Reklama

Kościół

Kraków: "Noc Świadków" w solidarności z Kościołem Prześladowanym

"Noc Świadków" - w solidarności z prześladowanymi chrześcijanami zorganizowana została 9 listopada w Krakowie przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie we współpracy z Parafią pw. Wniebowzięcia NMP. Wieczorna Eucharystia, której przewodniczył metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski rozpoczęła obchody XI Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

[ TEMATY ]

Pomoc Kościołowi w Potrzebie

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska/www.diecezja.pl

„Noc świadków” rozpoczął flashmob na Rynku Głównym, który miał za zadanie uświadomić zebranym, że męczeństwo za wiarę jest aktualnym problemem współczesnego świata. Jak wyjaśnia Aleksandra Mętel z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, pomarańczowe stroje, w które byli ubrani mężczyźni, są znakiem solidarności z osobami prześladowanymi przez takie organizacje, jak np. Państwo Islamskie. Używają oni strojów więziennych, aby upokorzyć prześladowanych. W ten sposób Stowarzyszenie chce upamiętnić ich męczeńską śmierć. – Jest to kolejna tego typu akcja organizowana w Krakowie. Działamy w ten sposób, bo chcemy oddziaływać na różne zmysły i korzystać ze środków przekazu, jakie daje nam współczesny świat. Odwołujemy się do słuchu, do wzroku, również trochę szokujemy, bo niestety dzisiejszy świat posługuje się informacjami drastycznymi, szokującymi – wtedy dopiero jesteśmy w stanie wywołać jakąś reakcję w ludziach – powiedziała Aleksandra Mętel.

Mszy św. w bazylice Mariackiej przewodniczył abp Marek Jędraszewski. W homilii nawiązał do wydarzeń opisanych w Drugiej Księdze Machabejskiej, kiedy to za wyznawanie wiary w Boga, uwięziono pewną matkę i jej siedmiu synów. - Woleli zginąć, wierząc w życie wieczne, niż ulec pogańskiemu władcy. Pierwsze przykazanie Dekalogu wyraża konieczność uznania Boga jako najwyższego i jedynego władcę tego, co istnieje – podkreślił metropolita. Odwołał się też do świadectwa św. Justyna i jego towarzyszy, którzy podczas prześladowań w czasach Marka Aureliusza, stanęli przed sądem prefekta Rzymu, Rustyka.

Reklama

Metropolita krakowski podkreślił, że czasy męczeństwa nie minęły, a wiek XX stał się na nowo czasem męczenników. - Wiek XXI jest także, niestety, wiekiem męczenników. Jak wiemy z raportu Światowego Indeksu Prześladowań, od 60 lat, około 245 mln naszych sióstr i braci znajduje się w stanie poważnego zagrożenia zdrowia i życia, tylko dlatego, że żyją dla Chrystusa. Statystycznie rzecz biorąc, co 5 minut, ginie za wiarę jeden chrześcijanin, co sprawia, że rocznie jest ich 105 tysięcy – mówił arcybiskup i podkreślił, że powyższe liczby świadczą nie tylko o skali prześladowań, ale również o potędze Kościoła, który jest silny wiarą męczenników.

Metropolita odwołał się do słów Tertuliana: „ Zasiewem Kościoła jest męczeńska śmierć chrześcijan”. – Wychwalamy Boga za tych, którzy są, dzięki łasce Ducha Świętego, wierni Jemu aż do końca, bo na ich świadectwie buduje się Kościół. Stąd konieczność naszej pamięci i modlitwy za tych, którzy poddani są próbie ostatecznej. Zarówno męczennicy za czasów Machabeuszy, jak również pierwsi chrześcijanie, których głosem jest m.in. św. Justyn – do końca byli nęceni uwolnieniem za cenę wyrzeczenia się Boga. Tak jest i teraz. Ci prześladowani przez islamskich ekstremistów mogą odzyskać wolność za cenę uznania Mahometa. A jednak trwają przy Chrystusie aż do końca – zauważył.

Kończąc homilię, arcybiskup podkreślił, że XI Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym jest poświęcony pamięci i modlitwie za cierpiących w Sudanie Południowym. Mieszkający tam chrześcijanie mierzą się również z głodem, bezdomnością i powodzią, która zatruła studnie i zbiorniki wodne. – Trwają przy Bogu, będąc wyznawcami świętego, apostolskiego i katolickiego Kościoła. Czekają na naszą modlitwę solidarności (…) aby wytrwali, nie załamali się, i aby na ich wierze budował się Kościół – mówił na zakończenie metropolita.

Po Mszy św., sprawowanej pod przewodnictwem metropolity krakowskiego, rozpoczęło się modlitewne czuwanie upamiętniające współczesnych świadków wiary i męczenników. Uczestnicy wydarzenia mogli poznać chrześcijan, którzy w XXI w. doświadczyli prześladowań z powodu wiary w Chrystusa z różnych krajów: Nigerii, Egiptu, Pakistanu, Francji, Syrii, Iraku a także Polski. Świadectwo wygłosiła Maryam Kurda, chrześcijanka z Iraku, która była bezpośrednim świadkiem ucieczki chrześcijan w 2014 r. z Równiny Niniwy w wyniku wypędzenia przez ekstremistów z tzw. Państwa Islamskiego (ISIS).

2019-11-10 10:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Solidarni z Libanem - apel PKWP, jutro transport humanitarny

[ TEMATY ]

Liban

Pomoc Kościołowi w Potrzebie

disha1980/fotolia.com

Pomoc Kościołowi w Potrzebie przy współpracy z Ministerstwo Obrony Narodowej organizuje 20 sierpnia transport humanitarny do Libanu. Potrzeba żywności, leków i środków higienicznych.

- Chcemy przekazać 100 tys. złotych wsparcia. Prosimy o Państwa wsparcie - informuje ks. Waldemar Cisło, dyrektor Polskiej Sekcji Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Sytuacja w Libanie staje się coraz bardziej dramatyczna. Do tej pory była związana z wyjątkowo trudną sytuacją gospodarczą w regionie, pandemią koronawirusa i wojną w Syrii. PKWP prognozuje, że z końcem roku Liban czeka kryzys głodu i ludność będzie masowo umierać. Teraz sytuację spotęgował wybuch w porcie. Co najmniej 220 osób zginęło, a 6 tys. zostało rannych, ponad 300 tys. zostało bez dachu nad głową po eksplozji 2750 ton azotanu amonu przechowywanego w magazynach portu w Bejrucie.

– Nie możemy być obojętni, aby libańskie dzieci umierały z głodu. Już dramatyczna sytuacja humanitarna - stała się jeszcze bardziej dramatyczna po wybuchu jaki miał miejsce we wtorek. Ten piękny i historyczny kraj dziś krwawi. Nie zapomnijmy o tych ludziach a szczególnie o dzieciach – mówi ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor Polskiej Sekcji Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

PKWP chce przygotować paczki żywnościowe dla 2 tys. rodzin z produktami z długą datą ważności, które można przetrzymywać bez lodówki, a więc min. mleko w proszku, cukier, makaron, konserwy, a następnie wysłać je drogą powietrzną do Libanu. Samolot może zabrać 40 ton.

– Przed grudniem libańskie dzieci będą umierać z głodu. Przed wybuchem w Bejrucie już ponad milion ludzi nie było stać na artykuły pierwszej potrzeby, z czego ponad połowę stanowili nieletni. W tym roku lokalna waluta straciła już ponad 80 proc. wartości. Słyszałem o dziewięcioletniej dziewczynce sprzedającej chusteczki przy autostradzie, aby jej rodzeństwo nie głodowało – wyjaśnia Sebastian Banasiewicz z PKWP.

Firmy i osoby prywatne zainteresowane przekazaniem konkretnych produktów proszone są o kontakt mailowy: info@pkwp.org, bądź telefoniczny: 22 845 17 09.

Pieniądze można wpłacić za pośrednictwem ZRZUTKI: https://zrzutka.pl/bejrut

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Wieluński Szlak Roku 1920 i Piknik Wiktoria 1920

2020-09-28 10:23

[ TEMATY ]

Muzeum Ziemi Wieluńskiej

Muzeum Ziemi Wieluńskiej

25 września grą miejską dla drużyn szkół średnich zainaugurowano Wieluński Szlak Roku 1920 realizowany w ramach zadania „Młodzi aktywni 1920 – Młodzi pamiętają 2020”.

Gra rozpoczęła się na dziedzińcu Liceum Ogólnokształcącego im. Bp. T. Kubiny w Wieluniu (dawniej Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki). Zapoczątkowała ją inscenizacja pożegnania uczniów gimnazjum w lipcu 1920 r., którzy ochoczo odpowiedzieli na apel polskich władz i wraz ze swoim nauczycielem zaciągnęli się do polskiego wojska, aby bronić ojczyzny przed Armią Czerwoną.

Zobacz zdjęcia: Wieluński Szlak Roku 1920 i Piknik Wiktoria 1920

Gra składała się z siedmiu punktów. Uczniowie odwiedzili wieluński zamek, dotarli do tablic pamiątkowych na pl. Kazimierza Wielkiego, zapalili znicze na grobach Józefa Kubalczyka i ks. Józefa Pruchnickiego, spoczywających na wieluńskim cmentarzu, zatrzymali się przy odrestaurowanych fundamentach wieluńskiej fary i zakończyli grę w Muzeum Ziemi Wieluńskiej – inicjatora gry.

W tym samym dniu odbył się Piknik Wiktoria 1920 z udziałem Kieleckiego Ochotniczego Szwadronu Kawalerii im. 13. Pułku Ułanów Wileńskich, grupy rekonstrukcyjnej „Walhalla” (inscenizacja historyczna), Stowarzyszenia Historycznego Bataliony Obrony Narodowej, 4. Wieluńskiej Wielopoziomowej Drużyny Harcerskiej „Watra” i 5. Wieluńskiego Szczepu Harcerskiego „Piątka”.

Piknik poprzedził przemarsz Orkiestry Dętej Dzietrzkowice.

W trakcie pikniku wszyscy chętni mogli oglądać w Muzeum wystawę „Do broni! Mieszkańcy ziemi wieluńskiej w walkach o wschodnie granice Rzeczypospolitej w latach 1918-1921”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję