Reklama

W wolnej chwili

Z placu św. Piotra zniknął żłóbek

Koniec okresu Bożego Narodzenia, czyli Święto Chrztu Pańskiego, przypadał 12 stycznia i do tego dnia na placu św. Piotra można było podziwiać piękny żłóbek, który w tym roku pochodził z wioski Scurelle (prowincja Trydent w północnych Włoszech).

[ TEMATY ]

Bazylika

Boże Narodzenie

św. Piotr

plac

żłóbek

Włodzimierz Rędzioch

Rozbiórka żłóbka na Pl. św. Piotra

W poniedziałek 13 stycznia rozebrano szopkę i wywieziono naturalnej wielkości postacie wykonane w całości z drewna przez artystę Felixa Defloriana i jego dzieci.

Za pontyfikatu Jana Pawła II bożonarodzeniowa szopka stała na placu św. Piotra aż do 2 lutego – Franciszek zmienił tę tradycję.

Reklama

Włodzimierz Rędzioch/Niedziela

Żłóbek w Bazylice św. Piotra

Natomiast do święta Ofiarowania Pańskiego pozostanie piękny żłóbek w Bazylice Watykańskiej, który jak co roku przygotowali pracownicy Bazyliki.

2020-01-14 09:27

Ocena: +3 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Plac ks. prał. Alojzego Schmidta

Niedziela świdnicka 28/2018, str. I

[ TEMATY ]

plac

ks. prał. Alojzy Schmidt

Ryszard Wyszyński

Modlitwa bp. Ignacego Deca przed rozpoczęciem Mszy św. u grobu ks. prał. Alojzego Schmidta

– Popatrz – to jest teraz plac naszego księdza Schmidta – tymi słowami, po przeczytaniu napisu na kamiennej tablicy, zwróciła się do idącej obok chodnikiem starszej mieszkanki Szczawna pani w podobnym wieku, zapewne jej koleżanka. Obie bardzo się z tego ucieszyły, a scenkę z tą wymianą zdań zaobserwowaliśmy, gdy wierni szli do kościoła. Czy można znaleźć piękniejszy dowód na pamięć o nieżyjącym od tak wielu lat kapłanie, jak ciepłe słowa – „nasz ksiądz Schmidt”?

Nieżyjący, dawny długoletni proboszcz szczawińskiej parafii ks. prał. Alojzy Schmidt ma w uzdrowisku plac swojego imienia. Wzruszająca uroczystość z okazji nadania tego patronatu została zorganizowana w niedzielę 24 czerwca br. Była wspomnieniem 100. rocznicy urodzin ks. Alojzego Schmidta, przypadającej 27 czerwca. Zmarły kapłan został pochowany na placu przy kościele na nagrobnej płycie widnieje wymowny napis: „Swojemu duszpasterzowi – parafianie, 12 października 1980”. Plac, który został poświęcony jego pamięci, to nieduży obszar przed granitowym Milenijnym Krzyżem, przyległy do ulicy Kolejowej, na tle znajdującego się w głębi Domu Zdrojowego – największego szczawieńskiego zabytku. W miejscu, gdzie, jak głosi historyczny przekaz, stała nieistniejąca już kaplica, służąca katolikom w czasach, gdy nie było jeszcze w uzdrowisku kościoła katolickiego. Okolicznościowa Msza św., podczas której wspominano dawnego długoletniego proboszcza ks. prał. Alojzego Schmidta i modlono się w jego intencji, została odprawiona w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pod przewodnictwem biskupa świdnickiego Ignacego Deca. W koncelebrze uczestniczyli: ks. prof. Michał Chłopowiec z Wrocławia (krewny Księdza Prałata), ks. Marian Biskup, ks. Romuald Brudnowski, proboszcz parafii w Czermnej, ks. Aleksander Radecki – którzy przed laty rozwijali swoje kapłaństwo u boku ks. Schmidta, ks. inf. Józef Strugarek, emerytowany szczawieński proboszcz, ks. wikariusz Paweł Kuriata i obecny proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP ks. Jarosław Żmuda.

Mszę św. poprzedziła modlitwa przy grobie ks. prał. Alojzego Schmidta, którą poprowadził Ksiądz Biskup. Modlił się za kapłanów, których Bóg powołał już do siebie, a którzy na ziemi za swojego życia głosili słowo Boże. Następnie burmistrz Szczawna-Zdroju Marek Fedoruk i przewodnicząca Rady Miejskiej Ramona Bukowska złożyli w imieniu mieszkańców wiązanki kwiatów na grobie Księdza Prałata, a także krewni dawnego szczawieńskiego proboszcza. Po modlitwie przy grobie procesja mszalna udała się do kościoła przy wtórze płynącej z kościoła przepięknej pieśni uwielbiającej Pana Boga, którą śpiewał młodzieżowy chór parafialny.

– W uroczystość św. Jana Chrzciciela w naszej szczawieńskiej parafii obchodzimy 100. rocznicę urodzin zawsze ciepło wspominanego nieżyjącego proboszcza ks. prał. Alojzego Schmidta, który urodził się 27 czerwca 1918 r. Chcemy podziękować Panu Bogu za jego kapłaństwo – mówił proboszcz ks. Jarosław Żmuda. Powitał uroczyście Księdza Biskupa, rodzinę Księdza Prałata, Burmistrza Szczawna-Zdroju, Przewodniczącą Rady Miejskiej, radnych miasta, księży, którzy przed laty w szczawieńskiej parafii rozpoczynali kapłańską służbę u boku proboszcza ks. Schmidta, wiernych parafii i kuracjuszy uzdrowiska. Wraził wielką wdzięczność Radzie Miejskiej za podjętą uchwałę o nadaniu pobliskiemu pięknemu miejscu nowej nazwy „Plac ks. prał. Alojzego Schmidta”.

– Nie znałem ks. prał. Alojzego Schmidta, który przez starszych parafian w waszej religijnej wspólnocie stał się tak ważny, za swoją wspaniałą kapłańską posługę, a wiedzę o jego dokonaniach i piękne świadectwa jego życia zaczerpnąłem z mowy pogrzebowej bp. Wincentego Urbana, który brał udział w pogrzebie waszego proboszcza – mówił na początku homilii bp Ignacy Dec. Skupił się na trzech wątkach, przypominając to, co wiemy o narodzinach św. Jana Chrzciciela z Ewangelii – w odniesieniu do obchodzonego religijnego święta, przywołał najważniejsze momenty z życia ks. Schmidta, a na końcu wskazał na dobro, jakie przez swoją naukę i dobry osobisty przykład pozostawił po sobie parafianom.

– Ksiądz Alojzy urodził się 27 czerwca 1918 r. w miejscowości Żurawno na Podolu – cytował z mowy pogrzebowej Ksiądz Biskup. Przypomniał, że był to rok zakończenia I wojny światowej i odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości po 123 latach niewoli. Rok szczególny! Mając 19 lat, Alojzy Schmidt wstąpił do wyższego seminarium duchownego. Jako kleryk był studentem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, który miał Wydział Teologiczny. Rektorem tego wydziału był wtedy znakomity dogmatyk ks. Stanisław Frankl, bardzo dobry wychowawca, który doskonale przygotowywał alumnów do posługi kapłańskiej. Kleryk Schmidt studiował w bardzo trudnym czasie, bo w trakcie jego studiów wybuchła II wojna światowa. Pomimo tych niebywałych wielkich trudów udało mu się dokończyć studia seminaryjne. Święcenia kapłańskie przyjął 15 listopada 1942 r. we Lwowie. Potem został skierowany do parafii w Jazłowcu. Tam na początku jego wikariatu wydarzyła się wielka tragedia. Otóż, gdy tam przybył – 7 grudnia 1943 r. – i został przyjęty z wielką radością przez proboszcza ks. Andrzeja Kraśnickiego, nazajutrz, 8 grudnia, nastąpił napad banderowców na plebanię. Księdzu Alojzemu, który próbował uciekać, to nie udało się, bo była śnieżna i bardzo jasna noc. Został pojmany i widział, jak też banderowcy odnaleźli ks. Kraśnickiego, który skrył się na strychu, którego pobito i ledwie żywego wywleczono do lasu, gdzie został zastrzelony. Ksiądz Alojzy udzielał swemu proboszczowi z oddali w cichej modlitwie, znieruchomiały w bólu i przerażeniu, ostatniej religijnej posługi. Sam został zwolniony przez Ukraińców, którzy powrócili jeszcze z lasu, by młodemu księdzu nakazać pod groźbą utraty życia, aby się tu nigdy więcej nie pokazywał. Młody kapłan poszedł na tułaczkę. Po zakończeniu II wojny światowej już w sierpniu 1945 r. ks. Schmidt trafił na polskie Ziemie Zachodnie. Był zaraz po wojnie m.in. nauczycielem religii w I Liceum Ogólnokształcącym w Wałbrzychu, gdzie dojeżdżał na zajęcia. Potem wiele lat pracował w parafii garnizonowej w Jeleniej Górze. Najdłużej – ostatnie 18 lat życia – był duszpasterzem w szczawieńskiej parafii Wniebowzięcia NMP. Zmarł po ciężkiej chorobie 12 października 1980 r. – Zachwycano się jego wielką inteligencją, był wielkim ewangelizatorem, powołanym do głoszenia słowa Bożego. Zawsze się gorliwie przygotowywał do głoszonych kazań. Wiele czytał, sprowadzał uznanych kaznodziejów na rekolekcje w parafii, był też sprawnym organizatorem i budowniczym – postawił z parafianami plebanię, a czasy były niełatwe – akcentował Ksiądz Biskup. – Imię „Alojzy” – gdybyśmy chcieli sięgnąć do genezy oznacza – „chcieć wiedzieć, wiele wiedzieć” i jak widać sporo mówi nam o jego posiadaczu i potwierdza jego zalety – dodał Ksiądz Biskup. Najważniejsze jest jednak to, jak o jego służbie kapłańskiej wypowiadają się wspominający go jako człowieka ogromnej wiedzy i wielkiego serca szczawieńscy parafianie oraz młodzi księża, których charaktery kształtował, a którzy dziś biorą udział w tej pięknej uroczystości – mówił Ksiądz Biskup, kończąc homilię.

Na zakończenie Eucharystii, była jeszcze chwila przeznaczona na zwięzłe wspomnienia księży, którzy po seminarium rozpoczynali swoje posługiwanie w Szczawie-Zdroju. – Ks. prał. Alojzy Schmidt był dla nas, młodych, wzorem, jak należy spełniać kapłaństwo i za to my, jego wychowankowie, chcemy mu dziś złożyć dziękczynienie modlitwą razem z wami parafianami, którzy jego imieniem nazwaliście plac w mieście – mówił jako pierwszy ks. Marian Biskup z Kurii MetropolitalnejWrocławskiej. – Tutaj 47 lat temu rozpoczynałem swoje kapłaństwo i bardzo tę chwilę przeżywam, wspominając ks. prał. Alojzego – podkreślił.

Po Mszy św. na nowo nazwanym placu okolicznościową pamiątkową tablicę, dedykowaną ks. prał. Alojzemu Schmidtowi wspólnie odsłonili bp Ignacy Dec, który ją też uroczyście poświęcił, oraz burmistrz Marek Fedoruk, przewodnicząca Rady Misyjnej Ramona Bukowska, a w imieniu rodziny ks. prof. Michał Chłopowiec siostrzeniec ks. prał. Alojzego Schmidta.

CZYTAJ DALEJ

Rotmistrz Pilecki

Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 16-17

[ TEMATY ]

Pilecki

ipn.gov.pl

Rotmistrz Witold Pilecki

Witold Pilecki – ochotnik do Auschwitz, utożsamiany jest także z oporem Polaków przed czerwonym zniewoleniem po II wojnie światowej.

Życiorys Witolda Pileckiego, dramatyczny, heroiczny, poruszył wielu Polaków. Marsze upamiętniające tę piękną postać odbywają się rokrocznie w całym kraju i poza jego granicami w maju – w rocznicę zamordowania rotmistrza w więzieniu mokotowskim z wyroku komunistycznego „sądu”. Polacy, przybliżając sobie osobę Pileckiego, mogą przyjrzeć się trudnym losom Polski w XX wieku.

Potomek patriotów

Przyszedł na świat 13 maja 1901 r. w Ołońcu w Karelii, należącej do Rosji. Rodzina, pochodząca z Nowogródczyzny, szlachecka – herbu Leliwa, była bardzo patriotyczna. Dziadek Witolda, Józef, został zesłany na Syberię za udział w powstaniu styczniowym, a rodzinie zabrano część majątku. Ojciec Witolda, Julian, zmuszony był podjąć pracę w administracji lasów w Ołońcu. Władze carskie celowo przydzielały Polakom posady w najodleglejszych zakątkach imperium. W 1910 r. zdecydowali z żoną Ludwiką, że przeniesie się ona z dziećmi do Wilna, by wzrastały na ojczystej ziemi. Witold – jak się okazało – wkroczył na drogę wytyczaną niegdyś przez swoich przodków powstańców. Nie sposób w krótkim artykule przedstawić wszystkich jego patriotycznych poczynań; odnotować trzeba jego udział w obronie Wilna przed Sowietami na przełomie 1918 i 1919 r. oraz w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Kochał kawalerię i sztukę. Rozpoczął studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Jednak obowiązek kazał mu zająć się odzyskanym, lecz podupadającym rodzinnym majątkiem Sukurcze nieopodal Lidy na Wileńszczyźnie i pomóc choremu ojcu. W 1931 r. ożenił się z nauczycielką Marią Ostrowską. Z tego małżeństwa narodziły się dzieci – pierworodny Andrzej oraz Zofia. Witold dał się poznać jako energiczny, dobry zarządca, szanujący pracowników, społecznik; w wolnych chwilach malował, pisał wiersze. Po odbyciu służby w 26. Pułku Ułanów Wielkopolskich tworzył formacje konnego przysposobienia wojskowego.

Wojna i konspiracja

W kampanii 1939 r. walczył w składzie szwadronu kawalerii 19. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”, a po jej rozbiciu przez Niemców – w kawalerii 41. Dywizji Piechoty Rezerwy na przedmościu rumuńskim. W listopadzie 1939 r., po przedostaniu się do Warszawy, założył wraz z kilkoma innymi oficerami Tajną Armię Polską (w 1941 r. podporządkowała się Związkowi Walki Zbrojnej). W 1940 r. powstał plan, zgodnie z którym Pilecki, zgłaszając się na ochotnika, trafił do KL Auschwitz jako więzień. Miał tam stworzyć konspirację oraz sporządzić raport o zbrodniach niemieckich. Posługując się nazwiskiem Tomasz Serafiński, dał się schwytać 19 września 1940 r. w czasie łapanki na Żoliborzu.

W piekle Auschwitz

W KL Auschwitz otrzymał numer 4859. Był tam 947 dni. Zawsze podkreślał, że przeżyć pomogła mu wiara. Założył na terenie obozu Tajną Organizację Wojskową oraz Związek Organizacji Wojskowej. Udało mu się zjednoczyć konspirację obozową. Organizował m.in. żywność i lekarstwa dla współwięźniów. Konspiratorzy w obozie przemyślnymi metodami ratowali skazanych na śmierć. Pilecki jednocześnie prowadził przygotowania do powstania przeciwko Niemcom w obozie, stworzył nawet tajny magazyn broni. Po utworzeniu obozu Birkenau również tam on i jego współpracownicy zaczęli wciągać nowych ludzi w krąg konspiracji. Różnymi drogami przekazywał także pierwsze meldunki o ludobójstwie w Auschwitz do Komendy Głównej ZWZ-AK w Warszawie, przesyłane do przywódców mocarstw zachodnich. W 1943 r. Pilecki został ostrzeżony, że Niemcy wpadli na jego trop. Zdecydował się zbiec z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia. Pokłosiem jego misji był obszerny, szczegółowy raport złożony zwierzchnikom. Jego lektura porusza do głębi – świat Auschwitz przedstawiony na jego kartach to przestrzeń jakby nierzeczywista, z nocnego koszmaru. Mordercza praca, głód, biegunka, wszy, tyfus. Odbywa się obłąkańczy taniec śmierci. Zabija się często dla zabawy. Ta codzienna czynność staje się dla niemieckich katów polem jakiejś rywalizacji. Sposobów jest bez liku – pistolet, drąg, igła z trucizną, komora gazowa, krematorium. Pilecki domagał się przeprowadzenia akcji uwolnienia więźniów. Przełożeni ocenili, że Niemcy są za silni.

Znów pod bronią!

W Warszawie przydzielono go do Kedywu i grupy tworzącej antykomunistyczną organizację „NIE”. Posługiwał się nazwiskiem Roman Jezierski. W 1944 r. walczył w Powstaniu Warszawskim. Po jego klęsce był więźniem m.in. oflagu w Murnau. Tam doczekał wyzwolenia i końca wojny. W 1945 r. wyjechał do Włoch, gdzie stacjonował 2. Korpus Polski. Na rozkaz m.in. gen. Andersa w grudniu 1945 r. powrócił do kraju, by przekazywać oddziałom partyzanckim instrukcje władz emigracyjnych o konieczności zaprzestania walki. Sam uważał jednak, że należy walczyć nadal, stawiać opór zniewoleniu narodu.

Ofiara mordu

8 maja 1947 r. został aresztowany przez bezpiekę. Trafił do więzienia przy ul. Rakowieckiej. Mimo brutalnych tortur nie załamał się w śledztwie. 3 marca 1948 r. w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda. Oskarżono Pileckiego m.in. o szpiegostwo na rzecz gen. Andersa i przygotowywanie zamachu na dygnitarzy komunistycznych. Proces miał charakter pokazowy, by zastraszyć przeciwników czerwonej władzy.

Pilecki został skazany na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok – strzał w potylicę wykonał 25 maja 1948 r. Piotr Śmietański, zwany Katem z Mokotowa. Przed śmiercią Pilecki prosił żonę, by codziennie czytała córce fragmenty książki Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.

Ciała rotmistrza nie wydano rodzinie, zostało potajemnie zakopane „na Łączce”. Dopiero w 1990 r. nastąpiło sądowe „uniewinnienie” Pileckiego. W 2006 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego w uznaniu zasług w służbie dla Polski. W 2008 r., w związku z 60. rocznicą śmierci rotmistrza, Senat RP podjął uchwałę, w której uczcił jego heroiczne czyny, stwierdzając m.in., że należy on do najodważniejszych ludzi na świecie i powinien stać się dla Europy i świata wzorem bohaterstwa oraz symbolem oporu przeciw systemom totalitarnym. Polska powinna się nim szczycić.

CZYTAJ DALEJ

Małgorzata Manowska - I prezes Sądu Najwyższego (sylwetka)

Prezydent zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na I prezesa Sądu Najwyższego. Sądem tym pokieruje sędzia z 25-letnim stażem, była wiceminister sprawiedliwości, dotychczasowa dyrektor krajowej szkoły sędziów. Jest drugą kobietą na tym urzędzie w historii SN, po swojej poprzedniczce Małgorzacie Gersdorf.

Jeszcze w sobotę Manowska zapewniała podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, że sędziowie nie muszą obawiać się z jej strony jakiejkolwiek zemsty i odwetu.

"Chciałabym normalnie pracować, chciałabym zasypać ten dół między nami, a przynajmniej doprowadzić do wzajemnej tolerancji i poprawnej współpracy, dlatego że SN i ludzie na to zasługują" - mówiła wtedy sędzia. Wskazywała, że trzeba dążyć do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania SN.

Jak sama siebie określiła jest człowiekiem, "który łączy ludzi w działaniu, a nie dzieli". "Nie jesteśmy żadną nadzwyczajną kastą. Powinniśmy ludziom służyć, a nie być ponad nimi" - mówiła ponadto podczas zgromadzenia SN.

Manowska została wybrana przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wyłonionych w głosowaniu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Na Manowską głosowało 25 sędziów. Był to drugi wynik; największym poparciem zgromadzenia SN cieszył się Włodzimierz Wróbel, na którego głos oddało 50 z 95 sędziów biorących udział w głosowaniu.

Nowa I prezes SN posiada ponad 25-letnie doświadczenie sędziowskie zdobyte w sądach wszystkich szczebli. Po zdobyciu uprawnień sędziowskich orzekała w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi. Karierę orzeczniczą kontynuowała następnie w warszawskim sądzie okręgowym. Przez niemal 14 lat orzekała także w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego trafiła w październiku 2018 r. Prezydent Andrzej Duda powołał Manowską na sędziego SN po rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa. Z uwagi na - podnoszone przez część środowiska sędziowskiego i polityków - wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania sędziowskich członków KRS przez Sejm, skuteczność nominacji Manowskiej do Sądu Najwyższego była kwestionowana.

Podczas sobotnich obrad zgromadzenia SN Manowska była również pytana, czy uważa się za sędziego SN. "Nie, nie uważam się. Ja jestem sędzią SN. Złożyłam ślubowanie przed prezydentem, objęłam obowiązki służbowe" - podkreśliła w odpowiedzi.

Jednocześnie mówiła, że nie podobał się jej "kształt poprzedniej KRS i nie podoba się kształt obecnej". "Moim zdaniem KRS powinna być wybierana w wyborach powszechnych sędziowskich, po to żeby nie było z jednej strony zarzutów, że jest zależna od władzy ustawodawczej, ale z drugiej strony, by nie było zarzutów działania tzw. spółdzielni, a to była powszechna opinia wśród sędziów, że grupy się wybierają" - zaznaczała podczas zgromadzenia SN.

Manowska przez ponad cztery lata - od stycznia 2016 r. - kierowała Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Jak zapewniła podczas zgromadzenia SN, doświadczenie z zarzadzania tą instytucją zamierza przenieść do Sądu Najwyższego. Podkreśliła przy tym, że umiejętności zarządcze są jej atutem.

Jak mówiła, kiedy rozpoczęła zarządzanie tą szkołą, zderzyła się z mobbingiem. "Ja ten mobbing zlikwidowałam. Dla każdego człowieka, który chciał pracować znalazłam właściwe miejsce w krajowej szkole. Nie ma tu ludzi niepotrzebnych i wykluczonych" - wskazywała. Zwróciła też uwagę, że w czasie, gdy była dyrektorem krakowskiej szkoły, absolwenci tej placówki "wreszcie idą do służby po egzaminie sędziowskim". Do swoich sukcesów zarządczych zaliczyła także pozyskanie na rzecz szkoły dwóch nieruchomości.

W kwietniu, na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem procedury wyboru kandydatów na I prezesa SN, media podały, że do internetu wyciekły dane tysięcy sędziów i prokuratorów, które miała w swoich zasobach krakowska szkoła. W sieci pojawiły się prywatne adresy mailowe, adresy zamieszkania, numery telefonów, a także hasła logowania.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lubelska prokuratura regionalna. W konsekwencji śledczy zatrzymali i postawili zarzuty pracownikowi spółki zewnętrznej zarządzającej serwerami szkoły. Manowska komentując tę sprawę mówiła, że prawdopodobne jest, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek zaniedbania jednej z firm zarządzających danymi. W sobotę przed zgromadzeniem SN powiedziała, że "nie takim gigantom się to zdarzało". "Czy to był przypadek, to wykaże postępowanie" - dodała.

Manowska ma za sobą także okres pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Manowska zajmowała się wówczas w ministerstwie sądownictwem powszechnym. Odeszła z resortu po objęciu władzy przez PO-PSL.

Przez uczestników zgromadzenia sędziów wyłaniającego kandydatury na I prezesa SN była pytana - podobnie jak inni kandydaci - o związki z politykami i ich stosunek do polityki. "Miałam takie związki i nie jest to tajemnicą. W 2007 r. przez siedem miesięcy byłam podsekretarzem stanu w MS, ministrem był wtedy Zbigniew Ziobro, a podsekretarzem stanu obecny prezydent Andrzej Duda. (...) Ja się nie zapieram i nie wypieram tych znajomości" - mówiła sędzia Manowska.

Wskazywała jednocześnie, że "przez kilkanaście lat późniejszego orzekania nie wypowiadała się na temat polityki" i nigdy ani jej, ani żadnemu z jej orzeczeń nie został postawiony zarzut upolitycznienia. "Obiecuję, że będę strażnikiem niezawisłości. (...) Nigdy żaden polityk na mnie nie wywierał wpływu w sferze orzecznictwa, nawet nie próbował" - podkreślała.

Nowa I prezes SN jest warszawianką. W stolicy ukończyła też studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na tej samej uczelni obroniła doktorat, a następnie uzyskała habilitację. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Specjalizuje się w cywilnym prawie procesowym.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Marcin Jabłoński

mm/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję