Reklama

Kościół

S. Siepak: św. Faustyna uczy, jak w cierpieniu i chorobie być szczęśliwym i spokojnym

Z okazji 20. rocznicy kanonizacji św. Siostry Faustyny o jej niezwykłym życiu z Bogiem rozmawiamy z siostrą Elżbietą Siepak. - Siostra Faustyna pokazuje, że nawet w cierpieniu i chorobie można być szczęśliwym i spokojnym, a gwarantem tego jest przeżywanie trudów życia w zjednoczeniu z Chrystusem - podkreśla rzecznik prasowy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

[ TEMATY ]

Faustyna

youtube.com/faustyna

Łukasz Kaczyński (KAI): Jak to jest możliwe, że zwyczajna zakonnica usłyszała głos Jezusa?

S. Elżbieta Siepak: - Dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Byli zresztą też inni święci, którzy Go słyszeli, ale nikt z nich nie miał tak wielkiej misji, jaką Bóg powierzył Siostrze Faustynie. To misja proroka, który ma przygotować świat na powtórne przyjście Chrystusa. Wyobrażam sobie, co musiała przeżywać, kiedy usłyszała te słowa z ust Jezusa i gdy potem potwierdziła je Matka Boża, stwierdzając: „Ja dałam światu Zbawiciela, a Ty masz przygotować świat na powtórne przyjście Jego”. Co my byśmy czuli na jej miejscu? Myślę, że ta wiadomość bardzo by nas przygniotła odpowiedzialnością…

Przeczytaj także: Kraków: konfesjonał św. Faustyny wrócił do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia

KAI: A jak zareagowała Siostra Faustyna? Uwierzyła od razu czy była nastawiona sceptycznie?

Reklama

- Siostra Faustyna była wielką realistką, znała swoje miejsce i nigdy nie pragnęła wizji ani nadzwyczajnej misji. To była osoba bardzo mocno stąpająca po ziemi. Nawet kiedy Pan Jezus zlecał jej kolejne zadania, jak namalowanie swojego wizerunku czy ustanowienie święta Bożego Miłosierdzia, zawsze najpierw szła z tym wszystkim do spowiedników. Nie była żądna sensacji czy mocnych przeżyć. Wierzyła słowom Jezusa, które On do niej kierował, ale nie chciała ulegać złudzeniom, dlatego na wszystkim chciała mieć pieczęć Kościoła. Posłuszeństwo kapłanom było dla niej nieraz bardzo trudne, ale prowadziło ją bezpieczną drogą. W swym „Dzienniczku” zapisała nie tylko słowa Jezusa, ale także kilkadziesiąt objawień Matki Bożej, doświadczenia Trójcy Świętej, spotkania ze świętymi i aniołami czy duszami zmarłych. Te doświadczenia były u niej tak częste, że rzeczywistość nieziemska stawała się dla niej bardziej realna niż ta zwyczajna.

KAI: Fragmenty z życia św. Faustyny, takie jak walka z szatanem bądź mistyczne doświadczenia, są odległe zwykłemu człowiekowi. Jak do nich podejść, by nie zniechęciły?

- Są tacy czytelnicy „Dzienniczka”, którym wydaje się, że to, co jest tam zapisane, jest nierealne. Że te doświadczenia ze światem nadprzyrodzonym brzmią jak bajka. Że to jest tak fantastyczne, że nie może być prawdziwe. Ale wizje Siostry Faustyny nie są bajkowe. Imprimatur potwierdza to, że wszystko, co zostało zapisane w „Dzienniczku”, jest zgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego. Jak podejść do tych objawień. Myślę, że właśnie tak, jak to uczyniła osoba, która ich doświadczała. Św. Faustyna pisała wprost, że to nie objawienia, ale pełnienie woli Bożej są istotne dla życia chrześcijańskiego. Ta prosta zakonnica doskonale wiedziała, że świętość i wielkość człowieka polega na miłości Boga i ludzi. Ona nie koncentrowała się w swoim życiu na objawieniach, ale na budowaniu relacji z Bogiem. I dlatego swoim życiem jasno pokazuje współczesnemu człowiekowi - który często jest zwodzony pozorami miłości - gdzie leży głębia szczęścia. Właśnie w przyjaźni z Bogiem - im głębszej, tym dającej więcej szczęścia.

Reklama

KAI: No właśnie, czy Helena Kowalska miała szczęśliwe życie?

- Tak. Choć może trudno w to uwierzyć, bo raczej nie jest marzeniem człowieka, by całe życie wykonywać proste obowiązki i być zamkniętym w klasztorze. Patrząc jednak tylko z tej ludzkiej perspektywy, życie zakonne czy np. życie ludzi cierpiących od dziecka jest jakimś wielkim nieporozumieniem. Natomiast spoglądając na to oczami wiary można dostrzec, że każde życie, nawet najbardziej szare i zwyczajne, może być przepełnione szczęściem, gdy jest w nim osobista i żywa relacja z Bogiem. Poza Bogiem nie ma tak naprawdę prawdziwego szczęścia. Wszystko inne to tylko ułuda i jedynie namiastki szczęścia. Prawdziwe szczęście jest w życiu z Bogiem i tego uczy współczesnych Siostra Faustyna, której imię oznacza przecież „szczęśliwa”.

KAI: Jakie jest najważniejsze przesłanie Jezusa skierowane do św. Faustyny?

- Najistotniejszy przekaz dotyczy poznania Boga w tajemnicy miłosierdzia, zaufania Mu i świadczenia dobra bliźnim. To jest rdzeń orędzia, z którym Pan Jezus wysyła Siostrę Faustynę do całego świata. Chodzi o to, żeby ludzie poznali miłosierną miłość Boga. Doświadczyli tego, że On jest Ojcem, który zawsze kocha miłością przebaczającą i że z zaufania Jemu wynika szczęście. A to sprawia, że chcemy być podobni do Niego właśnie w miłosierdziu, więc by to osiągnąć powinniśmy świadczyć dobro innym. Siostra Faustyna przekazała też nowe formy kultu Bożego Miłosierdzia, które zdominowały współczesny świat. Dzisiaj jest epoka Miłosierdzia. Dzisiaj ludzie nawet na maleńkich wyspach odmawiają Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Nie ma kraju, w którym nie byłoby obrazu Jezusa Miłosiernego, Święto Miłosierdzia zostało wpisane do kalendarza liturgicznego całego Kościoła, coraz większą popularność zdobywa modlitwa w chwili konania Jezusa zwana Godziną Miłosierdzia i miliony osób na całym świecie angażują się w szerzenie czci Miłosierdzia.

KAI: A skąd się wziął „Dzienniczek”?

- Jest w nim zapis, że to Pan Jezus zapragnął, by Helena Kowalska go prowadziła. To pragnienie Jezusa wyraził jej wileński spowiednik, ks. Michał Sopoćko, który nie chciał słuchać jej długich spowiedzi i polecił, by przy sakramencie pokuty i pojednania mówiła mu tylko o swoich grzechach, natomiast resztę zapisywała w zeszycie. Co ważne, pierwszy zeszyt dzienniczka autorka spaliła, bo uległa poleceniom rzekomego anioła. Ale za pokutę otrzymała zadanie odtworzenia tych treści. Dlatego też pierwsza część „Dzienniczka” ma zaburzoną chronologię. Św. Faustyna prowadziła go na bieżąco, ale też retrospektywnie wracała w nim do wydarzeń, które działy się wcześniej w jej życiu.

KAI: Jak mądrze podejść do „Dzienniczka”, by nie zniechęcić się często trudnymi opisami zakonnicy z Łagiewnik?

- Myślę, że nie trzeba tego czynić na siłę. „Dzienniczka” nie czyta się tak, jak książki do poduszki. Jest to perła literatury mistycznej, która ma pomóc w rozwoju duchowym. Dla wielu ludzi na całym świecie jest to druga po Biblii książka bliska ich sercu. Dla jednych to podręcznik życia duchowego, dla innych modlitewnik. Myślę, że ci, którzy mają trudności z czytaniem „Dzienniczka” winni może najpierw poznać choć trochę jego autorkę. Kiedy wiemy, kim jest autor danej pozycji książkowej, to łatwiej nam zabrać się do lektury. Bez tego możemy zderzyć się z treściami, które nas przerastają. I może to prowadzić do zniechęcenia. Dlatego warto sięgnąć wcześniej po dobre książkowe lub filmowe biografie dotyczące św. Siostry Faustyny.

KAI: Przeżywamy trudny czas pandemii. Choroba towarzyszyła także życiu Siostry Faustyny. Jakie rady względem tego aspektu życia człowieka płyną z jej postawy?

- Z racji tego, że chorowała ona na nieuleczalną chorobę - gruźlicę - stanowi mocny przykład dla współczesnych chorych, także tych mierzących się z COVID-19. Z racji swojego schorzenia Siostra Faustyna przebywała w szpitalu ponad 8 miesięcy, w separatce, w odosobnieniu od zakonnej wspólnoty. Jednak ten czas przeżywała z Jezusem, pokazując, jak najlepiej sobie radzić w takiej sytuacji. Jej relacja z Jezusem była bardzo osobista, żywa, była ciągłym spotkaniem z Kimś, kto jest przyjacielem. A przecież to nie jest jednostkowa relacja, do której miała dostęp tylko apostołka Bożego Miłosierdzia. Wszyscy z racji chrztu św. jesteśmy wezwani do takiej bliskości z Chrystusem. Św. Faustyna nie panikowała i nie skarżyła się w chorobie. Mało tego, ona tęskniła za śmiercią, co wydaje się niepojęte z ludzkiego punktu widzenia. Poznała bowiem głębię miłości Jezusa - doświadczyła jej w swoim życiu pośród wielu cierpień i widziała niebo. To doświadczenie miłującej obecności Boga i zaufanie Mu usuwa z życia człowieka lęk przed śmiercią i niepewnością jutra. Często, zwłaszcza w obecnej sytuacji epidemicznej, nie umiemy zaakceptować choroby czy cierpienia, gdyż są bezsensowne w ludzkim rozumieniu - po prostu uniemożliwiają nam normalne funkcjonowanie. Ale Siostra Faustyna pokazuje, że nawet w cierpieniu i chorobie można być szczęśliwym i spokojnym, a gwarantem tego jest przeżywanie trudów w zjednoczeniu z Chrystusem. Z Bogiem, dzięki któremu nigdy nie jesteśmy sami. Z Bogiem, który przeprowadza nas przez śmierć do życia wiecznego.

KAI: Siostra Faustyna jawi się pod kątem ziemskiego życia jako osoba niezwykle zwyczajna. Nawet pod względem nazwiska… Jak to się stało, że ktoś taki doprowadził do tego, że Boże Miłosierdzie jest znane na całym świecie.

- To prawda - nawet nazwisko Siostra Faustyna miała jak przysłowiowy Polak, czyli Kowalska. To jest świetny obraz, który mówi, jaka jest perspektywa życia każdego człowieka. Zwyczajne życie może stać się nadzwyczajne. Ale jest jeden warunek – trzeba zaufać Bogu, Jego słowu i pełnić to, co nam polecił. Wszystko, co Bóg mówi do człowieka ma na celu jego szczęście. Gdy pełnimy Jego wole, wtedy życie, nawet bardzo szare, staje się życiem pięknym i barwnym, a każdy dzień jest inny, choć przeżywany w tym samym rytmie, wśród tych samych twarzy i w bardzo prozaicznych obowiązkach. Nic nam nie da takiego szczęścia, jakie daje nam życie z Bogiem. Trwanie z Jezusem czyni naszą codzienność niezwykłą, bo przeżywaną w miłości. Przecież nikt nie kocha bardziej niż Bóg. Nikt nie obiecuje życia wiecznego, tylko Jezus. Nikt nie powie z pełną mocą: wszystko jest po coś i nawet trudne doświadczenia mogą służyć twojemu dobru - tylko Jezus Miłosierny.

KAI: Jak Siostra Faustyna uczy współczesnych swoim życiem wcielać prawdę o Bożym miłosierdziu w życiu?

- Przykładem swojego życia, dzięki któremu jest bliska wielu ludziom. Nieraz staje się domownikiem czy też przyjaciółką, której można wszystko opowiedzieć. Imponuje młodym, gdyż sama była młoda, a jej codzienność nie była usłana różami. I co ważne, nie boi się mówić o swojej słabości. Pisze o sobie szczerze i prosto, bez ukrywania tego, co trudne w życiu. Dzięki temu jest tak autentyczna, czysta i przejrzysta, że nie zasłania sobą Boga. Ludzie kochają ją i biorą z niej przykład, bo ewangelizuje nie tyle objawieniami, co własnym życiem, które jest im bliskie, bo są w nim trudności i cierpienia, ale przeżywane z Bogiem i w miłości do bliźniego. A to przyciąga jak magnes.

2020-04-28 11:17

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Watykan: na całym świecie będzie obchodzone wspomnienie św. Faustyny Kowalskiej

[ TEMATY ]

miłosierdzie

Faustyna

św. Faustyna

s. Faustyna

youtube.com/faustyna

Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała z upoważnienia Ojca Świętego dekret o wpisaniu wspomnienia dowolnego św. Faustyny Kowalskiej do Ogólnego Kalendarza Rzymskiego.

W dokumencie przypomniano drogę życiową św. Faustyny, kanonizowanej w Rzymie w roku 2000 przez św. Jana Pawła II. Podkreślono, że głoszone przez nią orędzie Bożego Miłosierdzia szybko rozpowszechniło się na całym świecie. „ Z tego powodu papież Franciszek, przyjmując petycje i prośby pasterzy, zakonnic i zakonników, a także stowarzyszeń wiernych, biorąc pod uwagę wpływ duchowości św. Faustyny w różnych częściach świata, nakazał, aby imię św. Marii Faustyny (Heleny) Kowalskiej, dziewicy, zostało wpisane do Ogólnego Kalendarza Rzymskiego, a jej wspomnienie dowolne wszyscy obchodzili 5 października. Niech to nowe wspomnienie zostanie wpisane do wszystkich Kalendarzy oraz Ksiąg Liturgicznych do odprawiania Mszy św. i Liturgii Godzin, przyjmując załączone do tego dekretu teksty liturgiczne, które mają być przetłumaczone, zatwierdzone a po zatwierdzeniu przez tę dykasterię opublikowane przez konferencje episkopatów” – czytamy w dekrecie noszącym datę 18 maja 2020 roku – setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II. Dokument podpisali prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kard. Robert Sarah oraz sekretarz, abp Arthur Roche.

Teksty te są już zatwierdzone i od kilku lat obowiązują w Kościele w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: Niezwykła pamiątka Cudu nad Wisłą w kaplicy w Castel Gandolfo

2020-08-14 09:52

[ TEMATY ]

sztuka

Watykan

Castel Gandolfo

adoyle / Foter.com / CC BY

W kaplicy papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo pod Rzymem, zamienionej ostatnio na muzeum można zobaczyć fresk przedstawiający symboliczne wydarzenie Cudu nad Wisłą ­- bitwę pod Ossowem z centralną postacią księdza Ignacego Skorupki z krzyżem w ręce. W piątek, 14 sierpnia, mija sto lat od bitwy pod Ossowem.

Malowidło ścienne wykonał w 1933 roku Jan Henryk Rosen (1891-1982) na prośbę papieża Piusa XI, którego osobista historia i posługa były w niezwykły sposób związane z pierwszymi latami niepodległości Polski.

Późniejszy papież, Achille Ratti został mianowany w kwietniu 1918 roku przez Benedykta XV wizytatorem apostolskim w Polsce i na Litwie. W czerwcu 1919 roku, ponad pół roku po odzyskaniu niepodległości przez Polskę arcybiskup Ratti został nuncjuszem apostolskim w Warszawie.

Podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku abp Ratti, jako jeden z dwóch przedstawicieli dyplomatycznych innych państw, obok ambasadora Turcji, pozostał w stolicy i nie wyjechał z zagrożonego miasta w obliczu ofensywy Armii Czerwonej.

Historycy podkreślają, że nuncjusz jako naoczny świadek tych dramatycznych wydarzeń, zakończonych polskim zwycięstwem nad nacierającymi Sowietami rozumiał jego znaczenie i wpływ na losy Europy.

W uznaniu dla jego postawy, uznanej za heroizm oraz dowód wielkiego przywiązania do Polski, kardynał Achille Ratti został odznaczony Orderem Orła Białego nadanym mu przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego 2 lutego 1922 roku. Cztery dni później purpurat został wybrany na konklawe i jako papież przyjął imię Piusa XI.

O talencie młodego malarza z Warszawy Jana Henryka Rosena opowiedział papieżowi podczas wizyty w Watykanie zwierzchnik archidiecezji ormiańskokatolickiej we Lwowie arcybiskup Józef Teodorowicz, który zlecił mu wykonanie fresków w swojej świątyni.

Pius XI, który jako biskup Rzymu dalej czuł się bardzo związany z Polską i był nawet nazywany przez Polaków „polskim papieżem” postanowił zaprosić Rosena. Powierzył mu wyjątkowe zadanie: wykonania dwóch malowideł w kaplicy letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Papież poprosił artystę o to, aby jego prace w tym szczególnym miejscu miały wymowę chrześcijańską i zarazem historyczną.

Rosen namalował w 1933 roku dwa freski. Przedstawiają one księdza przeora Augustyna Kordeckiego podczas obrony Jasnej Góry w czasie potopu szwedzkiego w 1655 roku i księdza Ignacego Skorupkę z wysoko podniesionym w górę krzyżem na czele żołnierzy polskich podczas walk z Armią Czerwoną w 1920 r.

Artysta pracował nad malowidłami rok i to pod czujnym, jak relacjonują historycy, okiem samego papieża.

Bohaterem fresku upamiętniającego Cud nad Wisłą Rosen uczynił urodzonego w 1893 roku w Warszawie księdza Ignacego Skorupkę, który był kapelanem 236. ochotniczego pułku piechoty, złożonego przede wszystkim z gimnazjalistów i studentów. Ten młody ksiądz ochotniczo wstąpił do wojska na wiadomość o tym, że Warszawa jest zagrożona przez bolszewików. Ze swoim oddziałem stacjonował na Pradze. 13 sierpnia 1920 roku wyruszył z koszar na front; przez Ząbki i Rembertów przedostał się do Ossowa. Przyłączył się do bitwy, w której zginął 14 sierpnia ranny od strzału w głowę.

Śmierć 27-letniego kapłana, który według przekazów trzymał do ostatniej chwili życia krzyż w ręku, stała się jednym z symboli Bitwy Warszawskiej.

O nadzwyczajnej pamiątce w kaplicy w Castel Gandolfo przypominał Jan Paweł II, który wiele czasu spędzał w tej rezydencji.

Podczas pielgrzymki do Polski 13 czerwca 1999 roku powiedział w trakcie Liturgii Słowa na warszawskiej Pradze po wizycie w Radzyminie: „Nie mógłbym stąd odjechać, nie wspominając jeszcze jednego ważnego szczegółu. Wielu Polaków przyjeżdża do Rzymu, niektórzy odwiedzają też Castel Gandolfo. Kiedy znajdą się w kaplicy domowej w tej rezydencji papieża, o dziwo, spotkają się tam z freskami na ścianach bocznej kaplicy, upamiętniającymi dwa wydarzenia z dziejów naszych, polskich”.

„Pierwszy- mówił- to Obrona Jasnej Góry, a drugi to Cud nad Wisłą. Jak się to stało, jak do tego doszło? Otóż te malowidła kazał w kaplicy w Castel Gandolfo wymalować Papież Pius XI, który podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 roku był nuncjuszem apostolskim w Warszawie”.

„Ta jego decyzja, jego inicjatywa sprawiła, że papież Polak zastał tam w swej kaplicy dzieje swojego narodu, a w szczególności wydarzenia tak bardzo mi bliskie, bo – jak już powiedziałem w Radzyminie – właśnie wtedy, w 1920 r., gdy bolszewicy szli na Warszawę, wtedy się urodziłem”- dodał Jan Paweł II.

Podkreślił również: „Wobec tych, którzy polegli w bitwie o Warszawę, w Cudzie nad Wisłą, zaciągnąłem szczególny dług wdzięczności. I to chciałem wam powiedzieć, a raczej wyznać tu właśnie, w waszej nowej diecezji warszawsko-praskiej, gdzie znajduje się Radzymin i gdzie ślady tego olbrzymiego wysiłku żołnierzy, oficerów, generałów, marszałka, wszystko to razem jest tam wpisane w te mogiły, które po nich pozostały”.

Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)

CZYTAJ DALEJ

Św. Maksymilian wzorem miłości

2020-08-14 21:33

ks. Paweł Borowski

14 sierpnia w dniu wspomnienia św. Maksymiliana Kolbego toruńska parafia pod jego wezwaniem świętowała nie tylko odpust parafialny, ale także 40-lecie swojego istnienia. Mszy św. przewodniczył bp Wiesław Śmigiel.

Zobacz zdjęcia: 40 lat parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego w Toruniu

Biskup toruński w homilii podkreślił, że miłość jest tym, co wyróżnia uczniów Chrystusa. Przypominając bogatą historię życia patrona parafii zaznaczył, że był on Bożym szaleńcem, który miłość do Boga i bliźniego miał mocno wyryte w sercu, dlatego był w stanie dokonać tak wielkich dzieł, bo miłość uskrzydla, dodaje sił i kreśli przed nami szczytne cele.

Msza św. pod przewodnictwem pasterza diecezji toruńskiej była zwieńczeniem tygodniowych obchodów 40-lecia istnienia parafii.

Patronat nad obchodami objął Tygodnik Katolicki "Niedziela".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję