Reklama

Polska

O. Jurczak: w czasie epidemii liturgia jest szansą na „nawrócenie duszpasterskie” (rozmowa)

- Tegoroczna Wielkanoc tak naprawdę będzie egzaminem z dojrzałości naszej wiary. Nawet jeśli pojawi się rozczarowanie, to niech będzie ono motywacją do głębszych poszukiwań. Może to najlepszy sposób na „nawrócenie duszpasterskie”? - powiedział w rozmowie z KAI o. Dominik Jurczak OP z Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Duchowny jest wykładowcą na Papieskim Instytucie Liturgicznym „Anselmianum” i na Papieskim Uniwersytecie „Angelicum” w Rzymie.

[ TEMATY ]

liturgia

nawrócenie

dominikanie

epidemia

Facebook O. Dominika Jurczaka

O. Dominik Jurczak OP

O. Dominik Jurczak OP

O. Dominik Jurczak OP: Jak się okazało, wcale nie takie proste okazało się nauczenie innego sposobu uczestnictwa we Mszy świętej, bo wiązało się z porzuceniem naszych dobrych przyzwyczajeń - obecności fizycznej, śpiewania, wykonywania gestów, przystępowania do Komunii, czyli wszystkiego, by być na Eucharystii w najpełniejszy sposób. W transmisji, jakkolwiek dobra by ona była, nasze pole manewru jest ograniczone. Nieuczciwe byłoby jednak stwierdzenie, że pozbawione jest ono sensu. W wielu parafiach z takiej formy często korzystają chorzy, do których później z Komunią docierają szafarze - zwyczajni lub nadzwyczajni - by dać im możliwość właśnie pełniejszego uczestnictwa, w eucharystycznej łączności ze wspólnotą parafialną.

Oczywiście, lepsza jest fizyczna obecność, lecz w sytuacji nadzwyczajnej, takiej jak choroba czy epidemia, trzeba odwoływać się do innych rozwiązań. To trochę tak, jak ze spotkaniem rodzinnym: czym innym jest usiąść razem przy cieście i kawie, a czym innym rozmowa telefoniczna. Ta druga w wielu sytuacjach jest bardzo użyteczna, problem zaczyna się wówczas, gdy rozmowa telefoniczna, a z czasem tylko wiadomości tekstowe stają się jedyną formą kontaktu.

- Co można zrobić, by przeżywanie Mszy św. w domu miało jak największe duchowe owoce? Na przykład, czy klękać przed telewizorem?

- Podczas transmisji Mszy nie wystarczy śledzić obrazów na ekranie, lecz - pomimo braku fizycznej obecności - mamy łączyć się z tym, co aktualnie dzieje się w kościele. To trochę jak z oglądaniem meczu: przecież zagorzali kibice nie mają problemu z zaangażowaniem. Analogicznie jest z transmisjami Mszy: to nie teatr telewizji czy oglądanie nudnawego filmu, z przewidywalną akcją, mamy uczestniczyć w tym, co dzieje się w kościele, to znaczy, mamy dać poprowadzić się Chrystusowi.

Czy w takiej optyce otoczenie czy przyjmowanie postaw ciała, podobnych do tych co w kościele, może nam pomóc? Zdecydowanie tak, choć trudno udzielić uniwersalnych wskazówek. Sytuacje i miejsca, w których na co dzień żyjemy, są bardzo różne. Trzeba umieć znaleźć właściwe rozwiązania. Byłoby jednak źle, gdyby transmisje Mszy miały prowadzić do domowych wojen religijnych. To kłóciłoby się z celem Eucharystii, budowaniem jedności Kościoła. Prawdą jest jednak, że komfort modlitwy w przestrzeni, która jest do tego odpowiednio przygotowana, jest ważny. Gdy ksiądz przychodzi z Komunią do chorego, porządkujemy przecież mieszkanie, przygotowujemy stół i kładziemy na nim obrus, krzyż i świece. Nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować zrobić podobnie.

- Czy brak dostępu do Mszy świętych w kościołach może spowodować w ludziach uwrażliwienie na ich niezwykłą wagę w życiu codziennym?

- Z całą pewnością koronawirus, w roku, gdy w polskim Kościele przeżywamy rok duszpasterski dotyczący Eucharystii, zafundował nam post od pełni celebracji. Takie wyrwanie może jednak sprawić, że - po ustaniu epidemii i powrocie do normalnego trybu - nasze uczestnictwo we Mszy będzie bardziej dojrzałe. Oczywiście, nie dokona się to w sposób automatyczny. Potrzeba pracy i przypominania, na czym polega uczestnictwo w liturgii.
Często, gdy bierzemy udział we Mszy jesteśmy co prawda w kościele fizycznie, ale myślami i duchem w innym miejscu. Post od celebracji może poprowadzić nas w stronę zaangażowanego uczestnictwa, którego jednak nie należy mylić z prostym aktywizmem. Celem zaangażowanego uczestnictwa w liturgii jest poddanie się działaniu Chrystusa, zakładając całkowite wewnętrzne nastawienie na Niego. Brak możliwości realnego uczestnictwa we Mszy może również pozwolić nam odkryć na nowo pełniejszy sens liturgii. Nie jest tak, że w chrześcijańskim życiu ważna jest tylko Msza święta i spowiedź, do której od czasu do czasu, mniej lub bardziej chętnie przystępujemy. Nawet jeśli Eucharystia jest „źródłem i szczytem”, to jednak nie wyczerpuje całej działalności Kościoła, jest przecież na przykład, Liturgia Godzin jako modlitwa całego Kościoła czy inne nabożeństwa takie jak różaniec czy pieśni pasyjne.

- Innym wielkim wyzwaniem jest Komunia święta duchowa - jak przeżywać ją w pełni i dobrze rozumieć?

- Na pewno nie należy jej rozumieć w sytuacji normalnej ani jako substytutu Komunii sakramentalnej, ani też jako jakiejś emocjonalnej tęsknoty za nią. Chodzi raczej o takie połączenie ludzkiego pragnienia, które ożywione wiarą i miłością łączy się z sakramentem. Powiedzieliśmy, że w transmisji nie tylko obserwujemy modlącego się księdza, ale łączymy się z Chrystusem i Jego Ofiarą. W taki sposób - duchowo, a nie poprzez fizyczne spożycie - możemy doznać skutków sakramentu Eucharystii.

- Czas wielkopostny to okres spowiedzi wielkanocnej, do której w obecnej sytuacji dostęp jest ograniczony? Jaką rolę odgrywa tu żal doskonały, który także może przywrócić człowieka do stanu łaski uświęcającej, przy obietnicy wyspowiadanie się przy nadarzającej się ku temu okazji?

- Sakramenty to nie magia. Sensem spowiedzi jest pojednanie z Bogiem i Kościołem: nie tyle wyznanie grzechów, choć jest bardzo ważne, ile doświadczenie Bożego miłosierdzia. Oczywiście, nie chodzi o to, by spowiedź banalizować, czy szukać innych, łatwiejszych lub „promocyjnych” sposobów na ominięcie wstydliwego momentu wypowiedzenia grzechów przed jakimś nieznanym księdzem w konfesjonale. Chodzi raczej o przywrócenie właściwej perspektywy. Warto szukać głębszej motywacji, która wypływa z doświadczenia miłości Boga. Przychodzę do spowiedzi, chcę usunąć z mojego życia grzech, nie tyle dlatego, że czuję się źle, lecz bardziej dlatego, że godzi on w bezinteresowną miłość Boga, oddala mnie od Niego. Tym jest żal doskonały, który w sytuacji trudności w dostępie do sakramentalnej spowiedzi - takiej jak w czasach epidemii, to znaczy, gdy nie możemy przystąpić do tego sakramentu, aby wzajemnie się nie zarażać - może pojednać nas z Bogiem. Ważne jest jednak wspomniana obietnica, by przystąpić do spowiedzi przy pierwszej nadarzającej się okazji.

- Jak rozumieć specjalny odpust zupełny, na który zezwoliła Penitencjaria Apostolska? Czy, aby z niego skorzystać można być w łasce uświęcającej wynikłej z żalu doskonałego?

- Ten odpust należy rozumieć tak samo, jak każdy inny odpust zupełny. Znowu, nie chodzi o magię czy wykup polisy ubezpieczeniowej na czas pandemii, ale o doświadczenie wstawiennictwa świętych, ich realną pomoc w byciu blisko Boga. To dzięki ich zwycięstwu, dzięki jednoznacznemu opowiedzeniu się po stronie Chrystusa, wraz z nami biorą udział w zmaganiu się z grzechem w codzienności. Po tym wszystkim, co powiedzieliśmy o żalu doskonałym, odpowiedź o wystarczalność łaski z żalu doskonałego wydaje się oczywista.

- Zbliżające się Triduum będzie inne. Bez liturgii w kościołach. Jak sprawić, by było umacniające wiarę mimo wszystko? Jeden z księży radzi, by gesty liturgiczne z Wielkiego Tygodnia przenieść do rodzin - obmyć nogi bliskim czy adorować zwykły krzyż, który wisi na naszych ścianach...

- Nie jest prawdą, że to Triduum będzie bez liturgii. Przecież nie my jesteśmy pierwszymi aktorami w liturgii, lecz tym pierwszym działającym jest Chrystus. Tak naprawdę to w Jego liturgii mamy uczestniczyć, w nią mamy się wszczepiać. I epidemia jest tu jedynie relatywną przeszkodą, która ustanie, oby jak najwcześniej. Nawet jeśli tegoroczne Triduum będzie inne, bo nie będziemy mogli zgromadzić się jako Kościół, to jednak nie jesteśmy w sytuacji beznadziejnej. Fakt, że w sytuacji epidemii w naszych parafiach celebracja odbywają się bez ludu, nie oznacza, że są one prywatne; to celebracje całego Kościoła zredukowanego do minimum.
Odnośnie do tego, jak celebrować Triduum w domu, to rozwiązań jest naprawdę mnóstwo: od transmisji z celebracjami w naszych kościołach, przez Liturgię Godzin, drogę krzyżową, śpiew Gorzkich żali, na świętowaniu przy wielkanocnym stole skończywszy. Jeśli zasiądziemy przy nim w zgodzie, odnawiając swój własny chrzest i przez moment modląc się wspólnie, ta Wielkanoc będzie już wygrana!

- A co w ogóle powinno być najważniejsze w nadchodzących Świętach Wielkanocnych w czasie pandemii?

- Doświadczenie Zmartwychwstałego i odnowienie wiary. W gruncie rzeczy mamy taki sam problem jest apostołowie po zmartwychwstaniu: jak na nowo doświadczać Zmartwychwstałego? Tegoroczna Wielkanoc tak naprawdę będzie egzaminem z dojrzałości naszej wiary. Warto nie przestraszyć się wynikami. Nawet jeśli pojawi się rozczarowanie – „a myśmy się spodziewali” (Łk 24, 21) uczniów – niech będzie ono motywacją do głębszych poszukiwań. Może to najlepszy sposób na „nawrócenie duszpasterskie”, o jakie upomina się papież Franciszek?

- Konieczność pozostawania w domach sprawia, że ludzie coraz częściej korzystają z modlitw online. Na jednej z nich co wieczór modli się blisko 50 tys. osób i to różańcem! Wyobraża sobie ojciec taką liczbę osób w kościele na różańcu? Skąd ten fenomen powrotu do tradycyjnych modlitw?

- Mam nadzieję, że nie jest on zrywem chwili, kolejną akcją, lecz rzeczywistym głodem za wspólną modlitwą, w tym głodem za Eucharystią. Choć nie można nie zauważać liczb, to jednak mniej mnie one fascynują. Przecież naszym celem nie jest sprawdzenie możliwości Internetu w Polsce, lecz doświadczenie Kościoła, w której głową jest Chrystus. Mamy nie tyle poddać się zwątpieniu, ile - w tym epidemicznym poście od wspólnych celebracji, mimo kwarantanny czy izolacji - doświadczyć, że nie jesteśmy sami.

- Czy nie istnieje ryzyko, że po tym, kiedy sytuacja się uspokoi, część osób stwierdzi, że po co chodzić do kościoła realnie, skoro okazało się, że Komunię św. można przyjmować duchowo, a spowiedź może zastąpić żal doskonały?

- Taka obawa może się zrodzić tylko w tym, kto nie ma pewności co do prawdziwości doświadczenia Boga. To trochę jak różnica między żalem niedoskonałym a doskonałym. W naszej relacji z Nim jesteśmy przecież wezwani do wielkoduszności, a nie do opisania i wypełniania warunków minimum. Innymi słowy, ktoś kto doświadczył Eucharystii, wie że żadna transmisja mu jej nie zastąpi. Podobnie jest ze spowiedzią. Wszystkie rozwiązania, o których rozmawiamy, dotyczą sytuacji nadzwyczajnej, warto to podkreślić. Przecież kiedyś epidemia się skończy, wrócimy do zwyczajności. Mocno wierzę, że może być to powrót odmieniony.

2020-04-03 17:21

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francja: byli muzułmanami, poznali Chrystusa, potrzebują pomocy

2020-09-10 16:48

[ TEMATY ]

Francja

muzułmanie

nawrócenie

Vatican News

Wzrasta liczba muzułmanów, którzy nawracają się na chrześcijaństwo. W Kościele katolickim we Francji byli muzułmanie stanowią już 10 proc. dorosłych proszących o chrzest. We wspólnotach protestanckich jest ich dwa razy więcej. Przyjęcie wiary w Chrystusa wiąże się w ich przypadku z wielkimi poświęceniami. Teoretycznie rzecz biorąc w islamie za apostazję grozi im kara śmierci. W praktyce zostają zazwyczaj wykluczeni z rodziny i dotychczasowego środowiska. Dlatego potrzebują pomocy innych chrześcijan.

Wskazuje na to Marc Formeger. Do ubiegłego roku przez 14 lat był dyrektorem francuskiego oddziału papieskiego stowarzyszenia Pomoc w Kościołowi w Potrzebie. W tym roku stanął na czele nowopowstałej Misji Ismeria, która niesie pomoc konwertytom z islamu. W swej nazwie misja ta nawiązuje do imienia córki sułtana Kairu żyjącej pod koniec XI w. Jej ojciec wysłał ją do trzech uwięzionych frankijskich rycerzy, by skłoniła ich do przyjęcia islamu. Rycerze opowiedzieli jej o chrześcijaństwie, a następnie objawiła się jej Matka Boża. Ismeria nawróciła się na chrześcijaństwo i wraz z rycerzami zbiegła do Francji.

Marc Formeger zauważa, że dziś mamy do czynienia ze wzmożoną falą nawróceń muzułmanów na chrześcijaństwo. Skala tego zjawiska jest nieproporcjonalna do zabiegów samego Kościoła, który w ostatnich dziesięcioleciach podchodzi z wielką powściągliwością do działalności misyjnej, zwłaszcza wśród muzułmanów. Tymczasem liczba nawróceń stale rośnie. Szacuje się, że w samym Iranie jest dziś co najmniej 800 tys. konwertytów, a w Indonezji nawet 6 mln. Formeger przyznaje, że trudno wytłumaczyć to zjawisko. Wszystko wskazuje na to, że to sam Chrystus ze szczególną siłą przyciąga dziś do siebie wyznawców Mahometa. Jest też prawdą, że muzułmanie odznaczają się szczególną wrażliwością duchową. Nierzadkie są u nich przypadki prywatnych objawień Jezusa czy Maryi. Z drugiej strony młodzi mahometanie i to w krajach o większości muzułmańskiej coraz częściej czują się rozczarowani swą religią. Wielu z nich prowadzi to do ateizmu, w innych rodzi się zainteresowanie chrześcijaństwem.

W każdym razie dawni muzułmanie po swym nawróceniu potrzebują zazwyczaj konkretnej pomocy i tym właśnie zajmuje się Misja Ismeria. We Francji stara się ona tworzyć sieć wspólnot parafialnych i zakonnych, które są w stanie przyjąć konwertytów, zapewniając im przy tym niezbędną dyskrecję. Innym aspektem działalności Misji Ismeria jest refleksja nad samym islamem. Zdaniem Formegera jest to niezbędne, ponieważ we Francji islam stal się tematem tabu. Dziennikarze i publicyści boją się podejmować ten temat w debacie publicznej, by nie zostać posądzonym o islamofobię. Tymczasem takie przemilczanie tego tematu, swoista zmowa milczenia, jest już w istocie pewną formą uległości – dodaje dyrektor Misji Ismeria w wywiadzie dla miesięcznika La Nef.

CZYTAJ DALEJ

Dziś: kawa

Niedziela włocławska 49/2003

Adobe.Stock

29 września to najbardziej kawowy dzień w roku! Na całym świecie obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy

Wielu z nas nie wyobraża sobie życia bez filiżanki tego aromatycznego napoju, szczególnie o poranku. Kawa ma wiele zalet - zachwyca bogactwem smaku, pobudza organizm do działania i odsuwa na bok pierwsze oznaki zmęczenia. Już niewielka dawka kofeiny odpręża i poprawia samopoczucie, a także poprawia pamięć i zwiększa koncentrację.

Kawa to napój z prażonych, a później zmielonych ziaren kawy, uzyskiwanych z drzewek lub krzewów kawowca. Roślina pochodzi z Afryki. Pierwszą sadzonkę drzewa kawowego przywieziono w 1772 r. z Gujany do Brazylii. Od tej pory losy tego kraju są nierozerwalnie związane z uprawą i produkcją kawy (połowa krajowego budżetu Brazylii pochodzi z produkcji kawy).


Napój z kawy pierwsi zaczęli przyrządzać Arabowie w XIV w. Legenda mówi o mnichach muzułmańskich z klasztoru leżącego u wybrzeży południowego Jemenu. Pasterz kóz zauważył, że zwierzęta nie chcą spać, są bardzo ożywione. Opowiedział o tym imamowi, który połączył zachowanie kóz z ich reakcją na pokarm: liście i przypominające wiśnie owoce z krzewów znajdujących się na pastwisku. Imam zebrał nieco owoców i w wyniku przeprowadzanych z nimi doświadczeń uzyskał gorzki napój, po wypiciu którego odczuwał silne bicie serca i bezsenność. Dziś wiemy, że reakcje te powoduje kofeina (kawa zawiera jej od 0,5% do 2%). Kofeina pobudza procesy biologiczne kory mózgowej, zmniejsza znużenie, podwyższa ciśnienie krwi, może powodować zawroty głowy i bezsenność.


Do Europy kawa trafiła w XVII w. Po zwycięstwie króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem (1683) wypuszczony z niewoli tureckiej Jerzy Franciszek Kulczycki tłumaczył, co zawierają worki, w wielkiej ilości pozostawione po pokonanych Turkach. Znał także tajemnicę przyrządzania kawy. Dzięki zasługom na rzecz cesarza Kulczycki otrzymał zdobyczną kawę i tytuł mieszczanina wiedeńskiego. Wkrótce otworzył pierwszą w Wiedniu kawiarnię. Mieściła się przy ul. Domgasse 6 i cieszyła wielkim powodzeniem. W niedługim czasie kawiarnie pojawiły się w stolicy Francji, Paryżu. W 1721 r. było ich około 300. Kawiarnie stały się w tym czasie miejscem, gdzie nie tylko smakowano kawę, ale i gdzie rodziły się zarzewia wywrotowych idei i buntów.


Na przełomie XVII i XVIII w. kawą zaczęli interesować się lekarze. Pierwsze ich opinie są dziś dla nas zaskakujące. Według angielskich lekarzy kawa miała podobno leczyć gruźlicę, nieżyt oczny, puchlinę wodną, dnę, szkorbut, a nawet ospę. Natomiast zmieszana z mlekiem mogła wywołać trąd!


Na terenie Polski kawiarnie i cukiernie zaczęły powstawać pod koniec XVIII w. W naszych kawiarniach oprócz kawy można było zamówić jajka na miękko, parówki, pieczywo i masło. Lokale te były często związane z określonym środowiskiem, np. aktorskim, dziennikarskim itp. Jedną z najsłynniejszych warszawskich kawiarń była kawiarnia Lourse’a. Słynęła ona z wytworności oraz smakowitych rogalików, napoleonek i innych specjałów. Do częstych gości należeli wielcy pozytywiści, a później Skamandryci.


Moda na picie kawy trwa nadal. Pije się ją nie tylko w kawiarniach, ale przede wszystkim w domach, w pracy. Znane przysłowia to: „Kawa nie może być nigdy za mocna, a kobieta za piękna”, „Wyłożyć kawę na ławę”.

(Przepis na 4 filiżanki)

2 szklanki wody (oligoceńskiej, niegazowanej stołowej - woda z kranu popsuje smak), 4 łyżeczki drobno zmielonej kawy, 4 kostki gorzkiej czekolady, 1/2 szklanki pełnotłustego mleka, 1 łyżeczka cukru (kto lubi słodki napój, może dodać więcej cukru - według własnych upodobań), 4 łyżki bitej śmietany - może być gotowa - z pojemnika.

Filiżanki, w których podamy kawę wstawiamy do podgrzewacza lub trzymamy we wrzącej wodzie. Mleko podgrzewamy, powinno być gorące - ale nie dopuszczamy do zagotowania. Kawę, cukier i czekoladę dajemy do dzbanka, najlepiej kamionkowego, zalewamy wrzątkiem, przykrywamy, odstawiamy na kilka minut w ciepłe miejsce, np. do wygrzanego, ale wyłączonego piekarnika. Do gorących filiżanek rozlewamy przecedzoną kawę, dodajemy lekko spienione mleko, wierzch przybieramy bitą śmietaną i od razu podajemy. Kawa powinna być bardzo gorąca, wówczas jest najsmaczniejsza.

Kawa cappuccino

(Przepis na 4 filiżanki)

4 filiżanki pełnego mleka, 4 kostki gorzkiej czekolady, 4 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej (nesca), 2 łyżeczki cukru, bita śmietana, utarta czekolada.

Filiżanki trzymamy we wrzącej wodzie. Mleko podgrzewamy do momentu wrzenia, ale nie dopuszczamy, by się zagotowało. Pod wrzątkiem gasimy ogień, dodajemy pokruszoną czekoladę, cukier, kawę - składniki dokładnie mieszamy w taki sposób, by kawa lekko się spieniła, dodajemy cukier i ponownie lekko ubijamy, by na wierzchu utworzyła się warstwa pianki. Zaraz po przygotowaniu rozlewamy do gorących filiżanek, przybieramy porcją bitej śmietany i obficie posypujemy utartą czekoladą. Kawę podajemy bardzo gorącą.
Napój jest najsmaczniejszy z dodatkiem małych biszkoptów szampanek.

CZYTAJ DALEJ

Podejmij #WyzwanieRóżańcowe

2020-09-29 22:40

ks. Łukasz Romańczuk

Lubisz wyzwania, które wymagają dużego wysiłku? To spróbuj takiego, które może umocnić twojego ducha!

#WyzwanieRóżańcowe to inicjatywa Wydziału Duszpasterskiego Archidiecezji Wrocławskiej, wrocławskiej wspólnoty stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, PWT we Wrocławiu, Gościa Wrocławskiego, ks. Jakub Bartczak, Obserwatorium Społecznego, Nowego Życia, Caritas Archidiecezji Wrocławskiej i Niedzieli Wrocławskiej.

Nakręcili oni spot, w którym zachęcają do modlitwy różańcowej, ale nie tylko.

- Celem naszego wyzwania modlitewnego jest zaproszenie do modlitwy różańcowej, uczczenie setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II - mówi ks. Bartosz Mitkiewicz, duszpasterz Wspólnoty Wrocławskiej Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia.

Nie jest to jedyne zadanie tych, co włączają się w akcje.

- Ważne, aby zrobić selfie z różańcem w dłoni i opublikować na portalach społecznościowych takich jak: Facebook, Instagram, Snapchat, oznaczenie hasztagiem #WyzwanieRóżańcowe oraz zaproszenie innych do modlitwy - dodaje.

Pomysłodawcami wyzwania są studenci z Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia

Wyzwanie jest wakacyjnym pomysłem studentów, którzy wtedy przeżywali internetowe rekolekcji wspólnoty - mówi ks. Bartosz.

- Różne wyzwania można odnaleźć w sieci, które mają odniesienie do pomocy innym ludziom. Nasza inicjatywa różańcowa ma być taką drobną pomocą duchową oraz okazją do świadectwa. Dlaczego jako Niedziela Wrocławska włączyliśmy się w akcję? Z dwóch względów. Po pierwsze media katolickie powinny promować pozytywne rzeczy, a po drugie jest to pewnego rodzaju przykład ewangelizacji, którymi nasze media powinny się zajmować, zwłaszcza, że jest coraz więcej treści, które nic nie wnoszą do życia ludzi, a tu mamy konkretne zadanie - mówi ks. Łukasz Romańczuk

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję