Reklama

Niedziela Wrocławska

Droga Krzyżowa z Wujkiem

Wrocławski Wujek i kandydat na ołtarze zostawił wiele duchowych konferencji, książek i pism. Wśród nich są także rozważania Drogi Krzyżowej. Warto odprawić to nabożeństwo korzystając z przemodlonych treści sługi Bożego.

pixabay

ŚLADAMI MĘKI CHRYSTUSA

Droga krzyżowa prowadząca na Kalwarię, prowadzi jednocześnie w głąb duszy - w najtajniejsze zakątki myśli, uczuć i decyzji ludzkich. A wydarzenia odbywające się na tej drodze – na kształt błyskawicy zrywającej czerń nocy – rozjaśniają nieogarnione obszary naszej złożonej natury. Może właśnie dlatego ludzie nawet w duchu niechętnie wstępują na tę drogę, ponieważ ona ukazuje prawdę. A na ogół człowiek boi się pełnej prawdy o sobie, woli żyć w dowolnie skonstruowanych złudach. Albowiem prawda moralna niepokoi, zobowiązuje, często wywraca miękkie fotele wygodnictwa, nakazuje bolesne rozstania i ciężkie operacje. Doskonałą znajomość psychiki ludzkiej ujawnia Chrystus, gdy mówi do Nikodema: „Ludzie umiłowali bardziej ciemności niż światłość” (J 3,19). Ale szukanie prawdy, pełnej prawdy, jest elementarnym warunkiem zbawienia. Kto szuka prawdy, szuka zbawienia. Kto szuka zbawienia, szuka prawdy.

Z tą myślą wyjdźmy w duchu na skalną ścieżkę, którą przemierzyły w Wielki Piątek skrwawione stopy Zbawiciela i otwórzmy szeroko swoją duszę, aby światło bijące z poszczególnych scen kalwaryjskiego dramatu ogarnęło w nas wszystko.

Reklama

STACJA I

Pan Jezus na śmierć skazany.

Gdy Piłat, wiedząc o niewinności Pana Jezusa, podpisuje nań wyrok śmierci i umyciem rąk, by uwolnić się od odpowiedzialności, widzę, że i sam nieraz podejmowałem rolę Prokuratora Rzymskiego. I czuję, że mam niewygasłe uzdolnienia do tej haniebnej roli. Gdy tłum mnie otaczający zacznie kogoś potępiać, choć głos sumienia woła o prawdę, o sprawiedliwość, przystaję często do oskarżycieli, ażeby się im nie narazić, ażeby nie utracić zdobytej pozycji, ażeby pozyskać ich względy. Tchórzostwo, wygodnictwo, płytko pojmowane względy przyjaźni, koleżeństwa czy solidarności decydowały niejednokrotnie o tym, że zdradzałem prawdę i sprawiedliwość, przyłączając się do fałszerzy i krzywdzicieli lub dyplomatycznie umywałem ręce, zasłaniając się małodusznymi formułkami: „Nie chcę się w to mieszać… To nie moja sprawa… Niech każdy broni siebie…”. A w duszy mej rodzi się szczera modlitwa: Chryste, dla Ciebie nie istniały inne względy prócz prawdy, sprawiedliwości i miłości, broń mnie przed rolą Piłata, spraw, abym nigdy nie umywał rąk wobec głosu sumienia.

Reklama

STACJA II

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.

Patrząc, jak Pan Jezus bierze krzyż – szubienicę na swe ramiona, uświadamiam sobie, jak daleko jestem od postawy mego Zbawiciela. Ja krzyża, cierpienia boję się, uciekam od niego. Uważam go za nieszczęście. Nawet krzyż sprawiedliwej pokuty. A Ty, Panie, uczysz mnie, że krzyż może być moim przyjacielem i moim zbawieniem… Trzeba tylko otworzyć ramiona na jego przyjęcie.

STACJA III

Jezus upada po raz pierwszy pod krzyżem.

Widząc jak Zbawiciel upada pod krzyżem, czuję jak słabe są ludzkie siły, jak łatwo je łamie wielkie cierpienie – i to rzecz ludzka, której wstydzić się nie należy. A ja, ileż razy tej słabości się wstydziłem. Ile razy udawałem bohatera… Panie, chcę chodzić i żyć, uginać się i dźwigać trudy jak prawdziwy człowiek – pełen słabości, ale i pełen nadziei.

STACJA IV

Jezus spotyka swoją Matkę.

Niewymowną radością przepełniło się Serce Jezusa, gdy ujrzał przed sobą na drodze krzyżowej postać swojej Matki. A więc nie był sam… Wiem, że przede mną Ona staje z balsamem swej miłości i czaru, ilekroć znajduję się na drodze cierpienia. Muszę tylko ją dojrzeć, a wówczas pociecha i ukojenie przepełnia moje ukrzyżowane serce… Dzięki Ci, Pocieszycielko i Ostojo umęczonych.

STACJA V

Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi.

Patrzę, jak Szymon z Cyreny broni się przed żołnierzami, którzy zmuszają go do pomocy w dźwiganiu krzyża Pana Jezusa. Boi się hańby, poniżenia, upodlenia, nie chce nawet dotknąć szubienicy. Lecz gdy się tylko przymusem pogodził i ruszył w drogę, duszę jego ogarnął płomień. Pragnął ten krzyż nieść na szczyt i tam podzielić los Jezusa. Stał się nowym człowiekiem, świętym. I ja to wiele razy czułem, że krzyż dźwigany z dala od Ciebie istotnie poniża i upadla, ale z Tobą dźwigany staje się podporą mej słabości, staje się najkrótszą drogą do miłości i świętości.

STACJA VI

Weronika ociera twarz Jezusa.

Raduje mnie ten piękny gest Weroniki. Ona budzi wiarę w dobroć człowieka. Ale jeszcze bardziej wzrusza odpowiedź Serca Zbawiciela. Legenda głosi, że jako wyraz wdzięczności pozostawił Jezus na jej chuście portret swego zbolałego oblicza. Z całą pewnością zostawił Najświętszy Skazaniec swój portret w jej dobrym sercu, uświęcił je. Nie darmo kiedyś powiedział: „Błogosławieni miłosierni…”. Dzięki Ci, Niewiasto uświęcona, że dajesz mi piękny wzór, że wskazujesz niezawodną drogę uświęcenia nawet przez małe uczynki miłosierdzia wobec cierpiących i umęczonych.

STACJA VII

Jezus upada po raz drugi.

Widząc, jak Pan Jezus upada pod ciężarem krzyża po raz drugi, jeszcze głębiej wczuwam się w tajemnicę Jego ofiary i miłości ku mnie. Jeszcze żywiej uświadamiam sobie swoją małość i słabość i boję się jej. Ale ponieważ Ty, Panie, ją znałeś i doświadczałeś, ufam, że nie odmówisz mi światła i mocy. Z Tobą i w Tobie staję się silny i wolny od bojaźni.

STACJA VIII

Jezus spotyka płaczące niewiasty.

Staram się zrozumieć dogłębnie słowa Pana Jezusa wypowiedziane do płaczących na skraju drogi niewiast: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade mną, ale same nad sobą płaczcie i nad synami waszymi” (Łk. 23,28) Nie płaczcie nade mną, bo idę, choć umęczony ku wiecznemu szczęściu, ku zwycięstwu… Ostateczny los prześladowanego będzie szczęśliwy, a tragiczny, opłakania godny jest los prześladowcy… Taki los grozi waszym synom, którzy podjęli rolę katów i wy jako matki jesteście za nich odpowiedzialne… A czy ja zawsze bolałem nad tymi, nad którymi trzeba boleć – nad grzesznikami, nad tymi, którzy zgubili drogę do Boga? Czy ja jako ojciec, matka, kapłan, nauczyciel nie zaciągnąłem odpowiedzialności za postawę moralną młodzieży?

STACJA IX

Jezus upada po raz trzeci.

Dlaczego Wszechpotężny Władca życia i śmierci po raz trzeci upada na poły żywy pod ciężkim kolcem drzewa na kamiennej drodze kalwaryjskiej? Przecież mógłby użyć swej Boskiej potęgi i nie zachwiać się ani razu. Rozumiem, Panie: Ty chciałeś jako nasz Wódz do królestwa Bożego iść najtrudniejszym szlakiem, chciałeś także zapewne w trzykrotnym upadku podkreślić nieodzowność cnoty pokory, która jest jednocześnie bardzo trudną cnotą… Panie, niech zapamiętam na wieki tę trzykrotnie powtórzoną, wzruszającą lekcję pokory, czyli prawy o człowieku.

STACJA X

Jezus z szat obnażony.

Pan Jezus z szat obnażony. Niepokojąca stacja. Ten, który ubiera Ziemię szatą zieleni, a kwiaty stroi niezrównaną krasą barw, pozwala się odrzeć z jedynej szaty, którą Mu uszyła Najświętsza Matka… Niewymowna gorycz zalewa Serce Jezusa pod spojrzeniem zbydlęconych oczu oprawców… Może chce Jezus odpokutować w specjalny sposób za rozwiązłość i nieskromność, za plamienie słów plugawymi słowami, za niskie i rozwiązłe myśli i pragnienia niezliczonych chrześcijan? Panie, cierpienie Twoje zmusza mnie do zbawiennego rachunku sumienia.

STACJA XI

Pan Jezus przybity do krzyża.

Pan Jezus do krzyża przybity… Gdy jestem chory, kładę się do miękkiego łóżka, zjawia się przy mnie życzliwy lekarz, a zatroskani domownicy chodzą cicho, na palcach – chcą mi ulżyć w bólu… W jakimże ostrym kontraście przedstawia się wstrząsająca scena krzyżowania… Bezlitosne i silne jak żelazne kleszcze ramiona katów ciskają umęczone ciało Jezusa na twarde łoże krzyża. Chwytają brutalnie jego ręce i nogi i przymocowują gwoźdźmi do skrwawionych belek… Panie, z Twoich ran tryska światło, w którym widzę swoje lukrowane, mdłe wygodnictwo, swoją dziecinną niecierpliwość, swoje skąpstwo w ofierze dla Ciebie. Dotąd nie ukrzyżowałem jeszcze swych namiętności i wad, których ukrzyżowanie nie wymaga przecież takich boleści jak Twoja… Wstydzę się tego i żałuję serdecznie.

STACJA XII

Jezus umiera na krzyżu.

Przez trzy godziny rozpostartymi, krwawymi ramionami i cierniem uwieńczoną głową woła Jezus z Kalwarii do wszystkich pokoleń świata: Ludzie, patrzcie, jak potworny jest grzech! Jak doniosła jest sprawa waszego zbawienia! Jak bezprzykładna jest moja miłość ku wam. Nie ma takiej duszy, która by objęła przepastny żar miłości buchającej z raz Chrystusa. Nawet dla silnych Apostołów krwawy krzyż stał się niepojęty, przerażający. Więc uciekli, za wyjątkiem św. Jana. Jedynie Najświętsza Matka zniosła ten widok i wytrzymała ten żar, który będzie zasilał światłem i ciepłem serca milionów, milionów… Panie, gdy usiłuję wejrzeć w głąb Tajemnicy mego odkupienia, już klęczę przed Tobą. Klęczę, i dziękuję i proszę – dla siebie i dla swych braci, ludzi – o bardzo wiele, o wszystko co chce nam dać Twoja miłość…

STACJA XIII

Pan Jezus zdjęty z krzyża.

Gdy poranione, martwe ciało Pana Jezusa przez kilka chwil po zdjęciu z krzyża spoczywa w ramionach Najświętsze Matki, usiłuję wyczuć, co się dzieje w Jej Niepokalanym Sercu… Skuwa je ludzki ból i żal… Ale wszystkie uczucia przewyższa nienawiść i wstręt do szatana i grzechu. To on posunął się do zamachu na Najświętszego Człowieka i samego Boga. Ludzie byli jego najemnikami – może nawet nieświadomymi narzędziami demona – nie wiedzieli, co czynili… A ja, uświadomiony chrześcijanin, czyż nie pozwalam się opętać grzechowi, czyż nie byłem szalonym narzędziem w ręku szatana, zadając rany Chrystusowi, Najświętszej Matce, Kościołowi? Matko Bolesna, udziel mi łaski, abym poczuł wstręt i nienawiść do grzechu. Dodaj mi siły, abym za Twoim wzorem ustawicznie deptał potworny łeb wciąż odradzającego się we mnie węża zła…

STACJA XIV

Pan Jezus złożony do grobu.

Mało wypowiedziano słów przy pogrzebie Pana Jezusa, ale grobowa cisza była nabrzmiała potęgą nowych wydarzeń… Najmici szatana czuli, że cios ich nie trafił i nie mógł trafić w serce sprawy, że padł mimo… Czuli, że i kamień, i straż będą tylko pozorami zwycięstwa, tak jak i ten, stojący jeszcze, oblany łuną zachodu, skrwawiony krzyż. Prawdy i dzieła Boże nie mogą umrzeć choćby je przybijano do krzyża… Błogosławieni są ci, którzy swój ból i trud, swoje rany i łzy łączą z ofiarnym trudem Tego, który jest wiecznie żywy i zwycięski…

Panie, dzięki Ci za tę podnoszącą, radosną naukę Grobu…

– wiedza, która nie traci swojej przydatności w najcięższych chwilach ludzkiego losu, która zapala się potęgą, gdy wszelka wiedza ludzka traci swoją siłę - w godzinie śmierci… To przedziwna wiedza i siła, która może dać człowiekowi szczęście… nawet w cierpieniu.

Wstaję z klęczek pełen otuchy i nadziei, pogodny i silny… Znalazłem Prawdę a z nią - drogę zbawienia.

2020-03-27 12:14

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmarł ks. kan. Krzysztof Galewski

2020-06-01 18:40

Archiwum Archidiecezji Lubelskiej

Ks. Krzysztof Galewski (1948-2020)

W dn. 1 czerwca w szpitalu w Lublinie zmarł ks. Krzysztof Galewski, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej i kanonik honorowy Kapituły Zamojskiej.

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w parafii pw. św. Ignacego Loyoli w Niemcach: 3 czerwca (środa) - Msza św. żałobna (godz. 18.00); 4 czerwca (czwartek) - Msza św. pogrzebowa (godz. 14.00) i złożenie ciała na miejscowym cmentarzu parafialnym.

Śp. ks. Krzysztof Galewski urodził się 24 marca 1948 r. w Krasnymstawie; święcenia prezbiteratu przyjął 15 czerwca 1972 r. w Lublinie. Jako wikariusz pracował duszpastersko w parafiach: Biskupice, Puławy (Wniebowzięcia NMP, Matki Bożej Różańcowej i Wniebowzięcia NMP), Zamość (kolegiata i św. Michał Archanioł), Kazimierzówka i Zaklików. Od 1987 do 1991 r. był proboszczem w Kocudzy. W 1991 r. przyszedł do parafii w podlubelskich Niemcach i był tam proboszczem aż do przejścia w stan emerytalny w 2018 r.

W 2012 r. ks. Krzysztof Galewski we wspólnocie parafialnej przeżywał jubileusz 40-lecia święceń kapłańskich. Z tej okazji na łamach „Niedzieli Lubelskiej” (30/2012) ukazał się tekst Barbary i Witolda Józefackich pt. „Kapłan daje innym Chrystusa”. Czytamy w nim:

Odkrywanie powołania do kapłaństwa dokonywało się u mnie ewolucyjnie we wczesnej młodości - wspomina ks. Krzysztof Galewski. Wszystko zaczęło się w rodzinie katolickiej i praktykującej od pokoleń, w której rodzice byli przykładem pracowitości i religijności. Przyszły kapłan wzrastał otoczony troską i miłością, wychowywany w wierze i tradycji. Później na drodze młodego człowieka pojawili się niezwykli nauczyciele i katecheci, którzy swoją autentyczną postawą wobec wartości chrześcijańskich oraz patriotycznych, z wielkim talentem uczyli pobożności, przekazywali wiedzę, kształtowali charakter. Postawa i praca tych szlachetnych pedagogów pomogła młodemu chłopcu w odkrywaniu piękna powołania kapłańskiego. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Zakręciu i Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Jagiełły w Krasnymstawie, w roku 1966 - milenijnym, Krzysztof wstąpił do seminarium w Lublinie. Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1972 r. z rąk bp. Piotra Kałwy. Jako młody kapłan ks. Krzysztof na obrazku prymicyjnym wypisał słowa Pawła VI: Ekstaza szczęścia i lęk mnie ogarnia, że jestem wybrany. Jako wikariusz najpierw podjął pracę w Biskupicach, następnie w Puławach, Zamościu, Kazimierzówce i Zaklikowie. Później w Kocudzy przez 6 lat tworzył parafię, budując kościół i plebanię.

W podlubelskich Niemcach ks. kan. Krzysztof Galewski był postrzegany jako dobry i wyrozumiały kapłan, dbający o rozwój kościoła zarówno w wymiarze duchowym, jak i materialnym. - Ileż to wydarzeń miało miejsce w tych latach. Pojawiały się nowe problemy, nowe style życia, nowe wyzwania. Biorąc pod uwagę oczekiwania współczesnego człowieka w stosunku do kapłana, widzimy, że sprowadzają się one do jednego wielkiego oczekiwania: pragnie on Chrystusa, o wszystko może zwrócić się do innych, kapłana prosi o Chrystusa. W obecnej rzeczywistości, gdy tak wiele agresji i nienawiści do chrześcijan, istnieje zapotrzebowanie na prawdę, tęsknota każdego człowieka za Bogiem, dlatego kapłan i dziś, a może jeszcze bardziej dziś, potrzebny jest w każdym środowisku. Istnieje więc potrzeba modlitwy o nowe powołania, by nas w przyszłości mogli zastąpić młodzi kapłani. Z życzliwością myślę i modlę się za wszystkich, wśród których pracowałem i udzielałem im sakramentów. Przede wszystkim jestem wdzięczny Bogu za dar kapłaństwa, zdrowia, za spotkanych ludzi wciągu lat służby; ludzi, którzy wiarę w Chrystusa łączyli z wielkim zaangażowaniem w pracy dla parafii - dzielił się kapłan.

CZYTAJ DALEJ

Waszyngton: Donald Trump odwiedził Sanktuarium św. Jana Pawła II

2020-06-02 21:50

[ TEMATY ]

sanktuarium

Donald Trump

św. Jan Paweł II

2 czerwca, w 41 rocznicę pierwszej wizyty papieża w Polsce prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, Donald Trump wraz z małżonką Melanią odwiedzili Narodowe Sanktuarium św. Jana Pawła II w Waszyngtonie. Wydarzenie to poprzedziło podpisanie dekretu o zwiększeniu wsparcia USA dla międzynarodowych wysiłków na rzecz wolności religijnej.

Wizytę Trumpa w Sanktuarium św. Jana Pawła II potępił m. in. arcybiskup Waszyngtonu, Wilton D. Gregory – pierwszy w dziejach Afroamerykanin na stolicy biskupiej w Waszyngtonie. Powiedział, że jest to dla niego zaskakujące i naganne, iż jakikolwiek ośrodek katolicki pozwala się tak bardzo nadużywać i manipulować w sposób, który narusza nasze zasady religijne". Słowa te należy odnieść do odpowiedzialnych za Sanktuarium Rycerzy Kolumba. Hierarcha przypomniał, że nauczanie katolickie wzywa wiernych do „obrony praw wszystkich ludzi, nawet tych, z którymi możemy się nie zgadzać".

Wczoraj prezydent Trump przeszedł z Białego Domu do kościoła episkopalnego św. Jana, który został podpalony przez protestujących 31 maja. Władze użyły przemocy, by rozproszyć tłum, który zebrał się na placu Lafayette'a naprzeciwko Białego Domu, uniemożliwiając prezydentowi udanie się do tej świątyni.

Komentując te działania abp Gregory przypomniał, że święty Jan Paweł II był żarliwym obrońcą praw i godności człowieka. „Na pewno nie zgodziłby się na użycie gazu łzawiącego i innych środków odstraszających, aby uciszyć, rozproszyć lub zastraszyć , jednie po to żeby zrobić zdjęcie przed miejscem kultu i pokoju".

Około 100 osób, w tym dzieci i ich rodzice protestowali dziś w pobliżu sanktuarium św. Jana Pawła II, domagając się pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców zabójstwa 25 maja w Minneapolis czarnoskórego George'a Floyda.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję