Reklama

Ważne słowa abp. Jędraszewskiego o ideologii LGBT

2019-11-08 08:08

red/wpoliyce.pl

Artur Stelmasiak/Niedziela

O „tęczowej zarazie” abp Jędraszewski mówił podczas mszy świętej z okazji 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Jak mówił wtedy, „czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa”.

– Co jakiś czas mówi się, że żyjemy w czasach ostatecznych, a potem okazuje się, że był czas wielkiego kryzysu i żyjemy dalej. Kościół trwa, a bramy piekielne go nie przemogą - taka jest prawda, która się ciągle, nieraz mimo wielkich trudności, nieraz prawdziwych katastrof, potwierdza. Mówię o katastrofach chociażby wtedy, kiedy doszło do podziału zwłaszcza chrześcijaństwa na Zachodzie mniej więcej 500 lat temu, to była prawdziwa katastrofa nie tylko religijna. Pociągnęła ona za sobą wiele innych, fatalnych następstw, niektóre z nich trwają po dzień dzisiejszy. Katastrofą na pewno był wiek XX, kiedy przerażające w skutkach systemy totalitarne, bolszewicki, czerwony, nazistowski, hitlerowski, niemiecki - to były katastrofy. Wtedy ludzie w dużej mierze byli przekonani, że to czasy ostateczne i w jakiejś mierze takie były, bo trzeba było podejmować wtedy bardzo ważne i w jakiejś mierze ostateczne decyzje „za” lub „przeciw”. To wcale nie znaczy, że kończy się czas, bo my tego nie wiemy, wie to tylko Pan Bóg - powiedział metropolita krakowski.

Odnosząc się do pytań o to, czy dziś żyjemy w czasach ostatecznych, odpowiedział: „To są pytania ludzi, którzy patrzą na świat w kategoriach czysto ludzkiego przewidywania. Odwołam się do tego, czego doświadczałem pod koniec lat 70, będąc w Italii na studiach. Kiedy wybrano nowego papieża Karola Wojtyłę, to nastąpiło przerażenie w intelektualnych środowiskach włoskich, a także pośród najwybitniejszych przedstawicieli świata politycznego. Oni się bali tego papieża. Bali się, że na pewno coś się stanie, ale to się może skończyć wojną. Oni inaczej sobie wyobrażali koniec żelaznej kurtyny, a jeśli wojna, to wojna atomowa. Bano się skutków tego co może się stać, ponieważ patrzono na historię w kategoriach czysto ludzkich. Nie brano pod uwagę tego, czym żył Jan Paweł II, co głosił. Pamiętajmy, że nad ludzką historią, nad ludzkimi dziejami jest Bóg i Boża Opatrzność. Zaufajmy jej i bądźmy jej wierni, zwyciężymy”.

Reklama

Abp Jędraszewski wyjaśnił również wypowiedziane w krakowskiej Bazylice Mariackiej podczas kazania w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego słowa o „tęczowej zarazie”. Wskazał, że „ideologia LGBT” dojrzewała jeszcze przed wybuchem rewolucji seksualnej w 1968 roku: „Dzisiaj są kolejne odsłony tamtego generalnego zakwestionowania: zakwestionowania najpierw istnienia Pana Boga, a potem tej koncepcji człowieka, która wyrasta z tradycji greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej - poprzez powrót do wizji czysto pogańskich. Dla Marcusego chodziło o powrót do takiego człowieczeństwa, które wyraża się poprzez symbole Narcyza i Orfeusza. Narcyza zapatrzonego tylko i wyłącznie w siebie, Orfeusza, który chce całe swoje życie urządzać tylko według potrzeb seksualnych. Jest to spłaszczenie człowieka, pozbawienie go wymiaru rozumności”.

– Podobnie jak inne ideologie, czerwona, bolszewicka czy hitlerowska, to są ideologie, czyli pewne programy skierowane do naszych umysłów, do naszych serc, po to żeby doprowadzić nas do zupełnie nowego odczytania siebie i świata oraz naszego przeznaczenia. W tym sensie są to ideologie niezwykle niebezpieczne, gdyż dotykają istoty naszego ducha.

Spotykam się z zarzutami, że jakim prawem mogłem porównać LGBT do czerwonej zarazy. Po pierwsze, w tamtych czasach Powstania Warszawskiego, ale zwłaszcza potem, nie można było mówić o komunizmie jako zarazie i o ideologii. Mówiono jako o prawdzie naukowej, światopoglądzie naukowym. Dzisiaj możemy wrócić do tej prawdy, ją tak genialnie intuicyjnie określił wtedy Ziutek Szczepański doświadczając tego, co może z człowiekiem zrobić ta ideologia, to znaczy przekreślić najbardziej podstawowe elementy ludzkiej solidarności. Także doprowadzić do tego, że armia radziecka stoi po drugiej stronie Wisły i patrzy z obojętnością na dymy walczącej Warszawy, czekając aż dymy zagasną, a ludzie przestaną istnieć.

Było to pozbawienie się najbardziej podstawowych odczuć ludzkich, to co genialnie wyraził Gustaw Herling-Grudziński w „Innym Świecie”. Inny świat to świat bez dekalogu, bez Boga - jest to zaraza. Dzisiaj zagraża nam ideogia innego rodzaju, ale też podobna. Mamy bowiem przedefiniować to, kim jesteśmy jako ludzie, doprowadzając do tego, że przyjmując wizję czysto materialistyczną, mamy sprowadzić siebie do stworzenia, które żyje tylko i wyłącznie swoją seksualnością. Zresztą Marcuse podał jako kryterium postępu cywilizacyjnego, tezę, że im więcej seksualizacji w życiu codziennym, tym większy postęp ludzkości. Z tym mamy dzisiaj do czynienia – mówił krakowski metropolita.

Hierarcha stwierdził, że ideologia LGBT jest zaprzeczeniem wizji jaką miał Bóg, stwarzając człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo: „Najgłębszym przejawem naszego podobieństwa do Pana Boga jest to, że potrafimy być odblaskiem jego miłości. A ona jest pełna dobroci, pełna życzliwości, ofiarna, bezinteresowna. Stwarzając człowieka jako kobietę i mężczyznę Pan Bóg zawarł bardzo konkretny plan, kim każdy z nas jest, w swojej strukturze, także biologicznej i jak ma swoje człowieczeństwo realizować. Natomiast wszystko, co temu zaprzecza, jest na pewno czymś, co uderza w zamysł Boży. Można się tutaj odwołać do słów samego Pana Jezusa: niech wasza mowa będzie ‘tak-tak’, ‘nie-nie’, a co nadto- jest od złego. Mamy dzisiaj właśnie do czynienia z tym, co ‘nadto’”.

Komentując kwestię wprowadzania do języka pojęcia „małżeństwa” w stosunku do par jednopłciowych, abp Jędraszewski powiedział: „To jest bardzo perfidna operacja na języku, zabieg znany chociażby z czasów bolszewickich. Zmienia się myślenie człowieka, zmieniając treść pojęć i ludzie tych pojęć używają i nie zdają sobie sprawy, że przypisują im zupełnie inne znaczenie i w tym przypadku jest to przekreślenie Bożego zamysłu”.

Krakowski metropolita zapytany o kompromis aborcyjny funkcjonujący w Polsce od 26 lat i o to, czy episkopat powinien wzmóc presję na ustawodawcę, odpowiedział: „Piąte przykazanie dekalogu brzmi jednoznacznie ‘Nie zabijaj’. Tam nie ma dalszego uszczegółowienia kogo możemy zabić, a kogo nam zabijać nie wolno. Nikogo nam nie wolno zabić i każdy z nas właśnie dlatego, ze jest człowiekiem, jest i powinien być stróżem brata swego, czyli być stróżem jego życia. Pod tym względem nauka Kościoła jest jednoznaczna i w tym co mówię tkwi też odpowiedź, czy możemy się zadowolić tym tzw. kompromisem, który sprawia, że jednak oficjalnie, ponad 1000 dzieci w ciągu roku w Polsce podlega temu nikczemnemu procederowi. Odwołałbym się do proroczych słów Jana Pawła II, kiedy był po raz pierwszy w Polsce po przemianach ‘89 roku w Kielcach. Odłożył kartkę i mówił, że "Polska jest jego matką, ojczyzna jest jego matką i dlatego nie może zgodzić się na to, co się w tej naszej ojczyźnie, ziemskiej matce się dzieje”.

Komentując problem wykorzystywania nieletnich przez duchownych, powiedział: „że problem był i być może jeszcze w jakiejś mierze jest obecny. Nie możemy powiedzieć, że go nie ma, w imię prawdy. Natomiast prawda domaga się od nas wszystkich tego, abyśmy spojrzeli na to w kategoriach odpowiedzi na pytanie: jak procentowo te straszne rzeczy przedstawiają się w Kościele, w stosunku do innych rzeczywistości społecznych, innych zawodów, innych ludzi, którzy zajmują ważne miejsce w naszym społeczeństwie. Okazuje się, że ilość tych naprawdę bardzo złych zdarzeń sięga zaledwie kilku procent jeśli chodzi o księży. Trzeba 2więc na to spojrzeć obiektywnie. Tymczasem robi się z Kościoła, a właściwie z duchownych, osoby, które jako jedynie są odpowiedzialne za ten odrażający proceder. Natomiast jeśli chodzi o Kościół, jest tam bardzo mała liczba duchownych winnych pedofilii. Jest to na pewno problem społeczny, dużo bardziej szeroki, o którym trzeba mówić. A w imię elementarnej sprawiedliwości społecznej należy wołać o ochronę wszystkich dzieci zagrożonych pedofilią”.

Tagi:
abp Marek Jędraszewski

Abp Jędraszewski: od nas zależy, czy ocalimy chrześcijan w Syrii

2019-12-06 16:51

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej / Malula (KAI)

- Z tego miejsca, naznaczonego bólem, cierpieniem, wojną, ale też nadzieją przetrwania, zwracam się z apelem o pomoc, by wspierać tych chrześcijan, którzy ciągle tutaj trwają i żyją, aby na tym miejscu ocaleli ci, którzy mówią językiem Pana Jezusa. To przejmujące świadectwo trwałości Ewangelii – mówił abp Marek Jędraszewski w syryjskiej Maluli.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

Metropolita krakowski rozpoczął Podróż Solidarności do Kościoła w Syrii. Na początku udał się do miasteczka Sajdnaja, gdzie zwiedził klasztor. Znajduje się w nim ikona Matki Bożej, której autorstwo przypisuje się św. Łukaszowi. W świątyni podziwiać można niezwykły ikonostas.

– Mówi on o wierze tych ludzi, o ich oddaniu się Panu Bogu, o tym, co przeżywają, kiedy swoje życie łączą z życiem Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Tutaj zaczynamy naszą Podróż Solidarności do Kościoła w Syrii, który cierpi z powodu wojen i prześladowań. Chcemy okazać swoją solidarność i pamięć o nich. Choć żyjemy daleko, to nie zapominamy o naszych braciach i siostrach mieszkających tutaj, o Kościele który rodził się niemalże jednocześnie z Kościołem w Jerozolimie. (…) Od modlitwy przed ikoną Matki Najświętszej zaczynamy naszą Podróż Solidarności do Kościoła, który cierpi, ale który jest i się modli, a swoim cierpieniem i modlitwą daje nam tyle siły i nadziei na naszą polską rzeczywistość – powiedział metropolita krakowski.

Arcybiskup odwiedził również Malulę, zniszczoną przez wojnę miejscowość, zamieszkałą dziś przez chrześcijan posługujących się językiem aramejskim. W zachodniej części miasta znajduje się klasztor św. Sergiusza i św. Bakchusa, zbudowany w miejscu pogańskiej świątyni Apollina. Ważnym dla Polaków fragmentem historii klasztoru jest dwumiesięczny pobyt gen. Władysława Andersa, który stacjonował tu z żołnierzami Wojska Polskiego wędrującymi z terenów Związku Sowieckiego przez Bliski Wschód na fronty II wojny światowej.

W dowód wdzięczności za serdeczne przyjęcie, jakiego doświadczyli Polacy, gen. Anders podarował klasztorowi dwie XVIII-wieczne ikony – Chrystusa Arcykapłana i Matki Bożej z Dzieciątkiem. Do niedawna były one umieszczone w ikonostasie, ale podczas zajęcia miasta przez dżihadystów w 2014 r. zostały zrabowane, a kilka miesięcy temu zastąpione kopiami ofiarowanymi przez Archidiecezję Łódzką.

– Z tego miejsca, naznaczonego bólem, cierpieniem, wojną, ale też nadzieją przetrwania, zwracam się z apelem o pomoc, by wspierać tych chrześcijan, którzy ciągle tutaj trwają i żyją, aby na tym miejscu, ocaleli ci, którzy mówią językiem Pana Jezusa. To przejmujące świadectwo trwałości Ewangelii. Na nas spoczywa szczególna odpowiedzialność, aby trwanie chrześcijaństwa było tutaj żywotnym znakiem trwania Ewangelii dla wszystkich – przekonywał metropolita.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Milewski: językiem Boga jest cisza

2019-12-15 21:31

eg / Przasnysz (KAI)

Trzeba docenić ciszę, która jest językiem Boga. Narodziny Syna Bożego wydarzyły się w ciszy - zaznaczył bp Mirosław Milewski 15 grudnia wieczorem w Sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej Przewodniczki w Przasnyszu, na zakończenie oktawy ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Gospodarzami sanktuarium i parafii pw. św. Stanisława Kostki są ojcowie pasjoniści.

Bożena Sztajner

Bp Mirosław Milewski na zakończenie oktawy ku czci Maryi Niepokalanej przypomniał, że wierni miasta Przasnysza przez osiem dni, dzień po dniu, spotykali się przed obrazem Maryi – Ocaleniem Ludu Bożego. W tym roku dzień ósmy przypadł w Niedzielę Gaudete, zwaną Niedzielą Radości. Radość wynika z faktu, że „jutrzenka Bożego Narodzenia jest już coraz bliżej”.

Zwrócił uwagę, że Maryja jest „kobietą ciszy”. Najważniejsze decyzje w swoim życiu podejmowała w milczeniu, w zadumie, w ciszy. Gdy przyszedł do niej Archanioł Gabriel, gdy musiała zadeklarować, czy będzie Matką Boga, nie ogłaszała tego po rynkach, nie pytała psychologów czy terapeutów, nie szła do astronoma, lecz „rozważała te sprawy w swoim sercu” (por. Łk 2,19). Maryja potrzebowała ciszy, aby odpowiedzieć Bogu.

Dodał też, że dziś, jak chyba nigdy wcześniej w historii świata, tak wielu ludzi ma tak wiele do powiedzenia na tak różne tematy: w radiu, w telewizji, na forach internetowych. W tym wszystkim gdzieś próbuje się przebić jeszcze jedno Słowo - Słowo w Chrystusie, które stało się Ciałem, przynosząc Słowo Boga o Jego miłości do człowieka.

- Maryja Niepokalana to nie tylko kobieta ciszy – to także kobieta czynu. To kobieta niezwykle odważna, silna siłą, której źródłem jest pokora i zaufanie Bogu. Ona podejmowała odważne decyzje, które w czasach, gdy żyła, wydawały się kulturowo niepojęte. Pozostaje dla nas „wojowniczką Boga”. Stojąc pod Krzyżem Swego Syna dała wzór czynu heroicznego, którego skali nie sposób określić – zaakcentował kaznodzieja.

Zaznaczył też, że Maryja na zakończenie oktawy wzywa do religijnej mobilizacji, duchowych czynów, godnego przeżycia ostatnich dni Adwentu i zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Obecnie bardzo potrzeba „chrześcijan czystego serca, pięknych duchowo, szukających świata ewangelicznych wartości”.

W uroczystości ku czci Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Przasnyszu licznie uczestniczyli parafianie i mieszkańcy Przasnysza, ojcowie pasjoniści i siostry zakonne. Gospodarzem spotkania był. o. Wiesław Wiśniewski CP, przeor klasztoru i proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Przasnyszu.

W Sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej Przewodniczki w Przasnyszu, którym opiekują się ojcowie pasjoniści, od około 400 lat czci się Matkę Bożą, są tam też uroczyście odprawiane nieszpory w oktawie uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Słynący łaskami obraz Matki Bożej Niepokalanej Przewodniczki w 1605 r. ufundował Paweł Kostka, rodzony brat św. Stanisława Kostki. Jest on kopią obrazu Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego) - obrazu z rzymskiej bazyliki Matki Bożej Większej. W 1977 r. przasnyski obraz koronował ówczesny biskup płocki Bogdan Sikorski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem