Reklama

Kościół

Powstał zespół organizacyjny ds. beatyfikacji sługi Bożego ks. Jana Machy

Abp Wiktor Skworc ustanowił zespół organizacyjny beatyfikacji czcigodnego sługi Bożego ks. Jana Machy. Jego celem będzie inicjowanie i koordynacja działań podejmowanych w ramach przygotowań do Mszy św. beatyfikacyjnej śląskiego kapłana zamordowanego przez Niemców w 1942 r., która odbędzie się w katowickiej Katedrze Chrystusa Króla, 17 października.

[ TEMATY ]

kapłan

kapłan

beatyfikacja

wikipedia.org

Do zespołu pod przewodnictwem metropolity katowickiego powołani zostali: bp Grzegorz Olszowski (I zastępca przewodniczącego), bp Marek Szkudło, bp Adam Wodarczyk, ks. Roman Chromy (II zastępca przewodniczącego), ks. Antoni Bartoszek, ks. Damian Bednarski, ks. Zdzisław Brzezinka, ks. Adam Brzyszkowski, ks. Roman Buchta, ks. Łukasz Gaweł, ks. Leszek Makówka, ks. Marek Panek, ks. Adam Pawlaszczyk, ks. Krzysztof Skiba, ks. Jan Smolec, ks. Damian Suszka.

Abp Skworc powołał także specjalne grupy zadaniowe wyznaczone do realizacji szczegółowych działań podejmowanych w ramach przygotowań do beatyfikacji. Poszczególne działania i inicjatywy będą opracowywane przez sekcje: formacyjną (modlitewną, ewangelizacyjną, katechetyczną), liturgiczno-muzyczną, promocyjną (medialną, graficzno-wydawniczą) oraz logistyczno-ekonomiczną.

Reklama

- Beatyfikacja to nie tylko sprawy organizacyjne. Pamiętajmy, że najważniejszy jest aspekt duchowy tego wydarzenia. Zwróciłem się już z prośbą o modlitwę do naszych zaprzyjaźnionych karmelitanek. My też ogarnijmy ten czas naszą modlitwą – zachęcił metropolita katowicki.

Beatyfikacja sługi Bożego ks. Jana Franciszka Machy odbędzie się w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach w sobotę 17 października. Delegatem Papieża Franciszka na tę uroczystość będzie kard. Angelo Becciu, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

2020-03-11 07:44

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Założyciel Rycerzy Kolumba będzie beatyfikowany

2020-05-27 14:47

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Archiwum Rycerzy Kolumba

26 maja 2020 roku papież Franciszek zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, założyciela Rycerzy Kolumba. Akt ten wieńczy proces potrzebny do ogłoszenia ks. McGivney’a błogosławionym Kościoła katolickiego. Dekret o heroiczności cnót zezwalający na publiczny kult ks. McGivney’a jako Sługi Bożego podpisał w 2008 roku papież Benedykt XVI.

Od chwili rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wpłynęło wiele informacji o łaskach otrzymanych za przyczyną ks. McGivney’a w sprawach związanych z walką z nałogiem, powrotem do wiary, pojednaniem w rodzinie, odzyskaniem pracy i uzdrowieniem z chorób. Dekret Kongregacji podpisany przez Ojca Świętego opisuje cudowne uzdrowienie dziecka w łonie matki w sytuacji zagrażającej jego życiu. Rodzina dziecka prosiła o wstawiennictwo Sługę Bożego ks. Michaela McGivney'a. Sytuacja miała miejsce w 2015 r.

„Ks. McGivney zainspirował wiele pokoleń katolickich mężczyzn do podwinięcia rękawów i wcielania wiary w czyn” – powiedział przywódca międzynarodowej wspólnoty Rycerzy Kolumba, Carl Anderson. „Znacznie wyprzedził swoją epokę, jeśli chodzi o powierzanie świeckim ważnej roli w Kościele. Dziś jego duch kształtuje wyjątkową działalność Rycerzy, służących osobom na marginesie społeczeństwa, podobnie jak on sam służył wdowom i sierotom w latach 80. XIX w”.

„Zbliżająca się beatyfikacja naszego Założyciela jest ogromnym świętem dla rycerskiej wspólnoty na całym świecie. Od ponad 10 lat trwamy na modlitwie w intencji beatyfikacji tego wspaniałego kapłana, którego wizja dała początek idei od niemal 140 lat kształtującej nasze rozumienie wiary i wierności Kościołowi oraz inspirującej nas do niesienia pomocy potrzebującym każdego dnia” – powiedział Delegat Stanowy Tomasz Wawrzkowicz, przywódca Rycerzy w Polsce.

Ks. McGivney urodził się w USA w 1852 r. jako najstarszy syn w ubogiej, wielodzietnej rodzinie irlandzkich imigrantów. Już jako 13-latek pomagał rodzicom w utrzymaniu, pracując w miejscowej fabryce. Święcenia kapłańskie przyjął w 1877 r. w najstarszej katolickiej katedrze w USA, w Baltimore. Powierzono mu posługę w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny w New Haven w stanie Connecticut, gdzie pierwotnie miał być asystentem chorego proboszcza, ale w krótkim czasie był zmuszony przejąć wszystkie jego obowiązki.

W reakcji na problem wysokiej śmiertelności mężczyzn wykonujących niebezpieczne prace, silne antykatolickie uprzedzenia amerykańskiego społeczeństwa oraz powszechną biedę wśród katolików ks. McGivney w 1882 roku założył ze swoimi parafianami męską wspólnotę Rycerzy Kolumba – świecką organizację katolików pragnących formować się w wierze, pomagać sobie nawzajem i działać dla dobra katolickich rodzin. Oprócz sprawowania duszpasterskiej opieki nad swoimi parafianami ks. McGivney pracował z miejscową młodzieżą, posługiwał w miejscowym więzieniu i z wielką determinacją promował abstynencję poprzez krzewienie kultury oraz popularyzację sportu. Zmarł na gruźlicę w wieku 38 lat w 1890 r., zostawiając po sobie silną 6-tysięczną organizację Rycerzy.

W czasie pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, niespełna miesiąc po ogłoszeniu ks. McGivney’a Sługą Bożym, papież Benedykt XVI w homilii wygłoszonej w Katedrze św. Patryka w Nowym Jorku powiedział: „Czyż to nie zjednoczenie wizji i celu – zakorzenione w wierze i duchu ciągłego nawracania się i ofiarności – stanowi o tajemnicy imponującego wzrostu Kościoła w tym kraju? Musimy tu wspomnieć o wyjątkowych osiągnięciach wzorowego, amerykańskiego kapłana, Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, którego wizja i zapał doprowadziły do ustanowienia Rycerzy Kolumba, oraz o dziedzictwie całych pokoleń osób konsekrowanych i księży, którzy w cichości poświęcili swe życie służbie Ludowi Bożemu w niezliczonej liczbie szkół, szpitali i parafii”.

Dziś Rycerze Kolumba są międzynarodową organizacją. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 2 miliony członków. W Polsce rozpoczęli działalność na zaproszenie św. Jana Pawła II prawie 15 lat temu i liczą ponad 6 tysięcy członków działających przy 119 parafiach na terenie 28 diecezji. Choć Rycerze Kolumba są organizacją świecką, w ich szeregi wstępują również duchowni, w Polsce m.in. kard. Dziwisz, kard. Nycz, czy abp Ryś.

Zasadami Rycerzy Kolumba są Miłosierdzie, Jedność, Braterstwo i Patriotyzm i wokół tych wartości kształtuje się ich formacja.

CZYTAJ DALEJ

Abp Nossol o kard. Wyszyńskim: Był wielki w tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej

2020-05-28 10:19

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum rodziny Michnowiczów z Tomaszówki

kard. Stefan Wyszyński

- Miałem do niego zaufanie. Wiedziałem, że komu jak komu, ale jemu zależy na Kościele w Polsce, na wprowadzaniu reformy soborowej, na pojednaniu. Był wielkim człowiekiem a jego wielkość polegała również na tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej – tak o kard. Stefanie Wyszyńskim mówi abp Alfons Nossol, biskup senior diecezji opolskiej. Abp Nossol w rozmowie z KAI dzieli się wspomnieniami związanymi z Prymasem, opowiada o jego realizmie we wprowadzaniu reformy soborowej, o stosunku do ekumenizmu oraz roli, jaką odegrał w procesie polsko – niemieckiego pojednania. Dziś przypada 39. rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia.

KAI: Czy są jakieś wspomnienia związane z Prymasem Wyszyńskim, którymi chciałby się Ksiądz Arcybiskup podzielić?

- Tak. Pamiętam, jak wezwał mnie do siebie, by przekazać mi wiadomość o nominacji biskupiej. Byłem bardzo zaangażowany na KUL-u, mieszkałem tam. To było dla mnie niełatwe spotkanie. Prymas bez żadnych specjalnych wprowadzeń oświadczył, że Ojciec Święty życzy sobie, żebym przejął służbę biskupią w Opolu, bo tam potrzebny jest ktoś, kto z tych ziem pochodzi i zna ich swoistość. Powiedziałem mu – „Księże Prymasie, proszę wybaczyć, ale ja nie jestem kimś, kto jest w stanie sprostać wymogom takiej pracy. Przecież to musi przyjść duszpasterz, z pogłębionym doświadczeniem kapłańskim. Ja jestem teoretykiem, nie mam żadnych praktycznych doświadczeń. Nigdy nie byłem nawet wikarym, nie byłem proboszczem. Po święceniach zostałem skierowany na dalsze studia, bo nasze seminarium potrzebowało wykładowców”.

A on mi na to: „Oo, ja przeżywałem to samo. Przecież byłem w Lublinie, studiowałem. Raptem przyszło wezwanie, że mam zostać biskupem Lublina. I wszystkie moje założenia teoretyczne, ewentualne plany naukowe – wszystko się skończyło. Trzeba było pójść, bo takie było wezwanie Kościoła”.

Pozbawił mnie argumentów. Pozwolił mi się tylko wypowiedzieć. Widać było, że mu na tym bardzo zależy i muszę przyznać, że od czasu moich święceń biskupich – on mi właściwie w dużej mierze zawierzył.

Trzy dni przed jego śmiercią byłem w Warszawie, musiałem coś załatwić. My, biskupi, gdy przyjeżdżaliśmy do Warszawy, zawsze zostawialiśmy samochód na podwórzu Księdza Prymasa. To było pewne miejsce. Wyszła siostra, zapytałem o jego zdrowie. Powiedziała mi: „Księże biskupie, ostatnie chwile nadchodzą. A jakby tak ksiądz zajrzał do niego na chwileczkę?” Mówię „Dobrze, ale to trzeba go wpierw zapytać”. Spytała. Oczywiście, jak najbardziej, mam przyjść.

I on wtedy nawiązał do tamtego spotkania, do tych wątpliwości, obaw, że się nie ma doświadczenia duszpasterskiego, jest się teoretykiem. „No, widzisz, chłopcze” – powiada (byłem wtedy najmłodszym biskupem i dlatego on mnie tak tytułował: „chłopcze”). – „Tak żeś się wtedy bał, a przecież w Kościele opolskim się jakoś układa. Nie trzeba się było wtedy tak bardzo bać”. Powiedział też: „Wiesz, ja muszę powoli przygotować się do odejścia”. I jeszcze kilka pytań mi zadał. A potem: „Chłopcze, bardzo cię proszę, proszę mi udzielić swojego biskupiego błogosławieństwa”. Ja mówię: „Księże Prymasie, dobrze, ale proszę, niech najpierw Ksiądz Prymas mnie pobłogosławi”. Uczynił to, potem ja, pożegnałem się, wyszedłem.

Za dwa dni bodajże zmarł. Takie było to nasze ostatnie spotkanie, wspaniałe, kapłańskie, z jego głęboką troską ale i radością, że przynajmniej częściowo udało mi się tę moją teoretyczność przezwyciężyć.

KAI: Szczęśliwie udało się Księdzu Arcybiskupowi z tą teorią jednak całkowicie nie zerwać.

- Już jako biskup co drugi tydzień dojeżdżałem do Lublina, gdzie miałem 14 wykładów i seminarium. Mogłem więc nadal trochę teoretyzować ale też miałem szansę wprowadzać tę teorię, teologię Soboru Watykańskiego II w życie Kościoła.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Arcybiskup wprowadzanie reformy soborowej w Polsce? Wobec kard. Wyszyńskiego pojawiały się zarzuty, że tę reformę opóźnia.

- On był wielkim realistą. Znał naszą polską mentalność. Wiedział, jak to jest ważne i że tu chodzi o przyszłość Kościoła na tych ziemiach. My w tamtym czasie byliśmy tak bardzo zajęci nasza zagrożoną politycznie egzystencją, że trzeba było odnowę soborową przyjmować bardzo roztropnie. Sobór to był swego rodzaju nowy początek. Ważne było, by przyjmować go w taki sposób, pogłębiony, duchowy, by był wsparciem dla Kościoła, zastrzykiem nowych sił.

Prymas faktycznie nie spieszył się z wprowadzaniem decyzji Soboru, zwłaszcza w obszarach duszpasterskich, ale nie dlatego, że się bał, albo był w jakimś sensie przeciwny tym reformom, tylko dlatego, że działał rozważnie. Kard. Wyszyński był przecież jednym z Ojców Soborowych. On te reformy uchwalał i miał świadomość, czym Sobór jest dla Kościoła, dla przyszłości Kościoła, zwłaszcza u nas, na Wschodzie.

Pamiętam, że na temat nauki soborowej miałem okazję rozmawiać z nim jeszcze w czasie studiów. Bardzo interesował się tym, jak my, studenci i młodzi księża na KUL-u przyjmujemy tę nową naukę, w jaki sposób jest nam przekazywana, jaki jest wpływ uczelni i czy studia na KUL pomagają nam być „ludźmi soborowymi”. Te pytania zadawał zresztą też później, gdy już byłem biskupem. W przerwach w czasie spotkań Episkopatu przechadzaliśmy się po jego ogrodzie i on często ze mną rozmawiał na temat Soboru i odbioru nauki soborowej.

Ja miałem to szczęście, że byłem uczniem ks. prof. Granata, który jeszcze w trakcie pracy Soboru omawiał z nami studentami każdy nowy dekret. Wyjaśniał je w sposób bardzo pogłębiony z perspektywy teologicznej oraz podawał praktyczne wskazówki odnośnie wprowadzania ich w życie na gruncie polskim. Tak więc ja osobiście byłem Soborem po prostu zachwycony. Dzięki niemu mogłem próbować w sposób radośniejszy nie tylko być w Kościele ale i być Kościołem.

KAI: Czy zatem w tamtym czasie nie przeszkadzało Księdzu Arcybiskupowi, że Prymas Wyszyński się nie spieszył?

- Nie. Ja wiedziałem, że komu jak komu, ale jemu na Kościele w Polsce bardzo zależy. Miałem do niego zaufanie. Poza tym, też byłem przekonany, że w pewnych sprawach nie należy się spieszyć, nie warto działać na siłę, spektakularnie. Trzeba to robić powoli. I skutecznie. To np. dotyczyło tematów ekumenicznych.

KAI: A jak wyglądało zaangażowanie ekumeniczne kard. Wyszyńskiego, jego stosunek do ekumenizmu?

- Gdy rozmawialiśmy prywatnie podczas moich pobytów u niego, czy podczas zebrań Episkopatu, o czym już wspominałem, on bardzo często mnie pytał właśnie o sprawy ekumeniczne. W wielu wypadkach ja nieco inaczej widziałem te problemy, akcentowałem, że nie trzeba się bać wpływów innych wyznań chrześcijańskich na nasz polski sposób patrzenia na Kościół. Trzeba podkreślić, że w czasach, gdy Prymas studiował teologię o ekumenizmie za wiele się nie mówiło. Natomiast nawet jeśli miał jakieś wewnętrzne obawy, czy opory, on dekret o ekumenizmie przyjął i go w Kościele w Polsce realizował.

Muszę zresztą przyznać, że nawet mnie pod tym względem zaskoczył. Nabożeństwa w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan zawsze kończyły się w jednym z kościołów warszawskich i kazania w czasie tych nabożeństw głosili na przemian raz ksiądz katolicki raz duchowny z Kościoła reformacyjnego lub prawosławnego. A nasz Prymas, który się nie spieszył, który nie był nowinkarzem - temu się nie sprzeciwiał. Nie było to normą w polskich diecezjach. W wielu nie było zgody na to, by ktoś z niekatolickiego Kościoła głosił kazanie w świątyni katolickiej, podobnie, jak nie pozwalano, by ksiądz katolicki przemawiał w świątyni należącej do innego wyznania. W wielu miejscach nawet samo wstąpienie do świątyni niekatolickiej, by zobaczyć, jak wewnątrz wygląda, traktowane było jako coś niewłaściwego. Tymczasem Prymas, może nie zachęcał do tych wzajemnych kazań, ale zezwalał.

Sam pomysł był autorstwa bp Władysława Miziołka, biskupa pomocniczego warszawskiego, ówczesnego przewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu, z którym ja zresztą też w ramach tej komisji współpracowałem. Gdy już byłem biskupem w Opolu, w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan też modliliśmy się w ten sposób. Mogę więc powiedzieć, że przejąłem to z diecezji Księdza Prymasa.

KAI: A czy Prymas Wyszyński sam brał udział w tych nabożeństwach?

- Nie, on sam nie brał udziału, natomiast wspierał działalność bp Władysława Miziołka. Doskonale wiedział, że jest to człowiek, który się na ekumenizmie zna, któremu na ekumenizmie zależy. I jego właśnie uczynił swoim biskupem pomocniczym. Prymas był zresztą w sprawach ekumenizmu na bieżąco. Bp Miziołek mu referował, jak układają się relacje z Polską Radą Ekumeniczną, jak wypadają te nasze dialogi, czy to postępuje naprzód, czy się wzajemnie ubogacamy, czy dochodzi do kłótni…

KAI: Dochodziło do kłótni?

- Do kłótni może nie, ale czasem niektóre sprawy stawiane były w sposób obsesyjnie jednoznaczny, bez otwartości konfesyjnej. Trzeba było działać systematycznie, wolno, nie na siłę. Tak właśnie pracował bp Miziołek i później również ja, jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu.

Natomiast kard. Wyszyński widział, że ekumenizm się w Warszawie rozwija i że na tych spotkaniach, modlitwach o jedność, my, chrześcijanie się jednak zbliżamy.

KAI: Ma Ksiądz Arcybiskup ogromne zasługi i doświadczenie w pracy na rzecz pojednania polsko – niemieckiego. Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup rolę kard. Wyszyńskiego w tym procesie?

- Można śmiało powiedzieć: wielkim przyjacielem Niemiec nie był. Miał do Niemców i nawet do Kościoła w Niemczech stosunek krytyczny, choć to był krytycyzm twórczy. Ale wiedział, że razem musimy być Kościołem. Wspaniały list biskupów polskich do biskupów niemieckich - „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” – w istocie zapoczątkował proces pojednania. Zachwyciło mnie, gdy widziałem, wobec nagonki, która się wówczas rozpętała, jak kard. Wyszyńskiemu na tym pojednaniu zależało.

Oburzenie, w dużej mierze inspirowane politycznie i ideologicznie, było ogromne. Jak można Niemców prosić o przebaczenie? Ze strony władz komunistycznych pojawiały się oskarżenia, że biskupi zdradzają Ojczyznę. Ale oburzonych było też wielu starszych księży. Widziałem to też na KUL-u. Jak można? To, że my przebaczamy Niemcom, to jeszcze możemy zaakceptować. Ale, że my prosimy o przebaczenie?! To było dla wielu ludzi po prostu za dużo… Trzeba było sens tego orędzia przybliżyć ludziom duszpastersko. I to podjęto.

A podczas uroczystości millenijnych, 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze, Prymas, wobec prawie milionowej rzeszy słuchaczy nawiązał do tej sprawy. Wyjaśniał to, przybliżał i wreszcie postawił pytanie. – Musimy się zdecydować, jako chrześcijanie. I dlatego muszę się was zapytać, jako wasz prymas: przebaczamy, czy nie przebaczamy?

Minutowa, okrutna cisza…

Proszę sobie to wyobrazić. Prymas się na to zdobył. Mógł ktoś przecież krzyknąć „Nie przebaczamy!”. Ale trwała cisza. I w końcu: „Przebaczamy!”.

W tym momencie krok na drodze do pojednania został postawiony. A cała sprawa z perspektywy duszpasterskiej ale i politycznej została rozwiązana. Po mistrzowsku.

Kard. Wyszyński był wielkim patriotą ale jego patriotyzm był zakorzeniony w świadomości jedności chrześcijańskiej. Patriotyzm związany z niechęcią, nieżyczliwością wobec innych – odrzucał. Była to postawa bardzo realistyczna, perspektywiczna i twórcza. Patrzył w ten sam sposób, co Jan Paweł II, który mówił, że „patriotyzm jest czymś wzniosłym, ale musi być on kształtem miłości a nie nienawiści”.

KAI: Kim był kard. Wyszyński dla Księdza Arcybiskupa?

- Był naprawdę prymasem. Miał świadomość swojej roli, tego, kim jest. Ale był też wielki w tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej. Miałem doświadczenie takich dialogów z nim, np. dotyczących ekumenizmu, o czym wspominałem. Nie żądał, by myśleć dokładnie tak, jak on. Byleby tylko mieć na względzie czynienie prawdy w miłości. „Veritatem facere in caritate” – to hasło tak ważne było na KUL-u, do czego też Prymas Wyszyński bardzo się przyczynił. Czynić prawdę w miłości, nie tylko głosić prawdę, ale ją czynić. To właśnie hasło wybrałem sobie na moją dewizę biskupią.

Rozmawiała Maria Czerska.

CZYTAJ DALEJ

Pokazywał i uczył nas jedności

2020-05-29 00:30

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

archikatedra warszawska

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Kard. Wyszyński doskonale wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, nie przetrwa czasu próby – powiedział kard. Kazimierz Nycz w homilii w czasie Mszy św. w 39. rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia w archikatedrze warszawskiej.

Uroczystą, koncelebrowaną Eucharystię pod przewodnictwem metropolity warszawskiego odprawiło kilkudziesięciu kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Wśród nich ks. Bronisław Piasecki, kapelan prymasa Wyszyńskiego i świadek jego ostatnich dni. We Mszy św. uczestniczyli alumni warszawskiego seminarium duchownego, siostry zakonne, poczty sztandarowe, członkowie Archikonfraterni Literackiej, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz wierni z warszawskich parafii, a także pielgrzymi z Zuzeli – rodzinnej miejscowości Prymasa Tysiąclecia.

Kard. Nycz w homilii podkreślił, że jeszcze pięć miesięcy temu wszyscy spodziewaliśmy się, iż za kilka dni będziemy zgromadzeni na beatyfikacji na pl. Piłsudskiego, podobnie jak w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II czy wielkiego pogrzebu Prymasa trzy dni po jego śmierci. – Te nadzieje nie zostały przekreślone. Znalazły one swoje wzmocnienie w tym niespodziewanym czasie, który Bóg dał nam wszystkim, abyśmy się lepiej przygotowali do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego – mówił.

– To wydarzenie, które po ludzku prymasowi Wyszyńskiemu się należy, jest potrzebne również nam, abyśmy zgromadzeni raz jeszcze mogli wyśpiewać wielkie „Te Deum” Kościoła i narodu polskiego za wielkie życie Prymasa. Nie traćmy nadziei i trzymajmy dzień 28 maja w naszych sercach, bo jest zarezerwowany na liturgiczne wspomnienie kard. Wyszyńskiego – zaznaczył metropolita warszawski.

Hierarcha przypomniał, że obecny okres w roku liturgicznym jest “czasem, gdy Jezus prowadzi nas do Wieczernika i modli się za wszystkich, którzy dzięki słowu apostołów w Niego uwierzą”. – My także jesteśmy zaproszeni do Wieczernika. Jezus modli się również za nas. Jesteśmy owocem świadectwa i wiary apostołów. W Wieczerniku, do którego nas przyprowadza słyszymy „aby byli jedno”- podkreślił kard. Nycz i wskazał na jedność wewnątrz Trójcy Świętej jako wzór jedności ludzi między sobą.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że dla Prymasa wołanie i troska o jedność były ważnym wymiarem pasterskiej działalności, nie tylko w kontekście ekumenicznym. – Chodziło o jedność Kościoła w Polsce, targanego próbą podzielenia. Prymas Wyszyński wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, to nie przetrwa czasu próby.

- Kard. Wyszyński wiedział, że za wypowiedziane w 1953 r. „non possumus” będzie czekało go więzienie. Ale w pewnym sensie uważał, że to błogosławiony czas, który pozwolił mu głosić Ewangelię w zupełnie nowy sposób – zauważył kard. Nycz i dodał, że uwięzienie sprawiło, iż nie tylko urósł autorytet Prymasa wśród ludzi Kościoła i systemu, ale dzięki internowaniu mógł wiele spraw przemodlić, przemyśleć i złożyć ofiarę ze swojego cierpienia. Właśnie wtedy bowiem powstały Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna i wiele inicjatyw związanych z Tysiącleciem Chrztu Polski. – Trzy lata uwięzienia to jeden z najważniejszych momentów życia Prymasa – mówił kard. Nycz.

Przypomniał także, że drogi życia Prymasa Tysiąclecia zeszły się drogami kard. Karola Wojtyły. – Z tego spotkania i pięknej współpracy narodził się wybór Karola Wojtyły na papieża. Czasami banalizujemy trochę te relacje dwóch wielkich Polaków, mówiąc, że Karol Wojtyła był w cieniu Prymasa, a później Prymas w cieniu Papieża, ale to naprawdę nie o to chodzi. Tam nie było żadnych cieni, ale blask dwóch wielkich ludzi Kościoła. Oni byli niezwykle komplementarni względem siebie. Bardzo kochali Kościół i Matkę Najświętszą – mówił metropolita warszawski

Kard. Nycz zachęcił do modlitwy o owoce beatyfikacji kard. Wyszyńskiego, aby za rok móc spotkać się w archikatedrze przy jego relikwiach. Podkreślił ponadto, że wśród tych owoców są klerycy archidiecezji warszawskiej, z których dwudziestu będzie w najbliższą sobotę wyświęconych na kapłanów. – To spora liczba, jak na obecne czasy, dlatego mamy za co Bogu dziękować. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego módlmy się, aby we wszystkich polskich seminariach nie brakowało powołań – zaapelował.

Po Mszy św. kapłani przeszli procesyjnie do kaplicy z grobem Prymasa Tysiąclecia, gdzie odczytano fragment Ślubów Jasnogórskich i odśpiewano Apel Jasnogórski.

Ostatnim punktem uroczystości rocznicowych był wykład prof. Krzysztof Koehlera pt. „Wizja obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski”. Prelegent podkreślił, że prymas Wyszyński dochodzi do idei Millenium, kiedy jest uwieziony i rzucony w samotność. Pierwszym, przełomowym momentem było ułożenie 8 grudnia 1953 r. aktu osobistego oddania się Matce Bożej w niewolę. – Sam będąc w niewoli, Prymas poświęca wszystko Maryi i „transcenduje” niewolę fizyczną, zgadzając się na bezwarunkowe rozporządzanie sobą – mówił prof. Koehler.

Również Śluby Jasnogórskie, będące analogią do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza, a także nawiązanie do bohaterskiej obrony Jasnej Góry, symbolizującej obronę chrześcijańskiego ducha narodu miały jeszcze ściślej zjednoczyć naród polski z Maryją. – Peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była jak zamek błyskawiczny, który zszywa naród. Prymasowi leżało na sercu budowanie wspólnoty narodowej – podkreślił prof. Koehler i dodał, że kard. Wyszyński z Janem Pawłem II doskonale zdawali sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne może być rozłączanie polskości od katolicyzmu. - Bez pogłębiania wiary Polacy się rozproszą – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję