Reklama

Polska

O. Leon Knabit: młodość to stan ducha

„Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha” – słowa te towarzyszyły spotkaniu z tynieckim benedyktynem o. Leonem Knabitem, który był gościem w Instytucie Prymasa Józefa Glempa w Inowrocławiu.

2020-01-13 20:11

[ TEMATY ]

o. Leon Knabit

Piotr Drzewiecki

Spotkanie było podsumowaniem dziewięciu dekad życia mnicha, który zdobył popularność i uznanie dzięki takim programom telewizyjnym, jak: „Ojciec Leon zaprasza”, „Ojciec Leon Zawodowiec”, „Salomon” i „Credo”.

Stefan Knabit, znany pod imieniem zakonnym Leon na cześć świętego papieża Leona Wielkiego, w Instytucie pielęgnującym pamięć o Prymasie z Kujaw mówił o swoich latach młodzieńczych, a także o powołaniu do kapłaństwa i życia zakonnego. Jak zaznaczył, wybór zgromadzenia był podyktowany zamiłowaniem do chorału gregoriańskiego wykonywanego z kunsztem przez tynieckich benedyktynów. Tyniec jest tym miejscem, które przez dziesięciolecia kształtowało osobowość i ducha o. Knabita.

Emanujący pogodą ducha jubilat zdradził inowrocławianom receptę na udane i szczęśliwe życie, a która to zamyka się w czterech słowach: „Przestań narzekać, zacznij żyć”.

Zdaniem tynieckiego zakonnika radość życia możliwa jest wtedy, gdy „człowiek jest na swoim miejscu”. Mimo sędziwego wieku o. Leon Knabit, Kawaler Orderu Odrodzenia Polski i Orderu Uśmiechu, zachowuje młodość ducha.

Reklama

Jak wyznał, sprzyja temu poczucie humoru oraz dystans do siebie i otaczającego świata. Odzwierciedleniem tego stanu rzeczy jest dwuwiersz napisany 40 lat temu przez młodzież akademicką: „Pan Bóg jest dowcipny, każdy się przekona, bo stworzył żyrafę i ojca Leona”. Wierny dewizie św. Benedykta sędziwy jubilat wskazał, że obok modlitwy i pracy ważnym aspektem ludzkiego życia jest pogoda ducha.

Podczas spotkania w Prymasowskim Instytucie nie zabrakło anegdot z życia o. Leona słynącego z otwartości i dobrego kontaktu z młodzieżą. Uśmiechem, od którego zaczyna się świętość, prostolinijny zakonnik z opactwa w Tyńcu zaskarbił sobie sympatię mieszkańców Inowrocławia. Przyjaciel Jana Pawła II na zakończenie wizyty podzielił się wspomnieniami związanymi z osobą Prymasa Józefa Glempa - rówieśnika czcigodnego jubilata.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z prawdą się nie dyskutuje

2019-12-31 08:43

Niedziela Ogólnopolska 1/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

o. Leon Knabit

benedyktyn

Robert Krawczyk

Świat bez Boga to tylko część prawdy, a więc prawda niepełna, w efekcie nieprawda - mówi w rozmowie z Niedzielą o. Leon Knabit, benedyktyn, z Tyńca.

Maria Fortuna-Sudor: Ojcze Leonie – Plurimos annos! Spotykamy się z okazji 90. urodzin Ojca (26 grudnia 2019 r.). Proszę powiedzieć, co z perspektywy minionych lat uważa Ojciec za szczególnie ważne?

O. Leon Knabit OSB: Oczywiście, najpierw sam fakt zaistnienia. To, że Pan Bóg mnie stworzył i pozwolił mi się realizować w Kościele katolickim, jest dla mnie początkiem, źródłem wszystkich innych dóbr.

Te inne dobra to...

Pogodne usposobienie no i, oczywiście, realizacja chrześcijańskiego powołania w kapłaństwie Chrystusowym, do którego wybrał mnie Zbawiciel, choć w młodości nie byłem zbyt przykładny...

A co zmieniłby Ojciec w swym życiu, gdyby mógł je przeżyć ponownie?

Przede wszystkim unikałbym grzechów, których w swoim czasie było zbyt wiele, których się wstydzę, za które żałuję – i za mało wciąż pokutuję.

Pamięta Ojciec najtrudniejszą w życiu pokutę?

Nie pamiętam żadnej trudnej pokuty sakramentalnej. Dobrze natomiast pamiętam zakonną, gdy przełożony (w trosce o moje zdrowie zresztą!) nakazał mi, bym podczas zakonnego urlopu kładł się spać o oznaczonej, dość wczesnej godzinie.

Gdy czytałam życiorys Ojca, zauważyłam, że najpierw był Ojciec księdzem diecezjalnym. Skąd decyzja o zostaniu benedyktyńskim mnichem?

Pan Bóg pokazał mi inną drogę realizacji powołania, kiedy w 1951 r., jako kleryk, odwiedziłem Tyniec. Po 7 latach modlitwy i rozmów z kompetentnymi osobami uznałem, że moje miejsce jest u benedyktynów.

Jest Ojciec mnichem, rekolekcjonistą, autorem, redaktorem, blogerem... Czemu służy ta różnorodność wyzwań i zadań? Skąd bierze Ojciec na to wszystko czas?

Wspólnym mianownikiem jest posłuszeństwo mnicha. Nigdzie się nie pcham. Przełożony poleca albo zgadza się przyjąć zaproszenia do działania słowem i pismem w realu czy też medialnie. A co do czasu, zauważyłem, że najczęściej brakuje go tym, którzy go marnotrawią. Mam świadomość, że w moim życiu nigdy nie będzie tak, bym miał dokładnie wszystko zrobione. Wychodzę więc z założenia, że robię tyle, ile mogę, stosując kolejność: konieczne, pożyteczne, przyjemne.

Poznał Ojciec bardzo wiele osób. Proszę wymienić dwie i powiedzieć, jaką rolę odegrały one w życiu Ojca.

Najpierw Aleksandra Knabit, moja Mamusia. Pokazała mi moc kobiecości, gdy po utracie męża w czasie okupacji – nie miała stałej pracy, wynajmowała mieszkanie – wychowała i wykształciła troje dzieci. Zawsze była pełna optymizmu i macierzyńskiej miłości. Do dzisiaj patrzę na kobiety przez pryzmat jej osobowości. Druga osoba to św. Jan Paweł II. W zasięgu jego osobowości byłem od 1957 r. do jego odejścia. To było takie „powietrze” dla ducha – gdy człowiek je wdychał, stawał się lepszy i bardziej odpowiedzialny za swoje życie.

Jest Ojciec znany z poczucia humoru. Co pomaga człowiekowi osiągnąć radość?

Korzeniem radości jest bliski kontakt z Jezusem, o którym wiem, że mnie kocha. A jak się jest mnichem przez tyle lat, to ten kontakt z Panem Jezusem, lepszy bądź gorszy, jest. Proszę zobaczyć, że jak jesteśmy zakochani, jak kochamy innych, to stajemy się naprawdę radośni. A jeśli się sięgnie do źródeł miłości, do Boga, to się okazuje, że człowiek znajduje się w słońcu Bożej miłości. I z tej perspektywy zauważa się wszystkie najmniejsze powody do radości. Gdy mamy świadomość, że jesteśmy kochani, to wierzymy, iż trudności, smutki, które napotykamy w życiu, przeminą jak ból zęba, jak burza. A potem znów zaświeci słońce.

Zapewnia Ojciec, że radość nigdy nie przeminie...

Oczywiście, że nie przeminie, bo podstawą naszej radości jest tajemnica Zmartwychwstania. Trzeba pamiętać, że nie ma takiego zła, które by się nie skończyło. Najgorsze przeminie! Pan Bóg w miłości, w okazywanym nam miłosierdziu przemieni skutki zła w dobro. To św. Paweł w Liście do Filipian zachęca nas: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!” (4, 4). Mocno w to wierzę. I nadal te słowa powtarzam. Nie stałem się ideałem. Staram się jednak dostrzegać i ukazywać światła wiary.

Czy uśmiech na twarzy i radość w sercu pomagają przejść przez życie? Czy można się tej postawy nauczyć?

Zapewne, chociaż sądzę, że w moim przypadku radosne, optymistyczne usposobienie odziedziczyłem po Mamusi, która była pogodna i otwarta na ludzi. Na podstawie tego, co przeżyłem, mogę powiedzieć, że z taką postawą i mnie się żyje lepiej, i tym, których spotykam na swej drodze. Myślę też, że radość zapewnia świadomość bycia na swoim miejscu. I jako tako jednak – czyste sumienie. Z kolei humor pozwala na pewien dystans w stosunku do siebie samego.

A do bliźniego?

Też, pod warunkiem, że ten nie jest złośliwy/zjadliwy (uśmiech).

Dla wielu ludzi jest Ojciec autorytetem, mędrcem. Proszę powiedzieć, o czym należy w życiu pamiętać, czego się trzymać?

Nie dlatego, że jestem duchownym, ale jako homo sapiens uważam, że rzeczywistość, w której żyjemy, należy brać całościowo, czyli – świat materii i świat ducha z Bogiem na czele. Świat bez Boga to tylko część prawdy, a więc prawda niepełna, w efekcie nieprawda. Można się sprzeciwiać temu stwierdzeniu na różne sposoby, ale z prawdą się nie dyskutuje. Prawdę się przyjmuje albo odrzuca. Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom Niedzieli życzę, by bez zastrzeżeń, radośnie i z dumą przyjmowali Tego, który przychodzi – Jezusa Chrystusa –Drogę, Prawdę i Życie.

A czego Ojciec Leon życzy sobie na rozpoczynający się kolejny rok?

Wszystkiego tego, co jest potrzebne, byśmy się spotkali za rok o tej samej porze w Kościele katolickim, w stanie łaski oraz w wierze, nadziei i miłości. Oczywiście, w założeniu, że Pan Bóg przewidział nasze życie jeszcze do tego czasu.

O. Leon Knabit, benedyktyn
Ceniony duszpasterz, rekolekcjonista i spowiednik. Autor wielu książek i artykułów oraz cieszącego się dużym zainteresowaniem bloga www.ps-po.pl .
Przez lata współpracował z telewizją i radiem. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności duszpasterskiej oraz za krzewienie wiary i zasad moralnych wśród dzieci i młodzieży. Najmłodsi odznaczyli o. Leona w 2017 r. Orderem Uśmiechu.

CZYTAJ DALEJ

Arcybiskup Los Angeles modli się za legendę koszykówki Kobe Bryanta

2020-01-27 14:45

[ TEMATY ]

śmierć

koszykówka

wikipedia.org

Katolicki arcybiskup Los Angeles Jose H. Gomez złożył wyrazy głębokiego współczucia po śmierci amerykańskiej legendy koszykówki 41-letniego Kobe Bryanta. „Modlę się za niego i jego rodzinę” - napisał przewodniczący Konferencji Episkopatu USA na Twitterze. Bryant, gwiazda Los Angeles Lakers, zginął w niedzielę w katastrofie helikoptera w Kalifornii. Według policji wraz z nim życie straciło dziewięć osób, w tym córka Bryant'a trzynastoletnia Gianna. Jego żona Vanessa i pozostałe trzy córki nie były na pokładzie.

Abp Gomez napisał, że tragiczna śmierć gorliwego katolika bardzo go zasmuciła: „Niech spoczywa w pokoju i niech Najświętsza Maryja Panna pocieszy jego bliskich” - napisał hierarcha.

Kobe Bryant grał w drużynie Los Angeles Lakers od 1996 do 2016 roku zdobywając pięć mistrzostw w National Basketball Association (NBA) i dwa złote medale olimpijskie. "Bryant dorastał w rodzinie katolickiej i regularnie uczęszczał do kościoła w Orange County w KaliforniKalifornii" - donoszą amerykańskie media.

Kiedy w 2003 roku został oskarżony o zgwałcenie 19-latki, jego wiara pomogła mu przejść ten trudny okres. Proces cywilny zakończył się ugodą pozasądową. Bryant przeprosił kobietę w 2004 r. choć pozostał wierny swojemu zeznaniu, że nie doszło do gwałtu a spotkanie odbyło się za wzajemnym porozumieniem. W wywiadzie dla magazynu GQ powiedział, że ten trudny czas pomógł mu przetrwać katolicki ksiądz. „Jedyną rzeczą, która naprawdę pomogła mi w tym procesie było to, że jestem katolikiem, dorastałem jako katolik, moje dzieci są katolikami oraz to, że rozmawiałem z księdzem” - powiedział.

Bryant korzystając ze swojej wielkiej popularność zaangażował się w pomoc bezdomnym. Dzięki rodzinnej fundacji Kobe & Vanessa Bryant pomagał biednym ludziom i wspierał finansowanie zakwaterowania dla bezdomnych.

CZYTAJ DALEJ

Batszewa Dagan: "Zabrali mi tę koronę i zrobili ze mnie inne, smutne, żałosne stworzenie"

2020-01-27 20:08

[ TEMATY ]

świadectwo

Auschwitz

Grzegorz Jakubowski

Po przemówieniu prezydenta Andrzeja Dudy, który zabrał głos podczas uroczystości upamiętniających 75. rocznicę wyzwolenia byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, głos zabrani świadkowie tamtych tragedii, byli więzniowie obozu. Wśród czwórki Ocalałych byli: Elza Baker, Batszewa Dagan, Marian Turski i Stanisław Zalewski.

Batszewa Dagan

Nie miałam pasiaka, bo nie starczyło i dali mi mundur rosyjskiego żołnierza. (…) Co zrobili ze mną jeszcze oprócz numeru, który mi wytatuowali, który mam nadal? (…) Wydaje mi się, że najdotkliwszą dla mnie rzeczą na początku była utrata włosów - dawały mi poczucie bycia kobietą — powiedziała pani Batszewa. Szczegółowo opowiada swoją wstrząsającą historię.

Zobacz zdjęcia: 75. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau

Po moich chorobach dostałam się do komanda „Kanada”. Na górach różnych ubrań całego świata spotkałam fotografię moich nauczycieli z Łodzi, bo w 1944 roku była likwidacja getta łódzkiego —mówiła.

Co mi pomogło przeżyć? To, że sama zdecydowała się zrobić coś dla siebie i to co chcę, a nie to, co mi rozkazują. Nie byłam jednak wyzwolona 27 stycznia, ponieważ słyszeliśmy kanonadę rosyjskiej armii i wtedy nie miało miejsce wyzwolenie, tylko po prostu wygnali nas na marsz - podkreśliła.

„Kanada” miała jeden plus - tam mieliśmy co jeść. Co mogliśmy tam jeść? To, co ludzie przynieśli, bo powiedziano im, że jadą pracować i żeby zabrali ze sobą prowiant. Ten prowiant trafiał do „Kanady” — powiedziała.

Czy nauczanie tego tematu jest konieczne i możliwe? Na oba pytania mam odpowiedź - owszem, jest bardzo konieczne i możliwe — mówiła.

Elza Baker

To dla mnie zaszczyt, że mogę brać udział w tym historycznym wydarzeniu upamiętniającym 75. rocznicę wyzwolenia byłego obozu koncentracyjnego i zagłady przez Armię Czerwoną —powiedziała Elza Baker.

Była więźniarka była niezwykle poruszona, wrażenie wywarły na niej wypowiedziane chwilę wcześniej słowa żydowskiej byłej więźniarki Batszewy Dagan.

Poruszyły mnie pomimo tego, że ja sama byłam w Auschwitz, jako 8-letnia dziewczynka. Jest dla mnie zaszczytem być tu, wśród tylu osób, które tak bardzo wycierpiały; być może bardziej ode mnie — mówiła.

Baker dziękowała Polakom za utrzymywanie byłego obozu Auschwitz i za to, że uczynili z niego miejsce pamięci znane na całym świecie.

Sinti i Romów było tu wielu. Bardzo cierpieli, podobnie jak Żydzi — dodała.

Elza Baker nie była w stanie odczytać całego przemówienia. Była więźniarka ma problemy z wzrokiem. Jej słowa zostały odczytane.

W 1944 r., gdy byłam zaledwie ośmioletnią dziewczynką, zostałam zabrana ze swojego domu w Hamburgu i deportowana do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Jako że moja biologiczna matka była Sinti, naziści uznali mnie za Cygankę i uwięzili wraz z tysiącami innych Sinti i Romów w tzw. obozie cygańskim. Spośród 23 tys. więźniów +obozu cygańskiego+ zamordowanych zostało prawie 90 proc. — brzmiały słowa wystąpienia.

Jej zdaniem, „okrutnie niewyobrażalnym jest fakt, że obóz zagłady Auschwitz był tylko jednym z miejsc, gdzie dokonywano zbrodni przeciwko Sinti i Romom”.

W całej okupowanej przez nazistów Europie (…) byli mordowani w obozach bądź rozstrzeliwani przez oddziały egzekucyjne. Dziś wiemy, że ok. 500 tys. Sinti i Romów stało się ofiarami kampanii systemowej eksterminacji — wskazała.

Baker podkreśliła, że w Auschwitz doświadczyła masowego ludobójstwa.

Przed takimi elementami zbrodniczej infrastruktury, jak komory gazowe, czy krematoria usytuowane w niewielkiej odległości od utrzymywanego pod napięciem obozowego ogrodzenia, stały długie kolejki więźniów. Słyszeliśmy rozdzierające krzyki. (…) Widzieliśmy przepastny teren, a na nim otwarty ogień. Ja, 8-letnia dziewczynka, słyszałam jak dorośli rozmawiali, że musiał się skończyć gaz, skoro palili ludzi żywcem — brzmiało wspomnienie.

Elza Baker przebywała Auschwitz pół roku. Jak zaznaczyła, nawet współcześnie jest jej niezwykle trudno wracać tego miejsca. Podkreśliła, że na własnej skórze doświadczyła skutków prześladowań Cyganów; rasizmu.

Ja przeżyłam Auschwitz wyłącznie dzięki szczęściu oraz wielkodusznych czynach niektórych z moich towarzyszy niedoli —dodała.

Baker później została przetransportowana przez Niemców w bydlęcych wagonach do obozu koncentracyjnego Ravensbreuck.

Ocalona podkreśliła, że „przez dziesiątki lat po 1945 r. ludobójstwo na Sinti i Romach było w dużym stopniu ignorowane”. Z prywatnej inicjatywy Vinzenza Rose, jednego z pierwszych aktywistów ruchu praw obywatelskich Sinti i Romów, został w byłym obozie Birkenau wzniesiony pomnik upamiętniający ofiary tego narodu.

Była więźniarka z narodu Sinti powiedziała, że „ci, którzy zostali zamordowani, oraz ci, którzy przeżyli, nigdy nie mogą popaść w zapomnienie”.

Mam nadzieję, że to miejsce pamięci oraz muzeum będą działać przez wiele kolejnych lat jako ostrzeżenie, by chore ideologie oparte na takich zgubnych naukach, jak na przykład eugenika, nigdy więcej nie doszły do władzy — dodała.

Chciałabym powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy, która jest mi bardzo bliska. W obecnych czasach, gdy różne grupy mniejszościowe znów nie mogą zaznać spokoju, mogę jedynie mieć nadzieję, że wszyscy opowiedzą się za demokracją i prawami człowieka — wskazała była więźniarka.

Elza Baker urodziła się w 1935 r. w Hamburgu. Po urodzeniu została adoptowana przez Augustę i Emila Matulatów. Jej biologiczna matka została sklasyfikowana przez nazistów jako „Cyganka”. W marcu 1943 r. została zabrana przez gestapo. Miała zostać przewieziona do Auschwitz, ale jej przybrany ojciec zdołał ją uwolnić. W kwietniu 1944 r. ponownie została zabrana i wysłana do Auschwitz. Spotkała tam czwórkę swoich biologicznych braci i sióstr. Przeżyła w obozie dzięki Romce Wandzie Fischer. 2 sierpnia 1944 r. z jedną z sióstr trafiła do KL Ravensbrueck.

Przybrany ojciec Elzy nieustannie próbował ją uwolnić. W końcu pozwolono mu zabrać dziewczynkę z obozu we wrześniu 1944 r. W 1963 r. wyemigrowała do Wielkiej Brytanii.

2 sierpnia ub.r. Elza Baker uczestniczyła w uroczystościach 75. rocznicy likwidacji przez Niemców tzw. obozu cygańskiego w Birkenau. Przyznała wówczas, że zajęło jej dziesiątki lat, by móc znowu mówić o swoim losie.

Dopiero w latach 90. XX w. znalazłam siłę, by skontaktować się z Centrum Dokumentacji niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu i opowiedzieć swoją historię. Po raz pierwszy mogłam mówić o strasznych doświadczeniach bez załamania. Nawet dziś jest mi trudno powrócić do Auschwitz — mówiła wówczas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję