Reklama

Niedziela Wrocławska

Dusze czyśćcowe tęsknią za Bogiem

W ósmym dniu Nowenny do Miłosierdzia Bożego modlimy się za dusze czyśćcowe słowami podyktowanymi św. Faustynie przez samego Pana Jezusa: „Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym, i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie... O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości” (Dz. 1226)

pixabay

Czy podalibyśmy wodę w zardzewiałym dzbanie? A wino w zardzewiałym kielichu? Z pewnością nie, zwłaszcza gdybyśmy serwowali poczęstunek wyjątkowym gościom. W niebie nie podają w zardzewiałych garnkach. Skoro dusza ludzka jest naczyniem, w które zstępuje Duch Święty, to grzech z pewnością jest rdzą, która je szpeci. Stanem oczyszczania duszy z rdzy, aby mogła odbijać w niebie Boże światło, jest czyściec.

Czyściec to nie bajka

13 maja 1917 r., w niedzielę po Mszy św., Łucja, Hiacynta i Franciszek mieli za zadanie wyprowadzić owce na pastwisko. Łucja zdecydowała, że pójdą do Cova da Iria. Niebawem zaczęło się błyskać i dzieci uznały, że zbliża się burza, postanowiły więc wracać. To wtedy Matka Boża, wtulona w liście skalnego dębu, ukazała im się po raz pierwszy. Pierwszą rozmowę pastuszków z Maryją cytowano już wiele razy, ale jest tam fragment, który w rozważaniu tajemnicy czyśćca zasługuje na uwagę. Łucja zapytała Maryję, co stanie się z nimi, z dziećmi, i Matka Boża potwierdziła, że zarówno ona, jak i Hiacynta oraz Franciszek pójdą do nieba. „Później zapytałam o dwie dziewczynki, które niedawno umarły. To były moje przyjaciółki i uczyły się u nas tkactwa od mojej starszej siostry – wspomina Łucja. – Czy Maria das Neves jest już w niebie? – Tak – odpowiedziała Pani. – A Amelia? – Będzie przebywać w czyśćcu do końca świata – odpowiedziała Maryja”. Łucja dodała, że Amelia miała w chwili śmierci jakieś 18 czy 20 lat.

Reklama

Raj jest otwarty, ale musisz się umyć

To bardzo ważna rozmowa. Maryja w jednej z odpowiedzi potwierdza istnienie czyśćca. Wierzymy, że Boże miłosierdzie gładzi ludzkie grzechy, ale jednocześnie dusza, która jest ubrudzona grzechem, nie może stanąć przed majestatem Boga, nie jest na to gotowa. I według objawień wielu świętych, dusza po śmierci doskonale rozpoznaje, że nie jest gotowa na spotkanie z Bogiem. Św. Katarzyna z Genui w „Traktacie o czyśćcu” pięknie pisze: „Widzę, że Bóg nie otoczył raju bramami zamkniętymi: każdy, kto chce, może wejść do niego; Bóg jest bowiem cały miłosierdziem i ramiona Jego są zawsze ku nam otwarte, aby nas przyjąć do Jego chwały. Lecz zarazem widzę jasno, że Istota Boża jest samą czystością i że dusza, która by miała w sobie jakąś niedoskonałość, a nawet najmniejszy cień, wolałaby raczej rzucić się w tysiące piekieł niż stanąć przed Boskim Majestatem z jakąś zmazą na sobie. Wiedząc zatem, że czyściec jest na to przeznaczony, żeby ją oczyścić z tych plam, sama się w niego rzuca, upatrując w tym wielkie miłosierdzie Boże, które zdolne jest uwolnić ją od owej przeszkody”. Czy my, żyjący, zabiegani, możemy to pojąć? Dusza po śmierci za oczywistość uważa swą niegodność, a za miłosierdzie poczytuje sobie właśnie oczyszczenie w ogniu czyśćca. Jej rozumienie wielkości Boga jest tak pełne i prawdziwe, że nie ośmieliłaby się nawet pragnąć wpuszczenia jej do raju w sytuacji ubrudzenia grzechem.

On jest święty

Reklama

Bóg chce nas w niebie, w swoim domu, ale jednocześnie gdy jesteśmy uwikłani w grzech, nie może nas tam wpuścić. Dlatego czyściec w rzeczywistości nie jest karą dla ludzkiej duszy, ale ostatnią szansą na jej oczyszczenie z rdzy grzechu, by mogła wejść do chwały nieba; jest dostąpieniem miłosierdzia. Dusze czyśćcowe naprawdę pragną doskonałego oczyszczenia. One już wiedzą, kim jest Bóg. I wiedzą, że grzech naprawdę obraża Boga i naprawdę czyni człowieka całkowicie niegodnym spotkania z Nim. Doskonale ujął to sługa Boży abp Fulton J. Sheen: „Im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym bardziej czuje się niegodny. Obraz w świetle świecy zdradza mniej defektów, niż gdy oglądany jest w blasku słońca; podobnie dusze nieco oddalone od Boga są bardziej przekonane o swojej moralnej prawości niż te, które znajdują się blisko Niego. Ci, którzy porzucili blaski oraz splendory świata i od lat żyli w blasku Jego oblicza, pierwsi gotowi są wyznać, jak bardzo przytłacza ich ciężar ich własnych grzechów”. Św. Katarzyna poucza, że „dusze czyśćcowe nie mogą mieć innego pragnienia, jak tylko to, żeby pozostawać tam, gdzie przebywają wedle najsprawiedliwszego zarządzenia Bożego”. Wielki Jan Paweł II w bulli inicjującej Jubileusz Świętego Roku Odkupienia w 1983 r. tłumaczył: „Trzeba odkryć poczucie grzechu, a żeby to osiągnąć, trzeba odkryć poczucie Boga! Grzech jest bowiem obrazą Boga sprawiedliwego i miłosiernego, która wymaga odpowiedniej ekspiacji w tym lub przyszłym życiu”. Czyściec jest niczym więcej, jak właśnie ekspiacją w przyszłym życiu.

Ogień wypala rdzę – abyś rozbłysnął

W stanie ekspiacji i wypalania rdzy grzechu duszy nie jest łatwo. Św. Katarzyna w swym opisie nie pozostawia żadnych złudzeń: „Dusze czyśćcowe doznają cierpień tak srogich, że język ludzki tego wypowiedzieć nie zdoła. (...) kary jego są równe karom piekielnym”. I w innym miejscu: „Chociaż cierpienia ich są nader srogie, dusze te przywiązują większe znaczenie do owej przeszkody, która w nich tkwi, a jest nią sprzeczność między ich wolą a wolą Bożą. Teraz widzą jasno, jak bezmierną i czystą miłością są przez Niego kochane”. Wizje Katarzyny potwierdzają zapisy s. Faustyny z „Dzienniczka”: „Ujrzałam Anioła Stróża, który kazał mi pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjść im z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie” (Dz. 20).

Ojciec Pio, wielki przyjaciel dusz czyśćcowych, widział, w jaki sposób cierpią dusze poddane oczyszczeniu. Wiedział również dokładnie, jaki rodzaj cierpienia przechodzi dana dusza. Znając głębię tego cierpienia i wartość modlitwy wstawienniczej, powtarzał: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się... Musimy opróżnić czyściec. Wszystkie dusze muszą być uwolnione”. Cleonice, najbliższa uczennica Ojca Pio, wiele razy pytała go o to, jak można pomóc duszom znajdującym się w czyśćcu, a on odpowiadał niezmiennie: „Dusze czyśćcowe poświęcamy Bogu poprzez wszystkie dobre uczynki”.

Tęsknota w ogniu

Dusze czyśćcowe tęsknią za Bogiem tęsknotą, której wielkości nigdy nie pojmiemy. To tęsknota tych, którzy Go poznali, którzy zobaczyli Jego miłosierdzie i sprawiedliwość jednocześnie, a nade wszystko Jego świętość. „Gdyby mogły się oczyścić przez skruchę – w jednej chwili spłaciłyby swój dług” – pisze św. Katarzyna. Ale nie mogą. Gdyby mogły wrócić na ziemię i zacząć wszystko od początku – zrobiłyby to. Ale nie mogą. Nade wszystko gdyby tylko mogły zedrzeć z siebie rdzę grzechu i braku miłości aż do samego dna tylko po to, by móc wejść do raju, w ramiona Boga, nawet za cenę bezmiernego cierpienia – zrobiłyby to. I to mogą. Dlatego tęsknota w ogniu jest ich wyborem i jest dla nich łaską. Cierpią uległe i pełne pokoju. W czyśćcu nie ma rozpaczy. Jest nadzieja, bo dusze wciąż zbliżają się do dnia ujrzenia Boga. Jest ból i męka. Czy można coś z tym zrobić?

Dusze zmarłych potrzebują nas...

Gdy tracimy bliskich naszemu sercu, często nasz świat rozpada się na kawałki. Nie potrafimy dalej żyć, szarpiemy się z myślami i z samotnością. Rozłąka, którą przynosi śmierć, nie powinna jednak wyłączyć naszej odpowiedzialności za bliskiego nam człowieka. W tym życiu mogliśmy okazywać mu miłość na tysiące sposobów. Teraz pozostał nam najważniejszy: modlitwa za jego duszę. Gdyby się zdarzyło, że jego dusza trwa w stanie oczyszczenia, nasza modlitwa będzie dla niej prawdziwą pomocą. Los zmarłych zależy od nas, żyjących. Kościół uznał na Soborze Trydenckim i powtórzył na II Soborze Watykańskim, że możemy skutecznie pomagać duszom w czyśćcu poprzez Mszę św. – to dla nich największa pociecha. Św. Robert Bellarmin publicznie nauczał, że ten, kto wstawia się za duszami czyśćcowymi i czyni dla nich dobro, robi w ten sposób więcej, niż gdyby złożył największy datek na rzecz ubogiego jeszcze żyjącego na tym świecie. Św. Alfons Liguori powtarzał, że „jeśli pragniemy skutecznie pomóc duszom w czyśćcu, powinniśmy polecać je w naszych modlitwach Najświętszej Dziewicy Maryi, a szczególnie polecać za nie Koronkę albo Różaniec, który daje im ulgę w cierpieniu”. Czy można to sobie wyobrazić? Można zlekceważyć? Nasza modlitwa ma taką moc, że przynosi ulgę duszom cierpiącym w czyśćcu. Obmywa je i chłodzi. I pamiętajmy: dusze w czyśćcu niczego nie mogą uczynić dla siebie, ale dla nas mogą wyprosić bardzo wiele. Jezus, gdy ukazał się św. Katarzynie Sieneńskiej, wyjawił jej, że wiele łask, które otrzymała, to owoc wstawiennictwa dusz czyśćcowych. Może warto – wierząc w świętych obcowanie – zaryzykować zawarcie takiej przyjaźni? Dusze zmarłych potrzebują nas, a my potrzebujemy ich. Modlitwa jest mostem, na którym możemy się spotkać w drodze do Boga. „Trzeba modlić się za dusze czyśćcowe – powtarzał Ojciec Pio. – To niewyobrażalne, ile mogą uczynić dla naszego dobra duchowego przez wdzięczność okazywaną tym, którzy wspominają je na ziemi i modlą się za nie”.

2019-11-01 18:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Obecne cierpienia i przyszła chwała

2020-07-08 08:41

Niedziela podlaska 28/2020, str. VIII

[ TEMATY ]

Słowo Boże

Adobe Stock

Św. Paweł przekonuje nas dzisiaj, „że obecnych cierpień nie da się porównać z przyszłą chwałą, która ma się w nas objawić”. Całe stworzenie jest podobne do rodzącej kobiety, która woła i cierpi, „ufnie oczekując uznania za dzieci, czyli odkupienia naszego ciała”.

Przyjęcie Słowa Bożego do gleby naszego serca wprowadzi w doświadczenie obecnego cierpienia i niezawodną obietnicę przyszłej chwały.

Obecne cierpienia

„A gdy siał, niektóre ziarna padły koło drogi. Przyleciały ptaki i wydziobały je”. W tym zdaniu odnajdujemy pierwszą trudność i powód obecnego cierpienia na drodze wiary. Jezus Chrystus uprzedza nas, że istnieje Zły, który przychodzi i chętnie „wyrywa to, co zostało zasiane”. Nie wystarczy zatem słuchanie Słowa Bożego, ale trzeba je obronić przed wydziobaniem. W przeciwnym razie spełni się na nas proroctwo Izajasza: „Będziecie przysłuchiwać się, ale nic nie zrozumiecie, będziecie się wpatrywać, ale nie zobaczycie. Serce tego ludu stało się bowiem gnuśne, ich uszy dotknęła głuchota, a oczy ślepota, bo nie chcą widzieć ani słyszeć i nie chcą zrozumieć ani się nawrócić, żebym ich uzdrowił”. Ochrona ziarna przed ptakami Złego pociąga za sobą obecne cierpienia.

„Inne padły na grunt kamienisty, gdzie było mało ziemi, i szybko wzeszły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy pokazało się słońce, przypaliło je i uschły, bo nie zapuściły korzeni”. Początkowy zapał i przyjęcie z entuzjazmem Słowa Bożego nie chroni przed kolejną trudnością, którą jest nieugruntowanie i niestałość. Możliwe, że każdy człowiek rozpoczynający drogę wiary „nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Dlatego gdy przychodzą trudności lub prześladowanie z powodu słowa”, tak łatwo się załamać. Obecne cierpienia stanowią okazję do ugruntowania swojego wyboru wiary i przezwyciężenia pokusy „słomianego zapału”. Okres suszy może być czasem puszczania korzeni w głąb oraz wołania o deszcz i śnieg, które „spadają z nieba nie po to, by tam wrócić, lecz aby nawodnić ziemię, użyźnić ją i zapewnić urodzaj”.

„Inne padły między ciernie. A ciernie wyrosły i przygłuszyły je”. Kolejną trudnością są codzienne troski i powaby bogactwa, które mogą całkowicie zagłuszyć ziarno Słowa, że nie wydaje żadnego owocu. Zmaganie się z cierniami codzienności, których nie można tak sobie powyrywać, ale cierpliwie i uważnie wypalać, aby nie przygłuszyły Słowa Bożego w naszym życiu. Nie jest wykluczone, że walka o wierność Słowu w cierniach codzienności, jest największym powodem obecnych cierpień.

Przyszła chwała

„Jeszcze inne padły na glebę urodzajną i wydały plon: jedno stokrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inne trzydziestokrotny”. Glebą urodzajną są ci ludzie, którzy przeszli przez powyższe trudności i zachowali Słowo życia. Przeszli przez doświadczenie odganiania niebezpiecznego ptactwa, okresu dojmującej suszy i walki z chwastami, które często rosły szybciej niż Słowo. Motywacją na tę drogę mogło być proroctwo Izajasza dotyczące Słowa Pańskiego: „Wychodzi ono z ust moich, nie po to, by wrócić do Mnie bezowocnie, lecz aby wypełnić moją wolę i spełnić to, z czym je posłałem”. Cierpienie nie jest bowiem ostatnim słowem Ewangelii, bo przyszła chwała jest nieporównywalnie większa.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent na Jasnej Górze

2020-07-13 21:13

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Andrzej Duda

Jakub Szymczyk/KPRP

Na wieczorną modlitwę Apelu Jasnogórskiego w poniedziałek przybył prezydent Andrzej Duda – wynika z transmisji na stronach częstochowskiego sanktuarium.

Apel Jasnogórski rozpoczyna się o godz. 21. Wcześniejszy przekaz sanktuarium na żywo z Kaplicy Cudownego Obrazu pokazał Andrzeja Dudę modlącego się w ciszy przed rozpoczęciem tej modlitwy.

W poniedziałek wieczorem przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak poinformował, że Duda został wybrany ponownie na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, uzyskując niedzielnych w wyborach 10 mln 440 tys. 648 głosów, to jest 51,03 proc. (Rafał Trzaskowski 10 mln 18 tys. 263 głosy, to jest 48,97 proc.).

W ostatnich dwóch tygodniach obydwa wieczory wyborcze spędził na Jasnej Górze prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Apel Jasnogórski to codzienna wieczorna modlitwa w intencji Polski i Kościoła. Zainicjował ją 8 grudnia 1953 r. ojciec Jerzy Tomziński, dziś najstarszy żyjący pauliński mnich, proszący też wówczas o uwolnienie prymasa Stefana Wyszyńskiego, który darzył go życzliwością i zaufaniem. Obecnie Apel Jasnogórski jest codziennie transmitowany przez różne środki przekazu.

Na początku marca jasnogórscy paulini zainicjowali zanoszenie w trakcie Apelu Jasnogórskiego suplikacji, czyli wołań przebłagalnych o oddalenie epidemii koronawirusa. Suplikacje zwyczajowo zanoszone są przed obliczem Matki Bożej w chwilach zagrożeń. Zachęcają również do pokładania nadziei w Bogu.(PAP)

autor: Mateusz Babak

mtb/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję