Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Premiera hymnu Górali Polskich na Żywiecczyźnie i diecezji bielsko-żywieckiej

Po raz pierwszy na Żywiecczyźnie i na terenie diecezji bielsko-żywieckiej zabrzmiał 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego, w Ujsołach hymn Górali Polskich. Uroczystą premierę w wykonaniu kapeli Fundacji Braci Golec oraz śpiewaków z oddziału Górali Żywieckich Związku Podhalan poprzedziła Msza św. w oprawie góralskiej pod przewodnictwem bp. Romana Pindla.

[ TEMATY ]

górale

hymn

diecezja.bielsko.pl

Opłatkowe spotkanie góralskie rozpoczęła Eucharystia koncelebrowana w kościele pw. św. Józefa Robotnika w Ujsołach – miejscowości położonej u źródeł Soły. Wśród gości byli m.in. parlamentarzyści, samorządowcy różnego szczebla z terenu pogranicza polsko-słowackiego, władze Związku Podhalan i poczty sztandarowe Związku Podhalan i innych organizacji.

W kazaniu wygłoszonym gwarą góralską ks. Wojciech Pal z bielskiej parafii w Leszczynach zachęcił do szczerości w postawie wobec Boga. „Człowiek się nieraz - jak mawiał Jegomość Tischner - wadzi z Bogiem. I dobrze. Bo lepiej mówić Bogu, co nas boli, co nie pasuje, niż sztucznie udawać, że życie bezproblemowe, i fałszywie przyklaskiwać: ej Pon Bócku, jakie to wszystko i całe pikne. Jeśli nie, to się zrobi temat tabu, a człowiek będzie nieprawdziwy przed Bogiem, zaś jego modlitwa nieszczera” – podkreślił i przypomniał, że nie warto „mieć zwady z Bogiem”.

Reklama

„Nasi ojcowie dobrze to rozumieli: nie wadzili się z Bogiem, że wieje halny, że biją pioruny, że kto umiera, ale palili gromnicę. Bo nie chcieli mieć w sercu zwady z Bogiem, ale przez Maryję ufność do Boga!” – zaznaczył i wskazał na Maryję. „Ona podobnie: usłyszała, że jej serce miecz przebije. Nie wadziła się, ale słuchała, co z tym cierpieniem zrobić. I dzięki temu na końcu - na krzyżowej drodze - nie atakowała żołnierzy, bo Bóg rozświetlił Jej serce miłością i prawdą” – dodał kaznodzieja.

Duchowni koncelebrujący liturgię z biskupem składali się w większości z kapelanów górali oraz proboszczów parafii na Żywiecczyźnie. Liturgię słowa sprawowano w języku polskim i słowackim. Także intencje odczytano w gwarze góralskiej – w dwóch językach. Odbyło się ślubowanie 12 nowych członków Związku Podhalan. Ceremonię poprowadzili kapelan górali żywieckich Adam Ciapka i prezes żywieckiego oddziału ZP Tadeusz Fiedor.

Przed zakończeniem Eucharystii głos zabrał kapelan Związku Podhalan ks. prałat Władysław Zązel, który nawiązał do słów papieża Franciszka o tym, że pasterz powinien czuć zapach swoich owiec. „O to idzie, żeby pasterze czuli swe owce: współczuli, przeczuwali, wyczuwali. Takie piękne słowo, kryjące głęboką treść” – zauważył i zachęcił do twórczego podejścia do tradycji. „Sztandar sprawić jest dość łatwo, już gorzej go nosić, a co dopiero jeszcze być sztandarową postacią” – stwierdził i przypomniał, że stulecie Związku Podhalan to także okazja spojrzenia w przyszłość. „Dajze Boze, aby była świetlana” – zakończył.

Reklama

Bp Pindel zwrócił z kolei uwagę, że hymn Górali Polskich zawiera odwołania do ważnych wartości. „To są wartości religijne, moralne, narodowe. Ta tradycja ma być twórcza. Dobrze się stało, że muzycy świetnie wykształceni w muzyce współczesnej wygrali ten konkurs. Życzę, żeby ta tradycja, której chcecie być wierni, was kształtowała, żeby ta tradycja była żywa, aby pomagała zachować właściwą postawę” – zachęcił.

Po liturgii odbył się specjalny koncert wypełniony kolędami w wykonaniu polskich i słowackich górali. Na koniec hymn Związku Podhalan wykonali muzycy Fundacji Braci Golec p/k Rafała Bałasia oraz śpiewacy z oddziału Górali Żywieckich Związku Podhalan.

Na napisanie hymnu Górali Polskich został ogłoszony konkurs w ubiegłym roku, z okazji 100-lecia organizacji. Wygrali go bracia Golcowie. Łukasz napisał tekst i wspólnie z Pawłem skomponowali muzykę. Po raz pierwszy na świecie zabrzmiał 5 stycznia br. w Ludźmierzu.

Związek Podhalan to najstarsza i największa organizacja górali polskich z całego świata. Ma swoje oddziały nawet poza granicami naszej ojczyzny, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. W 2019 r. ZP świętował jubileusz 100-lecia. Program obchodów miał wiele punktów, jednym z nich była wizyta w Nowym Targu, stolicy regionu prezydenta RP Andrzeja Dudy. Kapelanem ZP był m.in. zmarły w 2000 r. ks. prof. Józef Tischner.

Hymn Związku Podhalan

tekst Łukasz Golec, muzyka Golec uOrkiestra

Wierni tradycji górale som
Wiara i męstwo to nasa broń
Dume i honor krzewimy haw
W ojcyźnie nasej strzec bedziemy góralskich prawd

Broń nos łod złego i zawse chroń
Związek Podhalan z róznyk świata stron
Nasi ojcowie za wiarom śli
Błogosław Boze nasym sprawom po syćkie dni.

Refren:
Górale syćkik świata stron
Przychodzom dzisiok przed Twój tron
Matko Bosko Ludzimiersko
Ej wstawioj sie za nami
U Boga w niebie
Gazduj nom (x2)

Świynty Janie Pawle
Błogosław nom
Tyś nasym Bacom
Stada swego chroń
Obiecujemy dzisiok i my
Zachować miłoś do ojcyzny po syćkie dni.

Ref.

Górole syćkik świata stron
Przychodzom dzisiok przed Twój tron
Matko Bosko Ludzimiersko
Ej wstawioj sie za nami
U Boga w niebie
Gazduj nom

2020-02-03 07:14

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od 223 lat mamy oficjalny hymn Polski

[ TEMATY ]

komentarz

hymn

gashgeron/pl.fotolia.com

Mazurek Dąbrowskiego – utwór patriotyczny oparty na motywach ludowych, od 26 lutego 1927 r. jest oficjalnym hymnem Rzeczypospolitej Polskiej. Rocznice skłaniają do refleksji.

Mazurek Dąbrowskiego powstał w północnych Włoszech, w trudnym momencie dziejów Polski. Naszego państwa nie było wówczas na mapie świata. Istniała jednak nadzieja na restaurację niepodległości dzięki Napoleonowi Bonaparte, który usiłował potęgą militarną porewolucyjnej Francji zaprowadzić nowy porządek w Europie. W jego kampanię włączyły się polskie siły militarne – Legiony, którymi dowodził generał Jan Henryk Dąbrowski. Gdy powstawał hymn, liczono na przywrócenie niepodległości. Słowa napisane zostały pod wpływem wzruszenia, jakie ogarnęło Wybickiego, gdy po raz pierwszy zobaczył polskie mundury, sztandary i insygnia narodowe legionistów. Energia patriotyzmu zawarta w tekście i melodii spowodowała, że utwór jeszcze długo zanim stał się hymnem narodowym, cieszył się popularnością w całej Europie jako swego rodzaju wyznanie wiary w wolność.

Rocznice skłaniają do refleksji. Jeśli hymn polski jest wyznaniem wiary, to w takim razie w jaką Polskę wierzymy? Zgodnie z rękopisem Wybickiego pierwsze słowa pieśni brzmią:

Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy.

Dla mnie osobiście poruszające jest tu utożsamienie kraju z żywą osobą. Ojczyzna jak człowiek – może umrzeć, jednak żyje, dopóki żyją jej obywatele i są zdeterminowani, by bronić własnej tożsamości za cenę krwi. Dopóki żyją Polacy dopóty istnieje Polska. Wydaje mi się, że obecnie gdy naszej niepodległości nie wydaje się zagrażać zewnętrzna agresja, czasem zapominamy, że nie terytorium ani dobrobyt ekonomiczny są najważniejszym atrybutem polskości, lecz duch jej obywateli (przypomniał o tym ostatnio w Warszawie prezydent USA).

Kolejne dwie zwrotki przywołują momenty chwały oręża polskiego w czasie zaboru szwedzkiego, a także wiarę w powodzenie kampanii napoleońskiej. Potem następuje część, która obecnie nie jest już śpiewana (a szkoda):

Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.

Tekst ten wskazuje na priorytetową wartość, od której zależy polska niepodległość. W obecnej chwili trudno być zadowolonym z poziomu dialogu w polskim społeczeństwie. Zgoda nie jest aktualnie naszą mocną stroną. Przywołując tą zapomnianą zwrotkę, warto na nowo pochylić się nad naszą historią i zobaczyć jak wiele straciliśmy poprzez nasze wewnętrzne kłótnie i jak wiele możemy zyskać budując porozumienie narodowe.

Ostatnia zwrotka hymnu ma wydźwięk najbardziej ludowy i przez to tak bardzo porywa autentyzmem:

Już tam ojciec do swej Basi
mówi zapłakany:
„słuchaj jeno, pono nasi
biją w tarabany”.

Nadzieja jest polską cechą. Mimo największych prób dziejowych nigdy nie straciliśmy wiary w przyszłość. Jednak w wolnej Polsce nie oczekujemy już pomocy „z ziemi włoskiej” czy innych kierunków geograficznych. Owe „tarabany” (bębny) należą do nas samych i to my mamy w nie uderzyć. Uderzyć w dobrą pracę, szacunek do człowieka, wspierać rodzinę, strzec wiary, przekazywać młodemu pokoleniu wartości na których zbudują swoją przyszłość. Czas na świadome życie w pięknej Polsce. Ona nie umrze kiedy my ŻYJEMY.

CZYTAJ DALEJ

Oddany Maryi

„Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Matka Boża zawsze była dla niego ważna – najpierw jako idea chrześcijańskiego życia, potem jako żywa osoba. Niebawem uczynił kolejny krok: oddał Jej się bez reszty. Chciał, by Ona sama pisała jego dzieje i losy powierzonych mu ludzi.

Doświadczenie domowe

Wyjściowe jest doświadczenie dziecka. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy” – opowiadał. Wieczorami wsłuchiwał się w dyskusje o cudownej roli Matki Najświętszej i w spory, „która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, «co w Ostrej świeci Bramie», czy Ta, «co Jasnej broni Częstochowy»”.

Wspominał: „Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy (...) stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”.

W podwójnym nabożeństwie zaczęła niebawem dominować Maryja z Jasnej Góry. Może to konsekwencja śmierci matki, bo z chwilą jej odejścia młody Stefan zaczął się coraz bardziej wiązać z Panią Jasnogórską – dalej gorąco czczoną przez ojca.

Doświadczenie historyczne

Z upływem lat maryjne doświadczenie umacniało się przez wydarzenia historyczne. Najpierw osobiste, którym była przede wszystkim śmierć matki, gdy przyszły prymas miał zaledwie 9 lat. Uczył się, że w skrajnych sytuacjach to Ona jest ostatnią nadzieją i że trzeba Jej wszystko zawierzyć. „W trudnych okresach życia, ale pełnych łaski Bożej – podkreślał – wiedziałem już na pewno, że najlepiej wszystko zostawić Matce Najświętszej i wszystko «postawić na Nią». Niech Ona pomaga i zwycięża”.

Za 10 lat przekonanie o potędze Maryi pogłębiło się w nim jeszcze bardziej. Był świadkiem Cudu nad Wisłą: oddania Polski na Jasnej Górze pod opiekę Maryi, wielkiej modlitwy całego narodu i w konsekwencji interwencji z nieba, która zmieniła dzieje świata. Wtedy poznał „mechanizm” cudu.

Do tego doświadczenia odwołał się dwadzieścia kilka lat później, kiedy szukał drogi ocalenia swego narodu przed prześladowaniem polskości i wiary.

Doświadczenie osobiste

Wstąpił do seminarium – chciał zostać księdzem. Latem 1923 r. ciężkie zapalenie płuc przekreśliło wszystkie jego plany; mimo choroby otrzymał jednak święcenia kapłańskie – „na jedną Mszę”. Miejscem ceremonii była kaplica Matki Bożej w katedrze włocławskiej. To nic, że zakrystian powiedział, iż „z takim zdrowiem to nie do ołtarza, ale na cmentarz”. Pomyślał: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na Mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”. Przez długi czas każdą kolejną Mszę św. uważał za być może ostatnią.

Na miejsce odprawienia pierwszej Mszy św. wybrał Kaplicę Cudownego Obrazu. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii” – wyjaśnił.

W niewytłumaczalny sposób szybko wracał do zdrowia. Stało się to w małej, nieznanej wówczas nikomu parafii Matki Bożej Bolesnej w Licheniu, gdzie przez kilka miesięcy przebywał na rekonwalescencji. Wszystko mówiło mu, że uzdrowiła go Matka Najświętsza. Potem powiedział: „Najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej drodze. Wiem, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! ”.

Uzupełnienie intelektem

Biskup skierował go na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dało mu to możliwość intelektualnego pogłębienia tego, co stało się już jego udziałem przez doświadczenie. Maryjność nie była dla niego czymś „poza intelektem”, nie stanowiła kolorowej przybudówki do pobożności. Miała się wiązać nie tylko z miłością, ale także z wiedzą.

Chciał zrozumieć, dlaczego Maryja szła przed nim „jako światło, gwiazda, życie, nadzieja i Wspomożycielka w ciężkiej sytuacji”. I stąd ta reguła: „Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”.

Odkrywał pisma ks. Charles’a Journeta. Poznał nową wizję Kościoła – świętego i niepokalanego na wzór Maryi. Liczący sto stron rozdział Dziewica sercem Kościoła był lekturą, do której nieustannie powracał. To stąd przyswoił sobie teologiczne podstawy szczególnej misji Maryi – Jej bliskości i Jej pośrednictwa.

Na studiach pogłębiał teologię maryjną. Poznał też myśl personalistyczną, co z kolei pomogło mu widzieć w Matce Najświętszej model dla każdej osoby ludzkiej.

Doświadczenia te zebrał w swojej pracy habilitacyjnej, w której zajął się tematyką społeczną i zupełnie nowym tematem: teologią doczesności. Jego rozprawa zginęła podczas wojny, Wyszyński mógł ją jedynie krótko streścić: „«Doczesnością» jestem ja sam, moja dusza i moje ciało, i ja tę moją duszę i moje ciało muszę poprzez życie doczesne oddać Bogu według myśli Bożej”. To jego ukryte motto: nie wybierać drogi życia, ale odczytać to, co zamierzył Bóg.

Weryfikacja doświadczenia

Gdy wybuchła II wojna światowa, na polecenie biskupa opuścił Włocławek. Ukrywał się, ponieważ był poszukiwany przez gestapo. Ostatecznie trafił do podwarszawskich Lasek. Kiedy zbliżał się front, losy powierzonych mu ludzi złożył w ręce Maryi. „Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” – wspominał. I dalej: „Nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca”.

Już nie musiał polegać na maryjnym doświadczeniu ojca. Zdobywał własne. Sam stał się bowiem świadkiem opieki i cudów Matki Bożej.

Maryjny biskup

Myślał o tym, żeby zająć się pracą naukową i społeczną, gdy nieoczekiwanie otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa diecezji lubelskiej. Dotarła do niego w uroczystość Zwiastowania w 1946 r. Początkowo nie chciał przyjąć tej nominacji, ostatecznie jednak uznał datę za znak z nieba – że ma jak Maryja powiedzieć „fiat”.

Na miejsce konsekracji wybrał Jasną Górę, a wizerunek Królowej Polski umieścił w swoim herbie. „Ten herb to nie ozdoba” – wyjaśnił. „To nie tylko znak. To program mego posłannictwa”. Nowy biskup umieścił w nim też maryjne motto, które stało się jego zawołaniem: „Soli Deo” – „ [wszystko] Samemu Bogu”.

Dwa nabożeństwa

Był związany z Matką Jasnogórską, ale w swojej diecezji szerzył kult Niepokalanego Serca. Już wtedy umiał odczytywać znaki czasu i z całych sił popierał maryjny program kard. Augusta Hlonda, który 8 września 1946 r. poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W przygotowania do tego aktu zaangażował się tak mocno, że mimo iż był biskupem zaledwie od 5 miesięcy, to właśnie jemu – najmłodszemu z hierarchów – kard. Hlond zlecił wygłoszenie kazania podczas wrześniowych uroczystości.

Kiedy opuszczał diecezję, powiedział: „Przyszedłem do Was pod znakiem Maryi Jasnogórskiej. Dziś, gdy idę dalej w swej życiowej misji, zostawiam Was na kolanach przed Jej Niepokalanym Sercem”.

Prymas

Kiedy po 2 latach został następcą prymasa Hlonda, powiedział: „Moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy”. Do czasu uwięzienia wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Dostrzegł, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy dzieją się w dni Jej poświęcone. Sam zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne.

Był świadomy maryjnej spuścizny poprzednika i nazywał ją pięknie „szczęśliwym atawizmem prymasów Polski”. Wyszyński przyznawał się do dawnej polskiej pobożności i widział w niej receptę na ocalenie narodu.

Pytany o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Hlonda odpowiedział krótko: „Sam zaufałem Maryi i uczynię wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, zostało wykonane”. Czekał na wypełnienie się proroctwa jego poprzednika – na „zwycięstwo przez Maryję”.

Wprowadził jednak pewne novum – podejmował dzieło Augusta Hlonda pod znakiem jasnogórskim.

Droga jasnogórska

Jasnogórską Ikonę uczynił ośrodkiem całego swego programu. O więzi prymasa z tym miejscem najlepiej świadczy wyznanie: „Stoję na progu kaplicy jasnogórskiej i tam zawsze chcę być. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze”.

W 50. rocznicę święceń wyznał: „Wiele rzeczy w moim życiu pragnąłbym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i słabości. Ale (...) na jednym odcinku nie pomyliłem się: na drodze duchowej na Jasną Górę. Drogę tę uważam za najlepszą cząstkę, którą Bóg pozwolił mi obrać”.

Tajemnica życia

Z wolna zaczęła w nim dojrzewać myśl o oddaniu się Maryi w niewolę za wolność Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu w 1953 r. To ofiarowanie się do całkowitej dyspozycji Matce Bożej było odtąd „tajemnicą jego życia”.

Ale maryjnego misterium nie uważał za swoje odkrycie ani za swoją własność. Wiedział, że jego udziałem stało się doświadczenie, które jest istotą tożsamości polskiego narodu: „Jestem dzieckiem tego narodu, który uważa, że Matką jego jest Święta Boża Rodzicielka. (...) Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko (...) przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki i Pani Jasnogórskiej można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście, mocami Bożymi! Taka jest bowiem wola Boga (...): «Maryja dana jest ku obronie narodu polskiego»”. „Mam na to mnóstwo dowodów” – dodał.

Niewola u Maryi

Gdy sytuacja polskiego Kościoła wydawała się przegrana, oddał się Jej jako żertwa ofiarna za wolność Kościoła i za ocalenie polskiego narodu. Uczynił to w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Przysięgał Maryi: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności”.

To kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

Oddany Maryi godził się na wszystko. „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Nieoczekiwanie, na fali „polskiego października”, jesienią 1956 r. więzień wyszedł na wolność.

Plan

Od tamtej chwili Wyszyński chciał „szczęśliwy atawizm prymasów” obudzić w całym narodzie. Miał długofalowy plan. Wiedział, w jaki sposób Maryja z Jasnej Góry obali struktury zła...

„Wyszyńskiego opanowała jakaś szaleńcza idea, mianowicie, że tutaj, w Polsce (...) rozstrzygną się losy światowego komunizmu”– powiedział w czerwcu 1958 r. Zenon Kliszko, odpowiedzialny w PZPR za politykę wobec Kościoła.

Miał rację. Prymas rzeczywiście był przekonany, że Kościół i Polska wchodzą w decydujący moment historii. „Los komunizmu rozstrzygnie się nie w Rosji, lecz w Polsce” – przepowiedział. Czekał na interwencję jedynego prawdziwego sojusznika – nieba. Ale wiedział, że działanie Maryi jest odpowiedzią na działanie ludzi na ziemi...

Pamiętał o lekcji z 1920 r. Nowy cud nad Wisłą wymagał spełnienia podobnych jak wtedy warunków.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Brenes przebacza sprawcy podpalenia kaplicy Krwi Chrystusa

2020-08-03 17:56

[ TEMATY ]

przebaczenie

podpalenie

Krew Chrystusa

markito/pixabay.com

Papież Franciszek skierował list do kard. Leopoldo José Brenesa, arcybiskupa Managui w Nikaragui. Wyraził w nim swój smutek i zapewnił o wsparciu modlitewnym w związku z piątkowym atakiem na miejscową katedrę. W wyniku podpalenia przez nieznanego sprawcę zniszczony został zabytkowy krucyfiks i wnętrze kaplicy Krwi Chrystusa.

Kard. Brenes odczytał papieski list podczas Mszy odprawionej w niedzielę, którą ogłosił „dniem ciszy i modlitwy”. „Drogi bracie, towarzyszę ci w smutku z powodu tego aktu wandalizmu, jestem blisko ciebie i twojego ludu. Modlę się za was wszystkich” – napisał papież.

W homilii hierarcha podziękował Franciszkowi za jego solidarność wyrażoną także podczas niedzielnej modlitwy „Anioł Pański“. Kardynał wymienił także liczne wyrazy solidarności, które napływają od przedstawicieli Kościoła na całym świecie. „Nieprzyjaciele chrześcijaństwa mogą spalić wszystkie krucyfiksy, ale nie zniszczą naszej wiary. Dlatego przebaczam sprawcy ataku i zapewniam go, że nic nie może oddzielić nas od miłości Chrystusa” – powiedział purpurat.

Spalenie wiekowego krucyfiksu spotkało się także z żywą reakcją wiernych, którzy na Facebooku masowo zaczęli umieszczać zdjęcia, na których widać ich modlących się w swoich domach.

„Modlitwa jest naszą siłą, nasza wiara pozostaje silniejsza niż kiedykolwiek” – czytamy w jednym z postów.

Na stronie diecezji Managua zamieszczono komunikat, w którym czytamy, że w najbliższych dniach podane zostaną do wiadomości informacje o procesie rekonstrukcji spalonego krucyfiksu i kaplicy Krwi Chrystusa.

W ostatnim czasie w kilku kościołach w Nikaragui miały miejsce ataki i profanacje Najświętszego Sakramentu. 29 lipca nieznani sprawcy zbezcześcili kaplicę Matki Bożej Nieustającej Pomocy w gminie Nindirí, a dwa dni wcześniej, w tym samym mieście, w jednej z parafii, w kaplicy Matki Bożej, zostało zrzucone na ziemię tabernakulum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję