Reklama

Z natury lubię ludzi

Z bp. Adamem Dyczkowskim rozmawia Anna Bensz-Idziak
Edycja zielonogórsko-gorzowska 25/2007

Anna Bensz-Idziak: - Kiedy Ksiądz Biskup odkrył swoje powołanie do kapłaństwa?

Bp Adam Dyczkowski: - Powołanie tak systematycznie wzrastało we mnie w szkole średniej. Kapelanem naszej drużyny harcerskiej był nasz katecheta. W tych czasach to byli katecheci - prefekci szkolni, którzy zajmowali się tylko młodzieżą szkolną, nie mieli żadnych innych obowiązków, tak że byli do naszej dyspozycji. Nasz kapelan imponował mi swoją postawą, zawiązała się między nami przyjaźń. Miałem szczęście do katechetów, bo po jego odejściu na probostwo następny też był bardzo kontaktowy, otwarty, imponował mi świetną grą w piłkę. I tak to moje powołanie zaczęło dojrzewać w szkole średniej, aż wreszcie w liceum (bo to był czas, kiedy w starym systemie mieliśmy cztery klasy gimnazjalne i dwie licealne) skrystalizowało się tak, że przy maturze zdecydowany byłem już pójść do seminarium we Wrocławiu.

- Jak wspomina Ksiądz Biskup czasy seminaryjne?

- Studia seminaryjne trwały wówczas 5 lat. To były bardzo trudne czasy, nie byliśmy ani chwili pewni w seminarium, bowiem zaczęto już rozwiązywać seminaria zakonne i wypędzać z nich chłopaków. Czekaliśmy tylko, kiedy zabiorą się za seminaria diecezjalne. Aby utrzymać seminarium, musieliśmy pracować na 30-hektarowym majątku seminaryjnym, którego władze nie mogły odebrać, bo stanowił własność seminarium. Trzeba było tam robić wszystko. Dwa miesiące wakacji pracowaliśmy na majątku, a tylko miesiąc mieliśmy do swojej dyspozycji. W ciągu roku zaś trzeba było jechać do wszystkich prac sezonowych. Nie było wesoło. Nieraz musieliśmy rękami wydobywać buraki spod śniegu, bo jeśli przyszła wcześniejsza zima, nie było rady. Ja zawsze miałem do dyspozycji bardzo ładną klacz - Siwkę i nią kosiłem, grabiłem siano czy zboże. Poza tym Wrocław był jeszcze w gruzach i trzeba było odgruzowywać Ostrów Tumski, zburzone domy kanonickie, odbudowywać katedrę. W nocy musieliśmy trzymać dyżury przy katedrze, bo była otwarta, i pilnować, żeby nikt nie rozkradł i nie zniszczył bardzo cennych zabytków.

- Nadszedł wreszcie dzień święceń kapłańskich. Jak Ksiądz Biskup zapamiętał ten dzień?

- Dzień świeceń to był już moment bardzo radosny. Pół roku przed dniem naszych święceń biskupem wrocławskim został Bolesław Kominek, który został potajemnie, konspiracyjnie wyświęcony u biskupa przemyskiego w jego prywatnej kaplicy. Nie mógł oficjalnie objąć swojego biskupstwa, ponieważ ówczesne władze nie zezwalały, by biskupi zatwierdzeni przez Stolicę Apostolską obejmowali swoje stanowiska na Ziemiach Odzyskanych, dlatego się ukrywał. W 1956 r., kiedy nastąpiła nagła odwilż, ci biskupi się ujawnili, wtedy ujawnił się też bp Kominek. Władze nie miały odwagi zabronić mu objęcia stolicy, bały się jakichś poważniejszych konsekwencji, dlatego że społeczeństwo było mocno poruszone.
I właśnie pół roku przed moimi święceniami bp Kominek objął diecezję ku ogromnej naszej radości, że nareszcie mamy biskupa. Dotychczas na czele diecezji stał tylko zwykły ksiądz, mianowany administratorem apostolskim. I ta radosna atmosfera towarzyszyła bezpośredniemu przygotowaniu do święceń, które przeżyliśmy w radości, że udziela ich nam już nasz biskup. W poprzednich latach świeceń kapłańskich udzielali biskupi obcych diecezji, którzy byli zapraszani tylko na samą uroczystość.

- Gdzie pracował Ksiądz Biskup po święceniach kapłańskich?

- Bezpośrednio po święceniach skierowano mnie na studia. Miałem jechać za granicę, ale władze ludowe odmówiły wydania mi paszportu, dlatego bp Kominek powiedział: - Słuchaj, idź w takim razie na KUL, tam filozofia przyrody jest na wysokim poziomie, specjalnie nie stracisz. I tak rozpocząłem studia na KUL-u. Po powrocie do Wrocławia przez 8 lat byłem wikarym w katedrze i równocześnie duszpasterzem akademickim i wykładowcą filozofii przyrody w seminarium duchownym.

- Jak wspomina Ksiądz Biskup czas opieki nad wrocławskimi studentami?

- To były najpiękniejsze lata mojego kapłaństwa. Takich już miał nie będę. Wtedy do ośrodków duszpasterskich przychodziła młodzież zdeklarowana, nie bała się ubeków, którzy bez przerwy szpiclowali tych najbardziej zaangażowanych, straszyli ich wyrzuceniem ze studiów, odebraniem stypendiów itd. Co uczciwsi przychodzili i oświadczali: - Proszę księdza, ponieważ żądają ode mnie, abym donosił, i straszą takimi czy innymi konsekwencjami, dlatego proszę mi wybaczyć, ale muszę przestać pracować w ośrodku, bo absolutnie nie pozwoliłbym sobie na to, żeby donosić. Niektórzy tak stawiali sprawę, inni trzymali się twardo, bo - mając wsparcie finansowe ze strony rodziny - nie obawiali się utraty stypendiów i nadal przychodzili na nasze spotkania środowiskowe. To była młodzież wspaniała, a praca z nimi była prawdziwą satysfakcją. Zażyłem 22 lata tego szczęścia! Mój bezpośredni przełożony i najbliższy współpracownik rektor ks. prał. Aleksander Zienkiewicz to była święta postać, bardzo wiele skorzystałem z kontaktu z nim - uchronił mnie od bardzo wielu głupstw, które zazwyczaj młodzi księża popełniają, i współpraca z nim była cudowna. Przez 22 lata nie było między nami ani jednego zgrzytu, każdy brał tyle obowiązków, ile tylko mógł. Jeden drugiemu nie zazdrościł, bo było tyle roboty, że nas obydwóch przerastała. Do dziś z tą młodzieżą utrzymujemy bardzo przyjazne stosunki.

- Wtedy też pojawił się „Harnaś”?

- Tak, to było właśnie w tamtych czasach. Wtedy za prowadzenie obozu wakacyjnego z młodzieżą szło się do więzienia albo trzeba było płacić bardzo wysokie grzywny. Dlatego każdy z nas miał pseudonim, żeby się ukrywać w czasie tych obozów. Najczęściej księży nazywano „wujkiem”. Do mnie też początkowo tak się zwracano. Kiedyś, gdy na Hali Gąsienicowej szykowaliśmy kolację w kuchni turystycznej i wszyscy mówili do mnie „wujku, wujku…”, podszedł do mnie młody mężczyzna i zapytał: - Proszę księdza, czy tu jutro będziecie mieli Mszę św.? Pomyślałem sobie: jeśli to szpicel, to wpadłem, bo właśnie 2 tygodnie wcześniej na Hali Gąsienicowej złapali księdza i przesiedział 3 miesiące w więzieniu. Myślałem, że ja też wpadłem. Widziałem jednak, że mu tak dobrze z oczu patrzy, i powiedziałem: - Tak, będziemy mieli Mszę św. Zapytał: - Czy moglibyśmy się dołączyć, bo jutro niedziela, nie chcemy schodzić do Zakopanego. Później spytałem go, skąd wiedział, że jestem księdzem? Odpowiedział: - Trudno było poznać, ale wszyscy mówili „wujku, wujku”, a u nas w Poznaniu duszpasterza akademickiego tak właśnie nazwaliśmy, to od razu domyśliłem się, że zwracają się do księdza. Udało się, nie wpadłem. Żeby już nie mówić mi „wujku”, wtedy przy ognisku uroczyście nadano mi imię „Harnaś”, bo zazwyczaj z młodzieżą włóczyłem się po górach. I tak już zostało do dziś. Dla ludzi z duszpasterstwa wciąż jestem „Harnasiem”.

- Jak trzeba żyć, by tak jak Ksiądz Biskup zawsze być młodym duchem?

- Bogu dzięki, mam takie usposobienie. Lubię się pośmiać, lubię opowiadać dowcipy i cieszę się tym wszystkim dobrem, które mnie w życiu spotyka. A Bogu dzięki dużo dobra wokół mnie się dzieje. Spotykam wielu wspaniałych ludzi, mam dużo znakomitych spraw do załatwienia, a że bywają też problemy - zwłaszcza teraz jako biskupi często stajemy przed bardzo poważnymi, trudnymi problemami - jakoś Panu Bogu to wszystko polecam i proszę o pomoc w ich rozwiązywaniu. Bogu dziękuję, że przy tym wszystkim nigdy nie tracę humoru, ponieważ z natury bardzo lubię ludzi. Dla mnie spotkanie człowieka uczciwego, szlachetnego, który się sprawdził, jest ogromną radością. A ponieważ bardzo dużo takich ludzi spotykam, to mam dużo powodów do radości! Poza tym szalenie lubię przyrodę, co mi pozostało z harcerstwa. Stąd, kiedy jestem zmęczony, pomaga mi wędrówka po lesie, spływ kajakiem, pływanie w jeziorze - to jest dla mnie wielką radością i podtrzymuje moje radosne usposobienie.

- Co najchętniej robiłby Ksiądz Biskup, gdyby miał na to czas?

- Gdybym miał czas, to jeszcze więcej poświęciłbym go mojej pracy duszpasterskiej. Smutne, że doba ma tylko 24 godziny, a spraw jest tyle. Przede wszystkim chciałbym jeszcze bardziej rozwinąć duszpasterstwo młodzieży, bo Bogu dzięki mamy wielu księży „młodzieżowców”, którzy dużo na tym polu robią, ale to jest studnia bez dna, tutaj nigdy nie można powiedzieć dość. Ile by czasu nie było, wszystko pochłonęłyby te zajęcia i, daj Boże, z jak najlepszym skutkiem. A jeżeli chodzi o odpoczynek, to moją pasją jest wspinaczka górska. Byłem w tej szczęśliwej sytuacji, ze wspinałem się nie tylko w Tatrach, ale również w Alpach, w Kaukazie i wielu innych górach. Teraz, kiedy mam już 75 lat, stawy już nie są takie giętkie i jest już trudniej, ale chodzę w dalszym ciągu i wciąż jest dla mnie ogromną radością widok pięknej górskiej przyrody. Bardzo cieszyłbym się, gdybym miał na to troszeczkę więcej czasu.

BP ADAM DYCZKOWSKI

urodził się 17 listopada 1932 r. w Kętach w diecezji krakowskiej. Po zakończeniu nauki w rodzinnej miejscowości podjął studia w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. 23 czerwca 1957 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Bolesława Kominka. Bezpośrednio po święceniach rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które zakończył w 1964 r. z tytułem doktora filozofii przyrody. Po powrocie do Wrocławia łączył pracę wikariusza parafii katedralnej, wykładowcy seminaryjnego oraz duszpasterza akademickiego. Przez 22 lata służył wrocławskiej młodzieży akademickiej.
W 1978 r. mianowany został biskupem pomocniczym archidiecezji wrocławskiej. Święcenia biskupie przyjął w katedrze wrocławskiej z rąk abp. Henryka Gulbinowicza. Jako wikariusz generalny odpowiedzialny był m.in. za duszpasterstwa: akademickie, inteligencji, nauczycieli i harcerzy. W 1992 r. mianowany został biskupem pomocniczym nowo utworzonej diecezji legnickiej. Jako członek Konferencji Episkopatu Polski pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Akademickiego, członka Komisji Episkopatu ds. Trzeźwości, Komisji Episkopatu ds. Zakonnych i przewodniczącego Duszpasterstwa Służby Zdrowia.
17 lipca 1993 r. Papież Jan Paweł II mianował bp. Dyczkowskiego biskupem diecezjalnym diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Ingres do katedry gorzowskiej odbył się 5 września, a do zielonogórskiej konkatedry 12 września1993 r.
W ciągu 14-letniej posługi pasterskiej bp. Dyczkowskiego w naszej diecezji miało miejsce wiele znaczących wydarzeń, m.in.: Diecezjalny Kongres Rodziny, jubileusz 50-lecia administracji gorzowskiej i jubileusz 50-lecia Diecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego, wizyta Jana Pawła II w czerwcu 1997 r. oraz jubileusz 1000-lecia śmierci męczeńskiej Pięciu Braci Międzyrzeckich. Powołane do istnienia zostały Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Akcja Katolicka, Katolickie Stowarzyszenie w Służbie Nowej Ewangelizacji - Wspólnota św. Tymoteusza i inne wspólnoty o charakterze ewangelizacyjnym i społecznym. Powstało wiele nowych kościołów i domów parafialnych, odnowiony został gmach seminarium duchownego, miało miejsce odnowienie sanktuariów w Rokitnie i w Grodowcu, zakończenie budowy Domu Księży Emerytów i rozbudowanie Kurii Biskupiej.

Decyzja Prokuratury ws. obrazu Matki Bożej z tęczową aureolą

2019-10-23 12:09

red/wpoloityce.pl

Osoby, które podczas czerwcowego Marszu Równości w Częstochowie niosły wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą nie dopuściły się przestępstwa obrazy uczuć religijnych - uznała częstochowska prokuratura, umarzając postępowanie w tej sprawie.

youtube.com

Postępowanie umorzono ze względu na brak znamion czynu zabronionego — powiedział w środę PAP prok. Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Dochodzenie toczyło się w Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ. Trafiło do niej kilka doniesień osób, które obserwowały marsz i poczuły się urażone zachowaniem organizatorów i uczestników zgromadzenia.

Uczestnicy zorganizowanego 16 czerwca marszu mieli tęczowe flagi i elementy odzieży – skarpetki, czapki czy torby; nieśli także tęczową flagę z wizerunkiem orła białego, a także pojawiającą się także w innych miejscach kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, na którym aureola otaczająca głowy Maryi i Dzieciątka miała tęczowe barwy. To właśnie obraz niesiony przez uczestników marszu rozpalił emocje wśród kontrmanifestantów. Krzyczeli: „Oddać obraz!” i na chwilę zablokowali trasę przemarszu.

Postępowanie toczyło się pod kątem art. 196 Kodeksu karnego. Stanowi on, że „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Jak wyjaśnił prok. Wróblewski, zgodnie z wykładnią, musi to być czyn, który nosi znamiona wulgarności i ma na celu ubliżenie osobom wyznającym religię.

Z argumentacji postanowienia o umorzeniu wynika, że sama tęcza, symbol tęczy, takiego charakteru ubliżającego czy wulgarnego nie ma; brak też dowodów, że organizatorzy marszu mieli na celu obrazę uczuć religijnych — wskazał prokurator.

W II Marszu Równości w Częstochowie brało udział ok. 600 osób. Legalny marsz był zakłócany przez kontrmanifestantów, rekrutujących się m.in. ze środowiska kibiców, którzy nie mieli zgody władz miasta na manifestację. Policja informowała po imprezie, że nie odnotowała poważniejszych zdarzeń i naruszeń prawa, na kilka osób nałożono mandaty.

Częstochowska prokuratura prowadziła wcześniej podobne postępowanie, dotyczące transparentu z białym orłem na tęczowym tle, niesionym na wcześniejszym Marszu Równości w tym mieście. Także w tamtym przypadku nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła śledztwo. Biegły, który wypowiedział się w tej sprawie ocenił, że niesiony podczas manifestacji przedmiot trudno uznać za flagę, był to jedynie transparent z aluzyjną interpretacją flagi, a intencją jego twórców nie było znieważenie symboli państwowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Łódź: Abp Ryś spotkał się z klerykami roku propedeutycznego

2019-10-23 17:45

Ks. Paweł Kłys

- Ten rok, który przeżywacie jest z definicji rokiem bardziej brania niż dawania! O to idzie w roku propedeutycznym, żebyście mogli więcej przyjmować niż dawać. Egzaminów - minimum, rozliczeń - niewiele, macie taki czas, którego może wam wielu zazdrościć. Macie czas, aby być w kaplicy, być na medytacji, poznawać Kościół, w którym chcecie służyć jako kapłani. Przyjmujcie ile się da! – mówił abp Ryś do kleryków roku propedeutycznego Archidiecezji Łódzkiej.

Ks. Paweł Kłys

Jest już tradycją, że w pierwszych dniach nowego roku akademickiego Metropolita Łódzki odwiedza kleryków, którzy w tym roku wstąpili do Wyższego Seminarium Duchownego. Od ubiegłego roku pierwszy rok formacji odbywa się poza gmachem seminaryjnym, a dokładniej przy parafii pw. Wniebowzięcia N.M.P. w Łasku - Kolumnie. To tutaj ci, którzy wybrali drogę powołania odbywają swój rok wprowadzający – rok propedeutyczny.

Spotkanie metropolity łódzkiego z klerykami rozpoczęło się od porannej Mszy świętej w czasie której – w słowie skierowanym do alumnów łódzki pasterz powiedział między innymi – jak was Pan Bóg poprowadzi do kapłaństwa – na co wszyscy mamy nadzieję – to będziecie niewolnikami, ustanowionymi nad rodziną Pana. Jest bardzo niedobrze, jak to się księżom pomyli – jak księża stają się rodziną Pana, która jest nad niewolnikami. Jest odwrotnie! Ci, którzy są w Kościele – nasi siostry i bracia – są rodziną Pana. Każdy ochrzczony należy do rodziny Pana, a my jesteśmy niewolnikami do obsługi rodziny. To nas ustawia w takiej funkcji, która się nazywa kapłaństwo służebne. – podkreślił celebrans.

Po liturgii ksiądz arcybiskup spotkał się na wspólnym śniadaniu z alumnami i przełożonymi roku propedeutycznego.

- Ten rok jest dla mnie czasem, kiedy mogę sprawdzić jak wygląda codzienny rytm seminarium. Zaletą tego roku jest to, że jesteśmy w małej grupie, w innym miejscu, gdzie możemy tworzyć fajną wspólnotę. Tutaj mogę poznawać kolegów i z nimi spędzać czas. – mówi kl. Mateusz Zientalak.

- W czasie tego roku skupiamy się na najważniejszych rzeczach jakimi są: modlitwa, praca i nauka. Formujemy się poprzez wspólne przygotowywanie posiłków, wspólną pracę czy grę w piłkę. Jest to czas na to, by nasze racje były zacieśnione poprzez wspólną integrację. – dodaje Michał Kunikowski.

Rok propedeutyczny został wprowadzony przez arcybiskupa łódzkiego w 2018 roku. Uzasadniając wprowadzenie dodatkowego roku formacji w Seminarium Duchownym łódzki pasterz wskazał na to, że - do seminarium przychodzą ludzie, którzy niekoniecznie są zewangelizowani, a przed sobą mają jeszcze odkrycie tego, kim jest Jezus Chrystus jako żyjący i zmartwychwstały Pan. Przed sobą mają najistotniejsze doświadczenie wiary. Oczywiście mają niejednokrotnie bardzo duże doświadczenie wiedzy religijnej, bo chodzili na lekcję religii, byli ministrantami. Mają doświadczenie kościoła, ale to nie jest tożsame z odkryciem Jezusa jako żyjącego Pana. Dlatego też pierwszym celem roku propedeutycznego jest cel ściśle ewangelizacyjny. To poprowadzenie kandydatów do kapłaństwa do prawdziwej wiary. To się musi przełożyć na spotkanie z Chrystusem – z Jego Słowem. – zauważa metropolita łódzki.

W przeżywaniu wiary, nauce modlitwy i refleksji na swoim wnętrzem pomaga klerykom Ojciec Duchowny, który nie tylko prowadzi wykłady, ale jest także kierownikiem duchowym dla przyszłych kapłanów.

Na roku propedeutycznym jest 10 alumnów oraz dwóch wychowawców – ks. dr hab. Janusz Lewandowicz oraz ks. mgr Bartłomiej Franczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem