Reklama

Franciszek

Kard. Dziwisz: papież Franciszek zachęca nas do wrażliwości serca

- Papież Franciszek zachęca nas do wrażliwości serca, do okazywania sobie nawzajem życzliwości, do dobroci, by nasz świat stawał się bardziej ludzki, a więc bardziej Boży - powiedział kard. Stanisław Dziwisz w homilii podczas Mszy św. sprawowanej w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie z okazji 7. rocznicy wyboru papieża Franciszka. Liturgii przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce, abp Salvatore Pennacchio.

Kard. Dziwisz przypomniał, że papież Franciszek umacnia wiarę ludu Bożego na całym świecie oraz jest świadkiem miłości – tego, jak miłość Chrystusa prowadzi do miłości braci i sióstr. „To fundament każdej misji, każdej służby w Kościele, a tym bardziej papieskiej posługi. Papież Franciszek nie tylko o tym mówi. On chce Kościoła ubogiego dla ubogich. Upomina się o los najmniejszych, biednych, prześladowanych, uciekinierów i emigrantów, ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa. Klęka przed tymi ludźmi i myje im nogi. Służy wszystkim, bez wyjątku. Zachęca nas do podobnej postawy – do wrażliwości serca, do okazywania sobie nawzajem życzliwości, do dobroci, by nasz świat stawał się bardziej ludzki, a więc bardziej Boży.” – powiedział kard. Dziwisz.

Podkreślił też, że dzisiejsza Eucharystia jest również dziękczynieniem za dar św. Jana Pawła II, który w sposób szczególny przybliżał Polakom obraz posługi papieskiej oraz za kard. Stefana Wyszyńskiego, który był pasterzem „według Bożego Serca”. „Pragniemy wyrazić wdzięczność Ojcu Świętemu Franciszkowi, który podjął decyzję o bliskiej już beatyfikacji polskiego Prymasa Tysiąclecia” – zaznaczył.

Reklama

Nawiązał do programowej adhortacji apostolskiej papieża Franciszka „Evangelii gaudium”, opublikowanej w pierwszym roku pontyfikatu, w której

Ojciec Święty przestrzegał przed niebezpieczeństwem zamknięcia się w świecie własnych interesów, niebezpieczeństwem „chciwego serca”, w którym rodzi się smutek, zniechęcenie i brak chęci do życia.
W kontekście papieskich rozważań kard. Dziwisz zachęcił wszystkich do rachunku sumienia: „Czy i dlaczego skąpimy sobie życzliwości w życiu rodzinnym i społecznym? Czy korzystamy z talentów, jakimi nas obdarzył Stwórca, by ubogacać i czynić radośniejszym życie innych? Czy polska solidarność, która niegdyś tak wspaniale zaowocowała i zadziwiała świat, ma pozostać tylko wspomnieniem, czy też wyzwaniem, na które warto i trzeba odpowiedzieć?”.

"Stańmy dziś w duchu wdzięczności przed Bogiem za wszystko, czym nas nieustannie obdarza. Odkryjmy w nas samych drzemiące pokłady dobra i wrażliwości, by je wydobyć i uczynić z nich dar dla innych" - powiedział.

2020-03-12 19:51

Ocena: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Dziwisz: 100-lecie Jana Pawła II okazją do narodowego rachunku sumienia

2020-05-18 07:13

[ TEMATY ]

kard. Stanisław Dziwisz

Krzysztof Tadej

- Chciałbym, aby ta rocznica obudziła w nas jako społeczeństwie nadzieję, a zarazem była wezwaniem do narodowego rachunku sumienia z tego, jak realizujemy i twórczo rozwijamy dziedzictwo św. Jana Pawła II – deklaruje kard. Stanisław Dziwisz, wieloletni najbliższy współpracownik świętego papieża. W rozmowie z KAI wyjaśnia, że „Kościół Jana Pawła II to Kościół wychodzący do człowieka, szukający go i otwarty na dialog ze światem”. Dziś, 18 maja, przypada 100. rocznica urodzin Jana Pawła II.

Marcin Przeciszewski, KAI: Przez niemal 40 lat był Ksiądz Kardynał osobistym sekretarzem, czyli najbliższym współpracownikiem Karola Wojtyły, najpierw jako arcybiskupa krakowskiego, a później papieża. Kim on był dla Księdza – niezależnie od pełnienia funkcji jego sekretarza? Jak można scharakteryzować Waszą wzajemną relację?

Kard. Stanisław Dziwisz: Był ojcem. Od początku, gdy krakowski biskup Karol Wojtyła zaprosił mnie do współpracy, miałem świadomość, że to wyjątkowy, wybitny człowiek. Ta świadomość umacniała się z dnia na dzień, a jednak nigdy mnie nie paraliżowała. To oczywiście jego zasługa, był bowiem – mimo swej wielkości – osobą skromną i zwyczajną. Nie tworzył barier, nie budował dystansu. Czuliśmy się jego domownikami zarówno w Krakowie, jak i później – gdy został papieżem. Papież był ojcem, interesował się nami i naszymi rodzinami. Każdemu okazywał, że jest dla niego ważny. Stale modlił się za swoich współpracowników, nie tylko tych najbliższych. Okazywał szczerą, niewymuszoną wdzięczność. Czasem nas to zawstydzało, ale zawsze mobilizowało i uskrzydlało. Był dobrym człowiekiem i miał niezwykłą zdolność tworzenia wokół siebie klimatu serdeczności i prostoty. To powodowało, że czuliśmy się jak jego rodzina. Był naszym ojcem.

KAI: Czy już wtedy Ksiądz Kardynał uważał, że pracuje dla człowieka świętego? Kiedy ta myśl pojawiła się po raz pierwszy i w jakich okolicznościach? Czy łatwo jest być współpracownikiem człowieka świętego, a może bywało to trudne do zniesienia?

- Nie potrafię powiedzieć, kiedy ta myśl pojawiła się po raz pierwszy, bo ta świadomość narastała stopniowo. Byłem świadkiem jego heroicznej służby, wielu spotkań z ludźmi, jego codziennej pracy, jego cierpień i radości. Przede wszystkim jednak widziałem jego modlitwę, to niezwykłe zanurzenie w Bogu, które dziś pozwala nam mówić o nim jako o mistyku. Jego życie było prostą konsekwencją niezliczonych godzin spędzonych na kolanach. Był bez reszty oddany Chrystusowi i tak można scharakteryzować każdy dzień, każdą minutę jego życia. Zostałem obdarzony przywilejem i łaską towarzyszenia świętemu, i wciąż dziękuję Bogu za ten niezasłużony dar.

Pyta Pan, czy to bywało trudne do zniesienia. Odpowiadam prosto z serca: nigdy. Życie u boku świętego człowieka jest wezwaniem do pogłębiania osobistej więzi z Chrystusem, szansą, możliwością inspirowania się, poszerzania perspektyw, ale nigdy obciążeniem.

KAI: Jaki jest klucz do świętości Jana Pawła II? Jak mamy postępować jako zwykli chrześcijanie, chcąc podążać śladami jego świętości?

- Kluczem do zrozumienia tajemnicy świętości Jana Pawła II jest miłość. Miłość Chrystusa była fundamentem i motorem jego wytrwałej służby Kościołowi i światu, całym jego życiem. Ta miłość powinna być jednak także streszczeniem życia każdego i każdej z nas. Podziwiamy heroizm Ojca Świętego, jego głębię duchową i intelektualną, olbrzymie dziedzictwo, jakie nam zostawił i to może wielu paraliżować. Mogą mówić: „Taka droga jest dla mnie nieosiągalna”. A przecież Jezus powołuje nas wszystkich do świętości, Jego miłość jest życiodajną siłą, której udziela na tej drodze wszystkim, którzy pragną nią iść. Każdy z nas, w tym miejscu, gdzie żyje i wypełnia swoje powołanie, realizuje wielki plan, jaki przygotował dla niego Bóg. Każdy z nas idzie swoją drogą ku świętości. Ojciec Święty swoim życiem, modlitwą, pracą i cierpieniem uczy nas, by w centrum postawić Chrystusa, na Nim się opierać i Jemu ufać, Jemu być wiernym. To niezawodna droga, otwarta dla wszystkich uczniów Jezusa.

KAI: Ksiądz Kardynał jest przekonany, że Jan Paweł II powinien zostać ogłoszony Doktorem Kościoła. A ponadto proponuje, by był to „doktorat z eklezjologii”. Jakie są najważniejsze za tym argumenty?

- Pierwszy z nich wypływa z osobistego doświadczenia Ojca Świętego, dla którego Kościół był domem, miejscem intymnego spotkania z Bogiem i człowiekiem. Mówiłem kiedyś o „eklezjologii serdecznej” papieża Wojtyły.

Za jego pontyfikatu Kościół na nowo i zdecydowanie ukazał swoje ludzkie oblicze, stał się jeszcze raz domem. To punkt wyjścia dla papieskiego rozumienia Kościoła i jego miejsca we współczesnym świecie, tak bardzo dziś poranionym różnego rodzaju „bezdomnościami”, brakiem zakorzenienia, tęsknotami do bliskości.

Kolejną sprawą jest niepodważalny wpływ Jana Pawła II na życie całego Kościoła i jego dynamizm. Świadectwem tego wkładu są niezliczone dokumenty papieskie, ale także jego posługa pasterska, otwierająca współczesnego człowieka na uniwersalne przesłanie Ewangelii.

Kościół Jana Pawła II to Kościół wychodzący do człowieka, szukający go i otwarty na dialog ze światem. Trzeba tu też podkreślić niewątpliwy wkład papieża w nauczanie społeczne Kościoła, skutkujący m.in. obaleniem komunizmu w naszej części Europy, czy też jego refleksję naukową i wrażliwość duszpasterską ukierunkowaną na rodzinę.

Jan Paweł II został nazwany w homilii kanonizacyjnej papieża Franciszka patronem rodziny właśnie ze względu na jego inspirujące nauczanie w zakresie m.in. teologii ciała, nienaruszalnej godności człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, roli kobiety i miejsca rodziny – domowego Kościoła w misji zbawienia.

I wreszcie – nie do przecenienia jest ogromny wkład papieża Wojtyły w budowanie harmonijnych relacji między rozumem a wiarą. Nie bez przyczyny encyklika „Fides et ratio” należy do najważniejszych dokumentów tego pontyfikatu, a właściwie należałoby powiedzieć - daleko wykracza poza jego ramy, proponując wizję przezwyciężania kryzysów współczesności dzięki sojuszowi nauki i wiary.

KAI: Jan Paweł II budował Kościół z jednej strony zakorzeniony w tradycji i doktrynie, a z drugiej niezmiernie otwarty na dialog ze współczesnością. Na czym polegał ten wyjątkowy fenomen?

- To wynika z misji Kościoła, który z jednej strony ma chronić prawdę i być wiernym swemu posłannictwu, a z drugiej strony – jest posłany do świata z ewangelicznym orędziem i jako taki musi być otwarty i dynamiczny. Dla Jana Pawła II było to spójne. Kościół, który jest zakorzeniony w tradycji, Kościół wierny swej misji, jest Kościołem odważnie konfrontującym się z wyzwaniami współczesności, bo istnieje w świecie, a nie gdzieś poza nim. Papież nie widział w tym sprzeczności czy napięcia, choć oczywiście to balansowanie między tradycją a nowoczesnością nie było proste. Wniosło jednak ogromny powiem świeżości w życie Kościoła, a przezeń w uniwersalne przestrzenie szeroko rozumianej kultury, polityki i nauki.

KAI: Mówi się, że jednym z najważniejszych wątków nauczania Jana Pawła II był „antropologiczny chrystocentryzm”. Na czym on polegał i co z niego wynikało?

- Dość szybko stało się jasne, że pontyfikat Jana Pawła II będzie skoncentrowany na Chrystusie, wskazujący Go jako centrum Kościoła i każdego człowieka, który szuka odpowiedzi na najważniejsze pytania. Wciąż słyszymy papieskie wołanie: „Nie bójcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”.

Jan Paweł II był głęboko przekonany, że tajemnica człowieka wyjaśnia się w pełni w świetle tajemnicy Chrystusa. Wyraził to już w pierwszej swojej encyklice „Redemptor hominis”, głosząc, że to Jezus Chrystus nadaje sens ludzkiej egzystencji. Należałoby tu sięgnąć do Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes i słów: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy człowiek, był figurą przyszłego, mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie”. Ojciec Święty często cytował te słowa, by wyjaśnić, że człowiek może zrozumieć siebie, swoje miejsce w świecie pod warunkiem, że pragnie się przybliżyć do Chrystusa. Misją człowieka na ziemi, jego podstawowym powołaniem jest naśladowanie Chrystusa, upodobnienie się do Niego.

Ten antropologiczny chrystocentryzm był punktem wyjścia w nauczaniu Ojca Świętego, jego troski o człowieka, o ludzką godność i prawa, o małżeństwa i rodziny. Z tego punktu wychodził, gdy głosił prawdę o Bożym miłosierdziu, które ocala człowieka przed konsekwencjami grzechu. W sytuacji kryzysu cywilizacyjnego, a w takiej niewątpliwie się znajdujemy, jest też wskazaniem pewnej drogi, sprawdzonej przez pokolenia chrześcijan na ziemi; drogi, która ukazuje, kim jest człowiek widziany oczami Chrystusa.

KAI: Jan Paweł II był człowiekiem wielorakich dialogów. Jakie z nich były najważniejsze, które można potraktować jako sukces, a które nie przyniosły spodziewanych owoców? Czemu zawdzięczał tak wielki szacunek ze strony „starszych braci w wierze”?

- Dialog to słowo, które charakteryzuje postawę papieża w odniesieniu do świata i jego różnorodnych problemów. Wiemy, że był pierwszym papieżem odwiedzającym synagogę, meczet, a nawet świątynię buddyjską.

Tę otwartość wyniósł z wadowickiego domu. Żydzi byli sąsiadami i przyjaciółmi Wojtyłów. To musiało obudzić w młodym chłopcu ciekawość świata i drugiego człowieka, nauczyć go szacunku dla inności i poruszyć do szukania tego, co wspólne. On taki był. Wrażliwość i szacunek dla drugiego człowieka, jego przekonań i wiary były głęboko wpisane w jego osobowość.

Z tego umiłowania dialogu zrodziły się międzyreligijne spotkania w Asyżu, a także spotkania z naukowcami w Castel Gandolfo. Nie wszyscy byli przecież katolikami, ale wszyscy reprezentowali tę samą postawę, co on: pragnienie budowania solidarności, wspólnego poszukiwania prawdy, porozumienia ponad podziałami. Dialog międzyreligijny i ekumeniczny wiele zawdzięcza „papieżowi z dalekiego kraju”, podobnie jak dialog Kościoła z ludźmi kultury czy ze światem akademickim. Rola Jana Pawła II w zażegnaniu światowych konfliktów jest nie do przecenienia właśnie dlatego, że porozumiewał się językiem dialogu a nie konfrontacji.

KAI: Ksiądz Kardynał postuluje, aby Jan Paweł II został ogłoszony także patronem Europy. Jakie były jego największe zasługi da odbudowywania jedności europejskiej, o czym podczas rządów PiS nikt już nie wspomina?

- Są one niepodważalne. Papież zawsze stał na straży trwałych wartości, które legły u podstaw cywilizacji europejskiej. Historycy i politycy przyznają mu decydującą rolę w obaleniu komunizmu i przywróceniu jedności kontynentu. Przypomnijmy też, że nauczanie Jana Pawła II budowało w Polsce klimat, dzięki któremu powrót do owej jedności stał się możliwy. Ojciec Święty zresztą nie tylko wskazywał na duchowe korzenie wspólnoty Starego Kontynentu, zbudowanej przecież na wartościach chrześcijańskich, ale też z niezwykłą przenikliwością diagnozował zagrożenia. Wskazywał przy tym na źródło nadziei, jakim jest powrót do Ewangelii. Wciąż aktualne są jego słowa, że wspólnota europejska powinna być „wspólnotą ducha, w której solidarnie jedni drugich brzemiona noszą”, a prawa człowieka, zarówno w wymiarze osobowym, jak i narodowym, są przestrzegane.

Papież wielokrotnie wyrażał zaniepokojenie z powodu redukowania wspólnoty naszego kontynentu do wymiaru ekonomiczno-gospodarczego, w którym gubi się wizja Europy ojczyzn - społeczeństw solidarnych, szanujących wolność wyznania, respektujących godność osoby ludzkiej. On sam czuł się Europejczykiem, Polakiem i chrześcijaninem. Z tych korzeni kulturowych czerpał i w jego życiu splotły się one w integralną całość.

KAI: Do czego nas wszystkich jako Polaków obligować winno 100-lecie urodzin Jana Pawła II. Co dziś nam Polakom, w ojczyźnie tak mocno pokonanej przez wewnętrzne podziały, powiedziałby Jan Paweł II?

- Chciałbym, aby ta rocznica obudziła w nas jako społeczeństwie nadzieję, a zarazem była wezwaniem do narodowego rachunku sumienia z tego, jak realizujemy i twórczo rozwijamy dziedzictwo św. Jana Pawła II. Wracamy pamięcią do wielkich chwil z życia Karola Wojtyły nie tylko z sentymentu i tęsknoty, ale dlatego, że on wyznaczał nam drogowskazy, które warto przypominać, bo wciąż są aktualne.

Wiele dobra dzieje się w naszej ojczyźnie z inspiracji świętego papieża i byłbym ostrożny w formułowaniu opinii, że zapominamy o jego nauczaniu. W wielu środowiskach – edukacyjnych, akademickich, rodzinnych, wśród młodych i w wielu wspólnotach - papieska myśl wciąż jest zobowiązaniem do lepszego, bardziej chrześcijańskiego życia.

Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że w życiu społecznym wiele nam brakuje do wypełniania jego wskazań. Nasze polskie, wewnętrzne podziały wołają o wzajemne przebaczenie, które według Jana Pawła II jest fundamentem porozumienia i dialogu. Myślę, że potrzeba nam wszystkim narodowego przebudzenia, by skoncentrować wszystkie wysiłki na budowaniu społeczeństwa solidarnego i zjednoczonego. Pogłębiające się podziały – polityczne, społeczne, wewnątrzkościelne – wyniszczają nas i powodują, że marnuje się wielki potencjał dobra.

CZYTAJ DALEJ

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

2020-05-23 18:19

[ TEMATY ]

polityka

komentarz

Facebook.com

Jolanta Lange wcześnie nazywała się Jolanta Gontarczyk i jako tajny współpracownik komunistycznego wywiadu TW Panna inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego. Jej fundacja nadal otrzymuje gigantyczne pieniądze z warszawskiego ratusza

W sierpniu 2019 roku odkryłem, że prezes jednej z warszawskich fundacji Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange ma zmienione nazwisko. Do 2008 r. nazywała się Jolanta Gontarczyk TW Panna. Kobieta była jedną z ważniejszych agentek komunistycznej służby PRL, którą w latach 80-tych skierowano do inwigilacji twórcy Ruchu Światło Życie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Obecna prezes stowarzyszenia Pro Humanum była więc płatnym i bardzo niebezpiecznym współpracownikiem reżimu komunistycznego, którą w latach 80. ścigał nawet kontrwywiad RFN.

O sprawie zrobiło się bardzo głośno i na jej temat rozpisywały się gazety, a o jej przeszłości informowały media internetowe i największe telewizje. Wydawałoby się, że po tych informacjach kierowany przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego urząd będzie unikał dalszej współpracy z fundacją Pro Humanum, na której czele nadal stoi "prezeska" Jolanta Lange vel Gontarczyk.

Niestety nic takiego się nie stało, bo 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia "NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY" została przyznana dotacja 1 850 000 złotych na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest właśnie fundacja Jolanty Lange. Prawie dwa miliony złotych publicznych pieniędzy przeznaczone jest na "działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022". Tych pieniędzy może być znacznie więcej, bo przeglądając umowy między Pro Humanum, a warszawskim ratuszem z poprzednich lat oprócz głównej umowy na prowadzenie "Centrum" były także dotacje na mniejsze projekty.

Czy znając przeszłość agentki służb komunistycznych można wnioskować, że prezes Jolanta Lange ma doświadczenie i zasługi dla upowszechniania i ochrony wolności oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji? To retoryczne pytanie należy postawić kandydatowi na urząd prezydenta RP Rafałowi Trzaskowskiemu.

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jolanta Gontarczyk była bowiem jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Franciszka Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Na pewno będzie musiała znów zeznawać, bo 21 kwietnia 2020 r. "prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych".

Analizując treści ze strony internetowej Pro Humanum oraz na Facebooku można odnieść wrażenie, że stowarzyszenie jest mocno zaangażowane politycznie i światopoglądowo. Zapraszają na parady LGBT. Na fanpage można było znaleźć także sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Podczas uroczystości w Centrum Wielokulturowym zapraszany jest warszawski chór LGBT.

Więcej o współpracy Jolanty Lanego vel Gonatrczyk z warszawskim ratuszem oraz jej politycznej kariery w latach 90

CZYTAJ DALEJ

Pokazywał i uczył nas jedności

2020-05-29 00:30

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

archikatedra warszawska

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Kard. Wyszyński doskonale wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, nie przetrwa czasu próby – powiedział kard. Kazimierz Nycz w homilii w czasie Mszy św. w 39. rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia w archikatedrze warszawskiej.

Uroczystą, koncelebrowaną Eucharystię pod przewodnictwem metropolity warszawskiego odprawiło kilkudziesięciu kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Wśród nich ks. Bronisław Piasecki, kapelan prymasa Wyszyńskiego i świadek jego ostatnich dni. We Mszy św. uczestniczyli alumni warszawskiego seminarium duchownego, siostry zakonne, poczty sztandarowe, członkowie Archikonfraterni Literackiej, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz wierni z warszawskich parafii, a także pielgrzymi z Zuzeli – rodzinnej miejscowości Prymasa Tysiąclecia.

Kard. Nycz w homilii podkreślił, że jeszcze pięć miesięcy temu wszyscy spodziewaliśmy się, iż za kilka dni będziemy zgromadzeni na beatyfikacji na pl. Piłsudskiego, podobnie jak w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II czy wielkiego pogrzebu Prymasa trzy dni po jego śmierci. – Te nadzieje nie zostały przekreślone. Znalazły one swoje wzmocnienie w tym niespodziewanym czasie, który Bóg dał nam wszystkim, abyśmy się lepiej przygotowali do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego – mówił.

– To wydarzenie, które po ludzku prymasowi Wyszyńskiemu się należy, jest potrzebne również nam, abyśmy zgromadzeni raz jeszcze mogli wyśpiewać wielkie „Te Deum” Kościoła i narodu polskiego za wielkie życie Prymasa. Nie traćmy nadziei i trzymajmy dzień 28 maja w naszych sercach, bo jest zarezerwowany na liturgiczne wspomnienie kard. Wyszyńskiego – zaznaczył metropolita warszawski.

Hierarcha przypomniał, że obecny okres w roku liturgicznym jest “czasem, gdy Jezus prowadzi nas do Wieczernika i modli się za wszystkich, którzy dzięki słowu apostołów w Niego uwierzą”. – My także jesteśmy zaproszeni do Wieczernika. Jezus modli się również za nas. Jesteśmy owocem świadectwa i wiary apostołów. W Wieczerniku, do którego nas przyprowadza słyszymy „aby byli jedno”- podkreślił kard. Nycz i wskazał na jedność wewnątrz Trójcy Świętej jako wzór jedności ludzi między sobą.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że dla Prymasa wołanie i troska o jedność były ważnym wymiarem pasterskiej działalności, nie tylko w kontekście ekumenicznym. – Chodziło o jedność Kościoła w Polsce, targanego próbą podzielenia. Prymas Wyszyński wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, to nie przetrwa czasu próby.

- Kard. Wyszyński wiedział, że za wypowiedziane w 1953 r. „non possumus” będzie czekało go więzienie. Ale w pewnym sensie uważał, że to błogosławiony czas, który pozwolił mu głosić Ewangelię w zupełnie nowy sposób – zauważył kard. Nycz i dodał, że uwięzienie sprawiło, iż nie tylko urósł autorytet Prymasa wśród ludzi Kościoła i systemu, ale dzięki internowaniu mógł wiele spraw przemodlić, przemyśleć i złożyć ofiarę ze swojego cierpienia. Właśnie wtedy bowiem powstały Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna i wiele inicjatyw związanych z Tysiącleciem Chrztu Polski. – Trzy lata uwięzienia to jeden z najważniejszych momentów życia Prymasa – mówił kard. Nycz.

Przypomniał także, że drogi życia Prymasa Tysiąclecia zeszły się drogami kard. Karola Wojtyły. – Z tego spotkania i pięknej współpracy narodził się wybór Karola Wojtyły na papieża. Czasami banalizujemy trochę te relacje dwóch wielkich Polaków, mówiąc, że Karol Wojtyła był w cieniu Prymasa, a później Prymas w cieniu Papieża, ale to naprawdę nie o to chodzi. Tam nie było żadnych cieni, ale blask dwóch wielkich ludzi Kościoła. Oni byli niezwykle komplementarni względem siebie. Bardzo kochali Kościół i Matkę Najświętszą – mówił metropolita warszawski

Kard. Nycz zachęcił do modlitwy o owoce beatyfikacji kard. Wyszyńskiego, aby za rok móc spotkać się w archikatedrze przy jego relikwiach. Podkreślił ponadto, że wśród tych owoców są klerycy archidiecezji warszawskiej, z których dwudziestu będzie w najbliższą sobotę wyświęconych na kapłanów. – To spora liczba, jak na obecne czasy, dlatego mamy za co Bogu dziękować. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego módlmy się, aby we wszystkich polskich seminariach nie brakowało powołań – zaapelował.

Po Mszy św. kapłani przeszli procesyjnie do kaplicy z grobem Prymasa Tysiąclecia, gdzie odczytano fragment Ślubów Jasnogórskich i odśpiewano Apel Jasnogórski.

Ostatnim punktem uroczystości rocznicowych był wykład prof. Krzysztof Koehlera pt. „Wizja obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski”. Prelegent podkreślił, że prymas Wyszyński dochodzi do idei Millenium, kiedy jest uwieziony i rzucony w samotność. Pierwszym, przełomowym momentem było ułożenie 8 grudnia 1953 r. aktu osobistego oddania się Matce Bożej w niewolę. – Sam będąc w niewoli, Prymas poświęca wszystko Maryi i „transcenduje” niewolę fizyczną, zgadzając się na bezwarunkowe rozporządzanie sobą – mówił prof. Koehler.

Również Śluby Jasnogórskie, będące analogią do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza, a także nawiązanie do bohaterskiej obrony Jasnej Góry, symbolizującej obronę chrześcijańskiego ducha narodu miały jeszcze ściślej zjednoczyć naród polski z Maryją. – Peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była jak zamek błyskawiczny, który zszywa naród. Prymasowi leżało na sercu budowanie wspólnoty narodowej – podkreślił prof. Koehler i dodał, że kard. Wyszyński z Janem Pawłem II doskonale zdawali sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne może być rozłączanie polskości od katolicyzmu. - Bez pogłębiania wiary Polacy się rozproszą – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję