Reklama

Wiadomości

Tłumy na Marszu Niepodległości w Warszawie

101 lat temu Rada Regencyjna przekazała naczelne dowództwo wojsk polskich Józefowi Piłsudskiemu; w 1937 r. Sejm RP ustanowił w dniu 11 listopada państwowe obchody Święta Niepodległości. W całym kraju organizowane są patriotyczne uroczystości. W Warszawie ruszył Marsz Niepodległości.

[ TEMATY ]

marsz

TV TRWAM

2019-11-11 17:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Karolina Staszak: plakat Marszu Niepodległości nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem

[ TEMATY ]

marsz

różaniec

youtube.com

Promujący tegoroczny Marsz Niepodległości plakat, z pięścią ściskającą różaniec, nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem - pisze w przesłanym KAI komentarzu Karolina Staszak, redaktor naczelna magazynu o sztuce “Arteon”, analizując m.in. cechy dojrzałej duchowości, które na podstawie adhortacji „Ewangelii gaudium” sformułował abp Grzegorz Ryś.

Publikujemy komentarz red. Karoliny Staszak:

Próbując ocenić plakat promujący tegoroczny Marsz Niepodległości, warto zestawić go z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli autorstwa Elżbiety Podleśnej, który kilka miesięcy temu wywołał tyle kontrowersji wśród katolików. Obie grafiki łączy niestosowność wynikająca z połączenia elementów do siebie nieprzystających ze względu na wartości, do jakich się odnoszą (tak jak robiła to grafika Podleśnej, łącząca symbol ruchu/ideologii LGBT z ikoną), jednak motyw pięści konotuje przemoc (czego nie robi tęcza), dlatego wydźwięk plakatu Marszu dodatkowo powiela nieprawdę na temat wspólnoty Kościoła – jasno sugeruje, że ma ona coś wspólnego z nienawistną ideologią.

Zarówno motyw (gest zaciśniętej pięści), jak i stylistyka (gruba kreska budująca masywne, ciężkie przedramię) nawiązuje do niechlubnych wzorów. Z jednej strony są to grafiki promujące radykalne ruchy niestroniące od przemocy, jak ruch antyfaszyzmu inspirowanego komunizmem, autonomizmu łączącego anarchizm z marksizmem czy neofaszyzmu głoszącego „white power”. Owszem, podobny wizerunek pięści pojawia się także w mniej brutalnych kontekstach, ale właśnie na tym polegają kompetencje kulturowe, że tworząc wizualny komunikat, mamy na względzie przede wszystkim skojarzenia, które są problematyczne. Nawet szlachetne przesłanie (np. wezwanie do modlitwy) uczynią kontrowersyjnym. Organizatorzy marszu zwołali konferencję, na której usiłowali zneutralizować dostrzeżony przez odbiorców przemocowy charakter plakatu, wskazując m.in. na zdjęcie modlącego się Jana Pawła II, trzymającego różaniec w zaciśniętej dłoni, co – o ile nie jest kpiną – może świadczyć o tym, że naprawdę nie są biegli w ikonosferze popularnej oraz nie potrafią przeprowadzić rzetelnej analizy porównawczej przekazu wizualnego. Nie można nie zauważyć, że na przypomnianym zdjęciu papież, trzymając różaniec w zaciśniętej dłoni, nie wznosi jej, lecz podpiera nią głowę pochyloną nad Pismem Świętym, gdyż właśnie kontempluje fragmenty odnoszące do tajemnic różańca. Czy plakat także uwzględnia ten najważniejszy, kontemplacyjny aspekt modlitwy? Oczywiście, że nie.

Z drugiej strony – idąc tropem zarówno ikonografii, jak i stylistki – mamy socrealizm z jego najbardziej reprezentatywnym dziełem zatytułowanym „Robotnik i kołchoźnica” Wiery Muchiny, wyrażający triumf i ekspansję. W tym przypadku układ pięści jest nieco inny, gdyż wymuszony został rodzajem dzierżonych przez bohaterów przedmiotów – sierpa i młota – atrybutów ludzi pracy, które stały się symbolem rządów proletariatu, a dla wspólnot doświadczonych ideologią komunistyczną są także symbolem krwawego terroru. Jak na ironię, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” to jeden z ulubionych okrzyków obnoszących się ze swoim katolicyzmem środowisk narodowych, które także z różańca zrobiły teraz rodzaj broni – kastet. Plakat, poprzez sugestywne intertekstualne związki, konotuje nie tylko przemoc, ale także myślenie w kategoriach ideologicznej walki, która nie ma nic wspólnego z Ewangelią kontemplowaną podczas modlitwy różańcowej.

Znaczące jest delikatne „rozbujanie” krzyża, znajdującego się przy dolnej granicy przedstawienia, jakby na marginesie. Zarówno krzyż, jak i medalik z Matką Boską zostały potraktowane szkicowo, w odróżnieniu od pięści wyrysowanej mocną kreską, dlatego to nie one przyciągają uwagę, lecz właśnie gest. W ten sposób plakat demonstruje siłę, moc, ale nie jest to owa moc „doskonalona w słabości”, o której pisał św. Paweł. W kontraście do pięści, naszkicowane krzyż i medalik jawią się tutaj jako zaledwie preteksty, a nie pełne treści znaki, które organizują chrześcijański światopogląd. Trzeba jednak przyznać, że wizualność tego plakatu dobrze oddaje klimat masowego marszu, na którym wznoszone bywają nienawistne okrzyki na zmianę z hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”. Plakat więc jest o tyle cenny, że uświadamia realne zagrożenie dla katolików w Polsce – próbę instrumentalizacji Kościoła, a nawet zawłaszczenia w sferze publicznej religii (nie tylko wizerunku, jak w wypadku „tęczowej” Madonny) przez radykalne środowisko polityczne. Dlatego uważam, że uprawomocnione jest mówienie tutaj o przemocy symbolicznej – plakat ten dotyka chrześcijan oraz może sugerować zagrożenie dla ludzi znajdujących się poza Kościołem.

Piszę ten komentarz pomiędzy Dwudziestą Dziewiątą Niedzielą okresu zwykłego (wg kalendarza liturgicznego) a Trzydziestą Niedzielą, czyli pomiędzy czytaniem z Księgi Wyjścia o rozmodlonym Mojżeszu wznoszącym ręce w górę, by Jozue mógł wygrać wojnę z Amalekitami, a czytaniem z Mądrości Syracha, gdzie padają słowa: „Modlitwa pokornego przeniknie obłoki”. Mojżesz z rozpostartymi rękoma, a więc przybierający pozę oranta (modlącego się), choć występuje w starotestamentalnym, militarnym kontekście, jest prefiguracją ukrzyżowanego Chrystusa, który „poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami” (Izajasza 53, 17). Dodatkowo aklamacja z Trzydziestej Niedzieli brzmi: „W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo jednania”.

Nieco zmodyfikowanym gestem oranta posłużyła się Aleksandra Pulińska w swojej najnowszej realizacji – rzeźbie zatytułowanej „Spragniony”, która stanęła w sierpniu na Bulwarach Wiślanych. Jest to wykonana z drewna czarna postać ludzka, której wyciągnięte w górę dłonie zachodzą złotem, co oddaje dążenie utrudzonego człowieka do wyjścia poza siebie, transcendowania ku Bogu, który nasyca i w końcu udzieli utrudzonym i pokornym swojej chwały. Zestawienie tej rzeźby z plakatem tegorocznego Marszu Niepodległości pokazuje przepaść pomiędzy szczerą wypowiedzią na temat potrzeby modlitwy i jej odmieniającego, przede wszystkim oranta, działania a niegodnym wykorzystaniem różańca jako kastetu.

W świetle słowa Bożego, ręce wznoszone w modlitewnych celach nigdy nie będą zaciskały się w triumfalne pięści, bo nie będą wyrażały siły i buty, lecz bezsilność i pokorę. A także pragnienie obcowania z Bogiem. Podczas liturgii dwa razy zaciskamy prawą dłoń i uderzamy nią w pierś – podczas tzw. spowiedzi powszechnej, kiedy wypowiadamy słowa: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”, oraz na chwilę przed przystąpieniem do Komunii Świętej, kiedy wyznajemy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Jak widać, nie o samą pięść chodzi, ale o to, jak się ona zjawia i co robi, bo może przecież wyrażać świadomość grzechu, skruchę, pragnienie przyjęcia Boga i zdanie się na Jego wszechmoc. Jednak o tym nie mówi gest ukazany na plakacie Marszu. Obawiam się, że nie jest to wyłącznie kwestia braku kompetencji kulturowych, ale w grę wchodzi coś, co można by nazwać brakiem wrażliwości, a w kontekście wiary bardziej precyzyjnie – brakiem dojrzałości duchowej. Pisząc w sierpniu ubiegłego roku artykuł o twórcach chrześcijańskich ("Modlitwa obrazem", "Arteon" 8/2018), przytoczyłam jako nadające się do rozróżnienia sztuki chrześcijańskiej od innych propozycji artystycznych cztery cechy dojrzałej duchowości, które na podstawie adhortacji „Ewangelii gaudium” sformułował abp Grzegorz Ryś. Są to: chrystocentryzm, eklezjalność, biblijność/sakramenatlność oraz misyjność. Zasadnie będzie odnieść te kategorie do plakatu, by podsumować, dlaczego nie ma on nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem. Przemocowy charakter plakatu nie wskazuje na to, by jego twórcy stawiali w centrum naukę Chrystusa, ale swoją siłę. Plakat jest antyeklezjalny, ponieważ uderzono nim w wiernych, dla których jasne jest, że życie Ewangelią nie tak powinno się manifestować, a których – jak skądinąd wiadomo – narodowcy uważają za odchodzących od tradycji (wraz z papieżem) modernistów. Agresywny przekaz nie ma nic wspólnego ze znajomością Pisma Świętego i życia sakramentami, a "misyjny" potencjał plakatu to raczej pomysł nawracania poprzez zastraszanie. Z tego braku dojrzałości duchowej wynika także brak zrozumienia dla tego, czym jest modlitwa różańcowa. A jest to przecież kontemplacyjna modlitwa pokoju.

***

Karolina Staszak - historyk sztuki i krytyk sztuki, absolwentka Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie w latach 2011-2014 była uczestnikiem studiów doktoranckich. Redaktor naczelna miesięcznika o sztuce „ARteon”, w którym publikuje artykuły popularyzujące sztukę oraz teksty krytyczno-artystyczne, poruszając m.in. problem braku kryteriów wartościowania dzieł sztuki oraz braku granic etycznych w sztuce współczesnej.

Dłuższy artykuł poświęcony tej kwestii ukaże się w najnowszym numerze "Arteonu".

CZYTAJ DALEJ

Ewa H. Kowalewska: po wizycie Abby Johnson w Polsce – ważne wnioski

2020-02-24 20:34

[ TEMATY ]

aborcja

aborcja eugeniczna

Abby Johnson

Archidiecezja Krakowska

Przyjazd do Polski Abby Johnson był dużym wydarzeniem. Obawiam się niestety, że na spotkania z nią przyszli tylko ci, którzy są zaangażowani po stronie życia. Tym bardziej powinniśmy być zainteresowani, w jaki sposób pozyskiwać dla życia nie tylko tych, którzy są niepewni w swoich osądach, ale także tych, którzy aktywnie opowiadają się za tzw. wolnym wyborem aborcji, jak robiła to Abby przez długich osiem lat – pisze w komentarzu Ewa H. Kowalewska z Human Life International Polska.

Dlaczego poszła do tych „za płotem”?

Abby Johnson była przekonana, że to, co robi, jest dobre. Gdy zrozumiała, gdzie jest prawda, przeszła do obozu obrońców życia. Jej historia powinna być dla nas wskazówką, w jaki sposób możemy pozyskiwać i nawracać takie osoby jak ona. Skorzystałam z okazji podczas briefingu prasowego, dającego możliwość osobistego kontaktu z Abby. Zapytałam dlaczego, gdy zrozumiała czym jest aborcja, poszła do tych, którzy stali po drugiej stronie płotu. Do tych, którzy przez wiele lat byli jej przeciwnikami. Dlaczego im zaufała i zwróciła się właśnie do nich?

Odpowiedź Abby dała mi dużo do myślenia: „Tam za płotem pojawiali się różni ludzie. Niektóre grupy były bardzo agresywne, przynosili okropne banery z rozszarpanymi dziećmi, krzyczeli i obrażali kobiety, które do nas przyjeżdżały. Z nimi nie rozmawiała żadna kobieta. To w ogóle nie było możliwe, gdyż budzili lęk, poczucie odrzucenia i napiętnowania. Ja też z nimi nie rozmawiałam. Ale przychodzili także tacy, którzy się modlili i cierpliwie, życzliwie, serdecznie i z troską proponowali pomoc. Byli bardzo otwarci, chociaż stali po drugiej stronie. Z nimi rozmawiało wiele kobiet. Wiele z nich przekonali i otoczyli opieką. Szanowałam ich postawę, chociaż się z nimi nie zgadzałam. Powiedzieli mi, że jakbym zmieniła zdanie i miała kłopoty, zawsze mogę do nich przyjść, a oni mi pomogą. Uwierzyłam im i jak moja sytuacja zrobiła się bardzo trudna, poszłam do nich i oni rzeczywiście mi pomogli. Stali się moimi największymi przyjaciółmi, na których zawsze mogę liczyć”.

Jaka jest więc najlepsza i najskuteczniejsza metoda działania? Niektórzy uważają, że usilne prezentowanie na forum publicznym wielkich bilbordów, ukazujących rozczłonkowane po aborcji dzieci, jest najbardziej skuteczne i robią to z wielkim zaangażowaniem. Jednak Abby opisuje to następująco: „...konfrontacyjne i wrogie zachowanie kilkorga osób z grupy pro-life nie tylko zaważyły na moim postrzeganiu tego ruchu, lecz wpłynęły także na decyzję o głębszym zaangażowaniu się w działania Planned Parenthood” („Nieplanowane”, s. 57).

Czy atak zapewnia zwycięstwo?

Warto się chwilę zastanowić nad tymi spostrzeżeniami, które wypowiada osoba przez wiele lat znajdująca się po stronie „pro-choice”. Jednoznacznie podkreśla, że ta agresywna metoda daje efekt odwrotny od zamierzonego, a nawet popycha w kierunku akceptacji aborcji. Atak powoduje samoobronę, a nawet kontratak i błędne koło się zamyka. Nie można budować dobra, tylko pokazując zło! Wniosek jest prosty i oczywisty. To nie jest właściwa metoda dla osiągnięcia celu, którym jest pozyskanie dla sprawy ochrony życia osób niezdeklarowanych lub przeciwnych.

Jaki efekt daje prezentacja krwi i przemocy?

Chcę wyjaśnić, że nie jestem przeciwnikiem pokazywania drastycznych zdjęć z aborcji. Uważam jednak, że musi to być uzasadnione sytuacją i w pełni kontrolowane. Na pewno nie są to obrazy dla dzieci, które powinny patrzeć na dziecko w łonie matki od strony afirmacji życia, a nie przemocy, krwi i śmierci. Pierwszy kontakt z tak drastycznym obrazem u większości ludzi budzi silną reakcję i potrzebę zrobienia czegoś, aby do takich sytuacji nie dochodziło. To jest pozytywne – prawda broni się sama, nie można jej ukrywać. Jednak u osób, które cierpią na zespół poaborcyjny, może to powodować narastanie negatywnych emocji i zwiększenie agresji.

Narastająca znieczulica na przemoc

Dłuższe oglądanie obrazów, ukazujących przemoc i rozszarpane ciała, powoduje jednak, że ludzie przyzwyczajają się i przestają je dostrzegać, a to prowadzi do zobojętnienia na agresję, krew i śmierć. Znieczulica jest bardzo groźna, a przecież nie o taką reakcję chodzi obrońcom życia.

Szukanie usprawiedliwienia

Później słyszymy argument, że przecież wszyscy to robią. Na czarnych marszach pojawiają się kobiety, które w tłumie krzyczą o prawie do własnej macicy i ich prawach. Pojawiają się tam także dziewczyny, które mówią: „jestem za życiem, ale przyszłam, aby bronić praw kobiet przed tą agresją ze strony obrońców życia!”. To bardzo niebezpieczne przesunięcie w kierunku akceptacji aborcji.

To jedynie umacnia pozycję zwolenników aborcji. Abby dodaje następująca uwagę: „...domyślam się, że Jim oraz zapaleńcy jego pokroju wierzą, iż skrajne zachowania przyniosą zwycięstwo ich stronie. Niestety wszystko, co robił Jim w kwestii życia, jedynie umacniało pozycję zwolenników pro-choice. Nawet i mnie, jako osobę popierającą prawo kobiet do wolnego wyboru, denerwowały akcje, które jedynie wzmacniały argumenty przemawiające za aborcją, a tak właśnie się działo” („Nieplanowane”, s. 109).

Taktyka wmawiania nam agresji

Niezwykle ciekawe są również uwagi Abby na temat stanowiska liderów Planned Parenthood o działaniach obrońców życia. Im po prostu zależało na tym, aby pokazać je jako niezwykle agresywne i nieżyczliwe dla kobiet: „Kiedy stwierdziłam, że Koalicja dla Życia nie stosuje takich praktyk, zauważyłam, że Cheryl odebrała to jako naiwność z mojej strony. I stwierdziła, że hasła używane przez pro-life zachęcają do agresji”. („Nieplanowane”, s. 89).

I dodaje: „Ale media związane z Planned Parenthood wolały wrzucać wszystkich obrońców życia do jednego worka, zamiast informować, że ruch składa się z różnych ludzi o bardzo odmiennych celach i zachowaniu”. („Nieplanowane”. s.165).

Jaka powinna być strategia obrońców życia, aby osiągać sukces?

Przyjrzyjmy się znowu uwagom Abby: „Nie wiedziałam, że ci pionierzy zastąpią krzyki życzliwą rozmową, wymachiwanie przerażającymi transparentami – modlitewnym czuwaniem, a wrogość – pełną pokoju obecnością i że odmienią również moje życie”. („Nieplanowane”, s. 57).

Jedni drugich brzemiona noście!

Abby podkreśla, że tylko ci obrońcy życia osiągali sukcesy, którzy się modlili i potrafili z miłością, życzliwością i ofertą pomocy zwracać się do kobiet idących na aborcję oraz do personelu placówki aborcyjnej. Udawało się im uratować wiele dzieci. Metoda ta jednak wymaga wiele cierpliwości i chrześcijańskiej postawy przebaczenia przeciwnikom życia. Takie zachowanie jednak budzi więcej refleksji i daje szansę na spokojny dialog.

Abby zaznacza: „Właściwie to zbijali nas z tropu tą swoją życzliwością”. („Nieplanowane”, s. 75). Dodaje też: „Niektórzy pracownicy Planned Parenthood bardzo bali się tej inicjatywy (modlitwy 40 Dni dla Życia). Napięcie w klinice wzrastało”. („Nieplanowane”, s. 75).

Sytuacja obrony życia w USA

W demokratycznej Ameryce od 1973 r. wolno dokonać aborcji z jakiegokolwiek powodu, aż do momentu, gdy dziecko się urodzi. Wykonuje się tam również bardzo późne aborcje, nawet w czasie porodu. Obecnie trwa batalia w Kongresie o wprowadzenie prawa nakazującego ratowanie żywo urodzonych dzieci podczas procedury aborcyjnej. Zalegalizował to precedens sądowy w sprawie „Roe przeciwko Wade”, który jest oparty na spreparowanych, kłamliwych przesłankach. Jednak z powodów ideologicznych ciągle brak akceptacji większości sędziów Sądu Najwyższego dla ponownego rozpatrzenia tego przypadku. Poszczególne stany starają się wprowadzać ograniczenia, ale najczęściej są one blokowane przez prawo federalne. Obrońcy życia szacują, że od 1973 r. w USA zabito w łonach matek 61 mln dzieci. Liczba aborcji chirurgicznych (ok. 700 tys. rocznie) spada, ale aborcje pierwszego trymestru są ukrywane pod stosowaniem tabletki aborcyjnej, czego nikt nie liczy, nie raportuje i nie ogranicza.

Badania opinii publicznej pokazują, że większość Amerykanów (62-78%) oczekuje wprowadzenia prawnego zakazu późnych aborcji. Prezydent Donald Trump jest zdecydowanie za życiem, ale na razie postuluje tylko zakaz aborcji powyżej 20. tygodnia ciąży, a i to jest niełatwe do wprowadzenia.

Osiągnięcia polskich obrońców życia

Polska jest jedynym krajem na świecie, który po 37 latach swobody przerywania ciąży wprowadził zakaz aborcji na życzenie i ze względów społecznych. Powinniśmy być z tego dumni! Postulowany w 1993 r. projekt ustawy „O ochronie życia dziecka poczętego” nie zawierał żadnych wyjątków. Zostały one wprowadzone przez liberalną opozycję i jak dotychczas nie udało się ich zlikwidować. W latach 1956-1993 zabito ok. 25 mln polskich dzieci w łonach matek. Po wprowadzeniu zakazu drugie tyle udało się ochronić. Obecnie ginie w Polsce ok. 1000 poczętych dzieci rocznie, najwięcej tych, które są podejrzane o poważną chorobę. To nas bardzo boli! Tymczasem lewica i liberałowie nieustannie starają się o przywrócenie aborcji na życzenie, zgłaszając kolejne wnioski ustaw i wpisując to w swoje programy wyborcze. Podsumowując, sytuacja w Polsce w zakresie ochrony życia na razie jest obiektem marzeń amerykańskich proliferów.

Co powinniśmy robić?

- z miłością i troską chronić życie każdego poczętego dziecka; - pokazywać piękno dziecka poczętego, macierzyństwa, ojcostwa i kochającej się rodziny; - pochylać się nad kobietą w ciąży w trudnej sytuacji – nie oceniać, nie potępiać, ale z miłością pomagać; - uczyć, spokojnie tłumaczyć, wyjaśniać, ukazywać fakty i badania naukowe; - formować fundament moralności chrześcijańskiej – u siebie i u innych; - zmniejszać konfrontacyjność w odniesieniu do ochrony życia poprzez działania pozytywne; - rozszerzać grono sojuszników dla sprawy obrony życia jako działania pozytywnego w ochronie każdego poczętego dziecka i jego matki.

I to właśnie robimy! Zdecydowanie za mało pisze się w mediach o systematycznej pomocy dla matek w ciąży kryzysowej, organizowanej przez Kościół i organizacje pozarządowe. Aktywność ta jest potężna i ratuje życie wielu dzieciom.

Modlitwa w obronie życia

My Polacy także regularnie się modlimy w tych intencjach. Są prowadzone Msze św. i czuwania w wielu sanktuariach i parafiach, codziennie w tej intencji jest odmawiamy Różaniec w Radio Maryja i innych radiostacjach katolickich. Ale to wszystko jakby niknie w momentach aborcyjnej konfrontacji. Zadbajmy, aby tak nie było! Zachęcamy do przyłączenia się do „Modlitwy w intencji nawrócenia przeciwników życia” oraz odmawiania różańca w tej intencji.

Pomoc rzeczowa

W Polsce działa wiele organizacji, z Caritas na czele, pomaga kobietom w trudnej sytuacji. Są programy rządowe i 500+. Jest bardzo wiele poradni i punktów pomocowych. Działają aż 52 domy samotnej matki. Szczegółowe informacje na stronie https://www.hli.org.pl/pl/artykuly/751-domy-samotnej-matki-w-polsce

Human Life International Polska także organizuje pomoc bezpośrednią: przygotowuje wyprawki dla noworodków i prowadzi Punkt Pomocy Rzeczowej. Na stronie www.hli.org.pl można znaleźć wiele ulotek informacyjnych do prowadzenia edukacji pro-life, również w formie materiałów do pobrania.

CZYTAJ DALEJ

Ekologia po katolicku

2020-02-25 16:46

[ TEMATY ]

Caritas

ekologia

Laudato si'

Michał Janik/Niedziela TV

Przybliżenie młodzieży idei encykliki papieża Franciszka „Laudato si’”– to główny cel ekowarsztatów, w których w dniach 24-25 lutego w Archidiecezjalnym Centrum Duchowości Święta Puszcza w Olsztynie k. Częstochowy uczestniczyło 220 uczniów ze Szkolnych Kół Caritas z archidiecezji częstochowskiej.

Częstochowska Caritas zaprosiła do współpracy dyrektora regionalnego Lasów Państwowych w Katowicach Arkadiusza Wojciechowskiego, zastępcę prezesa zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Artura Michalskiego oraz leśników z nadleśnictw: Herby, Koszęcin, Złoty Potok i Gidle. Goście prowadzili dla dzieci i młodzieży prelekcje oraz zajęcia praktyczne.

Zobacz zdjęcia: Ekologia po katolicku

– Pokazujemy młodym ludziom, na czym polega nawrócenie ekologiczne. Chcemy, by specjaliści przekazali im wiedzę nie tylko o lesie, ale również o Ziemi i przyrodzie. W naszej akcyjności nie chcemy oczywiście zagubić najważniejszego, Jezusa Chrystusa, który przyszedł, aby służyć, dlatego pamiętamy oczywiście o wspólnej modlitwie. Chcemy uczyć naszych wolontariuszy bezinteresownej służby i uwrażliwić na dobro naszej matki, którą jest ziemia, aby kolejne pokolenia mogły żyć w czystym świecie – powiedział „Niedzieli” ks. Paweł Dzierzkowski, zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej.

– Najważniejsze, że te dzieciaki chcą słuchać i uczyć się. Mam nadzieję, że w przyszłości będą respektować piękno przyrody – przyznał Adam Chudzik, nadleśniczy Nadleśnictwa Koszęcin. – Dzisiaj kładziemy nacisk na integrację i wspólną zabawę przy malowaniu roślin i zwierząt. Takie grupowe zajęcia prowadzi się również na studiach ekonomicznych i na początku studiów menedżerskich, żeby nauczyć pracy w zespole, komunikowania się i współpracy – opisywał zajęcia nadleśniczy.

Jarosław Mielczarek z Nadleśnictwa Koszęcin dodał, że takie zajęcia to bardzo dobre źródło inspiracji dla młodzieży. – Młodzi mają świetne pomysły. Liczymy na ich inwencję. Mam nadzieję, że za kilka lat będziemy zbierać jej dobre owoce. Zapytany o ogólny stan polskich lasów, Jarosław Mielczarek odpowiedział: – Sytuacja jest bardzo dobra. My nie wymyślamy przyrody, ale się od niej uczymy. Jesteśmy zawsze krok za nią. Przypatrujemy się jej – podkreślił.

Animatorem krajowym wspólnoty Laudato si’ Caritas Polska jest franciszkanin br. Kordian Szwarc. – Encyklika „Laudato si’” rozpoczyna się słowami św. Franciszka: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię”. To ten święty w XIII wieku mówi o siostrze Księżycu, bracie Słońcu, bracie kamieniu czy bracie ogniu. Tak nazywa wszystkie rzeczy stworzone, ponieważ uważa, że spełniają cel wyznaczony im przez Boga, Stworzyciela Ziemi. Święty Franciszek uważa, że te rzeczy samym faktem istnienia wychwalają wielkość i piękno Stwórcy – powiedział podczas prelekcji.

We współpracy z br. Szwarcem warsztaty dla młodzieży ze Szkolnych Kół Caritas prowadzi również Emilia Ślimko, odpowiedzialna za merytoryczną część projektu poświęconą problematyce wyzwań ekologicznych. Przygotowuje też projekty lokalne, które umożliwiają realizowanie różnych działań proekologicznych. – Przesłanie projektu jest proste: każdy z nas jest wezwany do działania, do troski o stworzenie. Skupiamy się szczególnie na nauczaniu ostatnich papieży dotyczącym ekologii, w tym na encyklice „Laudato si’”, która przedstawia, czym ekologia integralna może być w praktyce. Pokazujemy młodzieży, że zaangażowanie w działanie ekologiczne w najbliższym otoczeniu jest niezbędne. To część naszego chrześcijańskiego bycia w świecie – wyjaśniła Emilia Ślimko.

Marta Cierpiał z Caritas Archidiecezji Częstochowskiej zaznaczyła, że celem warsztatów jest nauka mądrego wprowadzania ekologii w życie. – Mądra ekologia polega na tym, abyśmy nie kupowali tak wiele i szanowali to, co mamy. Zakup produktów z etykietką „eko”, ale w tak dużej ilości jak dotychczas, nie jest odpowiednim postępowaniem. Przekonujemy, że warto się dzielić i angażować w pomoc innym, bo to jest również działanie ekologiczne – podsumowała.

Zapraszamy do obejrzenia materiału filmowego z warsztatów na tv.niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję