Reklama

Niedziela Łódzka

Abp Ryś u Ewangelików Reformowanych: za darem nawrócenia, jest dar wspólnoty!

- Kościołom będzie bliżej do siebie, jeśli w każdym z Kościołów będziemy głosić nawrócenie, także w stosunku do pozostałych braci. Kościom będzie bliżej do siebie, jeśli każdy z nas zobaczy swoje winy i przestaniemy się bić w cudze piersi. Niech każdy się bije w swoje, a będziemy sobie bliżsi. Bo za darem nawrócenia, jest dar wspólnoty. – mówił metropolita łódzki.

[ TEMATY ]

ekumenizm

wspólnota

Ks. Paweł Kłys

Choć w całym Kościele Katolickim tydzień modlitw o jedność chrześcijan już się zakończył, to w okręgu łódzkim czas wspólnej - ekumenicznej modlitwy trwa nadal. W niedzielny wieczór 26 stycznia nabożeństwu Słowa Bożego w bełchatowskim Kościele Ewangelicko - Reformowanym przewodniczył ks. bp Marek Izdebski - superintendent generalny Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP., a homilię wygłosił abp Grzegorz Ryś – metropolita łódzki.

Ks. Paweł Kłys

W słowie powitania gospodarz bełchatowskiej parafii - ksiądz biskup Marek Izdebski - przypomniał o tegorocznym jubileuszu 20 – lecia - podpisania przez wybrane Kościoły Chrześcijańskie i Kościół Katolicki - wspólnego dokumentu o wzajemnym uznaniu Sakramentu Chrztu i wskazał na wagę tego dokumentu dla jedności - podzielonego jeszcze - Kościoła.

O budowaniu jedności i wspólnocie - która jest drogą do spotkania z Bogiem - mówił w homilii arcybiskup Grzegorz Ryś. - Budowanie jedności ma miejsce wtedy, kiedy należymy do Chrystusa! Wtedy nie ma kłopotu z posłuszeństwem, akceptacją, a nawet z podziwem dla takiego, czy innego lidera w Kościele. Bo my wiemy, że ten jest tylko dobrym pasterzem, ten jest tylko dobrym liderem w jakimkolwiek Kościele, kto sprawia, że ja jestem bliżej Jezusa, a nie bliżej niego. Wtedy buduje się jedność! – zaznaczył kaznodzieja.

Reklama

- Jeśli chcemy przyjąć misję Jezusa wobec nas, to słuchamy Słowa oraz szukamy wspólnoty. Daj się Jezusowi wprowadzić do wspólnoty! Dlaczego? Bo nie wystarcza mi moja prywatna wiara. Wiara jest czyśmy osobistym – jest głęboko osobista - ale nie oznacza, że jest prywatna, nie oznacza, że może być przeżywana w izolacji. Wiara nie jest odpowiedzią na książkę. Nie wystarczy ludziom dać Biblię. Jeśli chcesz człowiekowi przekazać wiarę, musisz wprowadzić go do wspólnoty. Bo w wierze chodzi ostatecznie o miłość, konkretną miłość, której doświadczamy we wspólnocie. – podkreślił abp Ryś.

Podczas dzisiejszego nabożeństwa Słowa Bożego, modlitwę powszechną Kościoła, odmówił dziekan dekanatu bełchatowskiego ks. prał. Zbigniew Zgoda.

Reklama

Nabożeństwo, w którym uczestniczyli mieszkańcy Bełchatowa zarówno z Kościoła Ewangelicko – Reformowanego, jak i Kościoła Rzymskokatolickiego, zakończyło wspólne błogosławieństwo wypowiedziane przez abpa Grzegorza i bpa Marka.

Nabożeństwa ekumeniczne na terenie łódzkiego oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej zakończą się w czwartek 30 stycznia br. nabożeństwem w Kościele Ewangelicko – Reformowanym w Zelowie.

2020-01-27 07:26

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Młodzi ludzie radośni wiarą

2020-09-16 11:29

Niedziela przemyska 38/2020, str. I

[ TEMATY ]

wspólnota

formacja

Archiwum RAM

Letnie wędrówki podczas rekolekcji

Letnie wędrówki podczas rekolekcji

Odbywający się na początku września w Przemyślu Dzień Wspólnoty RAM to okazja do podsumowania całego roku formacji, wakacyjnych rekolekcji i błogosławieństwa nowych animatorów.

Dzień Wspólnoty był przede wszystkim dziękczynieniem za udane i bezpieczne rekolekcje wakacyjne Ruchu Apostolstwa Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej.

CZYTAJ DALEJ

81. rocznica napaści ZSRR na Polskę

2020-09-17 06:48

[ TEMATY ]

historia

Rosja

Wikimedia Commons/dp. Źr.: TASS

Wkroczenie wojsk sowieckich do Polski w 1939

Wkroczenie wojsk sowieckich do Polski w 1939

81 lat temu, 17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

  • Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski
  • Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską
  • Siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów.

Sowiecka napaść na Polskę była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).

Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco: "W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia".

Informacja o wspomnianym tajnym protokole nie dotarła do Polski, mimo że przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat.

Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał: "Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie - i to było bezcenne - gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona". (A. Garlicki "Historia 1815-1939. Polska i świat").

Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał: "Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRS. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych". (J.Beck "Ostatni raport")

Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja. Przyglądał się również jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski - komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin - zastępca Mołotowa - odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty. Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: "Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską".

Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: "Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji".

Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości wschodnią granicę z Polską.

Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał: "Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów". (W.Materski "Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939")

Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: "Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką".

Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: "Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski".

Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): "Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii".

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września "wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse". (P.Wieczorkiewicz "Historia polityczna Polski 1935-1945")

Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rueckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczyły także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP "Sarny", brygada KOP "Polesie" oraz jednostki KOP "Kleck" i "Baranowicze". Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP "Iwieniec", "Głębokie" i "Krasne".

Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna "Polesie", w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 250 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów, którzy na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 r. przez Biuro Polityczne WKP(b) zostali rozstrzelani.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został "Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni", któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: "Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami".

Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: "Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i +oddając+ Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) - w zamian za przesunięcie do +radzieckiej strefy wpływów+ Litwy - miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego". (A.Paczkowski "Pół wieku dziejów Polski 1939-1989")

Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż "nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach".

W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce "Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania" pisał: "Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach - od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową - ponad 1 milion osób (...). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób". (PAP)

https://dzieje.pl/

mjs/ ls/ skp /

(arch.)

CZYTAJ DALEJ

Para prezydencka zainaugurowała drugą edycję akcji sadzenia drzew „sadziMY”

Prezydent Andrzej Duda wraz z żoną Agatą Kornhauser-Dudą zainaugurował w piątek II edycję ogólnopolskiej akcji sadzenia drzew "sadziMY". W ramach akcji przygotowano milion sadzonek do odebrania w siedzibach nadleśnictw i regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych.

Para prezydencka wzięła udział w sadzeniu drzew na terenie leśnictwa Zdroje w Nadleśnictwie Lipusz (woj. pomorskie), najbardziej zniszczonym przez huragan w sierpniu 2017 r. W ramach tegorocznej edycji akcji "sadziMY" dla chętnych przygotowano milion sadzonek do odebrania w siedzibach wszystkich 430 nadleśnictw oraz 17 regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych w Polsce.

Prezydent w rozmowie z Polsat News zachęcał wszystkich do udziału w akcji. "To po pierwsze rozwijanie lasów w Polsce, po drugie to czyste powietrze, bo przecież drzewa nie tylko produkują dla nas tlen, ale przede wszystkim pochłaniają dwutlenek węgla i likwidują zanieczyszczenia. To jest ich wielka rola dla nas, dla naszego zdrowia, samopoczucia" - wskazywał prezydent. Podkreślał, że tam, gdzie są drzewa, tam można również odpocząć, co jest niezwykle cenne.

"Zachęcam wszystkich do tego, bo to jest także przyłożenie własnej ręki do ochrony klimatu nie tylko w Polsce, ale na całym świecie" - podkreślił prezydent.

Jeszcze przed przybyciem pary prezydenckiej, odbyła się konferencja prasowa ministra środowiska Michała Wosia, wiceminister środowiska Małgorzaty Golińskiej, doradcy prezydenta RP ds. ochrony środowiska i polityki klimatycznej Pawła Sałka dyrektora generalnego Lasów Państwowych Andrzeja Koniecznego, zastępcy Szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych – Szefa Logistyki gen. Bogdana Dziewulskiego.

„Nie tylko polscy leśnicy, ale każdy z nas może włączyć się w to, aby Polska była coraz bardziej zielona, zalesiona” – powiedział minister środowiska. Woś stwierdził, że „wbrew manipulacjom polskie lasy mają się dobrze”. „Stan lasów jest coraz lepszy, jest ich coraz więcej, zarówno pod względem powierzchni, jak i zasobności”- dodał. Podziękował wszystkim osobom, zaangażowanym w troskę o dziedzictwo, jakim są polskie lasy.

Paweł Sałek zwrócił uwagę, że lasy pełnią funkcje gospodarcze, przyrodnicze, turystyczne i społeczne. Zaznaczył, że formuła organizacyjno-prawna Lasów Państwowych jest szczególnie bliska prezydentowi Dudzie. „Model gospodarki leśnej prowadzony w polskich lasach jest najlepszy w Europie, a być może na świecie. To oznacza, że ta zrównoważona gospodarka leśna, która daje możliwość pozyskiwania różnego rodzaju dóbr i to, że lasy są powszechnie otwarte i dostępne dla obywateli pokazuje, że ta instytucja sama się finansuje, pomaga w ochronie przyrody i wypełnia wiele funkcji edukacyjnych” – powiedział doradca prezydenta.

Małgorzata Golińska zwróciła uwagę, że akcja „sadziMY” spełnia funkcję nie tylko edukacyjną, ale również integracyjną. „Dzisiaj, dzięki inicjatywie pana prezydenta, spotkają się tutaj leśnicy, a także Wojsko Polskie, służby mundurowe, uczniowie, studenci, wolontariusze. To pokazuje, że całe polskie społeczeństwo czuje się odpowiedzialne za polską przyrodę, środowisko i lasy” – zaznaczyła.

Wskazała, że ustawa o lasach nakłada na leśników obowiązek odnowienia lasu w ciągu 5 lat. Ponadto leśnicy są zobligowani do zachowania ciągłości trwania lasu i jego różnorodności biologicznej. "Działania podejmowane przez leśników to nie tylko odnawianie powierzchni lasów po nawałnicach, to również przebudowa drzewostanów w taki sposób, by stawały się one bardziej stabilne i odporne na sytuacje, z którymi przyjdzie im się mierzyć, np. susze, szkodliwe opady” – mówiła Golińska.

Dyrektor generalny Lasów Państwowych podkreślił, że "huragan 100-lecia" był największym takim kataklizmem w historii Lasów Państwowych. W nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r. nawałnice połamały i wywróciły miliony drzew na powierzchni ok. 70 tys. ha w pasie od Dolnego Śląska przez Wielkopolskę, Kujawy po Kaszuby. Szacuje się, że w ciągu jednej nocy huragan uszkodził, połamał lub przewrócił nawet kilkanaście milionów drzew na obszarze dwa razy większym od Warszawy.

„Uszkodzonych zostało 100 tys. hektarów lasów, z czego 29 tys. uległo całkowitemu zniszczeniu. Największe straty objęły cztery dyrekcje – w Gdańsku, Toruniu, Poznaniu, Szczecinku” - mówił Konieczny. Dodał, że w samym Nadleśnictwie Lipusz szkody wystąpiły na obszarze ok 18 tys. hektarów. „W ciągu jednej nocy 80 proc. powierzchni nadleśnictwa z punktu widzenia gospodarczego, przyrodniczego, społecznego przestało istnieć” – powiedział szef LP.

Poinformował, że do tej pory leśnicy posadzili tutaj nowe drzewa na powierzchni 1620 ha. „Wiosną tego roku odnowiono ponad 1030 ha, a tej jesieni nasadzenia obejmą kolejne 140 ha. Całkowity koszt likwidacji skutków klęski i odtwarzania lasów w Nadleśnictwie Lipusz do zakończenia odnowień w 2023 roku wyniesie około 25 milionów złotych, natomiast w skali całego kraju będzie to ponad miliard złotych” – przekazał Konieczny.

Akcja „sadziMY” jest inicjatywą prezydenta Dudy. Inauguracja pierwszej edycji przedsięwzięcia miała miejsce w kwietniu 2019 r. Wówczas para prezydencka wspólnie z 1000 uczestników wzięła udział w sadzeniu drzew w leśnictwie Jakubowo w Nadleśnictwie Rytel, także zniszczonych przez huragan w sierpniu 2017 r. Dzisiaj rośnie tam m.in. około 300 tys. posadzonych wtedy dębów. Podczas I edycji akcji Polakom przekazano blisko 120 tys. sadzonek drzew.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję