Reklama

Wiadomości

Kościół w Etiopii cieszy się z Pokojowej Nagrody Nobla dla szefa rządu

Wiadomość o przyznaniu 13 października Pokojowej Nagrody Nobla premierowi Etiopii Abiy Ahmedowi ucieszyła także Kościół katolicki tego kraju. „Jako Etiopczycy wszyscy jesteśmy szczęśliwi z przyznania Pokojowego Nobla premierowi Abiyowi Ahmedowi. Głównym motywem jego działań jest przesłanie, że jedność w różnorodności jest możliwa”, powiedział cytowany przez międzynarodowe katolickie dzieło misyjne „missio Monachium” o. Petros Berga, bliski współpracownik arcybiskupa Addis Abeby kard. Berhaneyesusa Demerewa Souraphiela.

[ TEMATY ]

nagroda Nobla

wikipedia.org

Premierowi Abiyowi udało się uspokoić spory między partiami politycznymi, doprowadzając je do wspólnego stołu, stwierdził zakonnik. Podkreślił, że tam, gdzie inni załatwiają swoje interesy z użyciem broni, premier idzie drogą jednoczenia i dialogu. Kolejnym wielkim wyzwaniem będą najbliższe wybory. Jeśli będą utrzymane w standardach demokratycznych i międzynarodowych, Etiopia będzie mogła być przykładem dla całej Afryki, powiedział o. Berga, koordynator pracy duszpasterskiej w archidiecezji Addis Abeba.

O przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla za 2019 rok 43-letniemu Abiyowi poinformował 13 października norweski Komitet Noblowski. Polityk został uhonorowany za „zdecydowane” zaangażowanie w rozwiązanie konfliktu granicznego między Erytreą i Etiopią. W lipcu 2018 r. oba kraje podpisały układ pokojowy, oficjalnie kończący trwający od kilkudziesięciu lat spór. Gotowość szefa rządu Etiopii do kompromisu odegrała decydującą rolę na drodze przełomu. Ponadto premier Abiy także w innych regionach Afryki opowiadał się za pokojem i pojednaniem, uzasadniał Komitet Noblowski.

Premier Etiopii jest synem muzułmanina z plemienia Oromo. Matka, prawosławna chrześcijanka, jako młoda dziewczyna wstąpiła do Kościoła luterańskiego. Według różnych mediów Abiy należy do ewangelikalnego Kościoła Zielonoświątkowego. Od pierwszych miesięcy rządów polityk ten ma opinię zdecydowanego reformatora. W Etiopii jest m.in. gorącym zwolennikiem szerokiej demokratyzacji życia oraz większego udziału kobiet w polityce. W lutym 2018 r. mianował katolickiego kardynała Souraphiela szefem krajowej Komisji Pokoju i Pojednania. Celem komisji jest opracowanie wewnątrzpolitycznych konsekwencji wieloletniego konfliktu z sąsiedzką Erytreą.

Reklama

W styczniu premiera Abiya przyjął w Watykanie papież Franciszek. Tematami rozmowy, jak informowało biuro prasowe Stolicy Apostolskiej, były wkład Etiopii w stabilizację w Rogu Afryki oraz powrót do stosunków dyplomatycznych z Erytreą. Natomiast w etiopskim Kościele prawosławnym w 2018 r. Abiy okazał się wielką pomocą dla zakończenia trwającej przez ponad 25 lat schizmy.

Zdaniem przewodniczącego Konferencji Biskupów Katolickich Etiopii, kard. Berhaneyesusa Demerewa Souraphiela premier jest „człowiekiem jedności”. Już od pierwszych miesięcy rządów Abiy zawsze przypomina, że „ludzie muszą sobie nawzajem wybaczać, prowadzić do pojednania i pokojowo rozwiązywać konflikty”.

Szacuje się, że ok. 65 proc. mieszkańców Etiopii stanowią chrześcijanie, a ok. 34 proc muzułmanie. Większość chrześcijan to wyznawcy Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego (koptyjskiego). Kościół katolicki jest niewielką mniejszością, a należy do niego niecały 1 proc. spośród 92 mln mieszkańców. Według przewodniczącego „missio Monachium”, Wolfganga Hubera, Pokojowy Nobel jest zapłatą za mozolną pracę szefa rządu Etiopii. Jego pracę należy w dalszym ciągu wspierać, gdyż sytuacja w regionie granicznym z Erytreą jest wciąż trudna. „Decydującym czynnikiem będzie tu Kościół katolicki Etiopii. Choć liczbowo niewielki, od początku towarzyszył procesowi pokojowemu”, zauważył szef monachijskiej „missio”.

Pokojowa Nagroda Nobla należy do najbardziej renomowanych wyróżnień na świecie. Pierwszymi jej laureatami byli w 1901 r. Szwajcar Henri Dunant, założyciel Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża oraz francuski pacyfista Frédéric Passy.

Nagroda nosi imię szwedzkiego chemika i wynalazcy Alfreda Nobla (1833-1896), który w swoim testamencie zapisał, że jego spadek ma tworzyć podstawę dla pięciu międzynarodowych nagród w dziedzinie fizyki, chemii, literatury, medycyny i pokoju. W 1968 r. została jeszcze dołączona nagroda w dziedzinie ekonomii. Zgodnie z życzeniem Nobla Nagroda Pokojowa powinna być przyznawana osobie, która najbardziej się zasłużyła w rozwijaniu braterstwa między narodami, lub organizowała kongresy pokojowe. Ponadto fundator zadecydował, że nagrody w czterech dziedzinach ma przyznawać szwedzki Komitet Noblowski, natomiast kandydata do Pokojowego Nobla ma wyszukiwać pięciu członków parlamentu norweskiego. Wysokość nagrody zależna jest od aktualnego stanu posiadania fundacji noblowskiej. Podczas pierwszej edycji nagrody było to 150 800 koron szwedzkich, w tym roku nagroda wynosi dziewięć milionów koron (ok. 3,8 mln zł).

Wśród najbardziej znanych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla są: Nelson Mandela (1993), Barack Obama (2009), św. Matka Teresa z Kalkuty (1979), Albert Schweitzer (1952) i Lech Wałęsa (1983). W 2018 r. laureatami byli: iracka jazydka Nadia Murad i lekarz z Konga Denis Mukwege za ich wkład w działania przeciw przemocy seksualnej jako broni w wojnach i konfliktach zbrojnych.

2019-10-12 21:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O ewolucji szwedzkich elit

Na początku Akademia Szwedzka była zdominowana przez konserwatystów, jednak z czasem zaczęli w niej przeważać zwolennicy lewicowego światopoglądu.

Historia polskich Nagród Nobla z literatury mówi nam więcej o życiu umysłowym w Szwecji niż o kondycji pisarstwa w naszym kraju.

Przyjrzyjmy im się bliżej.

Rok 1905. Członkowie Akademii Szwedzkiej honorują Henryka Sienkiewicza za „wybitne osiągnięcia literackie w dziedzinie eposu”, a zwłaszcza powieści historycznej. Niewiarygodną popularność na całym świecie zdobywa wówczas Quo vadis? – dzieło poświęcone prześladowaniom chrześcijan w Rzymie za czasów Nerona. Papież Leon XIII publicznie chwali to dzieło, dostrzegłszy jego potencjał ewangelizacyjny. W momencie śmierci pisarza (w 1916 r.) powieść doczekała się dwóch ekranizacji kinowych, a w samych tylko Stanach Zjednoczonych sprzedała się w nakładzie 1,5 mln egzemplarzy.

Rok 1924. Akademia Szwedzka przyznaje nagrodę Władysławowi St. Reymontowi. Uznanie jurorów zdobywa zwłaszcza jego wielki fresk epicki Chłopi. Powieść cieszy się popularnością w Europie. Reprezentuje konserwatywny nurt literatury, głoszący przywiązanie do rodzinnej ziemi i głęboko zakorzeniony w chrześcijaństwie. Pisarz znany jest także jako obrońca prześladowanego Kościoła greckokatolickiego w Rosji. Jego debiutem prozatorskim był zresztą reportaż literacki Pielgrzymka do Jasnej Góry, będący apoteozą polskiego katolicyzmu ludowego.

Rok 1980. Nagrodę Nobla otrzymuje Czesław Miłosz. Na liście dotychczasowych laureatów jest on chyba ostatnim twórcą, który kwestie religijne traktował z pełną powagą jak sprawy życia i śmierci. Choć często wadził się z Bogiem, błąkał się niekiedy gdzieś na pograniczach heterodoksji i gnozy (jak w Ziemi Ulro czy Hymnie o Perle), to jednak chrześcijaństwo stanowiło dla niego podstawowy punkt odniesienia. Pozostawił po sobie wiele wybitnych wierszy religijnych i metafizycznych, np. Veni Creator czy Oeconomia divina). W wydanym pod koniec życia Traktacie teologicznym napisał: Dlaczego teologia? Bo pierwsze ma być pierwsze.

Rok 1996. Nagrodzona zostaje Wisława Szymborska. Kiedy w 2016 r. ks. Jan Sochoń składał antologię modlitw ułożonych przez polskich poetów, odkrył, że krakowska noblistka należała do grona nielicznych twórców, w których dorobku nie było żadnych wierszy religijnych. Zdeklarowana ateistka nie była jednak wrogiem religii. Pozostawała raczej głucha na tę problematykę, choć znała literaturę biblijną, o czym świadczył jej wykład noblowski, w którym przywoływała Księgę Koheleta. Pasowało do niej spostrzeżenie Lwa Tołstoja, który zauważył, że są ludzie, którzy nie mają po prostu „organu wiary”.

Rok 2019. Ze Sztokholmu nadchodzi wiadomość o wyróżnieniu dla Olgi Tokarczuk. Ona również, podobnie jak Szymborska, deklaruje się jako niewierząca, choć jest to już inny rodzaj (nie)wiary. Celnie scharakteryzował go ks. Jerzy Szymik, pisząc: „Olga Tokarczuk to wielki literacki talent: warsztat, wyobraźnia, inteligencja, celność i świeżość frazy. A jednak jest w tych książkach coś, co każe mi – chrześcijaninowi, księdzu katolickiemu, teologowi – napisać: nie ma zgody. Na co? Na powrót do pogaństwa. Na cofnięcie się do czasów przed-Chrystusowych, na wymazanie 1053 lat ochrzczonego życia mojej ojczyzny. (...) A twórczość Tokarczuk to w warstwie ideowej apoteoza neopogaństwa – fascynacja mitami, astrologią, ezoteryką, zdolnościami parapsychologicznymi, wizją politeistyczną, przedchrześcijańską właśnie, poddaną rytmom księżyca i krwi, magii, wizją «naturalnie» pogańską”.

Zarysowana powyżej sekwencja ilustruje ciekawe zjawisko. Na początku Akademia Szwedzka była zdominowana przez konserwatystów, jednak z czasem zaczęli w niej przeważać zwolennicy lewicowego światopoglądu. Była to logiczna konsekwencja zdominowania szwedzkiego życia publicznego przez socjaldemokrację, która rządziła tam od 1921 do 2006 r. (z wyjątkiem 15 lat). Dlatego werdykty jury odzwierciedlają ideową ewolucję szwedzkich elit.

CZYTAJ DALEJ

Łódź: spotkanie ewangelizacyjne "Jezus Uzdrawia"

2020-01-25 15:39

[ TEMATY ]

ewangelizacja

Łódź

abp Grzegorz Ryś

Ks. Paweł Kłys

- My nie wychodzimy do świata, żeby mu powiedzieć, że jest podły. Wychodzimy do świata, żeby mu powiedzieć: Bóg cię kocha, i żeby mu pokazać, że Bóg kocha cię przeze mnie ! Nie ma innej ewangelizacji! – mówił abp Ryś.

Już po raz kolejny w Hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Łodzi, odbyło się spotkanie ewangelizacyjne „Jezus uzdrawia”, którego organizatorem jest o. Łukasz Prausa – pallotyn wraz ze wspólnotą Siewcy Miłosierdzia, działającą przy Sanktuarium Świętości Życia w Łodzi.

- Jest to spotkanie, podczas którego chcemy pogłębiać we wszystkich ludziach wiarę, aby mogli poznać żywego i prawdziwego Jezusa, a także, by mogli spotkać się z Maryją, która jest patronką wszystkich tych spotkań. – tłumaczy organizator spotkania o. Prausa.

W dzisiejszym spotkaniu wzięło udział ponad 800 osób. Uczestnicy przyjechali do Łodzi z Gdańska, Poznania, Krakowa, Sosnowca i Warszawy, a także spoza Polski: z Anglii, Egiptu, Włocha oraz Stanów Zjednoczonych.

Ks. Paweł Kłys

Eucharystii - która była centrum dzisiejszego ewangelizacyjnego spotkania - przewodniczył arcybiskup Grzegorz Ryś, który w swoim słowie odwołując się do święta Nawrócenia św. Pawła apostoła powiedział między innymi - przed nami jest do pokonania ogromna droga: od „Panie ja słyszałem” do „Szawle – bracie”. Kościół jest na tej drodze jakieś 60 lat - od czasów Soboru Watykańskiego II. Jak się czyta teksty papieży Soboru: św. Jana XXIII – który Sobór zwołał i św. Pawła VI – który Sobór zamknął, to obydwaj ci papieże mówi do nas: przestańcie traktować świat jako swojego wroga i wyjdźcie do niego z przyjaźnią. Nie chodzi o to, by założyć teraz różowe okulary i pomyśleć, jaki świat jest dobry. Jest wiele takich obszarów, w których świat nie jest doby, jest zły. – zauważył łódzki pasterz.

Arcybiskup przywołując słowa św. Pawła VI podkreślił - dziś jesteśmy świadkami zderzenia dwu religii: chrześcijaństwa, które jest religią Boga, który stał się człowiekiem i ona zderza się z kompletnie inną religią, religią człowieka, który chce być Bogiem. Co w takim razie trzeba zrobić? – pyta papież. Nas obowiązuje przypowieść o miłosiernym samarytaninie. Popatrz na człowieka w świecie jako na tego, który został pobity, poraniony i wyjdź do niego z miłością. – tłumaczył arcybiskup.

Ks. Paweł Kłys

Uczestnicy spotkania wezmą jeszcze udział we wspólnej modlitwie o uzdrowienie i uwolnienie, którą poprowadzi o. Prausa oraz w wielbieniu Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Spotkanie zakończy się około godz. 18:00.

- Przyjechałam na to spotkanie, aż Sosnowca. – tłumaczy Małgorzata Grzybowska. - Jeszcze kila miesięcy temu nie myślałam, że tu będę, bo mam pewne ograniczenia natury fizycznej –jestem osobą niewidomą – ale przez YouTube dowiedziałam się o takich spotkaniach i zapragnęłam tutaj być. Jestem tu z potrzeby serca i dlatego, że Pan Jezus mnie tu zaprosił. – dodaje uczestniczka spotkania.

- Nie jest to moje pierwsze spotkanie, ale po moim wielokrotnym uczestnictwie w tego typu spotkaniach stwierdzam, że Pan Jezus mnie dotknął i uleczył z dolegliwości, która może nie była, aż tak trudna, ale już jej nie mam. Dzisiaj jestem tutaj w nadziej na wspaniale spotkanie ze wszystkimi, ale przede wszystkim z Panem Jezusem i Jego Matką. – zaznacza Zofia z Sosnowca.

Jak informuje o. Prausa - spotkania wspólnoty Siewcy Miłosierdzia odbywają się w każdą czwartą sobotę miesiąca około godz. 12:00 w Pallotyńskim Sanktuarium Świętości Życia w Łodzi.

CZYTAJ DALEJ

Dlaczego Bóg przyjął ciało?

2020-01-28 13:27

[ TEMATY ]

duchowość

wiara

©Mazur/episkopat.pl

Pytania o wiarę, które rodzą się w naszych sercach często pozostawiamy samym sobie. A może nareszcie czas stawić im czoła i wspólnie na nie odpowiedzieć? Wychodzimy na przeciw naszym czytelnikom rozpoczynając cykl "Pytania o wiarę", w którym przedstawimy odpowiedzi biskupa Andrzeja Przybylskiego na niekiedy niełatwe pytania stawiane przez młodych ludzi.

Szczęść Boże! Przygotowując się do Bożego Narodzenia, często się zastanawiam, dlaczego Bóg przyjął ciało, to znaczy normalnie się urodził, normalnie się rozwijał, wzrastał, pewnie też przybierał na wadze i musiał jeść, jak każdy człowiek. Ciało sprawia przecież człowiekowi sporo trudności, zwłaszcza gdy jest niesprawne i chore. Czy Chrystus musiał zbawiać nas w sposób cielesny, skoro ma taką moc, aby wszystko stwarzać jednym gestem, pragnieniem woli czy swoim Boskim słowem?

Konrad

bp Andrzej Przybylski: Nie wiem czy musiał, ale z pewnością bardzo tego chciał i pewnie taki sposób zbawienia Bóg uznał za najbardziej skuteczny. Dla mnie w Twoim pytaniu najpiękniejszy jest wątek cielesności Boga. Wcielenie, czyli Boże Narodzenie, to cudowna tajemnica, w której Bóg przyjmuje ludzkie ciało, aby je konsekrować, czyli uświęcać. Konsekwencje grzechu dotknęły nie tylko ludzkiej duszy, sumienia czy nawet intelektu, ale zainfekowały również ludzkie ciało. To dlatego ono choruje, umiera, męczy się, ma w sobie wiele trudnych do opanowania pragnień.

Przecież w każdym okresie naszego życia mamy wiele kłopotów z ciałem. To z powodu cielesnej wygody często się nie modlimy, to ciało pcha nas w kierunku nieczystości i jest źródłem wielu grzechów. Mimo to Chrystus udowodnił nam przez swoje Wcielenie, że ciało nie musi być tylko źródłem grzechu, ale może być „mieszkaniem Boga”.

Z tej teologii cielesności wynika więc, że Kościół, w ślad za Chrystusem, jest jednym z największych obrońców ludzkiego ciała. Często błędnie oskarża się Kościół, że w imię wartości duchowych, jest przeciwko cielesności, tymczasem jest zupełnie odwrotnie.

Jezus tak bardzo dowartościował ludzkie ciało, że staje się ono dla każdego chrześcijanina wartością, o którą powinien dbać i którą powinien wydoskonalać.

Kiedy wstąpiłem do seminarium, naiwnie myślałem, że będę musiał żyć w celibacie, bo wszelka cielesność jest brzydka, a ja, świętobliwy ksiądz, nie mogę mieć w sobie tego co brzydkie.

Szybko wytłumaczono mi, że moja cielesność jest wielkim i pięknym darem, a celibat to znak ofiarowania Bogu tego, co w człowieku najpiękniejsze.

Myślę, że Chrystus miał wiele powodów, aby przyjąć ludzkie ciało. Najpierw chciał nam pokazać, że jest ono „świątynią Ducha Świętego”, że jest też miejscem naszego zbawienia. Cielesność Jezusa, to także wielka szkoła pracy nad ciałem.

Kiedy spoglądam na krzyż i widzę na nim rozpięte Ciało Chrystusa, to uświadamiam sobie, ile wysiłku, a niekiedy cierpienia, kosztuje praca nad cielesnością. Cała Jego droga cierpienia jest znakiem kierowania cielesnością. I tak przecież jest z naszym ciałem.

Nieźle się musimy namęczyć, żeby nauczyć się nim kierować i żeby to ciało nie kierowało całym naszym życiem.

Kiedy przyjmuje na Mszy św. Jezusa, to słyszę z ust kapłana: „Ciało Chrystusa”. Zastanawiało mnie zawsze, dlaczego, skoro przyjmujemy całego Chrystusa, kapłan w takim momencie podkreśla Jego cielesność. Dziś już rozumiem, że danie komuś swojego ciała jest pieczęcią prawdziwej miłości.

Chrystus daje nam swoje Ciało, aby przypieczętować swoją miłość. Z tego wynika też nauczanie o tym, że pieczęcią miłości jest ofiarowanie swojego ciała w małżeństwie sakramentalnym, że ja jako kapłan przez sakrament kapłan przez sakrament kapłaństwa chcę oddać Bogu swoje ciało, aby tym samym przypieczętować moją wielką miłość do Niego.

Wcielenie Jezusa Chrystusa to wielka szkoła przeżywania naszej ludzkiej cielesności. Kiedy będziesz w Boże Narodzenie zastanawiał się nadal, dlaczego Chrystus przyjął ludzkie ciało, to pomyśl sobie o swoim ciele i wszelkich kłopotach z nim związanych. Może właśnie dlatego Jezus przyjął ciało, aby nauczyć nas, jak sobie z nim radzić?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję