Reklama

Nauka

Polska – Stolica Apostolska, pierwsza monografia tysiącletnich relacji

„Polska - Stolica Apostolska. Z dziejów wzajemnych relacji w 100. rocznicę odnowienia stosunków dyplomatycznych” to pierwsza pełna monografia ponad tysiącletnich relacji dyplomatycznych łączących Polskę z Papiestwem.

2020-02-06 18:34

[ TEMATY ]

Polska

Polska

monografia

Stolica Apostolska

KEP

Jej wydawcą jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Książka pod redakcją Wojciecha Bilińskiego (także pomysłodawcy koncepcji) przy współpracy Piotra Samerka i Huberta Wajsa, zawiera teksty znakomitych historyków i dyplomatów oraz bogaty materiał ilustracyjny i źródłowy. Stanowi cenny wkład do europejskiej historiografii. Okazją do jej wydania jest 100-lecie wznowienia relacji dyplomatycznych pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Stolicą Apostolską.

Zamierzeniem twórców tej edycji jest prezentacja w formie popularno-naukowej - aczkolwiek nie pozbawionej rzetelnej źródłowej analizy - tysiącletnich związków Polski z papieskim Rzymem wraz z ich licznymi sukcesami, ale też i skomplikowanymi meandrami. Monografia ukazuje, że dla Polski Rzym jako stolica zachodniego chrześcijaństwa był niemal zawsze istotnym punktem odniesienia, a nieraz także gwarantem suwerenności. Z kolei dla Papiestwa Polska, jako jeden z większych chrześcijańskich krajów Europy, była istotnym i jednym z najbardziej lojalnych partnerów na arenie międzynarodowej. Dodatkowo książka w szczegółowy sposób prezentuje historię przedstawicielstw papieskich w Polsce, jak i polskiej reprezentacji nad Tybrem. Ramy czasowe publikacji obejmują czasy od Mieszka I do chwili obecnej.

Publikacja MSZ przeznaczona jest dla szerokiego grona odbiorów: historyków, dyplomatów, dziennikarzy oraz wszystkich zainteresowanych tematem.

Towarzyszy jej bogaty zestaw ilustracji (ponad 500), na który składają się dokumenty z epoki, ikonografia malarska, fotograficzna i mapy, pozyskane z polskich i zagranicznych archiwów, bibliotek i muzeów. Wiele z nich prezentowanych jest po raz pierwszy.
Podkreślić należy ich precyzyjny dobór i rozmaitość form, co wpisuje się doskonale w tok narracji poszczególnych artykułów. Imponująco przedstawia się strona graficzna edycji, której autorem jest Jacek Szczęsny Kotela.

Reklama

Można mieć nadzieję, że jej publikacja w formie dwujęzycznej (polsko-angielskiej) ze streszczeniami po włosku, przyczyni się do zainteresowania badaczy z innych krajów relacjami między Polską a Papiestwem i ich rolą w dziejach Europy.

Pierwszy rozdział: „Polonia et Sedes Apostolica. Relacje polityczne, religijne i dyplomatyczne od X do XV wieku”, autorstwa dr. Huberta Wajsa, dyrektora Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, ukazuje kluczowe znaczenie, jakie dla powstającego państwa Piastów miały relacje z Papiestwem. To dzięki przyjęciu chrztu przez Mieszka I oraz oddaniu państwa pod symboliczną opiekę Stolicy św. Piotra, wyrażonej w dokumencie „Dagome iudex”, Polska weszła w obręb kultury Zachodu. Zagwarantowanie jej odrębności kościelnej w trakcie Zjazdu Gnieźnieńskiego umożliwiło także zachowanie suwerenności politycznej. Autor ukazuje, że już w XI stuleciu państwo Piastów stało się istotnym partnerem dla papieża Grzegorza VII w trakcie jego sporu z cesarzem niemieckim.

Od XII wieku rozpoczynają się systematyczne wizyty legatów papieskich, nazywanych kolektorami, na ziemiach ówczesnej Polski. Miały one z jednej strony charakter ekonomiczny (kontrola poboru świętopietrza i innych danin), ale zarazem umacniały i podnosiły znaczenie miejscowych struktur kościelnych i ich autonomii wobec władzy świeckiej. Dobre stosunki z Papiestwem owocowały też szybkim rozwojem edukacji i kultury, czego wyrazem była m. in. zgoda papieża na powołanie Akademii Krakowskiej (późniejszego uniwersytetu) w 1364 r.

Olbrzymie znaczenie dla dobrych relacji z Papiestwem uwydatniło się podczas licznych wojen i sporów z Zakonem Krzyżackim, kiedy to Stolica Apostolska okazywała na ogół zrozumienie dla interesów polskich. A po Unii Krewskiej (1385) umożliwiającej chrzest Litwy, Polska stała się istotnym partnerem Papiestwa w zakresie ewangelizacji tych terenów i włączenia ich w krąg wpływów Rzymu.

Królestwo Polskie, poczynając od XIV wieku, stawało się stopniowo istotnym sojusznikiem Stolicy Apostolskiej wobec narastającego naporu tureckiego na tereny środkowo-wschodniej Europy.

Znaczna intensyfikacja relacji z Papiestwem za czasów monarchii Jagiellonów, wzmocniona także zagrożeniami, jakie niosły ze sobą prądy reformacyjne w sąsiednich Niemczech, zaowocowała decyzją o nominacji nuncjusza Zachariasza Ferreriego w 1519 r., a stała nuncjatura ustanowiona została w 1555 r. za Zygmunta Starego. Pierwszym nuncjuszem na stałe rezydującym w Krakowie został wtedy Alvise (Luigi) Lippomano.

Bp prof. Jan Kopiec przedstawił pracę nuncjuszy apostolskich w państwie polsko-litewskim od XVI do XVIII wieku. Przypomniał, że Sobór Trydencki (1545 – 1563) wyposażył papieskich przedstawicieli w kompetencje w sprawach apelacji oraz procesów informacyjnych kandydatów na biskupstwa. A na miejscu we współpracy z biskupami, nuncjusze mieli współdziałać we wprowadzaniu reform kościelnych mających postawić tamę rozwijającej się reformacji. W Polsce zadaniem nuncjuszy było wspieranie reform wewnętrznych w Kościele, w celu m. in. osłabienia wpływów protestantyzmu. Ale również uwrażliwienie polskich władców na niebezpieczeństwo tureckie i współpraca z Papiestwem w celu obrony chrześcijańskiej Europy. Do momentu utraty niepodległości na czele nuncjatury apostolskiej w Polsce stało 64 nuncjuszy, z czego 61 było Włochami. Byli oni na ogół starannie wykształceni w renomowanych uczelniach europejskich, głównie w zakresie obojga praw. Choć najważniejszymi z punktu widzenia Rzymu były poselstwa w Austrii, Francji, Hiszpanii i Portugalii, to znaczenie nuncjatury w Polsce stopniowo rosło.

W okresie I Rzeczypospolitej papieże w stosunkach z Polską pokładali nadzieje m. in. na doprowadzenie do zawarcia unii kościelnej Moskwy z Rzymem, w co realnie wierzono od czasów Unii Florenckiej w 1439 r. Wspierali zawarcie Unii Brzeskiej w 1596 r., która nie przyniosła jednak spodziewanego rezultatu, a na dodatek znacznie skomplikowała relacje z Moskwą.

Z kolei dr Wojciech Biliński z MSZ opisał sposób funkcjonowania reprezentantów dyplomatycznych państwa polsko-litewskiego przy papieżu w XVI-XVIII stuleciach oraz różne ich kategorie. Szczególne znaczenie mieli wśród nich kardynałowie protektorzy Królestwa Polskiego. Dopiero bowiem w latach 60. XVIII w. Polska założyła stałą placówkę dyplomatyczną w Rzymie. Okazjonalne misje, sprawowane przez dyplomatów kościelnych i świeckich, przebywały tam od kilku do kilkunastu miesięcy. Wyjątkiem była kilkakrotna, w latach 1500-1522 obecność bp. Erazma Ciołka, którego można uważać z pierwszego „quasi-stałego” posła. Dopiero król Stanisław August Poniatowski powołał pierwszego rezydującego permanentnie dyplomatę. Wyjątkowy charakter dyplomatyczny miały poselstwa obediencyjne, z których do historii przeszły te Jerzego Ossolińskiego w 1633 r. i Michała Kazimierza Radziwiłła w 1680 r. - swoim kolorytem i bogactwem przyćmiewały nawet poselstwa francuskie czy hiszpańskie.

Znaczenie Polski w oczach Rzymu jako „przedmurza chrześcijaństwa” (antemurale christianitatis) osiągnęło swoje apogeum podczas panowania Jana III Sobieskiego, którego zwycięstwo w 1683 r. nad Turkami pod Wiedniem zaowocowało powstaniem Ligi Świętej, w której Polska była równoprawnym członkiem obok Stolicy Apostolskiej, Cesarstwa Habsburskiego i Republiki Weneckiej. Jednak w XVIII stuleciu Rzeczpospolita pogrążona w sporach wewnętrznych i zagrożona przez mocarstwa ościenne przestała być atrakcyjnym partnerem dla Papiestwa.

Warto jednak zauważyć, że po trzecim rozbiorze papieski nuncjusz Lorenzo Litta, opuścił Warszawę dopiero w 1797 r., jako ostatni z europejskich dyplomatów.

Stosunek Stolicy Apostolskiej wobec ziem polskich i polskiej emigracji niepodległościowej w latach 1795 – 1918 analizuje w kolejnym rozdziale prof. Andrzej Szwarc. Badacz wyjaśnia, że z mapy Europy zniknęło państwo, w którym dominującą religią był katolicyzm i które utrzymywało ze Stolicą Apostolską bliskie i dobre stosunki. Jego miejsce zajęły monarchie absolutne, dążące do podporządkowania sobie Kościołów lokalnych przez osłabienie ich związków z Rzymem, zmniejszenie władzy biskupów i konfiskatę majątków kościelnych. Jednakże w politycznej doktrynie Rzymu dominowało niestety przekonanie o sakralnej sankcji władzy monarchów europejskich i konieczności utrwalania sojuszu ołtarza z tronem, choć ten ostatni ograniczał prawa Kościoła katolickiego i jego wyznawców. W tej sytuacji niemożliwe było wsparcie dla idei niepodległości Polski, chociaż nie ograniczało to zainteresowania Papiestwa losem Kościoła i katolików na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej.

Prof. Szwarc opisał szczegółowo zabiegi polskiej Wielkiej Emigracji o prawidłowe informowanie Stolicy Apostolskiej o sytuacji na ziemiach polskich, a w szczególności powołanego w tym środowisku zgromadzenia zmartwychwstańców. Dzięki temu Stolica Apostolska zajęła wobec Powstania Styczniowego 1863 znacznie bardziej zniuansowane stanowisko niż to miało miejsce w przypadku Powstania Listopadowego, i odrzuciła propozycję jego potępienia, sugerowaną przez rosyjskiego posła w Rzymie, co więcej papież Pius IX ogłosił we wrześniu 1863 r. dni uroczystych modlitw za Polaków, a 3 lata później wsparł propozycję powołania Kolegium Polskiego w Rzymie, pomimo ostrego sprzeciwu państw zaborczych.

Postulat niepodległości Polski zaczął popierać u schyłku I wojny światowej papież Benedykt XV, w szczególności po wybuchu rewolucji lutowej w Rosji. Wyrazem tej nowej linii było wysłanie do Warszawy w maju 1918 r. wizytatora apostolskiego, prałata Achillesa Rattiego.

O dyplomacji Stolicy Apostolskiej wobec niepodległej Polski w dwudziestoleciu międzywojennym pisze ks. prof. Stanisław Wilk SDB, który przedstawił proces uznania odrodzonego państwa polskiego przez Stolicę Apostolską i odnowienia stosunków dyplomatycznych, a także rolę, jaką odegrał pierwszy nuncjusz Achilles Ratti. Wielkie zasługi abp Ratti położył przy scaleniu Kościoła w Polsce po 123 latach zaborów. Już jako papież Pius XI osobiście nadzorował prace nad Konkordatem, który ostatecznie został podpisany w 1925 r. Prezentując dokonania kolejnych nuncjuszy: Lorenzo Lauriego, Francesco Marmaggiego i Filippo Cortesiego, autor tekstu zaakcentował, że Polska – choć jej relacje w okresie międzywojennym ze Stolicą Apostolską nie były pozbawione napięć – wypracowała stosunki wzajemne oparte na szacunku i współpracy, bodaj chyba jako jedyne duże państwo europejskie w tym czasie.

Wznowienie działalności polskiego poselstwa przy Stolicy Apostolskiej opisał Wojciech Biliński. Przedstawił niełatwą misję posła Józefa Wierusza-Kowalskiego, pierwszego przedstawiciela Rzeczpospolitej po zaborach, która zakończyła się niepowodzeniem. Po niej nastąpił długi, trwający siedemnaście lat, okres kierowania placówką przez ambasadora Władysława Skrzyńskiego, który z powodzeniem realizował politykę polską w Watykanie, korzystając z sympatii, jaką miał wobec Polski papież Pius XI, choć nie obyło się też wobec poważnych problemów we wzajemnych relacjach, jak choćby w związku z watykańskim planem wprowadzenia w Polsce obrządku wschodniosłowiańskiego czy implementacji konkordatu. Blisko dwuletni vacat na stanowisku ambasadora w latach 1938-1939 obniżył poziom relacji. Jednakże umiejętna działalność chargé d'affaires a.i. Stanisława Janikowskiego wspieranego przez radcę kanonicznego Waleriana Meysztowicza: „zapewniła ciągłość działania placówki” i pozwoliła na przekazanie jej kolejnemu ambasadorowi Kazimierzowi Papéemu w przededniu wojny.

Bardzo interesujący jest rozdział autorstwa Piotra Samerka z MSZ poświęcony dyplomacji rządu II RP na uchodźstwie wobec Stolicy Apostolskiej, skoncentrowany głownie wokół osoby i działalności Kazimierza Papéego, ambasadora w latach 1939–1958, a później w sposób mniej formalny przedstawiciela polskich władz emigracyjnych aż do 1976 r. Autor opisał najpierw zabiegi Papéego po wybuchu wojny o poparcie sprawy polskiej u papieża Piusa XII, czemu towarzyszyła szeroko zakrojona akcja informacyjna polskiej ambasady, polegająca na dostarczaniu najważniejszym osobom w Stolicy Apostolskiej stałych raportów, informujących o sytuacji na okupowanych ziemiach polskich, jak i działalności rządu na emigracji. Dotyczyły one także prześladowań ludności żydowskiej przez Niemców. Przyniosło to sukces w 1942 r. kiedy to Pius XII w orędziu bożonarodzeniowym jasno wypowiedział się o ofiarach wojny skazywanych na śmierć „tylko z powodu swojej narodowości bądź pochodzenia”. Z kolei podczas Powstania Warszawskiego dzięki zabiegom ambasadora Papéego Watykan interweniował u sprzymierzonych o pomoc dla ludności stolicy, a media watykańskie informowały o okrucieństwach wojsk niemieckich.

Samerek zauważa, że po wojnie i przejęciu władzy w Polsce przez komunistów, dla polskiego rządu w na emigracji relacje ze Stolicą Apostolską miały charakter priorytetowy.

Ks. Paweł Wójcik SVD z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w rozdziale: „Państwo-Kościół-Stolica Apostolska w latach 1945 – 1989” opisuje skomplikowane meandry watykańskiej Ostpolitik w okresie PRL-u, oraz radykalną i korzystną jej zmianę po objęciu sterów Stolicy Piotrowej przez Jana Pawła II. Cały okres komunistyczny można zdefiniować jako „skomplikowaną grę w trójkącie”, czasami w ramach dialogu, innym razem w ostrym zwarciu między stronami. W wyniku cierpliwie prowadzonego dialogu, w połowie lat siedemdziesiątych udało się Stolicy Apostolskiej nawiązać zinstytucjonalizowaną formę relacji dwustronnych z rządem PRL w postaci stałych kontaktów roboczych – absolutnie wyjątkowych w całym bloku wschodnim. Wreszcie lata osiemdziesiąte, czas pontyfikatu Jana Pawła II, to pełna nieoczekiwanych zwrotów droga do wznowienia relacji dyplomatycznych Polska – Stolica Apostolska, która odzwierciedlała ewolucję sytuacji politycznej w Polsce. Ostatecznie zakończyła się ona po wyborach 4 czerwca 1989 decyzją o normalizacji stosunków dyplomatycznych i wymianie stałych przedstawicieli w rangach nuncjusza i ambasadora.

Ostatni rozdział, autorstwa Marka Pernala z MSZ poświęcony jest stosunkom dyplomatycznym Polski i Stolicy Apostolskiej w ostatnim 30-leciu, po przełomie 1989 r. Opisuje negocjacje, jakie toczyły się wokół konkordatu, podpisanego 28 lipca 1993 r., a później przez 5 lat blokowanego przez parlamentarną lewicę. Przypomina, że w oparciu o Konkordat - i bazujące na nim zapisy w Konstytucji RP - został zbudowany w Polsce nowy model relacji z państwem, zgodny ze współczesnymi standardami prawa międzynarodowego. Omawia też znaczenie reformy administracyjnej Kościoła w Polsce, przeprowadzonej w kilku etapach, a ogłoszonej w papieskiej Bulli „Totus Tuus Poloniae populus” z 1992 r.

Pernal podkreśla, że wejście w życie Konkordatu że Stolicą Apostolską zbiegło się w czasie z rozpoczęciem negocjacji akcesyjnych Polski z Unią Europejską. Przyznaje, że „papież Jan Paweł II i Stolica Apostolska konsekwentnie byli ważnymi sprzymierzeńcami Polski w tym procesie”.

Autor podkreśla zasługi abp Józefa Kowalczyka, który był jednym z najdłużej urzędujących nuncjuszy papieskich w historii (21 lat) oraz jego następców abp Celestino Migliore i abp Salvatore Pennacchio.

Pernal omawia też pracę Ambasady Polskiej przy Stolicy Apostolskiej, kierowanej w tym okresie przez Henryka Skubiszewskiego, Stefana Frankiewicza, Hannę Suchocką, Piotra Nowinę-Konopkę i obecnie Janusza Kotańskiego. Konstatuje, że „wyjątkowo bliski charakter stosunków łączących Polskę ze Stolicą Apostolską pozostał trwałym elementem polsko-watykańskich relacji także po śmierci Jana Pawła II, o czym świadczy m.in. intensywność wizyt najważniejszych przedstawicieli Polski w Watykanie oraz podróży duszpasterskich kolejnych papieży do Polski”.

Publikacja MSZ jest cennym uzupełnieniem do dziejów dyplomacji polskiej. Ukazuje ona zarówno znaczenie dziejowych kontaktów Polski ze Stolicą Apostolską jak i wytycza drogi tych relacji na przyszłość.

Cenne jest, że ukazuje się w momencie rozpoczęcia obchodów 100. Rocznicy urodzin Karola Wojtyły – papieża Jana Pawła II.

Miejmy nadzieję, że książka „Polska-Stolica Apostolska” wydana niekomercyjnie przez MSZ znajdzie się także w szerszym obiegu.

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Promocja monografii

[ TEMATY ]

monografia

Zofia Białas

W dniu 4 października w II LO im. Janusza Korczaka odbyła się promocja monografii zatytułowanej „Od Liceum Pedagogicznego do II Liceum Ogólnokształcącego im. Janusza Korczaka w Wieluniu 1945 – 2015. T.1. Książka ukazała się w 74. rocznicę powstania Państwowego Liceum Pedagogicznego w Wieluniu. Uroczysta promocja zgromadziła wielu zacnych gości, w tym Starostę Wieluńskiego Marka Kielera, radnego Sejmiku Wojewódzkiego Andrzeja Chowisa, radnych Grażynę Ryczyńską, Andrzeja Stępnia, dyrektorów szkół i placówek kulturalnych, członków Stowarzyszenia Absolwentów „Korczak”, twórców monografii, absolwentów, sponsorów, przedstawicieli młodzieży…

Zobacz zdjęcia: Promocja monografii

Monografia rodziła się od listopada 2015 roku (70 lat od powstania PLP). Wtedy odbyło się pierwsze spotkanie. Później odbyło się kolejnych dwadzieścia. Wszystkie zostały udokumentowane protokołami.

Składająca się z trzech części monografia pod red. prof. dra hab. Stanisława Tadeusza Olejnika – absolwenta PLP - jest historią wieluńskich szkół kształcących nauczycieli: Liceum Pedagogicznego (1945 – 1969), Liceum Pedagogicznego dla Wychowawczyń Przedszkoli (1965 – 1975), Studium Wychowania Przedszkolnego (1973 -1984), Studium Nauczycielskiego (1982 -1995) oraz Kolegium Nauczycielskiego w Wieluniu (1992 – 2015) i niewątpliwie kolejnym przyczynkiem do historii szkolnictwa wieluńskiego. Książka została wydana staraniem „Korczak” Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Szkół przy II Liceum Ogólnokształcącym im. Janusza Korczaka w Wieluniu. Obszerność materiału zdecydowała, że książka nosi dodatkowy zapis T., 1 co oznacza, że w przygotowaniu jest tom drugi obejmujący historię II LO im. Janusza Korczaka, najmłodszej szkoły ponadgimnazjalnej w powiecie wieluńskim i wspaniałego spadkobiercy poprzednich szkół.

W Przedmowie do monografii pióra dyrektor II LO Renaty Tatary czytamy:

Autorzy z dumą przystąpili do spisania historii, by móc przekazać kolejnym pokoleniom piękne karty oraz zachować w trwałej pamięci to, co najważniejsze. Od roku 1945 szkoły wykształciły w sumie kilka tysięcy absolwentów, cenionych fachowców, ludzi sukcesu zawodowego i naukowego, którzy są rozproszeni w różnych zakątkach Polski i świata. Monografia niech będzie hołdem dla wszystkich, dzięki którym obecnie II LO im. Janusza Korczaka w Wieluniu jest szkołą dobrej, jakości, szkołą przyszłości, a w efekcie staje się szkołą sukcesu (…) dzisiaj, jako dyrektor II LO zwracam się do wszystkich tworzących piękną historię wcześniejszych szkół, by powiedzieć – dziękuję. Z całą odpowiedzialnością dziękuję wszystkim Państwu za każdą próbę wypełniania korczakowskiego wskazania i „nie zostawiania świata takim, jaki jest” (…) Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania monografii szkoły. W sposób szczególny dziękuję profesorowi Tadeuszowi Olejnikowi, który przez swoją niezwykłą osobowość i charakter zarażał pasją i motywował cały zespół do systematycznej pracy nad książką.

A w Zespole tym byli: Stanisław Tadeusz Olejnik (przewodniczący), Ryszard Janas (prezes Stowarzyszenia „Korczak”) Marlena Karaś, Beata Sola, Zdzisław Spychała (dyrektor Kolegium Nauczycielskiego), Henryk Strózik, Renata Tatara, Edward Warzycha, Zygmunt Wujec.

Korekty tekstu dokonały Dorota Eichstaedt i Katarzyna Mikulska – Sołtysiak. Składu dokonała Aleksandra Jarząbek.

Monografia jest zaopatrzona w bogatą szatę ikonograficzną. Fotografie pochodzą ze zbiorów MZW, II LO im. Janusza Korczaka w Wieluniu oraz prywatnych zbiorów absolwentów.

Uroczystość promocyjną uświetniły występy artystyczne. Wystąpił Zespół Wokalno - Instrumentalny II LO im Janusza Korczaka pod kierownictwem Jakuba Jurdzińskiego oraz Zespół Muzyki Dawnej i Chór Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu także pod kierunkiem p. Jakuba Jurdzińskiego.

Na zakończenie uroczystości na sali pojawił się okolicznościowy tort.

CZYTAJ DALEJ

Bp Piotr Jarecki: Nasz katolicyzm jest zbyt kultyczny, kard. Wyszyński chciał by był bardziej społeczny!

2020-02-19 09:29

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

bp Piotr Jarecki

kard. Wyszyński

ARCHIWUM

- Misja Kościoła nie może być równoległa do misji świata, ale powinna przenikać rzeczywistość tego świata. I kardynał Wyszyński właśnie o tym dziś nam przypomina – mówi w wywiadzie dla KAI bp Piotr Jarecki, jeden z najlepszych w Polsce znawców katolickiej nauki społecznej. Rozmowa jest próbą odczytania aktualności społecznego nauczania kard. Stefana Wyszyńskiego w dzisiejszych warunkach oraz ich aplikacji do wyzwań przed jakimi stoi Kościół w Polsce.

Marcin Przeciszewski, KAI: Jakie główne akcenty Ksiądz Biskup dostrzega w myśleniu i nauczaniu społecznym Prymasa Tysiąclecia?

Bp Piotr Jarecki: Główną moją myślą jest to, że pomimo, iż mam 40 lat kapłaństwa i 26 biskupstwa, to za mało zajmowałem się myślą kard. Stefana Wyszyńskiego. Dotyczy to zresztą nie tylko mnie, ale i całego Kościoła w Polsce. A tymczasem dzisiaj jego sposób przeżywania wiary i styl wypełniania misji jest nam bardzo potrzebny.

- A w jakim sensie?

- Nasz katolicyzm jest zbyt kultyczny. Za mało zajmujemy się tym, co nazywamy „teologią rzeczywistości ziemskich”. Nazywam to realizacją ducha inkarnacji. Bo przecież nie wierzymy w Boga – ideę, ale w Boga wcielonego. W Boga, który działa w historii. A więc wiarę należy przeżywać w tej konkretnej rzeczywistości w jakiej żyjemy. Misja Kościoła nie może być równoległa do misji świata, ale powinna przenikać rzeczywistość tego świata. I kardynał Wyszyński właśnie o tym dziś nam przypomina.
Sądzę, że dziś Prymas Tysiąclecia powiedziałby mniej więcej tak: „Nie zamieńcie wiary w czystą teorię i nie zamieńcie misji Kościoła w jakiś angelizm oderwany od rzeczywistości”. Starajmy się więc rzucić światło wartości ewangelicznych na konkretną rzeczywistość społeczną jaka nas otacza: polityczną, gospodarczą i kulturową, i narodową. Powinniśmy wypracowywać konkretne rozwiązania, inspirując się oczywiście wartościami ewangelicznymi. To jest dla mnie główna nauka, którą wyprowadzam ze spuścizny kard. Wyszyńskiego. On dokładnie to pokazywał całym swoim życiem.

- Ale postarajmy się to pokazać bliżej, jak on to ukazywał? Na jakie elementy czy cegiełki można jego nauczanie społeczne rozłożyć?

- Kard. Wyszyński dokonywał syntezy Katolickiej Nauki Społecznej (KNS) z konkretną rzeczywistością społeczno-polityczną i kulturową naszej ojczyzny tamtych czasów. Tymczasem na kard. Wyszyńskiego zawsze patrzyliśmy porównując go z kard. Wojtyłą w taki oto sposób: Wojtyła – wysublimowany intelektualista, a Wyszyński to pastoralista, zwolennik Kościoła ludowego... Przynajmniej ja tak to przeżywałem.
Natomiast kiedy czytam jego wystąpienia, dochodzę do wniosku, a nawet nieraz się dziwię, jak głęboko kard. Wyszyński nie tylko znał nauczanie społeczne Kościoła, ale potrafił je adoptować do otaczającej rzeczywistości. A szczególna wartość jego nauczania polegała na tym, że nie były to cytaty z dokumentów czy papieskich encyklik społecznych, ale głęboka synteza zasad katolickiej nauki społecznej z aktualnymi wyzwaniami i „znakami czasu”. Podobny styl prezentuje dzisiaj papież Franciszek. Wyszyński niewątpliwie był intelektualistą, ale nie był oderwany od rzeczywistości.
A to tego przygotowało go życie, a także okres przedwojenny. Pamiętamy jego zaangażowanie we Włocławku, kiedy nie tylko był redaktorem naczelnym znakomitego pisma „Ateneum Kapłańskiego”, ale działał w chrześcijańskich związkach zawodowych. Znał rzeczywistość trudnego życia robotnika. Upominał się o prawa robotników chodząc jako ksiądz do właścicieli zakładów pracy. Znał szarość życia ludzi ciężkiej pracy fizycznej i walczył o ich prawa.

- Dlatego przypięto mu wtedy łatkę „czerwonego księdza”...

- Oczywiście, że mu przypięto. Kard. Wyszyński już od tamtych czasów, przez cale życie głosił niezbywalną godność człowieka. Mówił konkretnie o „przyrodzonej godności człowieka”. Odnosił to do obrazu Boga w każdym z nas, do Bożego ojcostwa. I to jest praźródło, dlaczego mówimy, że każdy człowiek, każdy z nas, ma tak wzniosłą godność. Obojętnie czy jest to szary robotnik czy wysublimowany intelektualista – ich godność jest taka sama. Kard. Wyszyński mówił dosłownie: czy to jest pijak, który leży w rowie, czy to jest człowiek cnotliwy - mają oni taką samą godność.
Jest to niesamowita nauka, obawiam się, że dziś nie potrafimy jej realizować. A realizował to także w niełatwej praktyce własnego życia, kiedy był więziony, internowany. Kiedyś powiedział, że modli się za Bieruta, który go prześladował. Nikogo nie nienawidził – widocznie miał taką łaskę, którą wyprosił u Boga. Starał się miłować nawet największych wrogów, którzy mu tyle zła wyrządzili, którzy otwarcie walczyli z Kościołem.

- Pius XI w encyklice „Quadragesimo anno”, którą w młodości studiował ks. Wyszyński, apelował o tworzenie chrześcijańskiego ustroju społecznego jako „trzeciej drogi” pomiędzy liberalnym kapitalizmem a socjalistycznym kolektywizmem . Jak to postrzegał przyszły prymas?

- Jest to dość złożona kwestia. Wyszyński miał przed wojną wiele wystąpień do robotników nt. kapitalizmu i kolektywizmu. A po którymś z jego wykładów jeden z robotników zabrał głos i mówi: „Księże Doktorze, wedle tego, co Ksiądz powiedział, to i kapitalizm jest do cholery i kolektywizm jest do cholery. Zostaje więc nam powiesić się!” A Wyszyński odpowiada: „Nie spiesz się z tym, kiedy po wakacjach przedłożę propozycję nauczania społecznego Kościoła, to na pewno nie będą ci przychodziły myśli o powieszeniu się”.
Co ciekawe, w jego nauczaniu nie zauważyłem tej propozycji, którą znajdujemy w encyklice „Quadragesimo anno”, czyli że Kościół proponuje tzw. trzecią drogę, pomiędzy kapitalizmem a socjalistycznym kolektywizmem: korporacjonizm. Wyszyński kilkakrotnie w swym nauczaniu mówi - co jest miodem na moje serce - że tak naprawdę, w ostatecznej analizie, kapitalizm i lewicowy kolektywizm – są wrogie człowiekowi. Jeden wpędza w niewolę zysku, a drugi w niewolę państwa. A ponadto kolektywizm wpędza także w niewolę materii, gdyż promuje ideologię „stachanowców”. Po wojnie słynne były memoriały Wyszyńskiego do partii i do rządzących, żeby nie zniewalali człowieka i nie przymuszali go do pracy w niedzielę. Tłumaczył, że jest to wbrew godności człowieka pracy. Uzdrowieńczy rzekomo system przejął naganne cechy kapitalizmu!
Stawiano mu pytanie, dlaczego prymas zajmuje się także tymi którzy należą do partii? A on odpowiadał: to jest moja misja, oni należąc do partii nie przestają być ludźmi. A moją misją, misją Kościoła, jest troska o godność każdego człowieka, partyjnego czy nie partyjnego. Każdy ma prawo i obowiązek pracy, ale ma także prawo do niedzielnego wypoczynku.
Kard. Wyszyński był krytyczny zarówno wobec kapitalizmu, który poznał dobrze przed wojną, a także wobec kolektywizmu i socjalizmu. Zwracał przede wszystkim uwagę, że państwo nie ma prawa narzucania wszystkim obywatelom jednej ideologii. Podkreślał, że państwo nie może także formować młodych w świetle jakiejś z góry narzuconej ideologii, tym bardziej ideologii ateistycznej. Sprzeciwiał się wyciąganiu młodych ludzi z rodzin, i kształtowaniu ich w ateistycznej szkole, co wtedy było powszechnie praktykowane, a na pewno promowane.
Krótko mówiąc, Wyszyński nie był zwolennikiem jakiejś „trzeciej drogi”, ale tego, co w nauce społecznej Kościoła nazywamy podmiotowością społeczeństwa: z czym nie liczy się ani kapitalizm, ani marksistowski i kolektywistyczny socjalizm. I całe jego nauczanie, od kiedy przyszło mu pełnić rolę prymasa aż do śmierci, było walką o podmiotowość społeczeństwa.

- Co rozumiał pod pojęciem podmiotowości społeczeństwa?

- Bogactwo zrzeszeń, które wypełniają przestrzeń społeczną między jednostką i rodziną a państwem. Kard. Wyszyński bardzo na to wskazywał. Mówił o różnych środowiskach i kulturowych i gospodarczych, które mają prawo do istnienia. Podkreślał, że z nimi musi liczyć się państwo i jego władze, że muszą w tym zakresie pozostawiać im swobodę. Uważał, że państwo nie może mieć monopolu. Mówił, że socjalizm i komunizm chce „zemleć tę różnorodność w swoich ideologicznych młynach”.
Przypomina mi się w tym momencie nauka Piusa XII nt. rozróżnienia między „bezkształtną masą”, a podmiotowością narodów, czy podmiotowością ludów. Wyszyński mówił dokładnie to samo, przestrzegał przed niebezpieczeństwem przeobrażenia podmiotowego społeczeństwa czy narodu - który ma swoją kulturę, język, zwyczaje i swoje terytorium - w rodzaj bezkształtnego monolitu. Masy, z którą można robić co się chce i dowolnie nią manipulować.
Takie spojrzenie ks. Wyszyński wyniósł jeszcze z KUL-u, był przecież uczniem ks. prof. Antoniego Szymańskiego, nestora katolicyzmu społecznego w Polsce, a później w tym pomogła mu roczna wędrówka po najlepszych katolickich środowiskach uniwersyteckich Belgii, Holandii, Francji, Szwajcarii i Włoch.

- Wskazałbym jeszcze jeden wątek nauczania kard. Wyszyńskiego: jest to praca jako droga ku uświęceniu. Chyba najsilniej został on zarysowany w jego książce: „Duch pracy ludzkiej”, która wydana została niedługo po wojnie.

- Widzę tam wiele treści, które odnajdujemy później w encyklice „Laborem exercens” Jana Pawła II. Czytając „Duch pracy ludzkiej”, dotykamy kwestii teologii rzeczywistości ziemskich, czyli przeżywania wiary nie tylko poprzez różaniec, nie tylko w kościele czy na Mszy św. Wyszyńskiemu nie chodzi o żaden katolicyzm kultyczny, ale o dostrzeżenie pracy jako świeckiej dziedziny życia, poprzez którą mamy realizować to pierwsze i zasadnicze powołanie człowieka, jakim jest powołanie do świętości. Przecież każdy człowiek najwięcej czasu poświęca właśnie w pracy. Wyszyński zadaje pytanie, czy z tej pracy wychodzę lepszym czy gorszym człowiekiem, niezależnie od tego czy jestem dyrektorem czy zwykłym robotnikiem? Ze smutkiem zauważa, podobnie jak Pius XI, że niestety ludzie przez pracę często się upadlają, stają się gorsi.
Na te wyzwania Wyszyński odpowiada, publikując książkę „Duch pracy ludzkiej”. Pracę człowieka odnosi do Boga, który stworzył świat i który sam pracował. Ukazuje dalej mistykę pracy, jako drogę wzrostu i doskonalenia się człowieka, drogę do Boga i do budowania rzeczywistości ludzkiej. Chodzi mu o to, abym to ja poprzez pracę kształtował się wewnętrznie, abym zbliżał się przez nią do Pana Boga i do drugiego człowieka. Bym zacieśniał z nim więzy wspólnoty. Praca właściwie rozumiana, wykonywana i zorganizowana może być modlitwą.

- Jest chyba duże podobieństwo takiego myślenia z założycielem „Opus Dei”, ks. Josemaria Escrivá de Balaguer, który zresztą opublikował w Hiszpanii tłumaczenie tej książki ks. Wyszyńskiego?

- Faktycznie dla „Opus Dei”, na ile się orientuję, jest to jeden z centralnych elementów ich duchowości. Rzeczywiście istnieje tu bliskie pokrewieństwo z kard. Wyszyńskim. Takie właśnie pojmowanie ducha pracy ludzkiej starałem się zaszczepić na gruncie Akcji Katolickiej w Polsce i - szczerze mówiąc - nie za bardzo mi to wyszło. A chodzi o to, żeby tę świecką dziedzinę, dziedzinę rzeczywistości ziemskich, traktować jako istotną świecką drogę do świętości.
Zresztą, gdyby młody ks. Stefan Wyszyński nie był doskonałym ekspertem od tego co dziś nazywamy teologią rzeczywistości ziemskich, to kard. August Hlond nie powołałby go do Rady Społecznej przy Prymasie Polski. Kard. Hlond widział, że młody ks. Wyszyński nie tylko się na tym znał, ale tym głęboko żył. A widząc jego sposób myślenia i sposób nauczania, mógł go również wskazać na swego następcę jako metropolitę warszawskiego i gnieźnieńskiego.

- W 1967 r. kard. Wyszyński ogłasza Społeczną Krucjatę Miłości. Jakie znaczenie ma ten program?

- Społeczna Krucjata Miłości to niezmiernie ważny element w nauczaniu prymasa Wyszyńskiego. Ja sam dopiero niedawno to odkryłem. Pierwszy raz użył tego określenia w kościele na Kamionku na warszawskiej Pradze. Powiedział, że Polsce potrzebna jest Społeczna Krucjata Miłości a – nawiązując do swego poprzednika kard. Hlonda – dodał, że „zwycięstwo jeśli przyjdzie, to przyjdzie przez Maryję”. Mówił, że pragnie być wykonawcą tej woli, testamentu swego poprzednika, ponieważ kard. Hlond pierwszy użył tego określenia: „społeczna krucjata miłości”.
A w liście na Wielki Post 1967 r. ogłosił program Społecznej Krucjaty Miłości. Pisał w nim: „Pragniemy podjąć pracę nad wprowadzeniem w życie ducha Soboru Watykańskiego II i Ślubów Narodu. Zaczynamy pracę, która potrwa długie lata. Prowadzić ją będziemy w Społecznej Krucjacie Miłości. Kardynał Wyszyński pragnął, aby społeczeństwo podejmowało walkę z otaczającym złem poprzez przemianę swoich serc. Jest to więc program odnowy życia codziennego, zaproszenie do oddziaływania miłością w rodzinie, w domu, w pracy, wśród przyjaciół i nieprzyjaciół, wszędzie. Tak, aby zacząć przemieniać świat od siebie, od najbliższego otoczenia.
Sformułował dwanaście wskazań duchowej odnowy. A w jednym z kolejnych listów, bodajże w 1968 r. po raz kolejny wyjaśniał sens tego dzieła, polemizując z opiniami, że krucjata wydaje się czymś przestarzałym i kryje w sobie konflikt, walkę, może nawet i nienawiść. Tłumaczył, by nie bać się tego określenia, gdyż chodzi tu o krucjatę pojmowaną jako walkę człowieka przede wszystkim ze swoimi własnymi słabościami. Wyjaśniał, że jeżeli tej walki nie podejmiemy, to nie zawracajmy sobie głowy żadnymi zmianami strukturalnymi. Wzywał do wypełnienia pojęcia miłości bardzo konkretną treścią. Nawiązywał do tego, co mówimy na początku każdej Mszy św., czyli abyśmy nie ranili bliźnich oraz Boga: myślą, mową, uczynkiem a także i zaniedbaniem. Najpierw ujął to w formie 12 wskazań, zamienionych później w 10-punktowe ABC Społecznej Krucjaty Miłości.

- Jakie były to konkretnie wskazania? Może warto je dziś przytoczyć w całości?

- Proszę bardzo, oto one:
1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata.
2. Myśl dobrze o wszystkich - nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.
3. Mów zawsze życzliwie o drugich - nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.
4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj tez. Uspokajaj i okazuj dobroć.
5. Przebaczaj wszystko, wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.
6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie tak czyniono. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co Ty jesteś winien innym.
7. Czynnie współczuj w cierpieniu. Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.
8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców twej pracy korzystają inni, jak Ty korzystasz z pracy drugich.
9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.
10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.
A czytając dziś ten tekst myślę o tym, co Benedykt XVI napisał w swej encyklice „Caritas in veritate”. Mianowicie, że dzisiaj miłość jest jak „pusta skorupa”, którą każdy może wypełnić swą treścią, nawet tą, która jest zaprzeczeniem autentycznej chrześcijańskiej miłości. Społeczna Krucjata Miłości Wyszyńskiego, jest wypełnieniem treścią tej właśnie skorupy. Jeśli każdy z nas poważnie traktuje miłość, to wie jak ma myśleć, jak czuć, jak traktować drugiego człowieka i jak się angażować w przemianę społeczeństwa. Miłość, wedle kard. Wyszyńskiego – to konkret, który warto i trzeba realizować, zaczynając od samego siebie. Społeczna krucjata miłości to jest dekalog rozumienia i realizowania miłości konkretnej, miłości egzystencjalnej, stylu życia, kultury życia. To jest dekalog nadawania konkretnego kształtu życiowego pięknej, wzniosłej idei miłości. Nie tylko poryw serca i wzburzenie emocji, ale praxis życia. Emocje odgrywają w tej praxis oczywiście niezwykle ważną rolę! Znowu wraca logika inkarnacji.

- W myśleniu społecznym kard. Wyszyńskiego ważne miejsce zajmowało również pojęcie narodu. Był twórcą „Teologii narodu”. Temat ten jest zawsze tematem gorącym, gdyż towarzyszyć temu będą posądzenia o nacjonalizm. Jak ujmował to Prymas Tysiąclecia?

- Jest to jeden z centralnych elementów jego nauczania. A jego „teologia narodu” podkreślała, że tak jak rodzina, tak samo i naród istnieje z woli Boga. Dla kard. Wyszyńskiego były to najbardziej naturalne wspólnoty, w których człowiek żyje, dojrzewa, realizuje się oraz uświęca. Co zresztą powinno być oczywiste dla każdego człowieka. Przypominał, że Jezus Chrystus był także członkiem konkretnego narodu. Ukazywał bardzo ścisły związek między rodziną, narodem i Kościołem - były to dla niego naczynia połączone.
Podkreślał, że siłą jednoczącą naród i nadającą mu tożsamość, jest kulturowa suwerenność. Przypominał, że kiedy nie było państwa, to Kościół przechowywał i pielęgnował te idee narodowe. Dodawał, że ta kulturowa suwerenność w Polsce przetrwała dzięki rodzinie. Dlatego te obie wartości warto jest podtrzymywać i pielęgnować. Rodzina i naród.
Ostrzegał, by nie rozpłynąć się w promowanym przez komunistów „internacjonalizmie”, który traktował jako poważne niebezpieczeństwo.
Pojmowanie narodu przez kard. Wyszyńskiego nie miało nic wspólnego z nacjonalizmem. W drugim „Kazaniu świętokrzyskim” z 1976 r. mówił: „Umiłowane dzieci Boże, jeżeli mówię o narodzie, o miłości do narodu, to pragnę, żebyście nigdy tego rozumieli jako popieranie przeze mnie jakiejś formy nacjonalizmu”. Podkreślał potrzebę otwartości na inne narody.
To był człowiek twórczy. Nie ograniczał się, jak niektórzy z nas, do cytowania fragmentów papieskich encyklik. Nauczaniu społecznemu Kościoła nadawał oryginalną formę, biorąc pod uwagę konkretną otaczającą rzeczywistość. Nauczanie to wyrażał podobnie jak Paweł VI w liście apostolskim „Octogesima adveniens”, który mówił, że zadaniem papieża nie jest danie konkretnej recepty, która będzie właściwa dla całego świata, lecz zachęcał do odpowiedzi na konkretne „znaki czasu” związane z daną kulturą i sytuacją życiową. W takim pojmowaniu społecznego nauczania Kościoła Wyszyński był bardzo nowoczesny, bliski duchowi Soboru Watykańskiego II.
Warto podkreślić inne nowatorskie elementy nauczania społecznego kard. Wyszyńskiego, które zostały zapomniane, a mogłyby być dziś cenną inspiracją. Kiedy np. mówił o programach demograficznych, a w latach 60-tych był już to problem w Polsce – to proponował rozważenie czy ojcu i matce, którzy maja 4 czy 5 dzieci nie dać kilku więcej głosów w wyborach, w odróżnieniu od tych, którzy mają jedno dziecko albo żadnego.
Następna sprawa, którą podejmował w swoich rozważaniach, to praca kobiet. Mówił, że zarzuca się Kościołowi, iż postrzega kobiety jako „pracujące w kuchni, zajmujące się dziećmi i chodzące do Kościoła” „Kinder, Kirche und Kueche”. Nie był zwolennikiem ograniczania kobiet do tego. Podkreślał, że kobieta ma prawo do pracy zawodowej, do kariery uniwersyteckiej, ale przy tym nie powinna rezygnować ze swej pierwotnej misji bycia żona i matką. Postulował nawet rozważyć, czy kobieta pracująca zawodowo na pół etatu nie powinna otrzymywać pensji za cały.

- Nawet dziś rządy „dobrej zmiany” nie idą tak daleko…

- Stąd wyciągam wniosek, że był to człowiek, który był oryginalnym myślicielem, rozwijającym tradycyjny kanon katolickiej nauki społecznej. Może lepiej powiedzieć, że nie ograniczał się to teorii, ale proponował konkretne rozwiązania praktyczne wskazań społecznego nauczania Kościoła w konkretnej rzeczywistości. I to mnie u niego fascynuje. Właśnie tego nam dzisiaj brakuje! Jesteśmy zbyt teoretyczni.

- Co w zakresie popularyzacji społecznej myśli kard. Wyszyńskiego może przynieść zbliżająca się jego beatyfikacja?

- Prorockim znakiem jest dla mnie to, że w spotkaniach z wykładowcami nauki społecznej Kościoła kard. Wyszyński mówił o wielkim kryzysie tej dyscypliny. Mówił, że wielu księży i świeckich chce być socjologami a nie interesują się nauką społeczną Kościoła. Dzisiaj jest to samo. Mamy wielu „specjalistów” politologów, a niewielu zajmujących się nauką społeczną Kościoła. Jako owoc beatyfikacji postulowałbym powołanie katolickiej Akademii Społecznej, szkolącej liderów ruchów, wspólnot i dzieł, nie wyłączając także i polityków. Akademia taka winna zgłębiać nauczanie społeczne kard. Wyszyńskiego, a przede wszystkim nauczanie społeczne Kościoła, które także dzisiaj jest w wielkim kryzysie. Powinniśmy upowszechnić w jej ramach nauczanie społeczne Kościoła przedłożone w Kompendium nauki społecznej Kościoła i ubogacić je nauczaniem zawartym w encyklice Benedykta XVI „ Caritas in veritate” oraz w encyklice Franciszka „Laudato si”.
Nawet duchowni nie za bardzo się tymi tematami interesują, a społeczeństwo tego nauczania po prostu nie zna. Do tego stopnia, że jeśli ktoś je prezentuje, naraża się na zarzut „mieszania się do polityki”. W wielu krajach takie akademie działają. Jestem przekonany, że powinien być to jeden z owoców beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Nie powinniśmy ograniczyć beatyfikacji do uroczystości kanonizacyjnej i do modlitewnego kultu. Jestem przekonany, że kard. Wyszyński byłby tym głęboko zasmucony. Smutku i cierpienia miał wystarczająco dużo na ziemi. Powiedział przecież: „moje życie było jednym Wielkim Piątkiem”. Nie przedłużajmy tego Wielkiego Piątku!

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Nowy Targ: rozpoczął się proces księdza Mariana W. oskarżonego o seksualne wykorzystywanie nieletnich

2020-02-19 20:26

[ TEMATY ]

wykorzystywanie

nadużycia seksualne

przestępstwa seksualne

Ulrica (@Ullie) / Foter.com / CC BY-SA

Przed Sądem Rejonowym w Nowym Targu rozpoczął się proces księdza Mariana W. oskarżonego o seksualne wykorzystywanie nieletnich. Toczy się on za zamkniętymi drzwiami.

Pokrzywdzonych miało zostać co najmniej 22 chłopców, którzy byli ministrantami i lektorami w kilku parafiach diecezji tarnowskiej. Duchowny odpowie za czyny wobec 11 małoletnich. Inne sprawy uległy przedawnieniu. Ksiądz przebywa w areszcie tymczasowym. Do przestępstw miało dojść w latach 2003 - 2012.

Jak informuje ks. Ryszard Stanisław Nowak, rzecznik Biskupa Tarnowskiego, ks. Marian W. został odsunięty od pracy duszpasterskiej w roku 2013, niezwłocznie gdy kuria tarnowska otrzymała zgłoszenie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa na tle seksualnym.

„Osoba zgłaszająca – wówczas już pełnoletnia – została poinformowana o prawie do zgłoszenia sprawy na policję, odmówiła jednak złożenia doniesienia. Jednocześnie pragniemy podkreślić, że w 2013 r. był to jeden, jedyny zgłoszony przypadek w stosunku do ks. Mariana W., który kuria potraktowała niezwykle poważnie, działając zgodnie z przepisami prawa kanonicznego. Przypadek ten dotyczył czynu na tle seksualnym. Dlatego też kuria tarnowska niezwłocznie rozpoczęła proces kanoniczny informując o wszystkim watykańską Kongregację Nauki Wiary” - dodaje rzecznik.

Proces zakończył się wyrokiem skazującym, a ks. Marian W. został pozbawiony pełnionych urzędów kościelnych, otrzymał zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, został odsunięty od pracy duszpasterskiej, został oddany pod kuratelę diecezjalnego kuratora a także został skierowany na leczenie.

Kiedy w maju 2018 roku do kurii tarnowskiej złożono kolejne zgłoszenie w sprawie ks. Mariana W., - dotyczące innego przypadku – wówczas delegat Biskupa Tarnowskiego ds. wykorzystywania seksualnego osób małoletnich ks. dr hab. Robert Kantor zgłosił sprawę na policję, zgodnie z aktualnymi przepisami prawa państwowego.

„Obecnie toczy się w sądzie powszechnym postępowanie karne. Oczekujemy na zakończenie toczącego się postępowania karnego i wyrok. Przypadek ten został również zgłoszony do Kongregacji Nauki Wiary. Kongregacja nakazała przeprowadzenie kanonicznego procesu karno-administracyjnego. Taki proces jest obecnie prowadzony przez Sąd Diecezjalny w Tarnowie w oczekiwaniu na ostateczny wyrok powszechnego sądu karnego, który dysponuje całym materiałem dowodowym w tej sprawie” - podkreśla ks. Ryszard Nowak.

Po wydaniu wyroku przez sąd państwowy będzie mógł zakończyć się także proces kościelny. „Taka jest obowiązująca obecnie kolejność podejmowanych działań: najpierw wyrok sądu państwowego, a później zakończenie procesu i wyrok sądu kościelnego. Podkreślam, że kuria tarnowska w sprawie ks. Mariana W. podjęła wszelkie kroki wymagane zarówno przez prawo państwowe jak i kościelne” - mówi KAI ks. Ryszard Stanisław Nowak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję