Reklama

Pierwsza Komunia św. – między "imprezą" a przeżyciem duchowym

2013-05-10 14:34

Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa/KAI

Ewa Pietrus/Hallelu Jah

Co roku przez media przetacza się temat I Komunii św. Redakcje zamieszczają opisy obyczajów we współczesnej Polsce, odnotowując trendy i mody, stroje, przyjęcia i prezenty. "Komunia jak mały ślub" - czytamy na dużym portalu. Jak zostanie przeżyta Komunia św. dziecka - jako zanurzona w komercji "impreza", czy autentyczne przeżycie duchowe, zależy od katechezy Kościoła, która wymaga coraz większego wysiłku i mobilizacji księży, rodziców i katechetów.

Loczki, fale, białe limuzyny

"Także i w tym sezonie modne są fale, loczki i upięcia ozdobione spinkami i perełkami. U toruńskich fryzjerów również wykonamy odpowiednie fryzury" - informuje portal ogólnopolskiej gazety. Na portalach internetowych wyliczone są koszty, związane z prezentami, przyjęciem i oprawą uroczystości. Podane są ceny (sukienka kosztuje nawet 600 zł, ale kupuje się dwie, bo po uroczystości w kościele dziewczynka zmienia kreację). Podaje się też stawki godzinowe za wynajęcie białej limuzyny, którą dziecko podjedzie do kościoła. "Grand finale" - podsumowuje wszystkie przygotowania artykuł w dużej gazecie ogólnopolskiej. I radzi: "Dzień przed pierwszą komunią warto omówić z dzieckiem przebieg ceremonii w kościele. Odbieramy tort, kwiaty i wszystko, co przez tygodnie zamawialiśmy. Uff, nadchodzi dzień zero. Lekkie śniadanie, fryzjer, sesja fotograficzna i czas radosnego otwierania prezentów".

Reklama

- Byłem zszokowany, gdy czytałem te artykuły, mam wrażenie, że nie jest to opis rzeczywistości, a narzucanie przez media nowej mody zgodnie z zasadą: Reklamuj, reklamuj, aż kupią - mówi KAI ks. Piotr Sadkiewicz, proboszcz parafii Leśna na Żywiecczyźnie.

Jest to zrozumiałe, gdyż według szacunków Dziennika Gazety Prawnej sprzed dwóch lat rynek towarów i usług "komunijnych" wynosi 3 mld zł. W tym roku do I Komunii św. przystąpi blisko 300 tys. dzieci - jest więc o co "zawalczyć". Dziesiątki stron internetowych zawiera propozycje prezentów, pamiątek, ubrań, firm, organizujących przyjęcia - dla restauracji to czas zwiększonych obrotów.

- Cały ten zgiełk przykrywa istotę wydarzenia - że jest to pierwsze spotkanie dziecka z żywym Bogiem, a nie rodzinna "imprezka" - mówi KAI ks. prof. Piotr Tomasik, koordynator Biura Programowania Katechezy przy KEP. Jego zdaniem nowa sytuacja jest poważnym wyzwaniem dla Kościoła, zadaniem na długie lata katechizacji i pracy z rodzicami.

Zmiany są widoczne gołym okiem

Ks. Ryszard Jurak, proboszcz parafii pw. Świętej Rodziny w Lublinie, który pracuje tu od 40 lat, odnotowuje zmiany, które ostatnio zachodzą we wspólnocie parafialnej. Jest coraz mniej dzieci - jeszcze w latach 90. do I Komunii św. w ok. 14-tysięcznej parafii przystępowało nawet 800 dzieci, dziś jest ich najwyżej setka. Coraz więcej dzieci pochodzi z rozbitych rodzin, wiele wychowuje się w rodzinach niepełnych z powodu emigracji zarobkowej ojca. Zmieniają się zwyczaje - coraz częściej rodzice pytają rok wcześniej o termin pierwszokomunijnej Mszy św., gdyż muszą zawczasu zarezerwować restaurację. Coraz powszechniejsze jest organizowanie przyjęć w lokalu. No i prezenty. To prawdziwa sztuka wymyślić coś oryginalnego, bo dzieci mają w zasadzie wszystko - rowery, zegarki, komórki, komputery. Pismo Święte też mają. A przecież sytuacja materialna mieszkańców w jego parafii nie odbiega od średniej krajowej. - Chrzestni mają problem, co kupić, rodzice dają dzieciom wszystko i robią to kosztem wielu wyrzeczeń - mówi duchowny.

Wszystko zależy od rodziców

Rozmówcy KAI są zgodni - czy dziecko odkryje żywą wiarę w ogromnym stopniu zależy od postawy rodziców. Od kilku lat ks. Sadkiewicz dostrzega polaryzację postaw - jest grupa obojętnych, dla których I Komunia św. to tradycja oraz "fajna impreza z prezentami", której mało istotną częścią jest półtoragodzinna Msza św. Druga grupa parafian przeżywa przystąpienie dziecka do sakramentu jako autentyczne przeżycie duchowe. Ci pierwsi pojawiają się tylko z powodu otrzymania sakramentu, po czym znikają, a ich dzieci nie uczestniczą nawet w Białym Tygodniu. I są ci, którzy regularnie praktykują, modlą się wspólnie w domach, podejmują wysiłek przekazania dziecku wiary. Te rodziny przychodzą co niedziela razem do kościoła, modlą się i przystępują do sakramentów. Proboszcz z Leśnej ocenia, że każda grupa liczy po 50 proc., choć być może zaczyna przeważać ta pierwsza. Jego zdaniem presja społeczności lokalnej już nie odgrywa takiej roli jak kiedyś. Także w wioskach już nie ma większego znaczenia czy ktoś praktykuje, czy nie, ważna jest "moja własna opinia, odczucia, decyzje, itd."

Przygotowanie do sakramentu obejmuje od dwóch do czterech konferencji dla rodziców w ciągu roku, tuż przed Komunią św. przewidziane jest spotkanie także z chrzestnymi. Proboszcz warszawskiej parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski ks. Marcin Jurak MIC zapewnia, że rodzice z parafii chętnie współpracują z księżmi w przygotowaniu dzieci do sakramentu. W parafii jest sześć spotkań ogólnych w ciągu roku oraz siódme, które polega na indywidualnej rozmowie księdza z rodzicami. - Parafianom podoba się, że u nas nie ma kartek do spowiedzi i tego typu formalności, wytwarza to klimat zaufania. Spotkania z rodzicami są zaś nie tylko szansą na lepsze poznanie parafian, ale także na ponowienie pytań o wiarę. Ks. Jurak bardzo ceni pytania o wiarę, zadawane przez dorosłych.

Duszpasterze potwierdzają, że obecnie dziecko, które nie jest posyłane do Komunii św. to absolutny wyjątek. Zdarza się, że przychodzi rodzic trzy tygodnie przed uroczystością "żeby zapisać dziecko do Komunii". Zdarza się, że to potomek wymusza na rodzicach przystąpienie do sakramentu. - Rodzice zrobią wszystko dla dziecka - stwierdza ks. Jurak z Warszawy.
Bp Edward Dajczak dzieli się doświadczeniem z własnej diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Zdarza się, że rodzice gotowi są jedynie "dostarczyć" dziecko na zajęcia przygotowawcze. Ale podkreślają, że ich to nie obchodzi i proszą żeby ich nie angażować w cokolwiek. To jednak absolutne wyjątki, zdecydowana większość podejmuje współpracę z księdzem i katechetą. Zdarza się obojętność - ojciec podwozi dziecko samochodem, ale sam nie zostaje.

Polarnik Marek Kamiński na swym profilu na Twitterze napisał 30 kwietnia: "Moja córka Pola jutro przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej. Dlatego ostatnie dni są temu całkowicie podporządkowane. To dla mnie okazja by być bliżej Boga i Kościoła. Chciałem podarować córce osobisty i ponadczasowy prezent, niekoniecznie o wartości materialnej. I myślę, że mi się udało". Taka postawa rodzica dobrze rokuje - dziecko otrzymuje jasny sygnał, jaka jest hierarchia wartości.

Nie poddać się "trendowi"

- Walka o duchowe przeżycie Komunii jest poważnym wyzwaniem dla Kościoła - mówi ks. prof. Piotr Tomasik z UKSW. Jego zdaniem konieczna jest katecheza, skierowana do rodziców, ale też do rodziców chrzestnych, z którymi kontakt jest sporadyczny.
Ks. Sadkiewicz z Żywiecczyzny opowiada, że sporo czasu zajęło mu przekonanie parafian żeby ubierać dzieci w jednolite stroje. - Już od dziesięciu lat nie ma u nas rewii mody - stwierdza. Obecnie rodzice zadowoleni są z tego rozwiązania, które ma poważnie zalety - stroje, szyte hurtowo, są tańsze, poza tym dzieci z bogatszych rodzin nie przytłaczają biedniejszych rówieśników. - Ale to problem autorytetu. Obecnie księża przestają nim być. Gdyby problem był pokazany w jakimś serialu, byłoby znacznie łatwiej przekonać rodziców do umiaru. Żeby posłuchali księdza potrzeba wiele czasu i cierpliwości.

Apelowanie o umiar w wydatkach jest uzasadnione, choć nikt z rozmówców KAI nie słyszał o braniu kredytów z okazji I Komunii. Nikt nie widział też białej limuzyny, o której piszą media. Ksiądz z dekanatu Konstancin - Jeziorna, w którym osiedliło się wiele najbogatszych osób w Polsce też nie potwierdza tej informacji. Bogate rodziny wydają o wiele więcej na uroczystość, księża mają wpływ na stroje i pamiątki, otrzymane z okazji uroczystości. Co zrobią dziadkowie i chrzestni - nie wiadomo - mówi duchowny. Organizowanie przyjęć w restauracjach jest normą - stwierdza ks. Jurak z Warszawy. W tym roku tylko jedna rodzina w parafii organizuje obiad w domu. - To konieczność, warszawiacy wciąż mieszkają w klitkach, w których przy stole nie zmieści się nawet kilkanaście osób - tłumaczy ks. prof. Tomasik. Lokale trzeba rezerwować z rocznym wyprzedzeniem. Zdarza się, że na jednej sali zbiera się nawet pięć grup uczestników uroczystości, przedzielonych parawanami - to warszawskie doświadczenia, o których słyszą duszpasterze.

Prezenty są kolejnym punktem "newralgicznym" i trzeba do tego dużej roztropności. - Zegarek za 200 zł - mówi KAI Marek Grabowski, badacz rynku. Jego syn Tomek dostanie go od chrzestnego pod koniec przyjęcia komunijnego, które odbędzie się w domu, w obecności ok. 15 osób, przeważnie rodziców z małymi dziećmi. Marek Grabowski nie rozumie ludzi, którzy zapożyczają się z tej okazji. Jego zdaniem każdy powinien zorganizować uroczystość na miarę swoich możliwości finansowych.
- Apelujemy do rodziców i chrzestnych żeby prezenty wręczać na zakończenie Białego Tygodnia - mówi ksiądz z dekanatu konstancińskiego.

- Staram się w ogóle nie mówić o prezentach - wyjaśnia swoją strategię katechetka z niewielkiego miasta z południowo-wschodniej Polski. W regionie jest zwyczaj obdarowania prezentem rzeczowym, np. aparatem fotograficznym oraz kopertą. Jej znajoma, która jest chrzestną, wyda w tym roku ogółem ok. tysiąca złotych - kupi aparat fotograficzny, a 500 zł włoży do koperty. Po Komunii św. jej uczniowie licytują się, kto dostał więcej pieniędzy. - Ja im mówię, że dla mnie jest to nieistotne. Ale muszą to być spore sumy, bo słyszę nieraz matki, planujące na co wydadzą zebrane sumy. Na przykład na meble, więc w kopertach musi być w sumie kilka tysięcy - dedukuje.

Ks. Jurak z Lublina odwraca sytuację. - Tłumaczę dzieciom, że z okazji Komunii św. to one powinny kogoś obdarować. Gdy dzieci przychodzą do pierwszej spowiedzi, przynoszą prezenty dla biednych rówieśników - słodycze, zabawki, dary na misje. W Białym Tygodniu zawsze organizuję spotkanie z misjonarzem, chcemy żeby sobie uświadomiły, że są w dobrej sytuacji, że jest wiele osób, którym należy pomóc.

Decyzja należy do ciebie

Dla wielu I Komunia św. jest fajerwerkiem, po jego zakończeniu wracają do dawnych przyzwyczajeń. Zarówno księża jak i rodzice świadomi są, że to początek drogi. Wiele rodzin znika zaraz po Mszy dla pierwszokomunijnych dzieci. Do tych, co zostają, skierowane są specjalne działania. Proboszcz z Lublina stara się żeby ksiądz, którzy przygotowywał dzieci do Komunii św. kontynuował z nimi pracę przynajmniej przez rok. Zostały zadzierzgnięte więzy, ludzie się już znają, duchowny zna dzieci i problemy rodzin. To bodziec żeby nie zrywać więzi z Kościołem i kontynuować formację.

Ks. Jurak z Warszawy informuje, że pięć par rodziców, którzy uczestniczyli w przygotowaniach do sakramentu przyłączyło się do kręgu Spotkań Małżeńskich. Chcą uczyć się, jak prowadzić dialog miedzy sobą, jak wychowywać dzieci. Mają dobrą pracę, świetnie zarabiają, ale dostrzegają swoje braki i widzą, że wiara jest fundamentem, na którym chcą budować dalej. Dla rodziców czas przygotowań jest szansą do pogłębienia ich własnej wiary i należy podtrzymać z nimi więź.

Ks. Sadkiewicz stwierdza, że z grupy, która przeżywa I Komunię św. głęboko, rekrutują się później ministranci, dziewczynki idą do Dzieci Maryi.

- Przekonuję rodziców, że dają dziecku to, co najważniejsze, że nawet po młodzieńczych buntach będą miały do czego wrócić - mówi ks. Ryszard Jurak z Lublina. - Dlatego zachęcam, żeby się razem modlili i czytali Pismo Święte - dodaje.

Proboszcz z dekanatu konstancińskiego dodaje: Pan Jezus pokazał nam drogę. I mówi: decyzja należy do ciebie.

Tagi:
Pierwsza Komunia św.

Pierwsza Komunia Święta

2019-05-20 10:52

Marian Florek/Niedziela

Miesiąc maj jest miesiącem Pierwszych Komunii Świętych. W całej Polsce w kościołach i szkołach odbywają się próby aby godnie przygotować się do tego sakramentu.

Studio TV Niedziela

Pierwsza Komunia Święta wprowadza dziecko w pełnie chrześcijańskiego życia, a przygotowanie do tego sakramentu jest dla niego, dla całej rodziny szansą na pogłębienie przyjaźni z Bogiem oraz na odnowienie życia zgodnie z zasadami Ewangelii. Angażuje nauczycieli, wychowawców i katechetów, buduje wspólnotę ludzi zaangażowanych w życie wiarą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zagłodzony w imię prawa: rozpoczęła się eutanazja Vincenta Lamberta

2019-05-20 15:35

vaticannews.va / Reims (KAI)

Dziś rano francuscy lekarze zaprzestali podawania pożywienia i wody 42-letniemu Vincentowi Lambertowi. Od 2008 r., po wypadku na motorze, jest on sparaliżowany i żyje w stanie minimalnej świadomości lub, jak mówią inni, w stanie wegetatywnym. Nie jest jednak podłączony do respiratora ani innych urządzeń podtrzymujących go przy życiu. „Vincent czuje wszystko. Płakał, gdy poinformowaliśmy go o decyzji lekarzy” – mówią rodzice mężczyzny, którzy do końca sprzeciwiali się jego eutanazji.

Batalia o prawo do życia Vincenta Lamberta trwa od 2013 r., kiedy to po raz pierwszy lekarze chcieli zaprzestać go karmić i poić. Zdecydowanie sprzeciwili się temu jego rodzice, którzy cały czas walczą o prawo do życia dla swego syna. Za eutanazją opowiada się jego żona Rachela, twierdząc, że wobec mężczyzny stosowana jest uporczywa terapia.

Tej opinii sprzeciwiło się m.in. 77-francuskich lekarzy, specjalizujących się w opiece nad chorymi z uszkodzeniem mózgu, przypominając, że Lambert samodzielnie oddycha i nie jest podłączony do respiratora ani do żadnej innej maszyny podtrzymującej życie. Nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości, zachował zdolność przełykania, reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Jedyne co otrzymuje to pożywienie za pomocą sondy żołądkowej i płyny w kroplówkach.

Te zabiegi z punktu widzenia klinicznego i etycznego nie mogą być uznane za uporczywą terapię. Potwierdza to dokument watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary z 1 sierpnia 2007 r., podkreślając, że „podawanie pokarmu i wody, także metodami sztucznymi, jest zasadniczo zwyczajnym i proporcjonalnym sposobem podtrzymania życia. Jest ono więc obowiązkowe w takiej mierze i przez taki czas, w jakich służy właściwym sobie celom, czyli nawadnianiu i odżywianiu pacjenta. W ten sposób zapobiega się cierpieniom i śmierci, które byłyby spowodowane wycieńczeniem i odwodnieniem”.

Wczoraj przed kliniką w Reims, gdzie przebywa mężczyzna manifestowało kilkaset osób, domagając się odstąpienia lekarzy od decyzji o jego zagłodzeniu. Z podobnym apelem jego rodzice wystąpili do prezydenta Francji, ten jednak nawet nie odpowiedział na ich list. Także francuscy biskupi zdecydowanie potępili decyzję lekarzy o zakończeniu dalszej terapii, wskazując, że „wytacza to drogę do legalizacji eutanazji”. W tej sprawie głos zabrał także Papież Franciszek przypominając, że do każdego życia trzeba podchodzić z szacunkiem. Apelował zarazem, by „każdy chory był zawsze szanowany w swej godności i leczony w sposób odpowiedni do jego stanu zdrowia, przy zgodnym wsparciu rodziny, lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, z wielkim szacunkiem do życia”. Na Twitterze apelował dziś: „Módlmy się za tych, którzy są ciężko chorzy. Strzeżmy zawsze życia, daru Boga, od początku do naturalnego kresu. Nie ulegajmy kulturze odrzucenia”.

– Rano Vincenta odłączono od sondy żywieniowej i kroplówek, zaczęto podawać mu leki uśmierzające. Skandalem jest to, że rodzicom nie pozwolono dziś pożegnać się z synem – mówi Jean Paillot, adwokat rodziców Lamberta. Wskazuje, że na oczach świata dokonuje się właśnie pierwsza legalna eutanazja w historii Francji. Jedno z ostatnich nagrań z sali szpitalnej pokazuje matkę, która mówi do Vincenta „nie płacz, jestem przy tobie, jest też tato” i głaszcze syna na pożegnanie, bo zakazano jej go przytulić.

Z kolei arcybiskup Reims przypomina, że mimo usilnych próśb rodziców nie zgodzono się na przeniesienie pacjenta do placówki specjalizującej się w tego typu przypadkach. W podobnym stanie w całej Francji jest obecnie ok. 1500 pacjentów. „Gra toczy się o honor ludzkości, która nie może pozwolić na to, by jeden z jej członków umarł z głodu i pragnienia – mówi abp Eric de Moulins-Beaufort. - Przyzwolenie na jego śmierć, ponieważ terapia zbyt dużo kosztuje czy też jego życie ma mniejszą wartość, oznacza koniec naszej cywilizacji”.

Vincent Sanchez, który jako lekarz prowadzący zdecydował o zakończeniu terapii Lamberta poinformował, że nie wiadomo, jak długo mężczyzna będzie konał. Organizacje pro-life biją na alarm, że coraz mocniej przepycha się mentalność eutanazyjną i śmierć głodowa Lamberta staje się kolejnym alarmującym znakiem dla konieczności obrony życia. Przed 14 laty w Stanach Zjednoczonych w podobny sposób została zagłodzona Terry Schiavo. Po odłączeniu od sondy żywieniowej kobieta umierała przez 13 dni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ośno Lubuskie: Codziennie o 21.00 odgrywają Apel Maryjny

2019-05-23 11:30

Kamil Krasowski

Od kilku lat w maju codziennie o godz. 21 z wieży kościoła św. Jakuba w Ośnie Lubuskim rozbrzmiewa Apel Maryjny. Pomysł jednej z uczennic wcielił w życie pan Roman Stefaniak, nauczyciel muzyki i kapelmistrz orkiestry.

Roman Stefaniak
Roman Stefaniak i jego uczennice każdego dnia maja o godz. 21.00 odgrywają Apel Maryjny

Pomysł zrodził się 5 lat temu z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. - Jedna z uczennic miała taki pomysł, aby codziennie w maju o godz. 21.00 odgrywać Apel Maryjny. Najpierw to miałoby tylko raz, spontanicznie, z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Okazało się, że jest to ciekawy pomysł, dlatego codziennie pokonujemy ponad 100 schodów na wieżę i o 21.00 gramy Apel Maryjny - mówi Roman Stefaniak, nauczyciel muzyki i kapelmistrz orkiestry w Ośnie Lubuskim. - Towarzyszą mi moje uczennice, grające tutaj w orkiestrze na co dzień. Tak nam się to spodobało, że oprócz tego w czerwcu o godz. 21.00 gramy pieśni związane z Najświętszym Sercem Pana Jezusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem