Reklama

Świat

Abp Hindo: za konflikt turecko-syryjski zapłacą chrześcijanie

Jak zawsze w takich przypadkach, każdy ma swój własny interes do załatwienia. Ale ostatecznie to my chrześcijanie poniesiemy największe konsekwencje. Boję się, że ten turecki atak przyniesie nowy, ogromny exodus chrześcijan. Zwrócił na to uwagę emerytowany arcybiskup syryjsko-katolicki archidiecezji Hassaké-Nissibi w kurdyjskim rejonie Syrii, odnosząc się do inwazji Turcji na ten kraj.

[ TEMATY ]

Syria

konflikt

terroryzm

Turcja

chrześcinie

Vatican News

Terroryści będą mogli przedostać się przez Turcję do Europy.

Abp Jacques Behnan Hindo w wypowiedzi dla Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie podkreślił, że jego myśl biegnie do pięciu tysięcy rodzin katolickich, mieszkających w jego archidiecezji. Wielu z nich już opuściło swoje domy, na razie pozostają na terenie Syrii, ale gdy konflikt się rozwinie, to mogą emigrować za granicę.

Syryjski hieracha wyraził także obawy związane z obecnością dżihadystów w tym rejonie kraju. Jedna z bomb uszkodziła więzienie, w którym wielu z nich przebywało. Dzięki temu wielu z nich uciekło. „To jest plan, aby zniszczyć Syrię i nie tylko. Teraz terroryści będą mogli przedostać się przez Turcję do Europy, wspierani przez Arabię Saudyjską” - zaznaczył abp Hindo.

Reklama

Wezwał także wspólnotę międzynarodową do odpowiedzialności. „Stany Zjednoczone, Włochy, Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Rosja powinny się uderzyć w piersi. Interweniowali w Syrii dla własnych interesów, ukrywając się za ideami wolności i demokracji. Nie zrobili jednak nic, poza zniszczeniem naszego kraju i podzieleniem ludności. Dlaczego nie walczą o wolność i demokrację w Arabii Saudyjskiej?” – pytał hierarcha.

2019-10-11 17:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Hagia Sophia meczetem: zniewaga wobec symbolu skrzyżowania religii i kultur

2020-07-28 18:28

[ TEMATY ]

Turcja

Adobe Stock

„Zniewaga, jakiej dopuścił się Erdoğan, dotyka Hagii Sophii jako cudu sztuki i architektury, namacalnego świadectwo złożonej i wielowarstwowej historii, jako niewyczerpanego źródła badań, skrzyżowanie sztuki, religii i kultur” – podkreślił szef Dominikańskiego Centrum Dialogu Międzywyznaniowego w Stambule o. Claudio Monge OP. To jedna z wielu z ostatnich wypowiedzi krytykujących decyzję o przekształceniu dawnej starożytnej bazyliki chrześcijańskiej w Stambule w meczet. Nie milkną głosy przedstawicieli świata islamu i chrześcijan, a także polityków, którzy jednoznacznie potępiają kontrowersyjny krok hamujący, ich zdaniem, proces dialogu między religiami.

W wywiadzie dla gazety „La Repubblica” o. Monge potępił ostatnie posunięcie prezydenta Turcji, przypominając, że uderza ono w symbol skomplikowanej historii relacji na skrzyżowaniu religii. „Wszystko inne jest częścią retoryki propagandowej, która instrumentalnie wykorzystuje sacrum i jego symbole, wzbudzając reakcje emocjonalne, będące pokarmem dla polaryzacji islamu i Zachodu. To jest wulgarne uproszczenie” – dodaje zakonnik i przypomina, że duża część przedstawicieli islamu na Wschodzie i Zachodzie potępiła inicjatywę tureckiego prezydenta.

Według dominikanina, sprawa Hagii Sophii ma odwrócić uwagę od tak ważnych kwestii, jak pogarszająca się, m.in. z powodu pandemii, sytuacja gospodarcza w Turcji. „Erdoğan gra nacjonalistyczną kartą dumy i znajduje odpowiedź w tej części Zachodu, w której logika krucjat wciąż żyje” – podsumowuje duchowny.

Tymczasem prezydent Recep Tayyip Erdoğan kontynuuje swoje prowokacyjne wypowiedzi i kilka dni po zamianie muzeum na meczet stara się przekonać opinię publiczną, że modlitwa muzułmanów w słynnej świątyni świadczy o odrodzeniu narodu.

Według Erdoğana, ponowne dopuszczenie Hagii Sophii do kultu potwierdza to, że Turcja jedynie korzysta ze swoich suwerennych praw. Jednocześnie zachęcił on młodych ludzi do udziału w porannej modlitwie w tym miejscu.

„Jesteśmy zdeterminowani, aby zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby osiągnąć nasze przyszłe cele, zarówno w celu zrekompensowania niesprawiedliwości, jakich doznaliśmy w przeszłości, jak i obrony naszych praw dzisiaj” – powiedział polityk, nie ukrywając, że zamianę Hagii Sophii w meczet uznaje za wielkie swoje osiągnięcie.

Z kolei francuska gazeta „Le Figaro” zauważa, że przekształcenie bazyliki w meczet oznacza koniec „ery Atatürka” – pierwszego prezydenta Republiki Turcji, który w 1934 roku zamienił meczet Hagia Sophia w muzeum. Jednocześnie komentatorzy francuscy wskazują, że to „Imperium Osmańskie będzie nowym modelem zarządzania we współczesnej Turcji”. Przypomniano, że słynna świątynia „stała się żywym dowodem wysiłków na rzecz pojednania między monoteizmem chrześcijańskim i muzułmańskim”.

Gazeta wskazuje zarazem, że obecna decyzja to „gwóźdź do trumny” ojca założyciela współczesnej Turcji, którego posągi Erdoğan kazał usunąć. Jak dowodzi dziennik, świecka polityka Kemala Atatürka w oczach obecnie rządzących „została skompromitowana”, gdyż ukazywała Turcję bez „imperialnych ambicji”. Przywołano słowa prezydenta Erdoğana, w których zapowiedział, że nie zamierza przejmować się zachodnimi wartościami, takimi jak demokracja, dowodząc, że wizja stosunkowo otwartego społeczeństwa muzułmańskiego jest mu obca.

24 lipca br. w bazylice Hagia Sophia odbyły się pierwsze od 86 lat modlitwy muzułmańskie. Oburzenia z tego powodu nie ukrywają chrześcijanie na całym świecie. W Atenach i Salonikach odbyły się demonstracje z tego powodu, a zwierzchnik Greckiego Kościoła Prawosławnego muzułmańskie modlitwy w bazylice nazwał „bezbożną profanacją”. O swym smutku spowodowanym decyzją o zmianie przeznaczenia Hagii Sophii mówił papież Franciszek. Jeszcze przed zamianą bazyliki w meczet, o pomoc do Ojca Świętego w rozwiązaniu tej kwestii poprosiła prezydent Grecji Katerina Sakellaropoulou.

Decyzję prezydenta Turcji jednoznacznie potępił katolicki episkopat Australii oraz zwierzchnik tamtejszej archidiecezji greckoprawosławnej. Zaprotestowały wspólnoty Kościoła syromalankarskiego w Indiach, a przewodniczący Federacji Konferencji Episkopatów Azji kard. Charles Bo uznał akt przekształcenia bazyliki w meczet za niepotrzebny zamach na wolność religii i wyznania.

Wszyscy krytycy wskazują, że krok ten otwiera dawne rany i pogłębia podziały, hamując proces dialogu międzyreligijnego. O tej sprawie rozmawiał z prezydentem USA Donaldem Trumpem greckoprawosławny arcybiskup Ameryki Elpidifor (Lambriniadis). Prawosławni biskupi w Stanach Zjednoczonych oficjalnie wzięli udział 24 lipca w specjalnym dniu żałoby, a do inicjatywy przyłączył się również katolicki episkopat USA i chrześcijanie w innych krajach.

Oburzenie wyrazili rosyjscy biskupi prawosławni oraz liczni przedstawiciele państw i organizacji międzynarodowych. Krytyka popłynęła ze strony świata islamu. Wyrazili ją m.in. wielki mufti Jerozolimy oraz minister kultury Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Hagia Sophia przez niemal tysiąc lat (537-1453) była jedną z najważniejszych świątyń chrześcijaństwa i siedzibą patriarchów prawosławnych. Po zdobyciu Konstantynopola przez Turków osmańskich w 1453 r. służyła przez niemal 500 lat jako najważniejszy meczet Cesarstwa Osmańskiego, a od 1934 r., decyzją twórcy Republiki Tureckiej Mustafy Kemala Atatürka, pełniła funkcję muzeum. Decyzję tę anulował 10 lipca br. turecki sąd. Tego samego dnia dekret o przekształceniu symbolu Stambułu w meczet zatwierdził prezydent Erdoğan, co spotkało się z falą protestów na całym świecie.

CZYTAJ DALEJ

Troska o skupienie na modlitwie

[ TEMATY ]

modlitwa

B. Sztajner/Niedziela

Któż z nas nie pragnąłby osiągnąć takiego stanu na modlitwie, by w całości zatopić się w Bogu? Niestety, ciągle ulatują nam gdzieś myśli, jesteśmy rozproszeni i nie potrafimy wytrwać w skupieniu. Z pewnością należy często prosić Ducha Świętego o łaskę modlitewnego skupienia. Trzeba pamiętać jednak, że z tą łaską od Boga musi współpracować człowiek. Na czym ma polegać nasza współpraca z Duchem Świętym, aby osiągnąć możliwie pełne skupienie? Św. Katarzyna ze Sieny podsuwa nam dwie ważne rady: kontemplować miłość Boga, nie zważając na „muchy”, oraz czytać nieustannie krzyż Chrystusa.

Ogień miłości najlepszą bronią przeciw „muchom”

Muchy i inne owady potrafią bardzo uprzykrzyć życie. Nie mogą wprawdzie zrobić wielkiej szkody człowiekowi, ale są zdolne doprowadzić go do zdenerwowania i rozproszyć jego uwagę. Podobnie jest na modlitwie. Kiedy zaczynamy się modlić, coś ciągle nam się przypomina, pojawia się w nas mnóstwo mało ważnych myśli. Są to takie „muchy”, które wysyła diabeł, aby odwrócić naszą uwagę od Boga. Najchętniej zatrzymują się one tam, gdzie dusza jest letnia. Złe myśli uciekają od tych, których serca płoną miłością Bożą. Uciekają jak owady od garnka z gotującą wodą. Nawet jeśli przylatują do duszy, to jeśli zobaczą, że jest w niej żar miłości Bożej, szybko odlatują. Człowiek modlący się musi więc najpierw rozpalić w sobie ogień miłości do Boga, uświadomić sobie, jak bardzo sam jest kochany przez Niego. Zaczynając modlitwę, uświadom sobie ogrom Bożej miłości i spróbuj sam zapłonąć taką miłością do Boga.

Módl się przed krzyżem i czytaj krzyż

Katarzyna Sieneńska była analfabetką i nie mogła na modlitwie pomagać sobie tekstami z modlitewnika czy rozważaniami z dzieł świętych. Książką do modlitwy był dla niej krzyż. Starała się zawsze modlić przed Ukrzyżowanym Chrystusem i wyznawała, że tę księgę napisał dla nas Bóg nie atramentem, ale krwią. Widok krzyża i rozpiętego na nim ciała Chrystusa bardzo pomagał jej w skupieniu i w komunii z Bogiem. Katarzyna podkreślała jednak, że z księgi krzyża nie może czytać tylko ktoś, kto jest zakochany w sobie. Wizerunek krzyża jest modlitewnikiem, który nie wymaga wiedzy, ale woli. Nikt, kto patrzy na krzyż, nie może powiedzieć, że nie umie nic z niego wyczytać, jedyną przeszkodą może być tylko to, że nie chce. Warto więc modlić się, wpatrując się w krzyż Chrystusa. Może to być krzyż w kaplicy, krzyż w domowym miejscu wyznaczonym na modlitwę, krzyż noszony na szyi czy zawieszony na różańcu. Wpatrywanie się w krzyż jest naprawdę skuteczną szkołą skupienia na modlitwie. Patrząc na krzyż, raczej trudno myśleć o sobie, a bardziej pragnie się myśleć o Jezusie.

CZYTAJ DALEJ

Afrykańczycy zmieniają oblicze Kościoła w Chinach

2020-08-03 19:28

[ TEMATY ]

modlitwa

Afryka

Adam Szewczyk

Na rosnącą i coraz bardziej zauważalną obecność młodych katolików afrykańskich w Kościele w Chinach zwrócił uwagę w swym najnowszym wydaniu dwutygodnik włoskich jezuitów „La Civiltà Cattolica”. O zjawisku tym, występującym w różnych regionach kraju, rozmawiał na przykładzie miasta Guangzhou z prowincji Guangdong w południowo-wschodnich Chinach dyrektor pisma o. Antonio Spadaro z francuskim teologiem-antropologiem Michelem Chambonem.

W każdy weekend katedra katolicka w mieście zapełnia się tysiącami ludzi zarówno miejscowymi, jak i przybyszami z wielu krajów, a Msze sprawowane są w miejscowym dialekcie kantońskim i ogólnochińskim mandaryńskim, po angielsku, koreańsku i w innych językach.

Młodzi Afrykańczycy, jacy przybyli do Państwa Środka na studia czy w poszukiwaniu pracy, pochodzą głównie z Nigerii, Kenii, Kamerunu i Ugandy. Ci spośród nich, którzy są katolikami, zaczynają chodzić do kościołów w miastach, w których mieszkają.

W Guangzhou (czyli dawnym Kantonie) uczęszcza do katedry średnio od 500 do 800 przybyszów z Czarnego Lądu.

Według rozmówcy pisma ludzie ci przychodzą tam wczesnym popołudniem, modlą się lub rozmawiają z przyjaciółmi przy Grocie Matki Bożej z Lourdes i tam czekają na Mszę św. Inni w kościele ćwiczą śpiewy i przygotowują się do służby przy ołtarzu. W odpowiedzi na narastający napływ turystów, Nigeryjczycy zorganizowali służbę porządkową, surową i skuteczną, aby zachować atmosferę modlitwy w czasie liturgii w języku angielskim.

W ciągu tygodnia wierni afrykańscy przychodzą do katedry na katechezy biblijne i spotkania modlitewne, utrzymane najczęściej w duchu charyzmatycznym. Ożywili też działalność Legionu Maryi, który kwitł tam przez cały okres rządów komunistycznych, mimo utrudnień ze strony władz, niezadowolonych zwłaszcza z powodu „wojskowej” nazwy tego ruchu. Według Chambona, przez cały dzień „przed Panią z Lourdes klęczą zawsze jacyś Afrykańczycy”, inni klęczą też w pobliskiej kaplicy Najświętszego Sakramentu, „pochyleni w geście adoracji lub ze wzniesionymi rękoma”.

Ale występują również napięcia między wspólnotą przybyszów z Afryki a miejscową społecznością katolicką, mające podłoże głównie materialne. W Guangzhou po kryzysie finansowym z 2008 roku udział imigrantów z Czarnego Lądu w działalności przestępczej zrodził ogólną podejrzliwość do wszystkich „Czarnych”. Dzielnicę Xiaobei na północy miasta, w której mieszka większość Afrykańczyków, wielu Chińczyków postrzega jako miejsce przeklęte, rządzone przez gangi kryminalne. Imigranci afrykańscy to w większości młodzi samotni mężczyźni i po całym kraju krążą opowieści o młodych Chinkach, które zaszły w ciążę z niektórymi z nich, a później zostały przez nich porzucone. Zdarza się, że takie kobiety przychodzą potem do katedry, „żądając odszkodowania” – powiedział Chambon.

Z drugiej strony podkreślił szczególny „zapał misyjny” – elastyczny i ekstrawertyczny – cechujący obecność afrykańską w Kościele chińskim. Przejawia się to, zdaniem badacza, w tym, że jeśli Afrykanin zaręczy się z Chinką, to zwykle prowadzi ją do kościoła, gdzie odbywa ona kurs katechumenatu i przyjmuje chrzest. Dodał, że w ostatnich latach znacząco wzrosła liczba ochrzczonych kobiet. W mieście są już rodziny chińsko-afrykańskie, co było nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu – podkreślił rozmówca dwutygodnika.

Według niego katolicy afrykańscy, którzy zjawili się w najludniejszym państwie świata sami, bez „mandatu misyjnego” i wsparcia, „są znacznie bardziej elastyczni i łatwiej przystosowują się do miejscowych warunków niż wiele zgromadzeń i zakonów misyjnych”. Po przybyciu na miejsce musieli usilnie szukać kontaktów z miejscowym społeczeństwem, aby móc przeżyć fizycznie i finansowo. A imigranci katoliccy „przynieśli z sobą także swą wiarę, którą dzielili się z każdym, z kim się zetknęli”.

Także ich sposób nawiązywania więzi z miejscowym duchowieństwem jest szczególny i np. w odróżnieniu od wielu Chińczyków Afrykanie są bardziej otwarci, przedstawiając kapłanom swe potrzeby duchowe i duszpasterskie. Jako „nowi przybysze” proszą o dostęp do sakramentów i miejsc spotkań, pomagając tym samym także miejscowym duchownym rozszerzać ich własne horyzonty duszpasterskie.

Swe rozważania i spostrzeżenia uczony francuski kończy uwagą, iż podczas gdy wielu analityków roztrząsa w nieskończoność uwarunkowania polityczne, które uczyniłyby bardziej znośnymi sytuację ochrzczonych, „również w Chinach Kościół wzrasta bez proszenia o zezwolenie tzw. «ekspertów», bezinteresownie, w sposób «niezorganizowany», bez konkursu na jakąś misyjną strategię ewangelizacji”. Wpisuje się to w wątek żywotnych i konkretnych interesów zwykłych ochrzczonych, którzy prawdopodobnie nie wiedzą nawet nic o tymczasowym układzie watykańsko-chińskim z 2018 roku o mianowaniu biskupów w tym kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję