Reklama

Kościół

Bp Stułkowski: Jezus jest obecny w cierpieniu

„Jezus jest szczególnie obecny w cierpieniu, którego wielu z was doświadcza” – mówił dziś bp Szymon Stułkowski do chorych i cierpiących. Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej przewodniczył uroczystej Mszy św. w poznańskim kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej, sprawowanej z okazji obchodzonego kilka dni wcześniej w Kościele powszechnym XXVIII Światowego Dnia Chorego.

[ TEMATY ]

cierpienie

choroba

Rido/fotolia.com

W świątyni zgromadzili się chorzy, niepełnosprawni, osoby w podeszłym wieku oraz ci, którzy się nimi opiekują i wolontariusze.

W homilii bp Stułkowski, nawiązując do Ewangelii św. Mateusza, podkreślił, że Pan Jezus zachęca nas do tego, byśmy interpretowali przykazania sercem. „Pan Jezus chce naszego rozwoju, chce, byśmy dojrzewali w miłości” – zaznaczył ks. biskup.

Podkreślił, że człowiek doświadczający cierpienia i choroby ma prawo mówić Panu Bogu o tym, co przeżywa.

Reklama

„Ma prawo pytać: Panie Boże, gdzie jesteś, gdy mnie to spotyka? Dlaczego mnie opuściłeś? Ta modlitwa płynie z głębi serca. Księga Psalmów zawiera wiele takich modlitw” – mówił kaznodzieja.

„Owocem takiej modlitwy, jak Pan Bóg pozwoli, może będzie pokój serca. Doświadczenie, że On jest w moim cierpieniu” – tłumaczył bp Stułkowski.

Przypomniał, że Bóg jest w tych, którzy na co dzień opiekują się chorymi. Podziękował lekarzom i pielęgniarkom za ich pracę i opiekę nad chorymi oraz wolontariuszom Caritas za ich oddanie i poświęcenie.

Reklama

Mszę św. zakończyło nabożeństwo eucharystyczne z błogosławieństwem lourdeskim.

Światowy Dzień Chorego jest w Kościele obchodzony 11 lutego, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Ustanowił go w 1992 r. papież Jan Paweł II.

Tegorocznym hasłem Światowego Dnia Chorego był werset z Ewangelii wg św. Mateusza „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28).

2020-02-16 19:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak grom z jasnego nieba

2020-03-18 11:00

Niedziela częstochowska 12/2020, str. VI

[ TEMATY ]

pomoc

Solidarność

choroba

białaczka

Archiwum rodzinne

Sebastian Nagowski

– Wzorowy uczeń z wielkim taktem i kulturą osobistą. Nie ma dnia, żebym o nim nie myślała. Jest mi żal. Czuję się bezradna. Nie mogę nic zrobić, aby zmienić tę sytuację. Cały czas myślę, że jest z nami – mówi ze łzami w oczach Olga Łucka, dyrektor SP nr 12 w Częstochowie.

Sebastiana nie było 1 września 2019 r. wśród świętujących uroczyste rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Wychowawczyni 8 klasy Aleksandra Lipińska powiadomiła uczniów, że ich kolega jest poważnie chory. – Moja klasa jest dość rozgadana, ale po tej wiadomości umilkli na długo. Było wielkie niedowierzanie. Jak to? Sebastian, taki roześmiany, taki zdrowy, jeszcze wczoraj widziany na WhatsAppie, a dzisiaj go z nami nie ma?

– Początkowo myślałem, że to jeden z jego dowcipów. Tym razem może nie najlepszy. Ale kiedy wysłał mi zdjęcie, na którym było widać, że jest podłączony do szpitalnej aparatury, uświadomiłem sobie całą powagę sytuacji, i nie wiedziałem, jak mam na to zareagować – zwierza się przyjaciel Szymon Purski.

– To wydarzyło się w Niemczech, gdy Sebastian był na wakacjach u dziadków. Białaczka limfoblastyczna pojawiła się u syna nagle. Przestał jeść, gasł w oczach. Na szczęście szybka diagnoza i szybka reakcja tamtejszej służby zdrowia uratowały Sebastianowi życie – mówi mama Magdalena Nagowska.

Obecnie Sebastian leczy się we Wrocławiu. Karol Skulimowski i Szymon Purski utrzymują z nim stały kontakt za pośrednictwem mediów społecznościowych. – Rozmawiamy na każdy temat. Jest naszym najlepszym kumplem. Staramy się być normalni. Choroba jest gdzieś w tle.

Szkoła stara się w miarę możliwości jak najlepiej wspomóc Sebastiana i jego rodzinę. – Na walentynki przygotowaliśmy kartki z wyrazami pamięci i życzeniami powrotu do zdrowia. Samorząd szkolny zorganizował dyskotekę, z której dochód został przekazany na leczenie Sebastiana. Koleżanki z klasy w tym samym celu upiekły babeczki. Na szkolnym Facebooku i na drzwiach szkoły umieściliśmy informację, na jakie konto przekazywać pomoc pieniężną dla Sebastiana – mówi Aleksandra Lipińska, wychowawca.

Siostra Urszula Kaptur, katechetka, mówi o pomocy zarówno duchowej, jak i materialnej. – Współpracujemy z parafią św. Zygmunta w Częstochowie. Bardzo pomocny w tej sprawie jest jej proboszcz ks. Jacek Marciniec, który odprawił Mszę św. w intencji Sebastiana. W czasie rekolekcji szkolnych zorganizowaliśmy zbiórkę pieniężną. Na każdej katechezie modlimy się o zdrowie Sebastiana. Na święta planujemy zorganizować kiermasz wielkanocny, z którego dochód przekażemy na rzecz chorego.

Choroba Sebastiana wzmocniła naszą solidarność. Nie ma dnia, kiedy nie myślimy o nim – mówi dyrektor szkoły.

– Doceniamy pomoc księdza proboszcza i siostry katechetki, która stała się przyjacielem rodziny, a Panu Bogu dziękujemy za każdy lepszy dzień Sebastiana. Proszę Boga o wsparcie, aby dał nam siłę. Gorąco wierzymy, że już niedługo to wszystko będzie za nami. Wiem, że nie mogę się poddać. Lekarze jeszcze w Niemczech powiedzieli Sebastianowi, że jeżeli się podda i nie będzie walczył, leczenie nie przyniesie spodziewanych skutków. 90% wyzdrowienia to siła wewnętrzna chorego. Patrząc na Sebastiana, chciałabym zbawić cały świat – mówi mama i dodaje: – Co się zmieniło w naszym rodzinnym życiu? Bardziej doceniamy innych ludzi. Nie mamy już żalu do tych, którzy nas skrzywdzili. Przebaczyliśmy. Każdy jest przecież grzesznikiem i ma prawo do błędu. Wszystko, co złe, zostawiliśmy za sobą. Trudne, nieuporządkowane momenty poszły w zapomnienie – podkreśla.

– Wydaje mi się, że uczniowie mocno przeżyli tę sytuację, która w ich mniemaniu mogła zaistnieć wszędzie, tylko nie tutaj, w szkole. Choroba Sebastiana wzmocniła naszą solidarność. Nie ma dnia, kiedy nie myślimy o nim – mówi dyrektor szkoły.

CZYTAJ DALEJ

Lublin: terapia innowacyjna u pacjentów z COVID-19 przyniosła bardzo dobry efekt

2020-04-04 08:58

[ TEMATY ]

wywiad

lekarz

koronawirus

Adobe.Stock.pl

Terapia innowacyjna, której w Lublinie poddano trzech pacjentów z COVID-19, doprowadziła w drugiej dobie po podaniu leku do poprawy ich stanu klinicznego. Udało się zahamować postęp choroby i uniknąć podłączenia ich do respiratora – powiedział kierownik kliniki chorób zakaźnych szpitala w Lublinie dr hab. Krzysztof Tomasiewicz.

Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie przybliżył w rozmowie z PAP szczegóły przebiegu terapii lekiem, który zastosowano poza wskazaniami rejestracyjnymi mechanizmów jego działania, a także wymogi prawne związane z przeprowadzeniem takiego leczenia.

PAP: Dlaczego zdecydowaliście się na zastosowanie tej pionierskiej metody?

Krzysztof Tomasiewicz: Decyzja o podjęciu terapii została oparta po pierwsze na analizie mechanizmów patogenetycznych, jakie występują w COVID-19, a po drugie po zapoznaniu się z nielicznymi, pojedynczymi wynikami podawania tego leku w Chinach, we Włoszech czy też ostatnio w Hiszpanii.
Rozpatrywaliśmy zastosowanie różnych cząstek działających na układ immunologiczny. Ostatecznie, po ocenie możliwych korzyści i ryzyka związanego z podaniem leków, dokonaliśmy wyboru leku, który blokuje receptor dla interleukiny 6. Była to trudna decyzja, ponieważ dotyczyła zastosowania leku poza wskazaniami rejestracyjnymi, ale chodziło o ratowanie życia pacjentów.

- Jaki jest mechanizm działania leku?

- Zastosowaliśmy lek, który ma zablokować receptor dla jednej z interleukin, a przez to zatrzymać nadmierną reakcję zapalną. Wiadomo, że ciężkie następstwa zakażenia, a więc niewydolność oddechowa i niewydolność wielonarządowa, są związane z gwałtowną burzą cytokinową, która sprawia, że układ immunologiczny, broniąc się przed zakażeniem, niszczy organizm. Nie jest to leczenie przeciwwirusowe, lecz terapia konsekwencji zakażenia.

- Jak ona przebiegała i ilu pacjentów nią objęliście?

- Terapia polega na podaniu dożylnym leku w dwóch dawkach w odstępach kilkunastu godzin. Objęliśmy nią trzech pacjentów, u których istniało bardzo wysokie prawdopodobieństwo zastosowania w kilku najbliższych godzinach leczenia oddechem wspomaganym (podłączenia do respiratora). Naszym zdaniem był to optymalny moment na zastosowanie tego typu leczenia. Zarówno wcześniejsze podanie leku, jak i, niestety, podanie go w okresie już podłączenia do respiratora wydaje się zmniejszać szansę na uzyskanie pozytywnego efektu terapeutycznego.

- W jakim wieku są pacjenci, czy mają jakieś współtowarzyszące choroby?

- Są to pacjenci między 60. a 75. rokiem życia, z chorobami współistniejącymi, a więc bezpośrednio zagrożeni negatywnymi następstwami zakażenia SARS-CoV-2.

- Jak następowała poprawa ich stanu zdrowia?

- Już w drugiej dobie po zastosowaniu leku u wszystkich pacjentów doszło do poprawy stanu klinicznego, przy czym aktualnie u dwóch jest to poprawa bardzo spektakularna, ze znaczną poprawą parametrów oddechowych, a w badaniach laboratoryjnych ze spadkiem parametrów zapalnych, takich jak ferrytyna, CRP czy prokalcytonina.
Trzeci pacjent również się poprawia, przy czym ta poprawa następuje wolniej. Lek wciąż działa i konieczna jest dalsza obserwacja. Najważniejsze, że udało się zahamować postęp choroby i pacjenci uniknęli leczenia przy pomocy respiratora.

- Jak wygląda procedura zezwolenia na przeprowadzenie eksperymentalnych metod?

- Terapia eksperymentalna wymaga zgody komisji bioetycznej. Składany jest protokół badania, w którym określa się zasady przeprowadzenia eksperymentu medycznego, formularz informacji dla pacjenta i świadomej zgody pacjenta. Ponieważ sytuacja była nadzwyczajna, poprosiłem Komisję Bioetyczną Uniwersytetu Medycznego w Lublinie o pilne rozpatrzenie mojego wniosku i w ciągu kilku dni uzyskałem zgodę, za co bardzo Komisji dziękuję. Nikt nie miał wątpliwości, że na szali jest ratowanie życia ludzkiego.

- Kto na świecie stosuje tę terapię i jakie są doniesienia o jej skuteczności?

- Terapia była stosowana u pojedynczych pacjentów w Chinach, we Włoszech i w Hiszpanii. Pierwsze doniesienia są bardzo optymistyczne, przy czym wydaje się, że zastosowany przez nas wybór czasu podania – w okresie narastania objawów niewydolności oddechowej – wydaje się najbardziej optymalny. We wspomnianych przypadkach zagranicznych z tym wyborem było różnie, co może mieć wpływ na skuteczność.

- Jak pan ocenia obecną sytuację epidemii z punktu widzenia osoby, która na co dzień walczy z COVID-19?

- Najważniejsze jest, aby nie doszło do przepełnienia pojemności systemu opieki zdrowotnej, a więc, by starczyło łóżek i respiratorów dla pacjentów, a także, aby było wystarczająco dużo pracowników opieki medycznej. Niestety takie zdarzenia obserwujemy we Włoszech czy w Hiszpanii. Rozwiązania systemowe i organizacyjne są bardzo ważne dla utrzymania kontroli nad sytuacją związaną z epidemią COVID-19.
Jeżeli dzięki wprowadzonym restrykcjom w kontaktach w przestrzeni publicznej uda się dokonać spłaszczenia krzywej zachorowań, a wszystko na to wskazuje, to epidemia może trwać dłużej, ale nie będzie gwałtowna, a to również pozwala na uniknięcie olbrzymiej liczby zgonów. Mam nadzieję, że na przełomie maja i czerwca będziemy już po szczycie zachorowań i w fazie wygaszania epidemii.

CZYTAJ DALEJ

Włochy: kara pienieżna za udział w Mszy św. w Niedzielę Palmową

2020-04-05 21:19

[ TEMATY ]

Włochy

BOŻENA SZTAJNER

Kary w wysokości po 280 euro otrzymała grupa wiernych w Abruzji we Włoszech, którzy w Niedzielę Palmową wzięli udział w mszy, mimo że w całym kraju obowiązuje zakaz uroczystości religijnych. Proboszcz twierdzi, że uszanował wprowadzone przepisy.

Do zdarzenia doszło w rejonie miejscowości Sulmona koło L'Aquili, gdzie w osadzie Badia w małym kościele zgromadziła się grupa wiernych na mszy otwierającej uroczystości Wielkiego Tygodnia. Interweniowała straż miejska, która spisała uczestników mszy i wymierzyła im karę za nieuzasadnione oddalenie się od domu - podała agencja Ansa.

"Przestrzegałem dekretu, który został wydany, ja i trzy osoby, które pomagały mi w czytaniach. Nie zrobiłem niczego nie na miejscu" - przekonywał proboszcz ksiądz Andrea Accivile.

"Celebruję obrzędy Wielkiego Tygodnia, przewidziane przez Kościół, i dekret, który mówi, że musi być osoba czytająca, akolita pomagający kapłanowi i ministrant. I tak właśnie było. Powiedziałem, żeby zamknięto drzwi, ale ktoś o tym zapomniał. Jeśli o mnie chodzi, ja zrobiłem to, co trzeba" - podkreślił duchowny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję