Reklama

Polska

Duszpasterz japońskiej Polonii o nadziejach związanych z wizytą Franciszka i o sobie... (wywiad)

Nadzieje związane z wizyta papieża Franciszka w Japonii należy widzieć na dwóch płaszczyznach: ogólnonarodowej oraz dotyczącej katolików - uważa o. Paweł Janociński, dominikanin od ponad 40 lat pracujący w Kraju Kwitnącej Wiśni. W rozmowie z KAI wykładowca na Uniwersytecie Białej Lilii i w Centrum Nicholasa Barré w Tokio oraz duszpasterz japońskiej Polonii mówi m.in. o "blaskach i cieniach" społeczeństwa japońskiego, religijnym synkretyzmie, relacjach chrześcijańsko-buddyjskich, przeszkodach w ewangelizacji Kraju Kwitnącej Wiśni i wyzwaniach jakie stoją obecnie przed japońskim Kościołem.

[ TEMATY ]

duszpasterz

Polonia

Japonia

Franciszek w Japonii

Nasz Dom Japonski

Duszpasterz Polonii japońskiej O. Paweł Janociński OP

Duszpasterz Polonii japońskiej O. Paweł Janociński OP

Krzysztof Tomasik (KAI): Japończycy to w 99 proc. niechrześcijanie. Czy wiążą oni z wizytą papieża Franciszka jakieś nadzieje? Co na ten temat mówią media a także pytani przez Ciebie konkretni ludzie? O. Paweł Janociński OP: Wydaje się, że oczekiwania większości Japończyków wobec wizyty papieża jako światowego autorytetu duchowego, moralnego a także politycznego dotyczą pokojowej, powojennej tradycji tego kraju. Można tu zacytować działaczy organizacji pokojowych, którzy czekają na mocne słowa Franciszka w Nagasaki i Hiroszimie dotyczące m.in. likwidacji przez wszystkie kraje broni atomowej. Warto też zwrócić uwagę, że oczekiwania te są wypowiadane w kontekście militarystycznych zapędów obecnego rządu, podczas gdy większość Japończyków pragnie dalej pokojowego rozwoju kraju bez brania udziału w wyścigu zbrojeń.

KAI: Czy papież w Japonii zetknie się z „ponowoczesną próżnią” jak uważa kard. Jean-Claude Hollerich, który dobrze zna Japonię, bo pracował tam przez 17 lat jako jezuicki misjonarz? - Do tej intrygującej skądinąd wypowiedzi ustosunkował się ostatnio m.in. prowincjał tutejszych dominikanów o. Jean Hisao Miyamoto. Powiedział on, że papież raczej nie spotka w Japonii „próżni”. Podał przykład swojej drogi życiowej. Pochodzi on z typowej szintoistyczno-buddyjskiej rodziny z Niigata, która żyła w oparciu o tradycyjne wartości obecne w tych religiach. W jego przypadku stało się jednak tak, że zapragnął pogłębić wartości zaszczepione mu przez rodzinę, szkołę i religię. Stąd kolejnym jego krokiem życiowym był chrzest w Kościele katolickim a później odkrycie w sobie powołania kapłańskiego i zakonnego. Podobnych losów życiowych w Japonii można spotkać wiele.

- Jak papieska pielgrzymka obecna jest w mediach?

- Media stale informują o programie papieskiej pielgrzymki. Ale podają też i pewne konkretne działania związane z pielgrzymką, które w kontekście japońskiej kultury, paradoksalnie, bardzo się liczą. Na przykład dziennik "Asahi Shimbun" opisał historię uczniów pewnej szkoły, którzy chcą wybrać się na wycieczkę wieńczącą ich kilkuletnia naukę do Hiroszimy i odwiedzić tam m.in. Muzeum Pokoju. Okazało się, że termin ich przyjazdu zbiega się z pobytem Franciszka w tym miejscu. Nauczyciel szkoły napisał o tym do papieża i otrzymał od niego odpowiedź, w której Ojciec Święty zaprasza ich wszystkich 24 listopada na wspólną modlitwę o pokój. Zostało to przyjęte z wielką wdzięcznością. Z kolei Muzeum Pokoju tego dnia znacznie przedłużyło godziny otwarcia biorąc pod uwagę te nadzwyczajne okoliczności. Ten drobny papieski gest jest szeroko komentowany. Tego typu życzliwość po prostu niezwykle ujmuje Japończyków.

- Jak skomentowałbyś hasło papieskiej pielgrzymki: "Chronić każde życie"? - Hasło: "Chronić każde życie" po angielsku i po japońsku, czyli poszanowanie ludzkiego życia we wszystkich jego aspektach, widnieje na niezliczonych plakatach rozwieszonych w całym Tokio. Chodzi szczególnie o zwrócenie uwagi na poszanowanie życia nienarodzonych, co niestety dla wielu Japończyków nie jest problemem. Co ciekawe z papieską wizytą duże nadzieje wiążą nawet skazani na karę śmierci więźniowie. Jeden z nich, ochrzczony w więzieniu katolik twierdzi, że został skazany niewinnie i od lat czeka na wykonanie wyroku śmierci. O jego losie napisał niedawno, w kontekście przyjazdu papieża, w obszernym artykule dziennik "The Japan Times". Czy wizyta przyczyni się zatem także do zniesienia kary śmierci w Japonii? Zobaczymy. KAI: Jakie znaczenie wizyta ma dla "małej trzódki" japońskich katolików?

- Przeprowadziłem sondę wśród ok. 20 osób, studiujących Pismo Święte w katolickim centrum Nicholasa Barré w Tokio. Poprosiłem o krótką odpowiedź na pytanie, jakie nadzieje wiążą z papieską pielgrzymką. W odpowiedzi niektórzy napisali, że już sam fakt uczestniczenia w papieskiej Mszy św. stanowić będzie dla nich olbrzymie umocnienie wiary tutejszego Kościoła nie tylko wśród wiernych, a może jeszcze bardziej w odniesieniu do duchownych, którzy wpadają często w pułapkę traktowania parafii jako małej firmy. Niektórzy podkreślali, jak wielkie znaczenie miały tu papieskie Msze św. pod przewodnictwem św. Jana Pawła II przed 38 laty. Inna osoba napisała, że ostatnio daje się zauważyć spadek zainteresowania chrześcijaństwem w Japonii i dlatego byłoby wielką łaską, gdyby „gorące” papieskie przesłanie dotarło szczególnie do młodych Japończyków. Inna odpowiedź dotyczyła nierówności społecznych, spychania na margines słabszych, znęcania się na uczniami w szkołach itp. "Papież zapewne zgodnie ze swoim nauczaniem stanie po stronie słabych i odtrącanych. Być może po rozmowie z cesarzową Masako, która ma wykształcenie katolickie, umocnią się w niej chrześcijańskie wartości, które później zaowocują w jej wypowiedziach i działaniach. Podobnie rozmowa papieża z premierem Shinzō Abe może przekona japońskiego polityka, że istnieje inne spojrzenie na sprawowanie władzy, które polega nie tylko na przystawaniu z bogatymi i możnymi tego świata, ale obejmuje również ludzi biednych, dotkniętych kataklizmami itp." - napisano w odpowiedzi na moje pytanie. Przeglądając ostatnie numerów tygodnika katolickiego „Katorikku Shimbun” w nagłówkach dotyczących przyjazdu papieża, obok jego imienia pojawia się często słowo „Serei”, oznaczające Ducha Świętego. Być może tkwi w tym jakieś ukryte pragnienie duchowej przemiany Kościoła, który jakby dostał „zadyszki” lub „przesilenia” po dynamicznym okresie rozwoju w latach powojennych. W jednej z wypowiedzi moich respondentów ta nadzieja została wyrażona następująco: „Oby nasz Kościół w kontekście wizyty papieża otworzył się na dary Ducha Świętego, który jest Ojcem ubogich, Dawcą darów mnogich i Światłością sumień”.

- Teraz przejdźmy do osobistych spraw. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z Japonią?

- O. Paweł Janociński: Od przyjazdu do Krakowa w 1974 r. ojca Marie Shigeto Oshidy OP, jednego z japońskich pionierów dialogu chrześcijańsko-buddyjskiego. Byłem wtedy klerykiem. Opowiadał nam wiele o swoim kraju i zachęcał do przyjazdu, aby wspomóc miejscowych dominikanów. Po święceniach kapłańskich zdecydowałem się. Wyjechałem w 1977 r. Byłem drugim, obok o. Czesława Forysia, polskim dominikaninem, który zdecydował się na wyjazd do Japonii. Wcześniej przybył o. Julian Różycki, a później m.in. o. Krzysztof Broszkowski i o. Marcin Mańkowski, który był następnie kapelanem wojskowym w bazie amerykańskiej. Miałem wyjechać zaraz po święceniach, ale nie udało się, gdyż komunistyczne władze nie dały mi paszportu za to, że dominikanie wspierali studencką opozycję. Z drugiej strony, rok w Polsce, który spędziłem po święceniach był dla mnie bardzo owocny. Związałem się wtedy z ruchem rekolekcji charyzmatycznych, na które zapraszaliśmy wtedy naszego arcybiskupa, kard. Karola Wojtyłę. Osoba św. Jana Pawła II była dla mnie i wielu niezwykle ważna w tamtym czasie, ale po latach widzę, jak jest on ważny do dzisiaj także dla Japonii.

- Znaliście się dobrze z kard. Wojtyłą?

- Głosił dla nas rekolekcje i mieliśmy okazję do wielu rozmów.

- W końcu "ubecja" dała Ci paszport...

- Na początku mówili mi, że mogę zapomnieć o paszporcie i wyjeździe do Japonii. Tak bardzo chciałem wyjechać, że kiedyś miałem sen, w którym chodzę w kimonie po centrum Tokio w dzielnicy Ginza i zmierzam do Pałacu Cesarskiego na audiencję. Gdy się przebudziłem miałem pewność, że tam w końcu trafię. Na pewno do mojej japońskiej przygody przyczyniły się modlitwy moich przyjaciół charyzmatyków. W końcu dostałem informację, że mogę zgłosić się do urzędu i otrzymałem paszport. Oczywiście pouczano mnie, abym nie prowadził żadnej działalności politycznej.

- I w 1977 r. zacząłeś przygodę z Japonią...

- W duchu dominikańskiej mądrości życiowej po przyjeździe zaraz poszedłem do szkoły języka japońskiego dla obcokrajowców. Byłe to bardzo cenna rzecz, acz bardzo kosztowna. Przez dwa i pół roku uczyłem się japońskiego i to z sukcesem, z czego jestem zadowolony, gdyż dla Europejczyka jest to bardzo trudny język.

- Co sprawiało największą trudność?

- Znaki, które trzeba wkuć na pamięć. Są to znaki chińskie, a oprócz tego mamy jeszcze dwa japońskie alfabety. Potem z Tokio zostałem skierowany do Fukushimy, którą w 2011 r. dotknęła tragedia trzęsienia ziemi i tsunami. Spędziłem tam bardzo dobry czas wśród wspaniałych ludzi. W Fukushimie pracowałem w sumie 10 lat na parafii. Teraz co miesiąc tam jeżdżę i spotykam się z moimi przyjaciółmi katolikami w tzw. grupach studyjnych.

- Nie za bardzo czułeś się w roli wikariusza i proboszcza. Dlaczego?

- Nie mam powołania do tego typu pracy. Byłem na parafii, ale po 10 latach wyjechałem do USA na studia. Ukończyłem wydział psychologii chrześcijańskiej na Uniwersytecie im. św. Ignacego Loyoli w Chicago. Były to studia bardzo praktyczne, które później bardzo mi pomogły w mojej pracy. Nie były one idealne, gdyż teraz widzę, że w ich trakcie można było bardzo łatwo wejść w ducha filozofii New Age, któremu trochę wtedy uległem. Choć wydaje się ona już przebrzmiała, to nadal ma wpływ wielu, w tym duchownych. Z drugiej strony dostrzegłem, jak bardzo potrzebna jest psychologia w Kościele, ale zdrowa, która nie stawia w miejsce Jezusa Chrystusa jakichś kulturowych chimer i je absolutyzuje. Dzięki mojemu wcześniejszemu doświadczeniu charyzmatycznemu udało mi się w końcu uniknąć tych pułapek. W USA pojawił się w moim życiu kolejny "proroczy sen", w którym grupa japońskich kobiet, z białymi welonami na głowie modli się za mnie na różańcu przed figurą Matki Bożej zwanej tutaj "Lurdo", czyli Matki Bożej z Lourdes, bardzo popularnej w Japonii. A modliły się za mnie, abym z USA powrócił do Kraju Wschodzącego Słońca.

- To Twój drugi, nowy etap, przygody z Japonią...

- Bez wątpienia. Uświadomiłem sobie, że kocham Japończyków i chcę wśród nich być i im służyć. Można powiedzieć, że otrzymałem na tę japońską drogę życia namaszczenie Ducha Świętego. W 1989 r. powróciłem do Tokio i podjąłem studia podyplomowe na jezuickim Uniwersytecie Sophia. Po ich ukończeniu zostałem wykładowcą na Uniwersytecie Białej Lilii (Shirayuri), który jest uczelnią dla kobiet, z których 90 proc. to nie są chrześcijanki. Dlatego muszę wybierać tematykę bardziej ogólną. Teraz wykładam przedmiot, który najogólniej można nazwać "Opieka nad sercem". Ponadto prowadzę zajęcia w katolickim Centrum Nicholasa Barré.
W Japonii, podobnie jak w innych krajach, wiele dzieje się przez codzienne kontakty z ludźmi. Jeśli się im spodobasz to cię zapraszają do wzięcia udziału w różnych inicjatywach. W duchu dominikańskim najczęściej spotykamy się w grupach modlitewnych i grupach studyjnych. Na przykład w Centrum Nicholasa Barré, noszącym imię francuskiego zakonnika, odbywają się zajęcia grup studyjnych z Pisma Świętego, na temat Apokalipsy św. Jana, Pierwszego Listu św. Piotra, który można uznać za jeden z fundamentów chrześcijaństwa, czy historii Kościoła, w ramach której wiele miejsca poświęciliśmy mistycyzmowi św. Jana od Krzyża, a teraz św. Edyty Stein.
Ponadto przy wielu kościołach działają takie grupy studyjne. Jedną z inicjatyw, która ciszy się dużą popularnością jest "Sto tygodni z Pismem Świętym", w ramach której są czytania, rozważania i modlitwa. Mamy grupy m. in. Jokohamie, czy w Kichijouji, u ojców werbistów, u których spotkania odbywają się w bloku mieszkalnym. Popularne są też grupy związane z pochodzącą z Grecji mistyczką Vassulą Rydén. Ponadto prowadzę grupy modlitewne, odprawiam msze św. m. in. dla chorych np. na pierwszym uniwersytecie katolickim jaki powstał w Japonii, Uniwersytecie Sacred Heart (Sacré-Cœur) w Tokio.

- Jak bardzo są obecni dominikanie w Japonii?

- Mamy dwa wikariaty: kanadyjski, do którego ja należę, i hiszpański. Były zamiary, aby się połączyły w jeden, ale jak na razie nic z tego nie wyszło ze względu na różnice kulturowe. Każdy z nich liczy po ok. 20 zakonników. W tokijskim klasztorze jest ośmiu współbraci, w większości profesorowie uniwersytetów. Najwybitniejszym przedstawicielem jest o. Miyamoto Hisao, profesor filozofii Cesarskiego Uniwersytetu Tokijskiego. Obecnie jest już na emeryturze, ale nadal wykłada i jest naszym prowincjałem. Z kolei nasz przeor skończył studia m.in. w Paryżu, jest również fizykiem i m.in. profesjonalnie gra na flecie.

- Powiedziałeś, że kochasz Japończyków. Za co? Trzeba mieć powody...

- Przede wszystkim za wysoką kulturę życia codziennego, delikatność i wrażliwość na drugiego człowieka. Są tajemniczy. W wymiarze religijnym większość z nich to buddyści, ale niektórzy stają się chrześcijanami. Buddyzm i chrześcijaństwo są w tym kraju zjawiskiem bardzo stymulującym.
Japończycy są uporządkowani i logiczni. Mają perfekcyjnie zorganizowane życie społeczne, co na pewno ma podstawy w ich poczuciu obowiązku wobec innych, grupy i całego społeczeństwa. U nas, ludzi Zachodu liczy się przede wszystkim indywiduum, jednostka, co mnie człowieka, który już tyle lat mieszka w Japonii, bardzo drażni. Widać to w codziennym zachowaniu Europejczyka czy Amerykanina, który na pierwszym miejscu zawsze będzie stawiał swoje ego i rozpychał się łokciami. Z kolei Japończyk będzie starał się zawsze o to, aby kogoś nie urazić czy nie skrzywdzić. O ich uprzejmości i grzeczności świadczy też duża liczba zwrotów grzecznościowych w języku japońskim. Na co dzień najczęściej używanym zwrotem jest "sumimasen" - "przepraszam".

- Odwołam się do estetyki Japończyków - mają oni też swoje "cienie"...

- Tym co może wzbudzać zastrzeżenia jest mocno zakodowana hierarchia społeczna, co może (ale też nie musi) hamować rozwój jednostki. W codzienności dochodzi do dyskredytowania jej przez grupę albo wręcz psychicznego nękania kogoś, czy rozładowywania swoich frustracji kosztem kogoś, kto stoi niżej w hierarchii. Widzi się to często w szkołach, gdy grupa kogoś izoluje od siebie. To prowadzi do depresji, utraty sensu życia, a nawet do samobójstw. Światową karierę zrobił syndrom hikikomori - syndrom wycofania społecznego, który określa chorobę społeczną, która od kilkudziesięciu lat ma miejsce w naszej cywilizacji, a wzięła się od zjawiska obecnego w Japonii od lat 70. XX w. pod nazwą tôkôkyohi (unikanie szkoły), gdzie młody człowiek spotyka się z wielkimi wymaganiami oraz konkurencją i tego nie wytrzymuje. Osobiście spotykam się z osobami dotkniętymi tą depresją i staram się im pomagać. W tym kontekście Japonia nie jest "rajem na ziemi". Jednak widzę w tym kraju więcej plusów niż minusów. Japończycy mają duże poczucie własnego honoru i łatwo ich urazić, co jest związane z ich kodeksem samurajów, zwłaszcza u mężczyzn. Są niezwykle ambitni, chcą się pochwalić swoimi umiejętnościami i osiągnięciami zdobytymi ciężką pracą.

- Co najbardziej utrudnia ewangelizację Japonii?

- Japończykowi trudno się zdecydować i "pójść na całość" odnośnie do religii i wiary. Wiele rzeczy podoba im się w chrześcijaństwie, ale nie na tyle, by przyjąć chrzest. Chrześcijaństwo ma wielu sympatyków, ale nie na tyle, by stali się chrześcijanami. Podoba im się kultura wyrosła na chrześcijaństwie, snobowanie się na to, co zachodnie. Powierzyć życie Chrystusowi to dla nich bardzo poważna sprawa i traktują ją bardzo serio. Z drugiej strony od 40 lat, odkąd mieszkam w Japonii, zauważyłem duże społeczne zmiany. Przede wszystkim znaczące odejście od ksenofobii dzięki temu, że Japończycy zaczęli masowo wyjeżdżać w różne części świata, szczególnie młode pokolenia, i tam spotykają chrześcijaństwo, a tym samym łatwiej im je przyjąć.

- Na ile przeszkadza w przyjęciu Chrystusa ich tożsamość szintoistyczna i buddyjska?

- Jest takie powiedzenie, że Japończyk może być na zewnątrz chrześcijaninem, ale jego dusza jest de facto buddyjska. Obecnie dotyczy to bardziej starszych pokoleń, które wychowywały się w środowisku całkowicie przenikniętym szintoizmem i buddyzmem, niż młodych. Gdy przygotowuję pary polsko-japońskie do ślubu, zazwyczaj narzeczony jest Japończykiem. Pytam jakiego jest wyznania i zazwyczaj otrzymuję odpowiedź: "żadnego". Japończycy nie są bynajmniej ateistami, ale religia jest dla większości czymś w rodzaju ideowego państwowo-społecznego rytuału i spoiwa. Gdy ktoś umrze, to w większości wypadków idzie się na pogrzeb buddyjski, gdyż w innym rycie obrządku pochówku nie ma. W jakimś wymiarze jest to ich udział w sacrum. Oczywiście, tak jak na całym świecie, kobiety są bardziej wrażliwe religijnie niż mężczyźni. Także wśród katolików dominują kobiety, które bardziej serio i z większym zaangażowaniem traktują wiarę.

- Dlaczego?

- Zawsze lepiej mi się rozmawia o wierze z kobietami niż z mężczyznami, gdyż Japończyk jest zazwyczaj specjalistą w jakiejś konkretnej dziedzinie związanej z pracą, dlatego trudniej poruszać z nim tematy związane z duchowością i religią. Kobiety są bardziej wszechstronne i wrażliwsze na sacrum i piękno.

- Japończyków wyróżnia szczególna wrażliwość na "piękno", które - jak mówił Fiodor Dostojewski - "zbawi świat"...

- Oczywiście wielu Japończyków zostało chrześcijanami m.in. dzięki pięknu obecnemu w naturze i kulturze. Maksyma Dostojewskiego, że "piękno zbawi świat" szczególnie sprawdza się w tym kraju. Dostrzegają piękno w Ewangelii, chrześcijaństwie i to ich porywa. Naszym zadaniem jest pokazywanie piękna wiary w Jezusa przez słowo i świadectwo.

- Jak wyglądają relacje chrześcijańsko-buddyjskie?

- Relacje chrześcijańsko-buddyjskie dobrze pokazuje dom modlitwy w stylu zen - Semeizan (Góra Życia). Znajduje się on niedaleko Kumamoto na wyspie Kiusiu. Jego założycielem jest włoski misjonarz-ksawerianin o. Franco Sottocornola. W ośrodku cieszącym się popularnością praktykowana jest modlitwa łącząca tradycję buddyjską, prawosławną i katolicką.

- A z szintoizmem?

- Szintoizm, pierwotna religia Japończyków to religia natury, stąd ich wielka wrażliwość na przyrodę. Przeciętny Japończyk dobrze zna się na gatunkach kwiatów, drzew i zgodnie z szintoizmem oddaje im religijną cześć. Gdy na drzewie znajduje się biała, papierowa taśma, to oznacza to, że jest to otaczane kultem drzewo święte. Dla nas może wydawać się to bałwochwalstwem, ale też możemy w tym dostrzec elementy oddania czci pięknu Bożego Stworzenia. Ich nabożny stosunek do przyrody znajduje także wyraz w sztuce układania kwiatów - ikebanie, czy tak znanych na świecie japońskich ogrodów.

- Jak wygląda japoński kodeks etyczny?

- Japoński kodeks etyczny przenika całe społeczeństwo od najniższych warstw po cały kraj i jest oparty na poświęceniu jednostki grupie, łącznie z ofiarą z życia. Co ciekawe, w Japonii nie było nigdy żadnej rewolucji, stąd tak mocno trzymają się swojej wielowiekowej tradycji. Dotyczy to prawie każdej dziedziny życia. Choć są też ciemne strony tej społecznej moralności, polegające na tym, że jeśli ktoś nie widzi, to można dopuścić się jakiegoś negatywnego czynu. Jak ktoś jednak dostrzeże twoje złe zachowanie, to może powiedzieć o tym innym i w tym momencie "tracisz twarz".

- Jakie z punktu widzenia Kościoła są największe problemy społeczne Japonii?

- Jednym z najpoważniejszych jest aborcja, której można dokonać w zasadzie bez żadnych ograniczeń. Większość Japonek nie uznaje tego za grzech. Jeszcze do niedawna kobiety katoliczki nie widziały w aborcji niczego złego. Stąd zaangażowanie Kościoła polegające m.in. na organizowaniu przez ruchy pro-life różnych akcji uświadamiających, łącznie z corocznymi "Marszami dla życia". Osobiście prowadzę grupę, w której modlimy się za dzieci nienarodzone i mamy nadzieję, że zostaną one uznane przez Kościół jako "święte niewiniątka". Od ponad pięciu lat staram się czynnie wspierać i służyć wszelkim inicjatywom obrońców życia.

- Inne problemy?

- Podobnie jak w innych krajach Azji, Chinach, Korei Południowej to przesadny kult nauki i edukacji. Od najmłodszych lat Japończyk dąży do osiągnięcia jak najlepszych wyników, poświęcając na to o wiele więcej czasu, niż możemy sobie wyobrazić. Ich system edukacji uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. Dziecko dostaje się w jego tryby już od przedszkola, które ma go zaprowadzić na właściwą uczelnię. Uczniowie chodzą do szkoły sześć dni w tygodniu, a z kolei ich zajęcia w czasie wolnym też są precyzyjnie zaplanowane i kontrolowane przez nauczycieli.
Jeśli młody człowiek nie daje sobie rady, popada w depresję i wypada z systemu, ląduje na marginesie społeczeństwa. Jest to nieludzkie, gdyż doskonale wiemy, że każdy człowiek rodzi się z różnymi wrodzonymi zdolnościami oraz w różnych środowiskach. Nie można wytyczać celów, które przekraczają możliwości. Z kolei tolerowany jest stan tzw. "rōnina" - "samotnego samuraja". Młody człowiek może pozostawać, ale tylko rok, bez zajęcia, inaczej kończy syndromem hikikomori, o którym już mówiliśmy. Do tego dochodzi perfekcjonizm, przesadna koncentracja na detalach, wielogodzinne narady, itp. Ponadto Japończycy ciągle muszą się czymś wykazywać, ciężką pracą, wynikami i osiągnięciami.

- Jak oceniasz rodzinę japońską?

- Nie jest idealna. Kobieta to przede wszystkim "opiekunka domowego ogniska", choć jej rola też się zmienia na rzecz większej emancypacji. Coraz więcej Japonek kończy studia. W ich trakcie podróżują po świecie, poznają inne obyczaje, a potem mają ambicje zawodowe. Także zawarcie małżeństwa nie jest już przymusem, jak to było dawniej. Kobiety japońskie mogą teraz mówić to, co sądzą, a co wcześniej było nie do wyobrażenia.
Z kolei mężczyzna to głowa rodziny, osoba zapewniająca materialny byt i pracująca codziennie do późnych godzin. Niestety często rodzina staje się "ofiarą na ołtarzu jego pracy". Ale i to się zmienia, w weekendy coraz częściej można spotkać tatusiów spacerujących z dziećmi, co jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu było nie do pomyślenia.

- Problem ludzi w podeszłym wieku...

- To także duży problem społeczny, szczególnie ludzi, którzy budowali Japonię po II wojnie światowej i są ojcami jej gospodarczego cudu. Teraz na emeryturze czują się już niepotrzebni, samotni i wielu z nich ten stan prowadzi do samobójstw. Wspomniany syndrom hikikomori dotyczy także ich, nie wiedzą co z sobą na stare lata zrobić, szczególnie dotyka on mężczyzn.

- Jak scharakteryzowałbyś religijność Japończyków?

- Lubią pewien rodzaj skromności i dystansu. Nie pociągają ich wielkie manifestacje wiary. U wielu wiara jeszcze nie przekłada się na codzienne życie, są takimi "niedzielnymi" katolikami. Ale mamy też wspaniałe, niezwykle zaangażowane jednostki, które potrafią wiele dać i zmieniać rzeczywistość nie tylko naszego Kościoła. Są świętymi życia codziennego.

- Kościół w Japonii to w dużej mierze także wspólnota migrantów...

- Migranci to druga połowa Kościoła w Japonii. Msze św., nabożeństwa, duszpasterstwa są prowadzone w rożnych językach. W wielu kościołach mamy w niedzielę przynajmniej jedną Mszę św. po angielsku lub w innym języku, co też jeszcze niedawno zdarzało się bardzo rzadko. Sam prowadzę w Tokio duszpasterstwo dla Filipińczyków.

- No i prowadzisz duszpasterstwo dla japońskiej Polonii...

- Są to większości rodziny mieszane polsko-japońskie. Przybywa też z różnych powodów trochę młodych ludzi, którzy znaleźli w Japonii pracę. Pomagają mi w tym Siostry Opatrzności Bożej, szczególnie w duszpasterstwie dzieci, poprzez katechezę. Proszę sobie wyobrazić, że w tegorocznych jasełkach wzięło udział ponad trzydzieścioro dzieci, a to świadczy o wspaniałej pracy sióstr. W jednej z kaplic obok Uniwersytetu Sophia raz w miesiącu jest odprawiana Msza św. po polsku. Co roku są prowadzone z udziałem gości z Polski rekolekcje wielkopostne. Oczywiście prowadzimy dni skupienia i regularne odprawianie różańca w październiku. Ponadto jeśli tylko to możliwe, udaję się też z posługą dla Polonii w inne regiony kraju. Na przykład w maju ub.r. udzieliłem pierwszej komunii św. dzieciom w Sapporo na Hokkaido.

- Jakie największe wyzwania stoją obecnie przed Kościołem w Japonii?

- Przede wszystkim - ewangelizacja. Kościół w Japonii chce za wszelką cenę utrzymać swoiste status quo i z tego powodu kurczy się. Podobnie jak w wielu korporacjach jest nastawiony na możliwie optymalne funkcjonowanie i przetrwanie. Na dłuższą metę to do niczego nie prowadzi. Innym problemem jest brak powołań kapłańskich i zakonnych, szczególnie w zgromadzeniach żeńskich. Choć Kościół w Japonii jest od lat samodzielną, narodową wspólnotą to napływają stale do niego duchowni, ale już nie z Europy i Ameryki, ale z Wietnamu, Korei Południowej, Filipin, a nawet z Indii.
Z drugiej strony ewangelizujemy na różne sposoby. Najnowszą naszą inicjatywą jest "Różaniec nadziei". Chcemy objąć modlitwą młodych Japończyków. Pragniemy modlić się na różańcu, nie ogólnie, ale za konkretną osobę. Wierzę, że nasza modlitwa będzie skuteczna, będzie czynić cuda i zmieni Japonię. Tak jak chrześcijaństwo weszło w grecką kulturę, tak może wejdzie ono w przyszłości i w kulturę japońską.

- Czego sobie najbardziej życzysz jako kapłan w Kraju Wschodzącego Słońca?

- Ewangelizować tak, jak życzy sobie tego ode mnie Pan Bóg. To jest Jego dzieło, a ja jego niedoskonałym narzędziem.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI)

2019-11-14 18:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież w drodze do Rzymu: w katechizmie znajdzie się potępienie użycia i posiadania broni nuklearnej

[ TEMATY ]

Franciszek

Franciszek w Japonii

Grzegorz Gałązka

„Używanie broni nuklearnej jest niemoralne, a zatem jej potępienie musi wejść do Katechizmu Kościoła Katolickiego, i to nie tylko użycie, ale także posiadanie, ponieważ awaria lub szaleństwo jakiegoś władcy, szaleństwo jednego może zniszczyć ludzkość” - powiedział Ojciec Święty rozmawiając z dziennikarzami na pokładzie samolotu z Tokio do Rzymu. Franciszek wyraził też wątpliwości odnośnie do korzystania z elektrowni atomowych, zaapelował o walkę z karą śmierci, odpowiedział na pytania dotyczące nauczania Kościoła o wojnie sprawiedliwej i niestosowania przemocy, kwestii finansów watykańskich, a także zaburzeń społecznych w Hongkongu i wielu krajach Ameryki Łacińskiej.

Na początku spotkania papież podziękował towarzyszącym mu dziennikarzom za bardzo intensywną pracę w minionych dniach. Następnie przeszedł do odpowiedzi na pytania. Pierwsze zadał mu ks. Makoto Yamamoto z „Catholic Shimbum” o to, czego społeczeństwa zachodnie mogą się nauczyć od Kościoła na Wschodzie. Zapytał też o wrażenia Franciszka z pobytu w Nagasaki i Hiroszimie. Ojciec Święty odpowiedział, że społeczeństwa zachodnie, nazbyt często żyjące w pośpiechu, powinny nauczyć się od narodów Wschodu ducha kontemplacji, poezji, wykraczania poza to, co jest bezpośrednio uchwytne, immanentne. Natomiast mówiąc o Hiroszimie i Nagasaki przypomniał, że choć obydwa miasta łączy tragedia jako ofiar bomby atomowej, to w Nagasaki mógł też przypomnieć o męczeństwie chrześcijan.

„Sekretarz Nuncjatury podarował mi kopię listu gończego z tamtych czasów: szukano chrześcijan! Jeśli znajdziesz jednego – donieś na niego, a w zamian otrzymasz nagrodę, jeśli znajdziesz kapłana – donieś na niego, a otrzymasz taką to a taką zapłatę. To budzi wrażenie, to były wieki prześladowań. Jest to zjawisko chrześcijańskie, które w jakiś sposób «relatywizuje», w dobrym tego słowa znaczeniu, bombę atomową. Natomiast wyjazd do Hiroszimy miał jedynie na celu upamiętnienie bomby atomowej, ponieważ nie jest to miasto chrześcijańskie, jak Nagasaki. Dlatego chciałem pojechać do obydwu, w obydwu miała miejsce katastrofa atomowa” – powiedział papież.

Ojciec Święty określił pobyt w Hiroszimie mianem katechezy na temat ludzkiego okrucieństwa. „Podkreśliłem tam, że użycie broni nuklearnej jest niemoralne, dlatego musi ono wejść do Katechizmu Kościoła Katolickiego, i to nie tylko wykorzystanie, ale także posiadanie, ponieważ awaria lub szaleństwo jakiegoś władcy, szaleństwo jednego może zniszczyć ludzkość. Pomyślcie o powiedzeniu Einsteina: «Czwarta wojna światowa będzie na kije i kamienie»” – stwierdził Franciszek.

Następne pytanie zadał Shinichi Kawarada z „Asahi Shimbum”: „Jak słusznie wskazał Wasza Świątobliwość, trwały pokój nie zostanie osiągnięty bez rozbrojenia. Japonia jest krajem, który cieszy się amerykańską ochroną jądrową, a także jest producentem energii jądrowej, co wiąże się z dużym ryzykiem, jak to miało miejsce w Fukushimie. W jaki sposób Japonia może przyczynić się do pokoju na świecie? Czy elektrownie jądrowe powinny być wyłączone?” – zapytał japoński dziennikarz.

Papież zauważył, że jeśli idzie o użycie energii atomowej, to nie udało się jeszcze osiągnąć całkowitego bezpieczeństwa, chociaż jest to jego opinia osobista. Jednocześnie przypomniał katastrofalne skutki awarii elektrowni atomowych dla środowiska; w pierwszym rzędzie dla człowieka, ale także dla innych istot żywych, świata roślinnego i przyrody nieożywionej, jak to miało miejsce w Czarnobylu na Ukrainie w 1986 r. W tym kontekście zaapelował o prowadzenie badań nad zwiększeniem bezpieczeństwa elektrowni atomowych i dodał, że budując je, trzeba pamiętać o bezpieczeństwie i ochronie środowiska naturalnego człowieka.

Z kolei Elisabetta Zunica z Kyoto News zapytała Ojca Świętego o niesłusznie skazanego na karę śmierci 83-letniego Iwao Hakamadę, który uczestniczył w papieskiej Mszy św. w Tokio, oraz kwestię jej stosowania w Japonii, a także czy sprawę tę omawiał Franciszek podczas spotkania z premierem Japonii Shinzō Abe. Papież wyznał, że dowiedział się o obecności tej osoby dopiero po Mszy św. Natomiast z premierem rozmawiał o wielu problemach.

„Mówiłem o problemach ogólnych, które istnieją również w innych krajach: przeludnionych więzieniach, ludziach oczekujących na osądzenie w areszcie prewencyjnym bez domniemania niewinności. Piętnaście dni temu wygłosiłem przemówienie do uczestników międzynarodowej konferencji na temat prawa karnego i poważnie mówiłem na ten temat. Nie można stosować kary śmierci, jest niemoralna. To musi być łączone z rozwijającym się sumieniem. Na przykład niektóre kraje nie mogą jej znieść z powodu problemów politycznych, ale zawieszają ją, co jest sposobem na stosowanie dożywocia bez jej orzekania. Ale wyrok skazujący musi zawsze służyć reintegracji, skazanie bez perspektyw jest nieludzkie” – powiedział papież.

Jean-Marie Guénois, z paryskiego „Le Figaro” zapytał: „Wasza Świątobliwość powiedział, że prawdziwy pokój może być jedynie rozbrojony, ale co stanie się z obroną konieczną, gdy jeden kraj zostanie zaatakowany przez inny? Czy nadal istnieje możliwość wojny sprawiedliwej? Czy wciąż planowana jest encyklika o niestosowaniu przemocy?”.

„Jest to projekt, który zrealizuje następny papież... Istnieją projekty, które leżą w szufladzie. Jeden z nich, na temat pokoju, jest właśnie tam, dojrzewa. Czuję, że kiedy nadejdzie czas, uczynię to. Na przykład problem nękania jest problemem przemocy, mówiłem o tym młodym Japończykom. Próbujemy go rozwiązać za pomocą licznych programów edukacyjnych. Jest to problem przemocy. Jeśli idzie o encyklikę na temat niestosowaniu przemocy - wciąż nie czuję, by dojrzała, muszę się dużo modlić i szukać drogi” – wyznał Franciszek. Dodał, że być może większą rolę w budowaniu pokoju w świecie powinna odegrać ONZ i postulował, by w Radzie Bezpieczeństwa ograniczyć czy też zlikwidować prawo weta ze strony mocarstw.

Jednocześnie Ojciec Święty potępił obłudę państw deklarujących się jako chrześcijańskie i żyjących z handlu bronią. „Pokój dzisiaj jest bardzo słaby, ale nie możemy się zniechęcać. Hipoteza obrony koniecznej nadal pozostaje, także w teologii moralnej należy ją rozważyć, ale jako środek ostateczny. Środek ostateczny z użyciem broni. Obrona konieczna musi odbywać się na drodze dyplomacji i mediacji. Środek ostateczny: obrona konieczna z użyciem broni. Ale podkreślam: środek ostateczny! Idziemy naprzód w postępie etycznym, który mi się podoba, kwestionując wszystkie te rzeczy. Jest to piękne, ponieważ mówi, że ludzkość idzie naprzód także w dobrym, a nie tylko w złym” – wyznał Franciszek.

Kolejne dwa pytania Cristiany Caricato z TV 2000 oraz Philipa Pullelli z agencji Reuters dotyczyły kwestii finansów watykańskich i niedawnych skandali dotyczących inwestycji w nieruchomości w Londynie, a także problemów z transparencją. Ojciec Święty podkreślił, że także pieniądze, które napływają ze świętopietrza powinny być rozsądnie inwestowane. Natomiast śledztwo w sprawie pięciu osób zawieszonych w funkcjach na początku października jeszcze trwa, a cała sprawa była wynikiem zafunkcjonowania systemów wewnętrznych Państwa Watykańskiego, które zawdzięczamy Benedyktowi XVI. Przypomniał o zasadzie domniemania niewinności wobec osób zawieszonych w obowiązkach, ale także coraz sprawniej działającemu systemowi kontroli w Watykanie.

Roland Juchem z niemieckiej agencji CIC zapytał: „Ojcze Święty podczas lotu z Bangkoku do Tokio wysłałeś telegram do Carrie Lam z Hongkongu. Co sądzisz o tamtejszej sytuacji z demonstracjami i wyborami samorządowymi? I kiedy będziemy mogli Ci towarzyszyć do Pekinu?”.

Papież przypomniał, że telegramy są wysyłane do wszystkich głów państw, jest to automatyczne powitanie, a także uprzejmy sposób proszenia o zezwolenie na przelot nad ich terytorium. Następnie zauważył, że zamieszki mają miejsce nie tylko w Hongkongu. „Pomyślmy o Chile, o demokratycznej Francji: o roku żółtych kamizelek. Pomyślmy o Nikaragui, pomyślmy o innych krajach Ameryki Łacińskiej, które mają tego rodzaju problemy, a nawet o niektórych krajach europejskich. To coś ogólnego. Co z tym robi Stolica Apostolska? Wzywa do dialogu, do pokoju. Ale to nie tylko Hongkong, istnieją różne sytuacje z problemami, których nie jestem w stanie obecnie ocenić. Szanuję pokój i proszę o pokój dla wszystkich tych krajów, przeżywających problemy, w tym także w Hiszpanii. Warto zrelatywizować rzeczy i wzywać do dialogu, pokoju, aby rozwiązano problemy. I na koniec: chętnie pojechałbym do Pekinu, kocham Chiny” – powiedział Franciszek.

Meksykanka Valentina Alazraki z Televisa zapytała Ojca Świętego o napiętą sytuację w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Papież przyznał, że nie jest w stanie dokonać dogłębnej analizy, chociaż dostrzega szereg oświadczeń, w których nie ma nic z pokoju. „To, co dzieje się w Chile mnie przeraża, ponieważ Chile wychodzi z problemu wykorzystywania, który spowodował tak wiele cierpienia, a teraz ma problem takiego rodzaju, którego dobrze nie rozumiemy. Ale jest w płomieniach, jak pani mówi, i należy szukać dialogu, a także analiz. Nie znalazłem jeszcze dobrze przeprowadzonej analizy sytuacji w Ameryce Łacińskiej. A są też słabe, bardzo słabe rządy, którym nie udało się zaprowadzić porządku i pokoju - i dlatego dochodzimy do tej sytuacji” – powiedział Franciszek. Dodał, że niektóre z tych krajów szukają mediacji międzynarodowej, w tym watykańskiej. Widzi zalety tych starań, chociaż o sytuacji politycznej nie chce się wypowiadać i nie czuje się kompetentny w tej dziedzinie.

Na zakończenie Ojciec Święty zauważył, że dziennikarze nie zadawali pytań o jego pobyt w Tajlandii. W związku z tym przypomniał o problemie wyzysku kobiet, a także dwóch książkach dziennikarek towarzyszących mu w podróży: właśnie Valentiny Alazraki o wyzysku kobiet oraz Franki Giansoldati o problemie ochrony środowiska naturalnego człowieka. „Widać, że kobiety pracują więcej od mężczyzn i są zdolne” – skomentował papież. Podziękował też dziennikarzom za bezpośrednie pytania oraz poprosił ich o modlitwę w swojej intencji.

CZYTAJ DALEJ

Formacja duchowa na opak [FELIETON]

2020-09-20 08:00

BOŻENA SZTAJNER

Proszę Państwa, wielkie zwycięstwo! Dobrzy ludzie z Prawa i Sprawiedliwości do spółki z innymi dobrymi ludźmi z Koalicji Obywatelskiej i Lewicy nareszcie ukrócili cierpienia zwierząt. W końcu to sprawa formacji duchowej, jak raczył to określić złotousty Marek Suski. Ciekawym tylko, cóż to za formacja duchowa, która stawia priorytety swojej polityki tak, jak to robi partia Pana Suskiego. Biorąc jednak przykład z Prawa i Sprawiedliwości najpierw pochylimy się nad  „Piątką dla zwierząt”.

Mimo zapewne dobrych intencji, ustawa ta niesie za sobą poważne konsekwencje dla polskiej gospodarki, szczególnie rolnictwa. Ekspresowe tempo procedowania nie sprzyja temu, aby na chłodno przemyśleć i przeanalizować wprowadzane przepisy. Dlaczego hodowla norek na futra będzie zakazana, ale hodowla królików już nie? Skąd absurdalny pomysł nadania praw organizacjom prozwierzęcym do wchodzenia na teren cudzej posesji w asyście policji i do odbioru zwierzęcia? Dlaczego zamiast poprawić standardy chowu zwierząt futerkowych, zamyka się naraz całą branżę? Czy największy kryzys gospodarczy od lat to dobry moment na podcinanie skrzydeł polskiej gospodarce? I takie pytania można dalej mnożyć.

Piątka dla zwierząt daje także paliwo radykalnym obrońcom „praw zwierząt”. Celowo ująłem to w cudzysłów, gdyż idea praw zwierząt jest wysoce kontrowersyjna. Przychylam się do stanowiska brytyjskiego filozofa Rogera Scrutona, że skoro zwierzęta nie mogą być podmiotem obowiązków moralnych, to tym samym nie można przyznać im praw. Po prostu nie są osobami. W żadnym stopniu nie wyklucza to oczywiście troski o dobrostan zwierząt. Nie jest jednak żadną tajemnicą, że na tym żądania prozwierzęcych aktywistów się nie kończą. Zabijanie zwierząt nie jest przecież nigdy niczym przyjemnym, więc dlaczego mamy poprzestać na zwierzętach futerkowych i uboju rytualnym? Nie brak również takich głosów jak Pani dr Spurek, dla której „krowy są gwałcone, żeby mogły dawać mleko”. Krok po kroku - modelowa taktyka salami.

Samym sednem problemu nie jest jednak przegłosowanie tej ustawy, lecz ignorowanie fundamentalnych i wciąż od 5 lat nierozwiązanych kwestii. Każdy racjonalnie myślący człowiek zgodzi się chyba, że ochrona życia ludzkiego jest sprawą pierwszorzędną, zaś ochrona życia zwierząt – drugorzędną. W działaniach partii rządzącej widzimy natomiast całkowite odwrócenie tego porządku. No bo jak inaczej patrzeć na zapał i tempo, z jakim przeprowadzana była „Piątka dla zwierząt”? Jak inaczej patrzeć na narzucenie dyscypliny partyjnej w tej sprawie, na karanie posłów nieposłusznych instrukcjom prezesa, na szantaż moralny? To, jak kluczowa jest ta ustawa dla partii rządzącej pokazuje jednak przede wszystkim fakt, że spór wokół niej postawił pod znakiem zapytania przyszłość koalicji.

Przypomnijmy sobie teraz i porównajmy, jak to wyglądało, kiedy w Sejmie procedowane były projekty ustawy ograniczające zabijanie dzieci poczętych (o innych istotnych sprawach z litości nie wspomnę). Zarówno w poprzedniej jak i obecnej kadencji ustawy trafiły do komisji, które stały się „zamrażarkami”, aby tam sobie leżały i nie robiły problemów partii, która przecież odwołuje się co rusz do nauczania Kościoła, a najbardziej żarliwie podczas kampanii wyborczych. Oczywiście nie muszę wspominać, że żadnej dyscypliny partyjnej nie było, a każdy poseł w tym przypadku mógł się cieszyć wolnością sumienia. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują zatem, że dla rządzących ochrona życia ludzi<ochrona życia zwierząt, nieprawdaż? 

Jak długo jeszcze będziemy tolerować obłudę i tchórzostwo Prawa i Sprawiedliwości humorystycznie zwanego prawicą? Ile jeszcze będziemy kiwać głową, kiedy będą nam wmawiać, że na ochronę życia poczętego jeszcze nie czas? Jak długo będziemy żyć złudzeniami, że życie ludzkie jest dla nich ważniejsze niż życie zwierzątek? Czy nasze milczące przyzwolenie na taki stan rzeczy nie powinno być dla nas wyrzutem sumienia? Czy nie powinno być wyrzutem sumienia dla całego Kościoła i wszystkich ludzi dobrej woli? Kiedy to w końcu my, a nie prezes, zażądamy od naszych przedstawicieli dyscypliny w rzeczywiście najważniejszych, niecierpiących zwłoki sprawach?

CZYTAJ DALEJ

80. rocznica zbrodni katyńskiej w Wieluniu

2020-09-20 22:38

[ TEMATY ]

zbrodnia katyńska

Wieluń

Zofia Białas

W niedzielę 20 września w Wieluniu odbyły się obchody 80. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Bohaterem uroczystości był kpt. Stanisław Mikulski (1890 – 1940), komisarz Straży Granicznej w Inspektoracie nr 13 w Wieluniu, zamordowany w Katyniu w kwietniu 1940 r., jeden z 2700 osób zidentyfikowanych przez Niemców wiosną 1943 r. spośród ekshumowanych 4400 ofiar, wpisany do niemieckiego raportu dziennego z 6 lipca 1943 r. jako kapitan rezerwy piechoty Wojska Polskiego, podkomisarz Straży Granicznej Wieluń – ofiara zbrodni sowieckiej pod numerem 04130 na liście ekshumowanych.

Zobacz zdjęcia: 80. rocznica zbrodni katyńskiej w Wieluniu

Wieluńskie obchody 80. rocznicy zbrodni katyńskiej rozpoczęła Msza św. w kościele św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, sprawowana w intencji kapitana i innych zamordowanych w czasie II wojny światowej strażników granicznych oraz wszystkich zamordowanych w Katyniu.

Homilię wygłosił ks. Adam Sołtysiak, proboszcz parafii św. Józefa. Motywem przewodnim były słowa zaczerpnięte z Księgi proroka Izajasza: „Czyż matka może zapomnieć o swoim dziecku?” z transpozycją na słowa: czyż Polacy mogą zapomnieć o Katyniu, synonimie kainowej zbrodni? Kapłan rozpoczął homilię słowami wiersza Jana Górca-Rosińskiego „Katyń”: „W czyje sumienie/ Wpisano te groby/ Czyje usta/ Zakneblowano milczeniem/ Czyją pamięć/ Zalano wapnem/ mordercy w słońcu/ niewinni/ nam zostało/ tylko epitafium”, a zakończył cytatem z wiersza Mariana Hemara pod tym samym tytułem: Tej nocy zgładzono Wolność/ W katyńskim lesie.../ Zdradzieckim strzałem w czaszkę/ Pokwitowano Wrzesień. (...) Tej nocy zgładzono Prawdę/ W katyńskim lesie,/ Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,/ Po świecie jej nie rozniesie... (...)/ I tylko p a m i ę ć została/ Po tej katyńskiej nocy.../ Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,/ Nie chciała ulec przemocy/ I woła o sprawiedliwość/ I prawdę po świecie niesie –/ Prawdę o jeńców tysiącach/ Zgładzonych w katyńskim lesie.

– Pamięć o Katyniu nie dała się zgładzić. Pielęgnowały ją przez lata rodziny zamordowanych oficerów w kraju i na obczyźnie oraz komunistyczni opozycjoniści. Pamiętamy również my, dlatego dziś tu jesteśmy i modlimy się za tych, których zamordowano zdradzieckim strzałem w tył głowy w 1940 r. w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje, Charkowie i Twerze – powiedział ks. Sołtysiak.

Po Eucharystii poczty sztandarowe i pozostali uczestnicy udali się na plac Jagielloński, gdzie odbyła się dalsza część uroczystości. Rozpoczęła się ona wciągnięciem flagi państwowej na maszt i odśpiewaniem „Mazurka Dąbrowskiego”. W obecności wnuka zamordowanego w Katyniu Stanisława Mikulskiego i jego małżonki (przyjechali spod granicy z obwodem kaliningradzkim) został posadzony „Dąb Pamięci” i odsłonięty głaz z tablicą memoratywną, powstałą w ramach ogólnopolskiego projektu „Katyń – ocalić od zapomnienia”, upamiętniającą zamordowanego w Katyniu komisarza SG Stanisława Mikulskiego. Głaz dzień wcześniej wkopali przedstawiciele Stowarzyszenia Historycznego „Bataliony Obrony Narodowej”, Powiatowej Rady Działalności Pożytku Publicznego i Urzędu Miejskiego.

Wartę honorową przy głazie pełnili żołnierze z 15. Sieradzkiej Brygady Wsparcia Dowodzenia, Nadwiślański Oddział Straży Granicznej i Stowarzyszenie Historyczne „Bataliony Obrony Narodowej”. Ceremoniał wojskowy prowadził mjr Bogumił Tobiasz z 15. Sieradzkiej Brygady Wsparcia Dowodzenia.

Podczas uroczystości odczytano apel pamięci, żołnierze oddali salwę honorową, a pod głazem złożono biało-czerwone wiązanki kwiatów.

Elementem towarzyszącym uroczystości była dystrybucja bezpłatnej publikacji Instytutu Pamięci Narodowej autorstwa dr. Ksawerego Jasiaka pt. „Ofiara Zbrodni Katyńskiej kpt. Stanisław Mikulski ps. Schwarzberg komisarz Straży Granicznej (1890 – 1940)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję