sobie takie miejsce, na jakie zasługuje. To bardzo ważne wystąpienie, które przeszło bez echa, przyciśnięte miazgą wyborczą. Sądzę też, że Pan Prezydent przez mocniejszą pozycję oraz przez zdobyte doświadczenie, będzie silniej akcentował swoją rolę w polityce zagranicznej. To jest niezwykle ważne. Ujawniła się też nowa cecha (co dla mnie jest bardzo ciekawe) - skłonność do korzystania z inicjatywy ustawodawczej. Prezydent taką inicjatywę ma i w czasie pandemii wyraźnie zaznaczył swój sposób myślenia o gospodarce i o sprawach społecznych. Bardzo jestem ciekaw, do jakiego zaplecza odwoła się (bo musi się odwołać, a widać wyraźnie, że chce skonstruowania jakiegoś planu ustawodawczego, który wyraźnie zapowiedział), czy uzyska wystarczające wsparcie ze strony obozu własnego. To jest przedmiot mojej obawy, bo bardzo na to zasługuje, natomiast wcale nie widzę wyraźnej chęci wsparcia tej jego pozycji, którą sam sobie wypracował. Ja mam głębokie poczucie, że Prezydent sam sobie zawdzięcza zwycięstwo, bo takiego samozaparcia, takiej pracy nie od każdego można byłoby oczekiwać, a on to pokazał: wyraźnie zdobył sobie sympatię ludzi, niezależnie od struktur partyjnych. Bardzo jestem z tego zadowolony, a zobaczymy, jak to wykorzysta, jak będzie wyglądała sytuacja w najbliższym czasie. Niewątpliwie Polska będzie wystawiona, jako państwo, na bardzo ciężką próbę w relacjach z UE. To widać już wyraźnie. Dla mnie nadzieją jest wyraźny związek, czy porozumienie między Panem Prezydentem, a Panem Premierem, który nawet jakby usunął się na bok w czasie kampanii wyborczej. Jeżeli ten duet będzie dalej tak funkcjonował, to patrzę z nadzieją w przyszłość.

PG: Powszechną w społeczeństwie jest krytyka wymiaru sprawiedliwości. Jak postrzega to środowisko prawnicze?

MM: Trudno mówić o środowisku, które ja reprezentuję, ponieważ raczej jestem outsiderem. Środowisko prawnicze jest raczej niechętne reformie i próbie zmiany układu sił. To jest temat na bardzo długą rozmowę. Jest liczny zespół niechętny PiS-owi i Panu Prezydentowi, co bardzo utrudnia funkcjonowanie wewnątrz grupy zawodowej. Możemy się różnić, ale nie „nie lubić” (mówię o środowisku adwokackim). Natomiast to rzeczywiście był silny hamulec dalej idących reform, układających się na kilku poziomach. Najbardziej podstawowym jest czysto organizacyjny sposób funkcjonowania sądów. Kiedy pracowałem w telewizji, a nie wiedziałem, jaki temat „z miasta” przywieść, to mówiłem ekipie: jedźcie do dowolnego sądu pod salę, gdzie wyznaczono rozprawę o 9.00 i popatrzcie, o ile później ona się rozpocznie. Nie byłem w stanie tego pojąć, ponieważ jest to sprawa do najłatwiejszego załatwienia. Drugą sprawą jest bardzo proste pytanie, które każdy sobie powinien postawić, mówiąc w ogóle o funkcjonowaniu państwa: utarło się przekonanie, że prawo reguluje wszystko, a prawo reguluje tylko bardzo niewielką część życia społecznego. Nie ma np. żadnego przepisu prawa rodzinnego, który by nakazywał rodzicom kochać dzieci. Nie ma czegoś takiego, a na tym się opiera rodzina, ale także ocena tej rodziny. Ocena jest sferą pewnego uznania sędziego, jego doświadczenia życiowego (w procedurze karnej i cywilnej są w przepisach odniesienia do doświadczenia życiowego sędziego, do jego wiedzy, również poza prawnej). Tu są bardzo często problemy, gdy oceniamy wyroki i zastanawiamy się, do jakiej sfery wartości odwołuje się sędzia. Zawsze się zastanawiam: być może ja źle rozumiem, ale szereg rozstrzygnięć będzie odbiegało od tego, jakie są normy zła czy dobra w życiu społecznym i to jest największy problem. Tu nawet nie można oskarżać sędziów, dlatego że po wielu latach, co każdy powie, pojawia się pewien rodzaj rutyny. Ja nie mógłbym być sędzią, bo bym się zapłakał zawsze nad racjami „za i przeciw”, ale widzę, że po kilku latach skazywania ludzi na cierpienie, jakim jest więzienie następuje znieczulenie sędziów. Bez tego nie można by nawet funkcjonować, ale czasami powoduje to odpłynięcie od oceny rzeczywistości. Sędziowie bardzo często nadają w wyrokach pewne znamię własnego pojmowania polityki, czy historii. Teoretycznie tak może być, ale nie może to być wbrew racji stanu państwa, czy widzeniu historii. Co się niestety zdarza. Dlatego już Rousseau wspominał - o czym rzadko kto mówi - że sędziowie powinni być wybieralni, kadencyjni, że powinni mieć poczucie, że nie jest to urząd dożywotni, który kostnieje w swej własnej mądrości. Ja nie stawiam tego, jako postulat, bo to by była zmiana całego ustroju. Jednak dobrze byłoby, żeby sędziowie pamiętali, że istnieje funkcja czasu… I wreszcie trzecia rzecz, która jest konsekwencją poprzednich: stan sędziowski wyrodził się jako samodzielna władza. To bardzo trudna sprawa, dlatego że przy opresyjnej władzy zamknięcie się stanu sędziowskiego gwarantuje pewną stabilność jego działania, ale z drugiej strony powoduje eliminacje. Tak to mamy w Polsce. Ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego prawie połowa Polaków uwierzyła, że to sędziowie sami siebie mają wybierać na stanowiska sędziowskie i i tworzyć drogę awansu. KRS - przecież nie organ państwowy w rozumieniu władzy - jest organem, który (tak się to utarło w Polsce po okrągłym stole) wybierany był przez sędziów. Teraz postanowiono, żeby był on wybierany przez organ władzy suwerennej, czyli przez Parlament - i o to poszedł cały spór, że ktoś z zewnątrz ośmiela się ingerować w wymiar sprawiedliwości. Nikt nie zwrócił uwagi, że od lat np. TK jest wybierany właśnie przez Parlament, nie przez siebie. Natomiast potrzeba budowania kasty zamkniętej w sobie przerosła zdrowy rozsądek, a wtedy bardzo łatwo doprowadzić do konfliktu władzy sądowniczej z władzą państwową, której przecież elementem ta władza sądownicza jest. Nie jestem w stanie pojąć buntu sędziów przeciwko władzy wybranej w demokratycznych wyborach. W pewnych warunkach można założyć, że to jest element korekcji, jakiejś ochrony podstawowych wartości prawa, ale to nie może być systemowe przeciwstawienie, kiedy sędziowie ze świeczkami w rękach protestują przeciwko Parlamentowi, dopiero co wybranemu w powszechnych wyborach. Wtedy my pytamy: to kto wybrał sędziów? Skąd się wzięła ich moc? Z wielkiej nauki? Wcale nie, kształcenie sędziów nie wymagało wielkiej selekcji, a co gorsza - było od lat obarczone strasznym błędem, że kariera sędziowska była najniżej notowaną karierą w zawodach prawniczych. Powinno być odwrotnie: to sędzia powinien być na czele drabiny zawodowej. Tymczasem przez lata w PRL- u trzeba było najpierw skończyć aplikację sędziowską, zdać egzamin sędziowski, by potem rozpoczynać odrębną nową aplikację np. adwokacką. W związku z tym wykształcenie adwokata było podwójnie głębokie w stosunku do sędziego. To jest nierozważne i do dzisiaj cierpimy, ponieważ często młodzi sędziowie tylko czekają na moment, żeby uciec do lepiej płatnych prac gdzieś w korporacji. Z punktu widzenia społecznego to jest absolutne nieszczęście i trzeba powiedzieć, że wszystko, co wzmacnia pozycję zawodową sędziego służy państwu. Dopiero jak się te wszystkie czynniki zbierze, widać jak jest. Jak niedobrym był pomysł, aby zwalniać wszystkich sędziów, a minister miałby powoływać nowych do SN. Miał więc rację Prezydent, że to zawetował, ale to pokazało, że początek reformy nie był pomyślany systemowo, w imieniu całej formacji. Teraz to się już ujednolica, ale jest to – i długo jeszcze będzie – problem.

PG: Parę dni temu doszło do bezprecedensowego zbezczeszczenia figury Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża. Jaka powinna być reakcja zwykłych ludzi, służb, wymiaru sprawiedliwości?

MM: Jednoznaczna. Pan mówi, że bezprecedensowa, w pewnym sensie precedensowa: już od kilku lat, a na pewno od wielu miesięcy mamy do czynienia z prowokacjami w manifestacjach, gdzie profanowane były symbole, wizerunek Matki Boskiej. To, co stało się w Warszawie było konsekwencją pewnej bezkarności, czy braku reakcji na wcześniejsze - nie to, że drobniejsze, ale nie aż tak strasznie znaczące wydarzenia, jakie miały miejsce. No i to jest początek wojny. Moim zdaniem ks. Abp. Jędraszewski rok temu, cytując wiersz o czerwonej zarazie, kiedy mówił o konflikcie, o tęczowej zarazie, wyraźnie powiedział o ideologii, która zaczęła się kształtować - jak to często w dziejach lewicy, która chce zmienić istniejący porządek. Wyraźnie mówił, że LGBT godzi w dotychczasowy kształt rodziny, dotychczasowe relacje i cele stawiane rodzinie, związkom rodzinnym, związkom krwi, związkom szczepu, na których cała cywilizacja jest oparta. To jest - jak zwykle w lewicy - pragnienie stworzenia nowego świata, pytanie tylko: jakiego i czy lepszego? Tak dziwnie się składa, że porywy następują, kiedy wymiera pokolenie, które widziało totalną klęskę myślenia w poprzedniej edycji. Bolszewicy chcieli stworzyć świat, w którym wierność Pawlika Morozowa konsulowi była większa niż jego związek z ojcem. Pawlik Morozow donosił na własnego ojca, bo tego wymagał interes socjalizmu. Najgorsze jest to, że rzadko kto przypomina, że lewicowe widzenie świata - chociaż czasami może i atrakcyjne - zbankrutowało kompletnie. Pan Prezydent mówiąc, że LGBT to nie ludzie, a ideologia powiedział głęboką prawdę. Ludzie odmienni, czy nie heteronormatywni żyją wokół nas od tysięcy lat i to nie powoduje, większych - poza komunistami i faszystami reakcji publicznych. Natomiast ideologia, która stawia równość między związkiem homoseksualnym, a rodziną - to jest już pewien - fatalny zresztą – atak na społeczeństwo, oparty na zniszczeniu wszystkiego, co istnieje. Wtedy to się nazywa ideologia, która jednoczy pewną część tego środowiska i doprowadza do prowokacji, mającą wyzwalać walkę czy wojnę religijną. Tyle razy w historii to już przecież było i teraz, niestety, dożyliśmy tego, co przewidział abp. Jędraszewski i co bardzo trafnie opisał Prezydent w czasie kampanii wyborczej. Każdy rozsądny człowiek wie, że nie jest to wymierzone przeciwko konkretnemu człowiekowi, nad którym KKK każe się pochylić, któremu każe pomóc, co wyraźnie zawiera nauka Kościoła. Każdy kto tego nie dostrzega, udaje tylko, że należy do Kościoła. Nie musi w to wierzyć, ale taki jest porządek, przy jednoczesnym uznaniu za grzeszne praktyki homoseksualne. Te są jednoznacznie i w opisie funkcjonowania związków rodzinnych, społecznych kryje się mądrość wieków. Nie wymyślono sobie na przykład, że kazirodztwo jest lepsze czy gorsze. Wiadomo z doświadczenia, do jakich zniekształceń genetycznych i innych ono prowadzi. Jeżeli ktoś chce to zmieniać - proszę bardzo, to jest jego prawo, ale nie może dochodzić swoich racji drogą barbarzyńskiego atakowania tego, co jest bliskie innym ludziom.

PG: Panie Mecenasie, czy Konwencja Stambulska stanowi realne zagrożenie dla polskiego systemu prawnego?

MM: Konwencja, jak każda ratyfikowana konwencja międzynarodowa, jest częścią prawa wewnętrznego i w niej są zawarte nakazy, czy zobowiązania państwa (jak np. w art. 12 do wykorzenienia pewnych stereotypów, które do tej pory kształtowały życie społeczna). Wystarczy tylko te stereotypy opisać i nagle pojawia się czysto prawne zobowiązanie. Rodzi się bardzo poważne pytanie, co miał w głowie prezydent Komorowski, że tę konwencję ratyfikował. Widocznie miał więcej niż Węgrzy, Czesi, Litwini, Brytyjczycy także, którzy widzieli, że to jest manifest rewolucyjny, który nabrał cech prawnych. Do tej pory nikt nie domagał się realizacji postanowień prawnych, ale to jest otwarta sprawa, bo za chwilę się może pojawić i ja to niebezpieczeństwo rozumiem. Nasze państwo powinno działać według pewnego porządku. Nie jest tak, że Minister Sprawiedliwości występuje do Ministra Rodziny o wypowiedzenie konwencji, bo tu jest właśnie kompetencja premiera, prezydenta. To jest zbyt poważna sprawa, żeby z takich czy innych powodów (nie chcę tego oceniać), zaraz po wyborach Minister Sprawiedliwości czynił sztandar pewnej walki, która także ma podtekst polityczny. Sprawa jest zbyt poważna, żeby była obarczona podejrzeniem, że ktoś komuś chce jakoś dokuczyć, a wydaje mi się, że tak trochę jest. W tym sensie to, co Pan Premier zrobił, odwołując się do pojęcia godności ludzkiej zawartego w art. 30 Konstytucji - że jest ona nienaruszalna, podlega ochronie władz publicznych - to jest rzeczywiście poważny problem. Chcę powiedzieć, że to jest jedyny w moim przekonaniu przepis nowy, w stosunku do poprzednich Konstytucji. Tego nie było, to jest ustrojowy przepis wskazujący pierwszeństwo jednostki w stosunku do władz. Władze mają chronić godność człowieka i nie mają prawa urządzać krucjat, które by zmieniały zwyczaje ludzi i to w trybie prawnie nakazanym. To jest sprzeczne w ogóle w ideą zapisu Konstytucji, o którym bardzo mało się mówi, ale on jest bardzo ważny i tu Pan Premier ma oczywistą rację. Natomiast w Konwencji pojawia się jeszcze jedno: struktura międzynarodowych ekspertów, komitetu doradczego. W związku z tym mamy kolejną strukturę ponadpaństwową, która ma niejasne, ale silne kompetencje w stosunku do władz publicznych. To z tego może być straszny problem. Można by na to machnąć ręką, bo takich dokumentów pojawiało się wiele, gdyby nie to, że mamy do czynienia z konfliktem między UE a Polską. To nie jest konflikt historyczny, czy jakiś inny, tylko konflikt czysto ideowy. Jeżeli w wystąpieniach posłów deputowanych parlamentu pojawiają się oskarżenia o faszyzm w Polsce, jak to Polska jest niepraworządna, jest to coś strasznie niesprawiedliwego i odbieramy to bardzo jasno. Znałem bardzo dobrze premiera Buzka, którego pozycji obecnie nie pojmuję i nie rozumiem, jak on może z ludźmi z lewicy tworzyć sojusz ideowy w parlamencie. Zapytałem go, jak to jest, że on był na najwyższym stanowisku w PE, gdy oskarżano Polskę o odpowiedzialność za holokaust (co jest nieprawdą i co on doskonale wie) nie pisnął ani słowa. Odpowiedzi nie było. Jeżeli w tym duchu, przy udziale wspólnych pieniędzy unijnych polscy deputowani występują przeciwko własnemu krajowi w sprawie jego interesów, to znaczy, że konflikt ideowy w tych relacjach jest bardzo silny, dotyczy praworządności. Powiedziałem: jeżeli tak, to dlaczego nie mówimy o praworządnym naprawieniu szkód wojennych w stosunku do Polski ? Tego też wymaga praworządność, czy cywilizowane relacje między Polską, a Niemcami. Pan Timmermans pochodzi z kraju, który wystawił formacje wspierające Hitlera i oni mają Polskę pouczać o faszyzmie? To może nie były wielkie formacje, ale były złożone z obywateli tamtych państw i jakoś nigdy nie słyszałem w parlamencie, aby ktoś się od nich odcinał w sposób zdecydowany W Polsce krzyczą niektórzy, że żądania tyle lat po wojnie są haniebne. A kiedy one mają się pojawić? W związku z tym, jeżeli w sposób nieuprawniony, w moim przekonaniu pojawiają się takie ideowe podstawy konfliktu, buduje się konflikt między Polską, a UE. W interesie Polski jest być w UE i to jest oczywiste, ale nie do takiej Unii ludzie szli kiedyś w referendum, kiedy była mowa, że Unia jest związkiem państw. Teraz powolutku ona się zmienia w państwo związkowe, stając się jednolitym tworem z jednolitą filozofią, a nie wszyscy to akceptują. To jest jakaś ironia historii albo niewiedza rzeczy: upływ czasu powoduje, że siła ideologicznych przekonań jest ponad rozum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję