Reklama

Świat

Kard. Tong: siłą nie da się rozwiązać problemów Hongkongu

„Gdy człowiek nienawidzi, traci zdolność do rozróżniania dobra i zła. Gniew niszczy dobroć i rodzi przemoc, która powoduje coraz głębsze rany. Wierzę, że siłą nie da się rozwiązać obecnego problemu” – napisał w liście otwartym do mieszkańców Hongkongu kard. John Tong, administrator apostolski tej diecezji.

[ TEMATY ]

przemoc

Chiny

Hongkong

gniew

Vatican News / ANSA

Siłą nie da się rozwiązać problemów Hongkongu

Napięcia w byłej kolonii brytyjskiej zaczęły się od demonstracji przeciwko ogłoszonej przez władze Hongkongu zmianie prawa, która miała umożliwić ekstradycję podejrzanych do Chin kontynentalnych. U podstaw tego sprzeciwu leży brak zaufania do chińskiego wymiaru sprawiedliwości i poczucie, że rząd centralny stopniowo ogranicza autonomię Hongkongu. To dlatego choć ustawę wycofano, protest trwa i coraz bardziej przeradza się w ruch prodemokratyczny. Niestety demonstranci mają już na koncie akty wandalizmu i starcia z policją.

„Czuję głęboki smutek widząc młodych ludzi niespokojnych i zmartwionych z powodu obecnej sytuacji społecznej, ponieważ nie tylko reprezentują oni naszą przyszłość, ale także naszą teraźniejszość” – napisał kard. Tong. Zdaniem hierarchy „jedynie reagując i realizując żądania obywateli, można odbudować harmonię społeczną w Hongkongu, dlatego też obecnie priorytetem jest odbudowa wzajemnego zaufania między rządem a obywatelami”.

Reklama

Kard. Tong w swoim liście zachęca obywateli i wiernych do „odzyskania nadziei”. „Kiedy nasze uzasadnione prośby nie zostaną przyjęte, możemy czuć się rozczarowani. Ale nie wolno wam tracić nadziei, ponieważ rozpacz rozmywa nasze spojrzenie na przyszłość, wyjaławiając nasze życie” – napisał purpurat.

2019-10-18 17:46

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

New York Times: chińscy hakerzy włamali się do watykańskich sieci komputerowych

2020-07-29 11:03

[ TEMATY ]

Watykan

internet

Chiny

BOŻENA SZTAJNER

W ciągu ostatnich trzech miesięcy chińscy hakerzy włamali się do watykańskich sieci komputerowych - piszą na łamach „New York Timesa” czołowi dziennikarze tego dziennika David E. Sanger, Edward Wong i Jasona Horowitz. Wskazują, że ataki zostały przeprowadzane w sposób podobny do metod stosowanych w przeszłości przez cyber piratów oskarżanych o finansowanie przez rząd w Pekinie.

Działania te zostały wykryte i monitorowane przez ekspertów ds. bezpieczeństwa cybernetycznego w Recorded Future, specjalistycznej firmie z siedzibą w Somerville, w stanie Massachusetts.

W przeszłości chińscy hakerzy w podobny sposób zbierali informacje na temat grupy buddystów tybetańskich, muzułmańskich Ujgurów i członków sekty Falun Gong mieszkających poza granicami Chin.

Po raz pierwszy pojawiają się natomiast wiadomości o tego typu działaniach szpiegowskich wymierzonych przeciwko Stolicy Apostolskiej. Informacja o nich pojawiła się w szczególnie delikatnym momencie, ponieważ we wrześniu powinny rozpocząć się rozmowy na temat zasad mianowania biskupów i statusu miejsc kultu, obecnie regulowanych przez tymczasowe porozumienie podpisane w 2018 roku.

Według „New York Timesa” włamania do watykańskich komputerów rozpoczęły się na początku maja od pliku – pułapki umieszczonego na oficjalnym liście substytuta, arcybiskupa Edgara Peña Parry skierowanym do przedstawicieli Kościoła w Hongkongu.

Zawierał on przesłanie sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, kardynała Pietro Parolina. Nie jest jasne, czy list został sfałszowany, czy też jest to prawdziwy dokument, który hakerzy uzyskali, a następnie połączyli ze złośliwym oprogramowaniem szpiegowskim, aby uzyskać dostęp do komputerów urzędów kościelnych w Hongkongu i serwerów w Watykanie.

CZYTAJ DALEJ

Rozwodów kościelnych nie ma!

Niedziela łódzka 41/2019, str. 4-6

[ TEMATY ]

Kościół

rozwód

małżeństwo

Archiwum ks. Leszczyńskiego

Ks. prof. Grzegorz Leszczyński

Z ks. prof. Grzegorzem Leszczyńskim, wikariuszem sądowym Trybunału Metropolitalnego Łódzkiego, o tym, co oznacza „stwierdzenie nieważności małżeństwa”, kto może go dokonać i czy bywają podstawy do rozpoczęcia procesu, rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Co jakiś czas słyszymy, że taki czy inny celebryta jest po „kościelnym rozwodzie” i szykuje się do drugiego ślubu. Przed drzwiami trybunału w łódzkiej kurii też kolejka. Czyżby panowała moda na rozwiązywanie małżeństw? Księże Profesorze – co to są te „kościelne rozwody” i jak mają się do składanej przed ołtarzem przysięgi – „Nie opuszczę cię aż do śmierci”?

KS. PROF. GRZEGORZ LESZCZYŃSKI: – „Rozwodów kościelnych” nie ma. Utarło się jedynie używać takiej terminologii ze względu na terminologię prawa cywilnego. W Kościele istnieje „stwierdzenie nieważności małżeństwa”, czyli potwierdzenie, że od początku dane małżeństwo było z jakiś określonych przyczyn nieważne. Jak to się ma do przysięgi małżeńskiej? By ona była ważna, musi być przede wszystkim wyrażona świadomie i dobrowolnie. A więc wszystko, co eliminuje tę świadomość albo dobrowolność, sprawia, że przysięga od początku była wadliwa, bo złożona w sposób nieważny.

– To możliwe, że ludzie po latach przypominają sobie, że to było nieważne? Czy może robimy to dla wygody, bo weszliśmy w nowy związek i fajnie, bo można byłoby mieć kolejny ślub kościelny?

– Różnie. Myślę, że niektóre osoby chcą uporządkować swoją sytuację, np. sakramentalną, i w sposób zupełnie szczery występują o stwierdzenie nieważności małżeństwa, zwłaszcza jeśli trwało ono bardzo krótko i istniały po drugiej stronie określone przyczyny, np. choroba psychiczna czy jakieś działanie podstępne, albo np. wykluczenie potomstwa czy wierności. Ale jest też z pewnością pewien odsetek osób, które – nieładnie mówiąc – „próbują nieco na siłę” stwierdzić nieważność pierwszego małżeństwa, by otworzyła im się droga do nowego związku.

– Ale powinien istnieć chyba jakiś odsiew tych, którzy mówią prawdę, od tych, którzy chcą rzeczywistość „nagiąć”?

– W procesie małżeńskim jest kilka osób, które pracują właśnie po to, by dojść do prawdy. Jest chociażby obrońca węzła małżeńskiego, który broni ważności małżeństwa i próbuje wyciągnąć te wszystkie elementy, jakie przemawiają za ważnością, czyli zakwestionować zeznania osób, które „kombinują” czy próbują jakoś „naciągnąć” sytuację.

– Faktycznie udaje się takie osoby wyodrębnić?

– Tak. Bo potem jeszcze w każdej sprawie orzeka trzech sędziów, więc każdy z nich czyta akta i wydaje swoje wotum. Tu olbrzymią rolę odgrywają tzw. sędziowie audytorzy – ci, którzy prowadzą przesłuchania, by tak je poprowadzić, aby wydobyć prawdę. Mimo tego, że strona chce, np. czasami powiedzieć coś „na siłę”.

– Ale Ksiądz i ci księża – sędziowie – ciągle jesteście kapłanami i w uszach zapewne dźwięczy wam wypowiadana formuła – „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. Ktoś przychodzi i trzeba tą przysięgę kwestionować – to jest chyba trudne...

– Każdy z nas ma też przed oczyma istnienie domniemania ważności tego małżeństwa, czyli to, że skoro ktoś je zawarł, to domniemywa się, że ono było ważne. A po drugie – każdy ma też przed oczyma pewną powagę procesu małżeńskiego i to, że tu dążymy do znalezienia prawdy. A nie do tego, by komuś pomóc w takim sensie, jak to mówił Jan Paweł II, „korzyści” – miłosierdzia czy zlitowania się, by miał nowy związek. Tu chodzi o to, by stwierdzić prawdę.

– Dużo osób zgłasza się do trybunału i składa wnioski?

– W łódzkim sądzie mamy około 120-130 wyroków rocznie. Zgłasza się, oczywiście, dużo więcej osób, ale po wstępnych rozmowach zdarza się, że wiele z nich nie składa wniosków, bo nie ma zgodnie z prawem żadnych podstaw, by prowadzić taki proces.

– A wyroki zapadają na korzyść, czy na niekorzyść?

– Większość jest na korzyść, ok. 70 proc. jest pozytywnych.

– Tak myślę, że w pojęciu moich rodziców, nie mówiąc już o starszych pokoleniach, stwierdzenie nieważności małżeństwa nie istniało. Czy to jest ten kryzys małżeństwa? A może po prostu brak odpowiedzialności za to, co się komuś ślubuje?

– Procesy istniały zawsze, choć może nie było takiej wiedzy na ten temat. Nasz sąd funkcjonuje od 1920 r. i od tamtego czasu mamy już w archiwach akta procesów, które były tu prowadzone. Było ich, co prawda, mniej. Dzisiaj dużo mówi się o takich procesach w mediach, jest ich też znacznie więcej. Przyczyn tego jest pewnie wiele. Kryzys małżeństwa? Z pewnością. Myślę też, że to kryzys osobowości człowieka i bardzo silna niedojrzałość, chociażby emocjonalna. Niezdolność do pokonywania różnych trudności, które pojawiają się w małżeństwie. Czasem wystarczy byle pretekst, by małżeństwo się po prostu rozpadło.

– Z tej całej listy powodów, które podaje się w piśmie procesowym, wyciągam jeden: „poważny brak rozeznania co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich”. Tyle że wchodząc w małżeństwo, mamy najczęściej te dwadzieścia kilka lat i to dla nas kompletnie nowa sytuacja, w której nie da się przewidzieć wydarzeń w życiu...

– W tym tytule, by stwierdzić poważny brak rozeznania, muszą istnieć poważne zaburzenia psychiczne, zwłaszcza psychozy. Bo to zwykle psychozy stają się powodem tego, że człowiek nie jest w stanie rozeznać, na czym polegają jego obowiązki, czy nie funkcjonuje u niego pewna zdolność krytycznego dokonywania wyborów. To nie jest tak, że powiemy sobie, że gdy mamy lat 20-21, to nie do końca wiemy na czym polegają obowiązki. Pewnie wiemy nie do końca, ale by akurat stwierdzić nieważność, musi istnieć konkretna psychoza, np. maniakalno-depresyjna czy dzisiaj bardzo modne tzw. zaburzenia afektywno-dwubiegunowe.

– A jak to stwierdzacie?

– W tego typu procesach bardzo ważnym dowodem, wręcz podstawowym, jest opinia biegłego psychiatry, który spotyka się z daną osobą. Z tą, u której podejrzewa się takie czy inne zaburzenie. I potem on wystawia swoją opinię.

– Może Ksiądz podać najczęstszy powód wpisywany w pozew?

– Niezdolność natury psychicznej do podjęcia obowiązków małżeńskich wynikająca z różnych uzależnień. Przede wszystkim uzależnienie od alkoholu, od pornografii, od hazardu, dzisiaj bardzo często od Internetu. Czy niedojrzałość psycho-emocjonalna – to jest też dość częsty powód. Spotyka się także uzależnienie od rodziców, zwłaszcza syna od matki. I coraz częściej pojawia się wykluczenie potomstwa, gdy małżonkowie nie chcą mieć dzieci, albo wykluczenie wierności – kiedy nie chcą zachować wierności małżeńskiej.

– A zdarza się, że obrońcy węzła małżeńskiego uda się „skleić” to małżeństwo?

– To nie jest zadanie obrońcy węzła, ale pojednanie czasami się zdarza, choć rzadko. Gdy osoby składają wnioski, a potem je wycofują, bo okazuje się, że doszli jakoś do porozumienia. Ale w większości przypadków ludzie, którzy przychodzą do nas, są już po rozwodach cywilnych.

– Dobrze, że istnieje taka instytucja jak „sąd kościelny”?

– Według mnie – tak. To też jest działanie duszpasterskie. Bardzo pomocne ludziom. Ta instytucja poprzez orzekanie nieważności pomaga im uregulować sytuację sakramentalną, zwłaszcza jeśli mogą wziąć drugi ślub, bo pierwsze małżeństwo było nieważne.

– To można wywnioskować, że jeśli nie udało mi się pierwsze małżeństwo, to mogę sobie kogoś poszukać i tworzyć drugie? Czy może powinno się być wiernym, bo kiedyś złożyło się przysięgę?

– Wierność jest wielką zaletą małżeństw i powinna istnieć. Ale nic na siłę. Najpierw trzeba się zastanowić, czy to pierwsze małżeństwo było ważne czy – nie. To nie jest tak, że odchodzę, szukam sobie kogoś innego, a potem dopiero się zastanawiam, co zrobić z tą sytuacją. Najpierw należałoby wszystko rozeznać.

– Ale sam Ksiądz wie, że są różne przypadki – ktoś był w związku małżeńskim, z którego są dzieci, potem były różne inne związki, potem małżeństwo cywilne i mówienie, że to tylko mąż – żona cywilna, więc mam prawo wchodzić w inne relacje i związki, szukając, i jednocześnie pojawia się staranie o unieważnienie małżeństwa. Czy na uczciwość tych ludzi też patrzycie?

– Jeśli ktoś wchodzi w kilka związków, trzeba się najpierw zastanowić, czy ta osoba się w ogóle nadaje do małżeństwa, czy jest dojrzała do małżeństwa. Proszę zauważyć, że jeśli stwierdza się nieważność małżeństwa z jakiejś przyczyny, np. niezdolności psychicznej, to żeby dana osoba wzięła drugi ślub, to zwykle dołączana klauzula musi być zdjęta. Taka osoba ma zakaz zawarcia nowego małżeństwa, dopiero ordynariusz może pozwolić na nowy związek, jeśli psycholog czy psychiatra orzeknie, że coś się zmieniło, że ta osoba jest już dojrzała, albo nie jest uzależniona od takich czy innych używek. Sam wyrok jeszcze nie upoważnia do zawarcia nowego małżeństwa w przypadku osoby, z której winy takie małżeństwo uznano za nieważne.

– Długo trwa taki proces?

– Ok. roku. Od czasu reformy papieża Franciszka nie wymaga się już dwóch pozytywnych wyroków, jak to było kiedyś, i większość spraw kończy się już w pierwszej instancji, czyli u nas zapada wyrok prawomocny.

– Zaczynaliśmy od tego, że „rozwodu kościelnego” nie ma, ale jak wytłumaczyć ludziom to, że ktoś dostaje unieważnienie i ma kolejny ślub w Kościele, że może korzystać z sakramentów, wchodząc w nowy związek? Jak to się ma do tych, którzy żyją w wierności i czystości, wiedząc, że złożona przed Bogiem przysięga zobowiązuje? Jeśli „unieważnienie” nie jest „rozwodem”, to czym? Rozwód cywilny jest też jakimś unieważnieniem małżeństwa...

– Nie. Rozwód cywilny nie jest unieważnieniem małżeństwa, a jedynie stwierdzeniem jego rozpadu. Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego to nic innego jak orzeczenie prawdy obiektywnej o małżeństwie, które z określonych przyczyn de facto nigdy nie zaistniało. To tak jakby powiedzieć, że istniał zewnętrzny pozór małżeństwa, a tak naprawdę ono nigdy nie zaistniało.

CZYTAJ DALEJ

WHO promuje aborcję farmakologiczną jako nieinwazyjną metodę leczenia

2020-08-03 11:00

[ TEMATY ]

aborcja

Trwająca pandemia została wykorzystana przez Światową Organizację Zdrowia jako pretekst do promowania aborcji farmakologicznej.

WHO opublikowała poszerzoną wersję wydanego w marcu przewodnika, w którym zaleca państwom utrzymanie „kluczowych usług", pomimo ograniczeń nakładanych w związku z koronawirusem. Wśród tych „usług", w rozdziale dotyczącym „praw reprodukcyjnych i seksualnych" wymieniona została „bezpieczna aborcja". WHO otwarcie zachęca kobiety planujące dokonanie aborcji do samodzielnego przeprowadzenia jej w domu z użyciem środków poronnych, wpisanych zresztą przez Organizację na listę „kluczowych leków". Nie wspomina przy tym o zagrożeniach dla zdrowia i życia związanych z tą praktyką. WHO zaleca także, by władze państw rozważyły zniesienie części ograniczeń, które utrudniają nie tylko dostęp do aborcji, ale także sprowadzanie środków medycznych wywołujących poronienie.

W rozdziale poświęconym opiece prenatalnej oraz zdrowiu matki i dziecka, WHO promuje tzw. „bezpieczną aborcję” w pełnym zakresie przewidzianym przez prawo, zasłaniając się argumentem, że pandemia nie może być pretekstem do uniemożliwienia kobietom korzystania z ich „praw”. Już samo to stwierdzenie stoi w sprzeczności z obowiązującym prawem międzynarodowym, które nie uznaje istnienia „prawa do aborcji”, a wręcz przeciwnie – chroni życie, także w fazie prenatalnej. Jak podkreśla dr Antonella Lavelanet, przedstawiciel WHO ds. zdrowia okołoporodowego, a jednocześnie ds. walki z „niebezpieczną” aborcją, sprzęt oraz obsługa medyczna potrzebne do przeprowadzenia aborcji nie różnią się od tych, wymaganych przy innych zabiegach ginekologicznych, dlatego też kobiety, jej zdaniem, powinny mieć zapewniony dostęp do nich pomimo pandemii. Zaznacza też, że brak dostępu do generalnego znieczulenia, antybiotyków i innych tego typu środków nie może być przeciwwskazaniem do zabójstwa prenatalnego. Ponadto wskazuje, że w przypadku braku wykwalifikowanego do dokonania aborcji personelu, można rozważyć zlecanie wykonywania aborcji innym pracownikom służby zdrowia.

Jednakże, mając na uwadze wprowadzone w związku z COVID – 19 obostrzenia, dr Antonella Lavelanet stwierdza równocześnie, że dla wygody pacjentek dobrym rozwiązaniem miałoby być wdrażanie telemedycyny, celem wypisywania e-recept na środki, konieczne do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej w warunkach domowych. Wyrazem tego stanowiska WHO jest wzmianka w przewodniku o potrzebie minimalizowania wizyt w placówkach na rzecz teleporad oraz, gdy to możliwe, samobadania i samodzielnego wykonywania pewnych czynności medycznych, w tym promowanej przez WHO aborcji farmakologicznej. Ponadto WHO rekomenduje, by państwa dostosowały prognozowane regulacje w zakresie produktów medycznych i ich dostaw, wobec przewidywanego wzrostu zapotrzebowania na środki niezbędne do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej.

WHO promuje aborcję farmakologiczną jako nieinwazyjną metodę leczenia i zaleca rozważenie stosowania jej w ramach „bezpiecznej aborcji” do 12 tygodnia, a w niektórych przypadkach nawet do 24 tygodnia ciąży. Organizacja upatruje zagrożenia dla życia matek i dzieci w niechcianych, „dodatkowych” ciążach, które będą miały miejsce w związku z ograniczeniami w zakresie wykonywania aborcji w czasie pandemii. Nie wspomina o realnych negatywnych skutkach, jakie niesie za sobą aborcja farmakologiczna.

Światowa Organizacja Zdrowia oraz inne instytucje popierające aborcję, przedstawiają metodę farmakologiczną jako, rzekomo, znacznie łatwiejszą i mniej dolegliwą alternatywę zabójstwa prenatalnego. Ta dezinformacja prowadzi do tego, że kobiety rozważające poddanie się aborcji farmakologicznej nie są konfrontowane z rzetelnymi faktami na temat jej możliwych skutków. Co za tym idzie, kobieta może doznać dotkliwej traumy, chociażby z tego względu na to, że nie ma pod ręką opieki medycznej w razie wystąpienia nieprzewidzianych objawów, a z wszelkimi konsekwencjami poronienia musi poradzić sobie sama. Jak wskazują statystyki, niemal 1/4 zgłoszonych przypadków aborcji farmakologicznej, które wywołały objawy zagrażające zdrowiu kobiety, zakończyła się hospitalizacją, w związku z ciężkimi infekcjami lub koniecznością przetoczenia krwi. Były wśród nich również przypadki śmiertelne.

Niektóre państwa europejskie, jak Wielka Brytania i Francja, wdrożyły już zalecenia WHO odnośnie umożliwienia kobietom dokonywania aborcji w czasie pandemii. Organizacje proaborcyjne usilnie dążą do tego, aby aborcja, również w innych krajach, została uznana za usługę niezbędną, gdyż, ich zdaniem, w większości państw nie jest ona traktowana priorytetowo i z tego względu zawieszono jej wykonywanie w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. Według organizacji proaborcyjnych, aborcja farmakologiczna jest rozwiązaniem służącym poprawie sytuacji zdrowotnej w państwach na szeroką skalę, w tym doraźnie, w dobie COVID – 19.

„Twierdzenia o pozytywnym wpływie aborcji na zdrowie kobiet nie znajdują uzasadnienia w faktach. Jak już wykazaliśmy w kompleksowej analizie, legalizacja aborcji wcale nie przyczynia się do spadku śmiertelności kobiet, a w niektórych państwach zachodzi wręcz odwrotna korelacja. Aborcja farmakologiczna, poza tym, że stanowi śmiertelne zagrożenie dla poczętego dziecka, jest również niebezpieczna dla przeprowadzających ją kobiet. Powoduje liczne skutki uboczne, a jej następstwa często wymagają hospitalizacji. Wszelkie działania ze strony organizacji międzynarodowych zmierzające do popularyzacji aborcji na globalną skalę są z gruntu sprzeczne z obowiązującym prawem międzynarodowym i wartościami, na których zostało ono zbudowane. System ochrony praw człowieka powstał właśnie po to, by chronić ludzi i ich prawa do życia, także tych najmłodszych i najbardziej bezbronnych przed przemocą i nadużyciami” – podkreśla Karolina Pawłowska, Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję