Reklama

Wiadomości

Abby Johnson: Polska powinna zakazać aborcji

Aborcja to zabójstwo człowieka i nie ma znaczenia, czy dotyczy człowieka z zespołem Downa, z rozszczepieniem podniebienia czy też śmiertelnie chorego. Niczym nie można uzasadnić zbrodni przeciwko ludzkiemu życiu, a szczególnie zabicia niewinnego dziecka w łonie matki. Aborcji trzeba zakazać! Zakazać bez wyjątku! – mówi Abby Johnson, autorka książek "Nieplanowane" oraz "Ściany będą wołać". Proliferka właśnie rozpoczęła kilkudniową trasę po Polsce.

2020-02-11 10:58

[ TEMATY ]

aborcja

Episkopat.news

Wydawnictwo Esprit: To twoja pierwsza podróż do Europy. Dlaczego właśnie Polska?

- Staram się być wszędzie, gdzie tylko mogę, by mówić o sprawach związanych z aborcją i prawem do życia. Jest sporo miejsc, do których udało mi się już dotrzeć. Pojadę wszędzie tam, gdzie moje świadectwo może przyczynić się do uratowania choćby jednego nienarodzonego dziecka.

Wyd. Esprit: Czy Polska Cię fascynuje, ciekawi?

- Bardzo! Jestem po prostu podekscytowana tą podróżą. Kocham historię i wiem, jak dużą rolę wasz kraj odegrał w dziejach Europy. Kocham też Kościół i zdaję sobie sprawę, jak wielu wielkich świętych wyszło z Polski. Jestem wdzięczna Bogu za możliwość przyjazdu do waszego kraju.

Wyd. Esprit: Co jest głównym przesłaniem, z jakim przyjeżdżasz do Polski?

- Chcę podzielić się z wami swoim doświadczeniem, opowiedzieć wam o straszliwych skutkach działania przeciwko życiu. Chcę wam opowiedzieć o tym, co dokładnie dzieje się podczas aborcji – widziałam to na własne oczy! – oraz w jaki sposób wpływa ona na życie matki, a także całego społeczeństwa. Chcę, żebyście usłyszeli ode mnie prawdę na temat procederu aborcyjnego, który dokonywał się za moją zgodą w jednej z amerykańskich placówek. Pragnę też, byście poznali siłę Bożego miłosierdzia, dzięki której jestem teraz tym, kim jestem.

Reklama

Wyd. Esprit: Czy jesteś zwolenniczką prawnego zakazu aborcji?

- Zdecydowanie tak. Na aborcji korzystają tylko ci, którzy są zaangażowani w aborcyjny przemysł, bo do ich kieszeni płyną pieniądze za wykonywane zabiegi. A aborcja nas niszczy, niszczy nasz świat. Doświadczyłam tego, wiem, co to oznacza. Wierzcie mi: aborcji trzeba zakazać! Zakazać bez wyjątku!

Wyd. Esprit: Polska ma obecnie jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie prawo dotyczące aborcji. Aborcja jest u nas zakazana, ale dopuszcza się jej wykonywanie w trzech przypadkach. Od kilku lat obrońcy życia w Polsce starają się o to, by zakazać, a przynajmniej ograniczyć aborcję eugeniczną. Czy uważasz, że w polskich warunkach warto walczyć o całkowity zakaz aborcji, czy raczej należy cieszyć się tym, że prawo w tej kwestii jest bardzo restrykcyjne?

- Dla mnie bezdyskusyjny jest fakt, że aborcja to zabójstwo człowieka. I nie ma znaczenia, czy dotyczy człowieka z zespołem Downa, z rozszczepieniem podniebienia czy też śmiertelnie chorego. Niczym nie można uzasadnić zbrodni przeciwko ludzkiemu życiu – a szczególnie zabicia niewinnego dziecka w łonie matki.

Jeśli pytasz mnie o to, czy warto walczyć o życie chorego dziecka, odpowiadam, że tak, warto. Warto walczyć o życie człowieka z dodatkowym chromosomem czy takiego, którego sprawność jest mocno ograniczona. Tym, którzy nie są do tego przekonani, przypomnę wiersz Martina Niemöllera Kiedy przyszli…. Przeczytajcie go i zastanówcie się nad jednym: jeśli teraz nie będzie się protestować, gdy giną nienarodzone dzieci, to kto zaprotestuje w waszej sprawie, gdy ktoś zechce wam odebrać życie? Niemöller napisał swój wiersz w kontekście Holokaustu, ale myślę, że możemy go odnieść także do czasów współczesnych.

Musimy dzisiaj dobitnie głosić prawdę o aborcji, musimy starać się robić, co w naszej mocy, by zakończyć ten proceder. To brutalna śmierć, którą człowiek zadaje drugiemu człowiekowi. Pamiętajmy o tym.

Wyd. Esprit: Wielu Polaków modli się i manifestuje, by powstrzymać zabijanie nienarodzonych. Nierzadko są z tego powodu atakowani. Ty też spotykasz się z licznymi agresywnymi reakcjami ze strony środowisk popierających aborcję. Czy masz momenty, w których jest Ci wyjątkowo ciężko? W jaki sposób radzisz sobie z tymi atakami?

- Jako były pracownik placówki aborcyjnej przekraczałam normy moralne przez wiele lat mojego życia. Byłoby zatem hipokryzją, gdybym powiedziała, że czasami nie wczuwam się w rolę proaborcyjnych aktywistów. Długo myślałam jak oni, zanim stało się to, co sprawiło, że otworzyłam oczy i zdecydowałam się otworzyć usta, by stanąć w obronie życia. Znam duchowe i psychologiczne motywacje zwolenników aborcji. Tak przynajmniej sądzę.

Ludzie dokonują aborcji lub ją popierają, ponieważ sami są poranieni. Kiedy stajesz przed kobietą, która chce dokonać aborcji, bo została zgwałcona, nie możesz poprzestać na wykładzie dotyczącym rozwoju nienarodzonego dziecka oraz pouczeniu, że na pewno będzie żałowała tej decyzji. Ona musi poczuć, że ty się o nią troszczysz, że naprawdę pragniesz jej dobra. Nigdy nie wolno nam przymykać oczu na ogromną krzywdę, jakiej doznała. Okazując empatię, powinniśmy sprawić, by zapragnęła uzdrowić tę głęboką ranę, jaką w jej sercu pozostawił gwałt. Musimy postarać się zrozumieć, w jakiej sytuacji została postawiona. Ona musi wiedzieć, że jeśli jesteś proliferem, to nie tylko pragniesz, by jej dziecko nadal żyło, ale chcesz także, by odzyskała poczucie własnej wartości, by wiedziała, że ktoś się o nią troszczy i daje jej poczucie bezpieczeństwa.

Kwestiom związanym z obroną życia często towarzyszą emocje, niekiedy dochodzi do ostrych kłótni, podczas których rzucane są obelgi. Ale to do niczego nas nie zaprowadzi. Dlatego, jeśli ktokolwiek nas atakuje, starajmy się nie nosić w sobie urazy. Musimy zrozumieć, że atakują nas ludzie, którzy są bardzo poranieni i sami potrzebują pomocy. Módlmy się za nich, a resztę zostawmy Bogu.

Wyd. Esprit: W swoich wypowiedziach często podkreślasz, że ofiarami aborcji są nie tylko dzieci, ale także kobiety. Co przez to rozumiesz?

- Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie budzi się rano i nie mówi: „Co za piękny dzień! Chyba zrobię sobie aborcję!”. Jestem przekonana, że kobiety dokonując aborcji, nie dokonują żadnego wyboru. Wybór możemy mieć wtedy, kiedy idziemy do lodziarni i zastanawiamy się, jaki smak najbardziej nam odpowiada. Natomiast kobieta w placówce aborcyjnej jest jak zwierzę w lesie schwytane w pułapkę. Chce dokonać aborcji nie dlatego, że przeanalizowała w głowie różne opcje, ale dlatego, że nie widzi innego wyjścia. Wpadła w pułapkę.

Powinniśmy na taką kobietę spojrzeć jak na jedną z ofiar aborcyjnego procederu. Jeśli ktoś decyduje się zaryzykować swoje życie lub zdrowie – aborcja jest niebezpiecznym zabiegiem – by pozbyć się własnego dziecka, to znaczy, że padł ofiarą całej misternie zastawionej pułapki. O jakim wyborze tutaj mówimy? Nie ma żadnego wyboru.

Oczywiście, znajdziesz na pewno przypadki takich kobiet, które cynicznie podjęły decyzję o aborcji; nikt ich do niczego nie namawiał, nie „zaciągał” do placówki. Ale to nie jest norma. Większość kobiet dokonuje aborcji w akcie desperacji.

Wyd. Esprit: Dokonałaś dwóch aborcji na swoich dzieciach. W Polsce środowiska proaborcyjne podtrzymują często, że aborcja jest bezpieczna i wcale nie powoduje cierpienia. Czy to prawda? Znasz przypadki, w których aborcja sprowadzała się do zwykłego zabiegu, o którym po kilku tygodniach pacjentka po prostu zapomina?

- Pytasz o tak zwany mit bezpiecznej aborcji. Odpowiem ci pytaniem: jeśli lekarz wykonuje procedurę medyczną, której celem jest zabicie niewinnego dziecka, to jak można to nazwać bezpiecznym zabiegiem? Jak można o tym po prostu zapomnieć? Aborcja nigdy nie była, nie jest i nie będzie bezpieczna.

Nie wiem co prawda, w jaki sposób wykonuje się aborcję w Polsce, ale wiem doskonale, jak to wygląda w Stanach Zjednoczonych. W moim kraju placówki aborcyjne to niemal miejsca wyjęte spod prawa – często nie przechodzą regularnych kontroli procedur bezpieczeństwa i higieny.

Wyd. Esprit: Jak to w ogóle możliwe?

- Nie pytaj mnie o takie rzeczy, bo nie jestem w stanie udzielić ci żadnej odpowiedzi. Nie wiem, jak to możliwe. Powiem ci natomiast, jak to wygląda w praktyce. Instrumenty medyczne używane podczas aborcji często nie są w ogóle sterylizowane, używa się ich bez dezynfekowania na kilku kobietach. Pacjentki często otrzymują końskie dawki środków odurzających, dlatego nie mają bladego pojęcia, co się wokół nich dzieje. Stoły zabiegowe są rozklekotane, krew skapuje z nich na podłogę. Nikt się tym nie przejmuje i w efekcie na sali, gdzie dokonywane są kolejne aborcje, tworzy się po prostu siedlisko bakterii. Pielęgniarki, które asystują przy aborcjach, nie noszą w ogóle rękawiczek, więc dochodzi do zakażeń. Szczątki zabitego dziecka nie są sterylnie przechowywane. Bywa, że zostają gdzieś w gabinetach. Nikt się nimi nie przejmuje. Jak można to wszystko nazwać bezpiecznym zabiegiem?

Mówię o tym, co ja i moi znajomi widzieliśmy na własne oczy. Myślę, że tak jest nie tylko w Ameryce, ale także w Polsce i wielu innych krajach. To jest prawda o aborcji, której nie usłyszysz od zwolenników tej procedury. Bo to wcale nie jest zwykły zabieg.

Wyd. Esprit: Jeśli kobiety doświadczają podczas aborcji takiego koszmaru, to dlaczego po prostu nie zaskarżą do sądów tych lekarzy czy placówek, w których postępuje się w taki sposób?

- Nie jest tak, że w ogóle nie ma skarg. Pamiętaj jednak, że kobiety przed aborcją są szprycowane bardzo silnymi środkami – nie tylko lekami przeciwbólowymi, ale też amnestycznymi. Piorunująca mieszanka. Skutek jest oczywisty: nie możesz skarżyć czegoś, czego nie pamiętasz. Łatwiej jest też kobiecie uzasadnić to, przez co przeszła, bo tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy, jak strasznie została potraktowana.

Ludzie, którzy jak ja pracowali w placówkach aborcyjnych, wspominają często o czymś, co nazywam drzwiami obrotowymi: w dni, w które dokonywano aborcji, kobiety wchodziły i wychodziły od razu po aborcji. Traktowano je jak bydło. Przepraszam, to brzmi strasznie, ale nie znajduję innego słowa. Po prostu najpierw je wpuszczano do gabinetu, a później niemal przepędzano. Podawano im leki w jakichś oszołamiających ilościach. Otrzymywały też – na do widzenia – antybiotyki przeciwko infekcji, bo było jasne, że jakiejś infekcji na pewno dostaną.

Powiesz mi teraz: „Abby, co ty opowiadasz? Przecież to niemożliwe, żeby tak działo się wszędzie. Może tak było tylko w twojej placówce?”. Jasne, to wydaje się niemożliwe, by nasza cywilizacja w tak okrutny sposób traktowała ludzi. I to w XXI wieku! Ale rozczaruję wszystkich, którzy nie dowierzają: wyciągnęłam z placówek aborcyjnych ponad 500 pracowników, pomogłam im znaleźć nową pracę i odbudować się duchowo oraz psychicznie. I wszyscy oni opowiadają mniej więcej to samo: to, co dzieje się w tych miejscach, przypomina koszmar.

Wyd. Esprit: Często podkreślasz znaczenie rodziny w Twoim życiu. Masz męża, ośmioro dzieci, a jednocześnie jesteś nieustannie w podróży: głosisz konferencje, spotykasz się z ludźmi. Jak udaje Ci się to pogodzić?

- Jesteśmy po prostu doskonale zgraną drużyną! Świetnie się dogadujemy i potrafimy znakomicie uchwycić balans między życiem prywatnym a pracą czy aktywnością społeczną. Jesteśmy jak dobrze naoliwiona maszyna.

Oczywiście, nie będę na siłę kolorować rzeczywistości. Gdy jesteśmy daleko od siebie, bardzo tęsknimy. Na szczęście są dzisiaj zupełnie inne możliwości technologiczne niż jeszcze kilka lat temu. Gdy jestem w trasie, często rozmawiam z mężem i dziećmi poprzez FaceTime’a. A kiedy przyjeżdżam do domu, ładuję baterie, spędzając czas z bliskimi. Ale nie czarujmy się: moja aktywność – głoszę świadectwo w wielu stanach i często jestem w rozjazdach – sprawia, że czasami brakuje mnie w domu. Wtedy mąż staje na wysokości zadania i stara się być dla naszych dzieci prawdziwym oparciem.

Nakładem Wydawnictwa Esprit ukazała się właśnie najnowsza książka Abby Johnson "Ściany będą wołać".

Ocena: +17 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gibraltar: mieszkańcy podejmą decyzję w sprawie aborcji

2020-02-18 16:28

[ TEMATY ]

aborcja

Gibraltar

fotolia.com

Parlament Gibraltaru zdecydował o przeprowadzeniu referendum w sprawie aborcji. Ta brytyjska posiadłość na południu Półwyspu Iberyjskiego jest bastionem obrony życia w Europie – poddanie się tam aborcji i wykonanie jej to przestępstwo, za które grozić może nawet dożywocie.

Kolonię zamieszkuje około 35 tysięcy ludzi, większość stanowią katolicy (72,1 procent). Ten obszar charakteryzuje m.in. niezależny od korony system prawny. W kwestii interpretacji świętości życia, jak dotąd Gibraltar stał na krańcowym biegunie wobec Zjednoczonego Królestwa. W najbliższym czasie sytuacja ta może ulec zmianie. Obrońcy życia apelują więc o modlitwę za ten skrawek ziemi i jego mieszkańców, którzy 19 marca zdecydują, czy chcą nadal pozostać w awangardzie antyaborcyjnych społeczności Europy.

Sam fakt, że referendum się odbędzie to efekt skutecznej kampanii Ruchu na rzecz obrony życia na Gibraltarze (Gibraltar Pro-life Movement), który zebrał 6 tysięcy podpisów pod petycją w tej sprawie. W lipcu ubiegłego roku, parlament Gibraltaru przegłosował nowelizację prawa, zezwalającą na aborcję w szczególnych warunkach, ale decyzję o wejściu ustawy w życie pozostawiono obywatelom. Uwzględniając głos obrońców życia, zdecydowano o referendum, przy czym obniżono próg wieku dla głosujących, dopuszczając udział szesnastolatków.

W związku z toczącą się na Gibraltarze kampanią w sprawie obrony życia, z mieszkańcami spotkał się lord David Alton, znany angielski propagator praw dzieci poczętych. Polityk m.in. zdementował pogłoski, iż brytyjski rząd może zalegalizować aborcję na Gibraltarze bez względu na wynik referendum. Jeśli większość mieszkańców uzna, iż nie chce legalizacji aborcji na tym terenie, będzie to decyzja wiążąca, której, jak mówił lord Alton, nie zmieni zarówno brytyjski Sąd Najwyższy, ani Europejski Trybunał Praw Człowieka.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa-Praga: Troska o dobro dziecka to nasz priorytet

2020-02-18 19:45

[ TEMATY ]

nadużycia seksualne

Warszawa Praga

©Tatyana Gladskih – stock.adobe.com

Troska o dobro dziecka i młodego człowieka to nasz priorytet. Jego krzywda nie polega tylko na tym, że zostało wykorzystane, ale również na tym, że jego opiekunowie jej nie dostrzegali lub nie interweniowali, by jej zapobiec. Dlatego diecezji warszawsko-praskiej podejmujemy wszelkie możliwe działania nie tylko, by przyjść z pomocą skrzywdzonym, ale również przeciwdziałać wypadkom oraz obojętności otoczenia – powiedział KAI ks. dr Dariusz Szczepaniuk, delegat biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych. Zwrócił uwagę, że diecezja warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży. 28 lutego Kościół w Polsce obchodzić będzie Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Diecezji warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, który poprzez specjalistyczne szkolenia przygotowywały się do przyjmowania zgłaszanych przypadków. W jego skład obok delegata biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych, którym od października 2013 roku jest ks. Dariusz Szczepaniuk i delegata biskupa ds. opieki duchowej i pomocy osobom poszkodowanym w przypadku nadużyć seksualnych, którym od maja 2015 roku jest ks. Zygmunt Wirkowski, są także psycholog – terapeuta, oraz adwokat - świecki prawnik. - Chcieliśmy w skuteczny sposób wesprzeć osoby pokrzywdzone oferując im konkretną pomoc duchową i psychologiczną – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej, ks. Dariusz Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem w diecezji warszawsko-praskiej w ochronie nieletnich były szkolenia zorganizowane dla różnych grup wiekowych i stanowych. Wzięli w nich udział kapłani z różnym doświadczeniem duszpasterskim, alumni Wyższego Seminarium Duchownego, osoby życia konsekrowanego oraz katecheci. Celem spotkań było uświadomienie, że problem występuje i faktycznie nas dotyczy, a więc nie jesteśmy z tego wyjęci. Specjalne szkolenia poprowadził między innymi o. Adam Żak SJ. Były także spotkania z psychologiem, adwokatem, kapłanem, który jest psychologiem, oraz z innymi osobami pracującymi z poszkodowanymi. Starali się: Wytłumaczyć zjawisko wykorzystywania seksualnego; Pokazać skutki jakie spowodowało w psychice ofiary i dlaczego ukrywają swój dramat; Po czym można poznać pewne symptomy świadczące, że osoba jest ofiarą wykorzystania. Zależało nam na tym, by móc jak najszybciej reagować, jeśli w otoczeniu znajdzie się ktoś, kto będzie wysyłał sygnały świadczące, że został skrzywdzony – powiedział ks. Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem było wydanie i upublicznienie 27 września 2018 roku „Norm Ochrony Dzieci i Młodzieży oraz Zasad Praktyk Duszpasterskich w Diecezji Warszawsko-Praskiej”. Dokument ujmuje zasady postępowania w pracy z niepełnoletnimi oraz zawiera procedurę interwencji w przypadku uzyskania informacji o prawdopodobieństwie skrzywdzenia. –„Gdy krzywda zostaje ujawniona w trakcie sakramentu pokuty, należy podjąć próbę nakłonienia penitenta, aby ujawnił te fakty osobie trzeciej, posiadającej odpowiednie przygotowanie” - czytamy w tekście.

Obok przypomnienia o godności dziecka i młodego człowieka dokument jasno zaznacza, że nie do zaakceptowania jest werbalne naruszenie szacunku, w tym erotyzowanie języka w ich otoczeniu.

Przepisy przeznaczone są do stosowania we wszystkich parafiach, wspólnotach i dziełach diecezji warszawsko-praskiej - jako obowiązujące dla duchownych, świeckich wychowawców, nauczycieli, trenerów, animatorów, wolontariuszy, praktykantów i stażystów zatrudnionych na różnych stanowiskach i podejmujących różne zakresy odpowiedzialności.

Następnym krokiem było wydanie w 2019 roku Dyrektorium dotyczącego Zasad Funkcjonowania w Internecie Kościelnych Podmiotów publicznych oraz Osób Duchownych Diecezji Warszawsko-Praskiej. Czytamy w nim, że „media społecznościowe nie są sferą prywatnej aktywności duchownego(…) Powinny służyć do nauczania o Bogu i głoszenia Ewangelii”. Ponadto dokument jasno wskazuje, że profil duchownego w sposób jednoznaczny powinien zawierać informację o jego stanie kapłańskim poprzez umieszczenie zdjęcia z koloratką oraz, że komunikacja z osobami poniżej 15 roku życia powinna odbywać się w przestrzeni publicznej, bez prowadzenia komunikacji prywatnej.

- Trzeba mieć świadomość, że wiele przestępstw w materii wykorzystywania seksualnego dokonuje się obecnie właśnie w internecie, poprzez różnego rodzaju fora internetowe, czy czaty. Chodziło nam o uwrażliwienie na to co tam się dzieje szczególnie młodego duchowieństwa, by nie stawało się powodem przestępstwa, lub nie prowokowało w jakiś sposób do popełnienia przestępstwa. Szkolenia w tej materii przeszli już zarówno kapłani, jak i alumni – poinformował ks. Szczepaniuk.

Zapewnił, że szkolenia będą kontynuowane w kolejnych latach dla poszczególnych grup. – Z każdym rokiem jesteśmy bogatsi o nową wiedzę, nowe doświadczenia, oraz o rozwiązane już problemy. Im większa jest świadomość wśród osób duchownych, katechetów świeckich, czy w ogóle osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, tym łatwiej nie narażać się na sytuacje budzące wątpliwości – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Od 2012 roku w diecezji warszawsko-praskiej było dziesięć zgłoszeń, przy czym nie dotyczyły one spraw bieżących, ale zdarzeń przeszłych. – Były takie sytuacje, że poszkodowany przychodził umówiony, ale także i takie, kiedy osoba decydowała się na to z marszu. Zdarzyły się również i powiadomienia listowne w których osoba wspominał, ale bez podawania konkretów. Wówczas starałem się zachęcić do osobistego spotkania w kurii, by mogła bardziej szczegółowo naświetlić problem i powiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło – powiedział delegat.

Podkreślił, że najważniejsze jest wówczas wysłuchanie osoby i poważne potraktowanie sprawy. Przyznał, że nie jest to proste, biorąc pod uwagę emocje, oraz wcześniejsze doświadczenia poszkodowanego. W większości przypadków osoby, które się zgłaszają mają uraz do kapłanów i Kościoła jako instytucji, dlatego staram się tak z nimi rozmawiać, by nie czuły się ponownie odepchnięte i pozbawione pomocy – zapewnił ks. Szczepanik.

Przyznał, że czasu nie da się cofnąć, ale można pomóc człowiekowi na drodze uzdrowienia psychicznego i duchowego. - Już samo powiedzenie głośno, tego co się wydarzyło, jest jakimś otwarciem się na pomoc, jest wyjść ku przyszłości. Nie jest to proces łatwy i mam świadomość, że nie da się od razu rozwiązać problemu – powiedział duchowny.

Podkreślił, że w diecezji warszawsko-praskiej do dyspozycji jest kilku różnych psychologów, jeśli chodzi o osoby pokrzywdzone. - Są oni biegli w tym temacie i mogą skutecznie pomóc. Nie narzucamy jednak nic osobie, dając możliwość wyboru, ponieważ to gwarantuje skuteczność terapii - podkreślił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem od 2017 roku każdy, kto ma informacje o przestępstwie molestowania dzieci i młodzieży jest zobowiązany zgłosić ten fakt na policję lub do prokuratury. - Nawet wówczas, kiedy nie było takiego przepisu, zawsze wskazywałem osobie pokrzywdzonej, że w każdej chwili, w każdym momencie ma Pani/ Pan możliwość pójścia i zgłoszenia tego przypadku do prokuratury – powiedział ks. Szczepaniuk.

Mówiąc o procesie kanoniczym zwrócił uwagę Kościół jako kuria ma dużo mniej środków i sposobów gromadzenia danych niż państwowe i jego organy ścigania. Wstępne dochodzenie kanoniczne może trwać ok. roku. Do nas należy wysłuchanie obu stron, świadków jeśli są, oraz zebranie opinii psychologa. Następnie przesyła się dokumenty do Kongregacji Doktryny Wiary, gdzie sprawa jest rozpatrywana. Dostajemy stamtąd wskazówki co dalej robić. Najczęściej Stolica Apostolska zobowiązuje biskupa do prowadzenia procesu karno-administracyjnego w diecezji. Na tym etapie opieramy się na dotychczasowym materiale dowodowym, oraz jeśli jest możliwość - staramy się zebrać nowe dowody i opinie biegłego psychologa. Następnie zapada wyrok, który aby był prawomocny, wymagane jest zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej – tłumaczy kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Zwracił uwagę, że jeśli trudno jest dotrzeć do dowodów, ponieważ np. sprawca czynu już nie żyje, wówczas decyzja należy do biskupa. Przeważnie w tego rodzaju sytuacjach dochodzi do umorzenia sprawy procesowej, co nie oznacza, że osobę pokrzywdzoną zostawia się samej sobie. Pozostaje wsparcie duchowe i psychologiczne – podkreślił duchowny.

Obecnie ok. czterech spraw toczy się jeszcze w diecezji w ramach wstępnego dochodzenia lub procesu. Było także pięć spraw w których mieliśmy odczynienia z postępowaniem cywilnym, czyli państwowym, które zostało już zakończone i kara została odbyta lub umorzona. Mimo to, trwają nadal procesy kościele. Trzeba mieć bowiem świadomość, że w momencie zgłoszenia sprawy do prokuratury, następuje zawieszenie procesu kościelnego do czasu rozstrzygnięcia. Po ogłoszeniu wyroku w sądzie państwowym, wznawiamy proces kościelny, nawet jeśli sprawa została umorzona w wyniku przedawnienia. Tak więc, każda sprawa toczy się na dwóch poziomach – zwrócił uwagę ks. Dariusz Szczepaniuk.

- Najcięższą karą kościelną, którą przewiduje prawo kanoniczne jest wydalenie ze stanu duchownego. Często zdarza się, że ks. jest suspendowany. Jest to kara czasowa, której celem jest doprowadzenie osoby do poprawy, zmiany swojego sposobu postępowania. Może ona trwać nawet kilka lat i wiązać się z zakazem wykonywania wszystkich, bądź niektórych czynności kapłańskich i posług. Po zakończeniu tego okresu, który może być z góry określony, bądź też nie - dochodzi do zdjęcia kary. Nie kieruje się jednak już takiego księdza do pracy z dziećmi i młodzieżą – zapewnił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z postanowieniem Konferencji Episkopatu Polski pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie przeżywany w całym Kościele w naszej Ojczyźnie jako - Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich. W diecezji warszawsko-praskiej odbędzie się Droga Krzyżowa w bazylice katedralnej ze specjalnymi rozważaniami w której weźmie udział pasterz diecezji, bp Romuald Kamiński.

CZYTAJ DALEJ

Diecezja radomska: 50 świadków przesłuchano w procesie beatyfikacyjnym ks. Romana Kotlarza

2020-02-19 20:40

[ TEMATY ]

ks. Roman Kotlarz

Archiwum Diecezji Radomskiej

Ks. Roman Kotlarz przy obrazie Matki Bożej

Ponad 50 świadków przesłuchano dotychczas w procesie beatyfikacyjnym ks. Romana Kotlarza, niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu. Od momentu rozpoczęcia procesu minęło już ponad 13 miesięcy.

Postulatorem procesu na szczeblu diecezjalnym jest ks. prałat Edward Poniewierski, kanclerz radomskiej kurii. - Dotychczas przesłuchano ok. 50 świadków, przed nami jeszcze podobna ilość przesłuchań. W ten sposób bardziej poznajemy postać sługi Bożego. Do dzisiaj żyje w ludzkiej pamięci. Każda kolejna sesja trybunału jeszcze bardziej uzasadnia potrzebę wszczęcia tego procesu - powiedział gość Radia Plus Radom.

Równolegle historycy Instytutu Pamięci Narodowej opracowali - znajdujące się w archiwach - informacje, dotyczące życia i działalności księdza Romana Kotlarza. Publikacja będzie gotowa w połowie roku. - Jest ona opracowywana przez dwóch historyków: ks. Szczepana Kowalika i Arkadiusza Kutkowskiego. Są mocno zakorzenieni w badaniu życia ks. Kotlarza. Mam nadzieję, że opracowanie pokaże, że śmierć ks. Romana była męczeństwem za wiarę - powiedział ks. Edward Poniewierski.

Zgodnie z prawem kanonizacyjnym przewidziana jest jeszcze jedna publiczna sesja – zamykająca dochodzenie na szczeblu diecezjalnym.

Ks. Roman Kotlarz jest jednym z bohaterów protestu robotniczego w czerwcu 1976 roku. Do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia.

Ks. Roman Kotlarz (1928-1976) 25 czerwca 1976 r. znalazł się - jak sam pisał - "świadomie i dobrowolnie" w ogromnej rzeszy strajkujących z Zakładów Metalowych Waltera w Radomiu. Następnie ze schodów kościoła Świętej Trójcy błogosławił protestujących robotników w czasie manifestacji. Po wydarzeniach Czerwca '76 ks. Kotlarz modlił się w parafii w Pelagowie wraz z wiernymi w intencji pobitych, aresztowanych i usuwanych z pracy robotników. W kazaniach domagał się szacunku dla człowieka i jego pracy, piętnował kłamstwo i brak sprawiedliwości w PRL. Wzywany na przesłuchania, przechodził "ścieżki zdrowia", kilkakrotnie w okrutny sposób został pobity do nieprzytomności przez "nieznanych sprawców".

15 sierpnia 1976 r. ks. Kotlarz odprawiał w parafii w Pelagowie Mszę św. za pobitych robotników. W jej trakcie zasłabł. Po trzydniowym pobycie w szpitalu zmarł 18 sierpnia. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu była niewydolność mięśnia sercowego. Mimo wielu świadectw o znęcaniu się nad księdzem, lekarze nie stwierdzili obrażeń mogących powstać po pobiciu.

W 1981 r. po licznych protestach wiernych, władze wszczęły śledztwo w sprawie śmierci kapłana, które po kilku miesiącach dochodzenia zakończyło się umorzeniem. W 1990 r. prokuratura wojewódzka w Radomiu wznowiła śledztwo, ale i ono zostało umorzone, chociaż prokuratorzy przesłuchali prawie wszystkich funkcjonariuszy SB zajmujących się w Radomiu zwalczaniem Kościoła katolickiego.

Ks. Roman Kotlarz został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP jednym z najwyższych polskich odznaczeń, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję