Reklama

Europa

Papież przekazał bułgarskiej Cerkwi cenne relikwie

Franciszek przekazał relikwie św. Klemensa, papieża i męczennika, oraz św. Potyta, męczennika patriarsze Prawosławnego Kościoła Bułgarii.

[ TEMATY ]

relikwie

cerkiew

Bułgaria

papież Franciszek

Vatican Media

Papieska pielgrzymka do Bułgarii

Papieska pielgrzymka do Bułgarii

„To wielkie błogosławieństwo dla naszego Kościoła, a zarazem duchowy pomost między Kościołem Bułgarii i Kościołem Rzymu”
– stwierdził patriarcha Neofit, przyjmując relikwie z rąk nuncjusza apostolskiego w Bułgarii. Relikwie świętych będą przechowywane w starożytnej Cerkwi Mądrości Bożej, która powstała jeszcze w czasach niepodzielonego Kościoła.

Zgodnie z tradycją obydwaj święci są mocno związani ze starożytną Sardicą, która dziś nosi nazwę Sofia. Św. Klemens uważany jest za pierwszego biskupa tego miasta, a św. Potyt za pierwszego sofijskiego męczennika. Należy do grona 10 najważniejszych świętych tego miasta, a jego imię związane jest z wieloma cudownymi uzdrowieniami.

2020-02-27 20:39

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież w Bułgarii (dzień pierwszy)

Spotkania z przedstawicielami władz, różnych wyznań religijnych i korpusem dyplomatycznym, z patriarchą i Synodem Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego, wizyta w prawosławnej katedrze pw. św. Aleksandra Newskiego, modlitwa "Regina Caeli" i Msza św. z udziałem 12 tys. osób w Sofii złożyły się na pierwszy dzień wizyty apostolskiej Franciszka w Bułgarii. Jej hasłem są słowa „Pokój na świecie”, nawiązującym do encykliki św. Jana XXIII pod tym samym tytułem. W ramach 29. podróży zagranicznej papież odwiedzi jeszcze 7 maja Macedonię Północną.

Ceremonia powitania

O godz. 8.48 Airbus 321 włoskich linii lotniczych Alitalia z papieżem wylądował na międzynarodowym lotnisku w Sofii. Papieża u stóp schodów samolotu przywitał premier bułgarskiego rządu Bojko Borisow. Czworo dzieci w tradycyjnych strojach ofiarowało papieżowi kwiaty. Nie było żadnych wystąpień. Papież i premier przeszli przed kompanią reprezentacyjną i udali się do lotniskowego salonu dla VIP-ów na krótką rozmowę. Po niej nastąpiła wymiana prezentów. Ojciec Święty otrzymał m.in. ikonę świętych apostołów Słowian Cyryla i Metodego. Z kolei papież ofiarował premierowi medale swojego pontyfikatu.

Wśród witających byli m.in. nuncjusz apostolski w Bułgarii, abp Anselmo Guido Pecorari, biskup sofijsko-płowdiwski Gheorghi Ivanov Jovčev, bp Christo Projkow, zwierzchnik diecezji obrządku bizantyjsko-słowiańskiego i bp Petko Christow, ordynariusz diecezji nikopolskiej.

Przed Pałacem Prezydenckim w Sofii Ojca Świętego oficjalnie przywitał prezydent republiki Rumen Radew. Odegrano hymny watykański i bułgarski. Następnie nastąpiła prezentacja delegacji władz państwowych i watykańskich. Po ceremonii papież z prezydentem udali się na prywatną rozmowę. Po niej Franciszek wpisał się do Księgi Honorowej i wymieniono prezenty. Szef bułgarskiego państwa otrzymał reprodukcję skrótu nominacji abp. Angelo Roncallego, przyszłego papieża Jana XXIII, na delegata apostolskiego w Królestwie Bułgarii z 16 października 1931 r., przechowywanego w Tajnym Archiwum Watykańskim.

Franciszkowi w podróży do Bułgarii towarzyszą kardynałowie: Pietro Parolin - sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, Leonardo Sandri - prefekt Kongregacji Kościołów Wschodnich, Kurt Koch - przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, substytut ds. ogólnych w Sekretariacie Stanu abp Edgar Peña Parra oraz sekretarz ds. stosunków z państwami abp Paul Richard Gallagher.

Spotkanie z władzami

Na placu Atanasa Burowa Franciszek spotkał się z przedstawicielami władz, korpusem dyplomatycznym a także różnych wyznań religijnych. Witając Ojca Świętego prezydent Bułgarii Rumen Radew podkreślił liczącą ponad 1200 lat tradycję chrześcijaństwa w swej ojczyźnie. Zaznaczył, że współcześnie Bułgaria cechuje się wielką tolerancją. Podkreślił, że w relacjach wzajemnych między Bułgarią a Stolicą Apostolską dominuje dobra wola i porozumienie, a także ponad 50-letnią tradycję wizyt delegacji bułgarskiej 24 maja z okazji święta świętych Cyryla i Metodego w Watykanie, z którymi wiąże się bułgarskie piśmiennictwo i literatura. Wspomniał, że Jan XXIII, który w latach 1925-1934 był wizytatorem apostolskim i delegatem apostolskim w Sofii, był nazywany „bułgarskim papieżem”. Podkreślił, że obecna wizyta Franciszka należy do najważniejszych wydarzeń w dziejach najnowszych Bułgarii.

Na wstępie przemówienia Franciszek przypomniał, że położenie geograficzne Bułgarii oraz jej dzieje predestynują ją do spełniania roli pomostu oraz miejscu spotkania różnych kultur. Podkreślił głębokie korzenie chrześcijańskie tego kraju.

„Korzystajmy z gościnności, jaką oferuje nam naród bułgarski, aby każda religia, powołana do krzewienia harmonii i zgody, przyczyniała się do rozwoju kultury i środowiska, przenikniętych pełnym szacunkiem dla osoby ludzkiej i jej godności, ustanawiając istotne powiązania między różnymi kulturami, wrażliwościami i tradycjami oraz odrzucając wszelką przemoc i przymus. W ten sposób zostaną pokonani ci, którzy za wszelką cenę próbują manipulować i instrumentalizować religię” – stwierdził Ojciec Święty.

Franciszek zaznaczył, że jego wizyta nawiązuje do pielgrzymki, jaką w dniach 23-26 maja 2002 r. odbył św. Jan Paweł II oraz niemal dziesięcioletniej obecności – jako wizytatora i delegata apostolskiego - przyszłego Jana XXIII (1925-1934). Przypomniał wysiłki abp. Angelo Giuseppe Roncallego na rzecz krzewienia braterskiej współpracy między wszystkimi chrześcijanami.

Papież przypomniał również znaczenie jakie mają dla Bułgarii apostołowie Słowian, święci Cyryl i Metody. „Niech ich wspaniały przykład wzbudzi wielu naśladowców także w naszych dniach i zrodzi nowe drogi pokoju i zgody!” – stwierdził Ojciec Święty.

Następnie Franciszek zwrócił uwagę na aktualną sytuację Bułgarii i stojące przed nią wyzwania społeczne, w tym ubytek około 2 milionów obywateli na skutek emigracji, „zimę demograficzną” oraz kryzys migracyjny. Zachęcił władze tego kraju, by krzewiły korzystne warunki umożliwiające ludziom młodym pozostanie w ojczyźnie i godne w niej życie.

„Wasz kraj zawsze wyróżniał się jako pomost między Wschodem a Zachodem, zdolny sprzyjać spotkaniu różnych kultur, grup etnicznych, cywilizacji i religii, które żyły razem pokojowo od wieków. Rozwój, także gospodarczy i obywatelski Bułgarii, musi koniecznie obejmować uznanie i docenienie tej specyficznej cechy. Niech ta ziemia, między wielkim Dunajem a brzegiem Morza Czarnego, uczyniona żyzną przez pokorną pracę wielu pokoleń i otwarta na wymianę kulturalną i handlową, zespolona z Unią Europejską oraz solidnymi więzami z Rosją i Turcją, oferuje swoim dzieciom przyszłość nadziei” – powiedział papież na zakończenie swego przemówienia.

Spotkanie z patriarchą

Nastepnie Franciszek pojechał na spotkanie z patriarchą Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego Neofitem i członkami Świętego Synodu Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego w Pałacu Świętego Synodu. Obok hierarchów i delegacji watykańskiej w spotkaniu wziął udział ostatni car Bułgarii Symeon II Sakskoburggotski.

Przy głównym wejściu do Pałacu Synodalnego papieża powitał metropolita Europy Zachodniej i Środkowej BKP, Antoni (Żiwko Michalew). Następnie Franciszek spotkał się z patriarchą Neofitem, który witając papieża przypomniał szczególną uwagę, jaką Kościół katolicki zwraca na Bułgarię, będącą wyrazem szacunku wobec Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego. Zapewnił, że szacunek ten jest wzajemny. Metropolita Sofii podkreślił dwie rzeczy: jedność w obronie chrześcijańskich korzeni Europy i zwrócenie uwagi na zagrożenie prześladowania chrześcijan. „Zawsze modliliśmy się o jedność świata w Chrystusie, ponieważ chrześcijanie zjednoczeni będą silniejsi” – powiedział Neofit. Następnie, wracając do historii Kościoła, naznaczonej także „smutnymi kontrowersjami i schizmami”, patriarcha zaznaczył, że być może odczytując na nowo to, co się wydarzyło, można będzie znaleźć „odpowiedzi na stale aktualne pytania”.

W swoim wystąpieniu Franciszek zauważył, że rany w relacjach między chrześcijanami, to bolesne rany zadane Ciału Chrystusa, którym jest Kościół. „Ale może, jeśli włożymy wspólnie rękę w te rany i wyznamy, że Jezus zmartwychwstał, i ogłosimy, że jest naszym Panem i Bogiem, jeśli uznając nasze niedostatki zanurzymy się w Jego ranach miłości, będziemy mogli odkryć na nowo radość przebaczenia i zasmakować dnia, w którym z Bożą pomocą będziemy mogli celebrować tajemnicę paschalną przy tym samym ołtarzu” – powiedział Ojciec Święty.

Papież zwrócił uwagę na znaczenie tego, co nazwał „ekumenizmem krwi” – świadków wiary w obliczu prześladowań dyktatury komunistycznej. „Proszą nas, abyśmy nie trwali zamknięci, ale abyśmy się otworzyli, ponieważ tylko w ten sposób ziarna przynoszą owoc” – stwierdził Franciszek.

Ojciec Święty zaznaczył, że jego pielgrzymkę w Bułgarii poprzedziła przed 17 laty wizyta św. Jana Pawła II, a także w latach 1925-1935 misja abp. Angelo Giuseppe Roncallego – późniejszego papieża św. Jana XXIII, za którego sprawą nasiliły się kontakty między Stolicą Apostolską a Bułgarskim Kościołem Prawosławnym. Przypomniał także, iż od ponad 50 lat przybywa do Rzymu w związku ze świętem świętych Cyryla i Metodego oficjalna delegacja bułgarska. „Jestem przekonany, że dzięki Bożej pomocy i w czasach, w których Opatrzność zdecyduje, takie kontakty mogą pozytywnie wpłynąć na wiele innych aspektów naszego dialogu” – powiedział papież. Jednocześnie zachęcił do rozwijania współpracy w posłudze ubogim.

Następnie Ojciec Święty nawiązując do przesłania Apostołów Słowian wskazał na szczególne znaczenie współpracy w zakresie misji i komunii, by wzrastać w braterstwie. Podkreślił konieczność przekazywania wiary młodym pokoleniom. „Jakże ważne jest, szanując poszczególne tradycje i właściwości, dopomożenie sobie w znajdowaniu sposobów przekazywania wiary zgodnie z językami i formami, pozwalającymi ludziom młodym doświadczyć radości Boga, który ich miłuje i powołuje! W przeciwnym razie będą kuszeni, by pokładać ufność w wielu zwodniczych trendach społeczeństwa konsumpcyjnego” – stwierdził papież.

Nawiązując do przesłania świętych Cyryla i Metodego Franciszek podkreślił, że różnice nie są absolutnie przeszkodą dla jedności. „Również my, spadkobiercy wiary Świętych, jesteśmy powołani do bycia budowniczymi komunii, narzędziami pokoju w imię Jezusa” – stwierdził Ojciec Święty. Dodał, że różnorodność w obyczajach i zwyczajach wcale nie przeszkadza jedności Kościoła.

Na zakończenie papież zapewnił patriarchę i członków Świętego Synodu Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego o swoich modlitwach w ich intencji i całego narodu bułgarskiego, a także wspólnej drogi w ekumenizmie krwi, ubogich i misji.

Potem wymieniono prezenty i zrobiono wspólne zdjęcie. Ojciec Święty przekazał w darze patriarsze Neofitowi „Codex Pauli”, opublikowany z okazji rocznicy dwóch tysięcy lat od narodzin św. Pawła Apostoła. Z kolei papież otrzymał olejny obraz przedstawiający patriarszą katedrę pw. św. Aleksandra Newskiego.

Dziś Bułgarski Kościół Prawosławny ma 6,5 mln wiernych w Bułgarii i około 1,5-2 mln członków poza granicami kraju.

Modlitwa w prawosławnej katedrze

Franciszek odwiedził i modlił się przed tronem świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowian i twórców słowiańskiej kultury i języka w patriarszej katedrze pw. św. Aleksandra Newskiego. Ze strony prawosławnej papieżowi towarzyszył metropolita Europy Zachodniej i Środkowej BKP, Antoni (Żiwko Michalew).

W drodze do katedry orszakowi towarzyszył śpiew młodzieży z bułgarskich parafii. Franciszek modlił się przed tronem świętych Cyryla i Metodego, zwiedził świątynię, wpisał się do Księgi Honorowej i chwilę rozmawiał z niewielką grupą osób zgromadzonych w katedrze.

Wizyta miała charakter prywatny bez żadnych elementów ekumenicznych. Towarzyszący papieżowi biskupi i duchowni nie nosili szat liturgicznych i nie było wspólnej modlitwy z Ojcem Świętym. Nie wystąpił też reprezentacyjny chór katedralny. Synod Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego nie zezwolił swoim duchownym na uczestnictwo w papieskich nabożeństwach i modlitwach.

Katedra patriarsza pw. św. Aleksandra Newskiego jest najbardziej znaną budowlą bułgarskiej stolicy i jej znakiem rozpoznawczym. Jest także największą świątynią na Półwyspie Bałkańskim.

"Regina Caeli" z papieżem

Z katedry prawosławnej Ojciec Święty udał się pieszo na plac św. Aleksandra Newskiego, pozdrawiając po drodze wiernych, w tym osoby niepełnosprawne, a także duchownych, kapucynów i zakonnice. Obecni też byli przedstawiciele Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, muzułmanów i społeczności żydowskiej. Wśród zgromadzonych wiernych byli także imigranci z Afryki. Chór męski śpiewał pieśni maryjne, "Barkę”, a także pieść o zmartwychwstaniu Chrystusa.

W rozważaniu przed modlitwą Ojciec Święty przypomniał, że istotą wiary chrześcijan jest wydarzenie zmartwychwstania Chrystusa, zaś słowa pozdrowienia wielkanocnego: „Chrystus zmartwychwstał!” – „Prawdziwie zmartwychwstał!” – wyrażają prawdę, że On żyje i chce, abyśmy żyli.

Następnie Franciszek przypomniał postać św. Jana XXIII, który w latach 1925-1934 był przedstawicielem papieskim w Bułgarii, gdzie nauczył się cenić tradycję Kościoła wschodniego. „Jego doświadczenie dyplomatyczne i duszpasterskie w Bułgarii odcisnęło bardzo silne piętno na jego sercu pasterza, do tego stopnia, że doprowadziło go do popierania w Kościele perspektywy dialogu ekumenicznego, który miał znaczący impuls na Soborze Watykańskim II, zwołanym właśnie przez papieża Roncallego. W pewnym sensie musimy podziękować tej ziemi za mądrą i inspirującą intuicję «dobrego papieża»” – powiedział Ojciec Święty.

Franciszek podkreślił znaczenie dialogu różnych wyznań chrześcijańskich i różnych religii. „Teraz zwracamy się do Najświętszej Maryi Panny, Królowej Nieba i Ziemi, aby orędowała u zmartwychwstałego Pana, żeby obdarzył tę umiłowaną ziemię stale koniecznym impulsem, by być ziemią spotkania, w której niezależnie od różnic kulturowych i religijnych, czy też etnicznych, moglibyście nadal uznawać i szanować siebie jako dzieci tego samego Ojca” – stwierdził papież przed modlitwą "Regina Caeli".

Po modlitwie papież udał się do nuncjatury apostolskiej, która jest jego rezydencją w czasie pobytu w Bułgarii, gdzie zjadł obiad.

Msza św. z 12 tys. osób

Franciszek odprawił na placu Kniazia Aleksandra w centrum Sofii Mszę św. z udziałem ok. 12 tys. osób. Liturgia sprawowana była po włosku i bułgarsku. Ojciec Święty w swojej homilii, wygłoszonej po włosku, nawiązał do fragmentu Ewangelii (J 21,1-19) opisującego szczególne powołanie Piotra i przypomniał, że Bóg powołuje, zaskakuje i miłuje.

Przestrzegł przed nostalgią za przeszłością i swoistą psychologią grobu, która zabarwia wszystko rezygnacją. Prowadzi to do „szarego pragmatyzmu życia, życia, w którym pozornie wszystko postępuje normalnie, podczas gdy w rzeczywistości wiara się wyczerpuje i przeradza w małostkowość”. Papież wskazał, że nawet ludzi upadających Bóg powołuje. „W Jezusie, Bóg zawsze stara się dać szansę. Czyni tak samo z nami: każdego dnia wzywa nas, abyśmy przeżyli na nowo naszą historię miłości z Nim, abyśmy odnowili się w nowości, którą jest On” – powiedział Franciszek. Zaznaczył, że kiedy powołanie Jezusa ukierunkowuje życie, wówczas serce się odmładza.

Następnie Ojciec Święty zwrócił uwagę, że „Bóg zaskakuje, gdy powołuje i zachęca, byśmy rzucili nie tylko sieci, ale samych siebie na głębię historii i patrzyli na życie, patrzyli na innych, a nawet na samych siebie oczyma, które «w grzechu widzą dzieci, które trzeba podnieść; w śmierci - braci, których trzeba wskrzesić do życia; w rozpaczy, serca które trzeba pocieszyć. Dlatego nie lękaj się: Pan kocha to twoje życie, nawet gdy się boisz na nie spojrzeć i wziąć je w swoje ręce»”.

Wreszcie Franciszek podkreślił, że Bóg miłuje, a bycie chrześcijaninem jest powołaniem do zaufania, że Miłość Boga jest większa niż wszelkie ograniczenia czy grzech. „Jedno z wielkich cierpień i przeszkód, jakich dzisiaj doświadczamy, rodzi się nie tyle ze zrozumienia, że Bóg jest miłością, ile z faktu, że doszliśmy do głoszenia Go i świadczenia o Nim w taki sposób, że dla wielu nie jest to Jego imię. Bóg jest miłością, która kocha, daje siebie, powołuje i zaskakuje” – zauważył papież.

Ojciec Święty zachęcił bułgarskich katolików, aby byli żywymi znakami Pana Boga. „Nie bójcie się być świętymi, których potrzebuje ta ziemia, świętości, która nie odbierze wam sił, życia ani radości. Wręcz przeciwnie, ponieważ wy i dzieci tej ziemi staniecie się tym, o czym marzył Ojciec, kiedy was stworzył” – powiedział Franciszek.

Po Komunii św. zebrani odśpiewali po bułgarsku ulubioną pieśń św. Jana Pawła II - „Barkę”, po czym głos zabrał przewodniczący konferencji episkopatu Bułgarii bp Christo Projkow. Podziękował papieżowi za zauważenie „małego zakątka Ziemi”, jakim jest Bułgaria. Zaznaczył, że chrześcijańskie korzenie tego kraju są starożytne, lecz w ciągu historii zatrzymali się tu ludzie różnych kultur i religii. Ich wzajemne współżycie jest wyrazem mądrości (sofii), która „zakorzeniona jest nie tylko w Sofii, stolicy Bułgarii, ale w sercach wszystkich Bułgarów”.

W imieniu Kościoła katolickiego w Bułgarii bp Projkow podarował Franciszkowi kopię ikony Matki Bożej z Nesebyru, której wizerunek nosił ze sobą abp Angelo Roncalii, wizytator apostolski w Bułgarii, przyszły św. Jan XXIII. Przed opuszczeniem tego kraju poprosił papieża Piusa XI o zamianę swej tytularnej stolicy biskupiej właśnie na Nesebyr i pozostał tytularnym arcybiskupem Nesebyru aż do nominacji na patriarchę Wenecji.

Przewodniczący episkopatu przypomniał, że w oczekiwaniu na wizytę Franciszka bułgarscy katolicy codziennie modlili się w jego intencji, a także za pokój na świecie.

Na liturgii obecni byli przedstawiciele innych wyznań i religii, obecnych w Bułgarii, w tym muzułmanów i żydów. Zabrakło natomiast przedstawicieli większościowego Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego.

Z placu Kniazia Aleksandra papież odjedzie na kolację i nocleg do budynku nuncjatury apostolskiej.

Jutro w drugim i ostatnim dniu wizyty w Bułgarii Franciszek odwiedzi rano ośrodek dla uchodźców w sąsiedztwie sofijskiego lotniska. Potem Franciszek helikopterem uda się do położonego niedaleko Płowdiwu miasteczka Rakowski, gdzie odprawi Mszę św., w trakcie której udzieli pierwszej Komunii św. ponad 250 dzieciom z całej Bułgarii w kościele Najświętszego Serca Jezusowego, po czym spotka się ze wspólnotą katolicką w kościele św. Michała Archanioła. Po powrocie do Sofii, na placu Niepodległości odmówi modlitwę o pokój w obecności przedstawicieli różnych wyznań religijnych Bułgarii.

CZYTAJ DALEJ

Miałby dziś profil na Facebooku

Kochał ludzi. Faktycznie, nie na pokaz. Oni to wyczuwali i się do niego garnęli. A on nie potrafił zamknąć swego kapłaństwa w kościele. Taki był ks. Jerzy Popiełuszko

Gdyby dzisiaj żył, z całą pewnością miałby swój profil na Facebooku, konto na Twitterze czy na Instagramie. Używałby nowoczesnego, komunikatywnego języka i nagrywałby filmy na youtube. Dlaczego? Bo w ciągu minuty logują się tam miliony użytkowników. A on był obecny wszędzie tam, gdzie są ludzie. Podkreślał: „Nie umiem zamknąć swego kapłaństwa w kościele”. I nie zamykał.

Szedł do studentów i robotników, do pielęgniarek, prawników, aktorów. Do niewierzących, wątpiących, poszukujących. Udzielał też wywiadów, mimo że za jego życia, w latach 80. XX wieku, w czasach szalejącej cenzury, współpraca duchownych z mediami nie była jeszcze na porządku dziennym. Jednak on przełamywał schematy i wyprzedzając swoją epokę, wskazywał, że obecność Ewangelii w mediach to obecność słowa Bożego w ludziach. Zwłaszcza w tych, których nie ma w Kościele. I to mnie właśnie w ks. Jerzym fascynowało, odkąd zaczęłam pisać jego biografię. Chociaż oczywiście, najbardziej uderzały mnie jego męczeństwo, jego podejście do cierpień i prześladowań, szybko zrozumiałam, że został on męczennikiem za wiarę, ale i za wartości, które z tej wiary wypływają, czyli za prawdę, wolność. Za miłość. Tę do Boga, ale i do ludzi. Dlatego właśnie, w ostatecznym rozrachunku, tak ważny był dla niego kontakt z drugim człowiekiem. Za pośrednictwem mediów, ale i osobisty.

Walczył ze złem, nie z ofiarami zła

Mogłam się o tym przekonać, kiedy rozmawiałam z ludźmi, którzy znali ks. Jerzego. Zaskakiwało mnie, że każdy, naprawdę każdy z ponad setki osób, których wypowiedzi nagrywałam, mówił o nim jak o swym najbliższym przyjacielu. I nie były to górnolotne słowa, gdyż padały konkretne szczegóły: że ks. Jerzy zawiózł w nocy chore dziecko do szpitala, że pożyczył samochód, przynosił paczki żywnościowe, gdy kogoś zwolnili z pracy, pocieszał matkę po stracie dziecka albo sprowadził z zagranicy lekarstwo ratujące życie. Były też spotkania lżejszego kalibru: szczere rozmowy podczas spacerów po Warszawie, wspólne wyprawy na czekoladowe pierniczki do cukierni przy Piwnej, wycieczki do lasu czy spotkania w domach z okazji świąt lub czyichś imienin. Wyglądało to tak, jakby doba ks. Jerzego trwała dłużej niż 24 godziny. Tymczasem on „tylko” kochał ludzi. Faktycznie, nie na pokaz. A ludzie to wyczuwali i się do niego garnęli. Za każdym razem więc, gdy zmieniał parafię, szli za nim poprzedni parafianie. Tak było do końca.

Miłość bliźniego – być może zabrzmi to górnolotnie – ks. Jerzy pojmował naprawdę ewangelicznie, w naturalny sposób rozszerzał ją więc także na swoich wrogów i prześladowców. Potrafił wyjść z ciepłą kawą do śledzących go esbeków, marznących na mrozie przed jego mieszkaniem, i powiedzieć: „To nie wasza wina, że tu stoicie, panowie!”. Niekiedy mocno denerwowało to jego przyjaciół. Kiedyś, podczas spotkania w pokoju księdza, ktoś w końcu nakrzyczał na niego, że nie wymienia publicznie nazwisk tych, którzy go prześladują, że nie potępia ich w kazaniach – i że to nie jest w porządku. Ksiądz Popiełuszko opuścił wtedy głowę, posmutniał i oświadczył swym przyjaciołom: „Wy naprawdę niczego nie zrozumieliście! Ja walczę ze złem, nie z ofiarami zła!”.

To pokazuje, że hasło jego nauczania: „Zło dobrem zwyciężaj!”, nie było tylko sloganem. Ksiądz Jerzy autentycznie nie czuł do nikogo nienawiści i wielokrotnie powtarzał, identycznie jak wcześniej prymas Stefan Wyszyński podczas swego uwięzienia, że uczucia nienawiści jego wrogowie nie są w stanie w nim wzbudzić. Co więcej – za nich się modlił. Taka postawa udzielała się w końcu ludziom, którzy z ks. Jerzym przebywali na co dzień albo którzy słuchali jego kazań podczas słynnych Mszy za Ojczyznę. Wielu do dziś wspomina, że to dzięki ks. Popiełuszce przebaczali wrogom i krzywdzicielom, przestawali złorzeczyć, napełniali się wewnętrznym pokojem. I to było największe zwycięstwo moralne – także ks. Jerzego.

Bez cienia pychy

Błogosławiony męczennik miał charyzmę, to oczywiste. Ale też widać wyraźnie, że nie mogłaby się ona objawić, gdyby nie jego wiara. Silna, autentyczna, tak jak wiara jego matki. To Marianna Popiełuszko wpajała mu od dziecka jasne zasady. Nieraz bardzo proste: „Kochać ludzi, kochać Boga – to do nieba prosta droga”, a niekiedy twarde: „Bez krzyża do nieba nie możesz się dostać”. To matka wreszcie mówiła: „Jak idziesz na księdza, to musisz wiedzieć, że możesz być męczennikiem, bo przecież oddanie życia za wiarę jest wpisane w powołanie kapłańskie”. Trudno o mocniejsze słowa matki do syna.

Ksiądz Jerzy to wszystko aż nadto rozumiał, dlatego najbardziej troszczył się o to, by prowadzić ludzi do Boga. Właśnie dlatego w 1980 r. nie skończyło się tylko na jednej Mszy św. dla strajkujących w Hucie Warszawa, dla podchorążych czy studentów medycyny. I chociaż otaczali go ludzie o różnych poglądach, nikogo nie nawracał na siłę. Dzięki temu, że był świadkiem, chwilami bardziej może niż nauczycielem, niekiedy sami prosili go o spowiedź, o ślub kościelny, o chrzest. „Nie ma tygodnia, żebym nie chrzcił dorosłego człowieka” – wyznawał ks. Jerzy rok przed śmiercią. I dodawał: „Dzięki Ci, Panie, że się posługujesz tak niegodnym jak ja stworzeniem”.

Fenomen ks. Jerzego polegał także na tym, że nie gromadził on nigdy ludzi wokół siebie, tylko wskazywał na Kogoś większego niż on sam. Mimo ogromnej popularności i wręcz uwielbienia tłumów. Na Msze za Ojczyznę do Warszawy przybywały przecież coraz większe rzesze, zapraszano go z kazaniami do innych miast Polski. Był niekwestionowanym autorytetem. Łatwo mógł się wówczas stać przywódcą politycznym, co więcej, cieszył się tak wielkim poparciem, że gdyby tylko chciał, w pierwszych latach Solidarności mógł nawet założyć partię polityczną. Ale on zupełnie inaczej pojmował swe posłannictwo, podpowiadał, gdzie można odnaleźć sens; tłumaczył, że życie, które koncentruje się tylko na sprawach doczesnych, jest w istocie puste. Doskonale odgrywał przy tym rolę kapłana – patrioty, który był ze swoim narodem w dobrej i złej doli, upominał się o jego prawa.

Nie ulega wątpliwości, że bez silnej wiary taka postawa, całkowicie pozbawiona pychy i zarozumialstwa, byłaby niemożliwa.

36 lat później

Ksiądz Jerzy przeczuwał, że zginie. Im było bliżej 19 października 1984 r., tym coraz częściej powtarzał: „Oni mnie zabiją”. Ale dodawał zarazem: „Rola księdza jest taka, by głosić prawdę i za prawdę cierpieć, a jeżeli trzeba, za prawdę oddać życie”; „Jestem gotowy na wszystko!”.

Te słowa najdobitniej chyba świadczą, jak bardzo musiał wierzyć i jak ważna była dla niego wierność prawdzie i zasadom Ewangelii, skoro gotów był oddać za te wartości swe młode życie.

Obecnie, gdy mija 36 lat od męczeńskiej śmierci błogosławionego ks. Jerzego, nadal aktualne jest jego przesłanie. Wciąż oddziałuje on z góry na ludzi, pomaga, wyprasza łaski. Nieustannie przekonuję się o tym osobiście, kiedy otrzymuję maile lub kiedy na Facebooku lub Twitterze ktoś dziękuje mi za książki o nim, gdyż pod ich wpływem zafascynował się ks. Popiełuszką, a dzięki niemu przemienił swe życie: przystąpił do spowiedzi, zaczął chodzić do kościoła, ochrzcił dziecko. I to dla mnie jest największa radość.

Zażenowana jestem tylko, gdy ludzie w trudnych sytuacjach swego życia proszą mnie o modlitwę za wstawiennictwem ks. Popiełuszki. Tak jakby ktoś, kto pisał o nim książki, mógł wyprosić więcej. A przecież ks. Jerzy każdego słucha tak samo.

* * *

Dr Milena Kindziuk
adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie, autorka biografii bł. ks. Jerzego Popiełuszki i jego matki, konsultantka filmu dokumentalnego w reżyserii Ewy Świecińskiej; konsultantka scenariusza wystawy na temat ks. Jerzego w Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Dyrektor Caritas Polska: realizujemy kilkadziesiąt programów pomocowych

2020-10-20 13:09

[ TEMATY ]

Caritas

ks. Marcin Iżycki

Archiwum Caritas Polska

ks. Marcin Iżycki

ks. Marcin Iżycki

W 1990 r. Caritas się odrodziła, wszystko zaczęło się od pomagania punktowego w parafiach, a dziś realizujemy kilkadziesiąt programów pomocowych dla najmłodszych, osób starszych i ubogich, wprowadzamy też narzędzia, które pomagają pomagać - mówi ks. Marcin Iżycki.

W wywiadzie dla KAI dyrektor obchodzącej 30-lecie reaktywacji Caritas Polska opowiada też m.in. o pracy organizacji w czasie pandemii i wielu projektach pomocy międzynarodowej.

KAI: Caritas Polska, którą Ksiądz Dyrektor kieruje od ponad trzech lat, w tym roku obchodzi 30-lecie reaktywacji. Zaczynała bardzo skromnie w trudnych czasach transformacji ustrojowo-gospodarczej i społecznej, a dziś jest bodaj największą instytucją niosącą pomoc potrzebującym w Polsce, a przy tym także zaangażowaną w akcje pomocowe na całym świecie.

Ks. Marcin Iżycki: W roku 1990 Caritas się odrodziła. Przed wojną była największą instytucją pomocową w Polsce, a zmiany ustrojowe przyniosły odbudowę jej struktur centralnych i diecezjalnych. Wszystko zaczęło się od pomagania punktowego, w parafiach powstawały Parafialne Zespoły Caritas. Pierwsze działania były związane z pomocą doraźną, polegały na dostarczaniu paczek dla osób ubogich. Następnie pierwszy dyrektor Caritas Polska i mój bezpośredni poprzednik ks. Marian Subocz wraz z zespołem współpracowników opracował ideę Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom – pierwszej wielkiej akcji Caritas, która trwa do dziś. Świeca Caritas, która płonie w większości polskich domów na stołach wigilijnych jest znakiem trwałości tej pomocy. Dzięki niej możemy bowiem zorganizować Wakacyjną Akcję Caritas, pomóc dzieciom w wyjazdach na ferie zimowe i w edukacji. Od tego się zaczęło.

Dziś Caritas realizuje kilkadziesiąt programów pomocowych. Kilka z nich poświęconych jest wsparciu najmłodszych, jak „Skrzydła” – to program stypendialny, „Tornister Pełen Uśmiechów” – wyprawki szkolne, które ewoluują od początku powstania programu; inne - „Kromka Chleba” i „Jałmużna Wielkopostna” – ukierunkowane są na pomoc osobom starszym i ubogim, wreszcie istnieje wspomniana już Wakacyjna Akcja Caritas. Te programy funkcjonują niemal w niezmienionej formie, ale powstają też nowe, do czego skłania nas zmieniająca się rzeczywistość. Wprowadzamy narzędzia, które pomagają nam pomagać. Jednym z nich jest zainicjowana trzy lata temu karta na codzienne zakupy. Pomagamy potrzebującym nie w postaci ofiarowywania konkretnej żywności, którą być może już mają lub jej nie potrzebują, ale za pośrednictwem rozwiązania dającego wybór: beneficjent karty może z nią pójść do sklepu i zrobić takie zakupy, jakich potrzebuje. Osób korzystających z tej karty jest obecnie 10 tys. w całym kraju. Współpracujemy w tym zakresie z firmą Jeronimo Martins, czyli właścicielem sieci sklepów Biedronka, a wartość programu przekroczyła w ciągu trzech lat 35 mln zł.

To jeden z przykładów nowych projektów, jakie realizujemy, ale jest ich oczywiście więcej. Uczymy się jak najlepiej pomagać innym, profesjonalizujemy także naszą kadrę. Gromadzimy w strukturach Caritas specjalistów z różnych dziedzin: realizowania projektów żywnościowych krajowych i zagranicznych, wolontariatu oraz komunikacji medialnej, w tym w mediach społecznościowych. Wielu z nich ma doświadczenie wcześniejszej pracy w innych instytucjach i organizacjach pomocowych: Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej, Polskiej Akcji Humanitarnej, Szlachetnej Paczce. Umieją opracowywać projekty, następnie je wdrażać i rozliczać. Wiele naszych działań, w tym szkolenia dla wolontariatu, zatrzymała niestety pandemia, ale myślę, że idziemy w dobrym kierunku.

KAI: W tym jubileuszowym dla organizacji roku nastał właśnie trudny czas pandemii, która trwa już ponad sześć miesięcy. Jak w generalnej perspektywie można ocenić działalność Caritas Polska i Caritas diecezjalnych w tym okresie?

- Pandemia spadła na nas wręcz z dnia na dzień. Byliśmy zmuszeni zmienić strukturę wewnętrznej komunikacji, dostosować ją do nowych warunków i potrzeb. Powstało 12 zespołów zajmujących się poszczególnymi sektorami naszej działalności w Caritas Polska. Cały czas pracujemy w trybie rotacyjnym, część pracowników zdalnie, a część w biurze. Początek pandemii był dla nas, jak chyba dla wszystkich, bardzo trudny. Mieliśmy kłopot, aby zdobyć potrzebną pomoc: respiratory, maseczki, środki czystości. Udało się jednak nie popełnić błędów w zakupie tych materiałów, choć jak wiemy było o to trudno nawet instytucjom znajdującym się na świeczniku. Wkradała się też powoli panika, bo w całej Europie zaczynało tych środków brakować. Dzięki dobrym doradcom, życzliwości zwykłych ludzi, wsparciu lekarzy oraz ekspertów ekonomicznych i prawnych uniknęliśmy jednak błędnych decyzji. Respiratory transportowe kupiliśmy w Wielkiej Brytanii, unikaliśmy zakupów – jak się potem okazało - pozbawionych atestu maseczek czy kombinezonów z Chin, woleliśmy poczekać i to się opłaciło.

KAI: Wielką siłą Caritas od początku byli wolontariusze. Co w czasie pandemii było i jest największym wyzwaniem w ich codziennej pracy?

- Pandemia sprawiła przede wszystkim, że nasi wolontariusze nie mogli pomagać. Po pierwsze, są to głównie dzieci i młodzież ze Szkolnych Kół Caritas, którzy zakażenie koronawirusem przechodzą w większości bezobjawowo. Była zatem obawa, że ich styczność z osobami starszymi będzie ryzykowna. Druga grupa wolontariuszy to z kolei Parafialne Zespoły Caritas, złożone w części z seniorów. Zastanawialiśmy się zatem na początku, co z tym zrobić. Udało się zaangażować do pomocy Wojska Obrony Terytorialnej. Żołnierze i harcerze stali się naszymi wolontariuszami. W sierpniu Episkopat Polski zatwierdził dwóch nowych wicedyrektorów Caritas Polska. Jeden z nich poświęci się organizacji pracy wolontariatu. Na początku policzymy, ile jest Szkolnych Kół Caritas i Parafialnych Zespołów Caritas. Chcemy też zaproponować im nowy model współpracy. Wiemy, że wolontariat jest naszą siłą, którą widać zwłaszcza przy okazji organizowanych przez nas w hipermarketach zbiórek żywności „Tak, pomagam!”. Ale w wolontariuszy trzeba też zainwestować. Oczywiście w czasie pandemii o zaangażowanie młodych jest trudno. Dzieci i młodzież nie chodziły do szkoły, nie było zatem możliwe utrzymywanie kontaktu z najmłodszymi. Dzięki dobremu rozpoznaniu sytuacji w niektórych diecezjach będziemy dążyli do konsolidacji tego wolontariatu oraz zaproponowaniu swego rodzaju bonusów wynikających ze współpracy z nami, np. Kartę Wolontariusza Caritas, oferującą m.in. różnego rodzaju zniżki z korzystania z miejsc użyteczności publicznej. Jest to jednak praca na następne kilka lat.

Do tej pory wolontariat dzieci i młodzieży miał charakter bardziej doraźny, dostosowany do konkretnych akcji. Teraz chcemy zaproponować zwłaszcza w przypadku Szkolnych Kół Caritas pracę bardziej systematyczną, aby wolontariusz zaczął się utożsamiać z Caritas. To nie znaczy, że ma zrezygnować z pomocy w innych akcjach, ale chodzi o to, aby przynależność do Caritas była dla niego ważna oraz trwale widoczna dla innych.

KAI: Wspomniał Ksiądz Dyrektor o respiratorach. Caritas Polska starała się o ich zakup w ramach akcji charytatywnej #WdzięczniMedykom realizowanej we współpracy z podmiotami publicznymi. Na czym ona polega?

- Już w marcu, na początku pandemii, uruchomiliśmy dwie akcje interwencyjne: #WdzięczniMedykom i #PomocDlaSeniora. Polegają one przede wszystkim wsparciu dwóch grup najbardziej narażonych na skutki epidemii: seniorów i medyków. W tym drugim programie skupiliśmy się przede wszystkim na doposażeniu szpitali i domów pomocy społecznej. Zakupiliśmy ponad 100 respiratorów i większość z nich została już rozdysponowana. Ich odbiorcami są różne placówki służby zdrowia: szpitale wojskowe, szpitale powiatowe, ośrodki opieki zdrowotnej zarówno w małych, jak i większych miastach. Są to respiratory typu transportowego bardzo dobrej jakości, mogą być zatem wykorzystywane zarówno w szpitalu, jak i np. w karetce pogotowia. Zakupiliśmy także 200 tys. maseczek, 200 tys. rękawiczek ochronnych i 10 tys. kombinezonów, a także kilkanaście łóżek dla oddziałów intensywnej opieki medycznej.

Seniorzy i lekarze to grupy najbardziej narażone na ryzyko zakażenia koronawirusem. Akcję #PomocDlaSeniora będziemy prowadzić do końca stycznia 2021 r. W wyniku rozprzestrzeniania się koronawirusa nastąpił problem z zakupem żywności przez osoby starsze. Część seniorów w związku z epidemią wolała nie wychodzić ze swoich mieszkań. W ramach akcji Caritas zapewniła samotnym i ubogim seniorom pomoc żywnościową oraz zaopatrzenie w środki higieniczne i ochronne (płyny do dezynfekcji, rękawiczki, maseczki), a także wsparcie wolontariuszy w czynnościach wymagających wyjścia z domu, np. w zakupie leków.

KAI: Jakie firmy czy też instytucje publiczne udało się przekonać do współpracy?

- Zwróciliśmy się do naszych wieloletnich partnerów jak Carrefour czy Generali, z którymi wcześniej współpracowaliśmy m.in. przy okazji zbiórek żywnościowych. Właściwie wystarczyło hasło, że trzeba pomóc. Był to też czas ogromnej mobilizacji i solidarności, o pomoc nie było zatem trudno. Ale pojawiły się też firmy, z którymi podjęliśmy współpracę po raz pierwszy, jak np. Nestle. Wartość finansowa obydwu akcji to ok. 32 mln zł, z czego 9 mln to wartość zakupionego sprzętu w ramach akcji „Wdzięczni Medykom”.

KAI: W jaki sposób Caritas dostosowuje swoją pomoc do zasad postępowania w tzw. strefach czerwonej i żółtej w poszczególnych powiatach?

- Caritas Polska koordynuje pomoc, ale szczegółowego wsparcia osobom potrzebującym na tych terenach udzielają 44 Caritas diecezjalne. Udzieliliśmy, jak już wspomniałem, pomocy w postaci sprzętu szpitalom powiatowym, gdyż one zwracały się o nią do nas bezpośrednio. W każdej z diecezjalnych Caritas ta pomoc realizowana była na różne sposoby. W niektórych powstały w czasie pandemii powołano specjalne centra wolontariatu, które zajęły się przede wszystkim dostarczaniem żywności osobom pozostającym w domowej izolacji. Na pewno jednak wszyscy pracownicy tych Caritas włożyli w pracę na rzecz potrzebujących maksimum wysiłku.

KAI: W jaki sposób pandemia wymusiła modyfikację jednej z najbardziej sztandarowych inicjatyw Caritas Polska, czyli akcji „Tornister Pełen Uśmiechów”? Zwykle polega ona na ofiarowaniu dzieciom z najbardziej potrzebujących rodzin wyprawki szkolnej. A w tym roku?

Cele akcji pozostał niezmieniony – to wsparcie dzieci i rodzin u progu nowego roku szkolnego. Nieco zmieniła się forma pomocy. Do tej pory były to przede wszystkim wyprawki szkolne, czyli plecaki i przybory szkolne. W tym roku, odpowiedzi na kryzys związany z epidemią koronawirusa, akcja została rozszerzona o działania związane z zapewnieniem dzieciom dostępu do komputerów niezbędnych do nauki zdalnej. W ramach partnerstwa z Fundacją Pro Caritate, Caritas Polska pozyskała na ten cel ponad 300 laptopów, które już zostały przekazane do świetlic środowiskowych, domów dziecka i placówek prowadzonych przez Caritas. Tam dzieci nie tylko mogą korzystać z komputerów na miejscu, ale także wypożyczać sprzęt do nauki on-line, np. w czasie epidemii.

KAI: Jedną z sytuacji, które przyniosła pandemia, stało się też zwiększone zapotrzebowanie na pomoc psychologiczną dla osób, które nie radzą sobie z obecną sytuacją? Caritas jest w stanie taką pomoc nieść?

- Taka pomoc realizowana jest na poziomie diecezjalnym, głównie w większych miastach. Mówimy jednak o pomocy duchowej, a nie stricte o profesjonalnym wsparciu psychologicznym. Chodziło o to, aby towarzyszyć w tej trudnej i nowej sytuacji osobom osamotnionym, rozmawiać z nimi, wysłuchać ich trosk. Pracownicy Caritas diecezjalnych udzielali takiej pomocy także telefonicznie osobom przeżywającym stres i niepewność wynikające z pozostawaniem w izolacji. W mojej ocenie, Kościół w swoim działaniu na rzecz potrzebujących w trakcie pandemii został dobrze oceniony. Powtarzam, na początku wszyscy byli zaskoczeni, ale szybko wprowadziliśmy wspomniane dwie akcje, dzięki czemu mogliśmy nieść pomoc najbardziej potrzebującym od pierwszych dniach epidemii, a w kolejnych tygodniach rozwijać nasze działania.

KAI: Równolegle z pandemią, lato ponownie stanęło pod znakiem zmagań z żywiołami natury. Przez kilka regionów Polski przeszły nawałnice i powodzie. Caritas była w tych dniach punktem oparcia dla poszkodowanych. Jak prowadzona była pomoc?

- Te zmagania miały miejsce pod koniec czerwca przede wszystkim na Podkarpaciu. Na miejscu zdarzeń zwykle najwcześniej pojawiają się strażacy, wojska obrony terytorialnej i właśnie Caritas. Podkarpacie to region, gdzie ludzie bardzo mocno się jednoczą w takich trudnych chwilach. Od razu uruchomiliśmy zbiórkę i przeznaczyliśmy pomoc z własnych środków na zapomogi i dofinansowanie odbudowy i remontu domów. Ważna była koordynacja działań i wymiana informacji między Parafialnymi Zespołami Caritas, Caritas diecezjalną i Caritas Polska. Naszą siłą jest to, że praktycznie na drugi dzień możemy uruchomić akcję pomocową połączoną ze zbiórką pieniężną. W efekcie w czerwcu i lipcu tego roku mieszkańcy zalanych miejscowości na Podkarpaciu otrzymali od Caritas pomoc w wysokości blisko 1,85 mln zł, z czego ćwierć miliona zebrała Caritas Polska. Wsparcie w postaci zapomóg otrzymało już 249 rodzin w archidiecezji przemyskiej i ok. 300 rodzin w diecezji rzeszowskiej.

KAI: Caritas zaczęła też realizować nowy program "Caritas Laudato si`" nastawiony na wrażliwość ekologiczną - który powstał jako odpowiedź na encyklikę papieża Franciszka. Co można o nim powiedzieć?

- Jest to projekt implementujący papieskie wskazania zawarte w ekologicznej encyklice „Laudato si`”, mówiącej o integralnie pojmowanej ochronie środowiska, w którego centrum jest człowiek. Nasz związany z tym projekt ma charakter edukacyjny, polega na kształtowaniu wrażliwości dzieci i młodzieży w duchu troski o ochronę przyrody i jest realizowany w 12 diecezjach. Młodzi zainspirowani encykliką praktycznie troszczą się o środowisko. Dzięki projektowi możliwe jest dofinansowanie małych grantów (do 4 tys. zł) w Szkolnych Kołach Caritas np. na budowę karmników, sadzenie drzew, tworzenie ogrodów czy warsztaty edukacyjne. Tych projektów jest łącznie ok. 120.

KAI: Osobny, wielki rozdział pracy charytatywnej na rzecz potrzebujących to międzynarodowe akcje pomocowe Caritas Polska. Co możemy powiedzieć o wsparciu dla mieszkańców Libanu, Syrii, Jemenu, Wenezueli?

Dzisiaj, w dobie pandemii, pomoc Caritas Polska trafia na 4 kontynenty, do ponad 40 krajów, a szacunkowa liczba osób, które otrzymają wsparcie to prawie ćwierć miliona, w tym tysiące rodzin. Jeden z naszych największych zagranicznych programów pomocowych skierowany jest do Jemeńczyków. Kwota wsparcia wynosi blisko 0,8 mln złotych. Z pomocy skorzysta ok. 168 tyś. osób. Caritas Polska razem z Polską Akcją Humanitarną prowadzą projekt wsparcia sześciu wiejskich przychodni w prowincji Al-Breiqah nieopodal Adenu. Dzięki przeszkoleniu personelu medycznego oraz zapewnieniu im odpowiedniego sprzętu umożliwiającego bezpieczne wykonywanie zawodu funkcjonowanie objętych wsparciem ośrodków zdrowia nie będzie zagrożone, a okoliczni mieszkańcy będą w dalszym ciągu konsultować się z lekarzem pierwszego kontaktu. Jeśli chodzi o wsparcie dla Jemenu, to jesteśmy jedyną organizacją, która zdołała się zarejestrować w celu oficjalnej działalności w tym kraju. Wspieramy tam ośrodki zdrowia.

Caritas Polska skierowała pomoc także do uchodźców syryjskich w Jordanii. Jest to pomoc finansowa w wysokości ponad 0,5 mln zł, przeznaczona na pokrycie kosztów najmu mieszkania. W Wenezueli prowadzimy program wsparcia żywnościowego we współpracy z Jeronimo Martins, który w sąsiedniej Kolumbii ma sieć swoich placówek handlowych. Jest to projekt mający na celu pomoc uchodźcom z Wenezueli oraz najbiedniejszych mieszkańców regionu.

W ramach wsparcia Libanu po dramatycznym wybuchu portu w Bejrucie powstała zbiórka pieniężna wspomagana akcją medialną, która przyniosła łącznie ponad 8 mln zł. Po eksplozji zareagowaliśmy już na drugi dzień. Wysłaliśmy na miejsce naszych pracowników. Dwa tygodnie temu do Libanu poleciał transport 10 ton najpotrzebniejszych materiałów. Tu znów zadziałała sieć Caritas, dzięki której szybko dowiedzieliśmy się, co jest potrzebne. Po skontaktowaniu się z Caritas Liban zwróciliśmy się do naszych darczyńców: firm dużych i małych, polskich i międzynarodowych. Niedługo wyruszy kolejny transport 10 ton pomocy.

Jednak największym naszym projektem jest obchodzący właśnie czwartą rocznicę uruchomienia program Rodzina Rodzinie, w którego ramach polskie rodziny obejmują wsparciem rodziny w wyniszczonej wojną domową Syrii i w Strefie Gazy.

KAI: Jak przebiega skierowana do mieszkańców Syrii akcja "Rodzina Rodzinie", szczególnie pod znakiem nowego zagrożenia, czyli pandemii koronawirusa?

Program polega na bezpośredniej pomocy rodzinom z krajów ogarniętych wojną lub konfliktem poprzez jednorazowe lub comiesięczne wsparcie finansowe. Formy pomocy są różne. Można przekazać swoją darowiznę na ogólną pulę wsparcia rodzin w programie lub wybierając opcję „Rodzina” – wówczas system automatycznie do deklaracji przypisze konkretną rodzinę obecnie czekającą na wsparcie. Można zaangażować się przekazując jednorazową wpłatę lub deklarując pomoc comiesięczną przez okres roku. Naborem rodzin do programu zajmują się lokalni partnerzy Caritas – parafie i organizacje chrześcijańskie w Aleppo oraz Caritas Jerozolima dla rodzin w Strefie Gazy.

- Choć wojna w Syrii trwa już 10 lat, to niestety w Polsce jest coraz mniejsze zainteresowanie akcją „Rodzina Rodzinie”. Ale my wręcz przeciwnie, chcemy ją rozwijać, tym razem na innym terenie – w Strefie Gazy, gdzie wspieramy 100 rodzin. Od listopada ten program zacznie być wdrażany w irackim Kurdystanie, a od 1 stycznia 2021 – w Libanie. Natomiast od początku jego istnienia, przez cztery lata w programie „Rodzina Rodzinie” udało się zebrać środki w wysokości 56 mln zł. Pomocą objęto 9 tys. rodzin, udało się pozyskać 20 tys. darczyńców.

KAI: Jakie akcje Caritas Polska planuje w związku z coraz bardziej dramatyczną sytuacją w obozach dla uchodźców na Lesbos? Oprócz pomocy na miejscu, zdaniem Księdza Dyrektora, byłoby możliwe przyjęcie do Polski – o co apelują różne, także katolickie, organizacje międzynarodowe – określonej liczby uchodźców np. w ramach korytarzy humanitarnych?

- Przyglądamy się tamtejszej sytuacji. W tym roku poleciał tam wraz z bp. Krzysztofem Zadarką oraz dyrektorami Caritas szczecińsko-kamieńskiej i Caritas koszalińsko-kołobrzeskiej mój zastępca Jarosław Bittel, odpowiedzialny w Caritas Polska za sprawy międzynarodowe. Jesteśmy przygotowani na udzielanie pomocy na miejscu. Jeśli chodzi o korytarz humanitarny to oczywiście decyzja należy do polskiego rządu. Jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania. Pomagamy uchodźcom i w Polsce, gdzie funkcjonują cztery Centra Pomocy Migrantom – w Kaliszu, Olsztynie, Warszawie i Szczecinie, które oferują na co dzień pomoc doradczą konsultantów kulturowych i doradców integracyjnych, doradców zawodowych, psychologów i prawników, a także różnego rodzaju wsparcie socjalno-bytowe. Pomagamy też uchodźcom tam, gdzie wyemigrowali: w Egipcie, Kolumbii, Syrii. Dżibuti.

KAI: Na koniec proszę o odniesienie się do zarzutów o stosowanie mobbingu oraz dotyczące nieprawidłowości w zarządzaniu finansami, jakie pojawiały się w mediach pod adresem Księdza Dyrektora ze strony byłych pracowników Caritas Polska. Sprawa ta stała się przedmiotem prac komisji nadzorczej pod kierownictwem bp. Wiesława Szlachetki, a ostatnio pojawiła się też na sierpniowym zebraniu plenarnym Episkopatu Polski na Jasnej Górze.

- Żaden z zarzutów byłych pracowników nie został potwierdzony, a ja, niemal jednogłośnie, otrzymałem wotum zaufania od księży biskupów. Przez kilkanaście miesięcy wszystkie doniesienia byłych pracowników były sprawdzane nie tylko przez komisję nadzorczą, niezależnych biegłych rewidentów i prawników, ale też przez Państwową Inspekcję Pracy. Osobiście udzielałem księżom biskupom wszelkich informacji i wyjaśnień w tej sprawie oraz odpowiedziałem na ich pytania. Doniesienia mediów i byłych pracowników od początku były nieprawdziwe.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję